| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:


Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż

Wpisy z tagiem: dieta eliminacyjna

wtorek, 25 lutego 2014

Żyjemy w świecie, w którym kalorie są fetyszem. Kaloryczność jest pierwszym, a czasem jedynym kryterium, przy pomocy którego oceniamy żywność. Tymczasem kryterium kaloryczności nie wiele znaczy, a błędy, jakie możemy popełnić traktując je jako dietetyczny kierunkowskaz, niosą przerażające konsekwencje. Uczę o żywieniu piętnaście lat i wierzcie mi, że podczas analizy jadłospisów przez ten czas naoglądałam się wielu różnych perełek…

UWAGA! Mój blog wkrótce zostanie skasowany, ponieważ zostanie zamknięta cała platforma blox.

Zapraszam pod nowy adres: https://trocheinnacukiernia.home.blog/



Ja nie twierdzę, że nie należy kontrolować, tego co się zjada. Tylko żeby nie kontrolować, ile pożywienie ma kalorii. Zamiast liczyć kalorie, patrzmy po prostu na to, co jemy. Dużo warzyw, nieskrobiowych owoców, mnóstwo ziół i zielska, do tego kasze, rośliny strączkowe, tłuste ryby i jajka. Mało mięsa, białej mąki, słodyczy i oby jak najmniej przetworzonych produktów. Dbajmy o podaż odpowiedniej ilości składników odżywczych w różnorodnej diecie opartej o najwyższej jakości nieprzetworzone, sezonowe produkty (ale o tym co jeść, ile tego jeść, to już inna opowieść np.: o diecie cud). Kalkulatory energetyczne zostawmy dietetykom, bo szkoda na nie naszego czasu i zdrowia. 

Pozdrawiam
Małgorzata Kalemba-Drożdż

P.S. Dla osób, które lubią dłuższe teksty mogę polecić książki:
Willet W., Skerrett P., Eat, Drink and Be Healthy, 2005
Fuhrman J., Eat to Live: The Amazing Nutrient-Rich Program for Fast and Sustained Weight Loss, 2011.
Dunn R., The Wild Life of Our Bodies, New York 2011.
Taubes G., Good Calories, Bad Calories, New York 2007

niedziela, 01 grudnia 2013

Z białkami odżywczymi znów jest długa historia, na którą niestety nie mam w tym momencie czasu, więc proszę się nie czepiać, kiedyś uzupełnię i dodam właściwsze zdjęcie. Ale już kolejna osoba prosi o wpis proteinowy, więc w telegraficznym skrócie opowieść o białkach odżywczych.

UWAGA! blog wkrótce zostanie skasowany, ponieważ zostanie zamknięta cała platforma blox.

Zapraszam pod nowy adres: https://trocheinnacukiernia.home.blog/



poniedziałek, 05 sierpnia 2013

I odpowiedź na to pytanie wcale nie brzmi: w tabletkach. Kwas foliowy znajdziemy w warzywach, przede wszystkim tych zielonych, owocach, ziarnach i orzechach. Dużo jest go we krwi i wątrobie, ale wątróbki absolutnie nie jedzcie, to najbardziej zanieczyszczony toksynami organ! W dodatku przy wątróbce łatwo o zakażenie bakteriami i to takimi, które na niczym innym nie wyrosną. Np o Listerię dużo łatwiej na wątróbce niż na serze pleśniowym, którym straszą ciężarne kobiety, a przecież większość serów pleśniowych robi się z mleka pasteryzowanego.

kwas foliowy, foliany w żywności, gdzie znaleźc kwas foliowy 

Źródła kwasu foliowego w 100 g produktów:

Zarodki pszenne 330 ug
Otręby pszenne 260 ug
Szpinak świeży 193  (gotowany 30-90)
Soczewica gotowana 180 ug (surowa 480)
Pietruszka, korzeń 180 ug
Pietruszka, liście 170 ug
Żółtko jaja 152 ug
Szparagi 150 ug
Bób 145 ug
Brukselka surowa 130 ug (gotowana 36)
Kalafior surowy 120 (ugotowany 55 ug)
Jarmuż 120 ug
Brokuły surowe 119 ugotowane 64 ug
Orzechy arachidowe (fistaszki prażone) 110 ug
Sezam 97 ug
Rukola 97 ug
Migdały 96 ug
Buraki 87 ug
Płatki owsiane 86 ug
Kiełki soczewicy 84 ug
Kapusta włoska 80 ug
Kapusta pekińska 77 ug
Sałata 75 ug
Musli z owocami suszonymi 73 ug
Orzechy laskowe 72 ug
Bazylia 68 ug
Awokado 62 ug
Słonecznik 60-230 ug
Pistacje 58 ug
Cukinia 52 ug

(100 g to jest mniej więcej 1 garść)

W pewnym stopniu kwas foliowy jest również syntetyzowany przez endogenną florę jelitową, więc warto zadbać o probiotyki. Ważne jest to, że gotowanie, smażenie, i wszelka inna obróbka termiczna powoduje straty od połowy do nawet 90% kwasu foliowego, więc trzeba jeść dużo surowych warzyw.

Dzienne zapotrzebowanie na kwas foliowy to około 300-400 mikrogramów, choć Amerykanie za normę podają już 600.

Jako przykładowe dania bogate w foliany proponuję: musli z orzechami i zarodkami pszennymi, zielony koktajl, sok z pietruszki (jednocześnie bogaty w żelazo) i surówkę z kalafiora i fistaszków, a także coś, co zawsze polecam moim studentom: jeśli gotujecie brokuła, to do dania zużyjcie tylko różyczki, a łodyżkę obierzcie z włóknistej skóry i wetnijcie na surowo ;)

A do pogryzania polecam surowe orzechy i ziarna, które jak się przyjrzycie, pojawiają się też we wpisach dotyczących magnezu, nienabiałowego wapnia, a także żelaza. Orzechy powinny być nieprażone! I najlepiej je zmielić lub utłuc w moździerzu bezpośrednio przed jedzeniem.

Dobrym źródłem kwasu foliowego jest wątróbka (smażona 500 ug), jednakże jedynie pod warunkiem, gdy pochodzi ze zwierząt z chowu ekologicznego i to młodych, w przeciwnym wypadku jest tak nafaszerowana toksynami, że naprawdę nie warto jej jeść.

Kwasu foliowego potrzebują wszyscy niezależnie od wieku. Jeśli macie ochotę, to przeczytajcie mój artykuł w punktowanym czasopiśmie, do czego potrzebujemy folianów (KLIK).

Dlaczego uważam, że tabletki nie są nieodzownie potrzebne? Bo gdyby były, to nasz gatunek dawno by przestał istnieć. Ale 5 porcji warzyw dziennie to jest absolutne minimum!

Smacznego i pozdrawiam!
Małgorzata Kalemba-Drożdż

piątek, 12 lipca 2013

Kontynuuję wątek dietetyczny ;) Ilustracja z tego, co miałam w domu, więc proszę się nie czepiać, że jest gorzka czekolada zamiast kakao i sezamki zamiast sezamu. Na naszym osiedlu nigdzie nie kupię ziaren sezamu, kakao w lecie jakoś nie wchodzi, a reszta po prostu zazwyczaj w domu jest.

UWAGA! Mój blog wkrótce zostanie skasowany, ponieważ zostanie zamknięta cała platforma blox.

Zapraszam pod nowy adres: https://trocheinnacukiernia.home.blog/



 

Do poczytania polecam też źródła magnezu, kwasu foliowego i nienabiałowego wapnia.

A tak poza tym to zapraszam do przeczytania dzisiejszego Dziennika Bałtyckiego:)

piątek, 05 lipca 2013

Tak Wam się spodobała moja ilustracja nienabiałowych źródeł wapnia, że na specjalne życzenie przedstawiam pokarmowe źródła magnezu. To też ważne zagadnienie, bo ostatnio można odnieść wrażenie, że magnez obecnie występuje tylko w postaci tabletek...

UWAGA! Mój blog wkrótce zostanie skasowany, ponieważ zostanie zamknięta cała platforma blox.

Zapraszam pod nowy adres: https://trocheinnacukiernia.home.blog/



Ale nie liczcie na wakacyjną szkołę dietetyki ;) Zdjęcie zrobiłam z tego, co akurat było w domu, z myślą o zdjęciu kupiłam tylko pistacje. Proszę się nie czepiać, że są sezamki zamiast sezamu. Nie myślcie, że zrobienie takiego zdjęcia jest łatwe, bo kiedy tyle jedzenia ląduje nagle na stole, od razu zlatują się dzieciowe sępy :P

Pokarmowe źródła magnezu, pinkcake.blox.pl, trochę inna cukiernia, Małgorzata Kalemba-Drożdż

Zawartość magnezu w produktach spożywczych (na 100 g):

Dynia, pestki 540 mg
Otręby pszenne 490 g mg
Mak 458 mg
Kakao, proszek 420 mg
Siemię lniane 390 mg
Sezam 377 mg
Słonecznik 359 mg
Chia suche 330 mg
Zarodki pszenne 314 mg
Nerkowce 290 mg
Migdały 269 mg
Melasa 240 mg
Kasza gryczana surowa 218 mg (ugotowana 79 mg)
Orzechy arachidowe 180 mg
Czekolada gorzka 165 mg
Pistacje 158 mg
Orzechy laskowe 140 mg
Płatki owsiane 129 mg

Zapotrzebowanie na magnez wynosi około 350 mg dziennie. Do jego wchłaniania jest potrzebna witamina B6, która zasadniczo jest też w ziarnach, orzechach i nasionach, a także w mięsie. Ziarna najlepiej namoczyć przez noc, żeby zneutralizować kwasy fitowe, a potem mielić, bo w całości są trudniej przyswajalne.

Smacznego!
Małgorzata Kalemba-Drożdż

P.S. Na FB jest wersja angielska (klik) i polska (klik) do udostępniania :)

P.S.2. Zapraszam również na wpisy dotyczące kwasu foliowego, niemięsnego żelaza, nienabiałowego wapnia i innych.

poniedziałek, 01 lipca 2013

Ponieważ bardzo Was zainteresował mój artykuł o nabiale, postanowiłam przygotować ściągę obrazkową. To miała być jedna z ilustracji w mojej nowej książce, ale tak ładnie mi wyszło, że postanowiłam się podzielić, a do książki zrobiłam jeszcze ładniejsze ;)

 

UWAGA! Mój blog wkrótce zostanie skasowany, ponieważ zostanie zamknięta cała platforma blox.

Zapraszam pod nowy adres: https://trocheinnacukiernia.home.blog/



nienabiałowe źródła wapnia, non-diary calcium sources

Lista produktów, innych niż nabiał, bogatych w wapń (zawartość w 100 g produktu):

  • nasiona maku 1260 mg
  • sezam niełuskany 1000 mg
  • suszone zioła 1000-2000 mg
  • tahini 450 mg (z niełuskanych prażonych ziaren)
  • pokrzywa blanszowana 400 mg
  • sardynki w oleju (razem z kręgosłupami) 330 mg
  • sardynki w pomidorach 250 mg
  • siemię lniane 250 mg
  • melasa 250 mg
  • karob (w proszku) 248 mg
  • migdały 240 mg
  • figi suszone 203 mg
  • zielona pietruszka 190 mg
  • orzechy laskowe 186 mg
  • czosnek 180 mg 
  • liście mniszka 167 mg
  • kurkuma 160 mg 
  • jarmuż 160 mg
  • rukola 150 mg
  • suszone morele 140 mg
  • pistacje 135 mg
  • ziarna słonecznika 130 mg
  • szpinak 130 mg
  • sezam obłuszczony 114 mg
  • soja gotowana 100 mg
  • W żółtku jaja jest 150 mg/100 g, a skorupki są silnie wysycone wapniem, w dodatku po zmieleniu są doskonale przyswajalne, jednak przy alergii na jajka, te produkty odpadają z diety.

Skupiłam się na produktach gotowych do spożycia. Podawania zawartości pierwiastków w suchych strączkach czy surowych kaszach (komosa, amarantus) raczej mija się z celem. Co nie znaczy, że są to mało wartościowe produkty. O nie, tylko nie mieszczą się na TOP liście wapnia ;)

Najlepiej przyswajalny będzie wapń z ryb ze względu na jednoczesną obecność witaminy D. Ze względu na duże ilości kwasu szczawiowego w produktach roślinnych wapń z nich jest gorzej wchłaniany i tu nie należy patrzeć karcąco wyłącznie na szpinak, ale też na wszystkie liściaste, kakao, soję, figi, migdały... Jednak i tak warzywa i ziarna są w wapń całkiem zasobne. Wszelkie ziarna najlepiej namoczyć i zmielić - stają się przez to łatwiej strawne.

Dla porównania zawartość wapnia w 100 g nabiału:

  • mleko w proszku odtłuszczone 1000 mg
  • ser pełnotłusty 800-900 mg
  • czekolada mleczna 300 mg
  • jogurt naturalny 170 mg
  • lody mleczno-owocowe 150 mg
  • mleko owcze 193 mg
  • mleko kozie 130 mg
  • mleko krowie 120 mg
  • mleko kobiece 20 mg

Dzienne zapotrzebowanie na wapń to około 800-1000 mg dziennie. Zmniejsza się, jeżeli przebywamy dużo na słońcu i produkujemy sobie witaminę D.

Wchłanianie wapnia jest utrudnione m.in. przez nadmiar słodyczy, niską aktywność fizyczną i kwas fosforowy, którym nastrzykiwane jest mięso, wędliny i który jest dodawany do proszku do pieczenia i coli.

Uwaga! Bardzo proszę o sceptyczne podchodzenie do zawartości wapnia i innych mikroelementów w melasie karobowej. Jeden producent się pomylił i podał wartości na 1 kg, a nie na 100 g i stąd poszła fama o jej niesamowitych 10-krotnie zawyżonych właściwościach. Podobna pomyłka zdarzyła się około 100 lat temu, gdy w podręczniku omyłkowo podano 10-krotnie wyższą zawartość żelaza w szpinaku...

Smacznego!
Małgorzata Kalemba-Drożdż

P.S. Zapraszam na wpisy dotyczące magnezu, kwasu foliowego, niemięsnego żelaza, roślinnego białka i liczenia kalorii.

poniedziałek, 04 marca 2013

Drodzy Sympatycy, Użytkownicy, czy też Czytelnicy Trochę Innej Cukierni, jak właściwie powinnam Was nazywać? ;)

Pora zacząć przygotowania do Wielkanocy bez jajek i bez mleka:)
Ponieważ nie piekę wg przepisów świątecznych przed świętami, zapraszam na moje propozycje na ten rok oraz przepisy pozostawione specjalnie na tę okazję z zeszłego roku.

wielkanoc alergika, jajka przepiórcze

My wielkanocne pisanki robimy z jajek przepiórczych, jednak do pieczenia ich nie używam. Pojawiające się w moich przepisach mleko kozie, możecie zastąpić mlekiem migdałowym, owsianym lub ryżowym.

Święta nie mogą się obyć bez tradycyjnej baby drożdżowej. Polecam oczywiście moja rewelacyjną babę na bani, jeżeli nie dysponujecie przecierem dyniowym zapraszam na nieco uciążliwą drożdżową babkę marchewkową, albo banalnie prostą jabłkową babkę drożdżową. Każda jest puszysta, wilgotna i żadna nie zawiera jajek, a i mleka ssaczego też nie muszą.

Na pewno na te święta upiekę mazurek migdałowo-morelowy, ponieważ to ulubiony wypiek Córci (fiołki możecie ominąć:)). Lub mazurek czekoladowy z różą i marcepanem, pokażę Wam również mazurek daktylowy na mące razowej (również bez mleka, bez jajek,bez cukru) upieczony w zeszłym roku.

Jeżeli lubicie eksperymenty na świątecznym stole to zapraszam na ciasto szpinakowo-kokosowe - przecudnie zielone, wielu moich przyjaciół serdecznie je polubiło, bo oblane czekoladą smakuje jak pewien popularny batonik.

Myślę też o serniku (i był jaglany!), jednak na pewno będzie pascha wegańska, bez jajek, bez mleka, bezglutenowa, bez cukru;)

I może znikające bułeczki drożdżowe, a może takie bułeczki drożdżowe, może pojawi się jakaś niespodzianka: marcepanowe pisanki ciasto drobiowe, trufelki z prażonej mąki lub czekoladowe jajeczka, które miałam wykorzystać do ozdoby mazurka, jednak zniknęły w przedbiegach:)

Koniecznie trzeba też zrobić dowcip na Prima Aprilis!

A jeśli chodzi o dania niesłodkie, to na pewno przyda się sałatka jarzynowa z wegańskim majonezem i domowe mleko owsiane.

Życzę spokojnych przygotowań świątecznych, niczym się nie przejmujcie, zapewniam, że Wielkanoc bez jajek i mleka może być pyszna, a przecież nie o samo żarcie chodzi w te święta. A w między czasie zapraszam do naszej zielonej wiosennej zabawy.

Pozdrawiam
Gosia

piątek, 05 marca 2010

Alergiczne dziecko w przedszkolu nie ma lekko. Jego mama też nie.

UWAGA! Mój blog wkrótce zostanie skasowany, ponieważ zostanie zamknięta cała platforma blox.

Zapraszam pod nowy adres: https://trocheinnacukiernia.home.blog/



W momencie podpisywania umowy, wyszło na jaw, że Córcia nie będzie mogła spożywać posiłków przedszkolnych, ponieważ przedszkole nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej diety bezjajecznej i bezmlecznej (niestety takie przedszkole jest na naszym osiedlu). A skoro nie może spożywać posiłków, to nie może zostawać dłużej niż 5 godzin. A skoro nie może zostawać dłużej niż 5 godzin, to zgodnie z ustawą, przedszkole nie może pobierać czesnego za jej pobyt.

Już od początku usiłowano mnie zniechęcić do wysyłania dziecka do przedszkola, bo: opiekunki jej nie upilnują, kiedy "rzuci się na jedzenie" (sic!), bo inne dzieci będą jej zabierać jedzenie, bo zachlapią jej posiłek nabiałem, a w takim przypadku przedszkolanki nie mogą podać żadnego leku. Bo będzie problem z sanepidem, a co jeśli się struje czymś w przedszkolu (znaczy ja otruję własne dziecko). Potrzebne zaświadczenie od lekarza, że dziecko może uczęszczać na zajęcia. Ale żeby pani się nie ważyła (sic!) nie odebrać dziecka przed upływem 5 godzin. A że cała sytuacja jest bardzo kłopotliwa dla przedszkola itd...

Cóż, na szczęście miejsca w przedszkolu są przyznawane zewnętrznie niezależnie od woli dyrekcji na zasadzie punktacji, w której preferencje żywieniowe dziecka nie są uwzględniane.

Początki były ciężkie. Oczywiście pięciu godzin dziecko nie może spędzić nie jedząc żadnego posiłku i patrząc jak inne dzieci jedzą. O 8 jest śniadanie, o 10 sok, o 11 zupa, o 12 drugie danie, o 14 podwieczorek. Przynajmniej dwa posiłki i sok co rano muszę przygotować i zapakować. W przedszkolnej kuchni nie było małego garnuszka, żeby odgrzać zupę przyniesioną przeze mnie. Kiedy zapytałam, czy może powinnam zaopatrzyć kuchnię w garnuszek odpowiedniego rozmiaru, wtedy okazało się, że w ogóle nie wolno w kuchni odgrzewać żadnego pokarmu z zewnątrz. Zgadzam się, dość rozsądny przepis, tylko czemu wcześniej go nie znały?

OK. W związku z tym trzeba kupić termos. Niestety termosy obiadowe mają pojemność kilku litrów, więc się nie nadają na pojedynczą porcję zupy dla małej dziewczynki. Normalne termosy maja malutkie wyloty - ciężko umyć, a nawet kawałek kalafiora je zatyka. Poza tym większość śmierdzi, a ja nie chcę żeby moje dziecko jadło woniejący plastikiem obiad. Rozwiązaniem, choć niedoskonałym, okazał się kubek termiczny. Nie trzyma ciepła tak porządnie jak termos i trzeba się natrudzić z myciem wieczka, ale nawet sprawnie funkcjonuje. Pod warunkiem, że ustawienie go w pozycji pionowej na stole nie przekracza możliwości przedszkolanek, a jedna z nich ma wybitne z tym problemy.

Sama postawiłam sobie wymóg, aby posiłek Córci był jak najbardziej podobny do tego, co jedzą pozostałe dzieci. Dzięki temu do naszego zestawu wkroczyły zupy do tej pory niespotykane np.: grysikowa czy żurek. W zamrażarce trzymam porcje różnorodnych zupek (gotuję 1 porcję więcej niż nam potrzeba i mam na zapas), bądź mrożony wywar z kury lub boczku (stąd tyle problemów co zrobić z mięsem z rosołu;)), żeby rano szybciutko ugotować porcyjkę. Gotowałyście kiedyś zupę z jednej różyczki kalafiora albo z jednego pomidora? Ciężko utrafić z przyprawami :)

Z zupkami się udało. Tyle że Córcia musiała przeboleć codzienne jedzenie zupy;) A drugie dania? Muszą być na zimno w hermetycznym pojemniku (sanepid) ale musi to być coś „czego nie będą zazdrościły inne dzieci”. Zadanie niewykonalne - dzieci zazdroszczą wszystkiego, co nie jest na ich talerzu. Szybko się przestałam tym przejmować i pakuję Córci, oprócz kanapki to, co ona lubi: kiszone ogórki, oliwki, sałatę, pomidory koktajlowe. Staram się za to spakować taki sam owoc, jaki dostają pozostałe dzieciaki, nie dlatego, że się nimi przejmuję, tylko po to, żeby mojej Małej nie było żal. Zanim się Córcia zorientowała, kto naprawdę jest odpowiedzialny za jej posiłki, minęło kilka tygodni, kiedy to rozentuzjazmowana opowiadała mi, jakie pyszne jedzonko dają w przedszkolu :P

Wyjątkami od kanapek (z wędliną, kozim serem, dżemem) i czegoś w rodzaju sałatek (sałata, pomidor, jabłko itp każde w innym kąciku pudełka), są naleśniki, pierogi, racuchy i kotlety, które też były powodem jednej z karnych wizyt na dywaniku dyrektorki, bowiem opiekunki nie wiedziały, że można zjeść kotleta na zimno i się zrobiła afera... Ech, przez pierwszy miesiąc bywałam na dywaniku niemal równie często jak rodzice chłopczyka, który wszystkich bił, gryzł i kopał. Za każdym razem się dowiadywałam, jak straszliwym obciążeniem i niekomfortową sytuacją jest posiadanie na grupie TAKIEGO dziecka. Jakby to była moja fanaberia, że Mała nie może jeść niektórych rzeczy i jakby to pani dyrektor osobiście musiała godzinę wcześniej wstać, żeby dla TAKIEGO dziecka przygotować posiłek do przedszkola.

Chwilami odnoszę wrażenie, że Córcia była traktowana jako dziecko drugiej kategorii (szczególnie przez jednego babiszona, który uważa, że 4-letnia dziewczynka na ustawowym opierunku nie zasługuje na talerzyk, kubek, czy nawet otworzenie jej butelki z mlekiem przy śniadaniu). Ta sama opiekunka usadza ją przy osobnym stoliku. Dziwne, że wychowawczyni nie uważa takiego postępowania za konieczne i jakoś dzieci jedzą każde ze swojego talerza i wojen nie ma.

Notabene, w tej samej grupie jest też inne dziecko z alergią, choć w rzeczywistości jest ona ograniczona do kilku owoców i pomidorów. Dziecko je normalnie obiady, ale oczywiście nikt nie zadba o to, żeby dostała do picia coś innego niż zakazany sok...

Najgorszą spożywczą traumą (Córcia się cała rozszlochała w domu) był „cukierek dla grzecznych dzieci”. Oczywiście dzieci z alergią były grzeczne, ale „cukierka dla grzecznych dzieci” nie dostały, ponieważ panie opiekunki nie potrafią przeczytać etykietki na opakowaniu. Czy naprawdę do tego trzeba doktoratu?

A z ostatnich ciekawostek: jedna z opiekunek usiłowała niedawno wysondować Córcie, czy ja nie symuluję jej alergii i podpytywała: "Czy mamusia daje ci jajeczka i mleczko?" A Córcia (podobno) jej z oburzeniem odpowiedziała: "Oczywiście, że mamusia mi daje jajeczka i mleczko. Przewiórcze jaja i koziowe mleko" ;)

Rozpisałam się trochę i przynudziłam. Nie jestem pewna, czy komuś przydadzą się nasze doświadczenia, ale właśnie zaczynają się zapisy do przedszkoli, więc kto wie? Dziecko z alergią pokarmową może chodzić do przedszkola, nawet jeżeli przedszkole nie zapewnia bezalergicznej diety.

Dorzucę do notki, to co napisałam w komentarzach. Inne dzieci w zasadzie bezproblemowo przechodzą nad alergią. Skoro niektórym dzieciakom nie wolno jeść niektórych rzeczy, to nie wolno i już. Natomiast moja Córcia była zaszokowana informacją, że jej koleżanka nie może jeść pomarańczy i truskawek. Długo nie mogła wyjść ze zdumienia, że są dzieci, które są uczulone na rzeczy, które ona może jeść. Bo przecież to, że inne dzieci mogą jeść mu-mu, którego jej nie wolno, to najzwyklejsza rzecz na świecie :D

DODATEK: Jeszcze jedna rzecz okazała się problemem. Mydło "miód i mleko" zamieniało rączki mojej dziewczynki w czerwoną miazgę. Córcia zabroniła mi interwencji w tej sprawie ale obiecała, że będzie myć ręce jakimś kolorowym mydełkiem, a nie białym (zazwyczaj w każdej butelce jest inny rodzaj).

Dopisek: Jeżeli dyrekcja powołuje się na jakieś dziwne zarządzenia sanepidu, że nie wolno przynosić jedzenia z zewnątrz, zwróćcie się bezpośrednio do sanepidu opisując problem i prosząc o wydanie pisemnej opinii. Ja tak zrobiłam i dostałam pismo poświadczające, że w świetle przepisów sanitarnych można przynosić jedzenie w termosie i zamykanych pudełkach, przy czym może acz nie musi leżeć w przedszkolnej lodówce. My mamy spokój od dyrekcji, a dyrekcja też ma spokój i pisemną podkładkę podczas kontroli z sanepidu na wypadek jakiegoś przewrażliwionego inspektora. I szczerze muszę przyznać, że o tego momentu skończyły się nasze kłopoty z dyrekcją.