|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: czekoladowe
sobota, 19 maja 2012
Ostatnio W poprosił mnie o upieczenie muffinek na imieniny, z jajkami, masłem itd... Ale w międzyczasie się pokłóciliśmy, więc nic dziwnego, że babeczki się mi kompletnie nie udały. (Tak szczerze mówiąc to zapomniałam dodać sody:P Ale to nasuwa mi przemyślenie, że skoro jajka nie wystarczą do upieczenia pulchnych muffinków, to już lepiej piec bez nich;) Oszczędność cholesterolu i energii, bo bezjajeczne krócej się pieką:)) Postanowiłam przerobić te nieudane muffinki na gnieciuchy czyli bajaderki vel ziemniaczki, a skoro w między czasie się pogodziliśmy to i nie dziwota, że wyszły wspaniale;) O bajaderkach miałam tylko mętne przekonanie, że to rodzaj utylizacji zapleśniałych resztek w cukierniach:/ Wiedziałam, że powinno się do nich dodać dżem i masło. Zrobiłam więc szybką przebieżkę po blogach i dowiedziałam się jeszcze o bakaliach, alkoholu i mleku. No dobra, pozbierałam co miałam w lodówce i zrobiłam pierwsze w życiu ziemniaczki.
Gnieciuchy, bajaderki, ziemniaczki czy jak je tam?... porcja czekoladowych muffinek (czyli około 750 g) Muffinki rozgnieść widelcem. Zagrzać mleko z masłem do jego rozpuszczenia. Wymieszać z muffinkowymi okruszkami, konfiturą, cukrem, bakaliami i whisky. Zagnieść na jednolitą masę. Formować kuli z porcji nabranej łyżeczką i obtoczyć w orzechach lub wiórkach kokosowych. Wstawić do lodówki do stężenia. Wyszło mi 30 sztuk.
Choć jest to wyrób na mleku i jajkach, jest w sumie łatwy do przerobienia dla alergików. Trzeba tylko zastąpić mleko krowie - kozim lub owsianym, a masło - margaryną lub masłem kokosowym. W wersji dla dzieci oczywiście alkohol trzeba by zastąpić mlekiem. No i trzeba by mieć porcję nieudanych muffinek bezjajecznych, co jest raczej nie możliwe, bo jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie wyszły :D P.S. A chrupiące paczuszki trafią do pań: Wybrałam jedyną słuszna metodą, tzn karteczkami z wypisanymi imionami losowanymi przez niepiśmienne dziecię. Ponieważ miałam wybrać jedną, która mi się najbardziej podobała, oczywiście nie umiałam się zdecydować. Więc spośród 4 komentarzy, które mi się najbardziej podobały wylosowałyśmy 1, a pozostałe 3 trafiły z powrotem do puli. Poproszę o przesłanie adresów do wysyłki na maila: pinkcake()gazeta.pl Będę czekać tydzień, jeżeli ktoś się nie zgłosi, to wylosuję następną osobę.
piątek, 30 marca 2012
Dziś w dalszym ciągu nabiałowo:) Bita śmietana marzyła mi się i śniła. Ale jak czegoś nie wolno, to nie wolno. Jednak wystarczy chwilę pogłówkować i można wymyślić coś w zamian.
Znany jest powszechnie pomysł ubijania gęstego mleka kokosowego na wegańską bitą śmietanę, można też sobie kupić gotową sojową śmietankę. Jednak mój blender nie zmiksuje kokosa na idealny mus, a na kupne mleko nie mogę jakoś natrafić. Sojowa śmietana zaś mi nie smakuje, poza tym ta cena... Na odpowiedni trop naprowadziła mnie Bea. Mus czekoladowy na wodzie dobry, jednak w dalszym ciągu to nie było to, co mi się śniło.
Chwila namysłu: śmietana to emulsja wodno-tłuszczowa, gdzie tłuszcz jest tłuszczem stałym (zawiera kwasy nasycone), a płyn to mleko. W przypadku śmietany kremówki tłuszczu musi być przynajmniej 30%. Więc wezmę i przygotuję sobie sama emulsję mleka z tłuszczem stałym. Mogłabym użyć np.: oleju kokosowego, albo palmowego, jednak jaki jest najszlachetniejszy stały tłuszcz jaki znacie (no oprócz masła)? Oczywiście - masło kakaowe!
Wegańska bita śmietana 30 g masła kakaowego (lub innego stałego) Masło wrzucić do mleka i podgrzać w kąpieli wodnej. Następnie schłodzić w zimnej kąpieli i zmiksować w blenderze. Uzyskujemy gładką śmietankę.
Trzeba porządnie schłodzić, dodać cukier (1-2 łyżeczki, jak lubicie) i ubić na sztywno. Aaaaaaa!!!! Zakazany owoc sama sobie wyhodowałam! To nie było zakazane:D Miazga! Omal się nie popłakałam ze szczęścia:) Zrobiłam też sobie bitą śmietanę z mleka koziego - jeszcze większy odlot, ale zdjęć po ciemku nie mam, a za szybko ją zlizywałam, żeby dotrwała do jasności;) A najlepsza była Córcia, która bitej śmietany nie znała, bo nigdy przecież jej nie jadła, która stwierdziła: "To jest obrzydliwe - takie miękkie!" :D
A teraz wątek poboczny: w ubijanie śmietany bawiłam się akurat przy okazji konkursu "Odcienie bieli" i Córcia mi poddała pomysł dołożenia do aranżacji orchidei, choć akurat ćmówki są niejadalne, no ale mamy białą, więc kolorystycznie pasowała. Książki, jak robić ładne zdjęcia kulinarne oczywiście nie wygrałam, jednak przy okazji odbyła się następująca rozmowa: - Ale dasz mi później tego kwiatka? Mnie zatkało:D Czołem Kwiatożercy! Do jutra;)
czwartek, 08 marca 2012
Wstyd i hańba, sama zeżarłam 5 jeszcze na gorąco. Nie mogłam się powstrzymać:) A miało to miejsce dokładnie 2 lutego, pamiętam, bo akurat Dorota też wtedy upiekła:)
Czekoladowe muffinki z bananami 1,5 szklanki mąki Suche składniki zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać do ich połączenia, dorzucić banana. Nałożyć do foremek muffinkowych, piec ok. 17-20 minut w 180°C do suchego patyczka.
Przepis opcjonalnie wegański;) Nie jestem pewna, czy to było najtrafniejsze połączenie smakowe, ale było intrygujące;)
Muffinki świętojańskie z makiem 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą i piec ok. 15-20 minut w 180°C, do suchego patyczka. Posmarować masą. Masa waniliowa 120 g nieutwardzanej margaryny Mleko zagotować z laską wanilii. Mąkę ziemniaczaną rozrobić w niewielkiej ilości wody i dodać do mleka, gotować kilka minut ciągle mieszając, aż zgęstnieje. Dodać masło kakaowe, rozmieszać i wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce wystudzony budyń. Masę wstawić do lodówki, a kiedy stwardnieje nałożyć do szprycy i wycisnąć na muffinki. Ozdobić dzindzibołami. Pozbywam się tych ozdób cukierniczych z taką determinacją jak zaległych przepisów;)
Opcjonalnie przepis wegański;)
wtorek, 06 marca 2012
Ha! Po raz pierwszy jadłam moje ciasto upieczone przez kogoś innego! Na urodzinach Koleżanki Córci, jej Mama się ujęła się honorem, by ugościć nawet dziwolągi i upiekła zebrę z mojego przepisu. Przy czym nie miała zakalca, tak jak ja;) W dodatku Mama Koleżanki stwierdziła, że smakuje dokładnie tak samo jak jej zebra pieczona tradycyjnie (no i po co te jaja?). Moja Córcia uznała ciasto za bardzo smaczne (ja również) i z dumą jadła "obce" ciasto:) Dziękujemy! Ale to mi przypomniało, że mam jeszcze zaległe muffinki zebrowate, a właściwie łaciate:) Chociaż oczywiście na koźlinie a nie na krowinie.
Muffinki marmurkowe 1,5 kubka mąki Suche składniki za wyjątkiem kakao i cukru z wanilią zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przelać połowę do drugiej miski i do jednej części domieszać kakao, do drugiej domowy cukier waniliowy. Nakładać do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą na zmianę łyżkę ciemnego ciasta i łyżkę jasnego i znów łyżkę ciemnego. Lekko zmieszać ciasto wykałaczką. Piec ok. 17-20 minut w 180°C, do suchego patyczka. Pyszne jak zawsze!
niedziela, 19 lutego 2012
Jakoś tak to się układa, że na urodziny Córci stawia się i rodzina i koleżanki i wszyscy znajomi, nawet Ci, którzy dziwnie nie mogą dotrzeć na urodziny moje lub W, czy na święta. Więc tydzień urodzinowy jest bardzo intensywny pod względem wizyt i... wypieków. Jednak świeczki palą się tylko raz. Tadaaam! Oto ten właściwy tort urodzinowy mojej Córci. Z płonącą srebrzysto-brokatową szóstką. 6 lat - to już stara baba z niej;) Tort jest dokładnie taki, jakiego sobie zażyczyła: z różami w środku i na zewnątrz, biały, z perłami.
Biszkopt rzucany (szklanka tutaj to 200 ml) 4 jajka Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywno. Stopniowo dodawać cukier, po czym żółtka. Mąki przesiać i delikatnie połączyć z jajkami. Na dno tortownicy (18 cm) położyć papier do pieczenia. Wyłożyć ciasto i piec w temperaturze 160ºC około 40 minut. Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Masa budyniowa do środka 200 g koziego masła lub nieutwardzanej margaryny Mleko zagotować z laską wanilii. Kartoflankę rozrobić w niewielkiej ilości wody i dodać do mleka, gotować kilka minut ciągle mieszając, aż zgęstnieje. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce wystudzony budyń. Posmarować ciasto po bokach i wierzchu. Poncz sok z połowy cytryny Konfitura różana Masa z białą kozią czekoladą 150 g białej czekolady z koziego mleka (żeby dowiedzieć się, jak ją zrobić, kliknij tutaj) Białą czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Pozostałe składniki utrzeć na gładko, dodać czekoladę i zmiksować. Można dodać resztki masy budyniowej:)
Złożenie tortu Ciasto przekroić na trzy krążki, każdy z nich naponczować. Pierwszy krążek posmarować 2-3 łyżkami konfitury różanej, po czym rozsmarować połowę masy budyniowej. Przykryć drugim krążkiem i czynności powtórzyć. Przykryć trzecim krążkiem ciasta. Cały tort posmarować cieniusieńko masą z białej czekolady. Resztę masy przełożyć do szprycy i wyciskać kółeczka jedno obok drugiego. Na koniec zgodnie z życzeniem Jubilatki porozrzucać tu i ówdzie złote perełki.
Wszystkim dziewczynkom, i tym małym i dużym, tort bardzo smakował, natomiast W stwierdził, że to był najgorszy tort jaki kiedykolwiek zrobiłam: "Bo po cholerę wpychałam tam te jakieś róże?!" Ja nie zweryfikowałam, bo ciasta nie jadłam, ponieważ był to biszkopt, natomiast masę wylizywałam nader chętnie. Wniosek nasuwa się jeden: to jest tort dla kobiet.
Zabawy ze szprycowaniem przy torcie testowym pozwoliły mi odkryć tajemnicę estetycznych różyczek. Moim zdaniem, tkwi ona w małych kółeczkach, na 1,5 do 2 obrotów szprycy (od środka na zewnątrz), a końcówka szprycy nie może mieć zbyt wielu bruzd i powinny być one ostre. Bardzo polecam tą metodę ozdabiania, bo w sumie w prosty sposób da się osiągnąć piękny efekt. Tort z białą kozią czekoladą dołączam do Czekoladowego Weekendu i specjałów Walentynkowych.
sobota, 18 lutego 2012
Długo nie mogłam wydobyć od Córci decyzji, jaki by chciała tort na urodziny. Raz miał to być tęczowy, innym razem tort z barbie, kiedy indziej marzyła o kucykach i kwiatkach. W końcu zadecydowała, że chce... różany. Serio, bez żadnej mojej podpuchy:) Ma być różany w smaku i różany z wyglądu. Wrzuciłam w gugle rose cake, żeby wybrała konkretny pomysł, drżąc ze strachu, że jeszcze będę musiała lepić las marcepanowych róż. Na szczęście wybrała coś prostszego. Jednak dla pewności sobie potrenowałam;) Z doborem ciasta i masą poszłam po najmniejszej pysznej linii oporu:)
Tort czekoladowy 1,5 szklanki mąki Suche składniki zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać. Przelać do tortownicy 18-20 cm, piec ok. 25 minut w 180°C do suchego patyczka. Masa czekoladowa- możecie również użyć np.: musu awokado lub musu śliwkowego. 100 g przetartych owoców lub margaryny bezmlecznej nieutwardzanej (może być taka do smarowania) Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej razem z wanilią. Utrzeć kostkę margaryny lub owoce z dodatkiem cukru pudru, dodać przestudzoną płynną czekoladę i zmiksować razem. I tu pojawiła się niekomplementarność moich wymagań z rzeczywistością stacjonarnego miksera - 200 g masy ledwie się rozsmarowało po ściankach, a czekolada wlewana do metalowej misy momentalnie zastygała i grudki potem zatykały mi szprycę. Dobrze, że to tylko tort na próbę;) Przy okazji stwierdziłam, że nie mam odpowiedniej końcówki do szprycy, takiej z małą liczbą bruzdek, więc sobie taką zrobiłam. O!
Absolutnie nie wkładajcie ciasta do lodówki, bo stwardnieje i straci aromat - ale jak się zagrzeje, to odzyska z powrotem;) Jeżeli użyjecie mleka roślinnego, przepis będzie wegański. No i jest czekoladowy:)
piątek, 17 lutego 2012
Daruję sobie (i Wam też) oklepany rym, że wolę guacamolę. Moje czekoladowe guacamole powstało, ponieważ nie za bardzo lubię przejrzałe awokado. Tymczasem na przecenie kupiłam całą siatę awokado (tego z brązową skórką) i ich nie przejadłyśmy z Córcią póki były zwięzłe. Zresztą osobiście i tak wolę te zielone. Zastanawiałam się nad ciastem z awokado, jednak jak zwykle czasu brakło, a potem brakło już awokado;)
Czekoladowe guacamole 3 małe dojrzałe awokado Czekoladę roztopić na kąpieli parowej i przestudzić. Awokado obrać, miąższ przetrzeć przez sito lub zmiksować blenderem na miazgę, dodać miód, sok cytrynowy i chilli. Połączyć z czekoladą. Zjeść na deser jako mus lub coś nim posmarować np.: grzanki albo tort (zamiast masy). Dodaję do akcji Awokadowej i Czekoladowego Weekendu.
niedziela, 29 stycznia 2012
Niedawno Córcia została zaproszona na przyjęcie urodzinowe koleżanki. Ja i Mamutek też zostaliśmy zaproszeni jako osoby towarzyszące:) Jak zwykle przy takiej okazji zapytałam, czy mam coś upiec dla nas do pogryzienia zamiast tortu urodzinowego, doskonale zdając sobie sprawę, że zazwyczaj mamy nie wiedzą, jak upiec ciasto bez jajek i nabiału. Mama koleżanki zapewniła bezpieczne przekąski i kanapki, ale przepraszając poprosiła o przyniesienie jakiegoś wypieku. A w to mi graj, bo co jak co, ale od pieczenia to ja się nie migam:) Po pierwsze przyniosłam muffinki, bo się je robi i je łatwo, szybko i przyjemnie.
Muffinki czekoladowo-pomarańczowe 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą i piec ok. 18-20 minut w 175°C, do suchego patyczka. Babeczki wyrosły tak puszyste, że nie wiedziałam jak je studzić, bo tak delikatne ciasto na ciepło zapadało się pod własnym ciężarem. Poustawiałam je do góry dnem na foremce, choć i tak jechały w gości jeszcze ciepłe.
W, któremu zostawiłam 2 sztuki, stwierdził, że były rewelacyjne i były to jedne z najlepszych babeczek jakie jadł. Może dlatego, że pomimo tylu lat wciąż nie przyzwyczaił się do smaku koziego mleka, którego w tym wypieku nie było, bo mi się skończyło:) Tak więc całkowicie wegańskie muffinki podbiły serce mojego męża. Ja osobiście wolałabym dodatek świeżej startej skórki a nie kandyzowanej, natomiast i tak pochłaniałam je z wielką przyjemnością.
piątek, 20 stycznia 2012
Ciasto na szybkiego;) Nie miałam weny, a coś trza było podać. Cóż poradzić, ze względu na aurę jesteście skazane na zdjęcia ostatnich kawałków ;) Nie mam lamp studyjnych, a nawet jakbym miała, to pewnie i tak bym nie wiedziała jak ich używać :P Czekoladowe ciasto z borówkami: 1,5 szklanki mąki 2 garście mrożonych borówek czarnych Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Dodać 3/4 borówek, przełożyć do wysmarowanej tortownicy 18 cm, posypać resztą borówków i piec ok. 30 minut w 175°C, aż wykałaczka będzie wychodziła nieoblepiona, lecz nie dłużej. Bardzo dziękuję, że podzieliłyście się ze mną swoimi planami na ten rok. Swoje opiszę w weekend bo po 5 ząbkowych nocach to marzę tylko o śnie... Buziaki!
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Ciasto z letniej szkoły pieczenia Kasi wypatrzyłam u Zauberi i bardzo mi się spodobało. Wykonałam go z licznym modyfikacjami, niektórymi niezamierzonymi. Margaryny Kasi nie użyłam z oczywistego powodu - zawiera mleko. Torcik bardzo mi się chciało zrobić, bo chciałam poużywać mojego nowego miksera do mieszania, a nie tylko jako tarkę;) Miał to być mój tort urodzinowy, ale że cały ten dzień do późnego wieczora spędziłam w pracy, to torcik w końcu piekłam w czasie Świąt. Zmniejszyłam ilość masy, żeby tort dopasować do mojej tortownicy (18 cm), jednak i tak musiałam podwyższać brzegi folią introligatorską, bo nie zmieściłaby się cała galaretka.
Tort z kaszy manny kostka margaryny lub masła Kaszę ugotować na mleku, ciągle mieszając, żeby się nie przypaliła. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce kaszę, ciągle ucierając. Masę podzielić na dwie części, do jednej dodać łyżkę kakao, a do drugiej wanilię. Ja tego nie zrobiłam, ponieważ okazało się, że ostatnią łyżkę kakao wytrzepałam z pudełka do upieczenia spodu, a w święta sklepy nieczynne... Dno tortownicy (u mnie 18 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, na to położyć spód ciasta, nasączyć go syropem z brzoskwiń. Na ciasto wyłożyć połowę kaszy, rozmrożone maliny i drugą warstwę kaszy. Z brzoskwiń odlać 1/2 szklanki syropu, wymieszać z żelatyną i odstawić do spęcznienia. Brzoskwinie zmiksować z sokiem z cytryny. Napęczniałą żelatynę rozpuścić na palniku i wymieszać ze zmiksowanymi owocami. Masę brzoskwiniową przełożyć na kaszę i odstawić do lodówki by stężała. Gotowy torcik udekorować kiwi. Ale uwaga, jeżeli nie zjecie od razu całego tortu, to kiwi zeżre żelatynę, więc lepiej udekorować innymi owocami.
Przepis wymaga jeszcze podrasowania bardziej do mojego gustu. Najgorzej wypadła warstwa brzoskwiniowa, która pomimo dodania cytryny była nieco mdła. Ponadto polecam trzymanie się sugestii, żeby rozdzielić masę na dwie warstwy: waniliową i kakaową, bo taka jedna gruba warstwa jest po prostu nudna i tylko maliny ją rozbudzały. No i biszkopty by się przydały, ale kompletnie nie miałam czym bezjajecznym ich zastąpić, ani nawet pomysłu innego nie miałam.
czwartek, 15 grudnia 2011
Cóż poradzić, kiedy człowieka przyciśnie nagła zachcianka na coś, na co na pewno nie może sobie pozwolić? Ano czasem da się coś poradzić;)
Uwielbiam moje dzieci i w życiu by mi nie przyszło na myśl, żeby marudzić i narzekać na ich przypadłości. Jedyne co mnie szczerze złości to to, że jeszcze długo Córcia nie pozna smaku bitej śmietany, czy żółtego sera, o Mamutku nawet nie wspominając. Mnie ich alergia tak na prawdę ogranicza tylko w niewielkim stopniu z wyraźną cezurą czasową wyznaczoną końcem karmienia. Z drugiej strony Córcia wcale nie tęskni za czymś, czego nie zna. A ja owszem znam, pamiętam i mnie skręca z tęsknoty... Patrząc jak W zajada mikołajkowe czekoladki, bombonierki, batoniki i tabliczki trzymałam się dzielnie, jednak kiedy wtrynił na raz tabliczkę białej czekolady nerwy mi puściły! Kurcze, przecież zrobienie białej czekolady nie może być takie trudne... Potrzebne są: masło kakaowe, kozie mleko w proszku i cukier puder.
W sumie samo masło kakaowe ma paskudny smak, miałam wrażenie jakbym lizała świeczkę, jednak w drugiej nucie dał się wyczuć ten lekko kwaskowaty posmak przyprawiający o drżenie podbródka i ślinotok. Koneserzy twierdzą, że biała czekolada to nie jest prawdziwa czekolada, ponieważ nie zawiera ani proszku kakaowego ani miazgi kakaowej. Nie szkodzi. Nie musi być "prawdziwa", żeby ją sobie czasem zjeść;) Mnie do prawdziwości wystarcza argument o nie używaniu innych tłuszczów niż kakaowy.
Masło kakaowe (40 g) stopiłam w ciepłej kąpieli wodnej. Zdjęłam z łaźni i dodałam cukier puder (30 g), po czym wmieszałam cierpliwie kozie mleko w proszku (50 g). Po spróbowaniu dodałam malusieńką szczyptę kwasku cytrynowego. Ponownie podgrzałam w łaźni wodnej i wylałam do foremki. Tutaj warto zwrócić uwagę asystującym dzieciom, że nie można podnosić ani przesuwać foremki zanim czekolada całkiem nie zastygnie;) Nie powiem, że uzyskałam idealnie gładką konsystencję, jednak smak całkowicie wystarczył, by wycisnąć mi łzy wzruszenia.
niedziela, 27 listopada 2011
Choć tort to może zbyt szumne określenie, to właśnie taką funkcję pełniło to ciasto. W sumie to tylko na tyle miałam siły i czasu, bo Młody Bandyta nieźle daje w kość, ale Jubilat nie narzekał na brak masy i lasu świeczek;) Ciasto z malinami upieczone na rocznicę bardzo nam smakowało, więc postanowiłam je powtórzyć, tylko tym razem z malinami mrożonymi i sosem czekoladowym.
Czekoladowe ciasto z malinami: 1,5 szklanki mąki 2 garście mrożonych malin Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Dodać maliny, przełożyć do wysmarowanej tortownicy 18-20 cm i piec ok. 30 minut w 175°C, aż patyczek będzie wychodził nieoblepiony. Po wystudzeniu ciasto polałam grubo sosem czekoladowym jako polewą. Na wierzchu ułożyłam z malin ogromną liczbę lat Jubilata i podałam dodatkowy sos do polewania ciasta na talerzykach. Sos czekoladowy (dokładny opis pod linkiem):
sobota, 26 listopada 2011
Wspominałam kiedyś przy okazji pewnej rocznicy o sosie czekoladowym, który wypatrzyłam u Bożeny Sikoń. Nieco go stuningowałam, bo chciałam uniknąć efektu smakowego: kakao na wodzie, a co tu nie ukrywać ten cukierniczy sos, to właśnie jest kakao na wodzie;)
300 g cukru (dałam połowę nierafinowanej jasnej demerary i połowę ciemnego muskowado aż ociekającego od melasy)
Należy ugotować syrop do nitki z cukru z miodem i odrobiną wody (nalać tylko tyle, żeby zakryła cukier). Ja dodałam przekrojoną laskę wanilii razem z wyskrobanymi ziarenkami. Dodać kakao rozrobione z odrobinką wody, zagotować i wystudzić. Z tą wodą trzeba uważać, żeby sos nie zrobił się zbyt rzadki (dlatego w ogóle dodałam karob - żeby zagęścić;)) Z tych proporcji wychodzi ponad pół litra sosu. aj jeszcze gorący przelałam do butelek, zakręciłam, odstawiłam do góry dnem do wystudzenia i pięknie się zassały. Sosu można używać do ciast, jako polewę do lodów i deserów, naleśników lub jako błyskawiczny sposób przygotowania kakao (wystarczy rozmieszać trochę w szklance z mlekiem). A poniżej sos w użyciu, ale o tym może jutro...
wtorek, 08 listopada 2011
W lecie miałam wrażenie, że ciągle piekę tylko ciasta czekoladowe:) Pocieszające jest to, że wszystkie były pieczone na różne okazje z dużą ilością uczestników, więc ciasta z kakao nie miały szansy nam się znudzić, bo któż się znudzi smakiem po jednej babeczce? Te muffinki powstały jeszcze w czasie mojej kokosowej fazy;) Ostatnio też z nim coś upiekłam, ale o tym jutro...
Muffinki kokosowo-czekoladowe 1 szklanka mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek z papilotkami i piec ok. 20 minut w 175°C, do suchego patyczka.
środa, 02 listopada 2011
Ten tort upiekłam jeszcze w lecie (co z pewnością poznacie po stopniu padania promieni słonecznych :D), ale Dorotka swoim tortem kokosowym z czekoladą przypomniała mi, że mój tort wciąż czeka na opublikowanie gdzieś tam w czeluściach archiwum zdjęć kulinarnych. To był tort na wyjątkową okazję. Ponieważ nie chciałam, żeby goście na obiedzie u teściowej jedli kupne ciasta (teściowa nie piecze), więc tort upiekłam ja. Niestety sama nie mogłam go zjeść. Ale wszyscy zapewniali, że wyszedł mi wyjątkowo dobrze:) W sam raz słodki, wilgotny, niemdły i chyba całkiem ładny. Podczas jego produkcji boleśnie wyszła na jaw moja słabość, a mianowicie pieczenie "na smaka". Bo jak piec na wyczucie, kiedy nie można spróbować? Na szczęście wzrok jeszcze mi dopisuje i ilość cukru dobierałam "na oko", a W zweryfikował (pozytywnie) jęzorem.
Biszkopt: 5 małych jajek Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywno. Stopniowo dodawać cukier, po czym żółtka i wodę różaną. Mąki przesiać i połączyć z jajkami. Na dno tortownicy (18 cm) położyć papier do pieczenia. Wyłożyć ciasto i piec w temperaturze 160ºC około 40 minut. Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Masa: 1 szklanka wiórków kokosowych Wiórki namoczyłam na noc w mleku i Malibu. Następnego dnia odcisnęłam z nadmiaru płynu. Czekoladę rozpuścić w ciepłej kąpieli wodnej. Śmietanę ubić i połączyć z przestudzoną czekoladą. Wiórki wmieszać delikatnie w masę. Wstawić do lodówki. Poncz: 100 ml mleka Pokrycie: 200 ml śmietany kremówki
Złożenie: Wystudzony biszkopt przekroić na trzy krążki. Każdy blat nasączyć ponczem. Przełożyć dwa krążki masą. Złożony tort posmarować ubitą śmietaną, boki obsypać strużkami kokosowymi. Na wierzchu nożem wymalować kratkę. Na boki powtykać perełki, na wierzch pomalowane na złoto migdały.
W wyczuł w cieście coś odbiegającego od kokosa, ale nie potrafił zidentyfikować smaku. Nikt z gości nie rozpoznał wody różanej, ale możliwe, że dlatego, że nikt z nich nie znał smaku Malibu. Wszystkim bardzo smakowało, a ja, cholercia, nawet palców ani razu nie oblizałam!
czwartek, 20 października 2011
Zrobić budyń to żadna filozofia;) Ale domowy budyń jest o niebo lepszy niż ten kupiony.
500 ml koziego mleka Cukier, mąkę ziemniaczaną i kakao rozrobić w pół szklanki mleka, resztę mleka zagotować. Do gorącego mleka wlać rozrobioną mieszaninę i gotować przez 2 minuty do zgęstnienia. Zdjąć z ognia, lekko przestudzić. Ciągle mieszając dodać czekoladę, mieszać wciąż aż się cała rozpuści. Przelać do miseczek i odstawić do wystudzenia. U mnie budyń został udekorowany małymi bezikami dla reszty bez bezika dla mnie.
środa, 12 października 2011
Wymagania co do blogów kulinarnych rosną. Żyłujemy zdjęcia, komponujemy serwetki i talerzyki, układamy składniki w wyrafinowane kształty. Pieczemy na próbę. Mało która blogerka przyzna się do klapy. Na blog może trafić tylko ideał. A u mnie - zakalec. A co? Nie będę Wam żałować:) Jak to ktoś powiedział, to nie jest wyścig o złote kalesony :D W smaku ciachu niczego nie brakuje. Bo braku jajek i krowy na pewno nie żałuję. Ta zebra została upieczona z okazji urodzin koleżanki, żeby Młoda (i ja z resztą też:)) nie siedziała tylko i patrzyła jak inni jedzą. Nic nie zapowiadało klapy, z resztą popatrzcie:
W tortownicy ciasto wyglądało porządnie. Wierzch spękany, patyczek wychodził suchy. Tylko, że wbiłam go z boku, a w środku okazało się płynne. No i zapomniałam włączyć górną grzałkę. Na smak ciasta nie miało to większego wpływu, no a z resztą kto nie wylizuje surowego ciasta z miski? No kto? Czy jest ktoś, kto potrafi się powstrzymać? To ta płynna odrobinka też nie będzie przeszkadzała;)
Zebra wegańska 1,5 szklanki mąki 1,5 łyżki kakao Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Podzielić na dwie części, do jednej dodać wanilię, do drugiej kakao. Na zmianę nalewać po kilka łyżek ciemnego i jasnego ciasta do wysmarowanej tortownicy 18 cm i piec ok. 30 minut w 180°C, aż patyczek będzie wychodził nieoblepiony. Tylko wbijcie w sam środek ciasta, żeby nie powtórzyć mojej klapy:) Buźka Dziewczyny!
poniedziałek, 03 października 2011
Tak, to miały być lody:) Wymarzyły mi się lody czeko-śliwka, ale w trakcie robienia spróbowałam na ciepło... i takie właśnie zjedliśmy.
Mus czekoladowo-śliwkowy 300 g śliwek węgierek Śliwki posiekałam i poddusiłam w niewielkiej ilości wody. Kiedy zmiękły odstawiłam do wystudzenia. Zmiksowałam na gładko z dodatkiem wanilii i znów lekko podgrzałam, żeby rozpuścić w śliwkach czekoladę. I wtedy właśnie spróbowałam... I przepadłam:) Nałożyłam szprycą do miseczek. Mniam! P.S. Chlapka whisky lub rumu by nie zaszkodziła:D
wtorek, 27 września 2011
Oj, ostatnio zaroiło się od takich ciast na blogach, zaroiło;) I słusznie! Ale tylko u mnie jest ciasto bez jajek:D Za podstawę wypieku z malinami oczywiście użyłam mojego rewelacyjnego ciasta bez jajek i bez mleka krowiego :P
Kochane Mamy Małych Alergików i Weganki: koniecznie je upieczcie!!! Bo pyszne to ciasto niesamowicie. Dodatek słodko-kwaśnych malin do czekoladowego ciacha jest boski! Malin u nas jest w bród, te nowe odmiany owocują aż do listopada, ale można też użyć mrożonych. Nie wiem, jak ciacho wyjdzie z karobem, ale warto spróbować:) Nie jestem pewna, czy to za sprawą sody, której użyłam do pieczenia zamiast proszku (dawno mi się skończył a zapominam kupić;)), ciasto wyrosło niesamowicie puszyste.
Czekoladowe ciasto z malinami: 1,5 szklanki mąki 2 garście malin Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Dodać połowę malin, przełożyć do wysmarowanej tortownicy 18 cm, posypać resztą malin i piec ok. 30 minut w 175°C, aż patyczek będzie wychodził nieoblepiony, lecz nie dłużej.
Chciałam jeszcze zrobić sos czekoladowy, który pojawił się w pierwszym odcinku drugiej serii "Łakoci Bożeny Sikoń", ale czas i Mamutek są nieubłagani, a ciasto i tak było pyszne. Program Pani Sikoń, sobie nagrałam z powodów "służbowych", bo tematem były jadalne kwiaty ;) Patera zaprezentowana na wstępie zwiastowała wielkie emocje, ale skończyło się na konfiturze różanej, hibiskusie i kandyzowanych fiołkach. Czyli przepisy bezpieczne i łatwe do powtórzenia w domu. Rozczarowana czułam się tylko odrobinę, w końcu od takich właśnie przepisów najlepiej zaczynać kwiatożerstwo, ale przynajmniej przepis na sos sobie zapisałam: 300 g cukru Tak czy siak było to genialne ciasto rocznicowe. Dzisiaj piekę je znowu:) |