|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: kawa
wtorek, 17 maja 2011
Chociaż W nie cierpi takich imprez, to nacisk opinii publicznej jest zbyt duży i w końcu musiał urządzić w pracy imieniny. W sumie to połaczone z pępkowym:P A ja za głośno nie marudziłam na konieczność pieczenia mu ciasta, ponieważ nie zamierzam przegapić okazji do upieczenia czegoś z dużą ilością bitej śmietany;) Na codzień nie bardzo sobie mogę na to pozwolić, no bo kto by to zjadł? Poza tym duża blacha też wpada w depresję, że niepotrzebna, odrzucona... Ograniczyłam się więc tylko do cichego burknięcia: "A co to moje imieniny?" i zabrałam się za obmyślanie przepisu, który by wszystkim smakował;) Ciasto karmelowo-kawowe Ciasto: 3 szklanki mąki Wszystkie składniki wymieszać łychą, wylać na dużą blachę wyłożoną papierem, piec w 180°C przez ok 40 minut. Przełożenie: 250 ml śmietany kremówki Śmietanę ubić ale nie na całkiem sztywno. Dodać masę karmelową i ubić do połączenia się mas. Wierzch: 250 ml śmietany kremówki Ubić śmietanę z symboliczną ilością cukru, bo pierwsza masa wprost zabija słodkością. Na ponczowanie użyłam gorzkiej kawy z łyżeczką ektraktu waniliowego. A na wierzch nożem zeskrobałam gorzką czekoladę. Wyobraźcie sobie, że mój kochany Mąż nie zapomniał przynieść mi malusieńkiego kawałka ciasta, którym wszyscy w pracy się zachwycali, żebym wiedziała, co narobiłam;)
wtorek, 15 czerwca 2010
Ten tort wyszedł mi zupełnie przez przypadek. Miał być biszkopt polany czekoladą, ale czekolada w trakcie roztapiania mi się skluszczyła i musiałam coś wymyślić, bo przecież nie wyrzucę dwóch tabliczek czekolady tylko dlatego, że się nie roztopiła.
Ciemny biszkopt: poncz: polewa: masa: ok. 3 łyżki konfitury różanej Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywno. Stopniowo dodawać cukier, po czym żółtka. Mąki przesiać i połaczyć z jajkami. Na dno tortownicy (18 cm) położyć papier do pieczenia. Wyłożyć ciasto i piec w temperaturze 160ºC około 40 minut. Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Rzucanie wg blogu Dorotki. Gorzką czekoladę roztopiłam w kąpieli parowej. Masło utarłam na krem z cukrem i kawą. Dodałam wystudzoną płynną czekoladę. Deserową czekoladę roztopiłam na łaźni parowej z dodatkiem masła. Ciasto przekroiłam na dwa blaty i nasączyłam kawą. Dolny krążek posmarowałam konfiturą i większością kremu. Przykryłam drugim krążkiem. Wierzch polałam polewą czekoladową a boki posmarowałam resztą kremu. Widelcem zrobiłam wzorek, a Córcia wyciskała rozetki kremu.
Zupełnie przypadkowy i nieplanowany tort zaniosłam do pracy, częstowałam rodziców koleżanek Córci. Wszyscy pytali, co to za okazja i chyba w myślach stukali się w czoło:)
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Deser z okazji marudzenia o coś słodkiego. śmietana kremówka Część śmietany z kawą, część z czekoladą, orzeszki miałam karmelizować w miodzie, ale już mi się nie chciało. Na wierzchu migdały od spodu banany. A dla Córci kawałki banana w czekoladzie.
sobota, 27 lutego 2010
O makaronikach myślałam od dawna. Od tak dawna, jak dawno okazało się, że Córcia może jest białka jaja;) Lutowa Weekendowa Cukiernia była świetnym pretekstem. I jeszcze muszę tu wyrazić swoje uznanie dla Olci, która doskonale zgrała swoje przepisy proponując ciastka, które pozwalają zużyć nadmiar białek z pączków. ok 100 g białek (w tym przepiórcze z pączków) + gorzka czekolada Z wykonaniem odsyłam do Gospodyni. I co? I nie wyszły mi. Przynajmniej nie tak jak powinny;) Pomijając już fakt, że były krzywe jak półtora nieszczęścia, to były pyszne, a kawa zbożowa nadała im zupełnie zaskakujący silnie orzechowy smak. Moja Córcia zżerała je niemal z takim samym zapałem jak swoją pierwszą jajeczną miłość - bezy. Wszystkim dziewczynom, które piekły - wyszły pokazowe makaroniki, a przynajmniej tylko te dziewczyny się pochwaliły;) Ja się nie wstydzę moich klapków, bo były przepyszne:) I wcale nie żałuję tego cukru. Tylko kiedy się wzięłam do smarowania czekoladą, Córcia podniosła wrzask: NIE! NIE! NIE RÓB TEGO!!! - Ale czemu? - Bo ja nie chcę. Jej strata:) Kilka posmarowałam i zjedliśmy z W z ogromną przyjemnością. Kruche na zewnątrz, wilgotne lekko ciągliwe wewnątrz, a czekolada wydobyła z nich nowe akordy smaku. Ech... Żałuję, że tylko dwie blachy były... A makaroniki, kiedyś mi wyjdą takie jak na obrazkach;)
sobota, 06 lutego 2010
Tiramisu znaczy mniej więcej "zabierz mnie wysoko". Zamiast klasycznego likieru migdałowego Amaretto użyłam likieru śmietankowego Baileys. I zgodnie już z kompletnym pomieszaniem języków wyszło mi Bailamisu czyli hiszpańsko-włoskie niezmiernie zadęte: unieś mnie w tańcu aż do nieba... Chyba dość romantycznie, co nie?
250 g serka śmietankowego typu Mascarpone (lub nawet serka homo) Żółtka ubić z połową cukru, postawić na misce z wrzątkiem i ubijać, aż do uzyskania gęstego białego kremu. Połączyć z serkiem. Ubić śmietanę z resztą cukru i połączyć z serem. Mały szczegół techniczny: ponieważ nie miałam odpowiedniej foremki, pomogłam sobie folią aluminiową i ciężkimi kartonami. Wyszła mi prowizoryczna foremka mieszcząca 4 biszkopty wzdłuż i wszerz.
Myślałam, że starczy nam na dwa razy, ale deser okazał się tak pyszny, że dzielenie go na 4 kawałki okazało się czystym barbarzyństwem:) To było najlepsze tiramisu jakie jadłam!
sobota, 29 sierpnia 2009
Czyli odchudzona panna cotta (przynajmniej teoretycznie byłaby bez kremówki:)) Egoistyczny deser (nabiał i kofeina:)) przygotowałam z mleka zagęszczonego. 300 ml mleka zagęszczonego niesłodzonego pół tabliczki gorzkiej czekolady 70% Żelatynę namoczyć w mleku i powoli podgrzewać, aż się rozpuści. Zaparzyć kawę i rozpuścić w niej cukier. Połączyć z mlekiem i ostudzić. Kiedy zacznie tężeć ubić mikserem (jak na ptasie mleczko) i przelać do pucharków. Ubić śmietanę z cukrem. Połowę połączyć z rozpuszczoną czekoladą. Nakładać naprzemiennie na wartswę kawy. Udekorować tartą czekoladą lub gotowymi ozdobami. Wystarczyło na 3 uczciwe porcje. -"Mamo, a dasz mi żurka?" - Dla Córci były same ażurki:)
czwartek, 09 lipca 2009
Wierzcie, lub nie wierzcie, ale trzymałam butelkę Amaretto przez 10 lat i jeszcze nie miałam okazji jej otworzyć. Aż naszła mnie ochota na coś pysznego dla dorosłych:)
500 g serka śmietankowego typu Mascarpone Żółtka ubić z cukrem, postawić na misce z wrzątkiem i ubijać, aż do uzyskania gęstego białego kremu. Ubić z serkiem. Niby to sernik na zimno, ale jaki pyszny!
środa, 08 lipca 2009
A czemu by nie? Znowu łączka:)
Trawka z posypki, kwiatki z marcepanu z buraczkiem, a łodyżki z... drutu wyciągniętego z kalendarza (usuwałam drut, żeby zrecykligować osobno metal i papier, ale strasznie mi się spodobał, więc pocięłam i wyparzyłam, w celu dalszego wykorzystania:)) Ciasto kawowe: 1,5 szklanki mąki Wymieszać i piec ok. 30 minut w 180°C w malusieńkiej tortownicy. A potem się uśmiechać:)
sobota, 14 marca 2009
Na Galerii Potraw ostatnio były modne zebry. Postanowiłam się przymierzyć:) 3/4 szklanki mleka sojowego Ciasto podzieliłam na dwie części. Do jednej dodałam ekstrakt waniliowy do drugiej 3 łyżeczki kawy zbożowej, którą Córcia uwielbia. Do małej foremki kekesówki nakładałam łyżką na zmianę jasne i ciemne ciasto. Piekłam w 180 °C przez godzinę. Okazało się za krótko i wyszedł bardzo smaczny zakalec:D Na pewno nie wrócę do wersji bezjajecznej, bo dziecko i tak nie doceniło wzorka, ale kusi mnie standardowa wersja z kawą esspresso albo z adwokatem i czekoladą...
wtorek, 03 marca 2009
Dziś dla odmiany wspomnienie mojego najlepszego tortu. To był tort weselny, który 10 lat temu zrobiłam dla mojej siostry. Pracowałam nad nim przez dwa dni i dwie noce. Włożyłam w to ciasto całe serce i mnóstwo wysiłku. Włożyłam w niego tyle pracy, że podczas wesela nie byłam w stanie nawet go spróbować. Zbyt wiele mnie kosztował:/ Patrzyłam tylko, jak goście jedzą i mdleją z zachwytu. Wszyscy składali mi gratulacje, a ja patrzyłam tępo, jak kolejne kawałki znikają z tacy. Na szczęście panna młoda była przytomna i spakowała mi ogromny kawał, który na spokojnie skonsumowałam dnia następnego. To był nie tylko najlepszy tort, jaki zrobiłam, to był najsmaczniejszy tort, jaki kiedykolwiek jadłam. Po tym weselu przez 3 lata nie potrafiłam się otrząsnąć i upiec czegokolwiek - nic nie byłoby tak smaczne. Wypaliłam się kompletnie na tym cieście:/
Przepis pochodził z Kuchni nr 6 z 1996 roku. Biszkopt migdałowy: Oryginalny przepis: Ja piekłam dwa biszkopty z 8 i 6 jajek. Oczywiście oba placki padły mi po wyjęciu z piekarnika i musiałam piec dodatkowe dwa ciasta. Nie miałam już migdałów, więc upiekłam zwykłe biszkopty z dodatkiem olejku migdałowego. Też klapły:/ Ale przed północą w czwartek ciasta były gotowe. Masa kawowa 1 szklanka cukru Przygotowałam chyba podwójną lub półtorej porcji. Masło utrzeć z cukrem. Z mleka, kawy i skrobi ugotować budyń. W momencie dodania pierwszego żółtka masa popłynęła. Myślałam, że może zsiądzie się w lodówce, ale gdzie tam! O godzinie 22 w piątek ratowałam masę żelatyną rozpuszczoną w małej ilości mleka. Tort ponczowany mocną herbatą z rumem. Na wierzchu bita śmietana ubita z cukrem waniliowym. Przynajmniej ta mnie nie zawiodła. Nie uległam pokusie użycia fixu i wyszła sztywna jak... jak... jak bardzo sztywna śmietana:) O 2 w nocy tort udekorowany migdałami leżał w lodówce, a ja padłam na łóżko.
Osobiście wiozłam go do restauracji. Gdyby ktoś go naruszył, chyba polałaby się krew. Nie wiem, czy udałoby mi się odtworzyć tamten smak, to była magia... Na szczęście na nasze wesele tort robił dla nas wujek (też profesjonalista - profesor chemii:)), ja go tylko dekorowałam białą czekoladą. Też był pyszny! Czekoladooowyyyyy! Mój W twierdzi, że to był najlepszy tort jaki jadł:)
wtorek, 17 lutego 2009
Ciasto czekoladowe z dużej blachy: 3 szklanki mąki Suche składniki zmieszać, dolać olej, spirytus i wodę, wymieszać. Z ciasta wykroiłam kwadrat a pozostały kawałek posmarowałam polewą czekoladową (gorzka czekolada z margaryną) dla bezmlecznej Córeczki. Kwadrat przekroiłam na dwa plastry. Jeden plaster był dnem a z drugiego kwadratu wycinałam kolejne mniejsze kwadraty, tak że powstawały coraz mniejsze ramki.
Rodzina była bezwzględna i tak się śmiali z wielbłąda, że omal nie wpadli pod stół. A tak piramida wyglądała po przekrojeniu. W środku nie było mumii :)
|