|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: przetwory
środa, 16 listopada 2011
Zapomnijcie, że w ogóle narzekałam przy czyszczeniu owoców róży karbowanej! Dzika róża to jest dopiero wyzwanie. Konfitura z owoców dzikiej róży (Rosa canina, czyli psia róża) 1 kg wypestkowanych owoców dzikiej róży Owoce wypłukać i zamrozić, można też wykorzystać owoce zebrane po pierwszych przymrozkach. Osobiście się waham nad tym, co jest gorsze: czyszczenie owoców przemrożonych, czy nieprzemrożonych? Konfiturę zrobiłam tylko z 1 szklanki owoców, bo chybabym oszalała decydując się na więcej! Z owocami dzikiej róży niezmrożonymi należy postępować tak: Natomiast owoce przemrożone rozpadają się w palcach. Wystarczy lekko ścisnąć i wychodzi cało gniazdo nasienne w całości, niestety zazwyczaj razem z miąższem i w palcach najczęściej zostaje sama skórka:/ Cóż, dla mnie to przygoda i smak folkloru, ale dawniej ludzie w biedzie wykorzystywali każde źródło pożywienia i nie marudzili, że ciężko wydłubać. Szczególnie że owoce dzikiej róży są niezmiernie cennym źródłem witaminy C (do 40 razy więcej niż w cytrusach). Natomiast jako naukowiec jestem cholernie zaciekawiona jak to jest z askorbinazą w dzikiej róży. Znalazłam dwie publikacje dostarczające zupełnie sprzecznych informacji: w jednej stało, że aktywność askorbinazy w róży jest śladowa i nie trzeba się spieszyć, natomiast w druga podawała, że aktywność różanej askorbinazy jest niezmiernie wysoka i dlatego owoce róży natychmiast po naruszeniu ciągłości tkanek trzeba sparzyć, ponieważ spowoduje to zaledwie ubytek 40% witaminy C, zaś bez tego askorbinaza w niecałą godzinę rozłoży 99% kwasu askorbinowego. To w końcu jak jest? Sok jabłkowy (naturalne pektyny) trzeba zagotować z cukrem i do wrzącego syropu wrzucić owoce. Gotować, mieszając przez pół godziny, zbierając szumowiny. Odstawić do wystudzenia. Następnego dnia ponownie gotować, aż skórka owoców zmięknie. Przełożyć do wysterylizowanych słoików i zapasteryzować. Ponieważ jest to przepis przekazywany z dziada pradziada (babci prababci?) dopisuję go do akcji Gotujemy po polsku pod patronatem zPierwszegoTloczenia.pl.
wtorek, 15 listopada 2011
Przepis znaleziony u Lucyny Ćwierczakiewiczowej w książce kucharskiej: "Jedyne praktyczne przepisy konfitur, różnych marynat, wędlin, wódek, likierów, win owocowych, miodów oraz ciast" wydanej w 1885 r. Przepis na galaretę różaną znajduje się na stronie 107 wydania 15 z roku 1983:
A efekt wygląda tak: Galaretka jest do wykonania w czerwcu lub teraz, jeżeli dysponujecie zamrożonym agrestem i zamrożonymi płatkami róż lub domową wodą różaną. Przepis dopisuję do akcji Gotujemy po polsku pod patronatem zPierwszegoTloczenia.pl.
wtorek, 25 października 2011
Uwielbiam róże, ale o tym wiecie. Uwielbiam jeść róże, o tym też wiecie:) Postanowiłam przenieść swoje uwielbienie z kwiatów na owoce i przygotować konfiturę. Przepis jak najbardziej na czasie, bo choć owoce róż już dawno dojrzały, to zbierać je można nawet po przymrozkach. Akurat je zmroziło, więc będą łatwiejsze do obierania. Choć wg mnie przy róży karbowanej nie jest konieczne. I to jest jeszcze jeden powód by lubić róże: plon można zbierać dwukrotnie, najpierw płatki, później owoce.
Konfitura z owoców róży 500 g wypestkowanych owoców róży karbowanej (fałdzistolistnej alias pomarszczonej) Ja jednak obrałam tylko 200 g owoców, bo Mamutek zaczął się drzeć, a resztę mi zjadła na surowo Córcia. Cukru dałam tylko 80 g, ponieważ na takie ilości nie było sensu robić konfitury do długotrwałego przechowywania. Dodałam też odrobinę soku i skórki z cytryny do zaostrzenia smaku, co można pominąć. Najgorszą czynnością jest czyszczenie owoców. Po pierwsze radzę ubrać rękawiczki, bo inaczej przez tydzień będziecie mieć pomarańczowe palce. Każdemu owockowi trzeba odciąć ogonek, wyciągnąć szypułkę, przeciąć go wzdłuż i wyciągnąć nasiona razem z włoskami pokrywającymi wnętrze owocu. Ja owoce po prostu rwałam a pestki wyciągałam końcem trzonka łyżeczki. Szczerze mówiąc jest to jedna z tych czynności, przy których można zwariować! Okazuje się, że można zagotować owoce w całości i przetrzeć przez sito, oddzielając w ten sposób pestki. Dzięki, Małgosiu:) Wodę zagotować z cukrem i do wrzącego syropu wrzucić owoce. Zagotować i odszumować. Odstawić do wystudzenia, po czym przetrzeć przez sito. Ponownie zagotować, dodać cytrynę (w oryginalnym przepisie jej nie było, ale chciałam nieco ożywić smak) i przetrzeć przez sitko. Przełożyć do wysterylizowanych słoików i zapasteryzować. Przepisów na konfitury z owoców róży znam dwa i może w tym sezonie uda mi się przetestować jeszcze i drugi. Szczególnie, że mam chrapkę na dziką różę, czyli psią różę (w moim przypadku, to róża podwójnie psia), która w tym roku wyjątkowo obrodziła.
sobota, 25 czerwca 2011
Przedstawiam zaległy wpis dżemowy, ale po tym,co pokazała Bea i Polka, moje dżemy wydają się banalne;) Jedyną moją pociechą jest, że natchnął je mój zeszłoroczny wpis z dżemem truskawkowym z kwiatami czarnego bzu. Tak na prawdę, wcale nie jest mi przykro, bo choć proste, dżemy z dodatkiem kwiatów są przepyszne. Robiłam je z wyjątkowo soczystych truskawek, do bezpośredniego zużycia, zwiększając nieco ilość pektyny i zmniejszając ilość cukru do niepełnej szklanki (czyli ok. 160 g). Dodatkowa modyfikacja to przetarcie truskawek przez sito, co normalnym osobom wyda się barbarzyństwem, szczerze mówiąc mnie też, ale Córcia nie lubi truskawkowych grud w dżemie, a co to za przyjemność zrobić dżem, którym nie mogę się podzielić z dzieckiem. Tak więc moje dżemy to były w zasadzie galaretki z owoców, gotowane zaledwie przez pół minuty, tylko żeby pektyna zdążyła chwycić.
Dżem truskawkowo-bzowy - przepis dla normalnych ludzi inspirowany Kathy Brown;) pół kilograma truskawek Truskawki opłukać pokroić w ćwiartki, zasypać cukrem. Kiedy puszczą sok dodać sok z cytryny i w całości kwiatostany dzikiego bzu wolne od małych lokatorów. Dobrze jest je zawinąć w gazę lub w specjalny kulinarny woreczek do przypraw. Gotować do uzyskania w miarę gęstej konsystencji. Wyłowić kwiaty bzu i dodać pektynę. Gorący dżem przełożyć do wypieczonych słoików i zakręcić. Jako nienormalna matka nienormalnego dziecka zanurzyłam kwiatostany w przetartych truskawkach i zostawiłam w lodówce. Potem zagotowałam z pektyną i przełożyłam do słoika już bez kwiatów.
Dżem truskawkowo-różany I pół kilograma truskawek Róże wcześniej roztarłam z cukrem i zmieszłam z owocami przed smażeniem.
Dżem truskawkowo-różany II (natchnęła mnie Bea;)) pół kilograma truskawek Tuż przed przełożeniem do słoiczków dodałam wodę różaną. Każdego dżemu wyszło mi po dwa słoiczki i żadnego już nie ma;) W przyszłym roku może jeszcze zrobię dżem z hibiskusem, tak jak Noblevcia.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Wybrałam się daleko, daleko, daleko po róże, niestety okazało się, że ktoś mnie ubiegł i wszystkie płatki były oskubane. Nazrywałam więc trochę pączków, których na szczęśćie było pod dostatkiem, więc jest szansa, że może jeszcze się załapię na kwiaty. Część pączków ususzę, a resztę zużyłam na brzoskwinie. Ciekawa tylko jestem, kto po tylu latach wyczaił moje różane miejsce?... Pomysł na brzoskwinie poddała dwa lata temu Ania na uroczym forum Fettinii:) Brzoskwinie w pączkach róży 10 brzoskwiń Brzoskwinie obrać ze skóry, przeciąć na pół i wyciągnąć pestki. Z pół litra wody, cukru, wody różanej i wina ugotować syrop. Brzoskwinie ułożyć ciasno w słoiku przekładając pączkami róż. Zalać gorącym syropem, zamknąć i zapasteryzować.
Oczywiście dodaję do Kwiatożerców, ale i Was bardzo zachęcam do zrobienia czegóś podobnego, bo pyszne nieziemsko.
czwartek, 05 maja 2011
To chyba jest już ostatni wpis fiołkowy. Chociaż któż wie, co mi jeszcze wpadnie do głowy? ;) Fiołki u nas przekwitły juz dwa tygodnie temu, a inne kwiatki czekają, więc nie będę już Was dręczyć na fioletowo. Miałam zrobić dżem fiołkowy, jednak na jeden słoiczek trzeba zebrać ponad 2 litry kwiatów fiołka wonnego, a następnie oskubać same płatki. Jest to zajęcie o tyleż urocze, co szalone. Unoszący się zapach jest zabójczo piękny, jednak jakiekolwiek zawilgocenie opuszków powoduje przyklejanie się doń płatków, tak że można osiwieć z szału! Ponieważ sezon fiołkowy minął mi pod znakiem wielkiej dyńki z przodu, a dzieci już nie udało mi się zagonić do roboty jak przy syropie fiołkowym, więc uznałam, że mogę zrobić coś delikatniejszego: galaretkę. Prawie taką samą jak coś, od czego właściwie się zaczęła cała ta checa z jedzeniem kwiatów ;P W smaku galaretka jest o wiele delikatniejsza niż dżem i łatwiej ją przełkną grymaśnicy, którzy mówią, że kwiatków nie amciu ;P Zdaje się, że na ten sam pomysł wpadła Komarka;) Galaretka z fiołków filiżanka kwiatów fiołka Fiołki zalać połową szklanki wrzątku, przykryć i odstawić do osudzenia. Przecedzić, dodać sok z cytryny, cukier, pektynę i zagotować. Przelać do słoiczka. Można ją zjeść z tostami lub posmarować nią tort, np.: na chrzciny :P Albo zrobić z nią cóś innego... W zasadzie w ten sam sposób możecie zrobić dżem lub galaretkę z dowolnych innych jadalnych kwiatów. Tagi:
bez mleka krowiego
bez pieczenia
bez pszenicy
fiołki
jadalne kwiaty
przepisy bez jajek
przetwory
10:50, pinkcake ,
jadalne kwiaty
Link Komentarze (14) »
wtorek, 12 kwietnia 2011
Do tego wpisu natchnęła mnie Ida i Poleczka. O moim uwielbieniu dla fiołków dobrze wiecie, ale przyznam się, że pierwiosnki również uważam za bardzo wdzięczne kwiaty. Choć nie mają tak intensywnego smaku ani zapachu, to jednak są bardzo smaczne i niezmiernie dekoracyjne. Ale o tym jeszcze kiedyś będzie... :) Na miód pierwiosnkowo-fiołkowy potrzebne są: pierwiosnki, fiołki, miód (użyłam mieszanki dwóch ulubionych) Kwiaty oczyścić i podrywać zielone części. Miód rozgrzałam w kąpieli wodnej do temperatury 40 stopni. Nie chciałam bardziej, żeby nie zniszczyć miodowych enzymów i witamin. Zalać ciepłym miodem i szczelnie zamknąć. Natomiast co do konkursu, to w losowaniu wziął udział każdy komentarz (bez powtórzeń) dotyczący kwiatków, nawet jeśli odpowiedź była nieprawidłowa (nagietków nie siałam;)). Mogłyście wypatrzyć: cukinię, begonie, bratki, fiołki rogate, nasturcje (głównie liście), aksamitki (których w ogóle nie planowałam, ale dostałam od sąsiadki), niecierpki, różę, ogórecznika, oregano i bazylię. No i 4,5-latkę;) A nasionka drogą losowania powędrują do: Zauberi, Wiedźmy_florentyny i Wegetarinki Proszę o przesłanie na maila pinkcake(zawijas)gazeta.pl adresów do wysyłki. Mam nadzieję, że nasionka dotrą przed Świętami;) Pozdrawiam cieplutko
czwartek, 07 kwietnia 2011
Bardzo mnie cieszy, że w tym roku tak ochoczo się rzuciłyście do jedzenia fiołków;) Serce mi rośnie jako gospodyni Klubu Kwiatożerców:) Tymczasem zupełnie niezależnie, niemal jednocześnie razem z Kabamaigą i Szarlotkiem wzięłyśmy się za przygotowanie syropu z fiołków. Mnie jest bardzo ciężko zbierać fiołki, ponieważ nie mogę się schylać, ani kucać, a na czworakach trudno wytrzymać mi dłużej niż chwilę. Już pomijając, jak się wtedy wygląda;) I jak potem wyglądają spodnie:P Na szczęście w takich chwilach przydaje się Córcia. I to, że ma koleżanki:) Co prawda, dziewczynki nie bardzo łapały ideę zbierania kwiatków bez łodyżek, ale Córcia szybko je przekonała. Na syrop fiołkowy najpierw trzeba znaleźć fiołki wolne od wszelakich zanieczyszczeń. Dobrze jest zbierać po troszku z różnych miejsc, żeby jednak roślinki miały równe szanse na rozmnożenie się. Po uzbieraniu całego garka (100 g fiołków zajmuje ponad 2 litry), kwiaty zalewamy wrzątkiem (około 500 ml) i odstawiamy pod przykryciem do wystudzenia. Dodajemy mniej więcej tyle cukru - ile było wody (czyli pół kilo). Podgrzewamy do rozpuszczenia. Przecedzamy. Uzyskujemy syrop o pięknym kolorze turkusowego morza. Dodajemy powoli sok z cytryny, aż syrop nabierze barwy właściwej dla fiołków.
I tak oto można otrzymać jeden z najcenniejszych przetworów w naszej kwiatowej spiżarni.
piątek, 28 stycznia 2011
Kandyzowane kumkwaty z poprzedniego wtopionego wpisu zrobiłam po zakupieniu koszyczka tych uroczych fortunelli, których nikt nie chciał. Po wspólnej degustacji uznaliśmy, że na surowo są paskudne: kwaśne, gorzkie a wciąż nijakie. O kandyzowanych kumkwatach słyszałam nie raz, więc stwierdziłam: czemu by nie? Użyłam syropu spod kandyzowania skórek pomarańczowych, którego żal mi było wylewać i w nim ugotowałam/smażyłam kumkwaty. Owoce wcześniej przekłułam widelcem, żeby nie popękały. Na gorąco wlałam wraz z częścią syropu do słoiczka. W tej postaci to już zupełnie inna bajka:)
poniedziałek, 05 lipca 2010
Moja wielka wyprawa zakończyła sie inaczej niż się spodziewałam. Nie zebrałam tego, co zebrać chciałam lecz nie wróciłam z pustymi rękami. Pozbierałam wielkie pudło makowych płatków i zrobiłam galaretkę, którą kusiła mnie Margot, a na którą już skusiła się Szarlotka, naczelna Kwiatożerka w tym sezonie;) O konfiturach z maku dowiedziałam się w zeszłym roku, kiedy bezskutecznie szukałam konfitury fiołkowej i znalazłam sklep internetowy sprzedający francuskie dżemy z róż, fiołków, maków, bzów, wrzosów... Musicie przyznać, że to działa na wyobraźnię i utwierdza w idei powołania Klubu Kwiatożerców;) I tak powstał nieplanowany dżem z płatków maku. 75 g płatków Z wody i cukru ugotowałam syrop i zalałam płatki. Odstawiłam na noc pod przykryciem. Następnego dnia odcedziłam, dodałam pektynę, sok z cytryny i zagotowałam. Przelałam do słoiczka. Wygląda bosko i smakuje tak jak pachną maki. Lekko gorzko, lekko mdło. Mnie maki nadal nie smakują, ale ze względu na kolor można się w tej galarecie zakochać. Dałam ją w prezencie (w zamian za róże;)) i została przyjeta jak największy skarb. Bardzo się cieszę, że się nie zmarnuje. A na dowód, że jak się człowiek dzieli to zyskuje, dostałam od losu gratisowego kwiatka. Kiedy odrywając listki kapusty pekińskiej, doszłam do wnętrza głąbu zastałam tam rozwijające się pączki;) Smakowały bardzo słodko jak na kapustę. Prawdziwy uśmiech losu dla maniaka jadalnych kwiatów:)
niedziela, 06 czerwca 2010
A co powiecie na dżem z truskawek z aromatem dzikiego bzu? pół kilograma truskawek Truskawki opłukać pokroić w ćwiartki, zasypać cukrem. Kiedy puszczą sok dodać w całości czyste od owadów kwiatostany dzikiego bzu. Dobrze jest je zawinąć w gazę lub w specjalny kulinarny woreczek do przypraw. Gotowałam do uzyskania w miarę gęstej konsystencji. Wyłowić kwiaty bzu i dodać pektynę. Gorący dżem przełożyć do wypieczonych słoików i zakręcić. Przepis zaadaptowany z książki Kathy Brown, choć ona robiła klasyczną konfiturę wysokosłodzoną gdzie owoce do cukru są jak 1:1. Polecam ogromnie! Niesamowity smak.
niedziela, 12 lipca 2009
Nie wiem, po co nakupiłam więcej wiśni, niż byłam w stanie zjeść. Nie mam drylownicy, a potrzebowałam uspokoić skołatane nerwy, więc kroiłam każdą wisienkę na pół i wyciągałam pestkę. Zaczęłam o 5 rano, bo z nerwów nie mogłam spać i przed pobudką rodzinki ze wszystkim skończyłam.
Wiśnie w kompocie 3 słoje (1-litrowe) wydrylowanych wiśni Wiśnie upchnąć do wyparzonych słoików, zalać zimnym syropem z wody, cukru i cytryny. Zamknięte słoiki poustawiać ciasno w dużym garku wyłożonym ściereczką, zalać wodą do 3/4 wysokości słojów i gotować przez 30 minut. Odstawić do góry dnem pod ściereczką do ostudzenia.
Konfitura a właściwie dżem wiśniowy z amaretto Odważyłam: Zasypałąm wiśnie cukrem i pektyną, powolutku grzałam na małym ogniu. Kiedy się zagotowało, mieszałam delikatnie, żeby nie zniszczyć struktury owoców, przez 4 minuty. Dodałam amaretto i przelałam do wypieczonych słoiczków. Robiąc taki dżem, trzeba koniecznie pamiętać o przygotowaniu kilku małych ozdobnych słoiczków. Nigdy nie wiadomo, komu trzeba będzie zrobić słodki prezent lub łapóweczkę;) Przepis zgłosiłam do Viridianki i Peli.
Dżem z borówek z cointreau 1 kg borówek Borówki zasypać cukrem i odstawić na kilka godzin. Dodać pektynę (jeżeli nie ma dodatku kwasku cytynowego, dodać łyżeczkę lub sok z ołowy cytryny), postawić na gazie i powoli doprowadzić do wrzenia. Gotować 4 minuty. Dodać kieliszek cointreau (mniej więcej w ilości 1 łyżka na słoiczek) i przelać do wyparzonych (lub wypieczonych słoików). Zakręcić i ustawić do góry dnem do ostudzenia. Super połączenie! Dżem borówkowy z palinką czereśniową Wszystko tak samo tylko chlapnąć palinką. Dżem borówkowy Wszystko tak samo tylko bez alkoholu. Każdy rodzaj podpisać lub przelać do słoiczków innego kształtu, co by przez przypadek nie dać dziecku wódy.
Wszystie moje przetwory zgłosiłam do akcji Spiżarnia u Peli, a wszystkie BORÓWKOWE przepisy do BORÓWKOWEJ akcji Olci:)
czwartek, 09 lipca 2009
Poszłyśmy do lasu na maliny a wróciłyśmy z płatkami. Te ochydne róże dalej kwitną!!! Nie dość im, że całe są obwieszone powoli dojrzewającymi owocami, to wypuściły całe pokolenie nowych kwiatów. Błeee! :D Oczywiście Córcia nie pozwoliła mi przejść obok nich obojętnie i w efekcie musiałam coś z nimi zrobić. Co? To już zostało mi uprzejmie pozwolone zadecydować samodzielnie:P Wybrałam syrop, ponieważ z tych, które zrobiłam do tej pory, już zniknęło półtorej butli, a pracy przy tym tyle co nic:) Postanowiłam też zutylizować esencję różaną. Uznałam ją jednak za ślepą uliczkę. Ładnie pachnie, ale zapach się szybko ulatnia, a większość substancji smakowych z róży jednak rozpuszcza się lepiej w rozpuszczalnikach polarnych. Dlatego też połowę buteleczki soku różanego uzupełniłam esencją (oczywiście normalnie nalewki robi się przy pomocy spirytusu) i myślę, że otworzę w okolicach peryhelium, czyli swoich urodzin;) Na zdjęciu duży sok i mała nalewka.
Dorzucam jeszcze garść informacji na temat właściwości zdrowotnych kwiatów. Kwiaty zawierają spore ilości: witaminy C, beta-karotenu oraz mikroelementów (m.in.: wapń, potas, żelazo, cynk, miedź). Ponadto posiadają fitosterole, (mogą modyfikować metabolizm cholesterolu i spowalniać jego wchłanianie) hydroksykwasy i olejki eteryczne. Olejki eteryczne wykorzystywane sa w aromaterapii, w zależności od pochodzeniawykazują różnorodne właściwości: przeciwbakteryjne, uspokajające, pobudzające, wzmagające apetyt, przyspieszające przemianę materii etc. Są odpowiedzialne za intensywny zapach kwiatów, im większa zawrtośc olejków aromatycznych tym silniej pachnie kwiat. Powszechnie wykorzystuje się kwiatowe olejki eteryczne takie jak: różany, lawendowy, goździkowy (z goździkowca), geraniowy, hyzopowy, rumiankowy. Kwiaty zawierają również wszystko to, co inne tkanki roślinne: białka, cukry i błonnik:) No i barwniki: flawonoidy. Flawonoidy są to związki polifenolowe pochodzenia roślinnego, które pełnią różnorodne funkcje: antybiotyków, fungicydów, herbicydów, chronią roślinę przed promieniowaniem UV, regulują transport hormonów, biorą udział w przywabianiu owadów, nadają roślinie intensywne barwy (żółta, czerwona, niebieska, fioletowa) i smak. Zlokalizowane są głównie w warstwach powierzchniowych roślin np.: w skórce owoców, płatkach kwiatów, powierzchni łodyg, w łupinie zbóż. Spośród flawonoidów najintensywniej zabarwione są antocyjanidyny – barwniki kwiatów, owoców i liści wielu gatunków roślin. Są odpowiedzialne za barwy od różowej przez czerwoną do niebieskiej i fioletowej. Niektóre flawonoidowe barwniki są bezbarwne, lecz są widzialne np.: dla owadów i ptaków. Z kolei flawonole odpowiadają (obok karotenoidów) za żółtą barwę kwiatów. Najbardziej rozpowszechnionym flawonoidem występującym w produktach spożywanych przez człowieka w naszej strefie klimatycznej jest kwercetyna. Różnorodność procesów, na które mogą wpływać flawonoidy w organizmie człowieka, jest ogromna i wynika z liczności tych związków oraz faktu, że działają one na wielu poziomach. Związki te wykazują następujące właściwości biochemiczne:
sobota, 04 lipca 2009
Chyba się starzeję:/ Nigdy nie robiłam żadnych przetworów, a w tym roku już tyle naprodukowałam. Starzeję się jak nic. :D
Czereśnie były mało słodkie, ale dużo było popękanych, co jest najlepszą gwarancją, że nie mają robaków:) Poupychać umyte (całe) owoce do słoików, zalać syropem (szklanka brązowego cukru na litr wody). Zamknięte słoiki poustawiać ciasno w dużym garku wyłożonym ściereczką, zalać wodą do 3/4 wysokości słoiów i gotować przez 30 minut. Ciepłe odstawić do góry dnem pod ściereczką i schować przed rodzinką do jesieni:)
piątek, 12 czerwca 2009
Zacznę od wyjaśnienia wątpliwości, jakich róż używałam do wszystkich moich przepisów. Jeżeli ktoś jest botanikiem, to chętnie się dowiem dokładnie, bo przeglądanie 6 poradników o rozpoznawaniu kwiatów, do końca mi nie wyjaśniło, jakiej róży rzeczywiście używałam;) Otóż takiej, jak na obrazku poniżej. Większość kwiatów była dużo ciemniejsza - purpurowa. U nas takie róże nazywa się dzikimi albo cukrowymi. 250 g płatków dzikiej róży cukrowej Wodę zagotować rozpuszczając w niej cukier. Wrzątkiem zalać płatki, dodać sok z cytryny i zamknąć na kilka dni. Po czym przecedzić i używać:) Do herbaty, ciasta, ponczu, wody sodowej, oblizywania łyżki... Gwarantuję, że długo nie postoi :P Po otwarciu słoja czułam się jak elf, który wpadł do wnętrza kwiatu. Tak intensywnego zapachu róż jeszcze nie czułam! Ach! Żebyż to mogło trwać wiecznie! Odcedzone płatki mają jeszcze mnóstwo aromatu, więc też można je wykorzystać, na przykład: jako nadzienie do bułeczek drożdżowych:) To była już droga tura soku z dzikiej róży cukrowej. Przy pierwszej użyłam mniej cukru i już cały został zużyty:) Na zdjęciu druga tura syropu z dzikiej różowej róży cukrowej (czerwony) i syrop z białej róży wielokwiatowej (żółty).
czwartek, 11 czerwca 2009
To już chyba ostatnie róże w tym sezonie. Co prawda jeszcze kwitą, ale kwiaty są już oblezione przez mszyce, więc ciężko pozbierać ładne płatki:( W dodatku ledwie zdążyłam ze zbiorami przed burzą. Niestety ja nie zdążyłam i wracałam już całkiem mokra. A sok robiłam przy akompaniamencie piorunów. Błyskawice przecinały całe niebo, a w powietrzu unosił się zapach ozonu. Ciekawe, czy przeszedł do soku?...
150 g płatków dzikiej róży wielokwiatowej (zdjęcie poniżej), rdzawej, jabłkowej (chyba) i białej róży cukrowej (zdjęcie powyżej)
Wodę zagotować rozpuszczając w niej cukier. Wrzątkiem zalać płatki, dodać sok z cytryny i zamknąć na 2 do 4 dni. W ogóle to miały być konfitury, które też zaczyna się robić od zalania wrzątkiem płatków. Niestety białe płatki straciły cały swój urok i uznałam, że nikt nie będzie jadł takiego "niewiadomoczego" i szybciutko przerobiłam na syrop:) Jego zdjęcie pod syropem z dzikiej róży cukrowej;) Kolor pochodzi przede wszystkim od brązowego cukru. Podobno dawniej uważano, że dzika róża jest doskonałym lekarstwem na wściekliznę. Stąd jej łacińska nazwa: Rosa canina - psia róża. Po angielsku też jest tak nazywana dog rose. Malutkie płatki róży wielokwiatowej zbiera się OKROPNIE! Umęczyłam się przeraźliwie w dusznym przedburzowym powietrzu, ściekały ze mnie litry potu. Ale warto było! Te drobniutkie płatki smakują zupełnie jak rajskie jabłuszka. Na prawdę:) A tak uroczo wyglądają pojedyncze płatki róży wielokwiatowej. To dla Ciebie mój śliczny W :o)*
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Z jeszcze troszeczkę "ospałą" Córcią wybrałyśmy się do lasu. Gorączki nie miała, do ludzi jeszcze nie można sie było pokazać, a trudno dziecko więzić w domu, kiedy ładna pogoda. Myślałam, że może znajdę chociaż 10 kwiatów dzikiego bzu na jeden słoiczek syropu. Okazało się, że z palcem w nosie mogłam nazbierać 400 kwiatostanów. Mnóstwo! Wszędzie! W końcu nie wiem, ile ich było, ale na pewno powyżej 50, z tym że drobnych. Wybierałam tylko takie bez pajęczyn, muszek i paprochów, żeby później już nie płukać kwiatów. Co prawda i tak duża część pyłku wylądowała na naszych głowach, rękach i w torbie, jednak przy wkładaniu do słojów dalej prószył intensywnie.
50 drobnych kwiatostanów dzikiego bzu Wodę zagotować i rozpuścić w niej cukier. Słodkim wrzątkiem zalać kwiaty przełożone plastrami cytryny i odstawić na minimum 2 dni. Po tym czasie przelać przez sito do słoików. Na zdjęciu sok z bzu i przecier z płatków róży:)
sobota, 06 czerwca 2009
Ach! Która z kobiet nie marzy o łożu usłanym różami? Czyż może być coś bardziej romantycznego?
Zebrane płatki róż miałam ochotę rozrzucić po pościeli, a jednak się wstrzymałam... Jak zwykle - dziecko: "Mamo, zrobimy dżemik z płatków? Zrobimy teraz? A kiedy będzie?" Z konfiturą jest za dużo roboty: mieszać, smażyć, szumować, pilnować. O nie!
Do makutry dorzuciłam 150 g cukru i dawaj ucierać! Tak naprawdę trwało to króciusieńko, żeby z romantycznych utensyliów uzyskać cudny przecier różany. Boże, JAK TO PACHNIAŁO!!! Na koniec sok z połowy cytryny (lub szczypta kwasku cytrynowego - podobno, wg babci, wtedy nie ma szans, żeby się rozwinęła pleśń, wg mnie - nie zdąży:)).
Unoszący się boski zapach, tak słodki, urzekająco słodki, rozgrzewający wysiłek, makutra między udami... Szybciutko przełożyłam przecier do słoika (uzbierał się pełen) i ... ach! Nie tylko róże w bukiecie działają na niewiasty i do tego W nie musiał mi ich kupować;P
czwartek, 07 maja 2009
Zarzekałam się, że nie będę zbierać mleczy, bo ich nie lubię, chwastów paskudnych. Jednak wyprawa na wieś i widok całego ogrodu zarośniętego mleczami sprawiły, że się złamałam. Zbieranie tego żółtego tałatajstwa pozwoliło upiec trzy pieczenie na jednym ogniu:) Po pierwsze syrop, alias miodek wg przepisu fettinii; po drugie te chwasty, które się zbierze, nie będą się później rozsiewały; a po trzecie dzieci miały zajęcie i się nie nudziły :D
Nazbierałyśmy ok 400 kwiatów mniszka lekarskiego (od razu skubałyśmy, chociaż można robić z całych kwiatów). Uznałam, że są lepsi specjaliści od miodu i chwila obserwacji pszczół pozwoliła wybierać kwiaty o przypuszczalnie największej ilości nektaru. To było drugie podejście do miodku i nie miałam ani cytryny ani kuchenki. Przesypałam płatki cukrem i w takim stanie dowiozłam do domu. Po drodze pięknie puściło soki.
Zalałam pół litra wody i zagotowałam, zostawiłam do następnego dnia. Odcisnęłam na sicie i dosypałam cukru na oko. Użyłam brązowego i teraz miodek wygląda jak spadziowy:) Zagotowałam z całą cytryną pokrojoną na plasterki. Następnego dnia gotowałam do zgęstnienia i wlałam do słoików.
Kolejna pozycja w Klubie Kwiatożerców:)
|