| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31


Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż

Wpisy z tagiem: ryba

czwartek, 20 kwietnia 2017

Mówi się, że kobieta potrafi zrobić coś z niczego, np.: posiłek albo awanturę. Ha! A ja potrafię dwa w jednym: i posiłek i awanturkę na raz :P

awanturka bez twarożku, awanturka bez nabiału, szpinak kubański

Kanapki z awanturką uzupełniłam kwiatami czosnku niedźwiedziego i kwitnącymi pędami klajtonii. Klajtonia (Claytonia perfoliata), nazywana jest kubańskim szpinakiem, można ją kupić niekiedy na stoiskach z modnymi i/lub egzotycznymi warzywami (sprzedawcy czasem błędnie nazywają ją portulaką, a portulaka wygląda tak: KLIK). A można również, tak jak ja, znaleźć klajtonię rosnącą pod płotem ;) Bo chwasty, takie nic, nadają się na pyszny posiłek!

szpinak kubański, Claytonia perfoliata, klajtonia

Klajtonia jest chrupiąca, soczysta i lekko kwaskowata. Można ją gotować, dusić i jeść na surowo. Dobrze pasuje do kanapek z awanturką.

Ale najpierw jak zrobić:

Twarożek z migdałów

Migdały zblanszować i obrać z brązowych skórek. Zalać wodą spod kiszonych ogórków i odstawić na noc. Migdały z grubsza odcedzić i cierpliwie miksować w blenderze. Jeżeli twarożek jest zbyt suchy, można dolać trochę wody lub oliwy. Ja dolałam nieco złocistego oleju lnianego. Do zrobienia twarożku można też wykorzystać otręby pozostałe po przygotowaniu domowego mleka migdałowego (KLIK)

awanturka bez twarożku, awanturka bez nabiału, szpinak kubański, klajtonia

Awanturka bez nabiału

wędzona makrela
cebula, dymka lub czosnek niedźwiedzi, jeżeli jeszcze nie złykowaciał.
twarożek z migdałów
sól kamienna, pieprz

klajtonia i kwiaty czosnku do dekoracji 

Obrać mięso z makreli, ostrożnie wybierając wszystkie ości. Rozdrobnić je, zmieszać z migdałowym twarożkiem i posiekaną drobno cebulką. Doprawić. Nakładać na kromki chleba i udekorować kwiatuszkami czosnku niedźwiedziego i kwitnącymi listkami klajtonii. Ha! Jak to brzmi: kwitnące listki ;) Ale przecież właśnie tak wyglądają pędy kubańskiego szpinaku ;)

Smacznego!

środa, 01 kwietnia 2015

Kiedy na warsztatach na temat: Jak zrobić sushi, poznałam zupę miso, wiedziałam, że do niej powrócę. Pasta miso to gęsty przecier z fermentowanego zboża i soi. Mnie się zupa miso skojarzyła jako skrzyżowanie żurku i fasolowej. Wydaje mi się, że takie porównanie dobrze też pozwala wyobrazić sobie smak tej zupy, który w sumie jest bardzo dziwny.

Prowadzący warsztaty Łukasz stwierdził, że albo tą zupę się kocha, albo nienawidzi. Zatem dla mnie potrzeba osobnej kategorii ;) Nie smakowała mi ta zupa, ale i tak uważam ją za lepszą niż tradycyjny żurek (bjech). Poza tym bardzo mnie zaintrygowała...

zupa miso przepis, zupa miso, miso shiru

Zupa miso

glony kombu w płatach
płatki suszonego tuńczyka (katsuobushi)
pasta miso

glony wakame
cebulka dymka lub szczypior sałatkowy
tofu 

Glony wakame zalać ciepłą wodą i odstawić do spęcznienia.

Przygotować dashi, czyli wywar na bazie glonów kombu i płatków suszonego tuńczyka. Glony kombu są bardzo słone, a wraz z tuńczykiem uwalniają też aminokwasy, więc otrzymujemy swego rodzaju rosół - słony i zasobny w smak umami. Ugotowany bulion odcedzić. Płaty kombu można wykorzystywać do gotowania kilkukrotnie, póki oddają smak. Można też do gotowania dorzucić warzywa: rzodkiew daikon, ziemniaki, grzyby shitake.

Do ok. 1 litra wywaru dodać 4 łyżki pasty miso. Rozmieszać, zagrzać, ale nie gotować!

Cebulę dymkę posiekać i przepłukać zimną wodą. Ten zabieg złagodzi jej smak. Do miseczek nałożyć pokrojone w kostkę tofu, garść wakame i zielonej cebulki. Zalać zupą miso. Tradycyjnie po japońsku zupę wypija się prosto z miseczki, siorbiąc i mlaskając, a pozostałe składniki wyjada się pałeczkami.

Dodatki do miso mogą być różne, w zależności od pory roku i regionu. W Japonii zupę miso uznaje się za danie śniadaniowe.

Co Wy na na to, żeby podać miso z jajkiem lub ziemniakami zamiast Wielkanocnego żurku? ;)

Smacznego!

piątek, 14 listopada 2014

Dzięki uprzejmości firmy Tesoro Del Mar i Małopolskiemu Apetytowi mogłam uczestniczyć w warsztatach sushi. Tak, znowu sushi, ale tym razem warsztaty miały zupełnie inny wymiar. Od sushi-warsztatów w restauracji Zen różniły się tym, że pod okiem fachowca, tzn kucharza japońskiej restauracji - Łukasza, prześledziliśmy KAŻDY etap przygotowywania sushi łącznie z gotowaniem ryżu i marynowaniem ryby. Dzięki temu zyskaliśmy ogromną przewagę nad sushi restauracyjnym: sami kształtowaliśmy finalny smak potrawy od samego początku jej przygotowywania. Tego typu warsztaty uczą, skąd bierze się konkretny smak. Ponieważ nie znam smaków prawdziwej kuchni japońskiej, tego typu organoleptyczne informacje mają dla mnie nieocenione znaczenie poznawcze.

Gotowanie ryżu (używaliśmy Okomesan) poprzedza delikatne płukanie, by usunąć puder skrobiowy z powierzchni ziaren. Płukać należy od 3 do 7 razy, aby uzyskać warstwę klarownej wody nad ryżem. Dopiero potem można go ugotować w towarzystwie płatów glonu kombu, które śmierdzą jak stare skarpety, ale oddają ryżowi słony smak i aromat morza.

warsztaty sushi, jak zrobić sushi

Prowadzący warsztaty w trakcie gotowania przekazywał nam mnóstwo informacji i ciekawostek dotyczących sushi oraz japońskich zwyczajów. Bardzo fajnie, kompetentnie, nie zostawiał żadnego pytania bez odpowiedzi, nawet jeśli mogła okazać się niewygodna. W dodatku, co mi się bardzo spodobało, kiedy wytknęłam pewną nieścisłość, widać było, że mu ciśnienie skoczyło, ale wkurzył się nie na mnie, tylko na siebie, że nie zwrócił wcześniej uwagi na ten szczegół. Było widać, że Łukasz jest człowiekiem z pasją, że do gotowania podchodzi z wielkim zaangażowaniem, chce być dobry w tym, co robi, a Japonię widział nie tylko w telewizji. Potem przy okazji wyszło na jaw, że gotowanie pokrzyw i pieczenie żołędzi też nie są mu obce, więc tym więcej zyskał w moich oczach :P Koleżanki stwierdziły, że jestem koszmarem każdego prowadzącego, ale przecież ja się nie czepiam, tylko po prostu lubię wiedzieć. Nie zadaję pytań ze złośliwości, tylko dociekliwości. Z resztą osobiście uważam, że pytania od audytorium to zawsze najciekawsza część wykładu, bo dowodzą, że ludzie chcą wiedzieć więcej.

Fajnie było się dowiedzieć, że prawdziwy sushimaster to tytuł przyznawany nielicznym. Aby go osiągnąć, trzeba wiele lat terminować u mistrza, przy czym przynajmniej 6 lat mija wyłącznie na płukaniu ryżu. A tytuł można otrzymać dopiero, gdy mistrz umrze.

I wreszcie ktoś mi wyraźnie powiedział, że sushi znaczy marynowany ryż, którym przesypywano konserwowane w ten sposób ryby. A potem zaczęto wykorzystywać również i ryż, bo sushi to było jedzenie biedaków.

Ugotowany ryż należy ostudzić do temperatury 36 stopni, tak żeby po wzięciu go do ust nie było czuć że jest zbyt zimny lub zbyt ciepły, i zalać octem ryżowym z cukrem. W większości restauracji daje się tego cukru dużo, bo tak smakuje większości Polaków. Na szczęście mogliśmy spróbować, w jaki sposób ryż byłby przygotowany dla Japończyków, i to było to! Ja lubię słodkie, co trudno ukryć ;) ale jak mam ochotę na coś słodkiego, to idę na kremówkę, a nie na rybę.

jak zrobić sushi, rolowanie sushi, jak zrobić maki

Aby przygotować futomaki, czyli grube zawijane sushi, płatki glonów nori oblepia się ryżem od szorstkiej strony. Ponieważ ryż do sushi jest bardzo kleisty, trzeba dłonie zwilżać wodą, w przeciwnym przypadku to dłonie będą obklejone, a nie glony ;) Następnie ryż smarowaliśmy japońskim zielonym chrzanem wasabi, nadziewaliśmy i zwijaliśmy, a potem trzeba je jeszcze pokroić na 6 plasterków.

Do nadziana sushi użyliśmy: słodką marynowaną tykwę, kwaśną marynowaną rzodkiew japońską daikon, świeżego ogórka (którym podobno w Japonii karmi się demony, żeby nie porywały dzieci), awokado, mango i sałatę. Dodatkowo mieliśmy do dyspozycji japoński majonez, kremowy serek oraz wspaniałe ryby. Państwo z Tesoro Del Mar przygotowali nam wspaniałe filety z łososia, halibuta i makreli. Łososia jedliśmy na surowo, halibuta marynowanego w paście miso i smażonego z białym winem, a makrelę na surowo marynowaną w occie. Okazało się, że Tesoro Del Mar dostarcza świeże produkty prosto do prywatnych domów, czego nie omieszkam wykorzystać w najbliższym czasie :)

futomaki, jak zrobić sushi maki

W czasie warsztatów bawiliśmy się też formą sushi. Poznaliśmy nigiri, czyli rybę ściskaną z ryżem przy pomocy dłoni, futomaki – grube rolki, o-maki – kulki, uramaki – odrócone rolki, gdzie ryż jest na zewnątrz nori, temaki, czyli rożki, chirashi sushi – rozrzucone sushi, czyli miseczka ryżu z porozrzucanymi na nim dodatkami.

Oczywiście na każdym etapie widać było, że gotują blogerzy ;)

jak zrobić sushi

Dodatkowo jedliśmy zupę miso, czyli moim zdaniem skrzyżowanie żurku i grochówki, ale o niej będzie osobny post, bo na pewno spróbuję odtworzyć ją w domu.

Bardzo dziękuję za możliwość tak dogłębnego zbadania tematu sushi, za wyśmienicie spędzony czas w fajnym towarzystwie i wspaniałe produkty.

piątek, 07 marca 2014

Ponieważ trwa Wielki Post, więc raczej nie zamierzam w tym czasie niczego piec. Ten czas uważam za świetną okazję do cukrowego detoksu (jeżeli jesteście bardziej zainteresowani, to fajną listę sporządziła Kasia klik). Ale bez obaw Trochę Inna Cukiernia i tak będzie ociekała cukrem, bo mam sporo zaległych przepisów:)

Tymczasem znów mnie wzięło na rozmyślania. Tym razem nad postem i nad tym, że stworzenie, które myśli, widzi, czuje, reaguje, metabolizuje, opiekuje się swoimi dziećmi - nie jest uznawane za zwierzę. Powszechność tego mniemania doprawdy mnie zdumiewa.

Mięso to słowo oznaczające ogólnie mięśnie zwierząt, które zjadamy. Do pokarmów mięsnych zalicza się również inne części ciała tegoż zwierzęcia, takie jak skóry, ścięgna (żelatyna), kości czy podroby (narządy wewnętrzne). I zgodnie z tą definicją, RYBA TO JEST MIĘSO. Ryba jako stworzenie boże jest zwierzęciem. Na drzewie nie rośnie ;) Ma mózg, oczy, nos, paszczę, krew, serce, wątrobę, nerki itd.  I ma mięśnie, które my zjadamy. Całe nieporozumienie, że ryba jakoby nie była mięsem, wzięło się z tradycji chrześcijańskiej, w której w czasie postu nie wolno jeść mięsa, ale wolno jeść ryby. Stąd się wzięły dziwne pomysły, aby tradycję religijną przekładać na dietetykę i że wegetarianie mogą jeść ryby, bo to nie zwierzę.

czy ryba to mięso

Tymczasem post nie ma znaczenia w odniesieniu tego, czy krzywdzi się jakieś zwierzę, czy nie. Niestety. Tradycja unikania mięsa wzięła się stąd, że mięso dawniej (a nawet jeszcze wcale nie tak dawno) było towarem luksusowym, a w czasie postu należy wstrzymać się od dogadzania sobie i jeść skromnie. W basenie Morza Śródziemnego, Czerwonego, nad jeziorem Galilejskim, a także w europejskich wioskach zazwyczaj skupionych w niedalekiej odległości od rzek, czy strumyków, najprostszym i najskromniejszym pożywieniem, oprócz chleba, były ryby.

Ludzie niestety skromni są i prości, więc nauki o zachowaniu postu poszły łańcuchowo. Nie wolno jeść mięsa, wolno jeść ryby, więc je się ryby, nawet jeżeli są trudno dostępne i wcale nie są tanie. A jak nie ma ryb, to może inne zwierzęta wodne można za nie uznać - stąd w niektórych krajach w czasie postu dozwolone było jedzenie mięsa bobrów, żółwi i wydr.

W druga stronę, jeżeli ryby są drogie - nie są postne. Łosoś pod brokułową chmurką i sandacz w trzech sosach - nie są postne, bo post zakłada skromność nie tylko treści posiłku, lecz też co do jego formy. Jeżeli posiłek jest luksusowy, drogi lub dostarcza zbyt wiele przyjemności, choćby był bezmięsny - nie jest postny.

Jako dziecko czułam ogromny mętlik w głowie związany z piątkowym postem. Rozumiałam, że post ma oznaczać jakieś wyrzeczenie. Ale jakie to wyrzeczenie, skoro piątek był dla mnie najpiękniejszym dniem w ciągu całego tygodnia - bo NIE MUSIAŁAM JEŚĆ MIĘSA! Juppi! Mój ojciec uważał, że tylko mięso to jest porządne jedzenie, i bez mięsa to nie ma posiłku. Czy z resztą właśnie tak nie uważa większość Polaków? Katorgą dla mnie było wiecznie pojawiające się zdanie: "Dojedz mięso, resztę ziemniaków możesz zostawić". Teraz ilekroć mam ochotę tak powiedzieć do swoich dzieci, gryzę się w język ;) W każdym razie post dla mnie to była wielka radość. Ryb prawie nie jadaliśmy - bo tata nie lubił. Tak swoją drogą, to nie ma gorszych niejadków niż dorośli mężczyźni ;)

Wydaje mi się, że nieświadomość przyczyny jedzenia ryb w czasie postu jest też powodem, dla którego wielu dorosłych odczuwa dyskomfort światopoglądowy. Szczególnie odczuwalny wśród wojujących wegan. Ale nawet wśród duchownych spotkałam osoby, które nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego w Wigilię, która ma być poświęcona oczekiwaniu na nowe życie, wolno zabijać nieszczęsne karpie. Niektórzy wprost, choć po cichu, twierdzą, że dlatego, że dawniej komuś, pewnie jakiemuś biskupowi, coś się pop...yrtało.
Słyszałam nawet próby argumentacji, że ryb nie uznawano za zwierzęta, bo nie krzyczą podczas ich zabijania. Ależ skąd! Po prostu post ma inne powody, a ideologia o zabijaniu została dorobiona później, dowodząc totalnej ludzkiej głupoty.

Podsumowując, ryba pod względem dietetycznym to mięso. Pod względem etycznym jest to zwierzę, które czuje i myśli, podobnie jak inne zwierzęta, wobec tego wegetarianie ryb nie powinni jeść (a jeśli jedzą, to nie powinni nazywać się wegetarianami). Zaś w postnym posiłku w tradycji chrześcijańskiej wcale nie chodzi o jego wegetariańskość i niekrzywdzenie innych istot. Co mnie akurat napawa smutkiem, ale to już moja sprawa.

czwartek, 17 marca 2011

Zielono mi... czas zacząć! A cóż jest bardziej zielonego niż sałatka?

Zielono mi... znów!

Ta sałatka to jedna z wielu goszczących na naszych talerzach, najczęściej zamiast zupy:) Ich skład (i kolory) waha się w zależności od tego, na co mam ochotę, co wypatrzę w sklepie lub co akurat jest w domu.

Nabrałam Was z tą różą? Na jedzenie róż jeszcze jest za wcześnie. Piękna różowa róża jest zrobiona z dorodnego plasterka łososia;) A cała reszta zielona, czyli tak jak ma dzisiaj być!

zielona sałatka z różą, sałatka z wędzonym łososiem, Zielono mi

Udanej zielonej zabawy Wam życzę! :)

środa, 21 kwietnia 2010

Pawi ogon z przepiórczych jajek, czyli wariacja na temat łososia po parysku, choć z pierwowzorem to już nie ma wiele wspólnego:)

łosoś z przepiórczymi jajkami, quail eggs with salmon

Pawik składał się z: łososia, przepiórczych jajeczek, pomidorków koktailowych, koziego twarożku i awokado.

Wersja dla dorosłych miała klasyczny skład zubożony jedynie o koperek, który przedwcześnie zwiędł: łosoś, awokado, jajko kurze, majonez.

łosoś po parysku, łosoś z awokado i jajkiem, awokado po parysku, awokado z łososiem, avocado and salmon

środa, 24 czerwca 2009

- Kochanie, chodź na rybkę!
- Czy to łosoś?
- Nie, makrela.
- Nie idę.
- Ale jest z kwiatkami!
- To idę.

spagetti z nagietkiem i makrelą, makaron z nagietkami i makrelą, spaghetti con scombro e calendule, pasta with merigolds and mackerel

Spagetti ugotować al dente, do odcedzonego makaronu dorzucić podziabaną makrelę i nagietki. Polać oliwą, dodać zioła, ewentualnie czosnek i już:)

piątek, 15 maja 2009

Filet łososia upieczony z oliwą, sokiem z cytryny i solą morską podany tropikalnie:)

łosoś z ananasem i melonem na ostro, salmon with tropical fruit, salmon with pineaple and melon

Ananas, melon miodowy i brzoskwinie pokrojone w kostkę, pomieszane z posiekaną papryczką chili, odrobiną bazylii i majeranku. Skropiłam sokiem z cytryny. Chwileczkę je podgrzałam, żeby połączyły się smaki, ale żeby ich nie zagotować.

Do ryżu dodałam skórkę startą z cytryny (na wierzch, bo nie każdy chciał) i oliwę.

Obiad i deser w jednym:)

 
1 , 2