|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: migdały
środa, 02 listopada 2011
Ten tort upiekłam jeszcze w lecie (co z pewnością poznacie po stopniu padania promieni słonecznych :D), ale Dorotka swoim tortem kokosowym z czekoladą przypomniała mi, że mój tort wciąż czeka na opublikowanie gdzieś tam w czeluściach archiwum zdjęć kulinarnych. To był tort na wyjątkową okazję. Ponieważ nie chciałam, żeby goście na obiedzie u teściowej jedli kupne ciasta (teściowa nie piecze), więc tort upiekłam ja. Niestety sama nie mogłam go zjeść. Ale wszyscy zapewniali, że wyszedł mi wyjątkowo dobrze:) W sam raz słodki, wilgotny, niemdły i chyba całkiem ładny. Podczas jego produkcji boleśnie wyszła na jaw moja słabość, a mianowicie pieczenie "na smaka". Bo jak piec na wyczucie, kiedy nie można spróbować? Na szczęście wzrok jeszcze mi dopisuje i ilość cukru dobierałam "na oko", a W zweryfikował (pozytywnie) jęzorem.
Biszkopt: 5 małych jajek Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywno. Stopniowo dodawać cukier, po czym żółtka i wodę różaną. Mąki przesiać i połączyć z jajkami. Na dno tortownicy (18 cm) położyć papier do pieczenia. Wyłożyć ciasto i piec w temperaturze 160ºC około 40 minut. Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Masa: 1 szklanka wiórków kokosowych Wiórki namoczyłam na noc w mleku i Malibu. Następnego dnia odcisnęłam z nadmiaru płynu. Czekoladę rozpuścić w ciepłej kąpieli wodnej. Śmietanę ubić i połączyć z przestudzoną czekoladą. Wiórki wmieszać delikatnie w masę. Wstawić do lodówki. Poncz: 100 ml mleka Pokrycie: 200 ml śmietany kremówki
Złożenie: Wystudzony biszkopt przekroić na trzy krążki. Każdy blat nasączyć ponczem. Przełożyć dwa krążki masą. Złożony tort posmarować ubitą śmietaną, boki obsypać strużkami kokosowymi. Na wierzchu nożem wymalować kratkę. Na boki powtykać perełki, na wierzch pomalowane na złoto migdały.
W wyczuł w cieście coś odbiegającego od kokosa, ale nie potrafił zidentyfikować smaku. Nikt z gości nie rozpoznał wody różanej, ale możliwe, że dlatego, że nikt z nich nie znał smaku Malibu. Wszystkim bardzo smakowało, a ja, cholercia, nawet palców ani razu nie oblizałam!
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
Dawno nie było tu żadnych kwiatków, prawda? Co może zrobić kobieta, która dostanie bukiet róż? Może go zjeść. Szczególnie jeśli to róże w cukrze:)
Czekoladowe babeczki z różą i marcepanem ciasto (lub inne ulubione ciasto muffinkowe): nadzienie: dekoracja:
Zagnieść razem różę, migdały i skrobię. Składniki ciasta zmieszać. Na dno półokrągłej formy muffinkowej (wyłożonej papilotkami) nałożyć po łyżeczce ciasta, na to po kulce nadzienia i zalać resztą ciasta. Piec około 25 minut w 180°C. Po wystudzeniu odwinąć z papilotek, ułożyć do góry dnem (wskazane lekkie podcięcie czubka czyli spodu), zwilżyć powierzchnię sokiem z cytryny i zawinąć w rozwałkowany marcepan. Po wierzchu posmarować odrobinką soku z cytrynowego i wcisnąć krystalizowaną różę.
Coraz szerzej rozchodzą się kręgi kwiatożerstwa:) Do zobaczenia po wakacjach;)
wtorek, 28 czerwca 2011
Nazwa może niezbyt adekwatna, bo chodzi raczej o jedzenie resztkowe, ale chwytliwa :D Ostatnio mam wrażenie, że dom wali mi się na głowę, weekendowe wypady do pracy są istnym zbawieniem. Te parę godzin wolności, kiedy W przejmuje stery, nie trwają jednak zbyt długo - zdradza mnie własna fizjologia, zew natury na równi z tęsknotą przyzywają mnie do domu. Ale jakżesz to jest proste! Z resztą stadka już muszę się nagłowić i nieraz załamuję ręce w bezadności nad odwiecznym pytaniem: co dziś na obiad??? W jeden taki dzień, kiedy z zakupów wróciłam z pustymi rękami, powstało spaghetti z wegańskim pesto i kwiatami cukinii. Bo cukinia na naszym balkonie kwitnie jak szalona! Polecam bardzo - jedna doniczka, a tyle uciechy;)
Klasyczne pesto robi się z bazylii, oliwy, czosnku, orzechów piniowych i pamezanu (lub pecorino), ja sera użyć nie mogłam, a ochotę na pesto miałam. I zrobiłam je z takich składników: migdały i orzechy laskowe - resztki z innych zastosowań - posiekałam i uprażyłam na patelni i dla zagęszczenia... ziemniaczek z poprzedniego dnia;) Myślałam raczej o użyciu brokuła lub bobu, ale jakoś młode warzywa nie są u mnie w stanie poleżeć do przetworzenia, bo zżeram nawet resztki. Dodałam jeszcze pieprzu i chilli i zmiksowałam. Kwiaty cukinii poszarpałam na płatki i wrzuciłam do makaronu tuż przed cedzeniem. Spaghetti zmieszałam z pesto, dodałam kwiaty, odłożone migdały, listki bazylii i już. Trochę za mało oliwy dałam i pesto było zbyt gęste, ale danie na tym nie ucierpiało za bardzo :P
I przy okazji okazja dla kwiatkojadów:)
wtorek, 31 maja 2011
Rzutem na taśmę, bo się spieszę;) Trzeci przepis na batoniki zbożowe bez mleka i bez jajek. Tym razem miodowo-orzechowe. Po batonikach na jabłku i batonikach na bananie te są najsłodsze i najbardziej chrupiące. Różne płatki i orzechy zalać miodem, dodać łyżeczkę oliwy (niekoniecznie) i dwie łyżki wody. Należy uzyskać mieszaninę, która ledwie się trzyma na miodowym lepiszczu. Wygładzić masę na blasze wyłożonej papierem i piec w 190 °C przez 10-15 minut, aż podeschnie i się lekko zrumieni. Jeszcze na ciepło trzeba pokroić, bo po wystygnięciu będzie się kruszyć. Ja do tych batoników wrzuciłam: płatki owsiane Bez bakalii, bo już i tak dla mnie za słodkie;) W wersji bezglutenowej używać płatków ryżowych, jaglanych, gryczanych, fińskich owsianych, kukurydzianych, poppingu z amarantusa itp.
piątek, 29 kwietnia 2011
A przynajmniej z czymś, co wg mnie miało przypominać baranka, ale przez moje słodkie Drożdżóweczki nie zostało przyjęte z entuzjazmem;) Ale jak na wyskrobka było bardzo smaczne:)
Ciasto ulepiłam z resztek po mazurku morelowym z fiołkami, a na wierzchu posmarowałam po prostu konfiturą wiśniową. Baranek powstał z płatków migdałowych z dodatkiem uśmieszku suszonej moreli i rogów z suszonej śliwki. I już:)
czwartek, 28 kwietnia 2011
Nawet podczas Wielkanocy nie mogłam zdzierżyć bez jedzenia kwiatków;) Mazurek był tak pyszny, że miałam obawy, czy dotrwa do Niedzielnego świątecznego śniadania.
Kruche ciasto: 1/4 kostki margaryny Wszystko szybko zagnieść na gładkie ciasto. Jeżeli ciasto się nie klei, dodać odrobinkę oliwy, jeżeli się ciągle lepi - podsypać mąką. Rozwałkować cienko na blaszce, brzegi podnieść nakładając dodatkowe paseczki ciasta. Piec w 200°C przez 10 minut. Nadzienie morelowe: 200 g suszonych moreli Morele zalać sokiem i zostawić na noc. Następnego dnia odcedzić napuchnięte owoce i zmiksować je na gładką papkę. Jeżeli ktoś potrzebuje, to dosłodzić. Rozsmarować na wystudzonym cieście. Wykończenie: płatki migdałowe Udekorować mazurka. Ciasta nie przykrywać, żeby nie zwilgotniało, a podeschło.
P.S. Głosujcie na mnie w konkursie Pozytwnej Kuchni! Prooooszę:)
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Makaroniki to podobno hit sezonu;) Ale nie jestem pewna, kto to ustala:P
Poprzednio makaroniki mi nie wyszły. Podobno są strasznie trudne do upieczenia i wdepnęłam sobie sama na ambicję, żeby jednak je upiec tak, jak powinny wyglądać. I wyszły. Wcale nie są takie uciążliwe do zrobienia, jeżeli tylko doda się wymaganą ilość cukru, czego nie zrobiłam poprzednio. Jeszcze musiałbym popracować nad ich wielkością, bo w większości zrobiłam je zdecydowanie za duże;) ok 100 g białek (3 sztuki) Białka należy podsuszyć, ja zbierałam pojedyncze białka i zostawiałam je w lodówce w miseczce (najdłużej jedno czekało 4 dni), a potem wyjęłam rano i zostawiłam na stole. Migdałów nie mieliłam dodatkowo, tylko połączyłam z przesianym cukrem pudrem. Białka ubiłam na sztywną pianę ze szczyptą soli, dodając pod koniec drobny cukier. Do piany trzeba wsypać migdały z cukrem pudrem i pomieszać łyżką tylko tyle, żeby się połączyły. Nakładać krążki masy na blachę wyłożoną papierem. Niepotrzebnie zaczęłam ją maltretować workiem cukierniczym, o wiele lepiej nakładało mi się po prostu szprycą bez założonej końcówki, co polecam. Przygotowane blachy odstawić na 1 godzinę do obeschnięcia. Piec w piekarniku nagrzanym do 160°C przez 12-15 minut. Odstawić do wystygnięcia i dopiero wtedy ściągać. Można przekładać dowolnymi masami, przecierem z róży, czekoladą, nutellą etc. Ale wiecie co? Wcale mi te makaroniki nie smakowały, wolałam takie jak wtedy. To po prostu upieczony lukier! Jedzenie tak potwornie słodkich ciastek nie sprawia mi wcale przyjemności. Po jednym miałam dość. Kiedy cukier atakuje układ nerwowy, nie ma czasu na rokoszowanie się smakiem, wydobywaniem subtelnych migdałowych akordów. A skleić te ciasteczka jeszcze czymś słodkim? - to już można paść na miejscu. Przełożyłam tylko kilka sztuk niskocukrowym przecierem różanym. Taaa, makaroniki... Równie dobrze mogłabym sobie pochrupać cukier w kostkach, a wg mnie nie o to chodzi.
Umiem, wiem jak je zrobić, wyszły, przypuszczalnie nigdy już do nich nie wrócę. Ale co róża, to róża :D
czwartek, 06 stycznia 2011
Pomimo iż zakładałam pieczenie ciasta drożdżowego z żurawiną, to uparcie chodził za mną keks. W końcu, kiedy okazało się, że jednak Święta spędzamy sami, na szybkiego zrobiłam babę drożdżową z dużą ilością bakalii. Czy można to uznać za keks drożdżowy? :) 500 g mąki Wszystkie składniki suche zmieszać, dodać letnie mleko z margaryną, oliwę, jaja i zagnieść. Zostawić chwilę w cieple do wyrośnięcia. Dodać bakalie, wyrobić i przełożyć do natłuszczonej formy (tortownica 18 cm z kominkiem). Zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu pod ściereczką. Piec w 180 stopniach przez 40 minut.
Tymczasem mija trzeci tydzień mojego chorowania... Straciłam każdy pieczołowicie odkładany przez wakacje kilogram. Chwilami już nie daję rady z notorycznym kaszlem. Jedyny postęp to to, że zaczęłam mówić, choć cicho - to jednak wydaję już jakieś odgłosy. Jak na kogoś, kto w pracy musi gadać non-stop, to jest ciekawie...
sobota, 27 listopada 2010
Zapowiedziane wczoraj zastosowanie maceratu cytrynowego. Wyszło wspaniałe ciasto cytrynowe: delikatne, aromatyczne, wilgotne. Ciasto bez jajek i bez mleka. Ciasto, które powstało z dwóch powodów: chciałam do pieczenia użyć olej cytrynowy, a po drugie potrzebowałam tła dla marcepanowych ulepków;) Córcia swoje efekty wczorajszej zabawy marcepanem od razu pożarła, a ja nie, ja się stęskniłam za ciastem z kwiatuszkami;)
Wegańskie ciasto powstało znowu przez przypadek, bo skończyło się mleko kozie, więc użyłam sojowego. Ciasto cytrynowo-migdałowe 3/4 szklanki mielonych białych migdałów Suche składniki trzeba zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Przelać do tortownicy 18-20 cm wysmarowanej i wysypanej bułką tartą (bułka tarta też wyszła, więc odżałowałam resztkę migdałów). Piec przez ok. 25-30 minut w 180°C do suchego patyczka.
Po wystudzeniu polałam lukrem cytrynowym:
Ozdóbki są z marcepanu barwionego czerwienią buraczaną, ryboflawiną i chlorofilem, o którym już kiedyś opowiadałam. Ja po prostu nie mogłam się powstrzymać przed kwiatuszkami:)
wtorek, 12 października 2010
Znów obchodzimy Różowy tydzień. U mnie więc też będzie różowo i tematycznie.
Pewnie można by zrobić jeszcze bardziej dosłowną potrawę;) Cycuszki czyli czekoladowe muffinki z mojego rewelacyjnego ciasta bez jajek, takiego jak zawsze, z tym, że do ciasta dodałam dwie łyżki gorzkiej czekolady (niech żałuje ten, kto jeszcze nie spróbował;)), pokryte lukrem cytrynowym z malusieńką kropelką soku z buraka i zblanszowane migdały. A teraz druga część: Wiem, że jest w naszym gronie całkiem sporo karmiących mam. Mam do Was jedną prośbę: Jeżeli wyczujecie w swojej piersi guzek, to zanim zaczniecie katować swój biust okładami z mrożonej kapusty, zróbcie USG. Nie słuchajcie gadania pielęgniarek z poradni laktacyjnej, nawet najlepszej w województwie, że to tylko zastój pokarmu, tylko idźcie zrobić USG. Z marszu, nie musicie się przejmować dniem cyklu, bo karmicie. Nie słuchajcie opinii, że to depresja poporodowa czy histeria młodej matki, tylko zróbcie USG. Lepiej wydać 60 złotych na całkowicie bezbolesne badanie, które wykaże faktycznie zastój pokarmu, niż zorientować się po kilku miesiącach, że już za późno na skuteczne leczenie. Naprawdę lepiej wiedzieć wcześniej i od razu zareagować. Dziecku bardziej potrzebna jest żywa mama niż kilka miesięcy więcej wiszenia na cycku i sieroctwo zanim nauczy się mówić. A teraz życzę smacznego:)
sobota, 25 września 2010
Nie lubię ciast ze śliwkami, a Córcia w ogóle nie lubi ciasta drożdżowego z owocami. Ale W miał potrzebę, mieliśmy okazję, więc miałam pretekst by skorzystać z zaproszenia do wrześniowej Weekendowej Cukierni. Każdy dzień celebrujemy, jakby był naszym pierwszym wspólnym dniem, żeby niczego nie żałować, gdyby okazał się ostatnim. Kilka lat temu czekałam na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Zamyśliłam się i pomimo iż zielone już się pojawiło, nie weszłam na przejście dla pieszych. Ocknęłam się, a w tym momencie obsypało mnie potłuczone szkło z samochodu osobowego, który został zmieciony przez TIRa i przewleczony przez pasy, na które powinnam była przed chwilą wejść. Kierowca ciężarówki też się zamyślił - i przejechał na czerwonym. Ludziom w aucie nic się nie stało, mieli zapięte pasy, zadziałały poduszki, ale gdybym ja się nie zadumała... Czasem po jakimś traumatycznym przeżyciu ludzie przechodzą głęboką metamorfozę. Gdy grozi im śmierć, widzą nagle całe życie przed oczami i postanawiają się zmienić. Niczego nie zmieniłam w moim życiu. Nie znamy dnia ani godziny. Nie warto się kłócić, nie warto przejmować głupotami. Jest tu i teraz. Taki zwykły placek ze śliwkami nadaje się równie dobrze jak piętrowy tort. Z wykonianiem odsyłam do wrześniowej gospodyni. Zamieniłam tylko masło na nieutwardzaną margarynę, jajko na 3 jajeczka przepiórcze a mleko krowie na mleko kozie;) asem ludzie przechodzą głęboką metamorfozę bo jakimś traumatycznym przeżyciu. Gdy grozi im śmierć widzą całe życie przed oczami i postanawiają się zmienić. Kiedyś czekałam na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Zamyśliłam się i pomimo iż zielone już się pojawiło, nie weszłam na przejście dla pieszych. Ocknęłam się a w tym momencie obsypało mnie potłuczone szkło z samochodu osobowego, który został zmieciony przez TIRa. Kierowca ciężarówki też się zamyślił i przejechał na czerwonym. Ludziom w aucie nic się nie stało, ale gdybym weszła na pasy...
środa, 07 lipca 2010
Oj, nieładnie. Tak bardzo chciałam wziąć udział w czerwcowej Weekendowej Cukierni, bo jeśli zaprasza Poleczka, to trzeba przyjąć zaproszenie:) Chociaż w lecie rzadko kiedy piekę, bo obfitość owoców starcza za wszelkie desery, to dodatek świeżych owoców do tarty też wyglądał kusząco. Jednak dla Poleczki musiałam się zmobilizować. Przynajmniej taki miałam plan. A tymczasem ja się dramatycznie spóźniłam i jeszcze rządzę się po swojemu, bo ciasto było dla wszystkich, dla jedzącej inaczej mojej małej alergiczki też. Na kruchy spód wzięłam: ok 170 g mąki pszennej W środku zrobiłam masę a'la makaronikową (bo Córcia białka może a żółtek nadal nie) 150 g cukru Nie wiem, czy Gospodyni WC mnie nie wyrzuci na zbity pysiak, bo takie jej prawo, ale banerek i tak sobię wkleję;) Jedyne, co mnie pociesza to to, że Polka nie opublikowała jeszcze podsumowania, więc nie tylko ja się tutaj ślimarczę:P
piątek, 07 maja 2010
Potrzebny był deser na szybko, więc znowu toczyłam kuleczki z czekoladą. Tym razem z wafelkami i wyszły delikatniejsze.
duża garść pokruszonych wafli (bezjajeczne, bezmleczne, "kujawskie") tarte migdały do obtoczenia Zagnieść wszystkie składniki. Utoczyć 3-4 kulki dla dziecka, a do reszty masy dodać likier i uformować małe kulki. Obtoczyć w migdałach. Nie liczyłam ile sztuk mi wyszło, ale były mniejsze niż poprzednio i była jedna głowa do podziału więcej :P
środa, 05 maja 2010
Ostatnia porcja owocowych mrożonek posłużyła jako baza do muffinek migdałowo-czekoladowych z wiśniami
1 szklanka mąki mrożone wiśnie Wszystko zmieszać trzepaczką, przełożyć do papilotek i w każdą babeczkę wetknąć po 3 rozmrożone wydrylowane wiśnie. Piekłam ok. 20 minut w 175°C do suchego patyczka. Pyszne babeczki. Ale stało się to, co jak widać stać się miało! Po odkładanej przez 2 lata szczepionce, Córeczce wróciła wrażliwość na jaja kurze i po muffince Kurdupelkę obsypało na całego. Znowu muszę wyeliminować jajka z jej diety:(
sobota, 24 kwietnia 2010
Kiedy nie ma chleba trzeba jeść ciastka. Tak sparafrazowałam Marię Antoninę, kiedy okazało się, że musimy obyć się bez pieczywa i poradzić sobie z tym, co jest w domu. Ciasto bez jajek, niewymagające żadnych sprzętów AGD (poza piecykiem;)), banalnie proste. Przepis mniej więcej ten sam co zawsze. 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać. Piekłam ok. 25 minut w 180°C w tortownicy 18 cm, aż patyczek był suchy.
niedziela, 21 lutego 2010
Bez okazji okazja dla bez i czekolady.
Na spód: pokruszone herbatniki czekoladowe Środek: 500 ml śmietany kremówki Góra i boki: Czekoladę białą i czarną rozpuściłam na osobnych kąpielach parowych. Serek utarłam z cukrem, wanilią i połaczyłam z wystudzoną gorzką czekoladą. Śmietanę ubiłam i połączyłam białą czekoladą oraz z rozpuszczoną żelatyną. Boki tortowniczki wyłożyłam bezami a dno pokruszonymi herbatnikami z dodatkiem płatków migdałowych. Na herbatniki wylałam serek i przykryłam musem z bitej śmietany. Po wierzchu posypałam migdałami. Porządnie schłodziłam.
Rozwiązanie ułożenia bezowych boków zastosowane przy pomarańczowym serniczku jednak było lepsze. Tutaj bezy się trochę ukruszyły, a poza tym rozpuściły w kontakcie z serem. Ale serniczek był boski. Pierwszy kęs mnie rozczarował. Była gigantyczna przepaść między delikatną słodką górą a gorzko-kwaśnym dołem. Ale każdy kolejny kęs wkładany do ust wprawiał mnie w coraz większą czekoladową euforię. Nie mogłam się powstrzymać i co chwilę biegałam do lodówki po kolejny kawałek:) I chyba na przyszłość zrezygnowałabym z migdałów na wierzchu na rzecz wiórków czekoladowych. A propos bez i powstrzymywania się, to opowiem, jak moja Córcia pierwszy raz jadła bezy. Z duszą na ramieniu (obsypie czy nie obsypie?) dałam jej połówkę takiej podłużnej bezy. Mała zjadła w oka mgnieniu. Dałam dwie kolejne połówki - zachwyt sięgający zenitu. Nic się nie stało: ani pół krosteczki, ani kawałeczka owrzodzenia. Następnego dnia dałam jej 6 połówek bez i powiedziałam, żeby 3 zjadła sobie teraz a resztę zostawiła na deser. Może Was to zdziwi, jak można od dziecka wymagać czegoś takiego, ale u mojej Córci zawsze działało. Ma pewność, że deser nie zniknie (przynajmniej odkąd mieszkamy bez babci...), a na ogół dobrze wymierzam porcję słodkości na jej siły, więc nie ma problemu. W każdym razie po chwili wracam do pokoju a tu wszystko zniknęło! A Córcia mi mówi z anielskim zachwytem na małej buzince: -Ach! Mamusiu! Nie mogłam się powstrzymać! Później ją dorwałam, jak sobie przystawiła taboret, wspięła sie na kuchenny blat i podskakiwała (na blacie!), żeby dosięgnąć do reszty opakowania, które zapobiegawczo schowałam na górze wiszącej szafki. Zupełnie ją te bezy ogłupiły!
poniedziałek, 25 stycznia 2010
To dziwaczne ciasto zrobiłam na Dzień Babci. Oryginalny przepis pochodzi z "Kuchni" nr 9 z 1995, w którym ziemniaki były przebojem sezonu. Jeżeli ktoś posiada ten numer, to ja bardzo proszę o tekst źródłowy, bo mnie przepadł, a to co zrobiłam, zdziałałam na oko i z pamięci, a memoria fragilis est, szczególnie moja memoria.
Oryginalnie ciasto było z nadzieniem z suszonych śliwek moczonych w alkoholu. I wydaje mi się to lepszym zestawieniem z ziemniakami niż wiśnie. W końcu knedle robi się raczej ze śliwkami;) ok. 200 g ugotowanych ziemniaków Ziemniaki dobrze rozgnieść lub zmielić. Zarobić ciasto. Miesiąc temu nie dodałabym jajeczka;) Rozwałkować na spód i brzegi blachy 2/3 ciasta. Podpiec górną grzałką przez 10 minut w 180°C.
Mnie nie specjalnie smakowało, choć nie było złe. Ale babcia i W byli bardzo zadowoleni. I o ile ja wyjadałam wiśnie, to moja Kurdupelka wyjadała ciasto, czyli nie było niesmaczne;) Wydaje mi się, że ze śliwkami jednak byłoby lepsze. Oczywiście wszystko będzie zależało od gatunku i smaków użytych ziemniaków.
wtorek, 29 grudnia 2009
Wyjątkowa okazja wymaga wyjątkowego wypieku. Posłużyłam się ciastem takim samym jak tutaj, bo było wyjątkowo pyszne;)
3/4 szklanki mąki Suche składniki zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Nałożyć do papilotek i piec ok. 20 minut w 180°C. Po wystudzeniu posmarować polewą z tabliczki gorzkiej czekolady, łyżki cukru pudru i łyżki oliwy, udekorować miękkimi perełkami, co by goście zębów nie połamali. Pomimo iż jedliśmy je jeszcze w adwencie, wyglądem pasują do karnawału.
piątek, 04 grudnia 2009
Nie zdecydowałam jeszcze, co będę piekła na Święta. Ale to ciasto idealnie się nadaje. Poza tym jest jednym z moich ulubionych:) Nie wiem, czy jak już będę mogła piec normalnie, to nie będę nadal go piekła właśnie w takiej formie jak teraz, bo jest doskonałe. Uwielbiam smak tego ciasta!
Ciasto migdałowo-pomarańczowe 3/4 szklanki mielonych migdałów (poprzednio użyłam tylko 1/2 i 1/2 szklanki mąki) Suche składniki trzeba zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Przelać do tortownicy 18-20 cm wysmarowanej i wysypanej bułką tartą. Piec przez ok. 25-35 minut w 170-180°C. Spawdzić patyczkiem, czy nie wychodzi oblepiony. Po wystudzeniu polać lukrem pomarańczowym: Do soku wyciśniętego z połowy pomarańczy i chlapki (łyżki?) Cointreau trzeba dosypywać cukier puder i mieszać do uzyskania gęstej konsystencji.
środa, 02 grudnia 2009
Ostatnio wypatrzyłam u Szarlotka słodki chlebek. Przyznaję, że jestem trochę zmęczona wymyślaniem przepisów od zera i z wielką radością przyjęłam gotowca na pyszne ciasto bez jajek. Jednak nie miałam wszystkich składników takich jakich użyła Szarlotka, więc w zasadzie przyjęłam tylko proporcje przedstawionego ciasta jako formę dla nowego.
2 szklanki mąki Przesiać mąkę, zrobić wgłębienie. Drożdże rozpuścić z cukrem w dwóch łyżkach wody i wlać do dołka w mące. Odstawić na 10 minut do wyrośnięcia. Daktyle i papaję drobno pokroić i razem z pozostałymi składnikami dodać do zaczynu i zagnieść ciasto. Ciasto przełożyć do natłuszczonej formy, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość. Piekłam 40 minut w 180°C (małą bułeczkę piekłam 20 minut.) Wyjęłam z piekarnika i po wystudzeniu zawiozłam na obiad do teściowej. Dobrze trafiłam, bo akurat nie miała deseru:)
Dziękuję Ci, Szarlotku ;)* |