| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością, kopiowanie jest płatne. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:) Komentarzy reklamowych nie publikuję!
Kontakt
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
FAQ
Przydatne linki


Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż

Wpisy z tagiem: przepisy bez pieczenia

niedziela, 09 września 2018

Rodzina zgłaszała zapotrzebowanie na pierogi z owocami, ale jak to zrobić pierogi, skoro w lesie nie ma już borówek, na drzewach nie ma wiśni, a z truskawkami nie lubią. Odkurzyłam zatem przepis naszej cioci na pierogi z jabłkami. A że akurat rośliny łapią teraz drugi oddech po upalnym lecie i róże kwitną jak szalone, zaś szarlotka z różą z książki "Różane przepisy" jest wprost obłędna, nie mogłam się oprzeć urokowi tego połączenia smaku róży i jabłek.

 pierogi z jabłkiem i różą, dumplings with apple and rose petals, rosal dumplings, pierogi z jabłkami i płatkami róży

Pierogi z jabłkami i różą

ciasto:
mąka - na 4 osoby robię z 0,5 kg mąki
szczypta soli
ciepła woda

nadzienie:
jabłka - 5 sztuk
płatki róży lub przecier różany - wedle uznania
brązowy cukier

do podania:
sok jabłkowy, cukier nierafinowany, kawałek cynamonu, 2-3 owoce kardamonu
albo masło, śmietana, bułka tarta, orzechy włoskie, pistacje

Z mąki usyp kopiec z dołkiem w środku, dodaj sól. W dołek wlej ciepłą wodę i zagarniaj mąkę nożem mieszając składniki. Zarób gładkie i elastyczne ciasto. Uformuj kulę i przykryj ściereczką, żeby odpoczęło. W tym czasie zetrzyj jabłka na tarce. Z płatków róży odetnij białe końcówki, posiekaj płatki i zmieszaj z jabłkami dosładzając lekko. Jeżeli nie masz świeżych płatków, dodaj trochę przecieru z płatków róży. Ile? Tyle żeby było dobrze :) Żeby było słodko i różanie.

Ciasto rozwałkuj podsypując mąką, wycinaj kółka szklanką. Na kółko nakładaj porcję nadzienia i zalep pieroga. Jeżeli ciasto klei się do palców, ja nie dosypuję więcej maki, tylko smaruję palce olejem. Wrzucaj pierogi porcjami do osolonego wrzątku, a kiedy wypłyną gotuj przez 2 minuty. Odcedź i podawaj np.: z masłem i podsmażona bułką, polane osłodzoną kwaśną śmietaną lub z porcją bitej śmietany, posypane prażonymi orzechami lub pistacjami. Lub ugotuj syrop z soku jabłkowego i cukru z dodatkiem cynamonu i kardamonu, które wspaniale podkreślą aromat róży.

Smacznego!

czwartek, 30 sierpnia 2018

Na koniec lata wyciągam słoiczki po partyzancku zdobywane i pieczołowicie wypełniane pąkami liliowców. Pąki liliowca można marynować, dusić, jeść na surowo (przepisy znajdziecie w książce pt.: "Jadalne kwiaty") albo... można je ukisić. Wystarczy trochę soli :)

kiszone liliowce, kiszone pąki liliowca, liliowce są jadalne, fermented day-lilies

Kiszone pąki liliowca

pąki liliowców
sól niejodowana
przyprawy do kiszenia: czosnek, koper, chrzan, gorczyca albo imbir, chilli i czosnek

Do słoików włóż przyprawy, klasyczne lub bardziej orientalne. Ja lubię obie wersje :) Zbierz dojrzałe do rozkwitu ale wciąż zamknięte pąki liliowców. Poukładaj je ciasno w słoikach. Rozpuść 1 łyżkę soli w litrze ciepłej wody (albo płaską łyżeczkę w szklance, jeżeli masz do wypełnienia tylko jeden słoik) i taką solanką zalej pąki liliowca. Zakręć słoiki i odstaw na trzy dni w ciepłe miejsce, potem przenieś do chłodu.

Mam nadzieję, że spotkamy się na warsztatach w Sosnowcu 14 września 2018 (jeszcze są miejsca KLIK) i będę mogła Was nimi poczęstować :)

A mój dziki supermarket jest teraz pełen skarbów! Zobaczcie czym skończył się krótki spacer:

jadalne dzikie rośliny,dziki supermarket,edible wild plants, wild food

Będzie z czego gotować :)

Do zobaczenia!
Gosia

czwartek, 02 sierpnia 2018

Nasturcje pięknie obrodziły. Przynajmniej ma działce mojej koleżanki, bo na moim balkonie raczej nędznie ;) Jednak kochana J. pozwoliła mi narwać ich do woli. Niestety nie dane było im przetrwać długiej drogi powrotnej w nienaruszonym stanie, bo Synuś się zagapił i przyłożył moje nasturcje swoimi skarbami. Musiałam zatem zmienić kulinarne plany wobec tych apetycznych kwiatów i zapomnieć o efektownie ustrojonej nasturcjami sałatce. Uznałam, że w tych okolicznościach przerobię je na sos, bo przecież do zmiksowania kwiaty nie muszą pięknie wyglądać, a przy tym pikantny, rzeżuchowy smak nasturcji nie pójdzie na marne.

 sos z nasturcji, sos z kwiatów nasturcji, nasturtium flower sauce, nasturtium hot sauce

Pikantny sos z nasturcji

2 szklanki kwiatów nasturcji
4-6 łyżek oliwy z oliwek
1 łyżka octu jabłkowego
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka musztardy
sól, chilli

Zmiksowałam wszystkie składniki, ale krótko, żeby wciąż było widać fragmenty pomarańczowych, żółtych i czerwonych płatków nasturcji.
Pyszny pikantny nasturcjowy sos vinegret świetnie pasuje do obiadowej sałaty albo do ciężkich dań wymagających podkręcenia smaku.

Przy okazji przypomnę kapary z owoców nasturcji, zupę z liści nasturcji, a sałatka z nasturcjami może wyglądać tak, jak na ostatnich warsztatach w Potoczku:

sałatka z nasturcjami, nasturtium salad, sałata z kwiatami nasturcji

Smacznego!

wtorek, 25 lipca 2017

Pyszna, wytrawna konfitura porzeczkowa, którą możecie podać do serów, mięs, kanapek itp. Porzeczka i rozmaryn to boskie połączenie, które bardzo gorąco polecam!

 porzeczka z rozmarynem,porzeczka do mięs, konfitura porzeczkowa na ostro

Porzeczka z rozmarynem

500 g czerwonych porzeczek
1-2 łyżki miodu lub nierafinowanego cukru
kawałek ostrej papryczki
szczypta soli
gałązka świeżego rozmarynu lub łyżeczka suszonego

Porzeczki opłukać i oczyścić z gałązek. Dodać miód i przyprawy. Podgrzewać na malutkim ogniu od czasu do czasu mieszając. Gotować, aż wszystkie owoce się rozpadną. Przetrzeć przez sito. Przelać do słoiczka, szczelnie zamknąć. Porzeczki mają dużo pektyn, więc po schłodzeniu powinna powstać zwarta galaretka.

Smacznego!

sobota, 08 lipca 2017

Tęczowe lody to inwencja mojej Córci :) Zachciała sobie i przygotowała. Ja tylko wciskałam guzik blendera ;)

 tęczowe lody owocowe, lody owocowe bez jajek, rainbow ice creams, vege rainbow icecreams

Tęczowe lody owocowe

pól banana
garść borówek czarnych

pół banana
garść wydrylowanych wiśni

pół banana
garść truskawek

pół banana
kawałek ugotowanej marchewki
kandyzowana skórka pomarańczowa

pół banana
brzoskwinia

pół banana
kiwi
kilka listków szpinaku

Każdą porcję zmiksować osobno. Nakładać do foremek na lody po kolei po łyżeczce każdego koloru. Pozostaje delikatnie włożyć patyczki i zamrozić. I cieszyć się z lata, słońca, owoców i zdolnego dziecka :)

Smacznego!

poniedziałek, 29 maja 2017

Obiecałam przygotować zdrowe przekąski na szkolną imprezę ale że czasu zupełnie mi nie styka, to poszłam po najmniejszej linii oporu i przygotowałam trufelki. A właściwie zatrudniłam do nich Córcię ;)

 czekoladowe trufle z czarną solą

Czekoladowe kulki obtaczane różnościami

400 g wydrylowanych daktyli
100 g gorzkiej czekolady

do obtaczania: sól w kryształkach (czarna cypryjska), sezam (czarny), cynamon, chilli, migdały, mielone orzechy, wiórki kokosowe itp.

Daktyle zalać odrobiną wody i dusić na malutkim ogniu, rozgniatając je tłuczkiem do ziemniaków na gładką masę. Trzeba uważać, żeby nie przypalić. Zdjąć z ognia i dodać połamaną na kawałki czekoladę i wymieszać. Masę odstawić do wystudzenia, potem wstawić do lodówki.
Od tego momentu to już jest robota idealna do zrzucenia na dzieci :D Nabierać około łyżeczki masy i formować z niej kulki. Kulki obtaczać w wybranych dodatkach i odkładać do papilotek (albo i nie). Soli albo chilli wystarczy tylko dotknąć jedną stroną trufelka, żeby nie przesadzić z intensywnością smaku. Nie planowałam takich mrocznych klimatów, ale tak wyszło, że akurat miałam tylko czarny sezam i sól też czarną (cypryjską). 

Smacznego!

piątek, 14 kwietnia 2017

Taki pomysł na szybko, ale wyszły dość sympatyczne wielkanocne słodkości :)

trufelki wielkanocne, wielkanocne gniazdka marcepanowe, wielkanocne trufle daktylowe

Trufle gniazdka wielkanocne

masa daktylowo-orzechowa, taka jak w truflach Wombata
marcepan tu jest przepis na domowy
jajeczka czekoladowe lub cukrowe

Z masy trufelkowej uformować niewielkie gniazdka. Można je umieścić w małych papilotkach. Marcepan przecisnąć przez praskę do czosnku (czystą!!! ;)) i wyściełać nim gniazdka. Na wierzchu ułożyć cukrowe lub czekoladowe jajeczka. Można też je utoczyć z marcepana turlanego w kakao lub karobie.

wielkanocne trufelki, trufle bakaliowe z marcepanem, wielkanocne słodkości

Smacznego i spokojnych Świąt!

sobota, 14 stycznia 2017

Bardzo proste i zdrowe trufle. Zazwyczaj trufelki toczy się na okrągło, jednak nie mogłam sobie ich poukładać do zdjęcia, więc stwierdziłam, że przerobię je na sześciany, żeby mi się nie turlały. Co naprowadziło mnie na skojarzenie z bobkami wombatów. Wombaty są przesłodziutkimi torbaczami, takie skrzyżowanie misia z króliczkiem. Prowadzą nocny tryb życia, grzebią nory w ziemi i pociesznie się turlają. Ogólnie są przesłitaśne! A czy wiedzieliście, że wombaty robią kostkowate bobki? :P
Tak, wiem, mało apetyczne porównanie zaserwowałam, jednak ma ono swoje głębsze uzasadnienie ;) Ale najpierw trufle.

trufle wombata, słodka kostka, zdrowe słodycze

Trufle Wombata

garść miękkich daktyli
garść orzechów
ewentualnie szczypta cynamonu lub przyprawy piernikowej

Daktyle wydrylować i zmiksować pulsacyjnie z orzechami i dodatkiem cynamonu. Jeżeli daktyle są zbyt twarde, można je wcześniej namoczyć chwilę w ciepłej wodzie i porządnie odcedzić. Ale zasadniczo lepiej kupić nie kamiennie twarde wydrylowane daktyle tylko mięciutkie z pestkami i sobie je wydrylować. Dla mnie osobiście największą trudnością jest niepożarcie wszystkich owoców w czasie tej czynności :P

Z masy formować trufelki - kulki lub kostki, wedle uznania ;)
Można je jeszcze obtoczyć w mielonych orzechach, kakao lub karobie.

trufle daktylowe, zdrowe słodycze, trufle daktylowo-orzechowe

 

Dlaczego trufle od razu skojarzyły mi się z wombatami? Jakiś czas temu wpadł mi w oczy artykuł o wombacich bobkach, w którym autorzy wysuwali tezę, iż sześcienne bobki wombata są ewolucyjnym przystosowaniem. Celem kostkowatości bobków miało być zapobieżenie ich turlaniu się. Skoro się nie odturlają, to zapach zwierzęcia długo będzie się utrzymywał w danym miejscu i oznaczał terytorium. Artykuł był zilustrowany pięknym zdjęciem stosiku kostek na obalonym pniu drzewa klik. I tu dla mnie pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze czemu mały wombat miałby wspinać się na wielką kłodę, żeby grzmotnąć ładnie poukładane bobki, skoro zazwyczaj australijscy farmerzy znajdują je tam, gdzie bywają wombaty, czyli na ziemi? Krótko mówiąc, to zdjęcie to ściema, bo wombaty po fakcie nie bawią się w układanki, tylko biegną dalej. Po drugie, jakoś nie zauważyłam, żeby kozie bobki, baranie, kurze, czy nawet krowie placki gdziekolwiek się turlały. Po trzecie mamy tu do czynienia z najczęstszym błędem rozpatrywania zjawisk ewolucyjnych: założeniem, że mają cel. W ewolucji nie ma celu, możemy najwyżej rozpatrywać skutek i przyczynę. Skutkiem faktycznie mogłoby być unieruchomienie bobków, by znaczyły teren, jednak czy to rzeczywiście taki wielki zysk? A przyczyny? Przyczyny sześciennego kształtu trzeba by doszukiwać w budowie zwieracza, zastanowić się, jakie narządy/mięśnie uciskają ujście jelita grubego wombatów, a nie wymyślać bajki o ewolucyjnym zysku z zapobieżenia turlaniu.

Ot, popatrzcie na zięby Darwina. Przy niedoborze robaczków, zobaczyły ziarenka i szyszki i ot nagle zmienił im się kształt dzioba, żeby mogły się najeść? Serio? A tak to jest przedstawiane w materiałach popularno-naukowych. A tymczasem najpierw były zmiany - mutacje - i rodziły się ptaki z dziwnymi dziobami, którymi kiepsko się łapało robaki. Ale głodny ptak pchał do dzioba wszystko co popadło i nagle się okazało, że dla mutantów szyszki są super wygodne do dziobania. Może dlatego teoria ewolucji ma typu przeciwników? To nie jest kwestia braku dowodów, tylko problem niewłaściwego wytłumaczenia (tak tylko przypomnę, że określenie "teoria" w nauce oznacza nie coś względnego czy domniemanego, lecz wprost przeciwnie: to forma zestawienia wiedzy dobrze udokumentowana, rygorystyczna i logicznie spójna).

Równie denerwujące, co powszechne, jest twierdzenie, że człowiek jest dwunożny, bo dzięki temu było mu łatwiej przynosić łupy i używać narzędzi. Czyli zakładamy, że hominidy najpierw chciały daleko chodzić i mieć wolne łapy, więc dlatego stanęły na tylnych kończynach. Ha ha ha! Ewolucja nie dąży świadomie do uzyskania osobników o określonych cechach! Nie dąży świadomie do uzyskania najlepiej przystosowanych cech, tylko przeżywają osobniki, które po prostu sobie radzą w danym środowisku. Najpierw jest mutacja, a dopiero potem się okazuje, czy taki osobnik przetrwa. Albo nowa cecha rzeczywiście pomaga w przetrwaniu, albo po prostu w nim nie przeszkadza. A jak mutant się spodoba i znajdzie partnera seksualnego, to się rozmnoży i mutacja się rozpowszechni w populacji, nawet jeśli nie niesie ze sobą jakiejś doraźnej korzyści przystosowawczej. Nawet jeśli jest bublem konstrukcyjnym jak nasze kolana, staw skokowy, czy krtań. 

A zmiany dzieją się cały czas. Informacja genetyczna nie jest stabilna, wciąż podlega modyfikacjom. Co rusz w każdym gatunku rodzą się osobniki nieco odmienne. Geny mieszają się, niektóre polimorfizmy się rozprzestrzeniają, inne zanikają. Im większa różnorodność populacji, tym większa szansa, że pod wpływem silnej zmiany środowiskowej w ogóle którykolwiek osobnik przeżyje. Gdyby nie było zmienności genetycznej, to populacja jednakowych osobników doskonale przystosowanych do danych warunków, przy zmianie warunków -  wyginęłaby w całości. Natura nie ma celu, szuka na ślepo i tylko ciągłe zmiany chronią przed totalną zagładą. Tylko różnorodność daje szansę, że w nowych warunkach któraś pula genowa przetrwa. Niekoniecznie najlepsza, bo ogólnie chodzi o to, żeby mutant miał fuksa.

W innym artykule pewien profesor dowodził, że ponieważ obecnie śmiertelność niemowląt prawie nie istnieje, więc ewolucja człowieka stanęła. Absolutnie się z tym nie zgadzam! Po pierwsze wciąż mamy wirusy, jako czynnik, który potrafi silnie różnicować i to naraz większe grupy osobników. Kto wie, czy nie przytrafi się jakaś pandemia, która ostro przetrzebi populację pozostawiając jedynie osobniki odporne na patogen. Albo przeżyją tylko te osobniki, które akurat mieszkają na wyspie, gdzie nie dotrze choroba. Albo wirus indukuje powstanie jakichś nowych cech, a czy te cechy przetrwają, to się dopiero okaże. Brzmi to trochę jak film o zombie, ale tak też to może działać. W naszym DNA jest pełno pozostałości po różnych wirusach, one też mogły mieć wpływ na to, jak teraz wyglądamy.

A po drugie, na ludzi wciąż działają czynniki różnicujące.
W tej kategorii możemy rozpatrywać zanieczyszczenia środowiska, w skali naszego gatunku to zupełnie nowy czynnik, który może modyfikować zdolności rozrodcze H.sapiens. Ostatnio obserwuje się problemy właśnie na tym polu w niektórych populacjach... Wcale nie trzeba rodzić kilkunastu dzieci, by doświadczyć doboru naturalnego poprzez obserwację, które z nich przeżyją, ponieważ uniemożliwienie przekazania genów jest również wybitnym przejawem działania doboru. Geny osobnika, który przy silnym obciążeniu metabolizmu toksynami nie potrafi utrzymać zdolności rozrodczych, wypadają z puli.

No i mamy jeszcze żywność, czynnik oddziałujący na organizm nieustannie i konstytutywnie. Nie sposób wykluczyć presji, jaką jedzenie wywiera chociażby na możliwość zapłodnienia, czy przetrwanie zarodków. Obecnie jesteśmy eksponowani na ogromną ilość różnorodnych substancji mogących oddziaływać na DNA, a które są zawarte w żywności (np.: HCA) lub w naszym otoczeniu (jak plastiki, smog), a które również mogą wpływać na zdolności rozrodcze, immunologiczne lub metaboliczne.

Zatem wciąż wywierana jest presja środowiska na człowieka. Środowisko może indukowac zmiany w DNA, a może też różnicować możliwości przeżycia określonych puli genetycznych. Ewolucja trwa. Oczywiście, że oszukujemy ją, ile wlezie. Choćby dlatego, że partnerzy częstokroć są dobierani wg cech społecznych, a nie biologicznych. Rozrodczość też oszukujemy, ale chyba tylko seksmisja zatrzymałaby kwestie doboru. Choć też w to wątpię...

Znów w jakimś programie telewizyjnym naukowy celebryta rozwodził się, że człowiek będzie ewoluował w kierunku wyselekcjonowania osobników z nadmiernie rozwiniętymi kciukami (do klikania) i oczami (do gapienia się w ekran), z zanikiem jelit i nóg, bo jeść będziemy tylko gotowe pożywki i jeździć wózkami, seagwayami itp zamiast chodzenia. Hmmm... Oczywiście nie można wykluczyć takiego scenariusza, jeżeli takie cechy będą pożądane u partnerów seksualnych, albo przetrwają przez przypadek (np.: w wyniku efektu założyciela po wybuchu bomby), to mogą ulec utrwaleniu w populacji. Jednak moim zdaniem, presja ewolucyjna obecnie wywierana na człowieka przez środowisko kierunkuje nas na konieczność przetrwania w tym całym syfie, który naprodukowaliśmy, smogu, którym oddychamy, chemikaliami, które zjadamy i którymi się otaczamy. Zatem nie przeżyją najmądrzejsi, ani nie najszybsi, ani nie najładniejsi, ani nawet ci o najdłuższych kciukach. Przy toksycznej presji środowiska przetrwają i rozmnożą się te osobniki, które mają odpowiednie enzymy umożliwiające neutralizację, usunięcie lub naprawienie skutków ekspozycji na zanieczyszczenia i wszechobecne toksyny... albo te osoby, które będą miały fuksa i akurat będą w pobliżu bunkra...

No i widzicie, do czego doprowadziły małe słodziutkie wombaty. Do zupełnie luźnych rozważań o ewolucji naszego gatunku :)

A trufle - polecam! Dwa składniki, samo zdrowie :P
Smacznego! 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29