| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          


Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż

Wpisy z tagiem: przepisy bez pieczenia

wtorek, 25 lipca 2017

Pyszna, wytrawna konfitura porzeczkowa, którą możecie podać do serów, mięs, kanapek itp. Porzeczka i rozmaryn to boskie połączenie, które bardzo gorąco polecam!

 porzeczka z rozmarynem,porzeczka do mięs, konfitura porzeczkowa na ostro

Porzeczka z rozmarynem

500 g czerwonych porzeczek
1-2 łyżki miodu lub nierafinowanego cukru
kawałek ostrej papryczki
szczypta soli
gałązka świeżego rozmarynu lub łyżeczka suszonego

Porzeczki opłukać i oczyścić z gałązek. Dodać miód i przyprawy. Podgrzewać na malutkim ogniu od czasu do czasu mieszając. Gotować, aż wszystkie owoce się rozpadną. Przetrzeć przez sito. Przelać do słoiczka, szczelnie zamknąć. Porzeczki mają dużo pektyn, więc po schłodzeniu powinna powstać zwarta galaretka.

Smacznego!

sobota, 08 lipca 2017

Tęczowe lody to inwencja mojej Córci :) Zachciała sobie i przygotowała. Ja tylko wciskałam guzik blendera ;)

 tęczowe lody owocowe, lody owocowe bez jajek, rainbow ice creams, vege rainbow icecreams

Tęczowe lody owocowe

pól banana
garść borówek czarnych

pół banana
garść wydrylowanych wiśni

pół banana
garść truskawek

pół banana
kawałek ugotowanej marchewki
kandyzowana skórka pomarańczowa

pół banana
brzoskwinia

pół banana
kiwi
kilka listków szpinaku

Każdą porcję zmiksować osobno. Nakładać do foremek na lody po kolei po łyżeczce każdego koloru. Pozostaje delikatnie włożyć patyczki i zamrozić. I cieszyć się z lata, słońca, owoców i zdolnego dziecka :)

Smacznego!

poniedziałek, 29 maja 2017

Obiecałam przygotować zdrowe przekąski na szkolną imprezę ale że czasu zupełnie mi nie styka, to poszłam po najmniejszej linii oporu i przygotowałam trufelki. A właściwie zatrudniłam do nich Córcię ;)

 czekoladowe trufle z czarną solą

Czekoladowe kulki obtaczane różnościami

400 g wydrylowanych daktyli
100 g gorzkiej czekolady

do obtaczania: sól w kryształkach (czarna cypryjska), sezam (czarny), cynamon, chilli, migdały, mielone orzechy, wiórki kokosowe itp.

Daktyle zalać odrobiną wody i dusić na malutkim ogniu, rozgniatając je tłuczkiem do ziemniaków na gładką masę. Trzeba uważać, żeby nie przypalić. Zdjąć z ognia i dodać połamaną na kawałki czekoladę i wymieszać. Masę odstawić do wystudzenia, potem wstawić do lodówki.
Od tego momentu to już jest robota idealna do zrzucenia na dzieci :D Nabierać około łyżeczki masy i formować z niej kulki. Kulki obtaczać w wybranych dodatkach i odkładać do papilotek (albo i nie). Soli albo chilli wystarczy tylko dotknąć jedną stroną trufelka, żeby nie przesadzić z intensywnością smaku. Nie planowałam takich mrocznych klimatów, ale tak wyszło, że akurat miałam tylko czarny sezam i sól też czarną (cypryjską). 

Smacznego!

piątek, 14 kwietnia 2017

Taki pomysł na szybko, ale wyszły dość sympatyczne wielkanocne słodkości :)

trufelki wielkanocne, wielkanocne gniazdka marcepanowe, wielkanocne trufle daktylowe

Trufle gniazdka wielkanocne

masa daktylowo-orzechowa, taka jak w truflach Wombata
marcepan tu jest przepis na domowy
jajeczka czekoladowe lub cukrowe

Z masy trufelkowej uformować niewielkie gniazdka. Można je umieścić w małych papilotkach. Marcepan przecisnąć przez praskę do czosnku (czystą!!! ;)) i wyściełać nim gniazdka. Na wierzchu ułożyć cukrowe lub czekoladowe jajeczka. Można też je utoczyć z marcepana turlanego w kakao lub karobie.

wielkanocne trufelki, trufle bakaliowe z marcepanem, wielkanocne słodkości

Smacznego i spokojnych Świąt!

sobota, 14 stycznia 2017

Bardzo proste i zdrowe trufle. Zazwyczaj trufelki toczy się na okrągło, jednak nie mogłam sobie ich poukładać do zdjęcia, więc stwierdziłam, że przerobię je na sześciany, żeby mi się nie turlały. Co naprowadziło mnie na skojarzenie z bobkami wombatów. Wombaty są przesłodziutkimi torbaczami, takie skrzyżowanie misia z króliczkiem. Prowadzą nocny tryb życia, grzebią nory w ziemi i pociesznie się turlają. Ogólnie są przesłitaśne! A czy wiedzieliście, że wombaty robią kostkowate bobki? :P
Tak, wiem, mało apetyczne porównanie zaserwowałam, jednak ma ono swoje głębsze uzasadnienie ;) Ale najpierw trufle.

trufle wombata, słodka kostka, zdrowe słodycze

Trufle Wombata

garść miękkich daktyli
garść orzechów
ewentualnie szczypta cynamonu lub przyprawy piernikowej

Daktyle wydrylować i zmiksować pulsacyjnie z orzechami i dodatkiem cynamonu. Jeżeli daktyle są zbyt twarde, można je wcześniej namoczyć chwilę w ciepłej wodzie i porządnie odcedzić. Ale zasadniczo lepiej kupić nie kamiennie twarde wydrylowane daktyle tylko mięciutkie z pestkami i sobie je wydrylować. Dla mnie osobiście największą trudnością jest niepożarcie wszystkich owoców w czasie tej czynności :P

Z masy formować trufelki - kulki lub kostki, wedle uznania ;)
Można je jeszcze obtoczyć w mielonych orzechach, kakao lub karobie.

trufle daktylowe, zdrowe słodycze, trufle daktylowo-orzechowe

 

Dlaczego trufle od razu skojarzyły mi się z wombatami? Jakiś czas temu wpadł mi w oczy artykuł o wombacich bobkach, w którym autorzy wysuwali tezę, iż sześcienne bobki wombata są ewolucyjnym przystosowaniem. Celem kostkowatości bobków miało być zapobieżenie ich turlaniu się. Skoro się nie odturlają, to zapach zwierzęcia długo będzie się utrzymywał w danym miejscu i oznaczał terytorium. Artykuł był zilustrowany pięknym zdjęciem stosiku kostek na obalonym pniu drzewa klik. I tu dla mnie pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze czemu mały wombat miałby wspinać się na wielką kłodę, żeby grzmotnąć ładnie poukładane bobki, skoro zazwyczaj australijscy farmerzy znajdują je tam, gdzie bywają wombaty, czyli na ziemi? Krótko mówiąc, to zdjęcie to ściema, bo wombaty po fakcie nie bawią się w układanki, tylko biegną dalej. Po drugie, jakoś nie zauważyłam, żeby kozie bobki, baranie, kurze, czy nawet krowie placki gdziekolwiek się turlały. Po trzecie mamy tu do czynienia z najczęstszym błędem rozpatrywania zjawisk ewolucyjnych: założeniem, że mają cel. W ewolucji nie ma celu, możemy najwyżej rozpatrywać skutek i przyczynę. Skutkiem faktycznie mogłoby być unieruchomienie bobków, by znaczyły teren, jednak czy to rzeczywiście taki wielki zysk? A przyczyny? Przyczyny sześciennego kształtu trzeba by doszukiwać w budowie zwieracza, zastanowić się, jakie narządy/mięśnie uciskają ujście jelita grubego wombatów, a nie wymyślać bajki o ewolucyjnym zysku z zapobieżenia turlaniu.

Ot, popatrzcie na zięby Darwina. Przy niedoborze robaczków, zobaczyły ziarenka i szyszki i ot nagle zmienił im się kształt dzioba, żeby mogły się najeść? Serio? A tak to jest przedstawiane w materiałach popularno-naukowych. A tymczasem najpierw były zmiany - mutacje - i rodziły się ptaki z dziwnymi dziobami, którymi kiepsko się łapało robaki. Ale głodny ptak pchał do dzioba wszystko co popadło i nagle się okazało, że dla mutantów szyszki są super wygodne do dziobania. Może dlatego teoria ewolucji ma typu przeciwników? To nie jest kwestia braku dowodów, tylko problem niewłaściwego wytłumaczenia (tak tylko przypomnę, że określenie "teoria" w nauce oznacza nie coś względnego czy domniemanego, lecz wprost przeciwnie: to forma zestawienia wiedzy dobrze udokumentowana, rygorystyczna i logicznie spójna).

Równie denerwujące, co powszechne, jest twierdzenie, że człowiek jest dwunożny, bo dzięki temu było mu łatwiej przynosić łupy i używać narzędzi. Czyli zakładamy, że hominidy najpierw chciały daleko chodzić i mieć wolne łapy, więc dlatego stanęły na tylnych kończynach. Ha ha ha! Ewolucja nie dąży świadomie do uzyskania osobników o określonych cechach! Nie dąży świadomie do uzyskania najlepiej przystosowanych cech, tylko przeżywają osobniki, które po prostu sobie radzą w danym środowisku. Najpierw jest mutacja, a dopiero potem się okazuje, czy taki osobnik przetrwa. Albo nowa cecha rzeczywiście pomaga w przetrwaniu, albo po prostu w nim nie przeszkadza. A jak mutant się spodoba i znajdzie partnera seksualnego, to się rozmnoży i mutacja się rozpowszechni w populacji, nawet jeśli nie niesie ze sobą jakiejś doraźnej korzyści przystosowawczej. Nawet jeśli jest bublem konstrukcyjnym jak nasze kolana, staw skokowy, czy krtań. 

A zmiany dzieją się cały czas. Informacja genetyczna nie jest stabilna, wciąż podlega modyfikacjom. Co rusz w każdym gatunku rodzą się osobniki nieco odmienne. Geny mieszają się, niektóre polimorfizmy się rozprzestrzeniają, inne zanikają. Im większa różnorodność populacji, tym większa szansa, że pod wpływem silnej zmiany środowiskowej w ogóle którykolwiek osobnik przeżyje. Gdyby nie było zmienności genetycznej, to populacja jednakowych osobników doskonale przystosowanych do danych warunków, przy zmianie warunków -  wyginęłaby w całości. Natura nie ma celu, szuka na ślepo i tylko ciągłe zmiany chronią przed totalną zagładą. Tylko różnorodność daje szansę, że w nowych warunkach któraś pula genowa przetrwa. Niekoniecznie najlepsza, bo ogólnie chodzi o to, żeby mutant miał fuksa.

W innym artykule pewien profesor dowodził, że ponieważ obecnie śmiertelność niemowląt prawie nie istnieje, więc ewolucja człowieka stanęła. Absolutnie się z tym nie zgadzam! Po pierwsze wciąż mamy wirusy, jako czynnik, który potrafi silnie różnicować i to naraz większe grupy osobników. Kto wie, czy nie przytrafi się jakaś pandemia, która ostro przetrzebi populację pozostawiając jedynie osobniki odporne na patogen. Albo przeżyją tylko te osobniki, które akurat mieszkają na wyspie, gdzie nie dotrze choroba. Albo wirus indukuje powstanie jakichś nowych cech, a czy te cechy przetrwają, to się dopiero okaże. Brzmi to trochę jak film o zombie, ale tak też to może działać. W naszym DNA jest pełno pozostałości po różnych wirusach, one też mogły mieć wpływ na to, jak teraz wyglądamy.

A po drugie, na ludzi wciąż działają czynniki różnicujące.
W tej kategorii możemy rozpatrywać zanieczyszczenia środowiska, w skali naszego gatunku to zupełnie nowy czynnik, który może modyfikować zdolności rozrodcze H.sapiens. Ostatnio obserwuje się problemy właśnie na tym polu w niektórych populacjach... Wcale nie trzeba rodzić kilkunastu dzieci, by doświadczyć doboru naturalnego poprzez obserwację, które z nich przeżyją, ponieważ uniemożliwienie przekazania genów jest również wybitnym przejawem działania doboru. Geny osobnika, który przy silnym obciążeniu metabolizmu toksynami nie potrafi utrzymać zdolności rozrodczych, wypadają z puli.

No i mamy jeszcze żywność, czynnik oddziałujący na organizm nieustannie i konstytutywnie. Nie sposób wykluczyć presji, jaką jedzenie wywiera chociażby na możliwość zapłodnienia, czy przetrwanie zarodków. Obecnie jesteśmy eksponowani na ogromną ilość różnorodnych substancji mogących oddziaływać na DNA, a które są zawarte w żywności (np.: HCA) lub w naszym otoczeniu (jak plastiki, smog), a które również mogą wpływać na zdolności rozrodcze, immunologiczne lub metaboliczne.

Zatem wciąż wywierana jest presja środowiska na człowieka. Środowisko może indukowac zmiany w DNA, a może też różnicować możliwości przeżycia określonych puli genetycznych. Ewolucja trwa. Oczywiście, że oszukujemy ją, ile wlezie. Choćby dlatego, że partnerzy częstokroć są dobierani wg cech społecznych, a nie biologicznych. Rozrodczość też oszukujemy, ale chyba tylko seksmisja zatrzymałaby kwestie doboru. Choć też w to wątpię...

Znów w jakimś programie telewizyjnym naukowy celebryta rozwodził się, że człowiek będzie ewoluował w kierunku wyselekcjonowania osobników z nadmiernie rozwiniętymi kciukami (do klikania) i oczami (do gapienia się w ekran), z zanikiem jelit i nóg, bo jeść będziemy tylko gotowe pożywki i jeździć wózkami, seagwayami itp zamiast chodzenia. Hmmm... Oczywiście nie można wykluczyć takiego scenariusza, jeżeli takie cechy będą pożądane u partnerów seksualnych, albo przetrwają przez przypadek (np.: w wyniku efektu założyciela po wybuchu bomby), to mogą ulec utrwaleniu w populacji. Jednak moim zdaniem, presja ewolucyjna obecnie wywierana na człowieka przez środowisko kierunkuje nas na konieczność przetrwania w tym całym syfie, który naprodukowaliśmy, smogu, którym oddychamy, chemikaliami, które zjadamy i którymi się otaczamy. Zatem nie przeżyją najmądrzejsi, ani nie najszybsi, ani nie najładniejsi, ani nawet ci o najdłuższych kciukach. Przy toksycznej presji środowiska przetrwają i rozmnożą się te osobniki, które mają odpowiednie enzymy umożliwiające neutralizację, usunięcie lub naprawienie skutków ekspozycji na zanieczyszczenia i wszechobecne toksyny... albo te osoby, które będą miały fuksa i akurat będą w pobliżu bunkra...

No i widzicie, do czego doprowadziły małe słodziutkie wombaty. Do zupełnie luźnych rozważań o ewolucji naszego gatunku :)

A trufle - polecam! Dwa składniki, samo zdrowie :P
Smacznego! 

sobota, 07 stycznia 2017

Aneesh Popat jest mistrzem czekolady, o którym czytałam w Mistrzu Branży. Zachwycił on Wielką Brytanię czekoladkami wypełnionymi water ganache. Wodny ganasz wymyślony przez profesora Herve'a Thisa, to po prostu mus czekoladowy bez dodatku tłuszczu i nabiału. Coś wprost idealnie wymarzonego dla alergików ze skazą białkową ;)

Water ganache opiera się na założeniu, że tłuszcz odbiera smak czekoladzie, a woda nie. Więc żeby cieszyć się smakiem czekolady nie powinno się dodawać do niej tłuszczów, tylko jakiś wodny roztwór. W sumie dość zaskakująca teza, biorąc pod uwagę, że szefowie od lat tłuką nam, że to tłuszcz jest nośnikiem smaku. Choć w dalszym ciągu przecież w czekoladzie mamy tłuszcz kakaowy. Właściwie nie raz już posługiwałam się techniką water ganache, nawet nie wiedząc, że ma własną nazwę :P Ale mając wsparcie topowych mistrzów czekoladnictwa, to już mucha nie siada :P
 

Mus czekoladowy z chilli, chilli water ganache

Mus czekoladowy z chilli

1 szklanka mocnego kompotu wiśniowego
100 g gorzkiej czekolady
1 ostra papryczka chilli lub jalapeno

Czekoladę pokruszyć i podgrzewać w kompocie z dodatkiem posiekanej papryczki (lub zmielonej suszonej papryczki chilli), aż czekolada się roztopi. Przelać do miski obłożonej od spodu lodem i zmiksować na najwyższych obrotach. Nałożyć do pucharków.

Smacznego!

A teraz pora na rozwiązanie konkursu świątecznego! Fasolek było 56. Ponieważ aż sześć osób wytypowało tę liczbę, zatem niezależny Juror spośród nich wybrał dwóch zwycięzców, metodą sobie jedynie znaną.
A są to: Wedelka i Kuchennefascynacje.

Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w zabawie, a zwycięskie osoby proszę na maila o podanie adresu i wybór książki.
Pssst... już niedługo do rodzinki książek dołączy kolejna siostrzyczka :)

Pozdrawiam cieplutko
Gosia 

piątek, 09 grudnia 2016

Zdrowy, smaczny deser na bazie kaszy jaglanej. O zimowym charakterze smakołyku decydują aromatyczne przyprawy i pomarańcze, na które właśnie zaczął się sezon.

 budyń jaglany

Budyń jaglany

ok. 0,5 szklanki kaszy jaglanej
ok. 1 szklanki mleka migdałowego, ryżowego lub innego
1-2 łyżki miodu lub syropu klonowego
1 łyżka oleju kokosowego (lub innego)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub ziarenka z połowy laski wanilii
szczypta soli 

1/3 tabliczki gorzkiej czekolady 70% lub 1 łyżka karobu
1 pomarańcza BIO lub sok z pomarańczy i kandyzowana skórka pomarańczowa 
cynamon, imbir, gałka muszkatołowa lub przyprawa do piernika 

Kaszę przepłukać na sicie dużą ilością zimnej wody, potem przelać wrzątkiem. Zalać mlekiem i gotować do miękkości z dodatkiem wanilii i solą. Śmiało można dodać trochę więcej płynu i kaszę rozgotować.

Przestudzoną kaszę zmiksować z dodatkiem soku z pomarańczy, olejem i miodem. Rozdzielić na dwie części. Do jednej dodać roztopioną czekoladę i przyprawy. Masę przełożyć do pucharków i udekorować kandyzowaną skórką z pomarańczy.

Deser dodaję do zabawy Korzenny tydzień u Ptasi.

Smacznego!

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Sztuczne barwniki mnie odstręczają, ale jakoś dziwnym trafem kolorowa żywność fascynuje dzieci i lody smerfowe cieszą się u nich dużym powodzeniem. Na szczęście umiem obyć się bez chemikaliów ;) Bazą do lodów smerfowych był przepis na lody ryżowe (klik), ale użyłam niebieskiego ryżu zabarwionego kwiatami klitorii (KLIK).

niebieskie lody bez sztucznych barwników, lody smerfowe, smurfs icecreams

Lody Smerfowe - niebieskie lody ryżowe 

1/4 szklanki (50 g) ryżu (najlepiej takiego do risotto)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżka suszonych kwiatów klitorii KLIK
1/3 szklanki nierafinowanego cukru lub ksylitolu
1 szklanka mleka migdałowego (KLIK)
1 szklanka mleka kokosowego
szczypta soli kamiennej
3 łyżki łagodnej oliwy 

Ryż ugotować na miękko w mleku migdałowym z dodatkiem soli, cukru, ekstraktu waniliowego i kwiatów klitorii ternateńskiej. Można dolać jeszcze pół szklanki wody, żeby na pewno ryż się rozgotował, a nie przypalił. Ryżu nie trzeba odcedzać, ani odparowywać, może być papkowaty. Wyłowić kwiaty klitorii. Niebieski ryż zmiksować z mlekiem kokosowym i oliwą. Zamrozić, w między czasie kilka razy miksując.

lody smerfowe, lody ryżowe, lody wegańskie,lody kokosowe jogurtowe, smurfs ice-cream

Czapeczka Papy Smerfa to wegańskie lody malinowe KLIK

1 banan
kubek malin

Banana pokroić w plasterki i włożyć do zamrażarki na pół godziny. Maliny (mogą być mrożone) zmiksować razem z bananem. Wstawić do zamrażarki.

Smerf i Smerfetka

1 szklanka jogurtu koziego lub sojowego
1 szklanka mleka kokosowego
1/3 szklanki syropu klonowego, miodu akacjowego lub syropu z agawy
3 łyżki łagodnej oliwy

+ 1 stokrotka

Zmiksować wszystkie składniki i zamrozić. Od czasu do czasu warto zmiksować.

Do wafelków nakładać gałkę niebieskich lodów oraz gałkę białych albo czerwonych lodów na smerfową czapeczkę. Smerfetce doprawić stokrotkę :)

Smacznego!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29