|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: bez pszenicy
niedziela, 13 maja 2012
Sezon grillowo-meczowy sprzyja spożyciu napojów chmielowych. W związku z tym warto wysilić się na mały dowcip kosztem piwoszy.
Zapraszacie gości np na wspólne oglądanie meczu i podajecie im piwo z piękną pianką...
Jednak kiedy usiłują je wypić, możecie obserwować całą galerię niesamowitych reakcji. Doświadczenie wprost bezcenne! Tylko pamiętajcie, żeby mieć w odwodzie prawdziwe piwo w celu ukojenia najgorętszych żali;) Ostatnio kilka osób odświeżyło mój pomysł na oszukańcze piwo. Dowcip jest rzeczywiście przedni:) Bardzo się cieszę i jest mi niezmiernie miło, że korzystacie z mojego pomysłu. Ale mam przy tym jedną prośbę, która narasta we mnie od jakiegoś czasu, a boję się nachalnie ją wypowiedzieć (choć kilka razy z bijącym sercem i gulą w gardle to zrobiłam). Nie wstydźcie się przyznać, że coś nie jest Waszym pomysłem. Naprawdę ludzie będą zachwyceni Waszym wykonaniem. Nie każdy zawsze musi mieć genialne pomysły. Nikt nie ma. Korzystamy wzajemnie ze swoich inspiracji i nie ma w tym niczego wstydliwego. Napisanie, że "Pomysł znaleziony u ... (link)" naprawdę nie boli. I wcale nie trzeba źródła skitrać malusieńkimi literkami hen hen za serią zdjęć, bo i tak osobom zaglądającym do Waszego wpisu będzie się podobało. Moim zdaniem lepiej być uczciwym człowiekiem niż fałszywym geniuszem, a ten link to jest podziękowanie za inspirację. Chyba ładnie jest mówić: dziękuję? Ale wracając do tematu piwa, skorzystałam z własnych rad i żeby bardziej uwiarygodnić kolor zawartości kufli, wodę zastąpiłam naparem herbacianym. Galaretka pomarańczowa jest dobra, jednak herbaciana jest po prostu czadowa! Czyż ono nie jest wiarygodne? ;)
Do jasnego piwa użyłam galaretki cytrynowej, ciemne piwo uzyskałam przez dodatek brązowego cukru muscovado. Fałszywe piwo z galaretki herbacianej Jasne: Ciemne: Herbatę zaparzyć w 400 ml gorącej wody, po kilku minutach wyjąć torebki i rozpuścić w naparze galaretkę. Ciemne piwo przyciemnić melasą lub cukrem, które jednocześnie osłodzą bardzo mocny napar. Ups! Jedno się wywróciło!
Ojej, a nawet stanęło do góry dnem!
Piwo z galaretki herbacianej to moja druga (obok herbaty w torebkach) propozycja do konkursu Irving "Z herbatą w roli głównej". Do zrobienia deseru użyłam herbaty Irving cytrynowej.
środa, 09 maja 2012
Czy wiecie, jak pachną magnolie? No to dokładnie tak samo smakują. Jeszcze nie wiem, czy mi odpowiada ten aromat, ale na pewno są super chrupiące. Nie można ich używać w dużych ilościach, bardziej jako przyprawę, ponieważ mają bardzo intensywny smak. Podobno są silnym afrodyzjakiem;) Przepis znalazłam na genialnym blogu Eat Weeds.
Płatki magnolii w zalewie octowej świeże płatki magnolii Umyj i osusz świeżo zebrane płatki magnolii. Włóż do słoika i posyp solą. Zagrzej ocet z cukrem do rozpuszczenia i lekko przestudź. Ciepłym ale nie gorącym roztworem zalej magnolie. Poczekam kilka dni i się zastanowię, do czego by ich użyć?...
Magnolie są bardzo starymi ewolucyjnie kwiatami, są przystosowane do zapylania przez chrząszcze, a płatki ułożone są spiralnie. Ciekawe czy dinozaury, też je jadły? :)
sobota, 28 kwietnia 2012
Szykujecie się pewnie na długi weekend, a właściwie na długi week majowy. Rozglądajcie się bacznie, bo wszędzie można znaleźć pyszne kwiatuszki;)
Stokrotkowy omlet 2-3 jajka (lub 8 przepiórczych;)) Na patelni rozgrzać masło (lub oliwę) i poddusić na nim stokrotkowe listki i posiekaną cebulkę. Jajka roztrzepać w miseczce z solą i pieprzem. Wylać masę jajeczną na patelnię, dorzucić pokrojone pomidory i stokrotki. Smażyć na małym ogniu, aż jajka się zetną.
Takie śliczne, że szkoda ich nie zjeść;) A przy okazji bardzo proszę: oddajcie swój głos :) Udanej majówki!
wtorek, 24 kwietnia 2012
Ledwie świat się zazieleni, ja już bym chciała przemalować go na fioletowo. A tymczasem namnożyło się tego białego tałatajstwa...
Postanowiłam przetrzebić populację białych fiołków, żeby nie zabierały miejsca dla fioletowych. Ale fioletowym po prostu nie potrafię się oprzeć... Syrop fiołkowy przygotowuję na raty, w tempie zbierania fiołków. Osobno wsypuję białe osobno fioletowe. Zalewam wrzątkiem, tylko tyle, żeby zakrył kwiaty. Odstawiam pod przykryciem z łapy.
Po ostygnięciu cedzę, dodaję cukier i zagotowuję. Dodaję kwasek cytrynowy - tylko odrobinę, żeby kolor zmienił się z zielonego i niebieskiego na ten właściwy fiołkom. W kieliszku obok kolejna porcja syropu, jeszcze nie zakwaszona.
Jakże Kwiatożercy mogliby się obyć bez fiołków?
czwartek, 19 kwietnia 2012
Creme Yvette to nieprodukowany już od pół wieku likier. Jego smak bazował na połączeniu malin, poziomek, jeżyn, czarnej porzeczki i płatków fiołków. Opis na tyle pobudził moja wyobraźnię, że postanowiłam odtworzyć tamten aromat. Jednak produkcja alkoholi mnie nie pociąga, poza tym nie mam co z nimi zrobić. Wszystkie nalewki i wina wyprodukowane na potrzeby książki porozdawałam w prezencie. Żeby nacieszyć się magicznym smakiem bez procentów, przygotowałam więc koktajl owocowy.
Suszone fiołki to kiepski pomysł, lepsze są świeże lub napar z nich.
Koktajl Yvette mieszanka truskawek, porzeczek i malin
Wszystkie składniki zmiksować. I pić nieziemsko pyszny napój.
Ten pyszny napój dodaję do roślino- i kwiatożerców.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Te ciasteczka wymyśliłam z jednego powodu: NIENAWIDZĘ GUZIKÓW! Długo nie mogłam się zmobilizować do ich upieczenia, bo tak bardzo nie cierpię guzików! Już sama nazwa jest jakaś tak plugawa: gu-zi-ki. Czemu wreszcie się przełamałam? Bo Córcia musi umieć zapinać guziki zanim pójdzie do szkoły. No ale jak ma się tego nauczyć, skoro nie ma praktycznie żadnych ubrań z guzikami? Zaś jej matka zaczęła bez odrazy nosić zapinane koszule w wieku jakichś 25 lat (ale nadal ma 20 lat;)). Córcia ma jedną jedyną kurtkę zimową wyposażoną w owe sprzęta i na tym jej garderoba guzikowa się kończy. Nie umiem powiedzieć, skąd się wzięła moja odraza do tych elementów odzieży. Pewne jest, że nie znoszę ich od maleńkości, budziły we mnie wstręt odkąd pamiętam. Kopenhaska kobieta z guzików to był dla mnie szczyt perwersji i odrazy! No ale w końcu nauczyłam się je ignorować, kiedy już muszą być. Triumf umysłu nad umysłem:) Natomiast teraz muszę nauczyć Córcię zapinania, więc potrzebowałam ostrzejszej terapii. Zapewniam, że gryczane guziczki nie budzą we mnie żadnej odrazy, a wręcz przeciwnie;)
1 szklanka mąki gryczanej + na podsypkę Szybko zagnieść, schłodzić w zamrażalniku. Rozwałkować podsypując mąką i wycinać małą szklanką kółka. W każdym kółku zrobić zagłębienie kieliszkiem o mniejszym obwodzie niż szklanka i dziurki przy pomocy rurki do napojów. Piec w 190°C około 10-12 minut, do zbrązowienia.
Ciasteczka guziki wymyśliłam prawie cztery lata temu i zapisałam pomysł na małej żółtej karteczce, razem z kilkunastoma innymi pomysłami. W między czasie powstało oczywiście jeszcze kilka innych karteczek (łącznie z płachtą A4 z pomysłami na książkę), ale ta jedna była bazą kształtów i kilku smaków, które chciałam koniecznie kiedyś uzyskać. Nie zrealizowałam tylko jednego pomysłu - ciasta herbacianego. W między czasie i tak już ktoś je odkrył i opublikował, ha, ale bym była prekursorem, gdybym upiekła je wtedy! ;) Tak czy inaczej, ponad trzy lata temu założyłam bloga, a ta żółta karteczka miała w tym dokonaniu duży udział. Karteczka wylądowała w koszu (recyglingowym), a ja czuję się, jakbym właśnie zamknęła jakiś rozdział.
sobota, 14 kwietnia 2012
Muszę przyznać, że listki fiołka smakują wybornie. Przypominają mi nieco roszponkę, choć są mniej orzechowe, a bardziej słodkie i dużo delikatniejsze. Smakują mi też o niebo bardziej niż liście stokrotek, a szpinak to ma się do nich jak drezyna do ferrari. W dodatku są niezmiernie zasobne w witaminę C. Jako napar hebaciany, liście fiołka są mdłe, jednak na surowo są bardzo apetyczne. Świeżo zebrane młode liście fiołka wonnego trzeba opłukać i osuszyć. Dodać ugotowane na twardo jajko (kurze lub przepiórcze) oraz posiekaną młodą dymkę. Polać oliwą i odrobiną soku z cytryny. Na okrasę dodać nieco kwiatów fiołka, soli morskiej i pieprzu. Mmmmmmm.... Wyborne śniadanko:) Dodaję do Zielnika, Jadalnych roślin i Kwiatożerców:
piątek, 06 kwietnia 2012
Kochane, życzę Wam spokojnych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy. Dużo wytchnienia i rodzinnego dumania. Mnóstwa zdrowia, bo ono jest najważniejsze, no i oczywiście umiarkowanego, lecz wybornego biesiadowania.
U nas akurat rozpanoszyły się jakieś zarazki przywleczone z przedszkola i sobie je na zmianę przekazujemy w łańcuszku. Tak więc zamiast śmigać z mopem, zagrzebuję się pod kołdrę. Tymczasem podczas wspólnego pieczenia z dziećmi powstały ciasteczka gryczano-owsiane (jedne z moich ulubionych) w wiosennych i Wielkanocnych kształtach (tylko nie pytajcie co ma traktor do Świąt;)), część została polukrowana tubkami o smaku czekoladowym przez co, moim zdaniem, nabrały wyglądu nieco retro. Najbardziej jestem dumna z zająca - wykonała go w całości Córcia, z resztą większość ciasteczek ona malowała, ja polukrowałam tylko pisanki.
Ciasteczka gryczane 2 szklanki mąki gryczanej Wesołych Świąt Wielkanocnych!
Przepis dołączam do Wegetariańskiej Wielkanocy i do Wielkanocnych Smaków.
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Zaczął się sezon na chwasty, a ja przepisy chwastowe mam i będę Wam nimi umilać wiosnę:)
Sok z pokrzywy 300-500 g młodych listków pokrzywy z samych wierzchołków rośliny Świeżo zebraną młodą pokrzywę (trzeba zbierać w grubych rękawiczkach lub przez karton) przelać na sicie wrzątkiem i natychmiast przełożyć do przygotowanej miski z lodem. Mamy się pozbyć włosków z kwasem mrówkowym, a nie ugotować pokrzywę. Zahartowane listki wrzucić do blendera, zalać częścią wody mineralnej, dodać sok z cytryny, posiekany imbir i dokładnie zmiksować. Następnie sok pokrzywowy przecedzić, dolać resztę wody i rozpuścić w nim cukier. Podawać w wysokich szklankach z kostkami lodu i plasterkami cytryny lub jadalnymi kwiatkami.
Ta radośnie zielona pianka jest tylko efektem gwałtownego cedzenia, pod spodem sok pokrzywowy ma mniej interesujący kolor, co trochę widać na drugi zdjęciu. Jednak smak jest fajny, a sok bardzo zdrowy, bo zawiera dużo żelaza, witaminy C i beta-karotenu. Gorąco polecam! Dodaję do Zielnika Pluskotki, którą to akcję w tym roku zbombarduję przepisami;)
piątek, 30 marca 2012
Dziś w dalszym ciągu nabiałowo:) Bita śmietana marzyła mi się i śniła. Ale jak czegoś nie wolno, to nie wolno. Jednak wystarczy chwilę pogłówkować i można wymyślić coś w zamian.
Znany jest powszechnie pomysł ubijania gęstego mleka kokosowego na wegańską bitą śmietanę, można też sobie kupić gotową sojową śmietankę. Jednak mój blender nie zmiksuje kokosa na idealny mus, a na kupne mleko nie mogę jakoś natrafić. Sojowa śmietana zaś mi nie smakuje, poza tym ta cena... Na odpowiedni trop naprowadziła mnie Bea. Mus czekoladowy na wodzie dobry, jednak w dalszym ciągu to nie było to, co mi się śniło.
Chwila namysłu: śmietana to emulsja wodno-tłuszczowa, gdzie tłuszcz jest tłuszczem stałym (zawiera kwasy nasycone), a płyn to mleko. W przypadku śmietany kremówki tłuszczu musi być przynajmniej 30%. Więc wezmę i przygotuję sobie sama emulsję mleka z tłuszczem stałym. Mogłabym użyć np.: oleju kokosowego, albo palmowego, jednak jaki jest najszlachetniejszy stały tłuszcz jaki znacie (no oprócz masła)? Oczywiście - masło kakaowe!
Wegańska bita śmietana 30 g masła kakaowego (lub innego stałego) Masło wrzucić do mleka i podgrzać w kąpieli wodnej. Następnie schłodzić w zimnej kąpieli i zmiksować w blenderze. Uzyskujemy gładką śmietankę.
Trzeba porządnie schłodzić, dodać cukier (1-2 łyżeczki, jak lubicie) i ubić na sztywno. Aaaaaaa!!!! Zakazany owoc sama sobie wyhodowałam! To nie było zakazane:D Miazga! Omal się nie popłakałam ze szczęścia:) Zrobiłam też sobie bitą śmietanę z mleka koziego - jeszcze większy odlot, ale zdjęć po ciemku nie mam, a za szybko ją zlizywałam, żeby dotrwała do jasności;) A najlepsza była Córcia, która bitej śmietany nie znała, bo nigdy przecież jej nie jadła, która stwierdziła: "To jest obrzydliwe - takie miękkie!" :D
A teraz wątek poboczny: w ubijanie śmietany bawiłam się akurat przy okazji konkursu "Odcienie bieli" i Córcia mi poddała pomysł dołożenia do aranżacji orchidei, choć akurat ćmówki są niejadalne, no ale mamy białą, więc kolorystycznie pasowała. Książki, jak robić ładne zdjęcia kulinarne oczywiście nie wygrałam, jednak przy okazji odbyła się następująca rozmowa: - Ale dasz mi później tego kwiatka? Mnie zatkało:D Czołem Kwiatożercy! Do jutra;)
czwartek, 29 marca 2012
Mój wpis o tym jak zrobić mleko owsiane bardzo Wam się spodobał - bardzo mi miło:) Dzisiaj prezentuję mleko migdałowe. Nie dlatego, że przepis się jakoś wybitnie różni, lecz dlatego, że użyłam go do czegoś specjalnego! Ale o tym jutro... Poza tym może się przyda na Wegańską Wielkanoc.
Mleko migdałowe przygotowuje się podobnie jak mleko z innych ziaren na surowo: z sezamu, słonecznika, orzechów włoskich, nerkowców, laskowych, lnu, maku, owsa itp. W zasadzie jedyny problem z robieniem mleka migdałowego, to powstrzymanie się od zjedzenia namoczonych migdałów. Są po prostu bosko pyszne! Mleko z migdałów 1 miarka migdałów Miarka to może być szklanka, kubek, kieliszek w zależności od pożądanej ilości mleka. Zaczynamy od zblanszowania migdałów, jeżeli mleko ma być białe, a nie beżowe. Potem migdały należy namoczyć na noc w 1 miarce wody. Następnie wlewamy migdały (ziarna, orzechy) razem z wodą do blendera i miksujemy. Dodajemy pozostałe miarki wody i znów miksujemy. Teraz trzeba mleko przecedzić i pić. Gotowe mleko można przechowywać do 48 godzin w lodówce, więc przygotujcie sobie taką ilość, żeby szybko zeszło. Mnie zeszło bardzo szybko, ponieważ posłużyło mi do innych celów... (W tym miejscu należy wstawić upiorny śmiech przechodzący w szaleńczy chichot :))
niedziela, 25 marca 2012
Podobnie jak Wy, ja też po naszej Zielonej zabawie nabrałam zielonego rozpędu;)
Sałata jako łąka, kukurydza jako żwirek, pomidory, papryka i jajka jako kwiatki, kalafior jako zarośla i ogórek jako gadzina z marchewkowym ozorem.
Krokodyle bardzo lubię, ich idea pochodzi z Kuchni Pełnej Cudów, są proste do zrobienia. Niestety powtarzam się, ja nie mam takiego zacięcia i wyobraźni jak Kinga, która ma mnóstwo prześwietnych pomysłów jak z jedzenia stworzyć cuda! Zajrzyjcie do niej koniecznie:)
wtorek, 20 marca 2012
Obiecałam, że się przyznam dlaczego coraz częściej używam do pieczenia mleka owsianego. Może wstyd przyznać, ale z oszczędności. Mleko kozie tak koszmarnie podrożało, że staram się go nie zużywać na innych ludzi. Ot i cała prawda. Nie zostałam weganką, choć i tak nadal wolę strączki niż mięso. To po prostu cała ja: kłótliwa zrzędliwa sknera. Nazwa "mleko: co prawda jest zarezerwowane dla płynów wyciśniętych z gruczołów laktacyjnych ssaków, więc mleko owsiane powinno się nazywać napojem lub może raczej sokiem z owsa, ale i tak wiadomo, że to mleko:) Mleko owsiane można przygotować na dwa sposoby: na surowo lub gotowane. Metodę na zimno i na ciepło różni tylko początek. Ja wolę pić mleko gotowane i to na ciepło, a do ciast używam raczej mleka surowego. To gotowane jest bardziej lepkie i glutowate, więc moje dzieci wolą mleko surowe.
Mleko owsiane 1 miarka płatków owsianych Miarka to np.: szklanka lub kubeczek w zależności ile chcecie uzyskać mleka. Na surowo: płatki zalać 1 miarką wody i odstawić na noc. Wrzucić płatki do blendera, zmiksować. Dolać resztę wody i ponownie zmiksować. Nie bójcie się wlać tych 4 miarek wody, mleko owsiane jest bardzo sycące. W sumie niewielka ilość owsianki, którą by się zjadło na raz, zmiksowana w wodzie naprawdę porządnie wypełnia żołądek.
Następnie mleko trzeba przecedzić. Dla siebie tego nie robię tylko wypijam z tymi "otrębami", dla dzieci i do ciasta cedzę, zaś przecedzone fusy wrzucam do swojej porcji lub też można ich użyć do wypieków. Porządnie jest to zrobić przez płótno, ale zwykłe sitko też wyłapie większość fusów. Jeżeli mleko ma smakować tak jak mleko kupne z kartonu, to należy dodać łyżeczkę cukru waniliowego i szczyptę soli. A jeżeli ma być tak jak to z kartonu substytutem mleka zwierzęcego, to trzeba dodać zawartość jednej kapsułki wapnia. Z jednej strony jest to działanie pozbawione sensu, ponieważ wapń zwalnia wchłanianie innych mikropierwiastków np.: cynku, miedzi i żelaza, których jest mnóstwo w owsie. Z tego też względu kapsułki z wapniem najlepiej łykać na noc. Z drugiej strony jednak wapń neutralizuje kwasy fitynowe zawarte w ziarnach zbóż, które wiążą związki mineralne w naszym układzie pokarmowym uniemożliwiając ich wchłonięcie. Mleko stojąc rozwarstwia się. Żeby tego nie robiło, trzeba by użyć emulgatorów, jednak polecam po prostu zamieszanie łyżeczką :D Mleko należy zużyć w ciągu 48 godzin, więc najlepiej przygotowywać sobie małe ilości zużywane na bieżąco. Metodą na zimno można przygotować mleko z: migdałów, sezamu, słonecznika, orzechów włoskich, laskowych, nerkowców, lnu, maku itp. Smacznego!
poniedziałek, 19 marca 2012
Podczas gdy Wy świetnie się bawicie w zielone (bardzo mi miło:)), ja cały weekend spędziłam w pracy i padam na pysk. Jednak żeby nie odpaść z powszechnej zieloności wygrzebałam zdjęcie jeszcze z przed przeprowadzki i z czasów przedMamutkowych, pysznej zielonej sałatki obiadowej. A przypominam, że osoby, które nie wyrobią się dziś z dodaniem wpisu, mogą przysłać mi linki do swoich dań na pinkcajkowego maila;)
Brokuły, awokado, zielony ogórek strugany wzdłuż, listek sałaty lodowej, orzechy i jajka (teraz użyłabym przepiórczych), trochę oliwy i gotowa pyszna alternatywa dla zupy. Bardzo dziękuję za Wasz udział w Zielono mi... A brokuły to subtelne nawiązanie do zbliżającej się...
czwartek, 08 marca 2012
Motylki z jednego z urodzinowych tortów bardzo się wszystkim podobały, więc na życzenie powróciły obsiadłszy muffinki. Córcia od siebie dorzuciła jeszcze te jakieś błyszczące dzindzibuły.
Muffinki gryczano-pomarańczowe (wegańskie, bez pszenicy) 1,5 szklanki mąki gryczanej Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą i piec ok. 15-20 minut w 180°C, do suchego patyczka. Udekorować motylami, które się trzymają na cieniutkiej warstwie masy zamrożonej przy okazji tortu.
Przepis wegeniański. Może się kiedyś przyznam dlaczego...
piątek, 17 lutego 2012
Daruję sobie (i Wam też) oklepany rym, że wolę guacamolę. Moje czekoladowe guacamole powstało, ponieważ nie za bardzo lubię przejrzałe awokado. Tymczasem na przecenie kupiłam całą siatę awokado (tego z brązową skórką) i ich nie przejadłyśmy z Córcią póki były zwięzłe. Zresztą osobiście i tak wolę te zielone. Zastanawiałam się nad ciastem z awokado, jednak jak zwykle czasu brakło, a potem brakło już awokado;)
Czekoladowe guacamole 3 małe dojrzałe awokado Czekoladę roztopić na kąpieli parowej i przestudzić. Awokado obrać, miąższ przetrzeć przez sito lub zmiksować blenderem na miazgę, dodać miód, sok cytrynowy i chilli. Połączyć z czekoladą. Zjeść na deser jako mus lub coś nim posmarować np.: grzanki albo tort (zamiast masy). Dodaję do akcji Awokadowej i Czekoladowego Weekendu.
sobota, 26 listopada 2011
Wspominałam kiedyś przy okazji pewnej rocznicy o sosie czekoladowym, który wypatrzyłam u Bożeny Sikoń. Nieco go stuningowałam, bo chciałam uniknąć efektu smakowego: kakao na wodzie, a co tu nie ukrywać ten cukierniczy sos, to właśnie jest kakao na wodzie;)
300 g cukru (dałam połowę nierafinowanej jasnej demerary i połowę ciemnego muskowado aż ociekającego od melasy)
Należy ugotować syrop do nitki z cukru z miodem i odrobiną wody (nalać tylko tyle, żeby zakryła cukier). Ja dodałam przekrojoną laskę wanilii razem z wyskrobanymi ziarenkami. Dodać kakao rozrobione z odrobinką wody, zagotować i wystudzić. Z tą wodą trzeba uważać, żeby sos nie zrobił się zbyt rzadki (dlatego w ogóle dodałam karob - żeby zagęścić;)) Z tych proporcji wychodzi ponad pół litra sosu. aj jeszcze gorący przelałam do butelek, zakręciłam, odstawiłam do góry dnem do wystudzenia i pięknie się zassały. Sosu można używać do ciast, jako polewę do lodów i deserów, naleśników lub jako błyskawiczny sposób przygotowania kakao (wystarczy rozmieszać trochę w szklance z mlekiem). A poniżej sos w użyciu, ale o tym może jutro...
wtorek, 22 listopada 2011
Zauważyłyście, że z teleturniejów tasiemcowych zawsze odpadają ci uczestnicy, którzy narzekają, że są już zmęczeni? Ludzie nie chcą oglądać narzekania, sami są zmęczeni codzienną harówką i chcą widzieć innych pełnych werwy, energii i zapału. Chcą widzieć zwycięzców, a nie oklapniętych luzerów. Nie będę narzekać! Choć to nie wyścig o złocone kalesony, to chciałam napisać o tym, jaka jestem zmęczona, jak mam dosyć niedospania, bo Mamutek je kilkakrotnie w ciągu nocy, wstaje o świcie, cały dzień chce na mnie wisieć, a do późnego wieczora siedzę z Córcią, bo tylko wtedy mamy czas tylko dla siebie. Jak męczące jest przygotowywanie nowych wykładów z niemowlakiem szarpiącym za włosy, i ze świadomością, że studenci i tak nie spróbują wykrzesać z siebie choć odrobiny entuzjazmu. Jak potwornie wykańczające jest zastanawianie się: co ugotować na obiad, kiedy niezależnie od tego, co ugotuję, to przynajmniej jedno z moich dwojga umiejących posługiwać się mową artykułowaną stołowników będzie narzekać (czemu bez mięsa, znowu mięso, a to czerwone to co to jest, nie mogę zamówić sobie pizzy?). Jak wpadam w depresję na zakupach widząc windujące z dnia na dzień ceny. Jakim cierpieniem jest ssanie w żołądku na widok serników na innych blogach. Jak dobijające jest zapalenie gardła, którego nie mam czym wyleczyć. Ale nie będę narzekać! Po pierwsze przez moje dzieci, które uśmiechają się najpiękniej na świecie. Po drugie przez W, który ma bardzo szerokie i ciepłe ramiona. Po trzecie przez studentów, którzy z zapałem chodzą na moje zajęcia, ciesząc się, że nie będą to dla nich godziny zmarnowane (choć jeżeli coś podobnego usłyszę jeszcze na biochemii to chyba padnę na zawał:D). Po czwarte przez żołądek wypchany do granic możliwości sałatką owocową. O!
środa, 16 listopada 2011
Zapomnijcie, że w ogóle narzekałam przy czyszczeniu owoców róży karbowanej! Dzika róża to jest dopiero wyzwanie. Konfitura z owoców dzikiej róży (Rosa canina, czyli psia róża) 1 kg wypestkowanych owoców dzikiej róży Owoce wypłukać i zamrozić, można też wykorzystać owoce zebrane po pierwszych przymrozkach. Osobiście się waham nad tym, co jest gorsze: czyszczenie owoców przemrożonych, czy nieprzemrożonych? Konfiturę zrobiłam tylko z 1 szklanki owoców, bo chybabym oszalała decydując się na więcej! Z owocami dzikiej róży niezmrożonymi należy postępować tak: Natomiast owoce przemrożone rozpadają się w palcach. Wystarczy lekko ścisnąć i wychodzi cało gniazdo nasienne w całości, niestety zazwyczaj razem z miąższem i w palcach najczęściej zostaje sama skórka:/ Cóż, dla mnie to przygoda i smak folkloru, ale dawniej ludzie w biedzie wykorzystywali każde źródło pożywienia i nie marudzili, że ciężko wydłubać. Szczególnie że owoce dzikiej róży są niezmiernie cennym źródłem witaminy C (do 40 razy więcej niż w cytrusach). Natomiast jako naukowiec jestem cholernie zaciekawiona jak to jest z askorbinazą w dzikiej róży. Znalazłam dwie publikacje dostarczające zupełnie sprzecznych informacji: w jednej stało, że aktywność askorbinazy w róży jest śladowa i nie trzeba się spieszyć, natomiast w druga podawała, że aktywność różanej askorbinazy jest niezmiernie wysoka i dlatego owoce róży natychmiast po naruszeniu ciągłości tkanek trzeba sparzyć, ponieważ spowoduje to zaledwie ubytek 40% witaminy C, zaś bez tego askorbinaza w niecałą godzinę rozłoży 99% kwasu askorbinowego. To w końcu jak jest? Sok jabłkowy (naturalne pektyny) trzeba zagotować z cukrem i do wrzącego syropu wrzucić owoce. Gotować, mieszając przez pół godziny, zbierając szumowiny. Odstawić do wystudzenia. Następnego dnia ponownie gotować, aż skórka owoców zmięknie. Przełożyć do wysterylizowanych słoików i zapasteryzować. Ponieważ jest to przepis przekazywany z dziada pradziada (babci prababci?) dopisuję go do akcji Gotujemy po polsku pod patronatem zPierwszegoTloczenia.pl.
wtorek, 15 listopada 2011
Przepis znaleziony u Lucyny Ćwierczakiewiczowej w książce kucharskiej: "Jedyne praktyczne przepisy konfitur, różnych marynat, wędlin, wódek, likierów, win owocowych, miodów oraz ciast" wydanej w 1885 r. Przepis na galaretę różaną znajduje się na stronie 107 wydania 15 z roku 1983:
A efekt wygląda tak: Galaretka jest do wykonania w czerwcu lub teraz, jeżeli dysponujecie zamrożonym agrestem i zamrożonymi płatkami róż lub domową wodą różaną. Przepis dopisuję do akcji Gotujemy po polsku pod patronatem zPierwszegoTloczenia.pl. |