|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: jajka przepiórcze
niedziela, 14 listopada 2010
Padł mi komputer, nie mam jak pracować, nie mam jak zgrać zdjęć. Ale i nie mam kiedy się zastanawiać nad tym, ile czasu człowiek zyskuje nie mogąc pracować, bo Córcia się rozchorowała, więc jak zwykle spędzamy czas na koziołkomatołkowaniu. 3 tury dziennie mają tę zaletę, że potem można czytać z zamkniętymi oczami a nawet po ciemku. Chciałam się przyłączyć do Orzechowego Tygodnia z ciasteczkami z masła orzechowego z dodatkiem czekolady, które od dawna mnie kusiły. Na razie bez zdjęcia, może uda mi się je wkleić - kiedyś. No i już jest;)
3/4 szklanki mąki Nigdy nie kupuję masła orzechowego, ponieważ panicznie boję się aflatoksyn, a znając poziom etyczny producentów żywności i ich chęć obniżenia kosztów produkcji żyję w przekonaniu, iż spleśniałe orzeszki w maśle nie zdarzają się sporadycznie. Do robienia masła orzechowego polecam makutrę, żaden blender nie podskoczy;) Tym razem nie robiłam masła orzechowego skoro i tak miałam je przerobić na ciasteczka. Fistaszki zmieliłam i zmiksowałam z resztą składników, dodając na koniec czekoladę. Z ciasta lepiłam kulki i układałam na blaszce, myślałam, że się rozpłaszczą, ale nic z tego. Piekłam 20 miniut w 180 st. Dlatego też drugą turę rozpłaszczyłam sama i piekłam 15 minut. Dobre, jak na coś z gruntu amerykańskiego.
sobota, 06 listopada 2010
Niestety musimy na chwilę wrócić do jajek przepiórczych. Więc uznałam, że może jest jeszcze ktoś, kto się musi z nimi użerać, więc może się przydać kilka małych uwag, jak się obchodzić z jajkami przepiórczymi. 1. Informacja o tym, że przepiórcze jajka trzeba otwierać nożem, zazwyczaj jest umieszczona na ich opakowaniu. Ja od siebie mogę polecić do tego celu nóż piłkowany. Skorupka przepiórcza jest bardzo delikatna, ale błonka pod nią jest badzo mocna, więc naprawdę nie próbujcie tego robić palcami. 2. Jedno jajko kurze odpowiada mniej więcej 4 jajom przepióczym. Przy czym w jajku przepiórczym żółtko zajmuje ponad połowę objętości, a w jajku kurzym tylko 1/3, więc jeżeli do jakiegoś przepisu trzeba je rozdzielić, należy uwzględnić tę różnicę. Choć osobiście nigdy nie byłam tak zdesperowana, by to robić;) 3. Przepiórcze jajka gotują się na twardo 3 minuty. Jajecznica robi się w 30 sekund, więc trzeba najpierw rozbić do miseczki odpowiednią ilość jaj, a nie wbijać po kolei na patelnię, bo zanim się dojdzie do trzeciego, pierwsze już jest usadzone. 4. Przepiórki są mniej eksploatowane w znoszeniu jaj niż kury, więc czasem bywa tak, że część jajek w opakowaniu musiało nico dłużej leżakować przed sprzedażą. Prostym sposobem sprawdzenia świeżości jest zanurzenie jajek w wodzie. Te pływające trzeba wyrzucić. Jajko świeże spada płasko na dno. Takie, które się nieco pionowo unosi już jest podejrzane i lepiej je otwierać nad spodeczkiem i uruchomić analizę organoleptyczną uwzględniającą wygląd, lepkość i zapach. 5. Jaja przepiócze smakują niemal tak samo jak kurze. Są jednak nieco delikatniejsze, a żółtko jest o wiele bardziej kremowe niż w jajach kurzych. Mogą być bezpieczną alternatywą dla osób uczulonych na jajka kurze, jednak należy je wprowadzać do diety ostrożnie, ponieważ i tak mogą wywołać objawy alergii.
sobota, 25 września 2010
Nie lubię ciast ze śliwkami, a Córcia w ogóle nie lubi ciasta drożdżowego z owocami. Ale W miał potrzebę, mieliśmy okazję, więc miałam pretekst by skorzystać z zaproszenia do wrześniowej Weekendowej Cukierni. Każdy dzień celebrujemy, jakby był naszym pierwszym wspólnym dniem, żeby niczego nie żałować, gdyby okazał się ostatnim. Kilka lat temu czekałam na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Zamyśliłam się i pomimo iż zielone już się pojawiło, nie weszłam na przejście dla pieszych. Ocknęłam się, a w tym momencie obsypało mnie potłuczone szkło z samochodu osobowego, który został zmieciony przez TIRa i przewleczony przez pasy, na które powinnam była przed chwilą wejść. Kierowca ciężarówki też się zamyślił - i przejechał na czerwonym. Ludziom w aucie nic się nie stało, mieli zapięte pasy, zadziałały poduszki, ale gdybym ja się nie zadumała... Czasem po jakimś traumatycznym przeżyciu ludzie przechodzą głęboką metamorfozę. Gdy grozi im śmierć, widzą nagle całe życie przed oczami i postanawiają się zmienić. Niczego nie zmieniłam w moim życiu. Nie znamy dnia ani godziny. Nie warto się kłócić, nie warto przejmować głupotami. Jest tu i teraz. Taki zwykły placek ze śliwkami nadaje się równie dobrze jak piętrowy tort. Z wykonianiem odsyłam do wrześniowej gospodyni. Zamieniłam tylko masło na nieutwardzaną margarynę, jajko na 3 jajeczka przepiórcze a mleko krowie na mleko kozie;) asem ludzie przechodzą głęboką metamorfozę bo jakimś traumatycznym przeżyciu. Gdy grozi im śmierć widzą całe życie przed oczami i postanawiają się zmienić. Kiedyś czekałam na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Zamyśliłam się i pomimo iż zielone już się pojawiło, nie weszłam na przejście dla pieszych. Ocknęłam się a w tym momencie obsypało mnie potłuczone szkło z samochodu osobowego, który został zmieciony przez TIRa. Kierowca ciężarówki też się zamyślił i przejechał na czerwonym. Ludziom w aucie nic się nie stało, ale gdybym weszła na pasy...
wtorek, 08 czerwca 2010
Nie przepadam za rabarbarem, ale uznałam, że skoro trwa sezon, to warto by Córcia spróbowała tego warzywa. 1,5 szklanki mąki 4 łodyżki rabarbaru Zagniotłam ciasto, przełożyłam do formy (20 cm), kiedy wyrosło ułożyłam oczyszczony, obrany i pokrojony rabarbar i piekłam ok 40 minut w 180°C. Po wystudzeniu posypałam cukrem pudrem. W efekcie się dowiedziałam: Przynajmniej spróbowała :)
czwartek, 03 czerwca 2010
Idąc dziś w procesji przeżywałam okropne katusze. Ściskało mi się gardło na widok tylu pyszności walających się po ziemi. Płatki róż, piwonii, kwiaty akacji, bratki, stokrotki... Ach! Tyle dobra zmarnowane.
Ale co tam, szkoda łez, w Hiszpanii rzucają pomidorami, na Sycylii pomarańczami - myślę, że przeżyję. Większość i tak była kwiaciarniana. A poza tym już pora smażyć bez! Albowiem kwiaty dzikiego bzu (bez czarny Sambucus nigra) pyszne są:)
Okazało się, że ogromnym problemem było znalezienie kwiatostanów nie zainfekowanych mszycami. Dawno nie widziałam takich ilości tego paskudnego czarnego robactwa, do tego pasanego intensywnie przez mrówki. Czyżby to była kolejna polska plaga? Jednak udało mi się znaleźć kilka baldachów wolnych od mszyc. Zwyczajowych drobnych mieszkańców kwiatów można wyprosić płucząc kwiaty w misce z osoloną wodą lub rozkładając kwiaty na białym papierze (jak w przypadku mniszka). Kwiatostany maczałam w niezbyt gęstym cieście naleśnikowym z mleka koziego, przepiórczego jajeczka, mąki i cukru i smażyłam z obu stron na patelni. Zielone gałązki można po prostu przygiąć podczas obracania na drugą stronę, albo obciąć nożyczkami po położeniu bzu na patelnię. W zeszłym roku smażyłam również akację (robinię, grochodrzew). A z kwiatów bzu można również zrobić przepyszny i czarowny syrop. Pyszności! Ważne tylko, żeby absolutnie nie zjadać zdrewniałych łodyg, ponieważ są śmiertlenie trujące.
środa, 21 kwietnia 2010
Pawi ogon z przepiórczych jajek, czyli wariacja na temat łososia po parysku, choć z pierwowzorem to już nie ma wiele wspólnego:)
Pawik składał się z: łososia, przepiórczych jajeczek, pomidorków koktailowych, koziego twarożku i awokado. Wersja dla dorosłych miała klasyczny skład zubożony jedynie o koperek, który przedwcześnie zwiędł: łosoś, awokado, jajko kurze, majonez.
sobota, 10 kwietnia 2010
Beatka wczoraj pokazała swoje kwiatowe muffinki, a dziś pora na mnie:) Są pomysły które tkwią we mnie od dawna i ciągle czekają na realizację. Te babeczki wymyśliłam ponad rok temu, zapisałam na karteczce z pomysłami wklejonej do kalendarza i czekały... Co za ulga! Wykreślam z listy. Ładne kwiatki? Z lokatorami:) Muffinki czekoladowe 1,5 szklanki mąki Wymieszać i piec w papilotkach ok. 20-30 minut w 180°C. Trzeba zostawić trochę miejsca, żeby później było miejsce do wetknięcia płatków. I marcepan barwiony naturalnymi barwnikami. Oczywiśćie nie kupiłam różowego, bo uważałam, że przecież zawsze mogę sobie zrobić syrop buraczany, ale oczywiście nie kupiłam buraków:/ Jednak naturalne barwniki w proszku są bardzo praktyczne (przy barwieniu marcepana warto dodać kropelke oliwy, żeby się gładko ugniatało) i bardzo wydajne. Można wcześniej posmarować kremem, czekoladą lub lukrem, żeby ozdoby się dobrze trzymały, ale już sam marcepan nieźle zatyka i nikt nie był w stanie zjeść na raz więcej niż pół takiego kwiatka.
wtorek, 06 kwietnia 2010
Bardzo serdecznie Wam dziękuję za wszystkie życzenia! Mam nadzieję, ze miałyście udane Święta i po tej Wielkanocy będziecie mieć wyłącznie miłe wspomnienia. Ja mam tonę zaległych przepisów:)
Baba drożdżowa m.in. na przepiórczych jajkach pół kilograma mąki Wszystkie składniki suche zmieszać, dodać letnie mleko, oliwę, jaja i zagnieść. Dodawać po trochu tłuszcz i zostawić chwilę w cieple do wyrośnięcia. Dodać żurawinę, wyrobić i przełożyć do formy. Zostawić do wyrośnięcia po ściereczką. Piekłam w 180 stopniach ok 40 minut. Bardzo smaczne i pięknie wyrośnięte, jednak szczerze mówiąc niewiele się różniło od baby drożdżowej w ogóle bez jajek.
sobota, 03 kwietnia 2010
Wesołych Świąt Wielkanocnych Dziewczyny! Przepraszam, że nie zaglądam, nie życzę, dziękuję za maile, tak jakoś pędzę w te święta, że aż strach! Mój mazurek też na szybkiego;) Ciasto kruche (na oko) pół kostki margaryny, 1 (albo więcej) szklanka mąki, łyżka oliwy, przepiórcze jajeczko, cukier z wanilią, skórka z pomarańczy, łyżka oliwy. A na wierzch dałam bardzo ekskluzywną niskosłodzoną marmoladę truskawkową (kupiłam ze względu na słoiczek:)), bo nie miałam siły wymyślać niczego innego. I bakalie w naszym ulubionym motywie.
Ściskam mocno i życzę spokojnych, zdrowych i smakowitych Świąt.
czwartek, 18 marca 2010
- Mamo, coś dziś na obiad? Czasem spełnianie marzeń odwlekamy i odwlekamy coraz dalej w przyszłość. Aż starzy i schorowani zerkamy w przeszłość z żalem i goryczą. Ja wierzę, że nigdy nie jest za późno, by zacząć spełniać swoje marzenia. Nawet te malutkie, nawet te skromniutke, nawet te warte tylko wzruszenia ramionami. Nawet takie warto spróbować spełnić. Nawet po kilku dekadach. Dziecięce marzenie obudzone Kuchnią pełną cudów wreszcie spełniłam. Może bez rozmachu, bez brokułowych krzaczków, bez trawy z zielonego groszku, bez żwirku z kukurydzy, ale cieszę się niezmiernie, że wreszcie mam swojego ogórkowego krokodyla:)
wtorek, 16 marca 2010
Zielono mi czas zacząć! Bardzo się cieszę, że już pojawiło się tyle zielonych smakołyków! Serdecznie dziękuję za udział w zabawie i mam nadzieję, że kolejne dwa dni będą równie zielone. Pośpieszmy się z tym pospieszaniem wiosny, to szybciej zakwitną kwiaty! Te jadalne oczywiście;) Zielone ciasto na kruche ciasteczka zagniatałam pod wpływem impulsu wrzucając wszystko, co tylko mi wpadło pod rękę;) I tak było: Zagniotłam, wstawiłam do lodówki na czas obiadu, rozwłakowałam, wycinała 4-letnia szefowa kuchni. Miałam zamiar piec w 200ºC przez 10 minut, ale się zagapiłam i niestety zbytnio się zrumieniły od spodu. Całkiem dobre ciasteczka, gdyby nie delikatna nuta matchy, która na szczęście do dzisiaj wywietrzała :D A rano spadł śnieg...
poniedziałek, 15 lutego 2010
Okazało się, że moje zeszłoroczne pączki bez jajek w czasie tego karnawału robią furrorę w internecie;) A tym roku zrobiłam pączki na przepiórczych jajkach. Bogatsze, nie tylko o cholesterol, ale i o doświadczenie (wtedy powinnam dać więcej drożdży) i aromaty. Jutro Tłusty Wtorek, ostatni dzień karnawału, jeszcze jest czas;)
ok. 300 g mąki tarte płatki róż (bo pączki mogą być WYŁĄCZNIE z różą i WYŁĄCZNIE nadziewane przed smażeniem:)) Mąkę połączyć z drożdżami i cukrem, dodać żółtka, tłuszcz, mleko i ugnieść sprężyste ciasto. Urywać ciasto po małym kawałku, wkładać w środek tarte płatki róży i zawijać ciasto w kulkę. Kulki leżały pod ściereczką do wyrośnięcia (czyli tyle ile trwa zjedzenie zupy przeze mnie i 4 latkę). Smażyłam na rozgrzanym oleju na małym ogniu. pomimo iż wyrosły pięknie i puchacie, niestety nie udało mi się osiągnąć białej obrączki. Choć nie uzyskałam też ciemnej, co jest OK;) Ale odnoszę wrażenie, że pączki w smalcu maja większą wyporność. Albo to jest kwestia obciążenia nadzieniem. Trudno, pod tym względem jestem niereformowalna. Jeszcze ciepłe oblewałam lukrem ukręconym z cukru pudru, cukru z wanilią, wody i łyżeczki cointreau z dodatkiem sparzonej skórki pomarańczowej. Z tej porcji wyszło mi 13 małych pączuszków. Zaiste przepiórczych:D Przepyszne, delikatne, puszyte. Mmmmmniam! Tylko W marudził, że za dużo koziego mleka wlałam;)
sobota, 13 lutego 2010
Nigdy nie przepadałam za Walentynkami. Jednak im jestem starsza tym więcej sentymentu mam do tego dnia. Nadal ich nie obchodzimy. Ale przecież wystarczy stanąć na przekór komercji (i nic nie kupować tego dnia), a zostawić tylko miłą, dodatkową okazję dla okazania czułości. Bo to przecież tylko kolejny dzień pełen miłości. Na etapie "długo i szczęsliwie" Walentynki powinny być codziennie. Czy pamiętacie, aby przynajmniej raz dziennie powiedzieć: "Kocham Cię" i dać sobie minimum 4 buziaki dziennie? I żeby dzielić się obowiązkami, tak aby jedna osoba nie "dźwigała" więcej niż 60% z nich? Żeby mieć choć chwilę czasu by spędzić go razem i również chwilę tylko dla siebie? A może zjeść razem słodką babeczkę z różowym i z różanym akcentem?
Babeczki czekoladowe z różą 1 szklanka mąki Suche składniki zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Nałożyć do papilotek i do każdej porcji nałożyć różanej konfitury. Piekłam ok. 25 minut w 180°C. Udekorować roztopioną gorzką czekoladą i różową posypką. Uczucie może wypływać nawet z kubka ulubionej herbaty...
Tagi:
bez mleka krowiego
czekoladowe
herbata
jadalne kwiaty
jajka przepiórcze
muffinki
przepisy bez jajek
09:56, pinkcake ,
różowe:)
Link Komentarze (15) »
środa, 03 lutego 2010
Rodzina się buntuje, żąda ciasta. Córcia aż rwie się do mieszania, tylko podstawiać składniki;) Torotwnicy 4-latka nie wysmaruje, ale moje lenistwo też nie daje o sobie zapomnieć: silikonowej formy nie trzeba wysypawać bułką.
1,5 szklanki mąki Piekłam ok. 40 minut w 180°C, aż patyczek był suchy. I tak nie lubię tego piekarnika: on dusi a nie piecze:/ Szczerze mówiąc nie zauważyłam, żeby dodatek jajek jakoś wpłynął na smak ciasta. Jak zwykle było pyszne, choć nieco cięższe. Czyżbym odwykła? Dwie łyżki ciasta upiekłam w misiowej foremce. W sumie dobrze, że się nie przyłożyłam do lukrowania bo i tak było zbędne - miś zniknął jeszcze na ciepło:)
poniedziałek, 25 stycznia 2010
To dziwaczne ciasto zrobiłam na Dzień Babci. Oryginalny przepis pochodzi z "Kuchni" nr 9 z 1995, w którym ziemniaki były przebojem sezonu. Jeżeli ktoś posiada ten numer, to ja bardzo proszę o tekst źródłowy, bo mnie przepadł, a to co zrobiłam, zdziałałam na oko i z pamięci, a memoria fragilis est, szczególnie moja memoria.
Oryginalnie ciasto było z nadzieniem z suszonych śliwek moczonych w alkoholu. I wydaje mi się to lepszym zestawieniem z ziemniakami niż wiśnie. W końcu knedle robi się raczej ze śliwkami;) ok. 200 g ugotowanych ziemniaków Ziemniaki dobrze rozgnieść lub zmielić. Zarobić ciasto. Miesiąc temu nie dodałabym jajeczka;) Rozwałkować na spód i brzegi blachy 2/3 ciasta. Podpiec górną grzałką przez 10 minut w 180°C.
Mnie nie specjalnie smakowało, choć nie było złe. Ale babcia i W byli bardzo zadowoleni. I o ile ja wyjadałam wiśnie, to moja Kurdupelka wyjadała ciasto, czyli nie było niesmaczne;) Wydaje mi się, że ze śliwkami jednak byłoby lepsze. Oczywiście wszystko będzie zależało od gatunku i smaków użytych ziemniaków. |