|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: sernik
czwartek, 23 czerwca 2011
Coś dla nie uczulonych na nabiał:) Dekorację z różowych serduszek okalających sernik podpatrzyłam w zeszłym roku u Natalii - genialny pomysł:) Sernik na zimno z galaretką z płatków róży Spód: Masa: Galaretka: Herbatnikami wyłożyłam ciasno tortownicę. Masło zmiksowałam z połową cukru. Żółtka, które dałam wyłącznie dlatego, że nie miałam co z nimi zrobić, ubiłam na parze z drugą połową curku. Połączyłam masło z żółtkami, wanilią i po trochu dodawałam ser. Żelatynę rozpuściłam w mleku i wystudzoną zmiksowałam z masą serową. Wyłożyłam ser łyżką na herbatniki cieniutką warstwą i wstawiłam do lodówki. Potem dolałam resztę sera. Z płatków róży pomarszczonej (fałdzistolistnej) powybierałam najładniejsze i schowałam do lodówki, a resztę zalałam gorącą wodą i odstawiłam do wystudzenia. Przecedziłam, dodałam cukier i cytrynę. Żelatynę rozpuściłam w łyżce wody i połączyłam z różami. Wylałam na zastygnięty ser. Następnego dnia wyciągnęłam z tortownicy i obłożyłam płatkami róż.
Tylko dlaczego tak musi zawsze być, że jak sobie coś zaplanuję ekstraśnego, to słońce znika i nie mam światła do zdjęć? Ech...
piątek, 18 lutego 2011
W zimie róże nie kwitną. Zimą róże śpią. Ale ich aromat tylko leciutko drzemie zamknięty w słoikach. Wystarczy odkręcić nakrętkę, zamknąć oczy i głęboko westchnąć, by przenieść się w krainę wonnych ogrodów i brzęczenia pszczół...
Potrzebowałam ciasta na skromne spotkanie przy herbacie: prostego lecz ciekawego. Serniko-brownie - vel czekosernik, który przecież dobrze znacie - zrobiłam w mojej odsłodzonej wersji (nieco mniej radykalnej niż wg własnego gustu), lecz wzbogaciłam tym razem smakiem róży. Różana konfitura uatrakcyjniła, i tak doskonały, smak ciasta nadając mu lekko cierpkich akordów, eleganckiego aromatu i kwiatowej słodyczy. Takie moje skromne kwiatowe czary... :) Sernikobrownie z konfiturą różaną 2 tabliczki gorzkiej czekolady Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Masło ubić z 3 jajkami i brązowym cukrem, zmiksować z czekoladą i mąką. 3/4 masy rozsmarować po blaszce 20x20 cm wyłożonej papierem. Utrzeć ser z cukrem i 2 jajkami. Wylać masę serową na masę czekoladową. Przykryć resztą masy czekoladowej pomiędzy nią nakładając równomiernie porcje konfitury różanej. Piec w temperaturze 170ºC przez 50 minut. Studzić w otwartym piekarniku.
Różany sok spod płatków wciekł pomiędzy warstwy sera tworząc pokłady absolutnie nieziemskiej rudy różanej esencji. Słodkie smużki lata w samym sercu lutej zimy. Krótko mówiąc: NIEBO W GĘBIE! Różane serniko-brownie to moja propozycja na Czekoladowy Weekend, który darzę ogromnym sentymentem. I pozdrawiam serdecznie wszystkich Kwiatożerców;) To już naprawdę niedługo!
poniedziałek, 11 października 2010
To moje ostatnie podejście do Tofu. Miał być sernik migdałowy i dobierając składniki masy sugerowałam się przepisem Wegetarinki na sernik jagodowy, ale wyszedł chyba niezbyt podobny:D Na spód wzięłam po prostu kruche kakaowe ciasteczko A masę zaczęłam tak: Migdały sparzyłam, obrałam i zostawiłam na noc w wodzie. Zmiksowałam z niewielką ilością tej wody na gładką papkę (łoj długo to trwało), dodałam cukier i tofu. I wtedy spróbowałam. Myślałam, że trafi mnie coś ciężkiego: tofu było słone! :/ Chwilę powaliłam głową w szafę, po czym stwierdziłam, że nie jest źle, bo jest coś, co świetnie pasuje do słonego: czekolada i orzeszki. Dodałam stopioną gorzką czekoladę i łyżkę niesolonego masła orzechowego. Wyłożyłam to wszystko na ciastko, posypałam migdałami (żałuję, że nie miałam po prostu fistaszków) i wstawiłam do lodówki, żeby się uleżało. I wiecie co? Wciąż znajduje potwierdzenie zależność, którą odkryłam bardzo dawno temu: z czekoladą można zjeść wszystko. Nawet tofu. :D
niedziela, 10 października 2010
Bardzo się ucieszyłam z akcji Wegetarinki, z kilku powodów. Po pierwsze spodobała mi się forma zaproszenia, po drugie urocza dyńka w nagrodę, a po trzecie tofu szczerzę nienawidzę a lubię mierzyć się z własnymi siłami i słabościami. Tofu nie jadłam od, wstyd się przyznać, przynajmniej 7 lat. Pomimo iż w imię różnorodności staram się do naszej diety włączać produkty, które nie za bardzo lubimy, to tofu omijam zawsze szerokim łukiem. Tym razem kupilam trzy różne opakowania tofu, więc spodziewajcie się w sumie 3 przepisów, jeden już był:) Dziś kruche babeczki z kremem nietwarożkowym jeno tofukowym. Tofuowym? Kurcze, jak to odmienić? na spód: Ze wszystkich składników zagniotłam szybko ciasto, olejem i mąką korygując konsystencję. krem: Kaszę i owsiankę przyrządziłam na mleku na gęsto. Zmiksowałam na gładko z cukrem i tofu. Wyszprycowałam na wystudzone korpusy babeczek i przyozdobiłam dzindzibołkami. Babeczki były całkiem w porządku, ale jak ja nie cierpię tofu!!! Muszę przynać, że nie byłam w stanie przejść TEGO posmaku. Mleko sojowe potrafię wypić, soję mogę zjeść, ale TEN smak mnie dobija. Nie oswoiłam go jeszcze, ani on mnie.
czwartek, 20 maja 2010
Postanowiłam sobie upiec sernikobrownie. Pierwszy raz z tym ciastem był niezmiernie obiecujący. Ilość cukru w oryginalnym przyprawiała mnie o mdłości, po odsładzaniu nadal było zbyt słodkie, więc odsłodziłam je o wiele bardziej radykalnie. I to było to! Uzależniająca czekoladowo-nabiałowa rozkosz. 2 tabliczki gorzkiej czekolady Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Masło ubić z 3 jajkami i zmiksować z czekoladą i mąką. 3/4 masy wyłożyć do blaszki 20x20 cm wyłożonej papierem. Utrzeć ser z cukrem i 2 jajkami. Wylać masę serową na masę czekoladową. I przykryć resztą masy czekoladowej. Piec w temperaturze 170ºC przez 50 minut. Wystudzić w otwartym piekarniku. Absolutnie doskonałe. A ta skorupka na wierzchu jest przewspaniała. Zjedliśmy w jeden dzień i jeszcze biliśmy się z W o ostatni kawałek;)
wtorek, 20 kwietnia 2010
To zupełnie nie pora na borówki, ale na nic sie zdały moje tłumaczenia, że jeszcze będą niesmaczne i w końcu uległam namowom Kurdupelki. Zresztą ja też koniecznie miałam ochotę na coś słodkiego i nabiałowego więc pogodziłam obie zachcianki. 250g serka śmietankowego Serek, śmietanę i dżem ubiłam trzepaczką. Herbatnikami wyłożyłam miseczkę, nałożyłam ser. Powrzucałam borówki i zostawiłam do wieczora w lodówce (za krótko - bo herbatniki nie nasiąkły porządnie). Głoda chwilowo zaspokoiłam wylizywaniem trzepaczki i garnka:P 2 ogromne porcje lub 4 małe.
wtorek, 16 marca 2010
Szukam sposobów utylizacji zielonej herbaty matcha. Zrobiłam już tea-ramisu, ciasteczka a teraz przyszła kolej na zielony sernik. Skompilowałam dwa przepisy: jeden był od Usagi a drugi od Asi i wyszło mi zielone sernikoblondie;) Spód: Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Masło i cukier zmiksować na gładko. Dodawać po kolei jajka. Połączyć z czekoladą. Dodać mąkę. 3/4 masy wyłożyć do tortownicy 18-20 cm wyłożonej papierem. Masa serowa: Utrzeć ser, cukier, jajka dodać matchę i cytrynę. Wylać masę serową na masę czekoladową i przykryć resztą masy białoczekoladowej. Piekłam w temperaturze 170ºC przez 40 minut. Do trzech razy sztuka: tea-ramisu, ciasteczka i sernik. Dałam trzy szanse zielonej herbacie matcha i myślę, że już dosyć. Zielony sernik mi wcale nie smakował. Wcale a wcale! Blondaskowa część była pyszna, ale ten ochydny posmak matchy wszystko mi psuł. Co prawda W zjadł ze smakiem, ale oboje dostaliśmy później straszliwych boleści. Zaniosłam sernik do pracy krojąc go w cieniusieńke plasterki, żeby nikomu nie zaszkodziła większa ilość. Ciekawskich amatorów nowinek cukierniczych znalazło się mnóstwo, ale nikt nie był zachwycony. Teraz muszę przynieść jakieś inne ciasto, żeby nie myśleli, że nie umiem piec:/ Kontynuowanie znajomości z panią Matchą uważam za niepożądane. Czy jest ktoś chętny na pół opakowania ochydnej matchy? Kto pierwszy zgłosi się na maila, temu bezpłatnie wyślę;)
niedziela, 21 lutego 2010
Bez okazji okazja dla bez i czekolady.
Na spód: pokruszone herbatniki czekoladowe Środek: 500 ml śmietany kremówki Góra i boki: Czekoladę białą i czarną rozpuściłam na osobnych kąpielach parowych. Serek utarłam z cukrem, wanilią i połaczyłam z wystudzoną gorzką czekoladą. Śmietanę ubiłam i połączyłam białą czekoladą oraz z rozpuszczoną żelatyną. Boki tortowniczki wyłożyłam bezami a dno pokruszonymi herbatnikami z dodatkiem płatków migdałowych. Na herbatniki wylałam serek i przykryłam musem z bitej śmietany. Po wierzchu posypałam migdałami. Porządnie schłodziłam.
Rozwiązanie ułożenia bezowych boków zastosowane przy pomarańczowym serniczku jednak było lepsze. Tutaj bezy się trochę ukruszyły, a poza tym rozpuściły w kontakcie z serem. Ale serniczek był boski. Pierwszy kęs mnie rozczarował. Była gigantyczna przepaść między delikatną słodką górą a gorzko-kwaśnym dołem. Ale każdy kolejny kęs wkładany do ust wprawiał mnie w coraz większą czekoladową euforię. Nie mogłam się powstrzymać i co chwilę biegałam do lodówki po kolejny kawałek:) I chyba na przyszłość zrezygnowałabym z migdałów na wierzchu na rzecz wiórków czekoladowych. A propos bez i powstrzymywania się, to opowiem, jak moja Córcia pierwszy raz jadła bezy. Z duszą na ramieniu (obsypie czy nie obsypie?) dałam jej połówkę takiej podłużnej bezy. Mała zjadła w oka mgnieniu. Dałam dwie kolejne połówki - zachwyt sięgający zenitu. Nic się nie stało: ani pół krosteczki, ani kawałeczka owrzodzenia. Następnego dnia dałam jej 6 połówek bez i powiedziałam, żeby 3 zjadła sobie teraz a resztę zostawiła na deser. Może Was to zdziwi, jak można od dziecka wymagać czegoś takiego, ale u mojej Córci zawsze działało. Ma pewność, że deser nie zniknie (przynajmniej odkąd mieszkamy bez babci...), a na ogół dobrze wymierzam porcję słodkości na jej siły, więc nie ma problemu. W każdym razie po chwili wracam do pokoju a tu wszystko zniknęło! A Córcia mi mówi z anielskim zachwytem na małej buzince: -Ach! Mamusiu! Nie mogłam się powstrzymać! Później ją dorwałam, jak sobie przystawiła taboret, wspięła sie na kuchenny blat i podskakiwała (na blacie!), żeby dosięgnąć do reszty opakowania, które zapobiegawczo schowałam na górze wiszącej szafki. Zupełnie ją te bezy ogłupiły!
piątek, 19 lutego 2010
Zabrałam się za pieczenie sernikobrownie. Ale po pierwsze odsłodziłam go, po drugie zapomniałam kupić mąkę i jedyna jaką miałam była to żytnia razowa. A po trzecie miałam za dużą blachę. Ale było pyszne! Tylko jak dla mnie wciąż za słodkie.
200 g gorzkiej czekolady (jedna Krakowska, druga 85%) Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Masło i brązowy cukier zmiksować na gładko. Następnie dodać po kolei 3 jajka. Połączyć z czekoladą. W drugiej misce utrzeć ser, cukier puder, 2 jajka. Wylać masę serową na masę czekoladową. I przykryć resztą masy czekoladowej, co okazało sie nie możliwe, bo masa serowa pływała. Wobec czego rozprowadziłam w niej resztę masy czekoladowej jak pływające wyspy. Piekłam w temperaturze 170ºC przez 50 minut. Trzeba studzić w otwartym piekarniku. Pyszne ciasto! Niesamowicie dobre, tylko w dalszym ciągu za słodkie. Mnie by wystarczyło chyba tylko pół szkalnki cukru w czekoladzie i już jego brak w serze, ale to było tylko moje zdanie, bo wszyscy goście się zachwycali, że w sam raz. A dzięki temu, że było zbyt płaskie, było łatwiej podzielne;)
sobota, 06 lutego 2010
Tiramisu znaczy mniej więcej "zabierz mnie wysoko". Zamiast klasycznego likieru migdałowego Amaretto użyłam likieru śmietankowego Baileys. I zgodnie już z kompletnym pomieszaniem języków wyszło mi Bailamisu czyli hiszpańsko-włoskie niezmiernie zadęte: unieś mnie w tańcu aż do nieba... Chyba dość romantycznie, co nie?
250 g serka śmietankowego typu Mascarpone (lub nawet serka homo) Żółtka ubić z połową cukru, postawić na misce z wrzątkiem i ubijać, aż do uzyskania gęstego białego kremu. Połączyć z serkiem. Ubić śmietanę z resztą cukru i połączyć z serem. Mały szczegół techniczny: ponieważ nie miałam odpowiedniej foremki, pomogłam sobie folią aluminiową i ciężkimi kartonami. Wyszła mi prowizoryczna foremka mieszcząca 4 biszkopty wzdłuż i wszerz.
Myślałam, że starczy nam na dwa razy, ale deser okazał się tak pyszny, że dzielenie go na 4 kawałki okazało się czystym barbarzyństwem:) To było najlepsze tiramisu jakie jadłam!
wtorek, 26 stycznia 2010
Tèramisu vel tearamisu (jeżeli z nazwy również zrobimy fusion:)) czyli herbaciane tiramisu. Kiedy zobaczyłam ten deser, wiedziałam, że zrobienie go będzie nieuniknione;) Zieloną sproszkowaną herbatę Matcha kupiłam jeszcze w listopadzie przy okazji innych zakupów. Jednak z przykrością muszę stwierdzić, że o ile zieloną herbatę piję niemal codziennie, to nie jestem entuzjastką matchy. Wg mnie smakuje jak kiepska trawa:/ To samo powiedział W i kategorycznie odmówił jej spożywania w postaci deseru. Stąd dwie wersje tea-ramisu: ZIELONA i CZARNA.
Składniki na 2 duże porcje: 100 g serka mascarpone (też go nie lubię, wolę podróbki, albo serek homo) Zaparzyć herbaty: czarną - wrzątkiem, zieloną - wodą o temp. ok. 60°C. Posłodzić i doprawić.
Mążuś swoją porcję zjadł ze smakiem, a ja swoją ledwie przełknęłam. Co ja teraz zrobię z całą paczką herbaty, która mi nie smakuje?
niedziela, 29 listopada 2009
Nie wiem, jak zrobić granatowy sernik, ale zrobiłam pomarańczowy z granatem;)
Na spód: położyłam okrągłe biszkopty. Wnętrze: 500 ml śmietany kremówki Góra i boki: Żółtka ubiłam z cukrem, połaczyłam z serkiem, zmiksowaną pomarańczą i likierem. Żelatynę rozpuściłam w mleku i połączyłam z serem. Śmietanę ubiłam i 1/3 dodałam do masy serowo-pomarańczowej. Na biszkopty wylałam masę i odstawiłam do stężenia. Kiedy zastygła, przykryłam resztą bitej śmietany i chłodziło się wszystko przez noc. Następnie wyciągnęłam serniczek z formy i obkleiłam dookoła bezami, stabilizując wszystko wstążeczką, a wierzch obsypałam ziarenkami granata. Goście zażarli i nie zostawili nawet kawałeczka:)
czwartek, 10 września 2009
Kiedy zobaczyłam sernik Felluni, wiedziałam, że właśnie tego potrzebuję i wprost muszę wziąć udział w 12 Weekendowej Cukierni. Odeszłam od oryginalnego przepisu Oli, ale chyba nawet mniej niż inni uczestnicy:) Zrobiłam w ilościach na dwie duże porcje (lub 4 maciupeńkie:))
100g białej czekolady Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej. Trzepaczką ubiłam serek, dodałam rozpuszczoną czekoladę i ubitą (ręcznie!) śmietankę. Pudełeczko po margarynie wyłożyłam folią i nałożyłam połowę masy. Przykryłam dżemem borówkowym, dołożyłam resztę sera. Porozkładałam ciasteczka lekko je wciskając i zawinęłam folią.
Następnego dnia wyjęłam z pojemniczka (bez żelatyny nic się nie rozpłynęło, ale brzegi sernika od folii strasznie nierówne były), polałam przecierem malinowym, nałożyłam wiśnie i borówki.
czwartek, 09 lipca 2009
Wierzcie, lub nie wierzcie, ale trzymałam butelkę Amaretto przez 10 lat i jeszcze nie miałam okazji jej otworzyć. Aż naszła mnie ochota na coś pysznego dla dorosłych:)
500 g serka śmietankowego typu Mascarpone Żółtka ubić z cukrem, postawić na misce z wrzątkiem i ubijać, aż do uzyskania gęstego białego kremu. Ubić z serkiem. Niby to sernik na zimno, ale jaki pyszny!
środa, 15 kwietnia 2009
Wymyśliłam sobie sernik: delikatny, puszysty i z fiołkami. Wyszedł prześwietnie! I pasuje do Klubu Kwiatożerców:)
Na spód herbatniki petitki. Wyłożyłam nimi ciasno spód tortownicy. Masa serowa Masło zmiksowałam z cukrami waniliowymi i żółtkiem. Dodawałam pojedynczo serki. Żelatynę rozpuściłam w mleku. Kiedy wystygło zmiksowałam z masą serową. Zatrudniłam W, żeby mi wlewał cieniuteńkim strumieniem przez siteczko:) Białko ubiłam ze szczyptą soli. Śmietanę ubiłam z cukrem pudrem. Delikatnie wmieszałam pianę i śmietanę do sera i wyłożyłam łyżką na herbatniki. Specjalnie ser był bardzo mało posłodzony. W czasie, kiedy się zsiadało w lodówce, przygotowałam mus. Mus czekoladowy Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej, wlałam połowę śmietany i ubiłam. Drugą połowę śmietany ubiłam osobno, po czym połączyłam. Masakrycznie słodkie! Jeżeli jeszcze kiedyś będę robić, użyję tylko jednej tabliczki. Pomiędzy
Na warstwę fiołkową wyłożyłam mus biało-czekoladowy. Tuż przed podaniem udekorowałam suszonymi (krystalizowanymi?) fiołkami. Nie chciałam, żeby przez noc nasiąkły wilgocią w lodówce. Fiołków zdecydowanie było za mało. Myślę, że wg potrzeb gości, to powinnam całą powierzchnię ciasno pokryć kopczykiem fiołków :D Co było do przewidzenia, 3/4 z nich zjadła Córunia:)
Całość była godna poematu, a co najmniej opadu szczęki:) Puszysty, wprost eteryczny, lekko kwaskowaty ser z ziarenkami wanilii, aksamitny mus z białej czekolady a wszystko przetkane aromatyczną nicią fiołków.
Jeżeli miałabym jeszcze kiedyś robić fiołkowy tort, to zmodyfikowałabym przepis i zamiast musu z białej czekolady (który był zdecydowanie za słodki) i konfitur, ubiłabym bezpośrednio śmietanę z fiołkową galaretką. Koniecznie własnego wyrobu, z całymi płatkami, żeby fajnie wyglądało:) Ale licho nie śpi, bo zostało mi jeszcze ponad pół słoika konfitury... Jedyne czego żałuję, to 39 stopniowej gorączki, przez którą nie miałam siły trzymać aparatu, żeby zrobić lepsze zdjęcia:(
piątek, 10 kwietnia 2009
Sernik na zimno inspirowany Cudem nad cudami z truskawkami z "Kuchni pełnej cudów" jest jednym z moich ulubionych. Chociaż z truskawkami robiłam go tylko raz:) Najczęściej robię go z ananasem, brzoskiwniami lub wiśniami. Na podstawie mojego ulubionego sernika zrobiłam mojemu dziecku sernik bez sera, bez krowiny i bez jaj. W zasadzie tylko idea je łączy:) Przygotowałam trzy miniserniczki w filiżankach. Na dno: herbatniki holenderskie (bez mleka, bez jaj) dopasowane do obwodu filiżanki przy pomocy tarki:) Na wierzch: galaretka i brzoskwinie Zaś środek: mleko kozie z cukrem waniliowym na żelatynie (można też użyć bezbarwnej galaretki tzw. diamentowej z Wodzisławia:)), kiedy zacznie zastygać, zmiksować na najwyższych obrotach, żeby powstała pianka. Połączyć z jogurtem sojowym. Wyłożyć na herbatniki, wstawić do lodówki. Nałożyć owoce, a kiedy się zsiądzie przykryć galaretką i odstawić do lodówki. Wesołych Świąt dla małych alergików:) |