|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: kruche
środa, 20 lipca 2011
Wakacyjne gospodarowanie czasu w chłodniejsze dni:) Upiec z dzieckiem kruche ciasteczka, a potem pomalować lukrami z tubki to miła zabawa.
2 szklanki mąki Zagnieść, rozwałkować, wycinać i piec 10 minut w temperaturze 190ºC. A po wystudzeniu pomalować. A lukry w tubkach zawierają naturalne barwniki;) Póki tubki były pełne, Córcia sobie radziła, potem już było gorzej. "Mama, a pomaluj takie jak na opakowaniu!" Poznałyście, które to? :)
czwartek, 12 maja 2011
Ostatni zapodziany wpis ze Świąt. Planowałam piec ciasteczka z płatków zbożowych, jednak już nie miałam weny do mielenia zbóż. No ale obietnica to obietnica! Obiecałam Córci ciasteczka, więc ugniotłam trochę mąki, ćwiartkę margaryny, trochę oliwy, ekstrakt waniliowy, trochę cukru pudru i Córcia sobie powałkowała i powycinała jedną blachę Wielkanocnych ciasteczek, które później zaniosła do święcenia.
Słowo, że to już był ostatni wpis świąteczny:)
piątek, 29 kwietnia 2011
A przynajmniej z czymś, co wg mnie miało przypominać baranka, ale przez moje słodkie Drożdżóweczki nie zostało przyjęte z entuzjazmem;) Ale jak na wyskrobka było bardzo smaczne:)
Ciasto ulepiłam z resztek po mazurku morelowym z fiołkami, a na wierzchu posmarowałam po prostu konfiturą wiśniową. Baranek powstał z płatków migdałowych z dodatkiem uśmieszku suszonej moreli i rogów z suszonej śliwki. I już:)
czwartek, 28 kwietnia 2011
Nawet podczas Wielkanocy nie mogłam zdzierżyć bez jedzenia kwiatków;) Mazurek był tak pyszny, że miałam obawy, czy dotrwa do Niedzielnego świątecznego śniadania.
Kruche ciasto: 1/4 kostki margaryny Wszystko szybko zagnieść na gładkie ciasto. Jeżeli ciasto się nie klei, dodać odrobinkę oliwy, jeżeli się ciągle lepi - podsypać mąką. Rozwałkować cienko na blaszce, brzegi podnieść nakładając dodatkowe paseczki ciasta. Piec w 200°C przez 10 minut. Nadzienie morelowe: 200 g suszonych moreli Morele zalać sokiem i zostawić na noc. Następnego dnia odcedzić napuchnięte owoce i zmiksować je na gładką papkę. Jeżeli ktoś potrzebuje, to dosłodzić. Rozsmarować na wystudzonym cieście. Wykończenie: płatki migdałowe Udekorować mazurka. Ciasta nie przykrywać, żeby nie zwilgotniało, a podeschło.
P.S. Głosujcie na mnie w konkursie Pozytwnej Kuchni! Prooooszę:)
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Bardzo Wam serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia! I ogromnie przeraszam, że w tym roku Was nie odwiedziłam ze swoimi życzeniami. Doba jakoś dziwnie mi się ostatnio skurczyła... :) Nasza Wielkanoc była prawie bez jajek, bo były jajka na twardo;) Może moje menu na Wielkanoc dla alergików przyda się komuś za rok :)
Była baba drożdżowa z żurawiną i limonką, mazurek migdałowo-morelowy z kandyzowanymi fiołkami, mazurek wiśniowo-migdałowy z barankiem, ciasteczka waniliowe, no i jeszcze kurczak czyli ciasto drobiowe na Wielkanoc;) Tylko nie wiem, kiedy ja to wszystko opublikuję?...
piątek, 25 marca 2011
Już prawie lato;) Nie wiem, czy wytrzymam do kwietnia. Niecierpliwie przebieram nogami do rozpoczęcia sezonu kwiatowego, co w moim przypadku przypomina raczej żółwia lub żuczka wywróconego pancerzem do dołu :P Tymczasem róże, kwiaty ponadczasowe. Tarta owocowa z sosem różanym Ciasto: ok. pół kostki margaryny Zagnieść szybko nieklejące ciasto. Wyłożyć dno formy do tart. Piec ok. 15 minut w 200 stopniach. Ostudzić. Nadzienie: kisiel cytrynowy Na zimne ciasto wylać wystudzony kisiel. Nałożyć nań pokrojone owoce. Glazura: Owoce pokryć cienką warstwą galaretki cytrynowej. Sos: kubeczek jogurtu naturalnego Składniki sosu pomieszać i porządnie schłodzić. Posypać okruszkami kandyzowanych róż. Podawać osobno.
piątek, 18 marca 2011
Nie, z zielonym lukrem! Tzn z pomarańczowym, ale zielonym :P Powodzenie ciasteczek urodzinowych nakłoniło mnie do upieczenia ponownie bardzo podobnych. Nie żebym miała coś przeciwko pszenicy, ale po co się ograniczać? Jest tyle ciekawych ziaren, z których też można piec:) Kruche ciasteczka wielozbożowe (bez pszenicy) na oleju 3/4 szklanki mąki gryczanej
1/2 szklanki zmielonej kaszy jaglanej 1/2 szklanki płatków owsianych zmielonych w blenderze 1/2 szklanki zmielonych płatków jęczmiennych pół szklanki oleju 1 łyżka mleka koziego 2 łyżki cukru pudru (O kurka! Zapomniałam;)) trochę skórki pomarańczowej ziarenka wanilii Ze składników zagnieść ciasto. Jeżeli ciasto się nie klei, dodać odrobinkę oliwy, jeżeli się ciągle lepi - podsypać mąką (gryczaną). Wałkować dosyć grubo i wycinać ciasteczka dużą foremką. Piec 15 minut w temperaturze 180ºC. Niestety ciasteczka nie smakowały Córci, z prostego powodu, zapomniałam dodać cukru, a aż takim dziwakiem nie jest, żeby jeść ciastka w ogóle niesłodzone. W związku z tym z soku pomarańczowego i cukru pudru ukręciłam lukier. Z lukrem okazały się nie tylko jadalne, ale wprost przepyszne. Żeby było ciekawiej do lukru dodałam zielonego chlorofilu, a Córcia potem każdemu wmawiała, że to lukier z zielonego groszku:P Wciąż ma jeszcze żywe w pamięci ciasteczka z zielonego groszku i nie dała sobie wybić tego z głowy;)
poniedziałek, 07 lutego 2011
Przepis na ciasteczka z zielonego groszku, które łaziły za mną od dawna, znalazłam na kilku zagranicznych stronach (np.: tu i tu i tu), dopiero z których dowiedziałam się, że są one pieczone właśnie na Chiński Nowy Rok. Zaś 3 lutego rozpoczął się Rok Królika (a zakończył Tygrysa).
Przepis na kruche ciasteczka z zielonego groszku wygląda tak: 250 g mąki Ponieważ nie posiadam suszonego zielonego groszku, zmieliłam w blenderze świeży, a właściwie świeżo-rozmrożony;) I w efekcie użyłam: Dalej już poszło łatwo. Trzeba zmieszać mąkę z groszkiem, dodać cukier. Po czym zagnieść na gładką masę z olejem. I jak zwykle, jeżeli za suche - dolać oleju, jeżeli za miękkie - dodać mąki. Z ciasta rolować kulki, a w każdej zrobić wgłębienie. Niestety nie doszłam do tego, czy bardziej ortodoksyjnie chińskie są ciasteczka z dołeczkami czy kółeczkami;) Moje ciasteczka miały około 3 cm średnicy i wyszła mi jedna duża blacha. Ciasteczka można polakierować rozbełtanym jajkiem lub żółtkiem dla połysku, ale ominęłam ten etap. Piec w 170ºC przez 20-25 minut. Na początku ciastka są bardzo twarde i kruche, następnego dnia były o wiele miększe, ale i bardziej kluchowate.
Te śliczne zielone ciasteczka, których kolor jest całkowicie naturalny, są bardzo smaczne. Wyraźnie czuć w nich słodycz zielonego groszku. Córcia się nimi opychała, gdy nagle przyszedł moment zawahania: "Przecież ja teraz nie lubię groszku...", ale po chwili ciasteczka wcinała dalej:) Natomiast W w ogóle nie powiedziałam z czego są zrobione, bo by mu przestały smakować;)
Chiński Nowy Rok niewiele mnie interesuje, choć jako kobieta uważam, że kalendarz księżycowy jest o wiele lepszy niż słoneczny. Jednak dla mnie to też jest Nowy Rok, Nasz Nowy Rok. Co prawda miałam nadzieję, że po bagnie i piekle ostatnich dwóch miesięcy inaczej go zaczniemy... Jednak nadal pozostaję pełna nadziei, że ten rok będzie dobry. To będzie mój rok. Rok Pinkkejka:)
środa, 01 grudnia 2010
Dzięki przypomnieniu pewnego dobrego duszka (ściskam Beo;)) przygotowałam za wczasu ciasto na pierniczki. Użyłam przepisu wymyślonego w zeszłym roku, bo wreszcie się sprawdził. Najlepsze pierniczki to te, które leżakują kilkanaście lub więcej lat. Kto wie, ile poleżą moje?... ok. 500 g mąki Miód podgrzać i wymieszać z cukrem, tłuszczami i przyprawami. Miód znów dałam skrystalizowany i ciemny. Cukier dałam ciemny, ale zmieliłam go wcześniej z przyprawami.
piątek, 29 października 2010
To już ostatni weekend mojego panowania (a raczej panoszenia:)) w Weekendowej Cukierni. Jest mi niezmiernie miło, że tyle z Was zdecydowało się na upieczenie moich propozycji: rogalików marchewkowych i o dziwo nawet czekoladowego ciasta buraczanego. Bardzo Wam dziękuję za przyjęcie mojego zaproszenia! :) Przed nami ostatni weekend października i oprócz tego, że śpimy godzinę dłużej, dla większości z nas będzie to czas raczej pracowity. Może też nadarzyć się okazja do rodzinnych spotkań. A brak czasu i chęć na coś pysznego, to idealna okazja dla rogalików marchewkowych:)
A tak wyglądały moje rogaliki marchewkowe, przepis nieco zmodyfikowałam 200 g marchewki startej na drobnych oczkach (było więcej;)) Wszystkie składniki zagnieść i rozwałkować ciasto podsypując obficie mąką. Wycinać z ciasta trójkąty, smarować je marmoladą, po czym zwijać w rogaliki zaczynając od podstawy trójkąta. Piec 30 minut w 180°C, aż będą chrupiące. Konfitura różana oczywiście mi nieco wypłynęła jak w przypadku rogalików dyniowych:/ Ale, u licha, nigdzie nie mogę dostać płatków tartych z cukrem! Uwielbiam te ciacha i bardzo się cieszę, że i wśród Was znalazły się ich fanki:)
Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś skorzystacie z moich przepisów:)
piątek, 22 października 2010
Sama zaproponowałam Wam pieczenie rogalików marchewkowych, które uwielbiam, a ja tymczasem upiekłam takie same rogaliki tylko z dyni:) W identyczny sposób jak przerobiłam przepis, żeby upiec rogaliki buraczkowe.
Są dokładnie tak samo banalne i szybkie do zrobienia jak marchewkowe. 100 g dyni startej na drobnych oczkach (użyłam takiej dyni z zieloną skórką, która nie ma tak intensywnego "dyniowego" posmaku, jak pomarańczowa dynia) Wszystkie składniki zagnieść i rozwałkować ciasto podsypując mąką. Ciasto miało zdecydowanie miększą konsystencję niż z marchewki. Nie dodawałam w ogóle cukru. Wycinać z ciasta trójkąty, smarować je konfiturą, po czym zwijać w rogaliki zaczynając od podstawy trójkąta. Piec 30 minut w 180°C, aż będą chrupiące. Niestety żałuję, że kupiłam konfiturę a nie przecier z płatków róży (ale nie było) i nadzienie nieco wypłynęło nadmiernie rumieniąc brzegi niektórych rogalików. Wyszły pyszne, aromatyczne i bardzo chrupiące! :) Rogaliki dyniowe to mój wkład w Festiwal Dyni.
niedziela, 10 października 2010
Bardzo się ucieszyłam z akcji Wegetarinki, z kilku powodów. Po pierwsze spodobała mi się forma zaproszenia, po drugie urocza dyńka w nagrodę, a po trzecie tofu szczerzę nienawidzę a lubię mierzyć się z własnymi siłami i słabościami. Tofu nie jadłam od, wstyd się przyznać, przynajmniej 7 lat. Pomimo iż w imię różnorodności staram się do naszej diety włączać produkty, które nie za bardzo lubimy, to tofu omijam zawsze szerokim łukiem. Tym razem kupilam trzy różne opakowania tofu, więc spodziewajcie się w sumie 3 przepisów, jeden już był:) Dziś kruche babeczki z kremem nietwarożkowym jeno tofukowym. Tofuowym? Kurcze, jak to odmienić? na spód: Ze wszystkich składników zagniotłam szybko ciasto, olejem i mąką korygując konsystencję. krem: Kaszę i owsiankę przyrządziłam na mleku na gęsto. Zmiksowałam na gładko z cukrem i tofu. Wyszprycowałam na wystudzone korpusy babeczek i przyozdobiłam dzindzibołkami. Babeczki były całkiem w porządku, ale jak ja nie cierpię tofu!!! Muszę przynać, że nie byłam w stanie przejść TEGO posmaku. Mleko sojowe potrafię wypić, soję mogę zjeść, ale TEN smak mnie dobija. Nie oswoiłam go jeszcze, ani on mnie.
czwartek, 16 września 2010
We wrześniu lawenda ma swój drugi szczyt kwitnienia, słabszy niż ten czerwcowy, ale warto skorzystać i uzupełnić zapasy kuchenne oraz garderobiane przed zimą. Szarlotka z lawendą na kruchym cieście Kruche ciasto: 8-10 jabłek (ja lubię twarde i nie rozpiekające się) Jabłka porządnie umyć, obrać i pokroić w cieniutkie plasterki, po czym skropić sokiem z cytryny. Dodać cynamon, lawendę (0,5-1 łyżeczki w zależności od upodobania i stopnia zaawansowania w jedzeniu lawendy) i skórkę z cytryny, ewentulanie odrobinę cukru, jeżeli jabłka są bardzo kwaśne. Zagnieść ciasto, 2/3 wyłożyć na spód i boki tortownicy (u mnie 18 cm). Piec 15 minut w 190°C. Wyłożyć nań przygotowane jabłka. Na wierzchu ułożyć krateczkę z utoczonych z reszty ciasta wałeczków. Piec w 180°C, aż się upiecze (40 minut do godziny w zależności od wysokości warstwy jabłek). Zwróćcie uwagę, jak jest różnica między moją lawendą a lawendą kupioną w Herbapolu:)
piątek, 03 września 2010
Odgrażałam się, że w tym roku zrobię lody z buraków, ale pogoda zapomniała już całkiem o lecie, więc o lodach też można. Natomiast ciasteczka buraczane kusiły mnie od bardzo dawna. A że buraki mam ciągle w głowie, to wreszcie się na nie zdecydowałam. Wyszło inaczej niż planowałam, jak zwykle;) Po pierwsze połączyłam marchew i buraki, a nie robiłam ciastek czysto buraczanych. Ciasto zrobiłam na bazie moich ukochanych rogalików marchewkowych. Chciałam z niego po prostu wycinać ciasteczka, jednak utarłam buraka na zbyt długie wiórka i po prostu foremki nie dawały rady. Upiekłam tylko kilka, z których później musiałam otrzeć przypalone sterczące wiórka. Pociąłam ciasto nożem na trójkąty i zwinęłam w rożki. Proporcje robiłam na oko, więc się nimi nie przejmujcie;) ok 250 g tartych buraków i marchewki Zagnieść, rozwałkować podsypując mąką, nałożyć marmoladę, zwinąć i piec 30 minut w 190°C. Wyszły bardzo chrupiące i całkiem smaczne. Nie jestem pewna, czy to zasługa buraków, czy przypadku;) Zdecydowanie wolę jednak marchewkowe. Tylko ten kolor! Oszałamiający róż - przynajmniej na surowo:)
czwartek, 29 lipca 2010
Zobaczyłam odwróconą tartę brzoskwiniową w zapowiedziach programowych BBC i mnie aż skręcało z zazdrości. Zapragnęłam takowej i korzystając z chłodnych dni zrobiłam po swojemu z dodatkiem osobiście suszonej ekologicznej lawendy. Nie pamiętam już kiedy ostatnio jadłam coś tak niesamowicie słodkiego, ale było to również potwornie pyszne.
Na ciasto: Zagniotłam ciasto, rozwałkowałam (jak zwykle przy pomocy butelki oliwy:)) i schowałam do lodówki. Nadzienie: Brzoskwinie przekroiłam na pół i wyciągnęłam pestki. Cukier, oliwę i miód stopiłam na patelni na karmel, dodałam skórkę pomarańczową, lawendę i włożyłam brzoskwinie. Zastanawiałam się, czy ściągać skórę i pomimo iz utrudniała później krojenie ciasta, to nie żałuję, że się jej nie pozbyłam, ponieważ jedzenia nie utrudniała a dodała karmelowi cudowny różowy kolor. Smażyłam owoce powolutku przewracając delikatnie jakieś pół godziny. Odstawiłam na chwilę (żeby zjeść obiad), wyłowiłam pomarańczę i lawendę, po czym przełożyłam brzoskwinie do formy (bo moja duża patelnia nie mieści się w piekarniku, a mała ma plastikową rączkę), polałam karmelem i przykryłam ciastem. Piekłam w 175ºC przez 30 minut. Gorącą Tarte Tatin należy odwrócić do góry dnem, co przy użyciu formy do tarty jest trudne i jakoś tak 3/4 karmelu się mi wylało, na szczęście przezornie robiłam to nad zlewem;) Posypałam szczyptą kwiatów lawendy.
Jedliśmy tartę gorącą, ciepłą i zimną. Każda była pyszna! W sumie to cieszę się, że większość karmelu się wylała, bo i tak była okropecznie słodka. Nie wiecie, czy nie da się zrobić karmleu bez cukru? :D Wspaniałe ciasto, już kombinuję nad innymi owocami;) I może innymi kwiatami?... Na razie jest brzoskwiniowo i kwiatowo.
środa, 07 lipca 2010
Oj, nieładnie. Tak bardzo chciałam wziąć udział w czerwcowej Weekendowej Cukierni, bo jeśli zaprasza Poleczka, to trzeba przyjąć zaproszenie:) Chociaż w lecie rzadko kiedy piekę, bo obfitość owoców starcza za wszelkie desery, to dodatek świeżych owoców do tarty też wyglądał kusząco. Jednak dla Poleczki musiałam się zmobilizować. Przynajmniej taki miałam plan. A tymczasem ja się dramatycznie spóźniłam i jeszcze rządzę się po swojemu, bo ciasto było dla wszystkich, dla jedzącej inaczej mojej małej alergiczki też. Na kruchy spód wzięłam: ok 170 g mąki pszennej W środku zrobiłam masę a'la makaronikową (bo Córcia białka może a żółtek nadal nie) 150 g cukru Nie wiem, czy Gospodyni WC mnie nie wyrzuci na zbity pysiak, bo takie jej prawo, ale banerek i tak sobię wkleję;) Jedyne, co mnie pociesza to to, że Polka nie opublikowała jeszcze podsumowania, więc nie tylko ja się tutaj ślimarczę:P
sobota, 03 kwietnia 2010
Wesołych Świąt Wielkanocnych Dziewczyny! Przepraszam, że nie zaglądam, nie życzę, dziękuję za maile, tak jakoś pędzę w te święta, że aż strach! Mój mazurek też na szybkiego;) Ciasto kruche (na oko) pół kostki margaryny, 1 (albo więcej) szklanka mąki, łyżka oliwy, przepiórcze jajeczko, cukier z wanilią, skórka z pomarańczy, łyżka oliwy. A na wierzch dałam bardzo ekskluzywną niskosłodzoną marmoladę truskawkową (kupiłam ze względu na słoiczek:)), bo nie miałam siły wymyślać niczego innego. I bakalie w naszym ulubionym motywie.
Ściskam mocno i życzę spokojnych, zdrowych i smakowitych Świąt.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
To dziwaczne ciasto zrobiłam na Dzień Babci. Oryginalny przepis pochodzi z "Kuchni" nr 9 z 1995, w którym ziemniaki były przebojem sezonu. Jeżeli ktoś posiada ten numer, to ja bardzo proszę o tekst źródłowy, bo mnie przepadł, a to co zrobiłam, zdziałałam na oko i z pamięci, a memoria fragilis est, szczególnie moja memoria.
Oryginalnie ciasto było z nadzieniem z suszonych śliwek moczonych w alkoholu. I wydaje mi się to lepszym zestawieniem z ziemniakami niż wiśnie. W końcu knedle robi się raczej ze śliwkami;) ok. 200 g ugotowanych ziemniaków Ziemniaki dobrze rozgnieść lub zmielić. Zarobić ciasto. Miesiąc temu nie dodałabym jajeczka;) Rozwałkować na spód i brzegi blachy 2/3 ciasta. Podpiec górną grzałką przez 10 minut w 180°C.
Mnie nie specjalnie smakowało, choć nie było złe. Ale babcia i W byli bardzo zadowoleni. I o ile ja wyjadałam wiśnie, to moja Kurdupelka wyjadała ciasto, czyli nie było niesmaczne;) Wydaje mi się, że ze śliwkami jednak byłoby lepsze. Oczywiście wszystko będzie zależało od gatunku i smaków użytych ziemniaków.
wtorek, 12 stycznia 2010
Na składkowe przyjęcie Ciocia przyniosła szarlotkę. Niestety szarlotka była mu-mu, więc Córcia zażadała takiej samej jak ta z mu-mu, tylko bez mu-mu. W dodatku prosiła, żeby ją zrobić ze WSZYSTKICH jabłek;) Wszystkie jakie miałam, to było 8 sztuk z trzech gatunków (same słodkie i twarde). Właściwie to było ich 9, ale jedno w trakcie przygotowywań przepadło w małym brzuszku.
Kruche ciasto: 8 jabłek Jabłka porządnie umyć, grubo obrać (my zjadamy większość skórek, szkoda tracić tyle flawonoidów;)) i pokroić w cieniutkie plasterki (ja akurat takie lubię bardziej niż starte), skropić sokiem z cytryny. Obficie obsypać cynamonem (praca dla Córci:)) Zagnieść ciasto, 2/3 wyłożyć spód i boki tortownicy (18 cm - pod spód dałam papier do pieczenia). Podpiec 10 minut w 180°C. Wysypać na spód warstwę bułki tartej, która wchłonie sok jabłkowy. Wyłożyć jabłka. Na wierzch zetrzeć resztę ciasta lub ułożyć krateczkę z utoczonych wałeczków. Kratka ładniej wygląda, ale niefortunnie się kruszy:/ Piec w 180°C, aż się upiecze (40 minut do godziny w zależności od wysokości warstwy jabłek).
Córcia byla usatysfakcjonowana, a Tatuś pożarnął połowę na raz;)
niedziela, 29 listopada 2009
Jakiś czas temu w Weekendowej Cukierni zagościły cytrynowe kwadraty. Nie był to dla mnie zbyt fortunny okres, ale przepis przebił się do mojej świadomości. Zmodyfikowałam go "nieco" :) Kwadraty cytrynowe z pianką
Kruchy spód: ja zrobiłam półtorej porcji samego ciasta, żeby wystarczyło na dużą blachę Kwadraty cytrynowe z kandyzowaną limonką
Plastry cytryny i limonki smażyłam w gęstym syropie cukrowym. 1/3 ciasta (oddzieloną małą przerwą od reszty) przykryłam kandyzowanymi limonkami i cytrynami, zalałam odrobiną syropu i piekłam razem z resztą. A niech to ściśnie, lampa mi padła i zdjęcie po ciemku mi nie wyszło. Ciasta z pianką został jeden kawałek do rana i mogłam zrobić zdjęcie, a wersji kandyzowanej bez jajecznej już nie udało mi się uwiecznić w świetle:/ Nie wiem, co ja zrobię bez lampy? |