Czyli jak upiec ciasto bez jajek i bez mleka krowiego, przypadkowo wegańskie. Choć to powoli historia... Ponadto moje jadalne kwiaty.
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Różowy tydzień-baner Afrodyzjaki Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi DzienMamy3_120x600 Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wpisy z tagiem: jajka

sobota, 19 maja 2012

Ostatnio W poprosił mnie o upieczenie muffinek na imieniny, z jajkami, masłem itd... Ale w międzyczasie się pokłóciliśmy, więc nic dziwnego, że babeczki się mi kompletnie nie udały. (Tak szczerze mówiąc to zapomniałam dodać sody:P Ale to nasuwa mi przemyślenie, że skoro jajka nie wystarczą do upieczenia pulchnych muffinków, to już lepiej piec bez nich;) Oszczędność cholesterolu i energii, bo bezjajeczne krócej się pieką:)) Postanowiłam przerobić te nieudane muffinki na gnieciuchy czyli bajaderki vel ziemniaczki, a skoro w między czasie się pogodziliśmy to i nie dziwota, że wyszły wspaniale;)

O bajaderkach miałam tylko mętne przekonanie, że to rodzaj utylizacji zapleśniałych resztek w cukierniach:/ Wiedziałam, że powinno się do nich dodać dżem i masło. Zrobiłam więc szybką przebieżkę po blogach i dowiedziałam się jeszcze o bakaliach, alkoholu i mleku. No dobra, pozbierałam co miałam w lodówce i zrobiłam pierwsze w życiu ziemniaczki.

bajaderki, ziemniaczki, gnieciuchy

Gnieciuchy, bajaderki, ziemniaczki czy jak je tam?...

porcja czekoladowych muffinek (czyli około 750 g)
pół szklanki mleka
pół kostki masła
pół słoika konfitury z czarnych borówek
1/3 szklanki whisky
3 łyżki kakao
2 łyżki cukru pudru
pół szklanki suszonej żurawiny
2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
wiórki kokosowe i orzechy do obtaczania

Muffinki rozgnieść widelcem. Zagrzać mleko z masłem do jego rozpuszczenia. Wymieszać z muffinkowymi okruszkami, konfiturą, cukrem, bakaliami i whisky. Zagnieść na jednolitą masę. Formować kuli z porcji nabranej łyżeczką i obtoczyć w orzechach lub wiórkach kokosowych. Wstawić do lodówki do stężenia. Wyszło mi 30 sztuk.

bajaderki, ziemniaczki, gnieciuchy

Choć jest to wyrób na mleku i jajkach, jest w sumie łatwy do przerobienia dla alergików. Trzeba tylko zastąpić mleko krowie - kozim lub owsianym, a masło - margaryną lub masłem kokosowym. W wersji dla dzieci oczywiście alkohol trzeba by zastąpić mlekiem. No i trzeba by mieć porcję nieudanych muffinek bezjajecznych, co jest raczej nie możliwe, bo jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie wyszły :D

Dodaję do Finger Food. 

P.S. A chrupiące paczuszki trafią do pań:
Nataleczki, NaDa, Berrypunch

Wybrałam jedyną słuszna metodą, tzn karteczkami z wypisanymi imionami losowanymi przez niepiśmienne dziecię. Ponieważ miałam wybrać jedną, która mi się najbardziej podobała, oczywiście nie umiałam się zdecydować. Więc spośród 4 komentarzy, które mi się najbardziej podobały wylosowałyśmy 1, a pozostałe 3 trafiły z powrotem do puli. Poproszę o przesłanie adresów do wysyłki na maila: pinkcake()gazeta.pl Będę czekać tydzień, jeżeli ktoś się nie zgłosi, to wylosuję następną osobę.

sobota, 28 kwietnia 2012

Szykujecie się pewnie na długi weekend, a właściwie na długi week majowy. Rozglądajcie się bacznie, bo wszędzie można znaleźć pyszne kwiatuszki;)

omlet stokrotkowy, omlet ze stokrotkami, daisies omelette

Stokrotkowy omlet

2-3 jajka (lub 8 przepiórczych;))
pół dużego pomidora lub 3-4 pomidorki koktajlowe
garść stokrotek i ich listków
młoda cebulka
masło lub oliwa, sól, pieprz

Na patelni rozgrzać masło (lub oliwę) i poddusić na nim stokrotkowe listki i posiekaną cebulkę. Jajka roztrzepać w miseczce z solą i pieprzem. Wylać masę jajeczną na patelnię, dorzucić pokrojone pomidory i stokrotki. Smażyć na małym ogniu, aż jajka się zetną.

stokrotki, bellis perenis 

Takie śliczne, że szkoda ich nie zjeść;) A przy okazji bardzo proszę: oddajcie swój głos :)

Udanej majówki!

Klub Kwiatożerców 2012, jadalne kwiaty 2012, jemy kwiaty  , 

sobota, 14 kwietnia 2012

Muszę przyznać, że listki fiołka smakują wybornie. Przypominają mi nieco roszponkę, choć są mniej orzechowe, a bardziej słodkie i dużo delikatniejsze. Smakują mi też o niebo bardziej niż liście stokrotek, a szpinak to ma się do nich jak drezyna do ferrari. W dodatku są niezmiernie zasobne w witaminę C. Jako napar hebaciany, liście fiołka są mdłe, jednak na surowo są bardzo apetyczne.

sałatka z listków fiołka, violas leaves salate, sałatka wiosenna z liści fiołka wonnego, jadalen fiołki, fiołki do jedzenia, edible blossom

Świeżo zebrane młode liście fiołka wonnego trzeba opłukać i osuszyć. Dodać ugotowane na twardo jajko (kurze lub przepiórcze) oraz posiekaną młodą dymkę. Polać oliwą i odrobiną soku z cytryny. Na okrasę dodać nieco kwiatów fiołka, soli morskiej i pieprzu.

Mmmmmmm.... Wyborne śniadanko:)

Dodaję do Zielnika, Jadalnych roślin i Kwiatożerców:

(Zielnik Kuchenny 2012     Klub Kwiatożerców 2012, jadalne kwiaty 2012, jemy kwiaty

niedziela, 25 marca 2012

Podobnie jak Wy, ja też po naszej Zielonej zabawie nabrałam zielonego rozpędu;)
Miała być to klasyczna sałatka duńska, ale jak zwykle wrzucałam wszystko, co mi wpadnie. A krokodyl też wygląda bardziej jak waran;)

Krokodyl z ogórka, Kuchnia Pełna Cudów

Sałata jako łąka, kukurydza jako żwirek, pomidory, papryka i jajka jako kwiatki, kalafior jako zarośla i ogórek jako gadzina z marchewkowym ozorem.

Krokodyl z ogórka, Kuchnia Pełna Cudów, sałatka z krokodylem

Krokodyle bardzo lubię, ich idea pochodzi z Kuchni Pełnej Cudów, są proste do zrobienia. Niestety powtarzam się, ja nie mam takiego zacięcia i wyobraźni jak Kinga, która ma mnóstwo prześwietnych pomysłów jak z jedzenia stworzyć cuda! Zajrzyjcie do niej koniecznie:)

poniedziałek, 19 marca 2012

Podczas gdy Wy świetnie się bawicie w zielone (bardzo mi miło:)), ja cały weekend spędziłam w pracy i padam na pysk. Jednak żeby nie odpaść z powszechnej zieloności wygrzebałam zdjęcie jeszcze z przed przeprowadzki i z czasów przedMamutkowych, pysznej zielonej sałatki obiadowej. A przypominam, że osoby, które nie wyrobią się dziś z dodaniem wpisu, mogą przysłać mi linki do swoich dań na pinkcajkowego maila;)

Sałatka z awokado i orzechami, zielona sałatka z brokułami i awokado

Brokuły, awokado, zielony ogórek strugany wzdłuż, listek sałaty lodowej, orzechy i jajka (teraz użyłabym przepiórczych), trochę oliwy i gotowa pyszna alternatywa dla zupy.

Bardzo dziękuję za Wasz udział w Zielono mi...

A brokuły to subtelne nawiązanie do zbliżającej się...

czwartek, 23 czerwca 2011

Coś dla nie uczulonych na nabiał:)

 sernik z różą, cheese cake with rose jelly

Dekorację z różowych serduszek okalających sernik podpatrzyłam w zeszłym roku u Natalii - genialny pomysł:)

sernik z różą, cheese cake with rose jelly, Sernik na zimno z galaretką różaną

Sernik na zimno z galaretką z płatków róży

Spód:
herbatniki maślane

Masa:
800 g serka
1/2 kostki masła
2 żółtka
4 łyżki cukru pudru z ziarenkami wanilii
1/2 szklanki mleka
1 łyżeczka extraktu waniliowego
3 łyżeczki żelatyny

Galaretka:
2 litry płatków róży
400 ml wody
2 łyżki cukru
2 łyżeczki żelatyny
sok z połowy cytryny

Herbatnikami wyłożyłam ciasno tortownicę. Masło zmiksowałam z połową cukru. Żółtka, które dałam wyłącznie dlatego, że nie miałam co z nimi zrobić, ubiłam na parze z drugą połową curku. Połączyłam masło z żółtkami, wanilią i po trochu dodawałam ser. Żelatynę rozpuściłam w mleku i wystudzoną zmiksowałam z masą serową. Wyłożyłam ser łyżką na herbatniki cieniutką warstwą i wstawiłam do lodówki. Potem dolałam resztę sera.

Z płatków róży pomarszczonej (fałdzistolistnej) powybierałam najładniejsze i schowałam do lodówki, a resztę zalałam gorącą wodą i odstawiłam do wystudzenia. Przecedziłam, dodałam cukier i cytrynę. Żelatynę rozpuściłam w łyżce wody i połączyłam z różami. Wylałam na zastygnięty ser. Następnego dnia wyciągnęłam z tortownicy i obłożyłam płatkami róż.

sernik z różą, cheese cake with rose jelly, Sernik na zimno z galaretką różaną

Tylko dlaczego tak musi zawsze być, że jak sobie coś zaplanuję ekstraśnego, to słońce znika i nie mam światła do zdjęć? Ech...

Klub Kwiatożerców, klub kwiatkojadów, pinkcake.blox.pl, trochę inna cukiernia, jadalne kwiaty, edible flowers .  

wtorek, 17 maja 2011

Chociaż W nie cierpi takich imprez, to nacisk opinii publicznej jest zbyt duży i w końcu musiał urządzić w pracy imieniny. W sumie to połaczone z pępkowym:P A ja za głośno nie marudziłam na konieczność pieczenia mu ciasta, ponieważ nie zamierzam przegapić okazji do upieczenia czegoś z dużą ilością bitej śmietany;) Na codzień nie bardzo sobie mogę na to pozwolić, no bo kto by to zjadł? Poza tym duża blacha też wpada w depresję, że niepotrzebna, odrzucona... Ograniczyłam się więc tylko do cichego burknięcia: "A co to moje imieniny?" i zabrałam się za obmyślanie przepisu, który by wszystkim smakował;)

Ciasto karmelowo-kawowe na imieniny, coffe and caramel chocolate cake

Ciasto karmelowo-kawowe

Ciasto:

3 szklanki mąki
2 szklanki cukru
szczypta soli
5 łyżek kakao
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki oleju
1 jajko i 1 żółtko (co mi zostało z kotletów)
2 łyżeczki octu winnego
2 szklanki mleka

Wszystkie składniki wymieszać łychą, wylać na dużą blachę wyłożoną papierem, piec w 180°C przez ok 40 minut.

Przełożenie:

250 ml śmietany kremówki
masa kajmakowa z puszki

Śmietanę ubić ale nie na całkiem sztywno. Dodać masę karmelową i ubić do połączenia się mas.

Wierzch:

250 ml śmietany kremówki
łyżka cukru pudru z wanilią

Ubić śmietanę z symboliczną ilością cukru, bo pierwsza masa wprost zabija słodkością.

Na ponczowanie użyłam gorzkiej kawy z łyżeczką ektraktu waniliowego. A na wierzch nożem zeskrobałam gorzką czekoladę.

Ciasto karmelowo-kawowe na imieniny

Wyobraźcie sobie, że mój kochany Mąż nie zapomniał przynieść mi malusieńkiego kawałka ciasta, którym wszyscy w pracy się zachwycali, żebym wiedziała, co narobiłam;)

wtorek, 10 maja 2011

Córcia oglądała jakąś dobranockę, w której dzieci piekły ciasto marchewkowe i natychmiast przybiegła, że ona też chce. Jednak okazało się, że marchewki nie starczy na całą dużą blachę, żeby wykorzystać mój wypracowany przepis, a poza tym w domu nie ma mąki. Phi, dla chcącego nic trudnego, marchewki uzbierała się pełna szklanka i miałam zakitraszoną mąkę gryczaną. I tak powstało ciasto. Chyba najlepsze marchewkowe ciasto jakie jadłam;)

Gryczane ciasto marchewkowe bezglutenowe bezmleczne, buckwheat carrot cake, glutenfree carrot cake

Gryczane ciasto marchewkowe

1 szklanka tartej marchewki (na drobnych oczkach, ale nie na miazgę)
1 szklanka mąki gryczanej
1 niepełna szklanka brązowego cukru (w tym waniliowy)
2 jajka
1/2 szklanki oleju
pół łyżeczki proszku do pieczenia BIO
1 łyżeczka cynamonu

Jajka ubić z cukrem, dodać olej. Marchewkę zmieszać z sypkimi i połączyć z jajkami. Wylać na blaszkę 20x20 cm wyłożoną papierem i piec w 180 °C przez 25-30 minut.

Rozchodzący się w czasie pieczenia zapach działał na mnie bez mała tak, jak woń Belli na Edwarda;) Omal nie wgryzłam się w piekarnik! Nic na to nie poradzę - uwielbiam grykę i ubóstwiam marchewkę. Na dodatek to uwielbienie jest dziedziczne, więc z Córcią nie pozwoliłyśmy by ciasto zbyt długo leżało :P Ale co tam, Tatuś też się załapał:)

A kto potrzebuje wegańskie ciasto machewkowe, to zapraszam po przepis tutaj.

sobota, 09 kwietnia 2011

- Kto ty jesteś?
- Jajeczko.
- Jaki znak twój?
- Żółteczko.
- Gdzie ty mieszkasz?
- W skorupce.
- W jakim kraju?
- W kurzej pupce!

Nie mogłam się powstrzymać:)

Z okazji Waniliowego weekendu dam Wam odpocząć od kwiatków;)

Baczny obserwator zauważy, że w Trochę Innej Cukierni przepisy bez jajek przeplatają się z jajecznymi. Już żegnałam się z alergią na jaja, jednak po francowatym szczepieniu na odrę objawy wróciły i długo trwał powrót do tego, co już raz udało się osiągnąć.

Po pierwsze moje dziecko uczulają wyłącznie żółtka. Dlatego też denerwuje mnie gadanie, że przy alergii na jajka, można jeść żółtka, bo uczulają wyłącznie białka. A guzik! U nas jest odwrotnie, więc ja tylko mogę poradzić: sprawdźcie sami.

Tymczasem po okresie całkowitego odstawienia jaj, wysypka uczuleniowa raz była, raz jej nie było i długo mi zajęło rozszyfrowanie przyczyn. Okazało się, że Córcię obsypuje po zjedzeniu żółtek, ale tylko w towarzystwie kotów. No, kota można dostać! Kocia sierść zazwyczaj nie wywołuje u niej żadnych przykrych dolegliwości, jajka już też w zasadzie nie, ale jeśli zjadła jajko i jednocześnie, trochę wcześniej lub trochę później dotykała kota, to skóra jak tarka gwarantowana :/

W zasadzie mogę z dużym prawdopodobieństwem określić, kiedy Córcia będzie się widziała z jakimś kotem. Czemu więc ciągle piekę bez jajek? Ano z przyzwyczajenia:) Ciastom bez jajek niczego nie brakuje, więc sobie przeplatam w zależności od tego, czy akurat w domu są jaja, czy też nie;)

A mleko? Krów dalej nie lubimy...

A dziś chyba już ostatnia zaległa propozycja urodzinowa. Absolutnie przepyszne muffinki!

Muffinki waniliowo-cytrynowe na białkach, vanilla and lemon muffins on egg whites

Babeczki waniliowo-cytrynowe na białkach

1,5 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia BIO
ziarenka z połowy laski wanilii
skórka starta z połowy wyszorowanej cytryny
100 ml oleju
1 białko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżka soku z cytryny
200 ml mleka koziego

Suche składniki zmieszać, dolać płynne, wymieszać. Przelać do papilotek. Piekłam ok. 25 minut w 180°C.

Papilotki samostojące (dzięki Poleczko:)) ustawiłam zbyt blisko siebie i niektóre babeczki rosnąc się połączyły, ale w smaku absolutnie genialne:)

niedziela, 20 marca 2011

Nie za bardzo rozumiem, czemu Zielono mi zniknęło z Durszlaka, ale w każdym razie zabawa nadal trwa i dzisiejsze wpisy prześlijcie mi po prostu na maila. Chyba podobnie jak w zeszłym roku nasze zaklinanie wiosny przynosi rezultaty;)

zielono mi, gotujemy na zielono, zielona kuchnia, pinkcake.blox.pl, trochę inna cukiernia

Mnie się strasznie marzyły wypieki z pandanem, jakie pokazywała np.: Komarka czy Szarlotek, jednakże pandan dostępny w Polsce jest farbowany tartazyną i żółcienią chinolinową - błeee! Skoro się upieram, żeby nie kupować sztucznie farbowanej żywności, to tym badziej nie będę jej farbować sama, więc taki "pandan" dla mnie odpada.

W końcu jednak poszłam po rozum do głowy i się chwilę zastanowiłam (myślenie w końcu nie boli;)). Pandan jest zielony, pandan to roślina, rośliny są zielone dzięki chlorofilowi, a chlorofil to przecież ja mam!

Uznałam, że upiekę muffinki po prostu z dodatkiem chlorofilu, czyli naturalnego zielonego barwnika. Skoro zielenina z pandanu wytrzymuje pieczenie, to i wizolowana zielenina też powinna.

Zielone muffinki bez pandanu, Zielone muffinki z chlorofilem, naturaly green muffins, zielone muffinki

Muffinki wyszły przepyszne (chlorofil nie zmienia smaku), chociaż wszyscy goście i domownicy mieli pewne obawy z sięgnięciem po pierwszą;) W sumie nie zdziwiło mnie pytanie, czy przypadkiem nie zrobiłam ich z brokułów :D

Naturalnie zielone muffinki waniliowe

2 szklanki mąki
1 szklanka cukru w tym cukier z wanilią
szczypta soli morskiej
1 lekko kopiata łyżeczka proszku do pieczenia BIO
pół szklanki oleju
1 łyżeczka octu balsamicznego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 szklanka mleka koziego
1 jajko
1 łyżeczka chlorofilu lub chlorofiliny w proszku lub płynie

Suche składniki zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać. Nałożyć do papilotek, piec ok. 25 minut w 180°C do suchego patyczka.

Przed podaniem namalowałam jeszcze kwiatuszki;)

Zielone muffinki bez pandanu, Zielone muffinki z chlorofilem, naturaly green muffins, zielone muffinki

Jedną zieloną babeczkę oderwałam sobie od ust, żeby zrobić jej zdjęcie w dziennym świetle. I w końcu wyszło słońce! Zmrok i flesh nieco przekłamują kolory, a ta zieleń byla taka śliczna:)

Zielone muffinki bez pandanu, Zielone muffinki z chlorofilem, naturaly green muffins, zielone muffinki

Ach, jak mi zielono! :)

piątek, 18 lutego 2011

W zimie róże nie kwitną. Zimą róże śpią. Ale ich aromat tylko leciutko drzemie zamknięty w słoikach. Wystarczy odkręcić nakrętkę, zamknąć oczy i głęboko westchnąć, by przenieść się w krainę wonnych ogrodów i brzęczenia pszczół...

róże w zimie, zimowe róże, winter roses

 

Potrzebowałam ciasta na skromne spotkanie przy herbacie: prostego lecz ciekawego. Serniko-brownie - vel czekosernik, który przecież dobrze znacie - zrobiłam w mojej odsłodzonej wersji (nieco mniej radykalnej niż wg własnego gustu), lecz wzbogaciłam tym razem smakiem róży. Różana konfitura uatrakcyjniła, i tak doskonały, smak ciasta nadając mu lekko cierpkich akordów, eleganckiego aromatu i kwiatowej słodyczy. Takie moje skromne kwiatowe czary... :)

Sernikobrownie z konfiturą różaną

2 tabliczki gorzkiej czekolady
kostka (200 g) masła
1 kopiata łyżka brązowego cukru Muscovado
mniejsze pół szklanki białego cukru
5 małych jajek
większe pół szklanki mąki
400 g sera w wiaderku bez dodatków
kilka łyżek konfitury różanej

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Masło ubić z 3 jajkami i brązowym cukrem, zmiksować z czekoladą i mąką. 3/4 masy rozsmarować po blaszce 20x20 cm wyłożonej papierem.

Utrzeć ser z cukrem i 2 jajkami. Wylać masę serową na masę czekoladową. Przykryć resztą masy czekoladowej pomiędzy nią nakładając równomiernie porcje konfitury różanej. Piec w temperaturze 170ºC przez 50 minut. Studzić w otwartym piekarniku.

serniko-brownie z różą, serniko-brownie z konfiturą różaną, czekosernik z różą, różane serniko-brownie

Różany sok spod płatków wciekł pomiędzy warstwy sera tworząc pokłady absolutnie nieziemskiej rudy różanej esencji. Słodkie smużki lata w samym sercu lutej zimy.

Krótko mówiąc: NIEBO W GĘBIE!

Różane serniko-brownie to moja propozycja na Czekoladowy Weekend, który darzę ogromnym sentymentem.

I pozdrawiam serdecznie wszystkich Kwiatożerców;) To już naprawdę niedługo!

. Klub Kwiatożerców, klub kwiatkojadów, kwiatki do jedzenia, pinkcake.blox.pl, trochę inna cukiernia, jadalne kwiaty, edible flowers

 

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Makaroniki to podobno hit sezonu;) Ale nie jestem pewna, kto to ustala:P

makaroniki z różą, makaroniki różane, rose petals macarons, macoarons with rosa jam

Poprzednio makaroniki mi nie wyszły. Podobno są strasznie trudne do upieczenia i wdepnęłam sobie sama na ambicję, żeby jednak je upiec tak, jak powinny wyglądać.

I wyszły. Wcale nie są takie uciążliwe do zrobienia, jeżeli tylko doda się wymaganą ilość cukru, czego nie zrobiłam poprzednio. Jeszcze musiałbym popracować nad ich wielkością, bo w większości zrobiłam je zdecydowanie za duże;)

makaroniki, macaroons

ok 100 g białek (3 sztuki)
40 g drobnego cukru
200 g cukru pudru
120 g mielonych migdałów

Białka należy podsuszyć, ja zbierałam pojedyncze białka i zostawiałam je w lodówce w miseczce (najdłużej jedno czekało 4 dni), a potem wyjęłam rano i zostawiłam na stole.

Migdałów nie mieliłam dodatkowo, tylko połączyłam z przesianym cukrem pudrem.

Białka ubiłam na sztywną pianę ze szczyptą soli, dodając pod koniec drobny cukier.

Do piany trzeba wsypać migdały z cukrem pudrem i pomieszać łyżką tylko tyle, żeby się połączyły.

Nakładać krążki masy na blachę wyłożoną papierem. Niepotrzebnie zaczęłam ją maltretować workiem cukierniczym, o wiele lepiej nakładało mi się po prostu szprycą bez założonej końcówki, co polecam.

Przygotowane blachy odstawić na 1 godzinę do obeschnięcia. Piec w piekarniku nagrzanym do 160°C przez 12-15 minut. Odstawić do wystygnięcia i dopiero wtedy ściągać. Można przekładać dowolnymi masami, przecierem z róży, czekoladą, nutellą etc.

Ale wiecie co? Wcale mi te makaroniki nie smakowały, wolałam takie jak wtedy. To po prostu upieczony lukier! Jedzenie tak potwornie słodkich ciastek nie sprawia mi wcale przyjemności. Po jednym miałam dość. Kiedy cukier atakuje układ nerwowy, nie ma czasu na rokoszowanie się smakiem, wydobywaniem subtelnych migdałowych akordów. A skleić te ciasteczka jeszcze czymś słodkim? - to już można paść na miejscu.  Przełożyłam tylko kilka sztuk niskocukrowym przecierem różanym.

Taaa, makaroniki... Równie dobrze mogłabym sobie pochrupać cukier w kostkach, a wg mnie nie o to chodzi.

makaroniki z różą, makaroniki różane, rose petals macaroons, macoaroons with rosa jam

Umiem, wiem jak je zrobić, wyszły, przypuszczalnie nigdy już do nich nie wrócę.

Ale co róża, to róża :D

. .  . Klub Kwiatożerców, klub kwiatkojadów, pinkcake.blox.pl, trochę inna cukiernia, jadalne kwiaty, edible flowers .     

piątek, 14 stycznia 2011

To ciasto już kiedyś piekłam, jednak przepis okazał się źle przetłumaczony albo cóś.

UWAGA! Królowa Elżbieta Matka wyraziła życzenie, aby przepis na jej ulubione ciasto był sprzedawany w celach charytatywnych, absolutnie nie dawany za darmo. Więc jeżeli chcecie korzystać z poniższego przepisu to pamiętajcie o złożeniu datku na jakiś pożyteczny cel:)

Do posiadanego przepisu wprowadziłam zmiany, bo tamto ciasto było za suche, no i nie wyobrażam sobie jedzenia czegoś tak potwornie słodkiego!

Do pieczenia użyłam cudownego nierafinowanego dark muscovado z uprawy ekologicznej fair trade, w który - za żałośnie niską cenę - zaopatrzyłam się podczas Mikołajkowych wyprzedaży. Mam tylko nadzieję, że cukier był fair równiez wobec mnie i wszystko, co zostało na nim napisane, jest prawdą:/ A ponieważ w tym czasie niemal w każdym sklepie napotykałam wyprzedaże, to mam zapas ciemnego cukru na jakieś 8 miesięcy;)

Ulubione ciasto Królowej Matki, ciasto daktylowe, Queens Mother favourite cake

Ulubione ciasto Królowej Matki - daktylowo-orzechowe

227 g daktyli bez pestek
łyżeczka sody oczyszczonej (dałam pół)
filiżanka gorącej wody (250 ml)
1,5 szklanki mąki (ok. 250 g zamiast domniemanych 340 g)
90 g cukru (zamiast 227 g) dark muscovado
85 g miękkiego masła (dałam margarynę nieutwardzaną kokosowo-palmową)
1 jajko (lub 3 przepiórcze)
łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
łyżeczka ekstraktu waniliowego
100 g przebranych i posiekanych orzechów włoskich (dałam 150: 50 do ciasta, 100 do posypania wierzchu)

Na polewę należy wymieszać i zagotować:
5 łyżek brązowego cukru (dałam 3 łyżki muscovado)
2 łyżki masła (margaryny)
2 łyżki śmietany (dałam mleko kozie)
+ ode mnie łyżka whisky

Posiekane daktyle zalać gorąca wodą z sodą. Kiedy się rozmoczą i wystygną - zmiksować wraz z płynem. Zmiksować resztę składników, dodać zmiksowane daktyle i dokładnie połączyć. Wylać na blaszkę 20x20 cm wyłożoną papierem. Piekłam 25 minut (zamiast 40 ale może w keksówce piekłoby się dłużej). Gorące ciasto posypałam orzechami i polałam polewą. Wstawiłam do wystudzenia w uchylonym piekarniku.

To prawda, że ciasto jest najlepsze dopiero następnego dnia. I jest naprawdę pyszne. Mocno mulaste, ale jednak nie potwornie ciężkie, okropnie słodkie ale ma niezaprzeczalny uzależniający urok. Przy czym pilnowałam, żeby dzieci nie dostały brzegów, gdzie ściekło najwięcej polewy;)

poniedziałek, 22 listopada 2010

Czyli lepiej zjeść, niż zostać zjedzonym.

żarłoczny tort, cannibal cake

Ogólny zamysł został podrzucony na GP w okropnym wątku, lecz moje wykonanie jest diametralnie inne, bo minimalistyczne: bez masy cukrowej lub czekolady plastycznej, więc jakość też wyszła niestety minimalistyczna:/

Ciasto czekoladowe - odradzam biszkopt, bo nie udźwignie wykrojenia paszczy - lepiej murzynek lub zwykłe czekoladowe ciasto ucierane.

Przełożenie zrobiłam z konfitury wiśniowej, bo jakoś nikt nie miał ochoty na ciężkie torcisko.

Na wierzchu miała być po prostu polewa z gorzkiej czekolady, ale niestety garnuszek z czekoladą wpadł mi do kąpieli, nad którą miała się roztapiać:/ W związku z tym odlałam wody, ile się dało, dodałam łyżeczkę cukru pudru, sporo ekstraktu waniliowego i oleju, po czym rozkręciłam na coś w rodzaju masy, którą następnie wycisnęłam z końskiej strzykawki formując loczki.

Oczy, zęby, jęzor to marcepan z dodatkiem czerwieni buraczanej lub kakao. Marcepan okazał się strasznie suchy, więc w czasie zagniatania dolałam ciapkę oleju i soku z cytryny.

Do tego jeszcze był las świeczek...

środa, 20 października 2010

Chciałam Wam przypomnieć, iż w październiku to ja gospodarzę Weekendowej Cukierni:)

weekendowa cukiernia październik 2010

Cieszę się bardzo, że już tak wiele osób zdecydowało się na rogaliki marchewkowe. Prawda, że są niesamowicie piękne, prościutkie i pyszne?

Na ciasto buraczane odważyła się na razie tylko jedna osoba;) Ale jedna Wiosenka wiosny nie czyni. Teraz ja się za nie wzięłam. Ale wiecie co? Nie ma się czego bać. To po prostu mocno czekoladowe ciasto, buraka wcale nie czuć. Wcale a wcale! Takie brownie tylko zamiast kostki masła dajecie buraka;)

Jednak muszę zweryfikować nieco oryginalny przepis.

Czekoladowe ciasto buraczane z moimi modyfikacjami

250 g gorzkiej czekolady (dałam 2 tabliczki jedną 90% drugą 60%)
3 jajka
200 g brązowego cukru (dałam 170, ale jeżeli użyjecie 250 g mocno kakaowych czekolad, to wcale nie będzie za dużo)
100 ml oleju
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
100 g mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (dałam po prostu łyżeczkę proszku BIO zamiast proszku i sody)
50 g mielonych migdałów
250 g surowych buraków startych na drobnych oczkach (to jeden przeciętnie duży)

Na polewę:
100 g gorzkiej czekolady
100 g cukru
100 g kwaśnej śmietany

Wykonanie ciasta:
Czekoladę połamać na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej, po czym ostudzić.

Jajka ubić z cukrem i olejem do uzyskania kremowej masy. Następnie delikatnie połączyć masę jajeczną z ekstraktem waniliowym, przesianą mąką, sodą, proszkiem do pieczenia i mielonymi migdałami.

Ze startych buraków odcisnąć nadmiar soku (lepiej za bardzo się do tego nie przykładać lub całkiem olać:)). Dodać je do ciasta wraz z roztopioną czekoladą i dokładnie wymieszać.

Przełożyć masę do blaszki lub tortownicy (22 cm - to stanowczo za duża forma, sugeruję mniejszą np keksówkę) z dnem wyłożonym papierem i piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 50-60 minut do suchego patyczka. Ja piekłam tylko 40 i już miało stanowczo dość, ale miałam płaską formę, więc trzeba po prostu pilnować. Jeżeli ciasto zbytnio się rumieni od góry, można je przykryć folią aluminiową. Mnie się "zrumieniło" od spodu;) Upieczone ciasto odstawić na chwilę, po czym wyjąć z formy i ostudzić na kratce.

Przygotować polewę: czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Zmiksować razem z cukrem i śmietaną. Rozsmarować po wierzchu i brzegach wystudzonego ciasta. - Ja nie zrobiłam polewy wcale.

czekoladowe ciasto z burakiem, czekoladowe ciasto buraczane, czekoladowe ciasto buraczkowe, beetroot chocolate cake

Naprawdę fajne ciasto czekoladowe. Osobiście wolałabym coś bardziej buraczanego;P Jak np moje buraczkowe:D Ale i tak jest to smaczne ciasto i do tego bardzo baaardzo czekoladowe, więc spokojnie możecie je piec.

poniedziałek, 20 września 2010

Nie wiedziałam, co mi z tego wyjdzie, ale postanowiłam zużyć MOJĄ WŁASNĄ cukinię i kwiaty, które na potęgę kwitną pomimo niskich temperatur, a już mi się nieco przejadły smażone zarówno kwiaty jak i placki cukiniowe.

Myrdu-myrdu, a coś na pewno wyjdzie. Najwyżej zakalec :P

ciasto z cukinii z kwiatami cukinii, zucchini bread with flowers, courgette cake with courgette flowers, chlebek cukiniowy z kwiatami

1,5 szklanki mąki
1 szklanka cukru (za dużo go było)
1 szklanka startej cukinii (własnej;))
100 ml oleju
1 jajko
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia BIO
garść orzechów włoskich, laskowych i migdałów

3 kwiaty cukinii (chłopięce)

Orzechy posiekałam raczej grubo. Wszystko pomieszałam, przelałam do kwadratowej formy, na wierzch powciskałam płatki kwiatów cukinii. Piekłam około 45 minut w 180°C.

Bardzo dobre było:) Ale koniecznie jeszcze muszę kiedyś wrócić do zeszłorocznego przepisu na orzechowe ciasto cukiniowe, bo tamto ciasto wprost powaliło mnie z nóg.

środa, 01 września 2010

Pierwszy dzień w przedszkolu minął a ja już jestem wkurzona. Okazuje się, że będzie jeszcze gorzej niż w zeszłym roku. Pani Dyrektor zakazała noszenia zupki w termosie bo "sanepid, kręcił nosem" oraz soków w butelce. Zupy jeszcze mogę zrozumieć, ale na pytanie: co sanepid ma do zarzucenia hermetycznie zamkniętemu sokowi w butelce, odpowiedziała, że przecież powinien być trzymany w lodówce (Litości!). Ponadto sanepid szczególnie miał zarzuty do jogurtów stojących na blacie. Ale czyje to były jogurty, skoro Córcia takowych nie może jeść? Najwidoczniej obrywamy za wygłodniałe nauczycielki...

Tak więc zgodnie z wytycznymi dyrekcji do przedszkola będziemy nosić dwa pojemniki z kanapkami i dziecko będzie cały dzień o suchym pysku. Trzymajcie mnie, bo będę bić i gryźć!

A tymczasem w ramach odstresowania zapraszam na muffinki z cukinii i marchewek.

Ciasta warzywne to żadna nowość:) Piekłam już marchewkowe, buraczkowe, ziemniaczane, dyniowe, cukiniowe, wielowarzywne. Naszła mnie ochota na zużycie resztek cukinii i zrobienie z niej muffinek bezjajecznych, takich jak w zeszłym roku, ale w końcu zdecydowałam się na upieczenie z ciasta z jajkami. W dodatku okazało się, że resztka cukinii jest zdecydowanie za mała na sensowne pieczenie, więc dołożyłam marchewki i powstały babeczki z cukinii i marchewki;) A już ze mnie taka beznadziejna gospodyni, że brałam się za pieczenie a w domu nie miałam dość zwykłej mąki. Więc uzupełniłam braki domielając kaszę gryczaną w blenderze;)

Muffinki cukiniowo-marchewkowe,cukiniowe i marchewkowe muffinki, courgette and carrot muffins

1 szklanka startej cukinii i marchewki
1 szklanka mąki
1/2 szklanki mąki gryczanej
1 szklanka cukru (w tym z wanilią)
2 jajka
0,5 szklanki mleka koziego
1/3 szklanki oleju
1 łyżeczka proszku do pieczenia BIO
0,5 łyżeczki cynamonu

orzechy laskowe i włoskie

Białka ubiłam z połową cukru, dodałam żółtka. Warzywa zmieszałam ze składnikami sypkimi i olejem. Dodałam posiekane orzechy laskowe. Połączyłam z jajkami i nałożyłam do papilotek. Na wierzchu ułożyłam połówkę orzecha włoskiego. Piekłam w 180°C przez ok. 25 minut (do suchego patyczka).

Muffinki cukiniowo-marchewkowe,cukiniowe i marchewkowe muffinki, courgette and carrot muffins, babeczki z cukinii i marchwi

Ale wiecie co? Mam wrażenie, że ciasta bez jajek są lżejsze;) Musze znowu takie upiec!

czwartek, 19 sierpnia 2010

Oto deser dla zaawansowanych i zapalonych kwiatożerców:) Gdyby zobaczyła go pewna primabalerina prychnęłaby jeno na nowozelnadzkie czy też australijskie (bo ciągle się kłócą, kto był pierwszy) truskawki. W końcu kwiaty są bardziej eteryczne niż owoce:)

tort bezowy z begoniami, begoniowa pavlova, torcik Pavlovej z begoniami, begony meringue cake, begony pavlova, edible flowers, jadalne kwiaty, kwiaty do jedzenia, kwiatki jadalne

Torcik Pavlova z jadalnymi kwiatami begonii

4 białka
200 g cukru
250 ml śmietany kremówki
2 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

kwiaty begonii wiecznie kwitnącej (zużyłam ok. 30 sztuk, czyli z dwóch dorodnych krzaczków)

Białka ubiłam na sztywno, pod koniec ubijania dodając cukier. Wyłożyłam pianę (oj warto zainwestować w szprycę) w kształt koła na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. (Z części zrobiłam kilka małych bezików, dla Córci). Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180°C i od razu przestawiłam temperaturę na 120°C. Piekłam ok. 1,5 godziny i studziłam bezę w uchylonym piekarniku. Potem jeszcze dosuszałam w 80°C, ponieważ chciałam, żeby beza była solidnie sucha.

Śmietanę ubiłam z cukrem pudrem i wanilią. Nałożyłam na ostudzoną bezę i obłożyłam begoniami.

tort bezowy z begoniami, begoniowa pavlova, torcik Pavlovej z begoniami, begony meringue cake, begony pavlova, edible flowers, jadalne kwiaty, kwiaty do jedzenia, kwiatki jadalne

Begonie są cudownie kwaśne, jak cytryny, więc doskonale równoważą słodycz bezy i śmietany. Są też fajnie chrupiące. I wspaniale kontrastują kolorystycznie z paterą mojej Teściowej;)

jadlane kwiaty, klub kwiatożerców, kwiaty do jedzenia, eatable flowers, edible flowers, edible blossoms

Z tym przepisem Was zostawiam i życzę udanego gotowania, kiedy ja będę leniuchować:)

Buziaki!
Gosia

tort bezowy z begoniami, begoniowa pavlova, torcik Pavlovej z begoniami, begony meringue cake, begony pavlova, edible flowers, jadalne kwiaty, kwiaty do jedzenia, pinkcake.blox.pl, trochę inna cukiernia

czwartek, 05 sierpnia 2010

W prosił o ciasto. Takie zwykłe z owocami. Uznałam, że może warto zrobić ciasto na jajkach, bo dawno nie robiłam żadnej lekkiej próby prowokacji na żółtka. Jednak nie znałam żadnego przepisu na ucierane ciasto na oleju, bo w lodówce miałam tylko 2 łyżki margaryny, więc nie wchodziła w rachubę. Przegrzebałam internet i żadne ze znalezionych ciast mi się nie spodobało. W dodatku miałam ochotę na owsianą kruszonkę. Zazwyczaj w cieście bez jajek, dodając jajko zastępowałam nim olej i na odwrót. A co jeśli jajkiem zastąpię mleko?

Pokombinowałam i wyszło mi przepyszne leciutkie ciasto ucierane na oleju, ale W... W był niezadowolony. Bardzo niezadowolony.
- Po co ta kruszonka?
- Nie smakuje mi w ogóle.
- Jak zwykle musiałaś nazdziwać!
- To jest okropne, czuję owsiankę.
- A chciałem tylko zwykłe ciasto z owocami. Koledzy takie przynoszą do pracy...
- W sumie ciasto smaczne, ale ta kruszonka wszystko psuje.

Ech! A najlepsze jest to, że każda uwaga padała po kolejnym kawałku ciasta i tak grymasząc i utyskując W zjadł 3/4 ciasta.

Wg mnie ciasto wyszło pyszne. A ta kruszonka świetnie pasowała. Polecam bardzo! :)

ucierane ciasto na oleju z wiśniami i kruszonką owsiano-migdałową

1,5 szklanki mąki
2 jajka
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia BIO
6 łyżek oleju
1 łyżka Amaretto
0,5 szklanki mleka koziego

ok. 400 g wiśni

2 łyżki migdałów
2 łyżki margaryny nieutwardzanej bez konserwantów
2 łyżki cukru
4 łyżki płatków owsianych

Wiśnie wydrylować - ja przekrawałam każdą na pół i z takich wyciągałam pestki. Zostawić na sitku do odcieknięcia.
Migdały i owies zemleć, zagnieść z cukrem i tłuszczem na kruszonkę. Wstawić do lodówki lub nawet zamrażarki.
Jajka ubić z cukrem, dodać płynne składniki i mąkę przesianą z proszkiem.
Ciasto wylać do formy 20 x 20 cm (wyłożonej pergaminem), poukładać wiśnie i przykryć kruszonką. Piec ok. 30 minut w 180°C.

Na prawdę bardzo smaczne ciasto, ale następnym razem dla W zrobię bez kruszonki. Nie udał mi się tym razem owsiany przemyt... Córcia zjadła jeden kawałek i jej nie obsypało, więc nie jest źle;) Ale nie będę się rozpędzać.

sobota, 24 lipca 2010

Muffinki z wiśniami pieczone tym samym sposobem co babeczki z borówkami ale tych jakoś nie wybrzuszyło ;)

Muffinki na białkach bez mleka krowiego z wiśniami, mufinki prawie bezjajeczne z wiśniami, egg white muffins with cherries

1,5 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia BIO
4 łyżki oleju
1 białko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 szklanka mleka koziego rozcieńczonego wodą 3:1

wiśnie

Suche składniki zmieszać, dolać płynne, wymieszać. Przelać do papilotek. W każdą babeczkę wetknąć po kilka wydrylowanych wiśni. Piekłam ok. 25 minut w 180°C. Dodatek dozwolonego mięcha sprawia, że rumienią sie ładniej niż pieczone z ciasta bezjajecznego.

Nie kwitnące - ale wiśnie.

 
1 , 2 , 3