|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: lody
piątek, 10 lutego 2012
Dzieci miewają różne zachcianki, więc lody w zimie nie są aż tak zaskakujące. No ale przecież w końcu się ociepliło;) Lody truskawkowe
Mrożone truskawki przełożyć do lodówki na godzinę, żeby zmiękły, lecz się nie rozmroziły. Tymczasem banana wystawić za okno (-10°C:)) Banan obrać, wrzucić owoce do blendera, ewentualnie podlać odrobiną syropu truskawkowego i zmiksować. Przełożyć masę do foremek na lody (u mnie ciągle te same;)), powtykać patyczki i zamrozić. Mniami! Parę łyżeczek masy rozmrozić i nakarmić niemowlaczka:)
środa, 19 października 2011
Danie Gary'ego Rhodesa podpatrzone w zeszłym roku u Kabamaigi.
Dynia Hokkaido umyta, pokrojona w plasterki, posmarowana oliwą i cukrem. Grillowana 5 minut, posypana cukrem ponownie i znów grillowana. Podana na ciepło z sorbetem cytrynowym. Sorbet cytrynowy zrobiłam wg klasycznych proporcji na lemoniadę: szklanka soku z cytryny Mieszać ręcznie wyciągając z zamrażarki co jakiś czas, aż całkiem zamarznie lub w maszynie do lodów.
Sorbet, delikatnie ujmując, wyszedł rewelacyjny, natomiast dynia... Szczerze mówiąc to był pierwszy raz kiedy dynia mi nie smakowała. Ogólne wrażenie: pieczony kartofel z cukrem. Wg mnie zupełnie nie trafione danie. Dynia zasługuje na wiele lepsze traktowanie.
czwartek, 22 września 2011
Taki na powitanie słonecznej jesieni... Kiedy po raz pierwszy robiłam sorbet z malin przygotowywany metodą bananową okazało się, że zmrożone maliny są za suche, żeby się dobrze zmiksowały z bananem, więc dolałam do blendera przecier malinowy (maliny + cukier) od cioci. Ale kiedy ponownie nabrałam ochoty na lody malinowe, dolałam syrop z płatków róży. Wyszła... MAGIA! Sorbet malinowo-różany pół banana (zamrożonego w plasterkach) Banana wrzucić do blendera, dodać tyle malin, ile tylko się zmieści, dolać syrop z płatków róż i zmiksować na gładką lodową masę. Zjadać od razu. Kwiatożerna jestem cały czas, poza tym uczestniczę w konkursie Róży Polskiej. A Was ponownie zapraszam do konkursu na nazwę dla mojego napoju z fiołków i lawendy przygotowanego dla Gastronomii na Obcasach.
sobota, 10 września 2011
Miałam je trzymać w ukryciu do Festiwalu u Bei (bo będzie, prawda?), jednak uznałam, że to barbarzyństwo schować tak świetny pomysł tylko dla siebie. Lody z dyni są przepyszne!
Niemal jednocześnie wpadła na ten pomysł Wegetarinka, więc z niecierpliwością czekam na jej relację z kręcenia dyniowych lodów:) Dynię upiekłam, przez co stała się bardzo słodka. Po wystudzeniu, pokroiłam w kostki i wstawiłam na 20 minut do zamrażarki. (Nie radzę zostawiać na dłużej, bo jak zamarzną na kość, to koniec!) Do blendera wrzuciłam jednego pokrojonego w plasterki, zamrożonego banana (od zrobienia lodów borówkowych mam w zamrażalniku popakowanych kilka porcji na zaś;)), po czym dodałam tyle schłodzonej dyni, ile tylko się zmieściło w blenderze (400 ml) i... WRRRRR.
Lody są idealne: kremowe, słodkie (wg mnie nie trzeba dosładzać), proponuję dodać do nich skórkę pomarańczową lub cytrynową, cynamon lub bakalie. Takie saute też są bardzo smaczne, choć mają raczej mało wyrazisty smak. Taki sam miks tylko na ciepło okazał się bardzo lubianym obiadkiem Mamutka;)
środa, 31 sierpnia 2011
Tak akurat na koniec wakacji;) Koleżanka z placu zabaw podzieliła się przepisem na lody, które notorycznie popełnia. Choć jej dzieci żadnych alergii nie mają, robi je co chwilę, bo są tak proste i smaczne. Poza tym bez dodatku cukru, słodzików, barwników, emulgatorów etc. Od razu je zrobiłam. Ech, że też dopiero teraz je poznałam! Wegańskie lody. Owocowe, bez jajek, bez jakiegokolwiek mleka. Bardzo kremowe (co jest zasługą bananów) i bardzo sycące, więc raczej ciężko je nazwać sorbetem. Koleżanka robi z truskawkami, ja przygotowałam borówkowe.
Banana pokroić na plasterki i wstawić do zamrażarki na przynajmniej pół godziny (ale mogą sobie tam nawet mieszkać). Wrzucić do blendera razem z zamrożonymi borówkami (dałam 3 garście) i zmiksować na gładko. Ja dodałam jeszcze odrobinę soku wyciśniętego z cytryny. Lody są czysto owocowe, pyszne i rzeczywiście bardzo kremowe. W dodatku błyskawiczne do zrobienia - żadnego mieszania co pół godziny. Wystarczy mieć blender;) Tyle lat bez niego żyłam, a teraz ciągle okazuje się, że sprzęta agiede jednak przydatne są.
Już żałuję, że mam tak mało borówek w zamrażarce;) Ale nic to, jeszcze przecież są truskawki, wiśnie, żurawina...
niedziela, 28 sierpnia 2011
Mam fazę na kokosa! Tymczasem zrobiłam lody i jak je zjadłam, to sobie przypomniałam, że przecież ja nie lubię wiórków kokosowych;) Są jakieś takie mdłe i wogle... Dlatego urozmaiciłam lody dżemem wiśniowym, który złamał tę mdłość.
szklanka mleka kokosowego Składniki zmieszać i wstawić do zamrażarki. Co jakiś czas rozbić grudki lodu widelcem. Podawać z kwaśnymi owocami lub dżemem.
sobota, 06 sierpnia 2011
To zdecydowanie jedne z najlepszych lodów jakie jadłam w życiu! kopiaty kubek jeżyn Jeżyny i aronię zmiażdżyłam, przetarłam przez sitko i porządnie wycisnęłam. Dodałam cukier i mleko. Wstawiłam do zamrażarki i mieszałam co jakąś godzinę. Wspaniałe, ciekawe, aromatyczne, słodkie w sam raz, kremowe. W żadnym sklepie takich nie znajdziecie. A jeżyn jest takie mnóstwo, że wreszcie nawet udało nam się je donieść do domu;)
piątek, 05 sierpnia 2011
Lipcopad się skończył. Znowu trzeba się przyzwyczaić do upałów, zanim jesień nie chuchnie na nas swoim zimnym oddechem. Cieszmy się słońcem póki czas, bo choć słońce ostro praży, to coraz wcześniej trzepocze o szyby ćma nocy... Co prawda niezależnie od pogody, Córcia wcina mleczne lody. Ale że aura sprzyja powróciła mi chęć na kręcenie też lodów owocowych. Morele z tymiankiem to jedno z bardziej znanych połączeń smakowych. Po przetarciu przez sito nadmiarowych moreli, których nie zdołałam pochłonąć na surowo, zastanawiałam się nad przerobieniem ich na mus-kisiel na ciepło. Dodałam miód i już nie pamiętam czemu jednak zmieniłam zdanie i wrzuciłam je do zamrażarki?... Tak powstał sorbet morelowy, do którego nawrzucałam tymianku.
Dodaję do akcji Kabamaigi i Pluskotki.
czwartek, 16 czerwca 2011
Zazwyczaj taki deser robię na ciepło w zimie, jednak kiedy Dorotka pokazała mrożoną wersję postanowiłam spróbować. Nie zanurzałam ich całych w czekoladzie, tylko ograniczyłam się do czekoladowych esów-floresów. Fajne, aczkolwiek bardzo ciężko się je je.
piątek, 10 czerwca 2011
Lody z mleka koziego robię praktycznie przez cały rok, traktując je jako porządną porcję nabiału, a czasem i zimny okład na zbolałe gardło. W tym roku recepturę wzbogaciłam o kozie mleko w proszku, żeby lody były bardziej kremowe i bardziej treściwe. Na jedną tubkę 50 ml wypada mniej więcej: Mleko w proszku rozcieram z niewielką ilością wrzątku, miodem i wanilią, dodając po trochu mleko kozie. Ilości trzeba oczywiście pomnożyć przez ilość tubek. Jednorodną mieszaninę wstawiam do zamrażarki i mieszam co jakiś czas, jak w przypadku robienia sorbetów. Można też wlać do maszyny do lodów. Można też po prostu płyn wlać do foremek, ale lody wcześniej zamrażane-mieszane są przyjemniejsze do lizania. Na wpół zamarzniętą mieszaniną (lepiej to zrobić za wcześnie niż za późno:)) napełniam foremki, wiążę gumką, żeby się nie wywracały, wkładam patyczki i wstawiam do zamrażarki, żeby całkowicie zamarzły.
Żeby wyciągnąć loda z foremki, zanurzam tubki na chwilę w gorącej wodzie. Inne przepisy na lody bez jajek i bez mleka krowiego znajdziecie pod tagiem lody:)
środa, 08 czerwca 2011
Na początku był koktajl z mleka koziego i truskawek. Bardzo smaczny ale byliśmy tak obęckani truskawkami po obiedzie, że koktajlu zostało sporo. Dlatego też go zamroziłam. Najlepsze było, że padłam przy wieczornej czytance i dopiero po karmieniu o drugiej w nocy lody mieszałam, żeby następnego dnia nie mieć wielkiej zamarzniętej bryły. Zasadniczo W jest przyzwyczajony do wszelakich moich dziwactw, ale rano wolał się upewnić, czy rzeczywiście o 2 robiłam lody i tylko smętnie pokiwał głową słysząc potwierdzenie ;)
Dużo truskawek, mało mleka, przed zamrożeniem dodałam jeszcze miodu, bo zamrożone rzeczy odczuwamy jako mniej słodkie i koktajl jako lody byłby nijaki, a tak był przepyszny.
niedziela, 05 czerwca 2011
Lody, a właściwie sorbet to po prostu zmiksowane truskawki z dodatkiem miodu i ziarenek wanilii. Miksowanie wprowadziło dużą ilość bąbelków powietrza, więc mieszanie zamarzającego sorbetu było bardzo łatwe. Pyszne, obowiązkowo w wafelku, albowiem Córcia zazdrościła innym dzieciom lodów w rożkach. Chociaż faktem jest, że ostatnio wszystkie jej koleżanki jedzą lody wodne, bo zazdrościły Córci:P A widziałyście takie truskawki?
środa, 01 czerwca 2011
Akacje już przekwitają, więc śpieszcie się, by zrobić te niesamowite lody;) Przepisu na lody Wam nie dam, bo ja robiłam z mleka koziego, miodu i koziego mleka w proszku jak zwykle dobierając proporcje na oko, ale na pewno znajdziecie pyszne lody waniliowe, mleczne lub śmietankowe np.: u Dorotki, które świetnie posłużą za bazę do lodów akacjowych. Gotowe lody zmieszałam z przecierem akacjowym (100 g oskubanych kwiatów robinii akacjowatej, 150 g cukru, sok cytrynowy). Ja bardzo polubiłam przecier akacjowy (pamiętacie moje pączki z kwiatami akacji?). Moja Córcia mówi, że tarta akacja smakuje jak trawa z miodem, (tylko nie pytajcie mnie, skąd ona wie jak smakuje trwa, bo też się nad tym zastanawiam;)) Jednak przecier wylizuje namiętnie :D Jeżeli wolicie łagodniejsze smaki, przed zmiksowaniem podduście kwiaty w niewielkiej ilości wody lub zróbcie dżem jak Szarlotek.
wtorek, 01 marca 2011
Pomysł podpatrzony niegdyś u Szarlotka, utkwił mi w pamięci i wykorzystałam go na przyjęcie urodzinowe. Ja zamiast biszkopta wlałam do wafelków standardowe muffinkowe ciasto ucierane bez mleka krowiego i bez jajek. 1,5 szklanki mąki Suche składniki zmieszać, dolać płynne, wymieszać. Wafelki poutykałam w kratce do piekarnika. Łyżeczką ponakładałam masę do wafelków. Piekłam ok. 15 minut w 180°C. Niestety w trakcie pieczenia wafelki przechyliły się i sporo masy rozlało się na piekarnik:/ Na szczęście, pomijając konieczność intensywnego wietrzenia, babeczki upiekły się ładnie a nawet kilka lodów wyglądało zupełnie przyzwoicie :P Pieczone lody najbardziej smakowały pewnemu dwuletniemu gościowi, który promieniał wprost ze szczęscia, że może ciamkać lody w środku zimy;)
środa, 18 sierpnia 2010
Czy to jeszcze lato, czy to już jest jesień? Słońce świeci jeszcze gorąco, ale szalejące wichry nasuwają mroczne myśli. Również spiżarnia już wygląda na jesienną. Ale nie, jeszcze nie. Jeszcze jest lato! Pomidory + Bazylia = Klasyka Smaku Czy aby na pewno? Pomidory powinno się jadać na tłusto i ciepło, ale powinno nie znaczy musi. Proponuję sorbet pomidorowy z bazylią. Pomidory nagrzane sierpniowym słońcem są pełne słodyczy, z którą współgra cudowny aromat bazylii. Polecam gorąco tą zimną przystawkę. I jest pomidorowo.
piątek, 13 sierpnia 2010
Przedstawiam wściekle zielone lody koziowe. Lody z mleka koziego, sojowego, owsianego już pokazywałam wiele razy. Dużo mleka mało cukru, czyli zdrowa ochłoda na upały. Ale nie pokażę już więcej moich foremek do lodów, bo tylko się z nich śmiejecie;)
A czemu lody są zielone? Nie wiem czemu, dzieci lubią dziwne produkty, które barwią język, więc do mleka dodałam chlorofilu, czyli naturalnego zielonego barwnika roślinnego. Zdrowa alternatywa dla dzieci, które lubią zwariowane potrawy, zaś ich rodzice odrzucają sztuczne barwniki. Wystarczy naprawdę odrobinka. Ach, chlorofil! Chociaż studia skończyłam wieki temu, to nigdy nie zapomnę ćwiczeń z biotechnologii komórki roślinnej. Egzaminu wszyscy się bali, bo dziekan nie pozwalał na lekceważenie biochemii roślin, nawet jeśli większość studentów wiązała przyszłość z komórkami zwierzęcymi lub bakteriami. Mieliśmy wiele świetnych kursów, ciekawych, fascynujących, pozwalających zgłębiać tajniki natury niczym magię. Ale te ćwiczenia wspominam szczególnie miło. Fuzjowanie dwóch gatunków, przenoszenie genu świecącego białka meduzy do sałaty, wyprowadzanie całej rośliny z jednej komórki... Poza tym mieliśmy dość swobody by porobić studenckie głupoty: zanurzać roślinki w ciekłym azocie, nawet polewać się nim po rękach (nie polecam - skóra strasznie wysycha;)), wylizywać odżywkę, produkować pioruny w mikrofali... Robiliśmy też ekstarkcję chlorofilu z liści jakiegoś boguduchawinnego drzewka. Kiedy wreszcie uzyskaliśmy sporą zlewkę najczystszej zielonej esencji życia, prowadzący ćwiczenia podał nam katalog firmy biotechnologicznej i polecił znaleźć cenę chlorofilu. Opadły nam szczęki! Kropla kosztowała więcej niż uniwersytecka pensja (bardzo mała kropla, bo wiadomo ile zarabia się na uniwersytetcie). Morał był krótki i powszechnie znany, który pan doktor skwitował: tak się zarabia na biotechnologii. Wiem, że wiele osób w ten sposób zainspirował do działania. Żałuję, że sama nie mam smykałki do robienia interesów. Niestety jestem typowym naukowcem, dla którego możliwość sprawdzenia: "dlaczego" i "co by było gdyby" jest ważniejsza niż "ile można na tym zarobić". I jeszcze ta dziecinna radość, która do tej pory nie pozwala mi się oprzeć wrzuceniu kawałka suchego lodu do zlewki z wodą za każdym razem, gdy przychodzi paczka z odczynnikami... Ech, łezka aż mi się zakręciła na studenckie wspomnienia. Na palcach jednej ręki mogę policzyć kolegów ze studiów, którzy nie wyjechali z Polski. W nauce została dwójka. Nie ma się czemu dziwić. Na zachodzie już doktorant ma zdolność kredytową i pensję pozwalającą spłacać kredyt mieszkaniowy a doktor jest traktowany jak największy skarb, bo coraz mniej ludzi chce się w ogóle kształcić. A u nas? Pewnien kolega pracuje jako kelner, bo zarobi trzy razy więcej niż jako asystent. No uszy opadają. Ale się rozgadałam przez ten chlorofil... :)
czwartek, 12 sierpnia 2010
Jak zrobić sobie herbatę owocową? Taką prawdziwą bez tony aromatów używanych przez producentów herbat tzw. "owocowych". To bardzo proste. Trzeba wziąć owoce, pokroić, dodać listki herbaty i zalać gorącą wodą. W lecie świeże i soczyste, w zimie można zastąpić takimi z syropu lub suszonymi. Edycja: wreszcie się dowiedziałam, jak to jest z herbatą z cytryną: wolno pić czy nie wolno? Otóż nie wolno parzyć herbaty z cytryną, a pić wolno. Tzn najpierw trzeba zaparzyć herbatę, odcedzić, a dopiero później dodać owoce. Brzoskwiń też to dotyczy. W herbacianych listkach mogą znajdować się związki glinu (aluminium), które są nierozpuszczalne, jednak w kontakcie z owocami, reagują z kwasem cytrynowym w nich zawartym, a cytrynian glinu już jest rozpuszczalny i może zostać wypity. Herbata brzoskwiniowa jest wyborna, smakuje kompletnie inaczej niż herbata "brzoskwiniowa". A jeśli się ją zamrozi, to powstaje sorbet Peach Ice Tea;) A lody herbaciane pyszne są i już! Te zrobiłam z czarnej herbaty (liściowej - jak to mawia moja Córcia) brzoskwiniowej z sokiem cytrynowym i odrobiną cukru. I ciągle jest brzoskwiniowo:)
piątek, 16 lipca 2010
Przepis znaleziony tutaj. Uznałam, że warto spróbować. Z trzech powodów: Sorbet czekoladowy 2 szklanki wody Zagotować 1,5 szklanki wody z cukrem, solą i kakao, często mieszając. Kiedy zawrze, zdjąć z ognia, wrzucić połamaną czekoladę i mieszać, aż całkowicie się rozpuści. Dodać pozostałe 0,5 szklani wody, ekstrakt waniliowy i masę porządnie zmiksować. Mieszankę schłodzić i przelać do maszyny do lodów lub wstawić do zamrażalnika i wyciągać co jakiś czas, żeby zamieszać, aż sorbet całkiem zamarznie. Zrobiłam z połowy porcji i w dodatku zmniejszyłam nieco ilość kakao, zwiększyłam czekolady, cukru było za dużo, ale tyle chyba powinno być, żeby wydobyć pełnię smaku, choć na przyszłość dałabym 3/4 szklanki. I następnym razem dodam aromatu cytryny. Sorbet ma miłą konsystencję i intensywny czekoladowy smak. Są to bardzo ciężkie lody, słodkie i esencjonalne. Pyszne, jednak następnym razem zrobię lody na mleku kozim. Sorbet ma jedną wadę: wygląd. Trzeba go podawać mocno zmrożony, najlepiej jeszcze po nałożeniu do pucharków na chwilę wstawić je do zamrażarki. Topniejąc wygląda mocno niedwuznacznie, wręcz obrzydliwie...
piątek, 09 lipca 2010
Koper, piękny, kwitnący. Tradycyjnie używany do kiszenia ogórków, ja przerobiłam na deser lodowy. Nie umiem powiedzieć, czy mi sorbet koprowy smakował. Zdecydowanie był to jeden z dziwniejszych smaków, z jakimi miałam do czynienia. Przepis z książki Kathy Brown, nieco zmodyfikowany. mały pęczek kwitnącego kopru Koper posiekać: łodyżki, listki i kwiaty. Zalać wrzącą wodą i parzyć przez 5 minut, nie dłużej bo nabierze brzydkiego koloru. Odcedzić i połączyć z cukrem. Wystudzić, dodać cytrynę i szczyptę posiekanych kwiatów i listków. Wstawić do zamrażarki. Co godzinę wyciągać i intensywnie mieszać, aż sorbet całkiem zamarznie i nabierze gładkiej konsystencji. Szczerze mówiąc, to bardzo by mi pasował dodatek miodu. Ale tak czy siak, dziwactwo do Klubu Kwiatożerców:)
czwartek, 08 lipca 2010
Sorbet pomarańczowy z cynamonem to oprócz sorbetu herbacianego i pomarańczowego z bazylią mój hit poprzedniego lata, w tym roku też się spisuje:) Moje dzieciątko wcina go niemal z takim zapałem jak lody z mleka koziego;) W sumie muszę przyznać, że zrobienie sorbetu bez maszynki wcale nie jest tak uciążliwe jak przypuszczałam, jednak opracowałam metodę błyskawiczną. Normalnie trzeba się liczyć z tym, że sorbet zamarza jakieś 4-5 godzin, czyli przynajmniej 4 razy trzeba otwierać zamrażarkę i go miksować. Wymyśliłam, że jeżeli pulpę lub sok wleję do dużego woreczka do mrożenia i położę go w taki sposób, aby powstała cieniutka warstwa zawartości, to po godzinie mam sorbet o idealnej konsystencji, wystarczy tylko ugnieść ręką i gotowy;) Do tego wzięłąm obraną pomarańczę, dodałam szklankę soku z pomarańczy (takiego z farfoclami), odrobinę skórki startej w pomarańczy i mnóóóstwo cynamonu. |