|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: ozdobne
sobota, 11 lutego 2012
Któraś feministka (jeżeli kojarzycie, to poproszę o nazwisko) powiedziała, że kobieta rodząc dziecko - umiera. Moim zdaniem to bzdura, kobieta po urodzeniu dziecka nie umiera, musi po prostu zmienić plany. Cały świat trzeba sobie urządzić od nowa. Jeśli człowiek tego nie rozumie, to później są żale, frustracje i nieszczęścia. Rodząc dwójkę dzieci nie przestałam być sobą, w dalszym ciągu mam swoje myśli, swoje marzenia i swoje pasje. Tylko mam na nie mniej czasu. Są matki, które nienawidzą swoich dzieci, przeklinają ten dzień, kiedy dały się wrobić. Są matki, które kochają, jednak nie lubią swoich dzieci (bo to wredne bachory), są matki, które mają szczęście (albo wysoki poziom oksytocyny). Zauważyłyście, że w innych językach dzieci są rodzone, a w polskim się rodzą? U nas matka nie ma nic do gadania. Matka Polka to zupełnie porąbany układ. Presja społeczna - to dopiero zabija kobietę, a może raczej to zabija w niej człowieka.
Są kobiety, które nie rodzą i są z tego dumne, bo nie ominął je ani jeden dzień ich życia. Bo nie chcą być niewolnicami ewolucji i instynktownej potrzeby przekazania swojego DNA. Nie zazdroszczę kobietom bezdzietnym z wyboru, ale i w pełni je rozumiem. Mają czas na podróże, pracoholizm, sukcesy, fiu-bździu. A co omija nie-mamy? Z dziećmi nie ma się nawet grama bezdzietnej wolności. Zaplanujesz wycieczkę na weekend? Dziecko dostanie gorączki. To nic pojedziemy za tydzień. Po tygodniu w przedszkolu, znowu na weekend jest gorączka. Chcesz wyjść z domu? Nawet nie na miasto, tylko do sklepu. A kto zostanie z dziećmi? A soczek, mleko, przekąska przygotowane? O kupka wyszła. Zabierzesz dzieci ze sobą? W zimie to dopiero wyzwanie: pajacyk, śpiochy, kubraczek, kombinezon, czapka, szalik, kocyk i już leje się z ciebie strumieniami. Spieszysz się do pracy? O, i masz włosy obrzygane. Chciałaś nowe buty, a tu szczepionkę trzeba kupić. Chcesz pospać w niedzielę, a guzik, bo zły sen był i o wpół do 4 rano trzeba robić owsiankę, kawusię i pogadankę. Masz projekt do oddania na wczoraj, myślisz, że posiedzisz nad nim w nocy? Nie, nie, do 3 w nocy co pół godziny będziesz przerywać, żeby nadstawić gruczoły, o 4 już nie odróżniasz liter, a o 7 trzeba szykować termosik do przedszkola. Tak... Ale omija je też największy ładunek emocji, jaki może unieść człowiek... Tylko ten czas. Czas, którego nie ma. Który znika jak pożarty przez wielkiego potwora. Potwora o imieniu DZIDZIUŚ! Ale niemowlęctwo trwa krótko. Wiem, że wróci kiedyś czas, kiedy będę miała czas. Przynajmniej trochę więcej. Będę znowu mogła robić fiu-bździu np.: motyle z lukru. Tymczasem czasu nie mam, więc trudno, chowam dumę do kieszeni i korzystam z gotowców. Po to żeby sobie zrobić tort na mój dzień matki.
Ciasto świętojańskie 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Przełożyć do wysmarowanej i obsypanej bułką tartą tortownicy 18-20 cm i piec ok. 30 minut w 175°C, aż patyczek będzie wychodził nieoblepiony. Masa orzechowa do środka 0,5 kostki masła lub nieutwardzanej margaryny Kaszę ugotować na mleku. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce wystudzoną kaszę i orzechy. Posmarować ciasto przecięte na dwa krążki i wstawić do lodówki. Masa waniliowa na wierzch 0,5 kostki masła lub nieutwardzanej margaryny Mleko zagotować z laską wanilii. Kartoflankę rozrobić w niewielkiej ilości wody i dodać do mleka, gotować kilka minut ciągle mieszając, aż zgęstnieje. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce wystudzony budyń. Posmarować ciasto po bokach i wierzchu. Nadmiar masy zamrozić - przyda się:) Motyle opłatkowe do dekoracji nieco bardziej efektowne niż motyle wycinane osobiście z opłatka, a w dodatku gotowe.
Niemowlęctwo tak uciążliwe, to dopiero początek... Małe dziecko - duży kłopot? Duże dziecko - jeszcze większe kłopoty. A dwójka dzieci? Dwójka dzieci to dopiero jest zabawa!
piątek, 30 grudnia 2011
Jak co roku, część pierniczków świątecznych przeznaczyłam na prezenty. Pomalowałam je delikatnie jadalnym złotem, czyli złotym barwnikiem rozrobionym w wodzie i podarowałam najbliższym. Przepis dodaję do świątecznej akcji dekoratorskiej.
Jakżesz te Święta były inne od poprzednich... W czarnej d... dolinie rozpaczy i choroby, w przerażeniu i niepewności, których nie rozpraszała żadna nadzieja, nawet ta wyczekiwana. Gdy tylko mała dziewczynka w swojej błogosławionej nieświadomości udźwignęła cały ciężar i całą magię Bożego Narodzenia...
czwartek, 29 grudnia 2011
Pierniczki na choinkę przygotowałam wg tego samego przepisu, który wymyśliłam trzy lata temu. Pyszne, proste do wycinania i bez jajek.
ok. 500 g mąki Miód podgrzać z tłuszczami i zmielonymi przyprawami. Do gorącego miodu dodać połowę mąki i zamieszać. Po lekkim ostudzeniu dodać spulchniacze i wyrabiać dalej z resztą mąki. Odstawić ciasto przykryte ściereczką lub pergaminem w chłodne miejsce. Mnie udało się zarobić na początku listopada, a upiec dzień przed Wigilią. Ozdabianie było szczątkowe przy pomocy resztek lukrów w tubkach.
Pierniczki należą do gatunku znikających. Pomimo że na początku są twarde, to szybko miękną i znikają! Na choince już nie ma żadnego :)
piątek, 23 grudnia 2011
Rudolf to zdecydowanie najgorętszy wypiek tego sezonu;) Kiedy w zeszłym roku u Beatki zobaczyłam reniferkowe ciasteczka, wiedziałam, że koniecznie zrobię coś takiego w tym roku. Jednak w tym roku cała blogosfera obrosła rogami, dzięki Dorocie;) Producent precelków chyba przeżywa dni świetności :P A co mi tam, u mnie też rogato! Przedstawiam najprzystojniejszego reniferka, istnego Valentino :)
Całe stadko reniferów czerwononosych powstało z muffinek karobowych, precelków, okrągłych śmiejżelków z mikołajkowej paczki i lukrów w tubce na potrzeby przedszkolnych jasełek.
Muffinki Reniferki 1,5 kubka mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą i piec ok. 20 minut w 175°C, do suchego patyczka. Po wystudzeniu - udekorować. Precelki połamać na pół. Nie wiem, czy to ja jestem jakaś felerna, ale niemal wszystkie mi się łamały na lewą stronę;) Na czubku lukrem przymocować nos, namalować oczy białym i czarnym lukrem, wetknąć precelkowe poroże. Reniferki zapakowane w blachę pojechały na jasełka, gdzie każde dziecko chciało je zjeść za wyjątkiem mojego. Dlaczego? A bo nie lubi tych żelków :D
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia Kochane! Niech będą spokojne, zdrowe i słodkie:) U mnie na Boże Narodzenie będzie keks drożdżowy (oczywiście na dyni), makowiec i pierniczki. Po przepisy zapraszam po świętach:)
czwartek, 08 grudnia 2011
Pieczenie ciasteczek dla świętego Mikołaja to dla nas nowy zwyczaj, ale każda okazja do pieczenia jest dobrą wymówką;) Poza tym bezkarnie mogłam zjeść ciasteczka, żeby się nie wydało, że po tylu latach objadania się słodyczami Mikołaj jest na diecie :P
Pełnoziarniste kruche ciasteczka na oliwie 1 szklanka pełnoziarnistej mąki (3 ziarna: pszenica, żyto, orkisz)
1/2 szklanki mąki pszennej 1/2 szklanki płatków owsianych zmielonych w blenderze pół kostki naturalnej margaryny 5 łyżek oliwy 1 łyżka cukru pudru 1 łyżeczka skórki startej z cytryny 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego Lukier cytrynowy: Ze wszystkich składników zagnieść ciasto. Jeżeli ciasto się nie klei, dodać odrobinkę oliwy, jeżeli się ciągle lepi - podsypać mąką. Wstawić ciasto do lodówki na godzinę. Wałkować i wycinać nożem kwadraty (lub sześciokąty, jeżeli prezenty mają imitować trzy wymiary). Piec ok. 15 minut w temperaturze 180ºC. Z soku cytrynowego i cukru ukręcić lukier, podzielić go na małe miseczki i dodać naturalne barwniki. Polukrować ciasteczka, a kiedy lukier zastygnie, namalować pisakami wstążeczki.
Dekoracja prosta, do wykonania niemal w całości jedną ręką, bo np.: druga musi przytrzymywać niemowlaka o usposobieniu zwariowanego szczeniaka, a także dla osób, które nie czują w sobie większego zacięcia artystycznego, bo dwie kreski i pętelkę naprawdę nie jest trudno zrobić;) Pomysł dodaję do świątecznej akcji dekoratorskiej.
niedziela, 23 października 2011
Obiektywnie patrząc jest to jeden z najbrzydszych tortów jakie widziałam. Ale jest absolutnie piękny intencjonalnie, ponieważ jest to tort z podwójnej okazji urodzin. Córcia uznała, że akurat przyszła pora na święto ruchome jakim są urodziny jej Psinki Łałusinki, co zlało się z ukończeniem przez Mamutka sześciu miesięcy. Z tych dwóch dumnych powodów zażądała upieczenia tortu, który ona ozdobi. Co wyszło, to wyszło. Wg mnie jako mamy ciasto jest przepiękne, Córcia była dumna, a wygląd i tak nie miał większego znaczenia, ponieważ przed pokrojeniem pozjadała z niego wszystkie lukry.
1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Przelać do wysmarowanej tortownicy 18 cm i piec ok. 30 minut w 180°C, aż patyczek będzie wychodził suchy. Planowałam przełożenie masą budyniową, jednak nie było mi dane. Świeczek też nie było. Córcia najpierw pomalowała lukrami w tubce (jak zwykle więcej lukru wylądowało na palcu skierowanym do otworu paszczowego niż na cieście), a następnie zasypała prawie całym opakowaniem kuleczek. Później słychać było ich turlanie po podłodze przez kilka dni. Oczywiście żaden z jubilatów nie jadł "tortu";)
środa, 20 lipca 2011
Wakacyjne gospodarowanie czasu w chłodniejsze dni:) Upiec z dzieckiem kruche ciasteczka, a potem pomalować lukrami z tubki to miła zabawa.
2 szklanki mąki Zagnieść, rozwałkować, wycinać i piec 10 minut w temperaturze 190ºC. A po wystudzeniu pomalować. A lukry w tubkach zawierają naturalne barwniki;) Póki tubki były pełne, Córcia sobie radziła, potem już było gorzej. "Mama, a pomaluj takie jak na opakowaniu!" Poznałyście, które to? :)
środa, 29 czerwca 2011
Pod koniec roku przedszkolnego urządzany jest piknik. Są zabawy, konkursy, śmiechy. Był też konkurs na najładniejsze ciasto:)
Moje ciasto było kombinowane - bez mleka ale z białkiem: 2 szklanki mąki Pomieszane przez Córcię, pieczone 35 minut w 180°C. Lukier z cukru pudru, wody, ekstraktu wanliowego i chlorofilu kręciłam, podobnie jak malowałam kwiatki - jedną ręką, bo drugą ostatnio cały czas mam uwięźniętą pod młodym mamutem;) Niestety nie wygraliśmy. Nasze ciasto było trzecie :)
poniedziałek, 02 maja 2011
Nie wiedziałam, czy na Wielkanoc upiec kaczkę czy kurczaka? Same zdecydujcie, co mi wyszło :D
Ucierane ciasto waniliowe bez jajek 1,5 szklanki mąki Suche składniki zmieszać, dolać płynne, wymieszać. Piekłam ok. 25 minut 180°C w misce z włożonym metalowym czubeczkiem. Następnie obkroiłam brzegi, ciasto zwilżyłam sokiem z cytryny i owinęłam rozwałkowanym cienko marcepanem zabarwionym na żółto luteiną (naturalny żółty barwnik z grupy karotenoidów). Czerwone i pomarańczowe kawałki to żółty marcepan z dodatkiem czerwieni buraczanej. Oczy z chrupków czekoladowych.
W sumie ciasto-kurczak powstało z jednego powodu: musiałam jakoś zużyć te pół kilograma żółtego marcepana;) Przeglądałyśmy z Córcią 50 kolorowych tortów Debbie Brown i zastanawiałyśmy się: co można zrobić na żółto. Ja chciałam dinozaura, ale Córcia zadecydowała, że poczekamy do Wielkanocy i zrobimy kurczaka. Czy też kaczkę ;)
Mieliśmy to ciasto drobiowe zabrać do babci na wielkanocny obiad, ale w ferworze pakowania zapasowych pieluch, śpioszków, maści itd, kompletnie zapomnieliśmy o cieście. Więc całe było później dla nas. I dobrze, bo było przepyszne;)
piątek, 24 grudnia 2010
Dziękuję Wam serdecznie za słowa otuchy i za życzenia! :) Obecnie ja mam tak zajęte gardło, że nie mogę w ogóle mówić, W nie może się ruszać, a Córcia tak przeżywała ubieranie choinki, że padła z nawrotem gorączki.
Tegoroczne pierniczki (z tego przepisu, co w zeszłym roku) wyszły nieco opuchnięte i bezkształtne, dokładnie takie jak ja się czuję. Są dużo miększe niż w zeszłym roku, choć w efekcie dodałam więcej mąki:/ W dodatku w gorączkowym amoku zapomniałam dorobić w nich dziurki na choinkę.
Dekorowałyśmy je na trzy sposoby: jadalnym złotem, lukrami w tubkach i posypkami. Podczas malowania zdjęły mnie takie dreszcze, jakbym siedziała w przeręblu. Wlazłam w drugi sweter, pod kołdrę i koc, zostawiając Córcię z malowaniem samą. Efektem tego były lukry wyssane prosto z tubki do małej paszczy i pierniczki aż ociekające od srebra i złota. Chyba przed jedzeniem trzeba będzie je oskrobać tarką, bo inaczej rozwolnienie murowane ;p
Ściskam Was bardzo serdecznie i życzę naprawdę spokojnych i radosnych Świąt spędzonych w gronie kochających Was osób. Gosia z W i Córcią i Psinką i Karolinką i...
sobota, 27 listopada 2010
Zapowiedziane wczoraj zastosowanie maceratu cytrynowego. Wyszło wspaniałe ciasto cytrynowe: delikatne, aromatyczne, wilgotne. Ciasto bez jajek i bez mleka. Ciasto, które powstało z dwóch powodów: chciałam do pieczenia użyć olej cytrynowy, a po drugie potrzebowałam tła dla marcepanowych ulepków;) Córcia swoje efekty wczorajszej zabawy marcepanem od razu pożarła, a ja nie, ja się stęskniłam za ciastem z kwiatuszkami;)
Wegańskie ciasto powstało znowu przez przypadek, bo skończyło się mleko kozie, więc użyłam sojowego. Ciasto cytrynowo-migdałowe 3/4 szklanki mielonych białych migdałów Suche składniki trzeba zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Przelać do tortownicy 18-20 cm wysmarowanej i wysypanej bułką tartą (bułka tarta też wyszła, więc odżałowałam resztkę migdałów). Piec przez ok. 25-30 minut w 180°C do suchego patyczka.
Po wystudzeniu polałam lukrem cytrynowym:
Ozdóbki są z marcepanu barwionego czerwienią buraczaną, ryboflawiną i chlorofilem, o którym już kiedyś opowiadałam. Ja po prostu nie mogłam się powstrzymać przed kwiatuszkami:)
poniedziałek, 22 listopada 2010
Czyli lepiej zjeść, niż zostać zjedzonym.
Ogólny zamysł został podrzucony na GP w okropnym wątku, lecz moje wykonanie jest diametralnie inne, bo minimalistyczne: bez masy cukrowej lub czekolady plastycznej, więc jakość też wyszła niestety minimalistyczna:/ Ciasto czekoladowe - odradzam biszkopt, bo nie udźwignie wykrojenia paszczy - lepiej murzynek lub zwykłe czekoladowe ciasto ucierane. Przełożenie zrobiłam z konfitury wiśniowej, bo jakoś nikt nie miał ochoty na ciężkie torcisko. Na wierzchu miała być po prostu polewa z gorzkiej czekolady, ale niestety garnuszek z czekoladą wpadł mi do kąpieli, nad którą miała się roztapiać:/ W związku z tym odlałam wody, ile się dało, dodałam łyżeczkę cukru pudru, sporo ekstraktu waniliowego i oleju, po czym rozkręciłam na coś w rodzaju masy, którą następnie wycisnęłam z końskiej strzykawki formując loczki. Oczy, zęby, jęzor to marcepan z dodatkiem czerwieni buraczanej lub kakao. Marcepan okazał się strasznie suchy, więc w czasie zagniatania dolałam ciapkę oleju i soku z cytryny. Do tego jeszcze był las świeczek...
sobota, 15 maja 2010
Nic na to nie poradzę;) Kwiatki chyba stają się moją obsesją. Może to i nudne, mało kreatywne i schematyczne. Ale nie dla nas, nam kwiatki sie nigdy nie znudzą. Kwiatki z marcepana to ulubiony motyw dekoracyjno-jedzeniowy mojej Córci (mój też:)). Mała uwielbia ciasta i ciasteczka ozdobione kwiatuszkami, a nawet prosi o lepienie samych kwiatków bez okazji. Wtedy, żeby się nie pogniotły i wyglądały jak bukiet wbijamy je na wykałaczce w jabłko. Takie kwiatuszki to również okazja do, wyjątkowego w formie, poczęstowania najbliższych słodkim drobiazgiem. Bo czyż to nie urocze dostać od 4-letniej dziewczynki malutkiego kwiatuszka? Córcia najchętniej lepi (i rysuje) samodzielnie właśnie kwiatuszki (na zmianę z bałwankami i słoneczkami:)) Ciasteczka były resztkowe tzn.: resztka margaryny, resztka mąki, resztka cukru waniliowego itd:) ok pół szklanki mąki
ok 1 łyżki cukru pudru z wanilią ok ćwierć kostki margaryny 1 łyżeczka oliwy pół łyżeczki stratej skórki pomarańczowej kapka soku pomarańczowego + 1/3 tabliczki gorzkiej czekolady, szczypta cukru, pół łyżeczki koziego mleka w proszku naturalnie zielona posypka, marcepan, kropla zagęszczonego soku z buraka Z wszystkich składników zagniotłam ciasto, podsypując mąką. Rozwałkowałam (jak zwykle przy pomocy butelki po oliwie) i wycinałam kółka kieliszkiem. Piekły się ok. 10 minut w temperaturze 180ºC (tylko dałam je za nisko i się zbytnio spiekły). Wystudzone ciasteczka smarowałam czekoladą rozpuszczoną z cukrem i mlekiem. Na to kwiatuszki i trawka. Kolejna nieciekawa, mało twórcza i sztampowa łączka na talerzu;P
piątek, 30 kwietnia 2010
Chciałabym Wam kogoś przedstawić. Oto Łałuś. A właściwie Łałusinka, ponad pół roku temu, nie jestem pewna dlaczego, zmienił rodzaj;) Psinka Łałusinka, dawniej Łałuś, a bardzo dawno temu WA-WA, to ukochana przytulanka mojej Córci. Ba! Nawet chwilami jej alter ego. Łałusia przyniósł Aniołek pod pierwszą życiową choinkę i od tamtej pory przyrósł do rączki. Spanie, jedzenie, przebieranie, nawet czasem kąpanie, spacerowanie etc... odbywało się ZAWSZE z Łałusiem. Intensywne użytkowanie, co pociągało pranie biednej Psinki kilka razy w miesiącu, sprawiło, że zmienił się nieco jej wygląd. Czego ten psiak nie musiał znosić...
Teraz pomału Łałusinka odchodzi w odstawkę. Nie chodzi już codziennie do przedszkola, nie wisi w ręce na spacerach, ani pod pachą w czasie zabawy. Nawet kilka nocy spędziła poza łóżeczkiem;) Cieszy nas to dorastanie Córci, bo nieco się obawialiśmy wizji Łałusinki w szkolnym plecaku... Jednak sentyment do Łałusia i wdzięczność za kojenie dzieciecych lęków pozostanie w nas na zawsze. W zasadzie Łałusinka urodziny obchodziła w grudniu, ale w tym roku jakoś nie było kiedy ich zorganizować. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Być może to ostatnia okazja;) Poprzednio "piesek" "dostał" "kość". A oto tegoroczny tort (powiedzmy, że imieninowy:)) dla Łałusinki
Ciasto czekoladowe bez jajek, takie jak zwykle, tyle że pieczone w miseczce i muffince, otulone marcepanem, na nosie z dodatkiem kakao. Oczka to zastygnięte krople czekolady. Świeczek tym razem nie było, bo jak wstawić 3,5 świeczki? No i gdzie by je wetknąć? :)
Miłej majówki!
sobota, 10 kwietnia 2010
Beatka wczoraj pokazała swoje kwiatowe muffinki, a dziś pora na mnie:) Są pomysły które tkwią we mnie od dawna i ciągle czekają na realizację. Te babeczki wymyśliłam ponad rok temu, zapisałam na karteczce z pomysłami wklejonej do kalendarza i czekały... Co za ulga! Wykreślam z listy. Ładne kwiatki? Z lokatorami:) Muffinki czekoladowe 1,5 szklanki mąki Wymieszać i piec w papilotkach ok. 20-30 minut w 180°C. Trzeba zostawić trochę miejsca, żeby później było miejsce do wetknięcia płatków. I marcepan barwiony naturalnymi barwnikami. Oczywiśćie nie kupiłam różowego, bo uważałam, że przecież zawsze mogę sobie zrobić syrop buraczany, ale oczywiście nie kupiłam buraków:/ Jednak naturalne barwniki w proszku są bardzo praktyczne (przy barwieniu marcepana warto dodać kropelke oliwy, żeby się gładko ugniatało) i bardzo wydajne. Można wcześniej posmarować kremem, czekoladą lub lukrem, żeby ozdoby się dobrze trzymały, ale już sam marcepan nieźle zatyka i nikt nie był w stanie zjeść na raz więcej niż pół takiego kwiatka.
czwartek, 08 kwietnia 2010
- Zrobisz ciasto do babci? - Dobrze.
Ciemny biszkopt, taki jak ten, tylko ciemny:) 4 jajka Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do jajek. Dno tortownicy o średnicy 18 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160ºC około 40 minut. Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Ciasto przekroić i naponczować. Poncz: łyżka soku z cytryny Przełożyć śmietaną: 500 ml śmietany kremówki Żelatynę namoczyć w mleku, rozpuścić (nie gotować), ostudzić. Śmietanę ubić z cukrem i dodać żelatynę. Wylać na ciasto i przykryć drugim krążkiem.
Oblać polewą czekoladową: tabliczka gorzkiej czekolady Połączyć wszystkie składniki w kąpieli parowej. Ozdobić zieloną posypką i ozdobami z marcepanu (zatrudnić dziecko do wycynania kwiatków;)) barwionymi naturalnymi barwnikami. Bardzo się cieszę, że nasz kraj się cywilizuje i już są takowe dostępne np tu.
A z kaczki zrobił się zając :D A dokładniej to zrobiła go moja latorośl:)
sobota, 03 kwietnia 2010
Wesołych Świąt Wielkanocnych Dziewczyny! Przepraszam, że nie zaglądam, nie życzę, dziękuję za maile, tak jakoś pędzę w te święta, że aż strach! Mój mazurek też na szybkiego;) Ciasto kruche (na oko) pół kostki margaryny, 1 (albo więcej) szklanka mąki, łyżka oliwy, przepiórcze jajeczko, cukier z wanilią, skórka z pomarańczy, łyżka oliwy. A na wierzch dałam bardzo ekskluzywną niskosłodzoną marmoladę truskawkową (kupiłam ze względu na słoiczek:)), bo nie miałam siły wymyślać niczego innego. I bakalie w naszym ulubionym motywie.
Ściskam mocno i życzę spokojnych, zdrowych i smakowitych Świąt.
środa, 03 marca 2010
Ciasto buraczkowe chodziło za mną chyba od ponad półtorej roku. Ciągle miałam ochotę je upiec, ale zawsze było wypychane z kolejki. Pierwszym krokiem, który wydawał mi się ważniejszy do pokonania, było upieczenie ciasta marchewkowego bez jajek. Zanim ciasto buraczane bez jajek doczekało się realizacji, w między czasie zaczęłam używać jajek. I kłopot polega teraz na tym, że mam kłopot przy pieczeniu ciast na jajkach i zupełnie nie wiem jak to robić;)
Gdybym chciała upiec ciasto z buraków bez jajek przerobiłabym po prostu mój przepis na wegańskie ciasto marchewkowe. W związku z tym robiąc ciasto buraczkowe z jajkami posłużyłam się przepisem wypróbowanym i przetestowanym na przepysznym cieście marchewkowym. Dodatkowo je zakwasiłam, żeby zachować jak najwięcej buraczanego koloru i złagodzić buraczany smak.
Zrobiłam z połowy porcji, co było w sam raz na tortownicę 18-20 cm. 1 szklanka tartych buraków (surowych, startych na drobnych oczkach, ale nie na miazgę) Białka ubiłam z połową cukru, dodałam żółtka. Buraczki zmieszałam ze składnikami sypkimi i olejem. Połączyłam z jajkami i tuż przed wylaniem do malutkiej tortowniczki 18 cm wysypanej bułką wmieszałam zakwaszacze. Piekłam w 180°C przez ok. 30 minut (do suchego patyczka).
Całkiem fajnie wyszło:) A kolor jak widać udało mi się uzyskać przefajny, chociaż po wierzchu było pomarańczowe. Smak buraków był ledwie wyczuwalny. Polałam je lukrem z soku z cytryny z dodatkiem likieru cytrynowego (zabarwionego sokiem z buraka:)) Jak to powiedział W: "Najgorsze, że to ciasto jest bardzo smaczne, ale wiem z czego zostało zrobione i mi nie smakuje." Dziwak;) Myślę, że fajne też byłoby ciasto pół na pół z buraków i marchewki. Łączenie warzyw daje czasem ciekawe efekty :)
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Rok temu robiłam tort w kształcie choinkowej bańki i w te Święta też sobie obiecywałam, że taki zrobię, tylko poświęcę na to więcej czasu, a nie 10 minut przed wyjściem;) Ale cóż, po prostu nie było kiedy, nie było kiedy... Może za rok uda mi się znaleźć odpowiednią ilość czasu? A na razie została nam terapia zajęciowa przy pomocy marcepanu :D I tak powstały marcepanowe bombeczki o średnicy jakichś 2,5-3 cm.
Obiecywałam sobie, że już koniec za złoceniem. Moja ortoreksja zaczyna się odzywać, że już za dużo... Ale znów uległam namowom Kurdupelki;) Ale to już ostatni raz!
Poza tym jest ogromny postęp i Mała pozwala mi fotografować również i swoje dzieła:)
środa, 23 grudnia 2009
Gdy się Chrystus rodzi
Aniołki z piernika malowałam złotem spożywczym rozrobionym z wodą i brokatem na sucho. Buźki malowałam wykałaczką. Wybaczcie brak talentu w odzwierciedlaniu ludzkich (anielskich) obliczy. Złocone pierniczki przeznaczyłam na choinkę i na prezenty. Córcia wolała brokat, tylko musiałam otrzepywać pierniczki z ich nadmiaru, bo Mała miała inną wizję artystyczną niezgodną z normami dopuszczalnego spożycia :P
To mój ostatni wpis przed Świętami. Chciałam złożyć Wam wszystkim, którzy mnie odwiedzacie, najcieplejsze życzenia spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Wytchnienia i radości, szalonych zabaw w śniegu i łagodnej zadumy nad kubkiem gorącego kompotu. Oby wokół Waszej choinki tchnęło bożonarodzeniową magią, ciepłem i miłością, a mróz pochodził tylko z okna uchylonego by wpuścić Aniołka z prezentami. Gosia z W i Córcią i nasze aniołki;)
|