|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: bez pieczenia
piątek, 10 lutego 2012
Dzieci miewają różne zachcianki, więc lody w zimie nie są aż tak zaskakujące. No ale przecież w końcu się ociepliło;) Lody truskawkowe
Mrożone truskawki przełożyć do lodówki na godzinę, żeby zmiękły, lecz się nie rozmroziły. Tymczasem banana wystawić za okno (-10°C:)) Banan obrać, wrzucić owoce do blendera, ewentualnie podlać odrobiną syropu truskawkowego i zmiksować. Przełożyć masę do foremek na lody (u mnie ciągle te same;)), powtykać patyczki i zamrozić. Mniami! Parę łyżeczek masy rozmrozić i nakarmić niemowlaczka:)
sobota, 26 listopada 2011
Wspominałam kiedyś przy okazji pewnej rocznicy o sosie czekoladowym, który wypatrzyłam u Bożeny Sikoń. Nieco go stuningowałam, bo chciałam uniknąć efektu smakowego: kakao na wodzie, a co tu nie ukrywać ten cukierniczy sos, to właśnie jest kakao na wodzie;)
300 g cukru (dałam połowę nierafinowanej jasnej demerary i połowę ciemnego muskowado aż ociekającego od melasy)
Należy ugotować syrop do nitki z cukru z miodem i odrobiną wody (nalać tylko tyle, żeby zakryła cukier). Ja dodałam przekrojoną laskę wanilii razem z wyskrobanymi ziarenkami. Dodać kakao rozrobione z odrobinką wody, zagotować i wystudzić. Z tą wodą trzeba uważać, żeby sos nie zrobił się zbyt rzadki (dlatego w ogóle dodałam karob - żeby zagęścić;)) Z tych proporcji wychodzi ponad pół litra sosu. aj jeszcze gorący przelałam do butelek, zakręciłam, odstawiłam do góry dnem do wystudzenia i pięknie się zassały. Sosu można używać do ciast, jako polewę do lodów i deserów, naleśników lub jako błyskawiczny sposób przygotowania kakao (wystarczy rozmieszać trochę w szklance z mlekiem). A poniżej sos w użyciu, ale o tym może jutro...
wtorek, 22 listopada 2011
Zauważyłyście, że z teleturniejów tasiemcowych zawsze odpadają ci uczestnicy, którzy narzekają, że są już zmęczeni? Ludzie nie chcą oglądać narzekania, sami są zmęczeni codzienną harówką i chcą widzieć innych pełnych werwy, energii i zapału. Chcą widzieć zwycięzców, a nie oklapniętych luzerów. Nie będę narzekać! Choć to nie wyścig o złocone kalesony, to chciałam napisać o tym, jaka jestem zmęczona, jak mam dosyć niedospania, bo Mamutek je kilkakrotnie w ciągu nocy, wstaje o świcie, cały dzień chce na mnie wisieć, a do późnego wieczora siedzę z Córcią, bo tylko wtedy mamy czas tylko dla siebie. Jak męczące jest przygotowywanie nowych wykładów z niemowlakiem szarpiącym za włosy, i ze świadomością, że studenci i tak nie spróbują wykrzesać z siebie choć odrobiny entuzjazmu. Jak potwornie wykańczające jest zastanawianie się: co ugotować na obiad, kiedy niezależnie od tego, co ugotuję, to przynajmniej jedno z moich dwojga umiejących posługiwać się mową artykułowaną stołowników będzie narzekać (czemu bez mięsa, znowu mięso, a to czerwone to co to jest, nie mogę zamówić sobie pizzy?). Jak wpadam w depresję na zakupach widząc windujące z dnia na dzień ceny. Jakim cierpieniem jest ssanie w żołądku na widok serników na innych blogach. Jak dobijające jest zapalenie gardła, którego nie mam czym wyleczyć. Ale nie będę narzekać! Po pierwsze przez moje dzieci, które uśmiechają się najpiękniej na świecie. Po drugie przez W, który ma bardzo szerokie i ciepłe ramiona. Po trzecie przez studentów, którzy z zapałem chodzą na moje zajęcia, ciesząc się, że nie będą to dla nich godziny zmarnowane (choć jeżeli coś podobnego usłyszę jeszcze na biochemii to chyba padnę na zawał:D). Po czwarte przez żołądek wypchany do granic możliwości sałatką owocową. O!
czwartek, 20 października 2011
Zrobić budyń to żadna filozofia;) Ale domowy budyń jest o niebo lepszy niż ten kupiony.
500 ml koziego mleka Cukier, mąkę ziemniaczaną i kakao rozrobić w pół szklanki mleka, resztę mleka zagotować. Do gorącego mleka wlać rozrobioną mieszaninę i gotować przez 2 minuty do zgęstnienia. Zdjąć z ognia, lekko przestudzić. Ciągle mieszając dodać czekoladę, mieszać wciąż aż się cała rozpuści. Przelać do miseczek i odstawić do wystudzenia. U mnie budyń został udekorowany małymi bezikami dla reszty bez bezika dla mnie.
poniedziałek, 10 października 2011
Nie przesadzam. Należę do osób, które odrzuca zapach octu balsamicznego i z tego powodu bardzo długo nie odważałam się po niego sięgać. Jednak dolewam go, zamiast zwykłego octu, do niemal każdego pieczonego przeze mnie ciasta, a już barszczu to nie potrafię sobie wyobrazić bez jego dodatku. Coś w nim takiego jest, jakaś kulinarna magia, która sprawia, że pomimo iż sam jest odstręczająco kwaśny, to nadaje potrawom niespodziewanej słodyczy. RÓŻANY SYROP BALSAMICZNY 3 łyżki octu balsamicznego Składniki gotować do uzyskania konsystencji nitkowatego syropu. Uzyskany syrop wystudzić i napełnić nim wnętrze malin. Takie owocki nadają się jako samodzielny deser drażniący i pieszczący wszystkie kubki smakowe lub jako nadzienie do tartaletek. Pomysł nadziewania malin balsamico widziałam już wiele razy u różnych szefów kuchni, różany syrop balsamiczny jest do gruntu mój. Już nie mogę się doczekać na powtórzenie go z truskawkami:)
poniedziałek, 03 października 2011
Tak, to miały być lody:) Wymarzyły mi się lody czeko-śliwka, ale w trakcie robienia spróbowałam na ciepło... i takie właśnie zjedliśmy.
Mus czekoladowo-śliwkowy 300 g śliwek węgierek Śliwki posiekałam i poddusiłam w niewielkiej ilości wody. Kiedy zmiękły odstawiłam do wystudzenia. Zmiksowałam na gładko z dodatkiem wanilii i znów lekko podgrzałam, żeby rozpuścić w śliwkach czekoladę. I wtedy właśnie spróbowałam... I przepadłam:) Nałożyłam szprycą do miseczek. Mniam! P.S. Chlapka whisky lub rumu by nie zaszkodziła:D
środa, 21 września 2011
Szukamy nazwy dla kwiatowego napoju, który oczarował uczestników moich warsztatów w czasie targów Gastro Trendy 2011. Wygrała: FIOLENIADA! Przepis na napój lawendowo-fiołkowy: 4 litry wody gazowanej Zagotuj półtorej szklanki wody z 1 szklanką cukru, dodaj wanilię przekrojoną wzdłuż na pół. Gorącym syropem zalej 4 łyżki lawendy i odstaw pod przykryciem do wystudzenia. Wyciśnij sok z cytryn, dodaj syrop fiołkowy i przecedzony syrop lawendowy. Całość zalej wodą mineralną. W wersji dla dorosłych połowę wody mineralnej można zastąpić białym winem.
sobota, 10 września 2011
Miałam je trzymać w ukryciu do Festiwalu u Bei (bo będzie, prawda?), jednak uznałam, że to barbarzyństwo schować tak świetny pomysł tylko dla siebie. Lody z dyni są przepyszne!
Niemal jednocześnie wpadła na ten pomysł Wegetarinka, więc z niecierpliwością czekam na jej relację z kręcenia dyniowych lodów:) Dynię upiekłam, przez co stała się bardzo słodka. Po wystudzeniu, pokroiłam w kostki i wstawiłam na 20 minut do zamrażarki. (Nie radzę zostawiać na dłużej, bo jak zamarzną na kość, to koniec!) Do blendera wrzuciłam jednego pokrojonego w plasterki, zamrożonego banana (od zrobienia lodów borówkowych mam w zamrażalniku popakowanych kilka porcji na zaś;)), po czym dodałam tyle schłodzonej dyni, ile tylko się zmieściło w blenderze (400 ml) i... WRRRRR.
Lody są idealne: kremowe, słodkie (wg mnie nie trzeba dosładzać), proponuję dodać do nich skórkę pomarańczową lub cytrynową, cynamon lub bakalie. Takie saute też są bardzo smaczne, choć mają raczej mało wyrazisty smak. Taki sam miks tylko na ciepło okazał się bardzo lubianym obiadkiem Mamutka;)
piątek, 09 września 2011
Ponieważ to lato było bardzo obfite pod względem spotkań towarzyskich, a że niezależnie, czy my gdzieś idziemy, czy przychodzą do nas, to i tak prowiant muszę zapewniać ja, więc mam około 20 zaległych przepisów. Lubię takie okazje, ponieważ mogę piec i wymyślać coraz to nowe pyszności bez obawy, że przejemy się słodkościami, bo każdemu dostanie się najwyżej malutki kawałeczek;) Tyle że doprawdy nie mam pojęcia, kiedy ja to wszystko opiszę:/ Tymczasem skończył mi się urlop macierzyński, a Mamutek vel Buldog vel MadDog vel Gargulec vel Cyborg vel Nono vel Szczerbatek vel Leming vel Popey (zgadnijcie od czego pochodzą te przezwiska;)) już jest mobilny, Córcia poszła do przedszkola (termosik, ach, termosik) i nagle okazało się, że doba jest zdecydowanie dla mnie za krótka, a godziny wcale nie naciągają się jak ściągacz pieluchy.
Na osłodę zbliżającej się jesieni szybka zakąska: ogórki z miodem, z melonem i obowiązkowo z kwiatkiem;) W dwóch wersjach: z czapeczką i paseczkami oraz bez nich.
Życzę smacznego i pozdrawiam serdecznie!
piątek, 02 września 2011
Kolejna rzecz, którą Córcia podpatrzyła i zapragnęła. Przepis wypatrzyłam u Dorotki i twórczo zmodyfikowałam na potrzeby alergiczne.
oryginalny przepis zakładał użycie: 80 g orzechów laskowych Ponieważ w sprzedaży nie ma skondensowanego mleka koziego przygotowałam jego substytut z mleka koziego i koziego mleka w proszku. Orzechy laskowe podprażyć na patelni i obrać z brązowych skórek pocierając je zawinięte w ściereczkę. Ostudzone orzechy włożyć do malaksera i zmiksować na płynną masę. Nie udało mi się osiągnąć takiego stanu, ale uzyskałam całkiem gładkie masło i dalej mój blender odmówił współpracy. W garnuszku podgrzać mleko, połamaną gorzką czekoladę i miód. Podgrzewać do rozpuszczenia się czekolady, mieszając by wszystkie składniki się połączyły. Mnie się nie chciały połączyć, kozi substytut kondensatu okazał się zbyt rzadki, więc dorzuciłam jeszcze 30 g czekolady i się udało. Ciepłą mieszankę wlać do masy orzechowej i zmiksować na gładką masę. Nałożyć do słoiczków i odstawić do stężenia. Dorotka miała rację, ten krem jest przepyszny. O niebo lepszy od nutelli. Ale cóż się dziwić w końcu to orzechy i czekolada a nie margaryna i kakao z aromatem. A słodkość można sobie samemu dobrać, więc zęby nie bolą od pierwszego ugryzienia. Cudowny krem orzechowo-czekoladowy jest wprost potwornie pyszny! Oczywiście jeżeli jesteście przyzwyczajeni do smaku mleka od kozy :P
Blender po przygotowaniach był cały obklejony kremem i za nic nie dało się powybierać resztek kremu łyżeczką, a nawet mój jęzor tak głęboko nie sięgnie. Uznałam, że szkoda marnować tyle pyszności, więc wypłukałam go przy pomocy koziego mleka i przy okazji kremu powstał też pyszny czekoladowo-orzechowy koktajl. O!
środa, 31 sierpnia 2011
Tak akurat na koniec wakacji;) Koleżanka z placu zabaw podzieliła się przepisem na lody, które notorycznie popełnia. Choć jej dzieci żadnych alergii nie mają, robi je co chwilę, bo są tak proste i smaczne. Poza tym bez dodatku cukru, słodzików, barwników, emulgatorów etc. Od razu je zrobiłam. Ech, że też dopiero teraz je poznałam! Wegańskie lody. Owocowe, bez jajek, bez jakiegokolwiek mleka. Bardzo kremowe (co jest zasługą bananów) i bardzo sycące, więc raczej ciężko je nazwać sorbetem. Koleżanka robi z truskawkami, ja przygotowałam borówkowe.
Banana pokroić na plasterki i wstawić do zamrażarki na przynajmniej pół godziny (ale mogą sobie tam nawet mieszkać). Wrzucić do blendera razem z zamrożonymi borówkami (dałam 3 garście) i zmiksować na gładko. Ja dodałam jeszcze odrobinę soku wyciśniętego z cytryny. Lody są czysto owocowe, pyszne i rzeczywiście bardzo kremowe. W dodatku błyskawiczne do zrobienia - żadnego mieszania co pół godziny. Wystarczy mieć blender;) Tyle lat bez niego żyłam, a teraz ciągle okazuje się, że sprzęta agiede jednak przydatne są.
Już żałuję, że mam tak mało borówek w zamrażarce;) Ale nic to, jeszcze przecież są truskawki, wiśnie, żurawina...
niedziela, 28 sierpnia 2011
Mam fazę na kokosa! Tymczasem zrobiłam lody i jak je zjadłam, to sobie przypomniałam, że przecież ja nie lubię wiórków kokosowych;) Są jakieś takie mdłe i wogle... Dlatego urozmaiciłam lody dżemem wiśniowym, który złamał tę mdłość.
szklanka mleka kokosowego Składniki zmieszać i wstawić do zamrażarki. Co jakiś czas rozbić grudki lodu widelcem. Podawać z kwaśnymi owocami lub dżemem.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Po wakacjach mam mnóstwo zaległości i zanim się z nimi odrobię przedstawiam, zapomniany przepis fiołkowy. Choć już dawno przekwitły, syrop fiołkowy ciągle mam:) Jednakowoż Klub Kwiatożerców wciąż zaprasza otwartymi szeroko ramionami. Fiołki w deserze trochę na szybkiego, jak niemal wszystko u mnie. Przepysznym, bo w końcu z czekolady i fiołków:) Z użyciem syropu fiołkowego i białych fiołków jako garnie. Ach, jak to było dawno!... Mus fiołkowo-czekoladowy 200 ml śmietany kremówki Śmietanę ubić z cukrem, dodać syrop fiołkowy i roztopioną ostudzoną czekoladę. Nałożyć do pucharków i udekorować fiołkami. A wiecie, co było najgorsze? Kiedy otwierałam lodówkę, jeden pucharek wyleciał i roztłukł się o podłogę w czekoladowo-fiołkowo-szklany kleks:( Podzieliliśmy się z W jednym. Jak za starych dobrych lat - dwie łyżki w jednej misce...
sobota, 06 sierpnia 2011
To zdecydowanie jedne z najlepszych lodów jakie jadłam w życiu! kopiaty kubek jeżyn Jeżyny i aronię zmiażdżyłam, przetarłam przez sitko i porządnie wycisnęłam. Dodałam cukier i mleko. Wstawiłam do zamrażarki i mieszałam co jakąś godzinę. Wspaniałe, ciekawe, aromatyczne, słodkie w sam raz, kremowe. W żadnym sklepie takich nie znajdziecie. A jeżyn jest takie mnóstwo, że wreszcie nawet udało nam się je donieść do domu;)
piątek, 05 sierpnia 2011
Lipcopad się skończył. Znowu trzeba się przyzwyczaić do upałów, zanim jesień nie chuchnie na nas swoim zimnym oddechem. Cieszmy się słońcem póki czas, bo choć słońce ostro praży, to coraz wcześniej trzepocze o szyby ćma nocy... Co prawda niezależnie od pogody, Córcia wcina mleczne lody. Ale że aura sprzyja powróciła mi chęć na kręcenie też lodów owocowych. Morele z tymiankiem to jedno z bardziej znanych połączeń smakowych. Po przetarciu przez sito nadmiarowych moreli, których nie zdołałam pochłonąć na surowo, zastanawiałam się nad przerobieniem ich na mus-kisiel na ciepło. Dodałam miód i już nie pamiętam czemu jednak zmieniłam zdanie i wrzuciłam je do zamrażarki?... Tak powstał sorbet morelowy, do którego nawrzucałam tymianku.
Dodaję do akcji Kabamaigi i Pluskotki.
wtorek, 12 lipca 2011
"Biedroneczki są w kropeczki", o tym wie każdy, ale nie każdy już zdaje sobie sprawę, że: "Tylko biedronka nie ma ogonka" ;) U mnie biedronki z borówkami, co prawda nie siedmiokropki, jednak na pewno nie te wielokropkowate chińskie przeprowadzające inwazję na nasz kraj, nasze mszyce i niestety również nasze biedronki.
Zainspirowana ciastem biedronką przygotowałam prościutki deser z galaretki wiśniowej. Miseczki napełniłam do połowy przygotowaną i wystudzoną galaretką, powrzucałam po kilka czarnych borówek (przez zwolenników zaboru rosyjskiego zwanych jagodami). Wstawiłam do lodówki do stężenia, podczas gdy reszta galaretki oczekiwała na blacie. Kiedy galaretki z borówkami zastygły, wylałam na nie pozostałą galaretkę. Po całkowitym zastygnięciu, łyżeczką wybrałam część galareki kształtem odpowiadającej biedronkowej głowie. Te wyskrobki roztopiłam nad gorącą kąpielą wodną i rozgniotłam w nich kopiatą łyżeczkę borówek. Sczerniałą od soku galaretkę przez siteczko wlałam w powstałe od łyżeczki dołki i odstawiłam do lodówki. Po stężeniu wyciągnęłam z miseczek - biedronki gotowe!
środa, 06 lipca 2011
Produkt niejako uboczny sernika z galaretką różaną, ale tak naprawdę obowiązkowy. Przecież Córcia nie mogła zostać bez deseru, no i nie darowałaby mi niezjedzenia róż;)
Odrobina galaretki różanej przygotowanej na sernik zmiksowana na najwyższych obrotach i wstawiona do lodówki. Tak naprawdę doskonale nadaje się na pełnoprawny deser. Pyszny i niezwykły deser. Córcia nie czuła się pokrzywdzona;) Chyba żaden Kwiatkożerca by nie był :D Tagi:
bez mleka krowiego
bez pieczenia
bez pszenicy
galaretka
jadalne kwiaty
przepisy bez jajek
róża
10:20, pinkcake ,
jadalne kwiaty
Link Komentarze (14) »
czwartek, 23 czerwca 2011
Coś dla nie uczulonych na nabiał:) Dekorację z różowych serduszek okalających sernik podpatrzyłam w zeszłym roku u Natalii - genialny pomysł:) Sernik na zimno z galaretką z płatków róży Spód: Masa: Galaretka: Herbatnikami wyłożyłam ciasno tortownicę. Masło zmiksowałam z połową cukru. Żółtka, które dałam wyłącznie dlatego, że nie miałam co z nimi zrobić, ubiłam na parze z drugą połową curku. Połączyłam masło z żółtkami, wanilią i po trochu dodawałam ser. Żelatynę rozpuściłam w mleku i wystudzoną zmiksowałam z masą serową. Wyłożyłam ser łyżką na herbatniki cieniutką warstwą i wstawiłam do lodówki. Potem dolałam resztę sera. Z płatków róży pomarszczonej (fałdzistolistnej) powybierałam najładniejsze i schowałam do lodówki, a resztę zalałam gorącą wodą i odstawiłam do wystudzenia. Przecedziłam, dodałam cukier i cytrynę. Żelatynę rozpuściłam w łyżce wody i połączyłam z różami. Wylałam na zastygnięty ser. Następnego dnia wyciągnęłam z tortownicy i obłożyłam płatkami róż.
Tylko dlaczego tak musi zawsze być, że jak sobie coś zaplanuję ekstraśnego, to słońce znika i nie mam światła do zdjęć? Ech...
czwartek, 16 czerwca 2011
Zazwyczaj taki deser robię na ciepło w zimie, jednak kiedy Dorotka pokazała mrożoną wersję postanowiłam spróbować. Nie zanurzałam ich całych w czekoladzie, tylko ograniczyłam się do czekoladowych esów-floresów. Fajne, aczkolwiek bardzo ciężko się je je.
piątek, 10 czerwca 2011
Lody z mleka koziego robię praktycznie przez cały rok, traktując je jako porządną porcję nabiału, a czasem i zimny okład na zbolałe gardło. W tym roku recepturę wzbogaciłam o kozie mleko w proszku, żeby lody były bardziej kremowe i bardziej treściwe. Na jedną tubkę 50 ml wypada mniej więcej: Mleko w proszku rozcieram z niewielką ilością wrzątku, miodem i wanilią, dodając po trochu mleko kozie. Ilości trzeba oczywiście pomnożyć przez ilość tubek. Jednorodną mieszaninę wstawiam do zamrażarki i mieszam co jakiś czas, jak w przypadku robienia sorbetów. Można też wlać do maszyny do lodów. Można też po prostu płyn wlać do foremek, ale lody wcześniej zamrażane-mieszane są przyjemniejsze do lizania. Na wpół zamarzniętą mieszaniną (lepiej to zrobić za wcześnie niż za późno:)) napełniam foremki, wiążę gumką, żeby się nie wywracały, wkładam patyczki i wstawiam do zamrażarki, żeby całkowicie zamarzły.
Żeby wyciągnąć loda z foremki, zanurzam tubki na chwilę w gorącej wodzie. Inne przepisy na lody bez jajek i bez mleka krowiego znajdziecie pod tagiem lody:) |