|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: bezy
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Makaroniki to podobno hit sezonu;) Ale nie jestem pewna, kto to ustala:P
Poprzednio makaroniki mi nie wyszły. Podobno są strasznie trudne do upieczenia i wdepnęłam sobie sama na ambicję, żeby jednak je upiec tak, jak powinny wyglądać. I wyszły. Wcale nie są takie uciążliwe do zrobienia, jeżeli tylko doda się wymaganą ilość cukru, czego nie zrobiłam poprzednio. Jeszcze musiałbym popracować nad ich wielkością, bo w większości zrobiłam je zdecydowanie za duże;) ok 100 g białek (3 sztuki) Białka należy podsuszyć, ja zbierałam pojedyncze białka i zostawiałam je w lodówce w miseczce (najdłużej jedno czekało 4 dni), a potem wyjęłam rano i zostawiłam na stole. Migdałów nie mieliłam dodatkowo, tylko połączyłam z przesianym cukrem pudrem. Białka ubiłam na sztywną pianę ze szczyptą soli, dodając pod koniec drobny cukier. Do piany trzeba wsypać migdały z cukrem pudrem i pomieszać łyżką tylko tyle, żeby się połączyły. Nakładać krążki masy na blachę wyłożoną papierem. Niepotrzebnie zaczęłam ją maltretować workiem cukierniczym, o wiele lepiej nakładało mi się po prostu szprycą bez założonej końcówki, co polecam. Przygotowane blachy odstawić na 1 godzinę do obeschnięcia. Piec w piekarniku nagrzanym do 160°C przez 12-15 minut. Odstawić do wystygnięcia i dopiero wtedy ściągać. Można przekładać dowolnymi masami, przecierem z róży, czekoladą, nutellą etc. Ale wiecie co? Wcale mi te makaroniki nie smakowały, wolałam takie jak wtedy. To po prostu upieczony lukier! Jedzenie tak potwornie słodkich ciastek nie sprawia mi wcale przyjemności. Po jednym miałam dość. Kiedy cukier atakuje układ nerwowy, nie ma czasu na rokoszowanie się smakiem, wydobywaniem subtelnych migdałowych akordów. A skleić te ciasteczka jeszcze czymś słodkim? - to już można paść na miejscu. Przełożyłam tylko kilka sztuk niskocukrowym przecierem różanym. Taaa, makaroniki... Równie dobrze mogłabym sobie pochrupać cukier w kostkach, a wg mnie nie o to chodzi.
Umiem, wiem jak je zrobić, wyszły, przypuszczalnie nigdy już do nich nie wrócę. Ale co róża, to róża :D
czwartek, 19 sierpnia 2010
Oto deser dla zaawansowanych i zapalonych kwiatożerców:) Gdyby zobaczyła go pewna primabalerina prychnęłaby jeno na nowozelnadzkie czy też australijskie (bo ciągle się kłócą, kto był pierwszy) truskawki. W końcu kwiaty są bardziej eteryczne niż owoce:) Torcik Pavlova z jadalnymi kwiatami begonii 4 białka kwiaty begonii wiecznie kwitnącej (zużyłam ok. 30 sztuk, czyli z dwóch dorodnych krzaczków) Białka ubiłam na sztywno, pod koniec ubijania dodając cukier. Wyłożyłam pianę (oj warto zainwestować w szprycę) w kształt koła na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. (Z części zrobiłam kilka małych bezików, dla Córci). Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180°C i od razu przestawiłam temperaturę na 120°C. Piekłam ok. 1,5 godziny i studziłam bezę w uchylonym piekarniku. Potem jeszcze dosuszałam w 80°C, ponieważ chciałam, żeby beza była solidnie sucha. Śmietanę ubiłam z cukrem pudrem i wanilią. Nałożyłam na ostudzoną bezę i obłożyłam begoniami. Begonie są cudownie kwaśne, jak cytryny, więc doskonale równoważą słodycz bezy i śmietany. Są też fajnie chrupiące. I wspaniale kontrastują kolorystycznie z paterą mojej Teściowej;) Z tym przepisem Was zostawiam i życzę udanego gotowania, kiedy ja będę leniuchować:) Buziaki!
środa, 07 lipca 2010
Oj, nieładnie. Tak bardzo chciałam wziąć udział w czerwcowej Weekendowej Cukierni, bo jeśli zaprasza Poleczka, to trzeba przyjąć zaproszenie:) Chociaż w lecie rzadko kiedy piekę, bo obfitość owoców starcza za wszelkie desery, to dodatek świeżych owoców do tarty też wyglądał kusząco. Jednak dla Poleczki musiałam się zmobilizować. Przynajmniej taki miałam plan. A tymczasem ja się dramatycznie spóźniłam i jeszcze rządzę się po swojemu, bo ciasto było dla wszystkich, dla jedzącej inaczej mojej małej alergiczki też. Na kruchy spód wzięłam: ok 170 g mąki pszennej W środku zrobiłam masę a'la makaronikową (bo Córcia białka może a żółtek nadal nie) 150 g cukru Nie wiem, czy Gospodyni WC mnie nie wyrzuci na zbity pysiak, bo takie jej prawo, ale banerek i tak sobię wkleję;) Jedyne, co mnie pociesza to to, że Polka nie opublikowała jeszcze podsumowania, więc nie tylko ja się tutaj ślimarczę:P
środa, 07 kwietnia 2010
Nie wiem jak u Was, ale tutaj fiołki zakwitły tydzień temu i już zaczynają przekwitać:( Najgorsze, że nie mogłam się nimi zająć tak, jak planowałam:/ Ale coś jednak zdziałałam:)
Deser fiołkowy bezy Żelatynę namoczyć w winie, śmietanę ubić z cukrem. Ostrożnie rozpuścić żelatynę, ostudzić i wmiksować do śmietany. W pucharkach namalować spiralki lub paski pędzelkiem umoczonym w winie. Wrzucić płatki oskubane z fiołków - przykleją się tam gdzie była wilgoć, resztę odsypać. Wersja dla dziecka nie wymaga opisu;)
piątek, 12 marca 2010
Wielki bałagan z połamanej bezy, śmietany ubitej z cukrem z ziarenkami wanilii, brzoskwiń i wyfiletowanych pomarańczy z dodatkiem pierwiosnków pochodzących z uprawy ekologicznej. Smacznego!
A jutro w Dzień Dobry TVN będzie o jadalnych kwiatach:)
wtorek, 09 marca 2010
Ciągle powtarzam, że należy unikać sztucznych barwników, farbowanej żywności i w ogóle całej chemii absolutnie zbędnej w produktach przeznaczonych do jedzenia. Wciąż to podtrzymuję, tylko teraz wychodzę na niezłą hipokrytkę... :P Córcia przez moje ramię wypatrzyła na stronie Wiltona babeczki z niebieskim kremem i prosiła, żeby jej takie zrobić. Ale kremy to ona nie specjalnie lubi, a poza tym udało mi się jej wmówić, że taki krem jest z mu-mu, więc i tak nie mogłaby go jeść. Ale miała taką smutną minkę, że uległam jej spojrzeniu (iście zdartemu ze shrekowego kota) i obiecałam jej niebieskie ciasteczka.
Niebieskie bezy 3 białka Białka ubić na sztywno z cukrem i kolorkiem. Jako że szprycy jeszcze się nie dorobiłam, nakładałam porcje łyżeczką a po wierzchu wyciskałam pianę przez dużą strzykawkę:) Piec w ok. 140°C przez 30 minut i suszyć w otwartym piekarniku.
Córcia uznała, że jak na jej gust to bezy są zbyt ciągliwe, więc jeszcze je później dosuszałam w piecu nagrzanym po obiedzie i niestety mi się przyrumieniły. Pfuj! Sama chemia! Ale całkiem smaczna :D Były takie lekko borówkowate;) Dorzucam do Krainy czarów. No i wychodzę na niezłą hipokrytkę... :P
niedziela, 21 lutego 2010
Bez okazji okazja dla bez i czekolady.
Na spód: pokruszone herbatniki czekoladowe Środek: 500 ml śmietany kremówki Góra i boki: Czekoladę białą i czarną rozpuściłam na osobnych kąpielach parowych. Serek utarłam z cukrem, wanilią i połaczyłam z wystudzoną gorzką czekoladą. Śmietanę ubiłam i połączyłam białą czekoladą oraz z rozpuszczoną żelatyną. Boki tortowniczki wyłożyłam bezami a dno pokruszonymi herbatnikami z dodatkiem płatków migdałowych. Na herbatniki wylałam serek i przykryłam musem z bitej śmietany. Po wierzchu posypałam migdałami. Porządnie schłodziłam.
Rozwiązanie ułożenia bezowych boków zastosowane przy pomarańczowym serniczku jednak było lepsze. Tutaj bezy się trochę ukruszyły, a poza tym rozpuściły w kontakcie z serem. Ale serniczek był boski. Pierwszy kęs mnie rozczarował. Była gigantyczna przepaść między delikatną słodką górą a gorzko-kwaśnym dołem. Ale każdy kolejny kęs wkładany do ust wprawiał mnie w coraz większą czekoladową euforię. Nie mogłam się powstrzymać i co chwilę biegałam do lodówki po kolejny kawałek:) I chyba na przyszłość zrezygnowałabym z migdałów na wierzchu na rzecz wiórków czekoladowych. A propos bez i powstrzymywania się, to opowiem, jak moja Córcia pierwszy raz jadła bezy. Z duszą na ramieniu (obsypie czy nie obsypie?) dałam jej połówkę takiej podłużnej bezy. Mała zjadła w oka mgnieniu. Dałam dwie kolejne połówki - zachwyt sięgający zenitu. Nic się nie stało: ani pół krosteczki, ani kawałeczka owrzodzenia. Następnego dnia dałam jej 6 połówek bez i powiedziałam, żeby 3 zjadła sobie teraz a resztę zostawiła na deser. Może Was to zdziwi, jak można od dziecka wymagać czegoś takiego, ale u mojej Córci zawsze działało. Ma pewność, że deser nie zniknie (przynajmniej odkąd mieszkamy bez babci...), a na ogół dobrze wymierzam porcję słodkości na jej siły, więc nie ma problemu. W każdym razie po chwili wracam do pokoju a tu wszystko zniknęło! A Córcia mi mówi z anielskim zachwytem na małej buzince: -Ach! Mamusiu! Nie mogłam się powstrzymać! Później ją dorwałam, jak sobie przystawiła taboret, wspięła sie na kuchenny blat i podskakiwała (na blacie!), żeby dosięgnąć do reszty opakowania, które zapobiegawczo schowałam na górze wiszącej szafki. Zupełnie ją te bezy ogłupiły!
niedziela, 29 listopada 2009
Nie wiem, jak zrobić granatowy sernik, ale zrobiłam pomarańczowy z granatem;)
Na spód: położyłam okrągłe biszkopty. Wnętrze: 500 ml śmietany kremówki Góra i boki: Żółtka ubiłam z cukrem, połaczyłam z serkiem, zmiksowaną pomarańczą i likierem. Żelatynę rozpuściłam w mleku i połączyłam z serem. Śmietanę ubiłam i 1/3 dodałam do masy serowo-pomarańczowej. Na biszkopty wylałam masę i odstawiłam do stężenia. Kiedy zastygła, przykryłam resztą bitej śmietany i chłodziło się wszystko przez noc. Następnie wyciągnęłam serniczek z formy i obkleiłam dookoła bezami, stabilizując wszystko wstążeczką, a wierzch obsypałam ziarenkami granata. Goście zażarli i nie zostawili nawet kawałeczka:)
sobota, 11 lipca 2009
Przygotowałam kolejne słodkości dla dorosłych, ale nic nie wyszło tak, jak powinno. Beza klapła, śmietana się nie ubiła tak jak lubię, czyli na sztywno. Tak to już bywa, kiedy się jednocześnie piecze i pracuje w innym pomieszczeniu... Ech! Jedyne co się udało to smak:) Doskonałe połączenie czekolady, śmietany i borówek.
4 białka (zostały z tiramisu:)) Białka ubić z cukrem. Dodać sok z cytryny i delikatnie wmieszać przesiane kakao i czekoladę. Piekarnik nastawić na 170 stopni, wstawić bezę i od razu skręcić na 150. Piec 45 - 60 minut. Suszyć w otwartym piekarniku. Później, jak oprzytomniałam z roboczego amoku, okazało się, że piekłam ją tylko 20 minut. Nie dziwota, że klapła... Na wierzch położyłam: 250 ml śmietany kremówki ubitej z cukrem z wanilią Pyszna! I nie przejmowałam się drobiazgami;)
poniedziałek, 01 czerwca 2009
Tak na prawdę miały być bezy różane i bezy miętowe, a miętowo-różane wyszły z lenistwa, bo nie chciało mi się myć szprycy. I jak się często zdarza z przypadkowymi daniami - były przepyszne:) A białka mi się pałętały po lodówce, bo Mążuś z anginą potrzebował kogla-mogla na ukojenie:)
3 białka Białka ubić z solą, dodając po trochu cukier i sok z cytryny. Po ubiciu do połowy piany dodać różę, a do drugiej miętę. Wyszprycować na papier do pieczenia i piec w 150ºC przez 15 minut. Później uchylić piekarnik i suszyć bezy, aż się o nich przypomni:)
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Torcik na imieniny Mężusia. Zażyczył sobie, co prawda, truskawki ze śmietaną, ale że te truskawki jeszcze nie są takie jak powinny, wobec tego troszkę poszalałam:)
Beza z 4 białek, pół szklanki cukru i łyżki soku z cytryny. Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i od razu zmniejszyłam na 150. Urosła w szerz i w górę, że ho ho! Piekłam prawie godzinę. 250 ml śmietany ubitej z cukrem pudrem i ziarenkami wanilii. I truskawki, które wrzucała Córcia, raz na torcik raz na swój talerzyk. Mmmmmmmmmmmmm |