|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: napoje
sobota, 05 maja 2012
Zapraszam na napój, pierwotnie przygotowany przeze mnie podczas warsztatów Gastronomii na Obcasach, tym razem w wersji white. Tutaj (klik) można obejrzeć wersję lila-róż. Biała Fiołeniada 1 litr wody mineralnej gazowanej (lub pół litra wody i pół litra białego wina musującego) Zagotuj pół szklanki wody i zalej nią lawendę, odstaw pod przykryciem do wystudzenia. Przecedź syrop lawendowy, dodaj cukier, sok wyciśnięty z cytryny i zamieszaj. Dodaj syrop fiołkowy i całość zalej wodą mineralną. Połowę wody mineralnej (lub więcej:)) można zastąpić białym winem...
piątek, 04 maja 2012
Mamutek jako naczelny kucharz i koneser jedzenia uwielbia eksperymenty kulinarne i gmeranie w garnkach. Pierwszy raz taki koktajl przygotowałam dla siebie, żeby zużyć resztki szpinaku niewykorzystanego poprzedniego dnia przy obiedzie. Jak zwykle, kiedy robię coś dla siebie, dałam też dziecku do spróbowania. Zazwyczaj pochłepcze trochę i posmakuje nowości. A tym razem skończyło się tak, że ledwie mogłam polizać kubeczek, bo Synutek wypił mi wszystko;) Od tamtej pory zielony koktajl jest częstym gościem w naszej kuchni.
Zielony koktajl szpinakowy kubek młodego szpinaku Wrzucić do blendera i zmiksować. Pić od razu.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Ledwie świat się zazieleni, ja już bym chciała przemalować go na fioletowo. A tymczasem namnożyło się tego białego tałatajstwa...
Postanowiłam przetrzebić populację białych fiołków, żeby nie zabierały miejsca dla fioletowych. Ale fioletowym po prostu nie potrafię się oprzeć... Syrop fiołkowy przygotowuję na raty, w tempie zbierania fiołków. Osobno wsypuję białe osobno fioletowe. Zalewam wrzątkiem, tylko tyle, żeby zakrył kwiaty. Odstawiam pod przykryciem z łapy.
Po ostygnięciu cedzę, dodaję cukier i zagotowuję. Dodaję kwasek cytrynowy - tylko odrobinę, żeby kolor zmienił się z zielonego i niebieskiego na ten właściwy fiołkom. W kieliszku obok kolejna porcja syropu, jeszcze nie zakwaszona.
Jakże Kwiatożercy mogliby się obyć bez fiołków?
czwartek, 19 kwietnia 2012
Creme Yvette to nieprodukowany już od pół wieku likier. Jego smak bazował na połączeniu malin, poziomek, jeżyn, czarnej porzeczki i płatków fiołków. Opis na tyle pobudził moja wyobraźnię, że postanowiłam odtworzyć tamten aromat. Jednak produkcja alkoholi mnie nie pociąga, poza tym nie mam co z nimi zrobić. Wszystkie nalewki i wina wyprodukowane na potrzeby książki porozdawałam w prezencie. Żeby nacieszyć się magicznym smakiem bez procentów, przygotowałam więc koktajl owocowy.
Suszone fiołki to kiepski pomysł, lepsze są świeże lub napar z nich.
Koktajl Yvette mieszanka truskawek, porzeczek i malin
Wszystkie składniki zmiksować. I pić nieziemsko pyszny napój.
Ten pyszny napój dodaję do roślino- i kwiatożerców.
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Zaczął się sezon na chwasty, a ja przepisy chwastowe mam i będę Wam nimi umilać wiosnę:)
Sok z pokrzywy 300-500 g młodych listków pokrzywy z samych wierzchołków rośliny Świeżo zebraną młodą pokrzywę (trzeba zbierać w grubych rękawiczkach lub przez karton) przelać na sicie wrzątkiem i natychmiast przełożyć do przygotowanej miski z lodem. Mamy się pozbyć włosków z kwasem mrówkowym, a nie ugotować pokrzywę. Zahartowane listki wrzucić do blendera, zalać częścią wody mineralnej, dodać sok z cytryny, posiekany imbir i dokładnie zmiksować. Następnie sok pokrzywowy przecedzić, dolać resztę wody i rozpuścić w nim cukier. Podawać w wysokich szklankach z kostkami lodu i plasterkami cytryny lub jadalnymi kwiatkami.
Ta radośnie zielona pianka jest tylko efektem gwałtownego cedzenia, pod spodem sok pokrzywowy ma mniej interesujący kolor, co trochę widać na drugi zdjęciu. Jednak smak jest fajny, a sok bardzo zdrowy, bo zawiera dużo żelaza, witaminy C i beta-karotenu. Gorąco polecam! Dodaję do Zielnika Pluskotki, którą to akcję w tym roku zbombarduję przepisami;)
czwartek, 29 marca 2012
Mój wpis o tym jak zrobić mleko owsiane bardzo Wam się spodobał - bardzo mi miło:) Dzisiaj prezentuję mleko migdałowe. Nie dlatego, że przepis się jakoś wybitnie różni, lecz dlatego, że użyłam go do czegoś specjalnego! Ale o tym jutro... Poza tym może się przyda na Wegańską Wielkanoc.
Mleko migdałowe przygotowuje się podobnie jak mleko z innych ziaren na surowo: z sezamu, słonecznika, orzechów włoskich, nerkowców, laskowych, lnu, maku, owsa itp. W zasadzie jedyny problem z robieniem mleka migdałowego, to powstrzymanie się od zjedzenia namoczonych migdałów. Są po prostu bosko pyszne! Mleko z migdałów 1 miarka migdałów Miarka to może być szklanka, kubek, kieliszek w zależności od pożądanej ilości mleka. Zaczynamy od zblanszowania migdałów, jeżeli mleko ma być białe, a nie beżowe. Potem migdały należy namoczyć na noc w 1 miarce wody. Następnie wlewamy migdały (ziarna, orzechy) razem z wodą do blendera i miksujemy. Dodajemy pozostałe miarki wody i znów miksujemy. Teraz trzeba mleko przecedzić i pić. Gotowe mleko można przechowywać do 48 godzin w lodówce, więc przygotujcie sobie taką ilość, żeby szybko zeszło. Mnie zeszło bardzo szybko, ponieważ posłużyło mi do innych celów... (W tym miejscu należy wstawić upiorny śmiech przechodzący w szaleńczy chichot :))
wtorek, 20 marca 2012
Obiecałam, że się przyznam dlaczego coraz częściej używam do pieczenia mleka owsianego. Może wstyd przyznać, ale z oszczędności. Mleko kozie tak koszmarnie podrożało, że staram się go nie zużywać na innych ludzi. Ot i cała prawda. Nie zostałam weganką, choć i tak nadal wolę strączki niż mięso. To po prostu cała ja: kłótliwa zrzędliwa sknera. Nazwa "mleko: co prawda jest zarezerwowane dla płynów wyciśniętych z gruczołów laktacyjnych ssaków, więc mleko owsiane powinno się nazywać napojem lub może raczej sokiem z owsa, ale i tak wiadomo, że to mleko:) Mleko owsiane można przygotować na dwa sposoby: na surowo lub gotowane. Metodę na zimno i na ciepło różni tylko początek. Ja wolę pić mleko gotowane i to na ciepło, a do ciast używam raczej mleka surowego. To gotowane jest bardziej lepkie i glutowate, więc moje dzieci wolą mleko surowe.
Mleko owsiane 1 miarka płatków owsianych Miarka to np.: szklanka lub kubeczek w zależności ile chcecie uzyskać mleka. Na surowo: płatki zalać 1 miarką wody i odstawić na noc. Wrzucić płatki do blendera, zmiksować. Dolać resztę wody i ponownie zmiksować. Nie bójcie się wlać tych 4 miarek wody, mleko owsiane jest bardzo sycące. W sumie niewielka ilość owsianki, którą by się zjadło na raz, zmiksowana w wodzie naprawdę porządnie wypełnia żołądek.
Następnie mleko trzeba przecedzić. Dla siebie tego nie robię tylko wypijam z tymi "otrębami", dla dzieci i do ciasta cedzę, zaś przecedzone fusy wrzucam do swojej porcji lub też można ich użyć do wypieków. Porządnie jest to zrobić przez płótno, ale zwykłe sitko też wyłapie większość fusów. Jeżeli mleko ma smakować tak jak mleko kupne z kartonu, to należy dodać łyżeczkę cukru waniliowego i szczyptę soli. A jeżeli ma być tak jak to z kartonu substytutem mleka zwierzęcego, to trzeba dodać zawartość jednej kapsułki wapnia. Z jednej strony jest to działanie pozbawione sensu, ponieważ wapń zwalnia wchłanianie innych mikropierwiastków np.: cynku, miedzi i żelaza, których jest mnóstwo w owsie. Z tego też względu kapsułki z wapniem najlepiej łykać na noc. Z drugiej strony jednak wapń neutralizuje kwasy fitynowe zawarte w ziarnach zbóż, które wiążą związki mineralne w naszym układzie pokarmowym uniemożliwiając ich wchłonięcie. Mleko stojąc rozwarstwia się. Żeby tego nie robiło, trzeba by użyć emulgatorów, jednak polecam po prostu zamieszanie łyżeczką :D Mleko należy zużyć w ciągu 48 godzin, więc najlepiej przygotowywać sobie małe ilości zużywane na bieżąco. Metodą na zimno można przygotować mleko z: migdałów, sezamu, słonecznika, orzechów włoskich, laskowych, nerkowców, lnu, maku itp. Smacznego!
czwartek, 27 października 2011
Sok z dyni. Wyciekający, ściekający, ociekający samoistnie z tartej dyni. Bardzo smaczny, aczkolwiek czkogenny :P A przyczyną tarcia dyni było ciasto wg przepisu z Siły Smaku. Ciasto dyniowe bez jajek, bez mleka, bez cukru 3 szklanki mąki pszennej (ale może być tez razowa) Ja zrobiłam z połowy porcji z samym cynamonem. Daktyle (można przekroić) przełożyć do garnka z grubym dnem, zalać wodą i podgrzewać na bardzo małym ogniu, aż trochę się rozpuszczą i zmienią w coś w rodzaju bardzo gęstej marmolady/dżemu. Mąkę przesiać do miski, dodać startą dynię, sól, sodę, przyprawy i wymieszać. Dodać olej, a następnie wyrobić ciasto. Dodać daktyle i wszystko jeszcze raz dokładnie zagnieść, aż składniki dobrze się połączą. Formę do pieczenia wyłożyć papierem, przełożyć ciasto i wyrównać. Piec najpierw w temp. 200ºC w piekarniku nastawionym z termoobiegiem przez 15 minut, a następnie przez kolejne 40 minut w 180ºC (góra/dół), aż do 'suchego patyczka'. Ciasto kroić po przestudzeniu. Wyszło mi nieco ciężkie, ale to chyba przez zbyt soczystą dynię. Jakkolwiek moja wiedza o dyniach z roku na rok jest coraz większa to i tak podczas zakupów biorę tą, która się do mnie uśmiechnie;)
środa, 21 września 2011
Szukamy nazwy dla kwiatowego napoju, który oczarował uczestników moich warsztatów w czasie targów Gastro Trendy 2011. Wygrała: FIOLENIADA! Przepis na napój lawendowo-fiołkowy: 4 litry wody gazowanej Zagotuj półtorej szklanki wody z 1 szklanką cukru, dodaj wanilię przekrojoną wzdłuż na pół. Gorącym syropem zalej 4 łyżki lawendy i odstaw pod przykryciem do wystudzenia. Wyciśnij sok z cytryn, dodaj syrop fiołkowy i przecedzony syrop lawendowy. Całość zalej wodą mineralną. W wersji dla dorosłych połowę wody mineralnej można zastąpić białym winem.
poniedziałek, 19 września 2011
Tak jak obiecałam dziś będzie służbowo, czyli o kwiatach i przepisach, które przygotowałam na potrzeby warsztatów Gastronomii na Obcasach dotyczących kwiatowych inspiracji w potrawach. Przy okazji chciałam jeszcze raz podziękować za zaproszenie mnie do udziału w tym przedsięwzięciu. Czuję się niezmiernie dumna, że znalazłam się w tak doborowym gronie. Przygotowałam 4 przepisy na pełny kwiatowy obiad: Kwiaty na warsztaty dostarczyła firma Koppert Cress wchodząca na polski rynek. Za wyjątkiem fiołków i lawendy, które przywiozłam sama. Zdjęć samych potraw niestety nie robiłam, bo gotowałam, a nie pstrykałam, na szczęście dzięki uprzejmości Pań z Agencji Wydawniczej Egros, możecie je obejrzeć. Natomiast jeżeli chcecie zobaczyć z bliska konkretne kwiatki, odsyłam linkami do stron ich dostawcy. Zaczęłam od końca, czyli od napoju, ponieważ wymagał najmniej wysiłku i mogłam jednocześnie cały czas gadać o kwiatkach:) Bardzo nieskromnie przyznam, że połączenie fiołków i lawendy jest po prostu wspaniałe! Odkryłam je w tym roku i postanowiłam wykorzystać na warsztatach. To odkrycie to był zdecydowanie przebłysk geniuszu, którego udało mi się tym razem nie przegapić;) Napój dedykuję Gastronomii na Obcasach. Teraz by trzeba wymyślić jakąś chwytliwą nazwę i ochronić patentem:) Napój fiołkowo-lawendowy 4 litry wody gazowanej Zagotuj półtorej szklanki wody z 1 szklanką cukru, dodaj wanilię przekrojoną wzdłuż na pół. Gorącym syropem zalej 4 łyżki lawendy i odstaw pod przykryciem do wystudzenia (zrobiłam to 1,5 godziny przed rozpoczęciem warsztatów). Wyciśnij sok z cytryn, dodaj syrop fiołkowy i przecedzony syrop lawendowy. Całość zalej wodą mineralną. W wersji dla dorosłych połowę wody mineralnej można zastąpić białym winem.
Napój bardzo wszystkim smakował. Wg mnie był zdecydowanie za słodki, bo zamiast planowanych 6 litrów wody wlałam tylko 3, ale też przez to smak kwiatów był o wiele bardziej intensywny (na te ilości kwiatów, optymalnie byłoby właśnie 4-4,5 litra). Bardzo mi się podobała reakcja pana Pawła, kucharza prowadzącego poprzednie warsztaty, który rozentuzjazmowany wrzasnął: ALE CZAD! Zrobiło mi się bardzo miło, że taka zwykła kura domowa może czymś zaskoczyć profesjonalistów obytych z wszelakimi nowinkami kulinarnymi:) Danie główne zawierało dekorację z kwiatów zharmonizowanych smakowo z całością. Penne w groszkowym pesto z kwiatami fasolki Makaron 1 kg Ugotuj groszek i ostudź go (hartując zimną wodą). Do blendera wrzuć groszek, czosnek, zioła, sok z cytryny, orzechy i zmiksuj, dolewając tyle oliwy, by uzyskać gładką konsystencję. Dopraw do smaku solą i pieprzem. Ugotuj makaron, odcedź, zmieszaj z sosem i startym serem. Danie udekoruj kwiatami fasoli świeżymi, marynowanymi lub gotowanymi na parze przez 1-1½ minuty.
Ale... makaronu było 800g, parmezanu w ogóle nie mogłyśmy znaleźć, więc go w sosie nie było i danie było czysto wegańskie. Nie było też w ogóle mięty, a zamiast pęczków bazylii były tylko jej siewki. Oliwy do uzyskania odpowiedniej konsystencji weszło około 250 ml. Natomiast najgorsze było to, że użyty groszek nie był mrożony tylko ze słoika, stąd zamiast oczekiwanej radosnej zieleni wyszedł kolor zgniło-bury :/ Sos był smaczny, pomagająca mi Sylwia doskonale go doprawiła (dziękuję i jestem ogromnie ciekawa jak sobie poradziłaś z cedzeniem?:)), jednak ten beznadziejny kolor nie pozwolił mi osiągnąć zamierzonego efektu zielonej łączki z liliowymi kwiatkami, a to o to właśnie chodziło :( Kolejny był deser, który wymagał użycia miksera i niestety było to urządzenie dla mnie zbyt skomplikowane;) Tak swoją drogą ten sprzęt Kenwooda był niesamowity, bo to mikser, w którym od razu można gotować! Na szczęście zaraz przybiegło kilka osób do pomocy i wspólnymi siłami udało się ubić śmietanę :P Mus jaśminowy śmietana kremówka 36 lub 40% 1200 ml (był 1 litr) W winie zanurzyłam 1 opakowanie kwiatów jaśminu i rozdziabałam je widelcem. Dodałam skórkę zeskrobaną z 1 pomarańczy i 1 cytryny. Odstawiłam na 1,5 godziny. Zrobiłam to przed warsztatami, przykryłam miseczką z jaśminem miseczkę z lawendą. Surowego jaśminu nie powinno się gotować, bo robi się gorzki. Natomiast w takiej instalacji para z powoli stygnącego syropu lawendowego, delikatnie ogrzewała wino przyśpieszając ekstrakcję - wyobraźcie sobie te zapachy na zapleczu! Śmietanę trzeba lekko ubić z cukrem, absolutnie nie na sztywno. Odcedzić wino jaśminowe, zmieszać z sokiem wyciśniętym z pomarańczy (mógłby też być czerwony grejpfrut). Delikatnie trzepaczką połączyć śmietanę z winem. Niestety nakładanie wyszło mi mało elegancko i większość pucharków była ukidana. Dekorowałam świeżymi kwiatami jaśminu - była to ozdobna odmiana drobnokwiatowa wielopłatkowa - dziki jaśmin ma 5 długich płatków (nie mylcie też z naszym polskim jaśminowcem, który ma 4 płatki i się go nie je!). Miały być obtaczane cukrem, ale już kompletnie nie było czasu.
Ten deser jaśminowy, stworzony przeze mnie na bazie klasycznego syllabubu, bardzo wszystkim przypadł do gustu. Ja niestety ze względu na śmietanę nie spróbowałam ostatecznego rezultatu, jednak smakowałam sobie wino jaśminowe;) Ostatnia była sałatka. Planowałam, że będzie ona zadaniem do przygotowania przez osoby z widowni, jednak zgłosiły się tylko dwie panie i to one się zmagały z doborem kwiatów do awokado, koziego twarogu i rukoli (pierwotnie miały być kiełki jak tu z fiołkami).
Oczywiście każda odpowiedź była dobra, ja obstawiałam kwiaty Lippi, czyli Dushi buttons (Phyla dulcis) ze względu na ich zaskakującą słodycz doskonale równoważącą ostrość koziego sera. Panie również tak wybrały, dodając jeszcze aksamitki wąskolistne dla ich urody. Planowałam, że będą 4 małe porcje sałatki, każda z inną kwiatową kombinacją, ale w sumie sałatki było za dużo i chyba rzeczywiście była zbędna w pokazie. No ale zakładałam, że ma ze mną gotować 6 osób i to one w ramach konkursu postarają się nie tylko o dobór kwiatów ale i prezencję. Tu wersja ze słodkawymi kwiatami Baroony Blossom (zdjęcie GNO):
Poza tym na warsztatach wystąpiły jeszcze następujące jadalne kwiaty: Sechuan buttons, czyli Acmella oleracea, które na serio dają wrażenie lizania baterii;)
Jak widzicie wszystkie przepisy są proste, nie wymagają mega umiejętności kulinarnych, wyższych technologii ani składania 14 różnych składników pośrednich. A mam nadzieję, że zrobiły dobre wrażenie:) Powiedziano mi, że na zakończenie mogę sobie spakować trochę kwiatów do domu (byle coś zostało na następny dzień;)), ale oczywiście w zaaferowaniu tego nie zrobiłam (Ożesz!), chwyciłyśmy tylko z Córcią po storczyku na zagrychę;) I to tyle. Było super! Jeszcze raz dziękuję i mojemu Wydawnictwu i Organizatorom za niesamowitą okazję uczestniczenia w warsztatach i zaprezentowania mojego hobby. Teraz tylko pozostaje czekać na ukazanie się książki:)
piątek, 02 września 2011
Kolejna rzecz, którą Córcia podpatrzyła i zapragnęła. Przepis wypatrzyłam u Dorotki i twórczo zmodyfikowałam na potrzeby alergiczne.
oryginalny przepis zakładał użycie: 80 g orzechów laskowych Ponieważ w sprzedaży nie ma skondensowanego mleka koziego przygotowałam jego substytut z mleka koziego i koziego mleka w proszku. Orzechy laskowe podprażyć na patelni i obrać z brązowych skórek pocierając je zawinięte w ściereczkę. Ostudzone orzechy włożyć do malaksera i zmiksować na płynną masę. Nie udało mi się osiągnąć takiego stanu, ale uzyskałam całkiem gładkie masło i dalej mój blender odmówił współpracy. W garnuszku podgrzać mleko, połamaną gorzką czekoladę i miód. Podgrzewać do rozpuszczenia się czekolady, mieszając by wszystkie składniki się połączyły. Mnie się nie chciały połączyć, kozi substytut kondensatu okazał się zbyt rzadki, więc dorzuciłam jeszcze 30 g czekolady i się udało. Ciepłą mieszankę wlać do masy orzechowej i zmiksować na gładką masę. Nałożyć do słoiczków i odstawić do stężenia. Dorotka miała rację, ten krem jest przepyszny. O niebo lepszy od nutelli. Ale cóż się dziwić w końcu to orzechy i czekolada a nie margaryna i kakao z aromatem. A słodkość można sobie samemu dobrać, więc zęby nie bolą od pierwszego ugryzienia. Cudowny krem orzechowo-czekoladowy jest wprost potwornie pyszny! Oczywiście jeżeli jesteście przyzwyczajeni do smaku mleka od kozy :P
Blender po przygotowaniach był cały obklejony kremem i za nic nie dało się powybierać resztek kremu łyżeczką, a nawet mój jęzor tak głęboko nie sięgnie. Uznałam, że szkoda marnować tyle pyszności, więc wypłukałam go przy pomocy koziego mleka i przy okazji kremu powstał też pyszny czekoladowo-orzechowy koktajl. O!
sobota, 04 czerwca 2011
Zapraszam na napój, który błyskawicznie stawia na nogi. Herbatka różano-rozmarynowa. Płatki z 4-5 róż fałdzistolistnych i gałązkę rozmarynu trzeba zalać wrzątkiem i przykryć na kilka minut. Do tego kilka kropli soku z cytryny. Pychotka:)
środa, 27 kwietnia 2011
Zanim się odrobię z opisywaniem Wielkanocnych wypieków, przedstawię zaległy wpis kwiatkowy. Poza tym obiecałam Pluskotce prozdrowotny wpis fiołkowy:) Choć to właściwie jest już pora na mniszki a nie fiołki;) Herbatka z fiołków jest bardzo dobra na kaszel, który akurat na początku kwietnia gnębił moją Młodocianą. Młode listki fiołka działają łagodząco i lekko wyksztuśnie, poza tym mają mnóstwo witaminy C. W smaku herbatka jest nieco mdła, jednak dodatek kwiatów dodaje naparowi słodyczy. Zbieramy fiołki i młode listki. Płuczemy, wrzucamy dwie-trzy kopiate łyżeczki surowca do filiżanki. Zalewamy wrzątkiem. Parzymy pod spodeczkiem i po lekkim ostudzeniu pijemy. Po dodaniu soku z cytryny napar zmieni kolor z turkusowego na różowy. Ja dolałam jeszcze soku malinowego. Na kaszelek;) Przyrządzając z listków i kwiatów fiołka z dodatkiem cytryny słodki, mocny, zagęszczony syrop otrzymamy świetne lekarstwo na jesienne przeziębienia. Herbatka fiołkowa to obowiązkowa pozycja w Klubie Wielbicieli Jadalnych Kwiatów oraz w Zielniku. .
czwartek, 07 kwietnia 2011
Bardzo mnie cieszy, że w tym roku tak ochoczo się rzuciłyście do jedzenia fiołków;) Serce mi rośnie jako gospodyni Klubu Kwiatożerców:) Tymczasem zupełnie niezależnie, niemal jednocześnie razem z Kabamaigą i Szarlotkiem wzięłyśmy się za przygotowanie syropu z fiołków. Mnie jest bardzo ciężko zbierać fiołki, ponieważ nie mogę się schylać, ani kucać, a na czworakach trudno wytrzymać mi dłużej niż chwilę. Już pomijając, jak się wtedy wygląda;) I jak potem wyglądają spodnie:P Na szczęście w takich chwilach przydaje się Córcia. I to, że ma koleżanki:) Co prawda, dziewczynki nie bardzo łapały ideę zbierania kwiatków bez łodyżek, ale Córcia szybko je przekonała. Na syrop fiołkowy najpierw trzeba znaleźć fiołki wolne od wszelakich zanieczyszczeń. Dobrze jest zbierać po troszku z różnych miejsc, żeby jednak roślinki miały równe szanse na rozmnożenie się. Po uzbieraniu całego garka (100 g fiołków zajmuje ponad 2 litry), kwiaty zalewamy wrzątkiem (około 500 ml) i odstawiamy pod przykryciem do wystudzenia. Dodajemy mniej więcej tyle cukru - ile było wody (czyli pół kilo). Podgrzewamy do rozpuszczenia. Przecedzamy. Uzyskujemy syrop o pięknym kolorze turkusowego morza. Dodajemy powoli sok z cytryny, aż syrop nabierze barwy właściwej dla fiołków.
I tak oto można otrzymać jeden z najcenniejszych przetworów w naszej kwiatowej spiżarni.
poniedziałek, 14 lutego 2011
Jak ktoś nie może, to kombinuje;) Taki prosty i pyszny, rozgrzewający napój. Sok jabłkowy zagotowałam z plastrami pomarańczy, goździkami, cynamonem, dorzuciłam wyskrobaną laskę wanilii i dla równowagi dodałam sok z cytryny. Miałam ochotę na imbir, ale wtedy Kurdupelka by nie chciała pić, a przecież ona też ma Walentynki;) Przepis inspirowany Antheą Turner.
wtorek, 18 stycznia 2011
Dzięki pisaniu wspólnej publikacji z kolegą pracującym w firmie herbaciarskiej zostało mi mnóstwo materiałów badawczych prosto z herbacianej fabryki;) Postanowiłam badania naukowe pogłębić o poszukiwania nowych smaków... Kwiatowych smaków! Kombinacji kwiatowo-herbacianych powstało mnóstwo m.in. zielona z fiołkami i różą, Tu przedstawiam trzy bardzo ciekawe, których powstało ilościowo najwięcej i pokusiłam się o nadanie im nazw: "Zaczarowany ogród" czyli herbata wielokwiatowa - dziwna i piękna "Ciche westchnienie" to zielona herbata sencha waniliowo-lawendowa - łagodna i kojąca "Czarny smok" czyli mocna herbata yunnan z kwiatem czarnego bzu i skórką pomarańczową - och! bardzo intesywna i niezmiernie intrygująca.
środa, 22 grudnia 2010
Kandyzowany imbir pokroić na drobniutkie kawałki i wrzucić na dno dzbanka. Dodać herbatę i zalać wrzątkiem. Do gotowej lekko przestudzonej herbaty (jeszcze gorącej ale takiej do picia) dodać miód i plasterki cytryny. Wleźć pod kołdrę, puścić kolędy i pić w celu przegnania dreszczy. Takie dziwne te Święta... Bałam się w zawrocie spraw nie będę miała czasu na żadne świąteczne przygotowania. Ani mi w głowie były dekoracje, wypieki, prezenty... Właściciele wynajmowanego przez nas mieszkania sprzedali je i musimy się wyprowadzić. Studenci zarzucili mnie tonami zaległych sprawozdań a administracja nagle przypomniała sobie, że do połowy grudnia trzeba było złożyć różne pilne oświadczenia, bez których z końcem roku nastąpi koniec świata. W tym tygodniu miałam też iść na długo oczekiwane badania. A tymczasem Córcia dostała 39 i pół. Narzekając po cichu na tabuny kłopotów, które wolą przychodzić stadnie niż parami, jeszcze ciszej się cieszyłam, że przynajmniej zyskam tym samym czas na realizację świątecznych marzeń. Ale kilka godzin rozwiało i je. Ja też dostałam gorączki. Sprawy nie mogą poczekać więc i tak trzeba je załatwiać, kilkugodzinne telekonferencje, to koszmar dla mojego gardła. W, też z gorączką i dreszczami, jeździ po całym mieście usiłując ogarnąć administracyjny chaos, co wygląda jak ścieżka śmiechu, gdy trzeba dostarczać coraz to bardziej absurdalne dokumenty. Zamrażarka opróżniana na okoliczność wyprowadzki - pusta. Jestem zdana na delikatesy internetowe i dojrzewające na szafie ciasto pierniczkowe. Całe święta mieliśmy spędzić w rozjazdach u rodziny i przyjaciół, ale zapowiada się, że spędzimy je sami w domu pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Wątpię nawet by W miał siłę przytargać choinkę. Oby przetrwać te Święta... Na szczęście mam mojego Małego Dobrego Duszka Bożonarodzeniowego, który pomiędzy atakami gorączki, skacze po domu wyśpiewując kolędy, snuje plany o choince i goni mnie do pierniczkowania. Czy taki mały Ktoś ocali Boże Narodzenie?
środa, 27 października 2010
Moje dziecko nie che jeść dyni:( Ani w zupie, ani pieczonej, ani smażonej. Nie przekonała jej ani pomarańczowa, ani zielona, ani długaśna z żółtym miąższem. Więc na surowo: dynia (ta z zieloną skórką) zmiksowana z mango, ananasem i sokiem pomarańczowym jako rozcieńczalnikiem tworzy bardzo apetyczny koktail. Chyba już z niczym więcej nie przystąpię do Festiwalu Dyni, choć w spiżarni jeszcze tkwi kilka postrachów mojej Córci ;) Tagi:
bez mleka krowiego
bez pieczenia
bez pszenicy
dynia
napoje
przepisy bez jajek
warzywa na słodko
10:29, pinkcake ,
różności
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 01 marca 2010
Można taką herbatę dostać zapakowaną w piramidki, ale mając do dyspozycji laskę wanilii i sok różany stwierdziłam - czemu nie spróbować własnoręcznie przyrządzonej? Zaparzyłam czarną herbatę wrzucając ziarenka wanilii, dodałam sok. A na porządną rozgrzewkę dolałam wyleżakowanej nalewki różanej. Jeżeli ktoś nie dysponuje sokiem różanym, świetną alternatywą będzie herbata z konfiturą z płatków róży. Herbata, która rozgrzewa i przenosi w krainę czarów... No i jest z kwiatów:)
środa, 10 lutego 2010
Dzięki zamrażarce sezon owocowy trwa cały rok:) Moment, w którym odważyłam się rozpakować blenderek wygrany na blogu Beatki, był dla mnie przełomowy. Oto mam sprzęt AGD! Już drugi (jeśli nie liczyć lodówki i kuchenki:)) Dla osoby, która używa wyłącznie trzepaczki rózgowej jako najbardziej zaawansowanego sprzętu kuchennego to już coś! I oto zaczęła się era toktajli: Borówki mam. Dużo. Starczy na dużo toktajli. Parasolka to nie był mój pomysł! :)
|