|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: galaretka
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Ciasto z letniej szkoły pieczenia Kasi wypatrzyłam u Zauberi i bardzo mi się spodobało. Wykonałam go z licznym modyfikacjami, niektórymi niezamierzonymi. Margaryny Kasi nie użyłam z oczywistego powodu - zawiera mleko. Torcik bardzo mi się chciało zrobić, bo chciałam poużywać mojego nowego miksera do mieszania, a nie tylko jako tarkę;) Miał to być mój tort urodzinowy, ale że cały ten dzień do późnego wieczora spędziłam w pracy, to torcik w końcu piekłam w czasie Świąt. Zmniejszyłam ilość masy, żeby tort dopasować do mojej tortownicy (18 cm), jednak i tak musiałam podwyższać brzegi folią introligatorską, bo nie zmieściłaby się cała galaretka.
Tort z kaszy manny kostka margaryny lub masła Kaszę ugotować na mleku, ciągle mieszając, żeby się nie przypaliła. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce kaszę, ciągle ucierając. Masę podzielić na dwie części, do jednej dodać łyżkę kakao, a do drugiej wanilię. Ja tego nie zrobiłam, ponieważ okazało się, że ostatnią łyżkę kakao wytrzepałam z pudełka do upieczenia spodu, a w święta sklepy nieczynne... Dno tortownicy (u mnie 18 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, na to położyć spód ciasta, nasączyć go syropem z brzoskwiń. Na ciasto wyłożyć połowę kaszy, rozmrożone maliny i drugą warstwę kaszy. Z brzoskwiń odlać 1/2 szklanki syropu, wymieszać z żelatyną i odstawić do spęcznienia. Brzoskwinie zmiksować z sokiem z cytryny. Napęczniałą żelatynę rozpuścić na palniku i wymieszać ze zmiksowanymi owocami. Masę brzoskwiniową przełożyć na kaszę i odstawić do lodówki by stężała. Gotowy torcik udekorować kiwi. Ale uwaga, jeżeli nie zjecie od razu całego tortu, to kiwi zeżre żelatynę, więc lepiej udekorować innymi owocami.
Przepis wymaga jeszcze podrasowania bardziej do mojego gustu. Najgorzej wypadła warstwa brzoskwiniowa, która pomimo dodania cytryny była nieco mdła. Ponadto polecam trzymanie się sugestii, żeby rozdzielić masę na dwie warstwy: waniliową i kakaową, bo taka jedna gruba warstwa jest po prostu nudna i tylko maliny ją rozbudzały. No i biszkopty by się przydały, ale kompletnie nie miałam czym bezjajecznym ich zastąpić, ani nawet pomysłu innego nie miałam.
wtorek, 12 lipca 2011
"Biedroneczki są w kropeczki", o tym wie każdy, ale nie każdy już zdaje sobie sprawę, że: "Tylko biedronka nie ma ogonka" ;) U mnie biedronki z borówkami, co prawda nie siedmiokropki, jednak na pewno nie te wielokropkowate chińskie przeprowadzające inwazję na nasz kraj, nasze mszyce i niestety również nasze biedronki.
Zainspirowana ciastem biedronką przygotowałam prościutki deser z galaretki wiśniowej. Miseczki napełniłam do połowy przygotowaną i wystudzoną galaretką, powrzucałam po kilka czarnych borówek (przez zwolenników zaboru rosyjskiego zwanych jagodami). Wstawiłam do lodówki do stężenia, podczas gdy reszta galaretki oczekiwała na blacie. Kiedy galaretki z borówkami zastygły, wylałam na nie pozostałą galaretkę. Po całkowitym zastygnięciu, łyżeczką wybrałam część galareki kształtem odpowiadającej biedronkowej głowie. Te wyskrobki roztopiłam nad gorącą kąpielą wodną i rozgniotłam w nich kopiatą łyżeczkę borówek. Sczerniałą od soku galaretkę przez siteczko wlałam w powstałe od łyżeczki dołki i odstawiłam do lodówki. Po stężeniu wyciągnęłam z miseczek - biedronki gotowe!
środa, 06 lipca 2011
Produkt niejako uboczny sernika z galaretką różaną, ale tak naprawdę obowiązkowy. Przecież Córcia nie mogła zostać bez deseru, no i nie darowałaby mi niezjedzenia róż;)
Odrobina galaretki różanej przygotowanej na sernik zmiksowana na najwyższych obrotach i wstawiona do lodówki. Tak naprawdę doskonale nadaje się na pełnoprawny deser. Pyszny i niezwykły deser. Córcia nie czuła się pokrzywdzona;) Chyba żaden Kwiatkożerca by nie był :D Tagi:
bez mleka krowiego
bez pieczenia
bez pszenicy
galaretka
jadalne kwiaty
przepisy bez jajek
róża
10:20, pinkcake ,
jadalne kwiaty
Link Komentarze (14) »
czwartek, 23 czerwca 2011
Coś dla nie uczulonych na nabiał:) Dekorację z różowych serduszek okalających sernik podpatrzyłam w zeszłym roku u Natalii - genialny pomysł:) Sernik na zimno z galaretką z płatków róży Spód: Masa: Galaretka: Herbatnikami wyłożyłam ciasno tortownicę. Masło zmiksowałam z połową cukru. Żółtka, które dałam wyłącznie dlatego, że nie miałam co z nimi zrobić, ubiłam na parze z drugą połową curku. Połączyłam masło z żółtkami, wanilią i po trochu dodawałam ser. Żelatynę rozpuściłam w mleku i wystudzoną zmiksowałam z masą serową. Wyłożyłam ser łyżką na herbatniki cieniutką warstwą i wstawiłam do lodówki. Potem dolałam resztę sera. Z płatków róży pomarszczonej (fałdzistolistnej) powybierałam najładniejsze i schowałam do lodówki, a resztę zalałam gorącą wodą i odstawiłam do wystudzenia. Przecedziłam, dodałam cukier i cytrynę. Żelatynę rozpuściłam w łyżce wody i połączyłam z różami. Wylałam na zastygnięty ser. Następnego dnia wyciągnęłam z tortownicy i obłożyłam płatkami róż.
Tylko dlaczego tak musi zawsze być, że jak sobie coś zaplanuję ekstraśnego, to słońce znika i nie mam światła do zdjęć? Ech...
niedziela, 23 stycznia 2011
Ogłaszam zakończenie konkursu! Okazało się, że podpowiedź nie będzie konieczna;) Zagadkową galaretkę przygotowałam z... HIBISKUSA!
Tak, właśnie mocny napar z płatków hibiskusa posłużył za bazę tego deseru. Bez barwników, bez sztucznych aromatów, bez syntetycznych stabilizatorów - same kwiaty, cukier i żelatyna! Intensywny kolor, mocny owocowy aromat, kwaskowaty smak zwiódł również zjadających ją łasuchów;) Cieszę się, że tyle osób wzięło udział w zabawie. Dla mnie osobiście fajne było przekonać się, że kojarzycie mnie z kwiatkami i głupimi warzywnymi pomysłami. I chyba słusznie :D Prawidłową odpowiedź podało 6 osób. Losowanie zwycięsców, do których wyślę kwiatowe kompozycje herbaciane, powierzyłam w postaci malutkich złożonych karteczek w ręce Córci. Szczęście uśmiechnęło się do: Madzi, Malwiny i Wróżki Proszę o przesłanie na maila: pinkcake(at)gazeta.pl adresów do wysyłki z sugestiami, którą z herbatek chciałybyście otrzymać najbardziej: "Czarnego smoka", "Ciche westchnienie" czy "Zaczarowany ogród"? Konflikt życzeń zostanie rozstrzygnięty kolejnym losowaniem. Ściskam wszystkich i dziękuję za wspólną zabawę:)
sobota, 22 stycznia 2011
Zrobiłam galaretkę. Ma piękny rubinowy kolor, w smaku jest bardzo podobna do wiśniowej, ale nie ma nic wspólnego z wiśniami. Jest pyszna! Główny składnik jest dosyć dobrze dostępny w sklepach, nie tylko tych dużych bądź internetowych. I tu ogłaszam moją zagadkę: z czego zrobiłam tą pyszną galaretkę? Oczywiście oprócz cukru i żelatyny :D Możecie zgadywać tyle razy, ile chcecie. 3 zwycięscy konkursu zostaną wylosowani spośród osób, które udzielą prawidłowej odpowiedzi. Do wygrania są 3 herbatki prezentowane w poprzednim wpisie. Znając moje upodobania i fiksacje nie powinnyście mieć problemów z odgadnięciem :P Jeżeli jednak prawidłowa odpowiedź się nie pojawi, to jutro pokażę obrazek z podpowiedzią. Powodzenia i miłej zabawy:)
wtorek, 19 października 2010
Strasznie poważnie się ostatnio zrobiło. ;) Pora na odrobinkę uśmiechu! Ostatnie kwiatki z naszej cukinii i ostatnia dzidziusiowa cukinka, jako uśmiechnięty stworek:) A teraz obiecana wczoraj galaretka. Domową, a właściwie pół domową galaretkę, przygotowałam na wodzie z syropem truskawkowym, dając tyle syropu, żeby było odpowiednio słodkie i tyle żelatyny, ile zalecane jest na opakowaniu. W ten prosty sposób można cieszyć się galaretką, unikając sztucznych aromatów i barwników, przyrządzając ją np na soku owocowym. Wystudzoną galaretkę zmiksowałam na najwyższych obrotach, tak jak przy moim galaretkowym piwie. Pamiętacie je jeszcze? :D A różowe kuleczki to też galaretka - ale agarowa. Wspomnikami studenckimi już się dzieliłam przy okazji chlorofilowych lodów. Piękne czasy darcia sałaty (żeby fuzjować komórki) i tarcia kapusty (badanie właściwości antocyjanów). Wspomnienia z fizjologii zwierząt i przeciwciał monoklonalnych chciałabym czasami wyprzeć z pamięci... Ale tego nie zrobię. Bo tym większy szacunek mam do zwierząt laboratoryjnych i ilekroć zaczynam żałować, że nie zostałam genetykiem, to przywołuję tamte obrazy. Ale miało być na wesoło. Szarlotek wzruszyła mnie niedawno alginianowymi kulkami. Opowiedziałam wtedy, jak robiliśmy w ten sposób immobilizację drożdży tworząc proste bioreaktory. A ja wtedy na ćwiczeniach wkraplając urocze kuleczki do roztworu jonów wapnia zastanawiałam się, czy dałoby się w ten sposób skulkować coś jadalnego... :) Dziś, w czasach świetności kuchni molekularnej mogę sobie tylko pluć w brodę, że z tego myślenia nic nie wynikło :P Ciekawe, ile odkryć nam umyka, bo trafiają akurat do zupełnie nieprzygotowanego na nie umysłu? Podobnie jak moja szefowa, czasem ze śmiechem wspomina, że widziała dziwne "bulby" wokół komórek, na dwa lata przed odkryciem apoptozy. No cóż, tylko, że ona nie potrafiła tego odkrycia zinterpretować... Se la vie:) Tak więc przyznaję, że mnie również umknęło rewolucyjne odkrycie:P A teraz kulki agarowe. Przyznaję, że agaru nieco się brzydzę. A to dlatego, że niemal codziennie używam go w pracy, więc skojarzenia z nim mam wybitnie niekulinarne;) Agar to taka galaretka, tylko że z glonów morskich a nie ze zwierzęcych ścięgien jak żelatyna. Agar jest sztywniejszy niż żelatyna, szybciej tężeje niż żelatyna, po żelifikacji nie rozuszcza się w wodzie jak żelatyna, ma większą pojemność cieplną niż żelatyna i nie trawi go większość mikroorganizmów w odróżnieniu od żelatyny. Dlatego też to agar jest używany w laboratoriach biochemicznych, genetycznych i mikrobiologicznych. Żeby zrobić kulki z agaru (my też go nie trawimy;)) trzeba rozpuścić łyżeczkę agaru w niepełnej szklance płynu, który chcemy skulkować, zagotować i wypuszczać po kropelce do zimnego oleju. Kiedy zastygnie, trzeba przepłukać wodą i już. Ale trzeba mieć szpryckę o łagodnym przepływie lub strzykawkę z dużą dziurką, bo wyjdą nam robaczki, a nie kulki;) Ja po prostu nałożyłam strzykawką tężęjące krople na talerz. Są przez to pół okrągłe, ale przynajmniej nie przypominają dżdżownic, jakie mi wychodziły w oleju:P Do syropu truskawkowego dodałam jeszcze soku z buraka, żeby były bardziej różowe. Ciekawe, co by powiedzieli w labie, gdybym wylała różowy żel pod analizę DNA? :D ![]()
czwartek, 28 stycznia 2010
Wymyśliłam ten dowcip niemal rok temu. Wreszcie się doczekał realizacji i udał się całkowicie;) Naprawdę W myślał, że stoi przed nim piwo i nie krył rozczarowania, że jest inaczej :P
A to wcale nie było piwo, tylko galaretka:) Część rozpuszczonej galaretki wlałam do szklanek i odstawiłam do lodówki. Pozostałą część po całkowitym wystudzeniu zmiksowałam mikserem na najwyższych obrotach. Piankę wylałam na wierzch zastygniętych galaretek i odstawiłam do lodówki. Po zastygnięciu otrzymujemy "piwo", które można obrócić do góry nogami;)
Wydaje mi się to dobrym żartem do zastosowania również na małej prywatce;)
sobota, 16 stycznia 2010
Deser banalny i oklepany:) Ale pod koniec semestru zazwyczaj jest roboty w huk i nie mam siły na coś bardziej wysublimowanego. Galaretka zastygająca w foremkach, do części dodałam koziego mleka w proszku i wylałam na już zastygniętą wartstwę bez mleka.
Przed wyciągnięciem trzeba wstawić foremki na 5 sekund do gorącej wody. Przed podaniem jeszcze porządnie schłodzić, żeby się nie ślizgały w palcach.
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Zima za oknami, a ja jej na przekór zmienię klimat. Przynajmniej wirtuanie;) Proponuję tęczowy deser galaretkowy. Gdy wyciągnęłam go z foremki - Tatusia zatkało, a Córcia westchnęła: imponujące... (Skąd ona zna takie słowa? :)) Zrobiłam go z przecierowych soków dwóch konkurencyjnych firm, ale można go zrobić ze świeżych soków, przecierów owocowych lub jeżeli ktoś lubi: kupnych galaretek, wtedy nawet niebieski będzie:P W ramach wariacji można takie galaretki przyrządzić na mleku.
Ja użyłam soków: truskawkowo-bananowego, marchewkowo-malinowego, bananowo-gruszkowego z dynią, bananowo-kiwi-jabłkowego, bananowo-poziomkowo-borówkowego i malinowo-bananowo-truskawkowego.
Miało być tylko 5 warstw, ale Córcia zadecydowała, że tęcza absolutnie nie może istnieć bez różowego :D Końcówkę pokroiłam w kwadraty i podałam z syropem malinowym, choc ładnie by też wyglądała z chmurkami bitej śmietany.
niedziela, 26 kwietnia 2009
Deser na szybko. Galaretka poziomkowa przygotowana na mleku kozim pół na pół z wodą. W czasie tężenia zmiksowana na piankę. Mały potwór nie zdzierżył i musiał wsadzić swoją łapę:)
piątek, 10 kwietnia 2009
Sernik na zimno inspirowany Cudem nad cudami z truskawkami z "Kuchni pełnej cudów" jest jednym z moich ulubionych. Chociaż z truskawkami robiłam go tylko raz:) Najczęściej robię go z ananasem, brzoskiwniami lub wiśniami. Na podstawie mojego ulubionego sernika zrobiłam mojemu dziecku sernik bez sera, bez krowiny i bez jaj. W zasadzie tylko idea je łączy:) Przygotowałam trzy miniserniczki w filiżankach. Na dno: herbatniki holenderskie (bez mleka, bez jaj) dopasowane do obwodu filiżanki przy pomocy tarki:) Na wierzch: galaretka i brzoskwinie Zaś środek: mleko kozie z cukrem waniliowym na żelatynie (można też użyć bezbarwnej galaretki tzw. diamentowej z Wodzisławia:)), kiedy zacznie zastygać, zmiksować na najwyższych obrotach, żeby powstała pianka. Połączyć z jogurtem sojowym. Wyłożyć na herbatniki, wstawić do lodówki. Nałożyć owoce, a kiedy się zsiądzie przykryć galaretką i odstawić do lodówki. Wesołych Świąt dla małych alergików:)
wtorek, 17 marca 2009
Kompletnie zapomniałam, że dzisiaj każdy jest Irlanczykiem! Jak tylko wyjdę z pracy niezwłocznie zakupię piwo i przystąpię do produkcji zielonej galaretki dla Córki:) Chociaż marzyłby mi sie wypiek trola z ciasta z garncem złota na końcu cukrowej tęczy... Ale poprzestanę na fantazjach:) Doklejam zdjęcie zielonej galaretki z misiowej foremki. I jeszcze dwuwarstwowa z kubeczka: na dole normalna galaretka, u góry pianka z galaretki zmiksowanej zanim stężała. Skojarzenie z piwem w irlandzki dzień było jednoznaczne, może dlatego, że już po piwie:P I tak sobie pomyślałam, że nastepnym razem przygotuję takie coś z morelowej galaretki w kufelkach i zrobię dowcip mojemu W:)
niedziela, 15 marca 2009
Moja Córcia co jakiś czas marudzi o galaretki: "Mamusiu, zrobisz mi galetę? Mamusiu, kupię Ciebie galetę, a Ty mi udokujesz." Tylko, że jak już zrobiłam, podziabała trochę łyżką i zostawiała. Wreszcie wymyśliłam, że moje ukochane stworzonko nie może sobie poradzić i zaczęłam jej wyrzycać z saleterki na talerzyk (jak nie wyjdzie po dobroci, to trzeba wstawić na 3 sekundy do wrzątku). Tadam! I tak oto cała porcja galeretki znika! Brała po prostu do ręki:) Potem spróbowałam robić galertki w silikonowych foremkach do lodu. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że łatwiej będą wychodzić:/ Zrobiłam nawet dwukolorowe kwiatki (środek różowy, lub czerwony, reszta żółta lub pomarańczowa) ale się zagapiłam przy zanurzaniu we wrzątku i całe spłynęły:( Zniechęciłam się i chyba poprzestanę na kubeczkach. Na zdjęciach: malinowa, truskawkowa, morelowa i cytrynowa. Wiele zachodu mnie to kosztowało, ale czasem udaje się dorwać galaretki farbowane naturalnymi barwnikami: luteiną E161b, chlorofilem E140, betaniną E162, antocyjanami E163, kurkuminą E100, karminem E120, karotenami E160a, ekstraktem z papryki E160c. Jak już znajdę, to zazwyczaj kupuję na zapas. |