|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: sałatka
sobota, 14 kwietnia 2012
Muszę przyznać, że listki fiołka smakują wybornie. Przypominają mi nieco roszponkę, choć są mniej orzechowe, a bardziej słodkie i dużo delikatniejsze. Smakują mi też o niebo bardziej niż liście stokrotek, a szpinak to ma się do nich jak drezyna do ferrari. W dodatku są niezmiernie zasobne w witaminę C. Jako napar hebaciany, liście fiołka są mdłe, jednak na surowo są bardzo apetyczne. Świeżo zebrane młode liście fiołka wonnego trzeba opłukać i osuszyć. Dodać ugotowane na twardo jajko (kurze lub przepiórcze) oraz posiekaną młodą dymkę. Polać oliwą i odrobiną soku z cytryny. Na okrasę dodać nieco kwiatów fiołka, soli morskiej i pieprzu. Mmmmmmm.... Wyborne śniadanko:) Dodaję do Zielnika, Jadalnych roślin i Kwiatożerców:
niedziela, 25 marca 2012
Podobnie jak Wy, ja też po naszej Zielonej zabawie nabrałam zielonego rozpędu;)
Sałata jako łąka, kukurydza jako żwirek, pomidory, papryka i jajka jako kwiatki, kalafior jako zarośla i ogórek jako gadzina z marchewkowym ozorem.
Krokodyle bardzo lubię, ich idea pochodzi z Kuchni Pełnej Cudów, są proste do zrobienia. Niestety powtarzam się, ja nie mam takiego zacięcia i wyobraźni jak Kinga, która ma mnóstwo prześwietnych pomysłów jak z jedzenia stworzyć cuda! Zajrzyjcie do niej koniecznie:)
poniedziałek, 19 marca 2012
Podczas gdy Wy świetnie się bawicie w zielone (bardzo mi miło:)), ja cały weekend spędziłam w pracy i padam na pysk. Jednak żeby nie odpaść z powszechnej zieloności wygrzebałam zdjęcie jeszcze z przed przeprowadzki i z czasów przedMamutkowych, pysznej zielonej sałatki obiadowej. A przypominam, że osoby, które nie wyrobią się dziś z dodaniem wpisu, mogą przysłać mi linki do swoich dań na pinkcajkowego maila;)
Brokuły, awokado, zielony ogórek strugany wzdłuż, listek sałaty lodowej, orzechy i jajka (teraz użyłabym przepiórczych), trochę oliwy i gotowa pyszna alternatywa dla zupy. Bardzo dziękuję za Wasz udział w Zielono mi... A brokuły to subtelne nawiązanie do zbliżającej się...
wtorek, 22 listopada 2011
Zauważyłyście, że z teleturniejów tasiemcowych zawsze odpadają ci uczestnicy, którzy narzekają, że są już zmęczeni? Ludzie nie chcą oglądać narzekania, sami są zmęczeni codzienną harówką i chcą widzieć innych pełnych werwy, energii i zapału. Chcą widzieć zwycięzców, a nie oklapniętych luzerów. Nie będę narzekać! Choć to nie wyścig o złocone kalesony, to chciałam napisać o tym, jaka jestem zmęczona, jak mam dosyć niedospania, bo Mamutek je kilkakrotnie w ciągu nocy, wstaje o świcie, cały dzień chce na mnie wisieć, a do późnego wieczora siedzę z Córcią, bo tylko wtedy mamy czas tylko dla siebie. Jak męczące jest przygotowywanie nowych wykładów z niemowlakiem szarpiącym za włosy, i ze świadomością, że studenci i tak nie spróbują wykrzesać z siebie choć odrobiny entuzjazmu. Jak potwornie wykańczające jest zastanawianie się: co ugotować na obiad, kiedy niezależnie od tego, co ugotuję, to przynajmniej jedno z moich dwojga umiejących posługiwać się mową artykułowaną stołowników będzie narzekać (czemu bez mięsa, znowu mięso, a to czerwone to co to jest, nie mogę zamówić sobie pizzy?). Jak wpadam w depresję na zakupach widząc windujące z dnia na dzień ceny. Jakim cierpieniem jest ssanie w żołądku na widok serników na innych blogach. Jak dobijające jest zapalenie gardła, którego nie mam czym wyleczyć. Ale nie będę narzekać! Po pierwsze przez moje dzieci, które uśmiechają się najpiękniej na świecie. Po drugie przez W, który ma bardzo szerokie i ciepłe ramiona. Po trzecie przez studentów, którzy z zapałem chodzą na moje zajęcia, ciesząc się, że nie będą to dla nich godziny zmarnowane (choć jeżeli coś podobnego usłyszę jeszcze na biochemii to chyba padnę na zawał:D). Po czwarte przez żołądek wypchany do granic możliwości sałatką owocową. O!
poniedziałek, 19 września 2011
Tak jak obiecałam dziś będzie służbowo, czyli o kwiatach i przepisach, które przygotowałam na potrzeby warsztatów Gastronomii na Obcasach dotyczących kwiatowych inspiracji w potrawach. Przy okazji chciałam jeszcze raz podziękować za zaproszenie mnie do udziału w tym przedsięwzięciu. Czuję się niezmiernie dumna, że znalazłam się w tak doborowym gronie. Przygotowałam 4 przepisy na pełny kwiatowy obiad: Kwiaty na warsztaty dostarczyła firma Koppert Cress wchodząca na polski rynek. Za wyjątkiem fiołków i lawendy, które przywiozłam sama. Zdjęć samych potraw niestety nie robiłam, bo gotowałam, a nie pstrykałam, na szczęście dzięki uprzejmości Pań z Agencji Wydawniczej Egros, możecie je obejrzeć. Natomiast jeżeli chcecie zobaczyć z bliska konkretne kwiatki, odsyłam linkami do stron ich dostawcy. Zaczęłam od końca, czyli od napoju, ponieważ wymagał najmniej wysiłku i mogłam jednocześnie cały czas gadać o kwiatkach:) Bardzo nieskromnie przyznam, że połączenie fiołków i lawendy jest po prostu wspaniałe! Odkryłam je w tym roku i postanowiłam wykorzystać na warsztatach. To odkrycie to był zdecydowanie przebłysk geniuszu, którego udało mi się tym razem nie przegapić;) Napój dedykuję Gastronomii na Obcasach. Teraz by trzeba wymyślić jakąś chwytliwą nazwę i ochronić patentem:) Napój fiołkowo-lawendowy 4 litry wody gazowanej Zagotuj półtorej szklanki wody z 1 szklanką cukru, dodaj wanilię przekrojoną wzdłuż na pół. Gorącym syropem zalej 4 łyżki lawendy i odstaw pod przykryciem do wystudzenia (zrobiłam to 1,5 godziny przed rozpoczęciem warsztatów). Wyciśnij sok z cytryn, dodaj syrop fiołkowy i przecedzony syrop lawendowy. Całość zalej wodą mineralną. W wersji dla dorosłych połowę wody mineralnej można zastąpić białym winem.
Napój bardzo wszystkim smakował. Wg mnie był zdecydowanie za słodki, bo zamiast planowanych 6 litrów wody wlałam tylko 3, ale też przez to smak kwiatów był o wiele bardziej intensywny (na te ilości kwiatów, optymalnie byłoby właśnie 4-4,5 litra). Bardzo mi się podobała reakcja pana Pawła, kucharza prowadzącego poprzednie warsztaty, który rozentuzjazmowany wrzasnął: ALE CZAD! Zrobiło mi się bardzo miło, że taka zwykła kura domowa może czymś zaskoczyć profesjonalistów obytych z wszelakimi nowinkami kulinarnymi:) Danie główne zawierało dekorację z kwiatów zharmonizowanych smakowo z całością. Penne w groszkowym pesto z kwiatami fasolki Makaron 1 kg Ugotuj groszek i ostudź go (hartując zimną wodą). Do blendera wrzuć groszek, czosnek, zioła, sok z cytryny, orzechy i zmiksuj, dolewając tyle oliwy, by uzyskać gładką konsystencję. Dopraw do smaku solą i pieprzem. Ugotuj makaron, odcedź, zmieszaj z sosem i startym serem. Danie udekoruj kwiatami fasoli świeżymi, marynowanymi lub gotowanymi na parze przez 1-1½ minuty.
Ale... makaronu było 800g, parmezanu w ogóle nie mogłyśmy znaleźć, więc go w sosie nie było i danie było czysto wegańskie. Nie było też w ogóle mięty, a zamiast pęczków bazylii były tylko jej siewki. Oliwy do uzyskania odpowiedniej konsystencji weszło około 250 ml. Natomiast najgorsze było to, że użyty groszek nie był mrożony tylko ze słoika, stąd zamiast oczekiwanej radosnej zieleni wyszedł kolor zgniło-bury :/ Sos był smaczny, pomagająca mi Sylwia doskonale go doprawiła (dziękuję i jestem ogromnie ciekawa jak sobie poradziłaś z cedzeniem?:)), jednak ten beznadziejny kolor nie pozwolił mi osiągnąć zamierzonego efektu zielonej łączki z liliowymi kwiatkami, a to o to właśnie chodziło :( Kolejny był deser, który wymagał użycia miksera i niestety było to urządzenie dla mnie zbyt skomplikowane;) Tak swoją drogą ten sprzęt Kenwooda był niesamowity, bo to mikser, w którym od razu można gotować! Na szczęście zaraz przybiegło kilka osób do pomocy i wspólnymi siłami udało się ubić śmietanę :P Mus jaśminowy śmietana kremówka 36 lub 40% 1200 ml (był 1 litr) W winie zanurzyłam 1 opakowanie kwiatów jaśminu i rozdziabałam je widelcem. Dodałam skórkę zeskrobaną z 1 pomarańczy i 1 cytryny. Odstawiłam na 1,5 godziny. Zrobiłam to przed warsztatami, przykryłam miseczką z jaśminem miseczkę z lawendą. Surowego jaśminu nie powinno się gotować, bo robi się gorzki. Natomiast w takiej instalacji para z powoli stygnącego syropu lawendowego, delikatnie ogrzewała wino przyśpieszając ekstrakcję - wyobraźcie sobie te zapachy na zapleczu! Śmietanę trzeba lekko ubić z cukrem, absolutnie nie na sztywno. Odcedzić wino jaśminowe, zmieszać z sokiem wyciśniętym z pomarańczy (mógłby też być czerwony grejpfrut). Delikatnie trzepaczką połączyć śmietanę z winem. Niestety nakładanie wyszło mi mało elegancko i większość pucharków była ukidana. Dekorowałam świeżymi kwiatami jaśminu - była to ozdobna odmiana drobnokwiatowa wielopłatkowa - dziki jaśmin ma 5 długich płatków (nie mylcie też z naszym polskim jaśminowcem, który ma 4 płatki i się go nie je!). Miały być obtaczane cukrem, ale już kompletnie nie było czasu.
Ten deser jaśminowy, stworzony przeze mnie na bazie klasycznego syllabubu, bardzo wszystkim przypadł do gustu. Ja niestety ze względu na śmietanę nie spróbowałam ostatecznego rezultatu, jednak smakowałam sobie wino jaśminowe;) Ostatnia była sałatka. Planowałam, że będzie ona zadaniem do przygotowania przez osoby z widowni, jednak zgłosiły się tylko dwie panie i to one się zmagały z doborem kwiatów do awokado, koziego twarogu i rukoli (pierwotnie miały być kiełki jak tu z fiołkami).
Oczywiście każda odpowiedź była dobra, ja obstawiałam kwiaty Lippi, czyli Dushi buttons (Phyla dulcis) ze względu na ich zaskakującą słodycz doskonale równoważącą ostrość koziego sera. Panie również tak wybrały, dodając jeszcze aksamitki wąskolistne dla ich urody. Planowałam, że będą 4 małe porcje sałatki, każda z inną kwiatową kombinacją, ale w sumie sałatki było za dużo i chyba rzeczywiście była zbędna w pokazie. No ale zakładałam, że ma ze mną gotować 6 osób i to one w ramach konkursu postarają się nie tylko o dobór kwiatów ale i prezencję. Tu wersja ze słodkawymi kwiatami Baroony Blossom (zdjęcie GNO):
Poza tym na warsztatach wystąpiły jeszcze następujące jadalne kwiaty: Sechuan buttons, czyli Acmella oleracea, które na serio dają wrażenie lizania baterii;)
Jak widzicie wszystkie przepisy są proste, nie wymagają mega umiejętności kulinarnych, wyższych technologii ani składania 14 różnych składników pośrednich. A mam nadzieję, że zrobiły dobre wrażenie:) Powiedziano mi, że na zakończenie mogę sobie spakować trochę kwiatów do domu (byle coś zostało na następny dzień;)), ale oczywiście w zaaferowaniu tego nie zrobiłam (Ożesz!), chwyciłyśmy tylko z Córcią po storczyku na zagrychę;) I to tyle. Było super! Jeszcze raz dziękuję i mojemu Wydawnictwu i Organizatorom za niesamowitą okazję uczestniczenia w warsztatach i zaprezentowania mojego hobby. Teraz tylko pozostaje czekać na ukazanie się książki:)
piątek, 09 września 2011
Ponieważ to lato było bardzo obfite pod względem spotkań towarzyskich, a że niezależnie, czy my gdzieś idziemy, czy przychodzą do nas, to i tak prowiant muszę zapewniać ja, więc mam około 20 zaległych przepisów. Lubię takie okazje, ponieważ mogę piec i wymyślać coraz to nowe pyszności bez obawy, że przejemy się słodkościami, bo każdemu dostanie się najwyżej malutki kawałeczek;) Tyle że doprawdy nie mam pojęcia, kiedy ja to wszystko opiszę:/ Tymczasem skończył mi się urlop macierzyński, a Mamutek vel Buldog vel MadDog vel Gargulec vel Cyborg vel Nono vel Szczerbatek vel Leming vel Popey (zgadnijcie od czego pochodzą te przezwiska;)) już jest mobilny, Córcia poszła do przedszkola (termosik, ach, termosik) i nagle okazało się, że doba jest zdecydowanie dla mnie za krótka, a godziny wcale nie naciągają się jak ściągacz pieluchy.
Na osłodę zbliżającej się jesieni szybka zakąska: ogórki z miodem, z melonem i obowiązkowo z kwiatkiem;) W dwóch wersjach: z czapeczką i paseczkami oraz bez nich.
Życzę smacznego i pozdrawiam serdecznie!
piątek, 22 lipca 2011
Zaprosiłam pewne bardzo sympatyczne małżeństwo na kolację.
Jednak tuż przed kolacją ich zamordowałam. Skończyli w towarzystwie koziego sera jako sałatka prawie grecka :) Zamordowane pomidory, kozi ser, oliwki, sałata lodowa, żółte pomidorki koktajlowe, pomidorki zebry, bazylia, oliwa, czarna sól, kapelusz nasturcjowy i ogóreczniki. Nie dość, że mordercy to jeszcze przy okazji Kwiatożercy! ;)
niedziela, 17 lipca 2011
Wiecie co się dzieje, kiedy pozwala się 5-latce rozbijać kotlety? Niestety zostaje mnóstwo poszarpanych kawałeczków mięsa. Też je opanierowałam, usmażyłam i mieliśmy obiad i na następny dzień;)
Sałata, panierowane okrawki kurczaka, szczypior z młodej dymki, listki bazylii, ocet miętowy, oliwa, sól, pieprz i bratki z parapetu. Do tego były grzanki z pomidorami. To już chyba ostatnie bratki w tym sezonie...
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Co zrobić, kiedy kompletnie brakuje pomysłu na jakąś ciekawą sałatę do obiadu? Dodać kilka kwiatków z balkonowego ogródka i fajny sos.
Mieszanka sałat, bratki i sos malinowy: oliwa, ocet malinowy, miód, sól, chilli.
środa, 18 maja 2011
Tak sobie skomponowana sałatka na obiad zamiast zupy. Ostatnio często jadamy sałaty na obiad. Po pierwsze dlatego iż zaczął się sezon na sałaty gruntowe, a po drugie z sałatką jest mniejsze ryzyko, że coś rozgotuję lub przypalę. Na co niestety mam ogromne szanse tkwiąc nieustannie uwięziona pod Małym Ssakiem;) Bratki kupione z sadzonek niewiadomego traktowania (pryskanie, nawożenie etc) można uznać za jadalne, kiedy przynajmniej trzy razy zbiorzecie z nich pełen plon kwiatów na bukiety (przydają się na przykład na imieniny;)) lub na dekorację stołu:
Dopiero po trzecim kwitnieniu można zacząć zbiory spożywcze. Jeżeli macie własne sadzonki, wystarczy poczekać, aż porządnie rozkwitną. Częste ścinanie kwiatków powoduje, że roślina wypuszcza wciąż nowe pąki. W mojej sałatce oprócz bratków znalazły się: rukola Ach, piękne jest życie Kwiatożercy! :) .
środa, 11 maja 2011
Salatka, w której zastąpiłam wszystkie składniki oprócz ziemniaków :P Sałatkę styryjską już kiedyś prezentowałam, bardzo ją lubię, jednak nie wiem, jak nazwać to, co mi wyszło, ale też było pyszne. ziemniaki - tu bez zmian Sałatka bardzo smaczna i dobra do zapakowania na piknik. Albo na nasiadówkę na placu zabaw, albo do pracy na lunch;)
wtorek, 05 kwietnia 2011
Panie i Panowie - WIOSNA! Jeden z moich ulubionych zestawów: kozi twaróg, awokado, ukochane kiełki słonecznika i fiołki. Do tego kapka oliwy. Ffffiołki moje kochaną pachną nieziemsko mocno i słodko - fiołkowo, smakują owocowo malinowo-poziomkowo i wyglądają tak: Kwiaty ciemnofioletowe, grzbieciste, dwa płatki u góry, największy z wyraźniejszym prążkowaniem skierowany w dół. W środku wyraźny stożkowaty żółty słupek. Dno kwiatowe skierowane do góry pod łukowato wygiętą łodyżką. Czyż można im się oprzeć? . . . Poza tym idealnie nadaje się na śniadanie.
czwartek, 17 marca 2011
Zielono mi... czas zacząć! A cóż jest bardziej zielonego niż sałatka? Ta sałatka to jedna z wielu goszczących na naszych talerzach, najczęściej zamiast zupy:) Ich skład (i kolory) waha się w zależności od tego, na co mam ochotę, co wypatrzę w sklepie lub co akurat jest w domu. Nabrałam Was z tą różą? Na jedzenie róż jeszcze jest za wcześnie. Piękna różowa róża jest zrobiona z dorodnego plasterka łososia;) A cała reszta zielona, czyli tak jak ma dzisiaj być! Udanej zielonej zabawy Wam życzę! :)
niedziela, 13 marca 2011
No i se wyhodowałam... :) Wchodzę do kuchni, a tam moja 5-latka przebrana za Różowego Kapturka stoi na stołku i myje owoce w zlewie. W misce porozrywany palcami banan i mandarynka. Zatkało mnie. Czasem zapominam, jaka ona jest już duża. Dzieło mojej Córki, które wszyscy chętnie zjedli:
poniedziałek, 29 listopada 2010
Uwielbiam owoce w każdej postaci! Te w puszkach są zdecydowanie dla mnie za słodkie i nie zastąpią mi świeżych owoców jedzonych tak po prostu. Pewnie kulinarne sławy goszczące na blogach puszki uważają za ordynarną wersję owoców, ale mam to gdzieś! Mam mały dołek i straszną ochotę na coś słodkiego, więc postanowiłam się właśnie w ten sposób zaspokoić. Taką sałatkę przygotowuję zazwyczaj jako deser na jakieś spotkania, bo szybko się robi i jest to deser na tyle słodki, że zapokoi większość osób, które potrzebują odczuwać słodycz mocniej niż ja, a na tyle owocowy, że odpowiada też mnie. Więc i nie dziwne mi było pytanie W: Puszka anasa, słoik brzoskwiń, 2 banany, jabłko, kawałek mango, kiwi, duża pomarańcza, kawałek grejpfruta, pół granata, ewentualnie można kapnąć trochę soku z cytryny. Dla Córci odłożyłam po kawałku każdego owoca, bo w postaci zmieszanej traci zainteresowanie każdą sałatką. Mała miseczka dla W. A reszta moja, moja, MOJA! TYLKO MOOOOJAAAA!!! Nic nie zostało na następny dzień:P
wtorek, 02 listopada 2010
Małe danie, którego Wam nie pokazałam w sezonie, a którym wygrałam zestaw serów w konkursie Pozytywnej Kuchni:) Właśnie pochłonęłam ostatni serek i przy okazji chciałam podziękować fundatorowi nagrody, że w zestawie nie było zielonych ani niebieskich serów pleśniowych, bo było by to dla mnie utrapienie a nie nagroda :P 1 camembert naturalny Przygotować sos winegret z oliwy, octu i soli. Pokroić ser i truskawki, dodać fiołki, pieprz i polać sosem. Danie pasuje mi akurat kolorystycznie do poniższych wieści: Nasza rodzinka powiększyła się w międzyczasie o nowego członka. Oto Karolinka. Właściwie to jest Karolek, ale Córcia się uparła na Karolinkę i już! Ja się nie zamierzam kłócić, a Karolince chyba to nie przeszkadza, bo Córcię lubi, a na mnie się stroszy. Ale przynajmniej nie muszę dla niej gotować;)
czwartek, 23 września 2010
Wciąż się okazuje, że nie mają znaczenia dobro i zło, prawda i fałsz. Podobno dzieci, które kłamią, będą w przyszłości lepiej zarabiać. W takim razie, czy mamy uczyć swoje dzieci kłamstwa, żeby rozwijać ich zdolności kognitywne? Co powinien zrobić naprawdę kochający rodzic: uczyć cwaniactwa, żeby dziecko lepiej sobie radziło w życiu pełnym piranii i rekinów, czy wychowywać na porządnego człowieka, który godnie przeżyje swój czas. Czy dawać dzieciom wiarę w uczciwe życie, czy tylko pokazać jak zagarniać, kopać i wygryzać? Dawniej, dawno temu, wierzyłam, że w każdym człowieku można znaleźć coś dobrego. Kilkakrotnie boleśnie się przekonałam, że nie warto. Cóż z tego, że znajdę jakąś dobrą cechę u drania? Nie przestanie być draniem. Dalej jestem zbyt naiwna i dlatego nie potrafię zrozumieć, ile tej podłości ludzie naprawdę potrafią okazać... Nie potrafię. I za każdym razem okrutnie się zdumiewam. Jak lepiej wychować dziecko? Czy skuteczniejszy jest przykład pozytywny czy negatywny? Na kogo wyrośnie moje dziecko? Na kogo wyrosłam ja? Jak mocno potrafi kochać ktoś, kto za wzór relacji miał odrazę, wstręt i namiastki nienawiści? Jak bardzo nie cierpi kłamców, dziecko osoby, która w całym życiu nie powiedziała zdania prawdy? Choć często nie z własnej winy, lecz by konfabulacjami wypełnić luki wyżartej pamięci. Co jest dobre, a co jest złe? Co jest słuszne, a co nie? Przebaczenie jest dobre, zemsta jest zła. Nie chcę się mścić, ale nie potrafię wybaczyć. Jestem więc złym czy dobrym człowiekiem? A może nie ma dobrych ludzi? Może pojawiają się jak tęcza w środku nocy. Nigdy nie zamierzałam się mścić, choć za takie sk...stwo miałam ogromną ochotę. Nie potrafię wybaczyć też zdrady, kłamstw, oszustwa. Nie mogę zapomnieć rozszalałej hipokryzji. Może kiedyś... Nie umiem. Można komuś zabrać rodzinę, dom, pieniądze. Więzy krwi nie są najważniejsze. Dom jest tam, gdzie para otwartych ramion, ciepłe oczy i rozrzucone zabawki. Pieniędzy wystarcza. Jesteśmy zdrowi, jesteśmy razem. Ale jak wytłumaczyć dziecku, dlaczego ludzie są źli? Dlaczego macocha Kopciuszka znęcała się nad nią, dlaczego tamten pan chciał skrzywdzić chłopczyka, dlaczego ukradli wujkowi rower, dlaczego zastrzelili mamę Bambiego, dlaczego wróżka zaczarowała Różyczkę? Co to był ten czarnobiały film w wiadomościach? No może, do licha, ktoś to wreszcie wytłumaczy też mnie! A przecież to dopiero sam czubek zła, na które dziecko natknie się w swoim życiu. Jak nauczyć wiary w sens dobra? Staram się. Nie ze wszystkich sił, nie wypruwam żył, żyję z dnia na dzień, dając tyle, ile mam, nic ponadto. Na pewno mogłabym być lepsza. Nie jest problemem, że prawie nic na świecie nie jest tylko białe i czarne, tylko że ja nadal nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego, i po co, ludzie są tacy źli.
Dla osób zainteresowanych czarno-białym daniem, w skład sałatki wchodzą: czarne oliwki, kozi ser, białko jaja i pieczone buraczki marynowane w occie balsamicznym. Czarny pieprz, biała sól i przejrzysta oliwa.
wtorek, 17 sierpnia 2010
Niby sałatka ale wg mnie to porządne sycące danie. Wiele lat nie mogłam się zdecydować na jej robienie, ponieważ jeszcze w czasach głębokiego PRLu nabyłam przekonania, że ta kapitalistyczna sałatka oparta jest na selerze korzeniowym, którego szczerze nie cierpię. Nie jest to nienawiść wynikająca z przyczyn fizjologicznych, jak w przypadku surowej cebuli, jednak nie lubię go i już. Pewnie przesłodzona surówka z kawałkami zgniłej bulwy ze szkolnej stołówki wiele się do tej niechęci przyczyniła. Córcia teoretycznie mogłaby już zjeść trochę majonezu, ale widać, że się go boi, więc jej nie namawiam. Kilkuletnie przeświadczenie, że po zjedzeniu jajek się rozchoruje, nie tak łatwo zmienić. Seler naciowy, jabłko, orzechy włoskie, podsmażony kurczak i sałata. Jak zwykle dla Kurdupla sałatka w postaci rozparcelowanej, bo w takiej postaci znika wszystko z talerza, natomiast sałatkę zmieszaną dziubnie kilka razy i się zniechęca. Czy to dziwactwo jest genetycznie uwarunkowane, czy to tylko zachowanie typowe dla dzieci? Ja też tak miałam jako dzieciak, że wolałam wszystkie składniki widzieć i samej sobie dobierać kolejność jedzenia. No i ta niechęć do papek...
Dla dorosłych wersja fulwypas wzbogacona o żółty ser, kukurydzę, pieprz i majonez.
wtorek, 27 lipca 2010
Uff, skończył się semestr, poprawek nie będzie. Mogę się poklepać po ramieniu z zadowoleniem:) W nagrodę dostałam od studentów kwiatka i dwustronicowy wierszyk;) Nie zamierzam się nadmiernie mądrzyć o karmieniu niejadków, bo sama nie mam niejadka a z karmieniem innych dzieci nie mam za wiele do czynienia. Jednak widzę jak żywią się dorośli, a oni mają dzieci. Lub będą mieli, a sposób odżywiania się dzisiejszych dwudziestoparolatków sprawia, że włosy stają dęba i krzyczą panicznie AAAAAA!!!!! A propos współczesnych dzieci, ostatnio miałam modelowy przykład żywienia dzieci. Stałam w kolejce do kasy osiedlowego sklepu, za mną stała matka około dwunastoletniego chłopca i złościła się na syna, że ten chce kupić sobie paczkę chipsów. Powiedziała, żeby wybrał sobie coś innego - przyniósł batona. Matka zaczęła się zżymać, że wybiera same "śmieci" i lepiej, żeby wziął sobie coś do picia. Po chwili usłyszałam piskliwe gderanie: czemu wybrał farbowaną słodką wodę zamiast soku. Ugryzłam się tylko w język, bo cisnęło mi się wyłącznie pytanie: A kto go tego nauczył? Wychowanie żywieniowe dzieci jest trudne, tym trudniejsze im mniej sami o tym wiemy. Dzieci biorą przykład z rodziców, jeżeli sami się źle odżywiamy lub zezwalamy by dziecko jadło "śmieci" (na wykładach zdarza mi się mówić ostrzej;)), to się nie nauczy, co dla niego jest dobre. Najbardziej drastyczny przykład dała mi pielęgniarka z dziecięcej enterologii. Pouczała matkę dziecka, które nie oddało stolca przez kilka tygodni, że dziecko nie może jeść tylko i wyłącznie chleba i mięsa, musi dostać pomidora, jabłko, marchewkę etc. Ta kobieta odpowiedziała, że nie będzie karmić dziecka jedzeniem dla świń... Ale miało być o niejadkach;) Dzieci nie można zmuszać do jedzenia ani nie można ustępować karmiąc je frykasami byleby tylko coś zjadły. Dzieciom trzeba dać czas i zaciekawić je. Dawać wybór, najlepiej między czymś zdrowym a czymś... zdrowym:) Uzbroić się w cierpliwość i wyluzować, by dziecko mogło samodzielnie poeksperymentować, co nie zawsze korzystnie odbija się na stanie kuchni i jadalni. Jak wspomniałam moja Córcia niejadkiem nie jest, choć nie każdy posiłek zjada z pieśnią na ustach i w tempie ekspresowym. Czasem kręci nosem. A ja mam dwie sentencje, którymi dręczę moje dziecię: I wreszcie przechodzę do sedna przedstawiając najnowszy przetestowany sposób na niejadka. Pojechaliśmy w odwiedziny do znajomych biorąc prowiant: sok, melona i sałatkę. Tatuś błagał, żebym nie zdziwiała po swojemu, ale nie mogłam się powstrzymać i do sałaty (czerwonej i zielonej), pomidorów, papryki i oliwek dorzuciłam kilka (-naście;)) kwiatków ogórecznika, do tego był sok z cytryny, oliwa i listki bazylii. Córka znajomych, sztandarowy przykład niejadka, jak zobaczyła kwiaty w sałatce od razu się zainteresowała jedzeniem i jeszcze się okazało, że bardzo lubi oliwki;) Tak więc: masz niejadka? Daj mu kwiatka! :) Dzieci też bywają Kwiatożerne :)
wtorek, 13 lipca 2010
Nie wiedziałam, jak zatytułować dzisiejszy wpis. Błękitny zachwyt? Letnia rozkosz? Nic na to nie poradzę, próbowałam z innymi owocami w różnych kombinacjach, z różnymi sosami, ale po prostu na czerwieni i granacie ogórecznik wygląda najpiękniej. Maliny, borówki, truskawki, poziomki, agrest oraz sos ze zmiksowanych truskawek jako tło dla błękitnych kwiatów ogórecznika. Do sosu można dodać łyżeczkę cukru z wanilią, żeby zachwyt był obezwładniający. Ach, mogłabym sobie na nie patrzeć i patrzeć... A trzeba zjeść! To moje Owocowe Love, borówkowe, malinowe i największe kwiatowe. |