|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
Wpisy z tagiem: obiad
piątek, 22 lipca 2011
Zaprosiłam pewne bardzo sympatyczne małżeństwo na kolację.
Jednak tuż przed kolacją ich zamordowałam. Skończyli w towarzystwie koziego sera jako sałatka prawie grecka :) Zamordowane pomidory, kozi ser, oliwki, sałata lodowa, żółte pomidorki koktajlowe, pomidorki zebry, bazylia, oliwa, czarna sól, kapelusz nasturcjowy i ogóreczniki. Nie dość, że mordercy to jeszcze przy okazji Kwiatożercy! ;)
niedziela, 17 lipca 2011
Wiecie co się dzieje, kiedy pozwala się 5-latce rozbijać kotlety? Niestety zostaje mnóstwo poszarpanych kawałeczków mięsa. Też je opanierowałam, usmażyłam i mieliśmy obiad i na następny dzień;)
Sałata, panierowane okrawki kurczaka, szczypior z młodej dymki, listki bazylii, ocet miętowy, oliwa, sól, pieprz i bratki z parapetu. Do tego były grzanki z pomidorami. To już chyba ostatnie bratki w tym sezonie...
wtorek, 28 czerwca 2011
Nazwa może niezbyt adekwatna, bo chodzi raczej o jedzenie resztkowe, ale chwytliwa :D Ostatnio mam wrażenie, że dom wali mi się na głowę, weekendowe wypady do pracy są istnym zbawieniem. Te parę godzin wolności, kiedy W przejmuje stery, nie trwają jednak zbyt długo - zdradza mnie własna fizjologia, zew natury na równi z tęsknotą przyzywają mnie do domu. Ale jakżesz to jest proste! Z resztą stadka już muszę się nagłowić i nieraz załamuję ręce w bezadności nad odwiecznym pytaniem: co dziś na obiad??? W jeden taki dzień, kiedy z zakupów wróciłam z pustymi rękami, powstało spaghetti z wegańskim pesto i kwiatami cukinii. Bo cukinia na naszym balkonie kwitnie jak szalona! Polecam bardzo - jedna doniczka, a tyle uciechy;)
Klasyczne pesto robi się z bazylii, oliwy, czosnku, orzechów piniowych i pamezanu (lub pecorino), ja sera użyć nie mogłam, a ochotę na pesto miałam. I zrobiłam je z takich składników: migdały i orzechy laskowe - resztki z innych zastosowań - posiekałam i uprażyłam na patelni i dla zagęszczenia... ziemniaczek z poprzedniego dnia;) Myślałam raczej o użyciu brokuła lub bobu, ale jakoś młode warzywa nie są u mnie w stanie poleżeć do przetworzenia, bo zżeram nawet resztki. Dodałam jeszcze pieprzu i chilli i zmiksowałam. Kwiaty cukinii poszarpałam na płatki i wrzuciłam do makaronu tuż przed cedzeniem. Spaghetti zmieszałam z pesto, dodałam kwiaty, odłożone migdały, listki bazylii i już. Trochę za mało oliwy dałam i pesto było zbyt gęste, ale danie na tym nie ucierpiało za bardzo :P
I przy okazji okazja dla kwiatkojadów:)
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Co zrobić, kiedy kompletnie brakuje pomysłu na jakąś ciekawą sałatę do obiadu? Dodać kilka kwiatków z balkonowego ogródka i fajny sos.
Mieszanka sałat, bratki i sos malinowy: oliwa, ocet malinowy, miód, sól, chilli.
środa, 18 maja 2011
Tak sobie skomponowana sałatka na obiad zamiast zupy. Ostatnio często jadamy sałaty na obiad. Po pierwsze dlatego iż zaczął się sezon na sałaty gruntowe, a po drugie z sałatką jest mniejsze ryzyko, że coś rozgotuję lub przypalę. Na co niestety mam ogromne szanse tkwiąc nieustannie uwięziona pod Małym Ssakiem;) Bratki kupione z sadzonek niewiadomego traktowania (pryskanie, nawożenie etc) można uznać za jadalne, kiedy przynajmniej trzy razy zbiorzecie z nich pełen plon kwiatów na bukiety (przydają się na przykład na imieniny;)) lub na dekorację stołu:
Dopiero po trzecim kwitnieniu można zacząć zbiory spożywcze. Jeżeli macie własne sadzonki, wystarczy poczekać, aż porządnie rozkwitną. Częste ścinanie kwiatków powoduje, że roślina wypuszcza wciąż nowe pąki. W mojej sałatce oprócz bratków znalazły się: rukola Ach, piękne jest życie Kwiatożercy! :)
czwartek, 17 marca 2011
Zielono mi... czas zacząć! A cóż jest bardziej zielonego niż sałatka? Ta sałatka to jedna z wielu goszczących na naszych talerzach, najczęściej zamiast zupy:) Ich skład (i kolory) waha się w zależności od tego, na co mam ochotę, co wypatrzę w sklepie lub co akurat jest w domu. Nabrałam Was z tą różą? Na jedzenie róż jeszcze jest za wcześnie. Piękna różowa róża jest zrobiona z dorodnego plasterka łososia;) A cała reszta zielona, czyli tak jak ma dzisiaj być! Udanej zielonej zabawy Wam życzę! :)
środa, 03 listopada 2010
Trzy tajemnice kuchni francuskiej już dawno przestały być tajemne, choć dla mnie ze względu na swój charakter pozostają niedostępne. Czasem uda mi się natrafić na program "Kuchnia francuska - po prostu". Lubię go, choćby z tego względu, iż prowadząca wygląda, jakby nigdy w życiu nic nie ugotowała i tak się pieści z jedzeniem, że aż mnie skręca:P Poza tym fajnie jest dowiedzieć się różnych ciekawostek. Dwukrotne smażenie frytek już jest opatrzone, bo Belgowie i Holendrzy robią tak samo, ale że Francuzi mają specjalny sposób na smażenie idealnej "obślinionej" jajecznicy, to już coś nowego (też przepis nie dla mnie, bo nie będę brudzić 4 naczyń na jajecznicę;)). Wypatrzyłam jeszcze przepis na wspaniałą nalewkę, no i brukselkę. Brukselka - warzywo, którego nie lubię ja, ani nikt mi znany. W programie zostało zaprezentowane w sposób, jakiego jeszcze nie widziałam. Wiem, że mało wiem o kuchni i gotowaniu, więc pewnie nie raz wyważam otwarte drzwi. Może znacie, może nie, ale oto brukselka po francusku. Boczek pokroić w kosteczkę i podsmażyć na chrupiące skwarki. Do gotowych skwarek dodać brukselkę rozdzieloną na pojedyncze listki. Może we Francji sprzedają bardziej rozchylone brukselki, ale z naszymi trzeba się nieźle natrudzić;) Podsmażyć chwilę, żeby ledwie się zblanszowały i nieznacznie zmiękły. To najlepsza brukselka jaką jadłam. Wcale nie czuć tego typowego zgniło-brukselkowatego posmaku. W zasadzie to była jedyna brukselka, jaka mi naprawdę smakowała:)
wtorek, 02 listopada 2010
Małe danie, którego Wam nie pokazałam w sezonie, a którym wygrałam zestaw serów w konkursie Pozytywnej Kuchni:) Właśnie pochłonęłam ostatni serek i przy okazji chciałam podziękować fundatorowi nagrody, że w zestawie nie było zielonych ani niebieskich serów pleśniowych, bo było by to dla mnie utrapienie a nie nagroda :P 1 camembert naturalny Przygotować sos winegret z oliwy, octu i soli. Pokroić ser i truskawki, dodać fiołki, pieprz i polać sosem. Danie pasuje mi akurat kolorystycznie do poniższych wieści: Nasza rodzinka powiększyła się w międzyczasie o nowego członka. Oto Karolinka. Właściwie to jest Karolek, ale Córcia się uparła na Karolinkę i już! Ja się nie zamierzam kłócić, a Karolince chyba to nie przeszkadza, bo Córcię lubi, a na mnie się stroszy. Ale przynajmniej nie muszę dla niej gotować;)
środa, 06 października 2010
Zdumiewająca jest czasem konwergencja ludzkich pomysłów. Tego samego dnia, zupełnie niezależnie, ugotowałyśmy z Wegetarinką coś niemal identycznego. Tyle że u niej była to wariacja na temat Muttar Paneer a u mnie po prostu cóś na obiad. A ponieważ w wyniku dyskusji nad głupio napisanym artykułem, wyszło, że powszechnie wiadome jest, iż kobiety nie potrafią gotować, nie potrafią przyprawiać i są niechlujne, to ja potwierdzam, ponieważ doskonale się wpisuję w te powszechnie panujące standardy. Nigdy nie uczyłam się gotowania, nigdy nie wiem, jakich przypraw wypada użyć i absolutnie nigdy nie przejmuję się przepisami. No i komlpetnie nie mam fantazji w kwestii przygotowania obiadów. Cebulę podsmażyłam na oliwie do smażenia, potem dodałam marchewkę, chlapnęłam bulionem i poddusiłam. Dodałam namoczoną soczewicę (zawsze mnie rozbraja, jak po pół godzinie w wodzie puszcza kiełki) i dusiłam, aż się zrobiło. Dodałam pieprz, pieprz ziołowy, ostrą paprykę, szczyptę curry i sól, tak jak mi pasowało. Na koniec dodałam groszek z puszki. Zamierzałam danie uzupełnić pomidorową passatą, tak jak to robię zazwyczaj, ale że na pierwsze danie zrobiłam zupę pomidorową, to stwierdziłam, że dziś soczewica może być bez pomidorów. Ponieważ uparłam się na to całe tofu, dodałam twarde tofu, które wcześniej niechlujnie posiekałam i pieczołowicie pokryłam grubą warstwą curry. Niestety niewiele to dało, bo i tak tona przypraw nie zamaskowała znienawidzonego smaku. Szybko przełknęłam ochydne wegetarianskie mięso i rozkoszowałam się michą soczewicy. No a że szefami kuchni zazwyczaj nie są kobiety? Cóż, jak ze wszystkim, szef kuchni jak nie musi rodzić dzieci, to może robić karierę. A mężczyźni, jak powszechnie wiadomo, od tego pierwszego się wykpili.
czwartek, 23 września 2010
Wciąż się okazuje, że nie mają znaczenia dobro i zło, prawda i fałsz. Podobno dzieci, które kłamią, będą w przyszłości lepiej zarabiać. W takim razie, czy mamy uczyć swoje dzieci kłamstwa, żeby rozwijać ich zdolności kognitywne? Co powinien zrobić naprawdę kochający rodzic: uczyć cwaniactwa, żeby dziecko lepiej sobie radziło w życiu pełnym piranii i rekinów, czy wychowywać na porządnego człowieka, który godnie przeżyje swój czas. Czy dawać dzieciom wiarę w uczciwe życie, czy tylko pokazać jak zagarniać, kopać i wygryzać? Dawniej, dawno temu, wierzyłam, że w każdym człowieku można znaleźć coś dobrego. Kilkakrotnie boleśnie się przekonałam, że nie warto. Cóż z tego, że znajdę jakąś dobrą cechę u drania? Nie przestanie być draniem. Dalej jestem zbyt naiwna i dlatego nie potrafię zrozumieć, ile tej podłości ludzie naprawdę potrafią okazać... Nie potrafię. I za każdym razem okrutnie się zdumiewam. Jak lepiej wychować dziecko? Czy skuteczniejszy jest przykład pozytywny czy negatywny? Na kogo wyrośnie moje dziecko? Na kogo wyrosłam ja? Jak mocno potrafi kochać ktoś, kto za wzór relacji miał odrazę, wstręt i namiastki nienawiści? Jak bardzo nie cierpi kłamców, dziecko osoby, która w całym życiu nie powiedziała zdania prawdy? Choć często nie z własnej winy, lecz by konfabulacjami wypełnić luki wyżartej pamięci. Co jest dobre, a co jest złe? Co jest słuszne, a co nie? Przebaczenie jest dobre, zemsta jest zła. Nie chcę się mścić, ale nie potrafię wybaczyć. Jestem więc złym czy dobrym człowiekiem? A może nie ma dobrych ludzi? Może pojawiają się jak tęcza w środku nocy. Nigdy nie zamierzałam się mścić, choć za takie sk...stwo miałam ogromną ochotę. Nie potrafię wybaczyć też zdrady, kłamstw, oszustwa. Nie mogę zapomnieć rozszalałej hipokryzji. Może kiedyś... Nie umiem. Można komuś zabrać rodzinę, dom, pieniądze. Więzy krwi nie są najważniejsze. Dom jest tam, gdzie para otwartych ramion, ciepłe oczy i rozrzucone zabawki. Pieniędzy wystarcza. Jesteśmy zdrowi, jesteśmy razem. Ale jak wytłumaczyć dziecku, dlaczego ludzie są źli? Dlaczego macocha Kopciuszka znęcała się nad nią, dlaczego tamten pan chciał skrzywdzić chłopczyka, dlaczego ukradli wujkowi rower, dlaczego zastrzelili mamę Bambiego, dlaczego wróżka zaczarowała Różyczkę? Co to był ten czarnobiały film w wiadomościach? No może, do licha, ktoś to wreszcie wytłumaczy też mnie! A przecież to dopiero sam czubek zła, na które dziecko natknie się w swoim życiu. Jak nauczyć wiary w sens dobra? Staram się. Nie ze wszystkich sił, nie wypruwam żył, żyję z dnia na dzień, dając tyle, ile mam, nic ponadto. Na pewno mogłabym być lepsza. Nie jest problemem, że prawie nic na świecie nie jest tylko białe i czarne, tylko że ja nadal nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego, i po co, ludzie są tacy źli.
Dla osób zainteresowanych czarno-białym daniem, w skład sałatki wchodzą: czarne oliwki, kozi ser, białko jaja i pieczone buraczki marynowane w occie balsamicznym. Czarny pieprz, biała sól i przejrzysta oliwa.
niedziela, 12 września 2010
Miałam tyle pomysłów na akcję filmową, ale kompletnie nie mam kiedy ich realizować. Nawet nie jestem pewna, czy dzisiejsze danie kwalifikuje się do rzeczonej akcji, ponieważ przepis jest inspirowany bajką telewizyjną opartą na książkach Susan Meddaugh, ale to danie jest po prostu w naszym jadłospisie, więc nie musiałam robić nic ekstra. "Marta mówi" to kolejny obok małego Clifforda i Reksia uwielbiany przez nas piesek (oprócz Łałusia;)). Marta to zwyczajny pies, lecz: "rzecz przedziwna dzieje się, gdy literkową zupę je. W drodze gdzieś do brzuszka Marty, grupa liter zagubiona, trafia do jej głowy i - Marta nawija jak szalona! Mówi wciąż, mówi wciąż..." - która z Was sobie zaczęła podśpiewywać? ;)
A ja polecam zupę literkową dzieciom, które uczą się literek, chociaż jedzenie może być wtedy nieco bardziej męczące niż zwykle:
Marta jadła zupę pomidorową z puszki. Makaron literkowy produkowany przez polską firmę nieco się łamie, ale można go wrzucić do każdej zupy. Jest jednocześnie: zabawa, edukacja i znika cała zupa:) Młodszym dzieciom polecam kosmiczny makaron teskowy, bo ten zwierzątkowy jest gorszy i mniej smaczny. A pamiętacie jeszcze nasze literkowanie? :)
wtorek, 17 sierpnia 2010
Niby sałatka ale wg mnie to porządne sycące danie. Wiele lat nie mogłam się zdecydować na jej robienie, ponieważ jeszcze w czasach głębokiego PRLu nabyłam przekonania, że ta kapitalistyczna sałatka oparta jest na selerze korzeniowym, którego szczerze nie cierpię. Nie jest to nienawiść wynikająca z przyczyn fizjologicznych, jak w przypadku surowej cebuli, jednak nie lubię go i już. Pewnie przesłodzona surówka z kawałkami zgniłej bulwy ze szkolnej stołówki wiele się do tej niechęci przyczyniła. Córcia teoretycznie mogłaby już zjeść trochę majonezu, ale widać, że się go boi, więc jej nie namawiam. Kilkuletnie przeświadczenie, że po zjedzeniu jajek się rozchoruje, nie tak łatwo zmienić. Seler naciowy, jabłko, orzechy włoskie, podsmażony kurczak i sałata. Jak zwykle dla Kurdupla sałatka w postaci rozparcelowanej, bo w takiej postaci znika wszystko z talerza, natomiast sałatkę zmieszaną dziubnie kilka razy i się zniechęca. Czy to dziwactwo jest genetycznie uwarunkowane, czy to tylko zachowanie typowe dla dzieci? Ja też tak miałam jako dzieciak, że wolałam wszystkie składniki widzieć i samej sobie dobierać kolejność jedzenia. No i ta niechęć do papek...
Dla dorosłych wersja fulwypas wzbogacona o żółty ser, kukurydzę, pieprz i majonez.
niedziela, 15 sierpnia 2010
W lecie rzadziej jadamy zupy, zamiast nich częściej serwuję sałaty i sałatki, korzystając z sezonowego bogactwa, które aż żal mi gotować. Ale znów kwiatowej zupy nie mogłam sobie odmówić:) Poza tym karotenoidy (beta-karoten, alfa-karoten, ksantofil, likopen) są lepiej wchłanialne po podgrzaniu i wyłącznie w towarzystwie tłuszczu. Zupa pomidorowo-nasturcjowa 1 kg pomidorów bazylia Cebulę posiekałam i poddusiłam na oliwie do smażenia. Pomidory umyłam i pokroiłam na kawałki, wrzuciłam do cebuli, zalałam niewielką ilością bulionu, dodałam kilka posiekanych listków nasturcji, kilka kwiatów i dusiłam pod przykryciem do miękkości. Przetarłam przez sito, dolałam resztę bulionu i przyprawy. Podałam z ryżem, już na talerzach dodałam do niej kapkę oliwy, kwiaty nasturcji, poodrywane płatki oraz listki nasturcji i bazylii. Jeżeli dysponujecie świeżymi owocami nasturcji, to można je zmiażdżyć widelcem i dodać - są bardzo pikantne. Jak ktoś lubi, może sobie zupę zabielić:) Nasturcje są wyjątkowe. Pachną i wyglądają tak słodko jak aniołki, smakują ostro jak diabełki. Doskonale uzupełniają smak pomidorów.
środa, 21 lipca 2010
Kto powiedział, że alergik nie może jadać wykwintnie? Kto powiedział, że czteroletnie dziecko nie ma wysublimowanego podniebienia? Zupełnie też nie mam pojęcia, kto powiedział, że dzieci nie lubią warzyw, ale tym się nie będę zajmować, bo to był ktoś całkiem... e... niemądry. Kwiaty cukinii smażone w cieście naleśnikowym stały się przysmakiem mojej Córci. Ciasto kręcę po prostu z mleka koziego i mąki ze szczyptą soli. Kwiaty zjada same z wielkim smakiem lub nadziane szynką z trochę mniejszym apetytem. Z resztek ciasta smażę naleśniki i nic się nie marnuje. Porcje zazwyczaj są dziecięce, bo moje cukinie kwitną na raz po dwa trzy kwiaty:/ Przed jedzeniem należy usunąć pręcik. Najlepiej ostrymi długimi nożyczkami. Oczywiście tym, co ją na początku zachęciło, była możliwość zjedzenia pięknych żółtych kwiatów;)
sobota, 03 lipca 2010
Tak naprawdę nie wiem, czy ona się nazywa duńska, ale wiem, że Duńczycy się tym zażerali. Gdziekolwiek byśmy nie poszli, zawsze do obiadu, grilla, lunchu zawsze była sałata z ogórkiem, pomidorem, kukurydzą i jajkiem. I jakoś żaden Duńczyk się nie przejmował, że nie należy łączyć świeżego ogórka z pomidorem;)
U mnie jeszcze kiszony ogórek, bo Córcia je uwielbia, w standardowej dla niej niezmieszanej formie z przepiórczym jajeczkiem i odkrojonym białkiem:) I dużo kukurydzy bo "dzisiaj ją lubi".
czwartek, 01 lipca 2010
Nazywam się Pinkcake i jestem Kwiatożercą. Od pewnego czasu jedzenie kwiatów stało się moim problemem. Potrzebuję odwyku, bo nie potrafię mysleć o niczym innym. :D Kwiatów ziemniaków oczywiście nie wolno zjadać, bo mogą porządnie zaszkodzić, ale koperek... Tak, kwiaty koperku jak najbardziej;) Uwielbiam młode ziemniaki z kopiatą łyżką masła i koperkiem. A taki kwitnący dorzuca nutę słodyczy.
piątek, 25 czerwca 2010
Kwiatowa wersja jednego z klasycznych przepisów. Makaron z oliwą i czosnkiem, ale nie zwykłym... z kwiatami czosnku. A właściwie czosnku szczypiorku. Proste danie acz zupełnie nie banalne.
Kwiaty czosnku mają ten sam zapach i ten sam smak co jego listki, jednak w łagodniejszym tonie. I nie czuć ich w później w ustach;) Makaron ugotować, zmieszać z oliwą i kwiatami czosnku. Dosolić do smaku.
Jakżeżby inaczej jeśli nie jest to danie dla obsesyjnego Kwiatożercy! :)
czwartek, 17 czerwca 2010
W końcu to też kwiat i to jak najbardziej jadalny. Podobnie jak kalafior, a ich baldaszki nazywane są różyczkami. Może mnie pocieszą po stracie róż.
A co powiecie na kalafiora i brokuła w roli czysto kwiatowej, a nie kulinarnej? Może się przyjmie;)
Ja najbardziej lubię te kwiaty "po polsku", tzn.: z podsmażoną bułeczką. Moje Dzieciątko woli to danie w odwrotnych proporcjach: kilka kopiatych łyżek bułki podsmażonej na oliwie i do tego kalafior lub brokuł, którymi ją sobie nabiera;)
sobota, 22 maja 2010
Sałatę z bratkami robiłam całkiem niedawno, jednak chciałam ponownie zjeść bratki na spokojnie, w domu. Poza tym znowu byłam w telewizji;) Danie pochodzi jeszcze sprzed powodzi. Nasz malusieńki ogródek, który pieczołowicie z Córcią wydarłyśmy z trawnika zalały strugi wody i nie wiem, czy coś da radę w nim wykiełkować... Co gorsza, korzystając z wczorajszej przerwy w deszczu przespacerowałam się (przebrodziłam) pod las do dzikich róż. Są jakieś pół metra pod wodą. Nie wypada płakać po różach, kiedy tyle osób straciło niemal wszystko. Jednak żal mi, miałam wobec róż wielkie plany w tym roku. Może wytrzymają? Tymczasem wspomnienie kulinarne po bratkach.
Sałata lodowa, pomidorki czereśniowe, oliwki, oliwa i bratki. Osobiście zdecydowanie wolę bratki w daniach wytrawnych niż w deserach. Ich zielono-winny smak nie odpowiada mi w towarzystwie cukru, natomiast w towarzystwie sałaty i obiadu jak najbardziej.
środa, 12 maja 2010
Nie mam szczęścia do kwiatów w tym roku. Zupełnie. Długi weekend ociekał deszczem i nie pojechałam zbierać mniszków na syrop mniszkowy, czyli inaczej "miodek majowy". Ten weekend też nie był całkiem udany. Co prawda dojechaliśmy na wieś, odwiedziliśmy rodzinę, ale wszystkie kwiaty były pozamykane, a po godzinie naszego pobytu lunęły na nas strugi deszczu. Na razie mogę zapomnieć o syropie czy konfiturach z mniszka, to był mój ostatni wolny weekend w tym roku:( Na szczęście jadalne są również całkiem niedojrzałe, nierozwinięte pączki mniszka lekarskiego. A w ich zbieraniu deszcz zupełnie nie przeszkadza:) Wyczytałam, że należy odciąć dna kwiatowe i zblanszować je lub usmażyć. Niestety wróciliśmy bardzo późno, a cały następny dzień cały aż do wieczora spędziłam w pracy. Pączki schowałam do lodówki w nadziei, że niska temperatura i ciemność zapobiegnie ich rozwijaniu. Na moje nieszczęście niezbyt to pomogło i większość pączków zaczęła się rozwijać. Te choćby najlżej rozwinięte na patelni rozpadły się na setki złotych płatków, barwiąc olej na piękną słoneczną żółć. W całości zostało zaledwie około 20. Która to ilość stanowiła porcję w sam raz dla mnie, bo i tak cała pozostała część naszego stadka odmówiła spożycia takich dziwactw:P Miałam zamiar podać je (sobie:)) z bułeczką, ale okazało się, że bułki tartej niet, więc zjadłam po prostu z masłem.
Pycha! Zupełnie zapach i smak zapożyczony od szparagów. Delikates godny królewskiego stołu. Smażyła je również Wegetarinka. |