Zakładki:
Różowy tydzień-baner Apetyt - Magazyn Małopolskich Blogerów Kulinarnych Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż

jadalne kwiaty

środa, 25 marca 2015

Rozpoczął się najpiękniejszy sezon - fiołkowy! Poza tym, że można podziwiać ich zapach i wygląd, to fiołki można jeść. Kwiaty mają delikatny owocowy smak i cudowny fiołkowy aromat. Listki też są jadalne i bardzo smaczne.

Zapraszam na przepisy z fiołkiem wonnym:

fiołki jadalne, czy fiołki można jeść, które fiołki wolno jeść

Przetwory z fiołków:

Konfitura z fiołków

Tarte płatki fiołków, przecier z fiołków

Syrop z fiołka wonnego i reakcja biuretowa ;)

Galaretka fiołkowa

Dżem z białych fiołków

Syrop z białych fiołków

Kandyzowane i krystalizowane fiołki

Fiołki na słodko:

Sernik fiołkowy nowojorski

Sernik na zimno z fiołkami

Tort fiołkowy i tort z fiołkami

Mazurek migdałowo-morelowy z kandyzowanymi fiołkami

Blok waniliowy z koziego mleka z kandyzowanymi fiołkami

Czekoladki fiołkowe

Czekoladowe krążki z fiołkami

Czekoladki lawendowo-fiołkowe „Luscinia”

Fiołki na wytrawnie:

Sałatka z kozim serem, awokado i fiołkami

Camembert z fiołkami

Kanapki z fiołkami w TVN

Fiołkowe napoje:

Biała fiołeniada

Fiołeniada

Fiołkowy poncz

Herbatka z kwiatów i listków fiołka

Nalewka fiołkowa a la Creme Yvette

 

Jeszcze więcej przepisów z fiołkami znajdziecie w moich książkach: "Pyszne Chwasty" i "Kwiatowa uczta", a nawet "Słodki sposób na alergię" nie jest wolny od fiołków :)

I przypominam, że wszystkie gatunki fiołków są jadalne :) Fiołek trójbarwny, rogaty, motylkowy, ogrodowy (bratek), leśny, polny, bagienny itd... Można je zjadać pod warunkiem, że nie były niczym opryskiwane, rosły z dala od zanieczyszczeń i nie były kupione w kwiaciarni.

Ale z wszystkich fiołków najsmaczniejszy niewątpliwie jest fiołek wonny!

Pozdrawiam i smacznego!
Gosia

czwartek, 19 marca 2015

Na początku marca Mistrz Branży zaprosił mnie na targi cukiernicze SweetTargi, żebym zaprezentowała desery z jadalnymi kwiatami. Ponieważ wydarzenie pokrywało się z datą premiery mojej nowej książki na temat słodkości dla alergików, postanowiłam połączyć te dwa zagadnienia w jednym wystąpieniu. Może się wydawać, że to za dużo kotów w worku, ale przecież właśnie tak robię na co dzień :) Piekę dla moich dwóch alergiczątek i objadamy się kwiatami, więc ja osobiście nie odczuwałam dysonansu między tymi tematami, mam nadzieję, że goście pokazu również nie :)

Ponieważ był to czas jeszcze mocno zimowy, jadalne kwiaty dostarczyła firma Fusion Gusto, której bardzo dziękuję. W czasie pokazu częstowałam trufelkami czekoladowymi z kwiatowym pudrem oraz ciasteczkami z wodorostami i nasionami pokrzywy. A sednem warsztatów były muffinki karobowe z kremem lawendowym udekorowane kwiatami lewkonii i storczyka.

Muffinka z kremem lawendowym i orchidea, vegan muffin lavender cream and edible orchid, edible flower muffin

Muffinki z lawendowym kremem czekoladowym i jadalnymi kwiatami

1,5 szklanki mąki (może być mieszanka bezgluta lub gryczana niepalona)
1/2 szklanki cukru nierafinowanego
szczypta soli morskiej
1 kopiata łyżka karobu (lub 2-3 płaskie łyżki kakao)
1 płaska łyżeczka sody
1/4 szklanki łagodnej oliwy
1 łyżeczka octu jabłkowego
1 niepełna szklanka soku pomarańczowego

Suche składniki zmieszać, dolać płynne, pomieszać łyżką do połączenia i od razu przełożyć do foremek muffinkowych. Piec ok. 15-20 minut w 180°C, do suchego patyczka.

Krem lawendowy

200 g gorzkiej czekolady
1 szklanka soku pomarańczowego
2-3 łyżki łagodnej oliwy
1 łyżka nierafinowanego cukru
1-2 łyżeczki suszonych kwiatów lawendy

Lawendę zmielić w młynku z cukrem. Proporcje są dość luźne, bo cukier w sumie jest potrzebny tylko jako nośnik, żeby dokładnie sproszkować kwiaty.
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Dodać oliwę i sok i wymieszać na gładki krem. Stresowałam się okropnie, żeby krem mi się nie zważył i... oczywiście zważył się. Zagadałam się o kwiatkach, przez co przegrzałam czekoladę i klops! Zrobiły się grudy :/ A gadać o kwiatkach, to ja niestety mogę bez opamiętania ;) Na szczęście wystarczyło dolać jeszcze ciutkę oliwy i soku po czym dokładnie rozmieszać, aby gładkość powróciła, a krem został uratowany.

warsztaty z jadalnymi kwiatami, małgorzata kalemba-drożdż

Do kremu dodać cukier lawendowy - wedle uznania. Lepiej dać za mało lawendy, niż za dużo, żeby uniknąć wrażenia mydlin w ustach. Dobrze utrafione proporcje zostawią delikatny posmak lawendy zatopiony w czekoladzie, lekki pazur, który sugeruje, że ta czekolada zawiera szczyptę magii. Za testera smaku służyła mi Aurora, która prowadzi Blog czekolady, a która jednocześnie moderowała warsztaty. Przy okazji chciałam Aurorze serdecznie podziękować za zgrabne prowadzenie pokazu i rozmowy :) Bez Ciebie chyba bym straciła wątek z gorąca, bo tak mocno byłam przypiekana przez stojący za mną piec :P

Muffinki posmarować kremem lawendowym i udekorować kwiatami. Najczęstszym pytaniem jest, które storczyki można jeść? Jadalne są orchidee z rodzaju Dendrobium, to te ze szpiczastymi płatkami. Dokładniej opisałam je na 1000 roślin.

A tak wyglądały muffinki na pokazie:

muffinki z kremem czekoladowo-lawendowym, lavender chocolate muffins

Zdjęcia z warsztatów dzięki uprzejmości Anny Kani z Mistrza Branży.

A poniżej zdjęcia babeczek z lewkoniami. Wydaje mi się, że żywe kwiaty bardzo fajnie się komponowały z czekoladowym ciastkiem. Świeże kwiaty dodają deserom lekkości. Skoro można jeść sałatę do kotleta, to czemu nie płatki kwiatów do tortu? ;)

muffinki z kwiatami,ciasto z żywymi kwiatami, flower muffins, cupcake real flower

Odniosłam wrażenie, że warsztaty się podobały, a przygotowane przeze mnie słodkości i kwiaty smakowały. Odzew ze strony uczestników był bardzo pozytywny. Dla mnie warsztaty są zazwyczaj fajną przygodą, bo przychodzą na nie ludzie zainteresowani tematem, pełni ciekawości smaku, co od razu stwarza sympatyczną atmosferę.

Cieszę się, że goście pokazu tak odważnie sięgali po nieznane smakołyki. Widziałam, że dla wielu z nich to był pierwszy raz, kiedy jedli glony, kwiatowy puder, karob, no i kwiaty. Naprawdę mam nadzieję, że będą miło wspominali ten pierwszy raz i zachęci ich do sięgania po więcej :) 

Pozdrawiam serdecznie
Gosia 

środa, 04 marca 2015

W czasie targów cukierniczych "Sweettargi" prowadziłam warsztaty o jadalnych kwiatach i deserach bez nabiału. Przy okazji odbyła się przedpremierowa prezentacja mojej najnowszej książki "Słodki sposób na alergię" :) W czasie pokazu przygotowałam wegańskie babeczki z kremem lawendowym, a żeby umilić czas oczekiwania na wypiek, częstowałam gości ciasteczkami z wodorostami i nasionami pokrzywy. Moim zdaniem ciasteczka smakowały dość odważnie, bo wodorosty wakame nadały im bardzo wyraźny posmak morza, a nasiona pokrzywy zaostrzyły ten aromat. Jednak moje obawy przed ich pokazaniem światu, rozwiały moje dzieci. Synuś orzekł z głębokim przejęciem: "Nooo fajneee!" a Córcia rozważała, czy w ogóle muszę je zawozić na targi, skoro oni mogą je zjeść ;) Po takich rekomendacjach nie miałam wątpliwości, że nawet jeśli wodorostowe ciasteczka nie posmakują wszystkim, to przynajmniej wzbudzą zainteresowanie :) A przecież najważniejsze, co chcę zawsze pokazać, to nie bać się nowych smaków.

Drugim poczęstunkiem były trufelki z kwiatowym pudrem i te chyba bez wątpienia wszystkich zachwyciły!

Można je przygotować tak, jak to przedstawiłam w 4 numerze Małopolskiego Apetytu, czyli klasyczne trufle na śmietanie kremówce. A można też inaczej. Zdrowiej, a wcale nie mniej pysznie. Może nawet bardziej :)

czekoladowe trufelki bez śmietany kremówki, trufle z hibiskusem, hibiscus chocolate healthy sweets, puder kwiatowy

Trufle czekoladowe bez śmietany kremówki otoczone pudrem malinowo-hibiskusowym

400 g wydrylowanych daktyli
100 g gorzkiej czekolady
1-2 łyżki kakao 

Daktyle wrzucić do garnka, podlać minimalną ilością wody i dusić na malutkim ogniu. Kiedy zmiękną, rozgnieść je tłuczkiem do ziemniaków na gładką miazgę. Jeśli masa jest bardzo wilgotna, można ją jeszcze odparować, ale trzeba bardzo uważać, żeby jej nie przypalić. Zdjąć z ognia. Czekoladę połamać na kawałki i roztopić ją w ciepłej masie. Dodać kakao, które jeszcze pochłonie wilgoć. Odstawić do wystudzenia, potem wstawić do lodówki.

Zamiast czekolady i kakao można użyć karobu, ale wtedy masa musi być porządnie odparowana.

Nabierać łyżeczką porcje masy i toczyć z niej kuleczki. Pod wpływem ciepła dłoni masa nieco się topi, dlatego warto w między czasie umyć ręce w zimnej wodzie. Trufelki wstawić do lodówki.

Puder owocowo-kwiatowy

suszone owoce: maliny, wiśnie, truskawki
suszone płatki kwiatów: hibiskusa, róży, albo np lawendy lub dzikiego bzu
cukier lub ksylitol

Do młynka blendera wrzucić płatki, owoce i cukier i zmielić na pył. Ważne jest, żeby wszystkie składniki były suche, w przeciwnym razie uzyskamy grudki, a nie puder.

Proporcje trzeba dobrać indywidualnie, w zależności od intensywności koloru, słodyczy i kwasowości, którą chcemy uzyskać. Hibiskus nadaje świetny różowy kolor i kwaśny, wiśniowy smak. Ja na okazję SweetTargów użyłam płatków hibiskusa, suszonych malin, odrobiny wiśni z niewielkim udziałem jasnobrązowego cukru nierafinowanego.

W pudrze obtoczyć schłodzone trufelki i podawać.

Smacznego!

wtorek, 03 marca 2015

Wiecie, że kocham kwiaty i od 6 lat zapraszam Was do ich jedzenia. Ale dzisiejszy wpis będzie też małym przypomnieniem o środkach bezpieczeństwa.

Większość kwiatów, które są uznane za jadalne, jest bezpieczna do spożycia. Tutaj znajdziecie listę jadalnych kwiatów (klik). Jednak warto uważać na kwiaty roślin strączkowych: akacji (czyli robinii), groszku zielonego, fasoli, grochu i innych. Łatwo je rozpoznać ze względu na charakterystyczny dwuklapowy kształt (tzw. kwiaty motylkowe). Niektórzy źle na nie reagują, choć zdarza się to zazwyczaj po zjedzeniu większych ilości. Pewne ryzyko wystąpienia alergii może towarzyszyć jedzeniu kwiatów roślin cebulowych, na przykład tulipanów czy liliowców. Te ostatnie zdecydowanie odradzam na surowo. I zawsze usuwamy duże pręciki obklejone pyłkiem!

I tu pojawia się problem z kwiatami roślin wiatropylnych, bo one są właśnie maksymalnie wyładowane pyłkiem. Wobec tego jeśli chcecie próbować kwiatów brzozy, sosny czy leszczyny, ZAWSZE najpierw spróbujcie malutkiej ilości, żeby sprawdzić, czy nie pojawi się reakcja alergiczna: drapanie w gardle, swędzenie w nosie, zawroty głowy itp.

paczki leszczyny, męskie kwiatostany leszczyny, hazel flowers

Jedzenie pączków drzew i krzewów jest elementem gemmoterapii, co ma mnóstwo sensu, bo pączki drzew są trochę jak kiełki - zawierają wszystkie składniki potrzebne do szybkiego wypuszczenia liści, kryją bogactwo składników mineralnych, witamin, fitohormonów. I bardzo zachęcam do pogryzania pączków liściowych topoli, olchy, brzozy, lipy (pycha, jak i listki), porzeczki... Ale z męskimi kwiatostanami drzew wiatropylnych - UWAŻAJCIE!

Jeżeli po rozgryzieniu połówki kwiatostanu lub pąku leszczyny nic się nie dzieje, to nazbierajcie więcej na herbatkę :)

 herbata z pąków leszczyny, kwiaty leszczyny, napar z kwiatów leszczyny

Podsumowując kwestie kwiatostanów drzew wiatropylnych: jeżeli chcecie kogoś poczęstować "polskimi bananami" jak niezastąpiona, rozkochana w roślinach Inez, albo usmażyć leszczynowe placki jak niesamowity Poszukiwacz Roślin Bartek, lub macie chęć zakąsić sosnersa, to pamiętajcie o ostrzeżeniu, żeby najpierw spróbować odrobinkę.

Smacznego! :)

poniedziałek, 09 lutego 2015

Kiedyś zrobiłam koktajl Yvette inspirowany francuskim likierem fiołkowo-owocowym (klik). Był cudowny, ale Beatka z Cukierniczych Kreacji nadepnęła mi na ambicję snując wizje eterycznego napoju, więc odpuścić nie mogłam ;) Zawzięłam się i zrealizowałam te wizje!

Na nuty smakowe Creme Yvette składają się: jeżyny, maliny, czarna porzeczka, poziomki i fiołki. Ale tak szczerze mówiąc, nie do końca wierzę w naturalność tego ostatniego aromatu, bo producent deklaruje użycie suszonych fiołków, a one w czasie suszenia kompletnie tracą zapach. Nawet perfumy fiołkowe przygotowuje się zupełnie inaczej niż większość perfum, a mianowicie metodą enfleurage'u, czyli maceracji w tłuszczu, a potem ekstrakcji zimnym etanolem, bo aromat fiołków jest niezmiernie ulotny.

nalewka fiołkowa, nalewka owocowa z fiołkami, creme yvette

Żeby nie uronić żadnego z aromatów, postanowiłam rozbić procedurę przygotowywania na etapy. Wydawało mi się to najrozsądniejszym wyjściem, biorąc pod uwagę, że każdy ze składników pojawiał się w innym czasie. 

Nalewka a'la Creme Yvette

I - kwiecień - nalewka fiołkowa
II - czerwiec - nalewka malinowo-poziomkowa
III - lipiec - nalewka porzeczkowa
IV - sierpień - nalewka jeżynowa
V - październik - połączenie smaków 
VI - styczeń/luty - otwarcie butelki 

Nalewkę z fiołków robiłam w taki sposób, że 4 szklanki fiołków zalałam sokiem z cytryny i szklanką wódki i szklanką spirytusu. W przypadku nalewek owocowych, trzeba wziąć 600 g owoców, przesypać 200 g brązowego cukru, odstawić na 1 dzień w ciepłe miejsce. Zalać 400 ml wódki i 200 ml spirytusu. Odstawić w ciemne miejsce i od czasu do czasu przewracać słoikiem. Po 6 tygodniach zlać znad owoców, odstawić na 1 dzień, po czym przesączyć, żeby usunąć osad.

Zmieszać wszystkie składniki. Spróbować, ewentualnie skorygować smak dodając cukru, alkoholu lub syropu albo soku wyciskanego z owoców. Moja Yvette finalnie miała ok. 25% alkoholu i łagodnie słodki smak. Zamknąć w ciemnym miejscu na kilka miesięcy.



nalewka fiołkowa, likier fiołkowy, likier a'la creme yvette

Boski trunek! Delikatny, lekki, zniewalający aromatem, upajający smakiem. Mocne akordy owocowe osnute nutą fiołków. No cudo istne!

Idealny napój do świętowania 6 urodzin Trochę Innej Cukierni! Z tej okazji będę miała dla Was prezent :) Kto zagląda na fejsbukową stronę bloga, ten już wie ;)

Pozdrawiam
Gosia 

poniedziałek, 02 lutego 2015

Pewnego jesiennego dnia los rzucił mnie w kompletnie nieznane rejony. Idąc na azymut przez zdziczałe opłotki dawnych ogródków działkowych trafiłam do raju. Nasturcjowego raju! Pełnego nasion nasturcji, czyli czegoś dla mnie zazwyczaj nieosiągalnego, ponieważ jako zaciekli kwiatożercy zawsze zjadamy wszystkie kwiaty nasturcji, ledwie się rozwiną :P

nasturtium capers, kapary z nasion nasturcji, marynowane nasiona nasturcji, pickled nasturtium seeds

Nareszcie mogłam wypróbować przepis na kapary z nasion nasturcji! Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy przyszła pora otworzyć słoiczek! A teraz jest akurat czas, żeby bardzo serdecznie zachęcić Was do kupienia nasion nasturcji i obsianiu wkrótce jak największych połaci dostępnej ziemi, skrzynek balkonowych, doniczek...

A poza tym w kalendarzu na luty widnieje właśnie zdjęcie kaparów z nasturcji, więc najwyższa pora, żebyście mogli skorzystać z przepisu ;)

nasturtium capers, marynowane nasiona nasturcji, kapary z nasion nasturcji, nasturcjowe kapary, kaparki z nasturcji,

Marynowane nasiona nasturcji

2 słoiczki niedojrzałych zielonych nasion nasturcji
4 łyżki cukru
1 łyżka soli
1,5 szklanki octu winnego
2 listki laurowe
4 ziela angielskie
4 goździki 

Nasiona nasturcji umyć, włożyć do słoiczków. Ocet zagotować z cukrem, solą i przyprawami. Zalać nasiona marynatą i szczelnie zakręcić. Do dłuższego przechowywania zapasteryzować. Przed spożyciem powinny się przynajmniej przez tydzień pomacerować.

marynowane nasiona nasturcji, pickled nasturtium seeds, jadalne owoce nasturcji

Kocham nasturcje! To cudowne rośliny, których jadalne są liście, kwiaty i nasiona! Ach, ach, ach! :)

Smacznego!

piątek, 24 października 2014

Czytaliście już jesienne wydanie Małopolskiego Apetytu? Jeśli jeszcze nie, to bardzo warto do niego zajrzeć (klik). To już trzeci wspaniały numer, który świetnie dowodzi, że magazyn profesjonalny od amatorskiego różni w zasadzie jedynie zdolność znalezienia pieniędzy na wydruk, a nie jakość treści. Pośród znakomitych artykułów znajdziecie tam również mój skromny tekst o...

Przy okazji ostrzegam, że jutro, czyli w sobotę 25 października, będę straszyć na łamach Gazety Krakowskiej, a także w Radio KRK.FM w godz. 12-13 (można słuchać online (klik)), albowiem Paweł i Rafał będą opiekali mnie "Na wolnym ogniu" ;)

A teraz zapraszam Was na prosty i pyszny deser o ziołowej nucie. Idealny na skołatane nerwy ;)

lawendowa panna cotta, lavender panna cotta, no-dairy panna cotta

Lawendowa panna cotta

400 ml gęstego mleka kokosowego i 100 ml mleka migdałowego (w wersji klasycznej 500 ml śmietany kremówki)
4 łyżki drobnego brązowego cukru (lub czegoś innego, czego używacie do słodzenia)
1-2 kwiatostany lawendy lub 0,5-1 łyżeczki sypkiej lawendy
połowa laski wanilii
2 łyżeczki żelatyny

Żelatynę namoczyć w niewielkiej ilości wody, żeby spęczniała. Do mleka lub śmietany wrzucić lawendę i laskę wanilii przekrojoną wzdłuż. Dodać cukier i podgrzewać na malutkim ogniu cały czas mieszając. Gdy śmietanka się zagotuje, przecedzić przez sitko.

Żelatynę rozpuścić na malutkim ogniu, pilnując, żeby nie zawrzała. Dodać do lawendowego mleka i dokładnie wymieszać. Odstawić do wystudzenia. Jeżeli chcecie użyć agaru, to jego, żeby się dobrze rozpuścił, trzeba zagotować.

Gdy śmietanka jest już na granicy tężenia, ponownie ją zamieszać i przelać do foremek lub salaterek. Wstawić do lodówki do stężenia na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. 

Żeby ładnie zaprezentować deser, każdą miseczkę należy wstawić na kilka sekund do gorącej wody i wyłożyć na talerz. Panna cottę można podawać z owocami sezonowymi lub owocowymi sosami-musami uzyskanymi poprzez przetarcie duszonych owoców przez sito. Ale że moje kochane Dziwadła nie lubią paprania na talerzach, więc podaję "na sucho".

Smacznego :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Po prostu nie mogłam się oprzeć, by nie upiec crumble z morelami. Wzorem od lat jest dla mnie kruszonka Bei (klik), ale oczywiście po przejściu przez filtr mojego widzimisię i comisięnawinie.

Nie mogłam się zdecydować, czy do moreli dodać lawendę, rozmaryn, tymianek, czy róże. Każdy dodatek ulubiony, każdy idealny...

crumble morelowe z lawendą, morele pod kruszonką

Crumble morelowe z lawendą, czyli morele pod kruszonką

500 g moreli
1 łyżka miodu

50 g płatków owsianych
50 g mąki jaglanej
50 g brązowego cukru
szczypta kwiatów lawendy (suszonych lub świeżych)
40 g masła lub margaryny nieutwardzanej (ja ostatnio bardzo cenię mieszankę oleju kokosowego z masłem shea)

Morele umyć i przepołowić. Płatki owsiane zmielić w młynku razem z cukrem i lawendą. Zmieszać z mąką i szybko zagnieść z zimnym tłuszczem na kruszonkę. Morele ułożyć w naczyniu do zapiekania (wstępnie natłuszczonym). Polać miodem. Posypać kruszonką i piec w 180°C przez ok. 20 minut (aż kruszonka się zezłoci).  

crumble morelowe z lawendą, morele pod kruszonką, lawendowa kruszonka z morelami, apricot crumble with lavender

Jeżeli nie zje się wszystkiego naraz, kolejne porcje warto wrzucić na 5 minut w 200°C pod górną grzałkę, żeby kruszonka była chrupiąca. Poza tym my zazwyczaj wolimy crumble na ciepło.

jadalne kwiaty, klub kwiatożerców, pinkcake.blox.pl, jem kwiaty, kwiaty do jedzenia  

Smacznego!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25