|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie.
Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj!
Linki kulinarne
Lubiane blogi
Ozdabianie ciast
Tagi
|
różności
czwartek, 28 stycznia 2010
Wymyśliłam ten dowcip niemal rok temu. Wreszcie się doczekał realizacji i udał się całkowicie;) Naprawdę W myślał, że stoi przed nim piwo i nie krył rozczarowania, że jest inaczej :P
A to wcale nie było piwo, tylko galaretka:) Część rozpuszczonej galaretki wlałam do szklanek i odstawiłam do lodówki. Pozostałą część po całkowitym wystudzeniu zmiksowałam mikserem na najwyższych obrotach. Piankę wylałam na wierzch zastygniętych galaretek i odstawiłam do lodówki. Po zastygnięciu otrzymujemy "piwo", które można obrócić do góry nogami;)
Wydaje mi się to dobrym żartem do zastosowania również na małej prywatce;)
środa, 20 stycznia 2010
Znowu na sankach poobijałam sobie górne partie nóg, że ledwie siedzę;) Wymroziło nam nosy i trzeba było się zagrzać. Ja wybrałam kawę po irlandzku;) Córcia zażyczyła sobie: "Gorącego kakao, ale Mamusiu na zimno!"
Słodkie kakao przygotowałam na gorącym mleku kozim. Pianka powstała z mleka koziego utrzepanego z dodatkiem śmietany owsianej. A na wierzchu gorzka czekolada skrobana nożem. Obiecałam Cezoni, że zdradzę swój domowy sposób zrobienia pianki do cappuccino;) Otóż trzeba nalać do elastycznej butli 1/2 lub 1/3 objętości mleka i bardzo mocno wytrząsać:D Przygotowując kawę dla siebie, wytrząsam mleko bezpośrednio w kartonie, bo zazwyczaj rano mi się spieszy i nie mam czasu na bardzo gorącą kawę (najczęściej zbożową - tak wiem, profanacja:)) a piankę lubię tak czy siak ;) Butla powinna być elastyczna (tak jak jest karton), żeby wycisnąć z góry samą piankę, a nie mleko zbierające się przy dnie. Jeżeli jest miejsce w filiżance, można dalej wytrząsać. Pewnie spieniaczem można uzyskać lepszą piankę, ale gdzie trzymać tyle sprzętów przy koczowniczym stylu życia?
piątek, 15 stycznia 2010
Przy okazji robienia miętowego deseru dla Tatusia łakomczucha, Córcia (wtedy 3,5-letnia) sama odkryła, jakie pyszne jest połączenie mięty z gorzką czekoladą. - Mamo, co to jest?
Takie sprytne dzieciątko :D
czwartek, 07 stycznia 2010
Szybko się robi, szybko piecze i szybko zjada. Coś idealnego dla niezapowiedzianych gości albo nagły napad apetytu.
Ciasto francuskie pociąć w pasy. Paski posypać cukrem z wanilią, cynamonem, imbirem lub wszystkim razem. W ten sposób za każdym razem, kiedy sięgamy po patyczka czeka nas niespodzianka:) Każdy pasek pozwijać i ułożyć na papierze do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 200°C przez kilka minut. Dobre na ciepło do kawy. Okazało się, że zostawione do rana smakują mi jeszcze bardziej, co jest dość dziwne, bo ciasto francuskie wolę zazwyczaj na świeżo. Przy okazji powstało kilka rachitycznych zwierzaków, albowiem Córcia prosiła o ciacho "z niczym".
A ponieważ znowu jesteśmy wszyscy chorzy, kurujemy się zupą czosnkową;)
środa, 06 stycznia 2010
Danie, za którym nie przepadam, ale wkroczyło do naszego jadłospisu na potrzeby przedszkolne. Moja Królewna nazywa je "ryż z jabukiem" na przekór wszystkim dzieciom, które jedzą "ryż z japkiem".
Ryż ugotować na twardo. Jabłka obrać, zetrzeć, poddusić na oliwie. Dodać cukier z wanilią, cynamon i suszoną żurawinę. A że jestem wyrodną matką i nieprzekonującym wykladowcą, do swojej porcji dodałam lody waniliowe :P
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Zima za oknami, a ja jej na przekór zmienię klimat. Przynajmniej wirtuanie;) Proponuję tęczowy deser galaretkowy. Gdy wyciągnęłam go z foremki - Tatusia zatkało, a Córcia westchnęła: imponujące... (Skąd ona zna takie słowa? :)) Zrobiłam go z przecierowych soków dwóch konkurencyjnych firm, ale można go zrobić ze świeżych soków, przecierów owocowych lub jeżeli ktoś lubi: kupnych galaretek, wtedy nawet niebieski będzie:P W ramach wariacji można takie galaretki przyrządzić na mleku.
Ja użyłam soków: truskawkowo-bananowego, marchewkowo-malinowego, bananowo-gruszkowego z dynią, bananowo-kiwi-jabłkowego, bananowo-poziomkowo-borówkowego i malinowo-bananowo-truskawkowego.
Miało być tylko 5 warstw, ale Córcia zadecydowała, że tęcza absolutnie nie może istnieć bez różowego :D Końcówkę pokroiłam w kwadraty i podałam z syropem malinowym, choc ładnie by też wyglądała z chmurkami bitej śmietany.
poniedziałek, 30 listopada 2009
Działanie w desperacji. Wysyłam zdjęcia śniegowego bałwanka na konkurs knedlika. Nowy aparat bardzo by mi się przydał... Z wizytą u Królowej Śniegu drzwi otwiera śniegowy bałwanek.
A właściwie bałwanek lodowy. Śmietankowo-waniliowy. Oczy z czekolady, nos z migdała, buzia z żurawiny, guziczki z perełek, miotła z wanilii a czapka z mandarynki. Trzymajcie kciuki, żebym przeszła do drugiego etapu;)
środa, 18 listopada 2009
Pamiętacie Różowe ciasto z Misiami? Na początku tak się zapędziłam, że lukier zaczęłam kręcić z czystego soku buraczanego. Ciemna purpura lukru otrzeźwiła mnie, że to przecież miał być róż;) Nie lubię wyrzucać jedzenia, więc po odebraniu odrobinki koloru do właściwego lukru na ciasto, resztę postanowiłam zużytkować. Dodałam jeszcze szczyptę kwasku cytrynowego, rozprowadziłam lukier po talerzu i zostawiłam do wysuszenia. Zekrobałam i zachowałam. W ten sposób "cukier buraczany" zyskuje nowego znaczenia :P
Nie wiem do czego go zużyję, ale do czegoś na pewno...
poniedziałek, 09 listopada 2009
Wypatrzyłam je u Szarlotka i zapamiętałam :) Uznałam, że będą dobrym sposobem odciągnięcia uwagi Córci od łakoci na weselnym stole. Jednak nie piekłam ich, lecz ulepiłam z marcepana. Kręciłam kuleczki odpowiednie wielkością dla mojego dziecięcia ale okazały się za małe, żeby wyszły kształtne szczeniaczki - czokapiki były zbyt duże na uszy. W zewiązku z tem nastąpiło przedefiniowanie wzoru i powstały kociaczki ;) 1 chrupka na pół i już kotek uszy ma! A i wielkość odpowiednią, proporcje właściwe... W efekcie to one odciągały uwagę innych gości od weselnych łakoci :P
Na szczęście Panna Młoda zadbała, żeby jej chrześnica miała niealergiczny obiad, za co jej serdecznie dziękuję :D
sobota, 31 października 2009
Buuu!...
Może to obrazobórcze, ale bawiłyśmy się w Halloween przy pomocy melonów;) Nie uznaję Halloween, już bardziej do mojej duszy i wyobraźni przemawiają Dziady. Jednak szczerbate uśmiechy dyń przebiły się już do świadomości mojego dziecięcia, więc trzeba jej było wszystko wytłumaczyć, no i pobawić się :) Z melona Cantalupe zrobiłam tak straszną maskę, że Córcia ją wyrzuciła ale przedtem kazała ją pociąć na kawałeczki. Serio! Z melonem miodowym zachowałam więcej umiaru i maska bardziej się uśmiechała niż straszyła. Za to później Córcia miała taki słodki nosek ;) Poza tym zjadłyśmy dwa melony a to dużo lepsze niż halołinowe cukierki :)
niedziela, 06 września 2009
Mleko ryżowe ma ładniejszy kolor niż sojowe, bo jest całkiem białe, choć szkliste. Ja jednak uzupełniłam zestaw aminokwasów o zwierzęce, a przy okazji kolor też się zrobił ładniejszy - mleczny, a smak pełniejszy.
szklanka mleka ryżowego W pół szklanki mleka rozrobić skrobię, resztę mleka zagotować z cukrem. Do gorącego mleka wlać rozrobioną mąkę i zagotować. Przelać do miseczek i ostudzić.
środa, 02 września 2009
Bardzo mocno cynamonowe! Ale ostatnio kocham cynamon i nie obchodzą mnie gusta innych:)
1,5 szklanki mąki 6 łyżek oleju Suche składniki zmieszałam, dolałam płynne i wymieszałam. Piekłam ok. 20 minut w 180°C. Żeby przekonac do nich Kurdupelkę, posmarowałam lukrem ukręconym z mleka ryżowego i ciemnego cukru (muscovado), a że w efekcie wyglądał paskudnie ponuro posypałam zieloną łączką. Nawet obyło się bez marcepanowych kwiatków:)
piątek, 14 sierpnia 2009
To był wielki eksperyment. Na opakowaniu skrobiowego zamiennika jajka jest przepis na "jajecznicę" z pieczarkami. Moje dziecię nie może jeść jajek, ale mięso może, w związku z tym postanowiłam przygotować "wegańską" "jajecznicę"... - na boczku :) Potrzebne będą: skrobiowy zamiennik jajka, woda, boczek i (ewentualnie) olej.
Główny bohater: sztuczne "jajko", czyli mieszanina różnych skrobii (głównie skrobia kukurydziana).
Potrzebna będzie woda i trzepaczka rózgowa.
Do sztucznego "jajka" należy dodać wodę...
I zamieszać.
Jeżeli mieszanina jest zbyt gęsta, należy dodać więcej wody...
I ubijać, aż do uzyskania konsysytencji bitej śmietany.
Na patelni rozgrzać odrobinę oleju...
Podsmażyć pokrojony boczek...
Do gotowych skwarek wlać ubite "jajko"...
Posolić, popieprzyć, mieszać i smażyć dłużej niż zwykłą jajecznicę.
Gotowe dzieło:
Ale niedobre! Paskudztwo. Wyjadłam skwarki a reszty się pozbyłam:/ Mam nadzieję, że za jakiś czas Córcia wyrośnie ze skazy i będzie mogła zjeść porządną, PRAWDZIWĄ jajecznicę na masełku. Czytając przepis na opakowaniu zamiennika "jajecznego" zawsze się zastanawiam, kto może być aż tak zdesperowany? Nie wiem do tej pory... Jednak trzeba przyznać rację sztucznemu "jajku", iż panierki z jego użyciem wychodzą dużo smaczniejsze niż z prawdziwego jajka :)
niedziela, 09 sierpnia 2009
Wyborne ciasto! Doskonale wyszło i osiągnęłam doskonały smak:) Przepis bardzo podobny do tego z pomarańczowych muffinek, a one smakowały mi wyjątkowo dobrze;) Miało być migdałowe z wiśniami, bo takich połączeń kilka widziałam na blogach przed wyjazdem wakacyjnym, ale wiśnie mi się dziwnie znikły, więc może następnym razem uda mi się nie zjeść wszystkich przed pieczeniem;) Chociaz muszę się spieszyć zanim zniknał. W każdym razie zyskałam podwójnie: napchałam brzusia wiśniami i miałam efektowne ciasto :D
Ciasto migdałowo-pomarańczowe z lukrem pomarańczowym 3/4 szklanki mielonych migdałów 6 łyżek oleju (dużych łyżek) Suche składniki trzeba zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Piekłam w mojej malusiej tortownicy ok. 25 minut w 170°C, ale patyczek był jeszcze oblepiony, więc dopiekało się dodatkowe 10 minut.
Lukier pomarańczowy: sok wyciśnięty z połowy pomarańczy, chlapka Cointreau, cukier puder do uzyskania gęstej konsystencji, co jest bardzo łatwe, ponieważ alkohol błyskawicznie paruje. Córcia miała mi za złe, że ciasto robiłam pod jej nieobecność, więc lukier musiała już ona babrać:) Bez niego też by było OK, ale wtedy Córcia nie miałaby co oblizywać :P Może trochę zbyt zimowe w swoim charakterze, ale bardzo polecam:)
czwartek, 06 sierpnia 2009
To wprost archiwalny, bo przedwakacyjny, wypiek, ale zamroziwszy wtedy trochę muffinków mogę korzystać teraz:) Mój ulubiony sposób rozmrażania: ustawić muffinki pod rączką czajnika, nastawić wodę i po kilku minutach mam gotowe ciacha i herbatkę :D
Lukier ukręcony z soku z cytryny i cukru pudru dodał cudowny kontrapunkt słodkim ciastkom i nawet te białe, niekoniecznie całkiem udane, zabłysły niesamowicie wzbogaconym smakiem. Plus kuleczki dla jeszcze większej uciechy :)
sobota, 01 sierpnia 2009
Tuż przed wyjazdem na wakacje okazało się, że mam w lodówce mam jeszcze mnóstwo koziego mleka w napoczętym kartonie. Córcia wypiła szklankę a resztę postanowiłam zagospodarować i nadać jej formę muffinek (choć nie lubię tej nazwy, to chyba jednak się na tyle przyjęła, że nie ma po co z nią walczyć:)) Oczywiście mogłam sama wypić to mleko, ale uznałabym to za zmarnowanie dóbr dziecka:D
MUFFINKI BIAŁE wg przepisu na "biszkopt" 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać olej, spirytus i mleko, wymieszać. Piekłam ok. 20 minut w 170°C. I mi nie wyszły :( Przynajmniej nie tak, jak powinny. Smaczne owszem, ale jakieś takie za ciężkie, trochę za suche. Nie wyrosły porządnie. Zupełnie nie przypominały tego samego ciasta pieczonego w tortownicy. Może miałam za słabo nagrzany piekarnik, na pewno za długo w nim siedziały i chyba powinnam dać więcej proszku. W każdym razie po fakcie żałowałam, że nie miałam borówek, bo takie ciężkie ciasto idealnie by utrzymało ciężar owoców ;)
MUFFINKI CZARNE wg "doskonałego" przepisu:) 1,5 szklanki mąki Suche składniki zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Dzięki papilotkom nie miałam przerwy ze studzeniem, myciem itp, tylko od razu mogłam wkładać drugą turę. Te piekłam ok. 15 minut w 170°C i wyszły tak jak powinny czyli: DOSKONAŁE! Wilgotne, delikatne, aromatyczne. Część zamroziłam, część spakowałam, a część zjedliśmy nie dyskryminując kolorów :P
Jednak wcześniej można było się troszkę nacieszyć, ponapawać i pouczyć liczenia:) Nie muszę chyba dodawać, że Córcia była aktywnym uczestnikiem każdego etapu muffinkowania. Doskonale mieszała ciasto, układała papilotki, pilnowała, czy równo rozdzielam mieszaninę, patyczkiem sprawdzała, czy już upieczone (już na stole;)) no i wydzielała, które będą dla kogo :D
piątek, 03 lipca 2009
Mąkę z dodatkiem kakao zaparzyć gorącą wodą, kiedy wystygnie, zagnieść ciasto. Jeżeli będzie za suche, dolać troszkę mleka (koziego:)) Rozwałkować, wyciąć kółka, nakładać borówki posypane brązowym cukrem, lepić, gotować. Podawać z wiórkami gorzkiej czekolady. Jeść i krzyczeć o więcej;)
piątek, 19 czerwca 2009
Nazwa na wyrost pożyczona od zwegowanych, ale ciasto pyszniutkie. Nawet Tatuś niejadek cukierniczy stwierdził, że kozackie;) Kwiatek ot tak sobie położony;) Po prostu biała wersja doskonałego ciasta czekoladowego bez jajek: 2 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać olej, spirytus i mleko, wymieszać. Piekłam ok. 30 minut w 180°C. Na wierzchu lukier z soku cytrynowego i cukru pudru. Zbliżenie struktury ciasta, żeby było widać, że nie klucha czy zakalec.
piątek, 05 czerwca 2009
Taka mi się trafiła:) Jeśli katus tak rośnie, to mówi się o formie grzebieniowatej, a co się mówi o truskawce, która urosła w kółko?
poniedziałek, 01 czerwca 2009
Pomysł inspirowany tortem Schwarzwaldzkim:) Jednocześnie pierwsze naleśniki, które robiłam z pełną świadomością trwania Naleśnikowego tygodnia:) Do ciasta naleśnikowego (kozie mleko, woda, cukier waniliowy, łyżka oleju - wszystko robię na oko) dodać 2 łyżki kakao. Smarowałam kremem czekoladowym takim jak tutaj i wiśniami z kompotu. Dla pełnego obrazu, dorośli mieli bitą śmietanę i kropelkę wiśniówki:) Tu jest zdjęcie porcji Córci, nie chciała wiórków czekoladowych na wierzch. Przykro mi ale jest mniej efektowne niż z bitą śmietaną i tartą czekolada, ale już na mnie wrzeszczeli, że mam się nie wydurniać ze zdjęciami;/ Zastraszana jestem we własnym domu! :D Ideę szwarcwaldzkości w naleśnikach na pewno powtórzę i polecam innym, bo zestawienie czekolady i wiśni jest baaaardzo dobre:)
sobota, 30 maja 2009
Mój osobisty patent:) Kromki ciemnego chleba np.: słonecznikowego, sojowego, polać obficie oliwą extra virgin i posmarować miodem. Pojając kefirem lub mlekiem kozim mamy pełen zestaw węglowodanów, NNKT i białka w idealnych proporcjach:)
niedziela, 24 maja 2009
Miały być z czekoladą i bananami, ale Tatuś zjadł banany i musiałam zarzucić pomysł. Ciasto jak zwykle: kozie mleko, woda, cukier waniliowy, olej. Dla dorosłych: z mlekiem krowim i żółtkiem (bo białko potrzebowałam). Nadzienie z nadmiaru kremu czekoladowego zamrożonego przy okazji babeczek (dla nas użyłam po prostu nutelli). Obłożone obficie truskawkami, takimi prawdziwymi - z działki:)
niedziela, 26 kwietnia 2009
Deser na szybko. Galaretka poziomkowa przygotowana na mleku kozim pół na pół z wodą. W czasie tężenia zmiksowana na piankę. Mały potwór nie zdzierżył i musiał wsadzić swoją łapę:)
środa, 22 kwietnia 2009
1 szklanka mielonych orzechów Pomieszłam, upiekłam, ale cała czekolada ściekła na dno i z foremek udało mi się wyciągnąć tylko górną połowę muffinków :P To co było - było bardzo dobre:) Kozinę było ostro czuć, ale przyjemnie się komponowała z orzechami. Na Galerii Potraw był ostatnio wątek korporacyjny, który zainspirował moje i Córci śniadanko. Kuskus z łyżeczką miodu i suszoną żurawiną (zamiast rodzynek). Pycha! I szybko:) A użycie żurawiny sprawiło, że nie było mdłe:P Pomysł się przydał, bo właśnie dokończyłyśmy wcinanie (poprzedzone ścinaniem) świątecznych dekoracji, które zasiałam trochę za późno:D |