|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie.
Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj!
Linki kulinarne
Lubiane blogi
Ozdabianie ciast
|
różności
środa, 18 listopada 2009
Pamiętacie Różowe ciasto z Misiami? Na początku tak się zapędziłam, że lukier zaczęłam kręcić z czystego soku buraczanego. Ciemna purpura lukru otrzeźwiła mnie, że to przecież miał być róż;) Nie lubię wyrzucać jedzenia, więc po odebraniu odrobinki koloru do właściwego lukru na ciasto, resztę postanowiłam zużytkować. Dodałam jeszcze szczyptę kwasku cytrynowego, rozprowadziłam lukier po talerzu i zostawiłam do wysuszenia. Zekrobałam i zachowałam. W ten sposób "cukier buraczany" zyskuje nowego znaczenia :P
Nie wiem do czego go zużyję, ale do czegoś na pewno...
poniedziałek, 09 listopada 2009
Wypatrzyłam je u Szarlotka i zapamiętałam :) Uznałam, że będą dobrym sposobem odciągnięcia uwagi Córci od łakoci na weselnym stole. Jednak nie piekłam ich, lecz ulepiłam z marcepana. Kręciłam kuleczki odpowiednie wielkością dla mojego dziecięcia ale okazały się za małe, żeby wyszły kształtne szczeniaczki - czokapiki były zbyt duże na uszy. W zewiązku z tem nastąpiło przedefiniowanie wzoru i powstały kociaczki ;) 1 chrupka na pół i już kotek uszy ma! A i wielkość odpowiednią, proporcje właściwe... W efekcie to one odciągały uwagę innych gości od weselnych łakoci :P
Na szczęście Panna Młoda zadbała, żeby jej chrześnica miała niealergiczny obiad, za co jej serdecznie dziękuję :D
sobota, 31 października 2009
Buuu!...
Może to obrazobórcze, ale bawiłyśmy się w Halloween przy pomocy melonów;) Nie uznaję Halloween, już bardziej do mojej duszy i wyobraźni przemawiają Dziady. Jednak szczerbate uśmiechy dyń przebiły się już do świadomości mojego dziecięcia, więc trzeba jej było wszystko wytłumaczyć, no i pobawić się :) Z melona Cantalupe zrobiłam tak straszną maskę, że Córcia ją wyrzuciła ale przedtem kazała ją pociąć na kawałeczki. Serio! Z melonem miodowym zachowałam więcej umiaru i maska bardziej się uśmiechała niż straszyła. Za to później Córcia miała taki słodki nosek ;) Poza tym zjadłyśmy dwa melony a to dużo lepsze niż halołinowe cukierki :)
niedziela, 06 września 2009
Mleko ryżowe ma ładniejszy kolor niż sojowe, bo jest całkiem białe, choć szkliste. Ja jednak uzupełniłam zestaw aminokwasów o zwierzęce, a przy okazji kolor też się zrobił ładniejszy - mleczny, a smak pełniejszy.
szklanka mleka ryżowego W pół szklanki mleka rozrobić skrobię, resztę mleka zagotować z cukrem. Do gorącego mleka wlać rozrobioną mąkę i zagotować. Przelać do miseczek i ostudzić.
środa, 02 września 2009
Bardzo mocno cynamonowe! Ale ostatnio kocham cynamon i nie obchodzą mnie gusta innych:)
1,5 szklanki mąki 6 łyżek oleju Suche składniki zmieszałam, dolałam płynne i wymieszałam. Piekłam ok. 20 minut w 180°C. Żeby przekonac do nich Kurdupelkę, posmarowałam lukrem ukręconym z mleka ryżowego i ciemnego cukru (muscovado), a że w efekcie wyglądał paskudnie ponuro posypałam zieloną łączką. Nawet obyło się bez marcepanowych kwiatków:)
piątek, 14 sierpnia 2009
To był wielki eksperyment. Na opakowaniu skrobiowego zamiennika jajka jest przepis na "jajecznicę" z pieczarkami. Moje dziecię nie może jeść jajek, ale mięso może, w związku z tym postanowiłam przygotować "wegańską" "jajecznicę"... - na boczku :) Potrzebne będą: skrobiowy zamiennik jajka, woda, boczek i (ewentualnie) olej.
Główny bohater: sztuczne "jajko", czyli mieszanina różnych skrobii (głównie skrobia kukurydziana).
Potrzebna będzie woda i trzepaczka rózgowa.
Do sztucznego "jajka" należy dodać wodę...
I zamieszać.
Jeżeli mieszanina jest zbyt gęsta, należy dodać więcej wody...
I ubijać, aż do uzyskania konsysytencji bitej śmietany.
Na patelni rozgrzać odrobinę oleju...
Podsmażyć pokrojony boczek...
Do gotowych skwarek wlać ubite "jajko"...
Posolić, popieprzyć, mieszać i smażyć dłużej niż zwykłą jajecznicę.
Gotowe dzieło:
Ale niedobre! Paskudztwo. Wyjadłam skwarki a reszty się pozbyłam:/ Mam nadzieję, że za jakiś czas Córcia wyrośnie ze skazy i będzie mogła zjeść porządną, PRAWDZIWĄ jajecznicę na masełku. Czytając przepis na opakowaniu zamiennika "jajecznego" zawsze się zastanawiam, kto może być aż tak zdesperowany? Nie wiem do tej pory... Jednak trzeba przyznać rację sztucznemu "jajku", iż panierki z jego użyciem wychodzą dużo smaczniejsze niż z prawdziwego jajka :)
niedziela, 09 sierpnia 2009
Wyborne ciasto! Doskonale wyszło i osiągnęłam doskonały smak:) Przepis bardzo podobny do tego z pomarańczowych muffinek, a one smakowały mi wyjątkowo dobrze;) Miało być migdałowe z wiśniami, bo takich połączeń kilka widziałam na blogach przed wyjazdem wakacyjnym, ale wiśnie mi się dziwnie znikły, więc może następnym razem uda mi się nie zjeść wszystkich przed pieczeniem;) Chociaz muszę się spieszyć zanim zniknał. W każdym razie zyskałam podwójnie: napchałam brzusia wiśniami i miałam efektowne ciasto :D
Ciasto migdałowo-pomarańczowe z lukrem pomarańczowym 3/4 szklanki mielonych migdałów 6 łyżek oleju (dużych łyżek) Suche składniki trzeba zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Piekłam w mojej malusiej tortownicy ok. 25 minut w 170°C, ale patyczek był jeszcze oblepiony, więc dopiekało się dodatkowe 10 minut.
Lukier pomarańczowy: sok wyciśnięty z połowy pomarańczy, chlapka Cointreau, cukier puder do uzyskania gęstej konsystencji, co jest bardzo łatwe, ponieważ alkohol błyskawicznie paruje. Córcia miała mi za złe, że ciasto robiłam pod jej nieobecność, więc lukier musiała już ona babrać:) Bez niego też by było OK, ale wtedy Córcia nie miałaby co oblizywać :P Może trochę zbyt zimowe w swoim charakterze, ale bardzo polecam:)
czwartek, 06 sierpnia 2009
To wprost archiwalny, bo przedwakacyjny, wypiek, ale zamroziwszy wtedy trochę muffinków mogę korzystać teraz:) Mój ulubiony sposób rozmrażania: ustawić muffinki pod rączką czajnika, nastawić wodę i po kilku minutach mam gotowe ciacha i herbatkę :D
Lukier ukręcony z soku z cytryny i cukru pudru dodał cudowny kontrapunkt słodkim ciastkom i nawet te białe, niekoniecznie całkiem udane, zabłysły niesamowicie wzbogaconym smakiem. Plus kuleczki dla jeszcze większej uciechy :)
sobota, 01 sierpnia 2009
Tuż przed wyjazdem na wakacje okazało się, że mam w lodówce mam jeszcze mnóstwo koziego mleka w napoczętym kartonie. Córcia wypiła szklankę a resztę postanowiłam zagospodarować i nadać jej formę muffinek (choć nie lubię tej nazwy, to chyba jednak się na tyle przyjęła, że nie ma po co z nią walczyć:)) Oczywiście mogłam sama wypić to mleko, ale uznałabym to za zmarnowanie dóbr dziecka:D
MUFFINKI BIAŁE wg przepisu na "biszkopt" 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać olej, spirytus i mleko, wymieszać. Piekłam ok. 20 minut w 170°C. I mi nie wyszły :( Przynajmniej nie tak, jak powinny. Smaczne owszem, ale jakieś takie za ciężkie, trochę za suche. Nie wyrosły porządnie. Zupełnie nie przypominały tego samego ciasta pieczonego w tortownicy. Może miałam za słabo nagrzany piekarnik, na pewno za długo w nim siedziały i chyba powinnam dać więcej proszku. W każdym razie po fakcie żałowałam, że nie miałam borówek, bo takie ciężkie ciasto idealnie by utrzymało ciężar owoców ;)
MUFFINKI CZARNE wg "doskonałego" przepisu:) 1,5 szklanki mąki Suche składniki zmieszać, dolać płynne i wymieszać. Dzięki papilotkom nie miałam przerwy ze studzeniem, myciem itp, tylko od razu mogłam wkładać drugą turę. Te piekłam ok. 15 minut w 170°C i wyszły tak jak powinny czyli: DOSKONAŁE! Wilgotne, delikatne, aromatyczne. Część zamroziłam, część spakowałam, a część zjedliśmy nie dyskryminując kolorów :P
Jednak wcześniej można było się troszkę nacieszyć, ponapawać i pouczyć liczenia:) Nie muszę chyba dodawać, że Córcia była aktywnym uczestnikiem każdego etapu muffinkowania. Doskonale mieszała ciasto, układała papilotki, pilnowała, czy równo rozdzielam mieszaninę, patyczkiem sprawdzała, czy już upieczone (już na stole;)) no i wydzielała, które będą dla kogo :D
piątek, 19 czerwca 2009
Nazwa na wyrost pożyczona od zwegowanych, ale ciasto pyszniutkie. Nawet Tatuś niejadek cukierniczy stwierdził, że kozackie;) Kwiatek ot tak sobie położony;) Po prostu biała wersja doskonałego ciasta czekoladowego bez jajek: 2 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać olej, spirytus i mleko, wymieszać. Piekłam ok. 30 minut w 180°C. Na wierzchu lukier z soku cytrynowego i cukru pudru. Zbliżenie struktury ciasta, żeby było widać, że nie klucha czy zakalec.
piątek, 05 czerwca 2009
Taka mi się trafiła:) Jeśli katus tak rośnie, to mówi się o formie grzebieniowatej, a co się mówi o truskawce, która urosła w kółko?
poniedziałek, 01 czerwca 2009
Pomysł inspirowany tortem Schwarzwaldzkim:) Jednocześnie pierwsze naleśniki, które robiłam z pełną świadomością trwania Naleśnikowego tygodnia:) Do ciasta naleśnikowego (kozie mleko, woda, cukier waniliowy, łyżka oleju - wszystko robię na oko) dodać 2 łyżki kakao. Smarowałam kremem czekoladowym takim jak tutaj i wiśniami z kompotu. Dla pełnego obrazu, dorośli mieli bitą śmietanę i kropelkę wiśniówki:) Tu jest zdjęcie porcji Córci, nie chciała wiórków czekoladowych na wierzch. Przykro mi ale jest mniej efektowne niż z bitą śmietaną i tartą czekolada, ale już na mnie wrzeszczeli, że mam się nie wydurniać ze zdjęciami;/ Zastraszana jestem we własnym domu! :D Ideę szwarcwaldzkości w naleśnikach na pewno powtórzę i polecam innym, bo zestawienie czekolady i wiśni jest baaaardzo dobre:)
sobota, 30 maja 2009
Mój osobisty patent:) Kromki ciemnego chleba np.: słonecznikowego, sojowego, polać obficie oliwą extra virgin i posmarować miodem. Pojając kefirem lub mlekiem kozim mamy pełen zestaw węglowodanów, NNKT i białka w idealnych proporcjach:)
niedziela, 24 maja 2009
Miały być z czekoladą i bananami, ale Tatuś zjadł banany i musiałam zarzucić pomysł. Ciasto jak zwykle: kozie mleko, woda, cukier waniliowy, olej. Dla dorosłych: z mlekiem krowim i żółtkiem (bo białko potrzebowałam). Nadzienie z nadmiaru kremu czekoladowego zamrożonego przy okazji babeczek (dla nas użyłam po prostu nutelli). Obłożone obficie truskawkami, takimi prawdziwymi - z działki:)
niedziela, 26 kwietnia 2009
Deser na szybko. Galaretka poziomkowa przygotowana na mleku kozim pół na pół z wodą. W czasie tężenia zmiksowana na piankę. Mały potwór nie zdzierżył i musiał wsadzić swoją łapę:)
środa, 22 kwietnia 2009
1 szklanka mielonych orzechów Pomieszłam, upiekłam, ale cała czekolada ściekła na dno i z foremek udało mi się wyciągnąć tylko górną połowę muffinków :P To co było - było bardzo dobre:) Kozinę było ostro czuć, ale przyjemnie się komponowała z orzechami. Na Galerii Potraw był ostatnio wątek korporacyjny, który zainspirował moje i Córci śniadanko. Kuskus z łyżeczką miodu i suszoną żurawiną (zamiast rodzynek). Pycha! I szybko:) A użycie żurawiny sprawiło, że nie było mdłe:P Pomysł się przydał, bo właśnie dokończyłyśmy wcinanie (poprzedzone ścinaniem) świątecznych dekoracji, które zasiałam trochę za późno:D
niedziela, 19 kwietnia 2009
Korzystając ze świątecznych wyprzedaży nakupiłam orzechów. Będziemy się nimi opychać na deser do obiadu, deser do śniadania, deserki do podwieczorków :)
piątek, 17 kwietnia 2009
Naturalne barwniki uzyskane domowym sposobem.
Ekstrakt z szafranu, z paryki, syrop z buraka, których używam do barwienia marcepana i masy cukrowej. Był jeszcze chlorofil, ale zużyłam wszystko do królewny i żaby, a nie mam dość motywacji, by robić następny:) Własnie mi się robi ekstrakt z wanilii (nie do farbowania:)), ale jest w ciemnej butli, więc i tak nic nie widać:) Zrobienie ekstraktu jest banalne. Trzeba po prostu coś zalać spirytusem i odstawić:) Żółty i pomarańczowy barwnik jeszcze lekko odparowywałam w otwartym ledwie ciepłym (ok. 50st) piekarniku. Syrop z buraka, to sok odparowywany z cukrem i sokiem cytrynowym. Jeżeli masa ma swój smak, nie zmieni go nawet w dość dużych stężeniach Z zielonym jest najtrudniej. Trzeba najpierw rozmrożony szpinak pożądnie zmiksować z łyżeczką gliceryny (lub oleju) na gładką papę i dopiero gotować w alkoholu. Potem odstawić do lodówki. Po kilku dniach na powierzchni zbiera się kropla chlorofilu nad dużą ilością szaroburych resztek. Ostatnio wymyśliłam, jak uzyskać fiolet, nie rozrzedzając marcepana np.: sokiem winogronowym lub borówkowym, mianowicie: rozpuszczalna herbatka Hipp jagodowa nadaje pięny kolor lila:) Oczywiście kolory nie będą tak intensywne jak po zastosowaniu sztucznych barwników w paście lub w proszku, ale akurat to uważam za zaletę. Ponieważ wg mnie nie należy uczyć ani przyzwyczajać dzieci do jedzenia żywności przesadnie korowanej. Niech się uczą od małego, że należy wybierać naturalnie barwne produkty. Może naturalne barwniki nie są bardzo mocne, ale za to są zdrowsze.
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Tylko na ciepło, inaczej nie zjem, bo mnie brzydzi. Ale ciepła jest rozkoszna... Syci na dłuuuuuugo:) Ugotować płatki owsiane na wodzie. Trzeba jej nalać dużo, bo szybko pęcznieją i łatwo się przypalają. Gotować trzeba długo i na małym ogniu. Dodać cynamon, kolendrę, imbir, gałkę muszkatołową, goździki. Pod koniec dodać łyżkę miodu. Sycące i wprost luksusowe śniadanie:) Można dorzucić banana, suszone morele, truskawki, ananasa. O ile moja Córcia NICZEGO nie je na ciepło, to o dziwo, owsiankę je letnią. Dziecinie nie pokażę, żeby jej nie było przykro, ale na gorącą porcję owsianki można położyć kulkę lodów śmietankowych. Umpfff...
czwartek, 02 kwietnia 2009
Dmuchany ryż kupiłam wieki temu, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować do zrobienia szyszek. Po cichu liczyłam, że Córcia zniknie ryż:) Tak naprawdę odstraszał mnie karmel. Na wakacjach 15 lat temu, koleżanka z liceum pokazywała mi, jak się go robi i trzy razy wyrzucała wszystko do kosza. Perspektywa wylewania do kosza koszmarnie drogiego koziego mleka sprawiała, że miałam dreszcze. Co prawda kozy znowu zaczęły dawać mleko i przynajmniej jest osiągalne...
Białe szyszki ryż dmuchany Żeby zrobić karmel, trzeba cukier rozpuścić na patelni. Podobno musi być sucha. Nie była. Kiedy cukier się rozpuści, trzeba dolać wodę lub mleko, najlepiej zimne. Wlałam a z cukru zrobiła się twarda skorupa. Zamarłam, ale że jestem uparta (niektórzy twierdzą, że zacięta lepiej pasuje), nie przejmowałam się i ciągle mieszałam. Skorupa się rozpuściła, mleko zaczęło się pienić, jak Ludwik za dawnych czasów, co jak pamiętałam znaczyło: dobrze. Nie karmelizowałam za bardzo, nie chciałam ryzykować przypalenia, więc karmel był blady i nie miał koloru karmelowego. Wsypałam ryż, zmieszałam i ponakładałam do formy na muffinki. Karmel. Phi! Też mi filozofia:) Czarne szyszki ryż dmuchany Czekoldę rozpuściłam z dodatkami, wrzuciłam ryż, przełożyłam do foremek. Na oba rodzaje szyszek zużyłam malutkie opakowanie ryżu 30g. Wyszło 10 małych szyszeczek. Dodatek białek zwierzęcych czyni cuda i dodaje smaku głębi, aksamitu.Byle nie za dużo, bo wtedy przebija się kozina.
wtorek, 17 marca 2009
W zasadzie nic chlubnego, ale dzieci uwielbiają naśladować dorosłych. Kiedyś się zdarzyło, że mieliśmy ochotę na gin z tonikiem, a Córeczka oczywiście też się zaczęła domagać, żeby jej zrobić "brimka z lodem". Lód, cytryna, woda lekko gazowana. Mała dama z wielką powagą sączyła pomalutku swojego drinka:)
Oprócz brimka Królewna życzy sobie czasami toktail. Czyli symboliczną ilość jasnego soku lub wody z kostkami lodu zrobionymi z soków owocowych:)
Te kostki to był pierwszy nasz wspólny wynalazek zaraz po zakupieniu na promocji silikonowych foremek do lodu. Od razu zrobiłyśmy żurawinowe serduszka, pomarańczowe kwiatki i kaktusowe gwiazdki:) I proszę, ile zastosowań dla foremek - czekoladki, galaretki, kolorowy lód... Co dalej? Co prawda napisane jest na nich "water only" ale kto by się przejmował:) Kompletnie zapomniałam, że dzisiaj każdy jest Irlanczykiem! Jak tylko wyjdę z pracy niezwłocznie zakupię piwo i przystąpię do produkcji zielonej galaretki dla Córki:) Chociaż marzyłby mi sie wypiek trola z ciasta z garncem złota na końcu cukrowej tęczy... Ale poprzestanę na fantazjach:) Doklejam zdjęcie zielonej galaretki z misiowej foremki.
I jeszcze dwuwarstwowa z kubeczka: na dole normalna galaretka, u góry pianka z galaretki zmiksowanej zanim stężała.
Skojarzenie z piwem w irlandzki dzień było jednoznaczne, może dlatego, że już po piwie:P I tak sobie pomyślałam, że nastepnym razem przygotuję takie coś z morelowej galaretki w kufelkach i zrobię dowcip mojemu W:)
niedziela, 15 marca 2009
Moja Córcia co jakiś czas marudzi o galaretki: "Mamusiu, zrobisz mi galetę? Mamusiu, kupię Ciebie galetę, a Ty mi udokujesz." Tylko, że jak już zrobiłam, podziabała trochę łyżką i zostawiała. Wreszcie wymyśliłam, że moje ukochane stworzonko nie może sobie poradzić i zaczęłam jej wyrzycać z saleterki na talerzyk (jak nie wyjdzie po dobroci, to trzeba wstawić na 3 sekundy do wrzątku). Tadam! I tak oto cała porcja galeretki znika! Brała po prostu do ręki:) Potem spróbowałam robić galertki w silikonowych foremkach do lodu. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że łatwiej będą wychodzić:/ Zrobiłam nawet dwukolorowe kwiatki (środek różowy, lub czerwony, reszta żółta lub pomarańczowa) ale się zagapiłam przy zanurzaniu we wrzątku i całe spłynęły:( Zniechęciłam się i chyba poprzestanę na kubeczkach. Na zdjęciach: malinowa, truskawkowa, morelowa i cytrynowa. Wiele zachodu mnie to kosztowało, ale czasem udaje się dorwać galaretki farbowane naturalnymi barwnikami: luteiną E161b, chlorofilem E140, betaniną E162, antocyjanami E163, kurkuminą E100, karminem E120, karotenami E160a, ekstraktem z papryki E160c. Jak już znajdę, to zazwyczaj kupuję na zapas.
sobota, 14 marca 2009
Na Galerii Potraw ostatnio były modne zebry. Postanowiłam się przymierzyć:)
3/4 szklanki mleka sojowego Ciasto podzieliłam na dwie części. Do jednej dodałam ekstrakt waniliowy do drugiej 3 łyżeczki kawy zbożowej, którą Córcia uwielbia. Do małej foremki kekesówki nakładałam łyżką na zmianę jasne i ciemne ciasto. Piekłam w 180 °C przez godzinę. Okazało się za krótko i wyszedł bardzo smaczny zakalec:D Na pewno nie wrócę do wersji bezjajecznej, bo dziecko i tak nie doceniło wzorka, ale kusi mnie standardowa wersja z kawą esspresso albo z adwokatem i czekoladą... |