| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      


Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż

czekoladowe

poniedziałek, 30 października 2017

Chwila zabawy :) Brzydota na Haloween nie jest wadą, więc nie trzeba się przejmować wyglądem kremu czekoladowego, chociaż mój W stwierdził, że do tak nałożonego kremu muchy pasowały by lepiej niż pająki :P Ale bez przesady, krem czekoladowy zawsze może budzić takie skojarzenia, a przynajmniej dzieciaki miały powód do chichotania :)

 muffinki Haloween, babeczki na Haloween, babeczki z pająkiem, spider cupcakes

Haloweenowe muffinki z lukrowymi pająkami

1,5 kubka mąki (może być mieszanka bezgluta lub gryczana niepalona)
1/2 kubka cukru nierafinowanego
szczypta soli morskiej
1 kopiata łyżka karobu (lub 2 łyżki kakao)
1 płaska łyżeczka sody
1/4 kubka oleju lub łagodnej oliwy
1 łyżeczka octu jabłkowego
1 kubek soku pomarańczowego lub niesłodzonego kompotu wiśniowego

Suche składniki zmieszać, dolać płynne, pomieszać łyżką do połączenia i od razu przełożyć do foremek muffinkowych lub sztywnych papilotek (u mnie starczyło na 9 raczej dużych babeczek). Piec ok. 20 minut w 180°C, do suchego patyczka. 

muffinki Haloween, babeczki na Haloween, babeczki z pająkiem, spider cupcakes

Krem czekoladowo-porzeczkowy 

100 g gorzkiej czekolady
1 szklanka mrożonych owoców (np.: czarnej porzeczki lub malin)
kilka drylowanych daktyli lub łyżka nierafinowanego cukru

Owoce i daktyle zalać minimalną ilością wody i zagotować. Przetrzeć przez sito, odmierzyć szklankę i podgrzać. Do musu owocowego wrzucić połamaną czekoladę i mieszać, aż się roztopi, do uzyskania gładkiego kremu. Dla lepszego poślizgu można dodać łyżkę oliwy.

Przełożyć przestudzony krem do szprycy bez końcówki i nałożyć na babeczki. Ozdobić lukrem z tubki.

Miłej zabawy!

sobota, 07 stycznia 2017

Aneesh Popat jest mistrzem czekolady, o którym czytałam w Mistrzu Branży. Zachwycił on Wielką Brytanię czekoladkami wypełnionymi water ganache. Wodny ganasz wymyślony przez profesora Herve'a Thisa, to po prostu mus czekoladowy bez dodatku tłuszczu i nabiału. Coś wprost idealnie wymarzonego dla alergików ze skazą białkową ;)

Water ganache opiera się na założeniu, że tłuszcz odbiera smak czekoladzie, a woda nie. Więc żeby cieszyć się smakiem czekolady nie powinno się dodawać do niej tłuszczów, tylko jakiś wodny roztwór. W sumie dość zaskakująca teza, biorąc pod uwagę, że szefowie od lat tłuką nam, że to tłuszcz jest nośnikiem smaku. Choć w dalszym ciągu przecież w czekoladzie mamy tłuszcz kakaowy. Właściwie nie raz już posługiwałam się techniką water ganache, nawet nie wiedząc, że ma własną nazwę :P Ale mając wsparcie topowych mistrzów czekoladnictwa, to już mucha nie siada :P
 

Mus czekoladowy z chilli, chilli water ganache

Mus czekoladowy z chilli

1 szklanka mocnego kompotu wiśniowego
100 g gorzkiej czekolady
1 ostra papryczka chilli lub jalapeno

Czekoladę pokruszyć i podgrzewać w kompocie z dodatkiem posiekanej papryczki (lub zmielonej suszonej papryczki chilli), aż czekolada się roztopi. Przelać do miski obłożonej od spodu lodem i zmiksować na najwyższych obrotach. Nałożyć do pucharków.

Smacznego!

A teraz pora na rozwiązanie konkursu świątecznego! Fasolek było 56. Ponieważ aż sześć osób wytypowało tę liczbę, zatem niezależny Juror spośród nich wybrał dwóch zwycięzców, metodą sobie jedynie znaną.
A są to: Wedelka i Kuchennefascynacje.

Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w zabawie, a zwycięskie osoby proszę na maila o podanie adresu i wybór książki.
Pssst... już niedługo do rodzinki książek dołączy kolejna siostrzyczka :)

Pozdrawiam cieplutko
Gosia 

piątek, 09 grudnia 2016

Zdrowy, smaczny deser na bazie kaszy jaglanej. O zimowym charakterze smakołyku decydują aromatyczne przyprawy i pomarańcze, na które właśnie zaczął się sezon.

 budyń jaglany

Budyń jaglany

ok. 0,5 szklanki kaszy jaglanej
ok. 1 szklanki mleka migdałowego, ryżowego lub innego
1-2 łyżki miodu lub syropu klonowego
1 łyżka oleju kokosowego (lub innego)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub ziarenka z połowy laski wanilii
szczypta soli 

1/3 tabliczki gorzkiej czekolady 70% lub 1 łyżka karobu
1 pomarańcza BIO lub sok z pomarańczy i kandyzowana skórka pomarańczowa 
cynamon, imbir, gałka muszkatołowa lub przyprawa do piernika 

Kaszę przepłukać na sicie dużą ilością zimnej wody, potem przelać wrzątkiem. Zalać mlekiem i gotować do miękkości z dodatkiem wanilii i solą. Śmiało można dodać trochę więcej płynu i kaszę rozgotować.

Przestudzoną kaszę zmiksować z dodatkiem soku z pomarańczy, olejem i miodem. Rozdzielić na dwie części. Do jednej dodać roztopioną czekoladę i przyprawy. Masę przełożyć do pucharków i udekorować kandyzowaną skórką z pomarańczy.

Deser dodaję do zabawy Korzenny tydzień u Ptasi.

Smacznego!

niedziela, 08 maja 2016

Do powstania tego deseru przyczyniło się kilka czynników. Po pierwsze zakochałam się w czekoladowych sadzonkach od kiedy pokazała je Szarlotka (klik). Po drugie w TopChefie uczestnicy przygotowywali desery bez cukru i jeden z zespołów zrobił karmelizowany mus bananowy, jednak mieli problemy z jego prezentacją. Od razu przyszło mi do głowy, że coś co dość dosłownie wygląda jak... kupa, można włożyć do słoiczka. No i po trzecie, kiedy Ania zaprezentowała swoje sadzonki (klik), nie zwlekałam już ani chwili :) 

deser bez cukru,mus bananowy, krem jaglany, millet cream,carmelized banana mousse 

Jaglano-bananowy deser bez cukru, czyli sadzonki w słoiku

Mój deser składa się z trzech warstw: jaglano-karobowej, bananowo-kawowej i czekoladowej.

Mus jaglany

2 garście kaszy jaglanej
syrop klonowy lub miód
2-3 łyżeczki karobu
3-4 łyżeczki oleju z wiesiołka lub innego 

Karmelizowany krem bananowy

3 banany
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (klik)
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej bezkofeinowej

4 herbatniki czekoladowe lub wiórki gorzkiej czekolady
4 gałązki mięty

Mus jaglany:
Kaszę jaglaną przepłukać, wrzucić do lekko osolonego wrzątku i ugotować na miękko. Odcedzić i przestudzić. Zmiksować z syropem klonowym (lub miodem), karobem i olejem wiesiołkowym.

Krem bananowy:
Banany obrać, wrzucić do garnka i podgrzewać na małym ogniu. Dodać ekstrakt waniliowy (alkohol odparuje), banany rozgniatać ubijaczką do ziemniaków i cały czas podgrzewać. Z czasem banany rozpadną się, a cukier w nich zawarty skarmelizuje. W czasie gotowania banany bardzo odparują, stracą objętość, zgęstnieją i zbrązowieją. Po zdjęciu z ognia dodać kawę. Nie wcześniej, bo starci cały aromat podczas gotowania. Można z niej zrezygnować, ale kawa i banany wspaniale do siebie pasują, a ja chciałam przełamać słodycz kremu.

Złożenie deseru:
Do małych słoiczków lub szklaneczek nałożyć warstwę kremu, warstwę musu. Pokruszyć herbatniki lub jeśli wolicie deser pozbawiony glutenu, wtedy zetrzyjcie na grubej tarce czekoladę i posypcie nią deser. W środek wsadzić gałązkę mięty.

deser w słoiku, deser bez cukru,mus bananowy, krem jaglany, millet cmousse,carmelized banana cream

I tak oto mamy piękne flance! Od dołu: warstwa przepuszczalnego podłoża piaskowego, warstwa czarnej ziemi, warstwa lekkiego torfu i sadzonka :)

Obydwa kremy są pyszne i dobrze do siebie pasują, ale jeżeli wolicie ograniczyć się do jednego rodzaju kremu, to po prostu podwójcie ilości składników.

Smacznego!

czwartek, 01 stycznia 2015

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Życzę Wam zdrowia, godnej pracy i uczciwej płacy, umiejętności odnajdywania radości w każdym dniu, realizacji planów i snucia marzeń. Niech omijają Was wszelkie zło i niedogodności.

Zapraszam na smakołyk, którym gościliśmy znajomych. Pośród osób, które jadły niniejszy "sernik" Oreo szybko ustaliły się trzy frakcje: pierwsza frakcja - wielbiciele spodu, druga frakcja - wielbiciele masy, trzecia frakcja - poproszę dokładkę :) W sumie wszystko przy tym serniku zrobiłam inaczej niż planowałam, ale w końcu plany i przepisy są jedynie sugestią, a życie i tak pisze swój scenariusz. Od nas tylko zależy, czy się w nim odnajdziemy.

sernik Oreo, z nerkowców i kaszy jaglanej, sernik Oreo bez sera i nabiału, vegan Oreo cheesecake

Beznabiałowy sernik Oreo

spód
14 ciastek Oreo
2 łyżki gęstego miodu
1/4 tabliczki gorzkiej czekolady 

masa
2 szklanki nerkowców 
3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
sok z połowy cytryny
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżka ksylitolu
2 łyżki miodu 

Nerkowce zalać wodą i zostawić na noc. 

Ciastka Oreo (całe razem z masą) zmielić pulsacyjnie w blenderze. Żeby wylepić nimi dno tortownicy powinno się dodać 50 g stałego tłuszczu np.: oleju kokosowego, ale ja się nagle zorientowałam, że ostatni kawałek masła shea przerobiłam na mydło i w domu nie mam nawet najmniejszego kawałka tłuszczu. Dlatego sięgnęłam po miód. Ale że jakoś wylepianie mi nie szło, to Córcia podrzuciła pomysł z roztopioną czekoladą. 

Masą wylepić dno tortownicy 18-20 cm. Dobrze ugnieść. Wstawić do lodówki. 

Nerkowce wypłukać, osączyć i zmiksować w blenderze razem z resztą składników. Jeżeli macie słaby blender, to podzielcie to na kilka partii. Najpierw trochę nerkowców, a kiedy się upłynnią, dodać trochę kaszy i zmiksować. Wyłożyć do miski, zmiksować kolejną partię i kolejną, po czym wszystko wymieszać razem. Dosłodzić do smaku. Zastanawiałam się nad dodatkiem żelatyny, żeby sernik był tęższy, ale masa, choć była bardzo delikatna, kremowa, to trzymała formę. Gdybym miała, to pewnie by mnie kusiło, żeby dodać łyżkę masła kakaowego, które utwardziłoby masę.

Masę wyłożyć na ciasteczkowy spód i odstawić gotowy "sernik" (nerniko-jagielnik vel jagło-nernik) do lodówki na kilka godzin. Ozdobić pokruszonymi płatkami gorzkiej czekolady.

Jeśli zastąpicie miód syropem daktylowym, z agawy, czy czymś podobnym to sernik Oreo będzie całkowicie wegański.

wegański sernik z Oreo, oreo cheesecake

Pierwotnie miała być masa z nerkowców i kremu kokosowego, ale mleko kokosowe spontanicznie zużyłam na babkę i lukier. Więc stwierdziłam, że zrobię z samych nerkowców. A w końcu pomieszałam je z kaszą jaglaną, bo dzieci mi wyżarły nerkowce, więc czymś musiałam zwiększyć objętość masy ;) Żałowałam bardzo, że spodu nie zrobiłam na oleju kokosowym, bo w wyniku moich działań z czekoladą spód prosto z lodówki wyszedł bardzo BARDZO twardy, co w porównaniu do bardzo BARDZO delikatnej struktury masy wprowadzało pewną konsternację, szczególnie u najmłodszych koneserów niewprawnych w manewrowaniu widelczykiem do ciast. Ale w sumie wszystkim naszym gościom deser bardzo BARDZO smakował :) Czyli nie mam właściwie powodu do rozpaczania, bo jedyną nie do końca zadowoloną z tego "sernika" Oreo osobą byłam ja. Ale nad konsystencją jeszcze popracuję i już nie będę miała żadnych powodów do narzekania :P

Smacznego!
Gosia 

P.S. Przyszła pora na rozwiązanie konkursu świątecznego

W słoiku było dokładnie 573 cieciorek, zatem moją  książkę "Pyszne chwasty" wygrywa Gaiczka, która była najbliżej! Poproszę o przesłanie w ciągu 2 tygodni na maila pinkcake()gazeta.pl danych do dedykacji i wysyłki. Po tym czasie nagrodę przekażę kolejnej osobie.

Ponieważ Gaiczka nie zgłosiła się po nagrodę do końca stycznia, książkę dostaje Monia, która podała liczbę 570.

Gratuluję dobrego oka, tym, którzy byli blisko, a wszystkim bardzo dziękuję za udział w zabawie i życzenia :)

Przy okazji sprawdźcie też, kto dostanie kalendarz z moimi zdjęciami.

sobota, 06 września 2014

Dereń kojarzy się chyba wyłącznie z dereniówką. Jest to też świetny przykład ludzkiej hipokryzji. Krzewy derenia często można go spotkać w miastach, w parkach, jako żywopłoty. I często osoby, które prychają z niesmakiem na widok dzieci zbierających maliny w parku, wcale nie mają oporów, by obrywać dereń przy przelotówce, byle mieć materiał na sławną nalewkę ;) Mnie się udało zdobyć trochę owoców derenia na działce koleżanki. Niestety pozwoliła mi oberwać tylko troszkę, bo resztę zabiera teść - oczywiście na dereniówkę ;) Gdybym miała więcej, może bym zrobiła dżem. Derenia, póki jest niedojrzały, można zamarynować na "polskie oliwki", ale przecież można go po prostu zjeść. Nie na surowo, bo jest zbyt kwaśny, ale można owoce derenia dodać do ciasta! Drylowanie jest trochę kłopotliwe, ale smak fajniejszy niż z wiśniami. Co prawda ciasto mi się rozlało, bo piekłam w samych papilotkach bez foremek (jakoś Ikea, jeszcze musi nad nimi pomyśleć) i są to chyba najbrzydsze muffinki, jakie upiekłam. Ale że z dereniem, to koniecznie muszę je pokazać :)

czekoladowe muffinki z dereniem, ciasto z dereniem, cornellian cherry muffins, cornus mas cake


Czekoladowe muffinki z owocami derenia

1,5 szklanki mąki
szczypta soli morskiej
3 łyżki kakao
1 płaska łyżeczka sody
1/3 szklanki oleju
1/2 szklanki soku pomarańczowego
1/2 szklanki dżemu z czarnej porzeczki (dostałam od Ilenii na Targach Książki Kulinarnej:))

Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać łyżką tylko do ich połączenia i nie dłużej. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą lub wyłożonych papilotkami i piec ok. 15-20 minut w 180°C, do suchego patyczka.

Smacznego!

niedziela, 18 maja 2014

Dzieci pozazdrościły Tatusiowi ciasta, które mu upiekłam do pracy, więc im też upiekłam "serniko-brownie" - bezglutenowe, bezjajeczne, bezmleczne :) Na bazie kaszy jaglanej z dodatkiem kaszy gryczanej i ryżu, dla których nie potrafiłam znaleźć zastosowania, bo nagotowałam za dużo na żłobkowe obiadki. Może nie uwierzycie, ale takie ciasto z resztek było pyszne! Choć odmienne od nabiałowej boskiej trucizny tradycyjnego serniko-brownie, to spokojnie niejednego tradycjonalistę urzeknie ;)

Serniko-brownie z malinami bezglutenowe wegańskie z kaszy jaglanej kaszy gryczanej i ryżu, wegańskie serniko-brownie z malinami, jaglane serniko-brownie z malinami, sernikobrowie wegańskie

Wegańskie serniko-brownie z malinami bez glutenu bez jajek bez mleka

1/2 kubka malin (mrożonych)

Masa "sernikowa" z kaszy jaglanej i ryżu

1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
3/4 szklanki ugotowanego ryżu
2,5 szklanki ulubionego mleka do gotowania kaszy (np.: migdałowego lub owsianego)
1 łyżka oleju kokosowego lub innego tłuszczu
1 łyżka cukru z wanilią
2 łyżki syropu z agawy lub miodu
1 łyżka soku z cytryny

Surową kaszę przepłukać, żeby usunąć saponiny. Ugotować na mleku z cukrem. Można też wykorzystać kaszę i ryż ugotowane do obiadu pod warunkiem, że nie były zbytnio osolone. Zmiksować na gładko wszystkie składniki. Jeżeli masa jest zbyt gęsta i nie udaje się jej gładko zmiksować, można dolać nieco mleka roślinnego.

Masa czekoladowa jaglano-gryczana

1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
1/2 szklanki ugotowanej kaszy gryczanej
3-4 łyżki oleju kokosowego lub innego
1 szklanka daktyli namoczonych przez noc w ulubionym mleku
1 łyżka syropu z agawy lub miodu
1 łyżka brązowego cukru waniliowego
1 tabliczka gorzkiej czekolady

Daktyle odcedzić. Wszystkie składniki zmiksować na gładko. Jeżeli masa jest zbyt gęsta i nie udaje się jej łatwo zmiksować, można dolać nieco mleka spod daktyli.
Przełożyć 3/4 czekoladowej masy do blaszki 20 cm wyłożonej na dnie papierem. Wyłożyć masę "sernikową" i nałożyć łyżeczką resztę masy czekoladowej. Powtykać maliny i piec ok. 30-40 minut w 170°C, do mniej więcej suchego patyczka, ale uważajcie, żeby ciasta nie przesuszyć. Stygnąc ono sobie jeszcze dojdzie z konsystencją.

vegan cheesecake-brownie, serniko-brownie z malinami bezglutenowe wegańskie z kaszy jaglanej kaszy gryczanej i ryżu, wegańskie serniko-brownie z malinami, jaglane serniko-brownie z malinami, sernikobrowie wegańskie

Przy okazji chciałam wydać oficjalne oświadczenie:

Nie znam książki "Zaskakująca kasza i ryż" Marioli Białołęckiej. W życiu jej nie miałam w ręce i nie chcę jej mieć. Gdyby ktoś planował mi ją znienacka podarować, to bez jej otwierania wyrzucę ją przez okno lub oddam pierwszej przechodzącej osobie. Nie mam pojęcia, czy jest to wartościowa pozycja, więc nie neguję jej jakości, natomiast ja osobiście nie zamierzam na nią patrzeć choćby kątem oka.
Niniejsze oświadczenie nie ma na celu dyskredytowania publikacji pani Białołeckiej, jedynie ucięcie wszelkich dywagacji na temat autorstwa moich przepisów. Jeżeli sugeruję się czyjąś pracą, to zawsze o tym piszę. Natomiast wymyślić przepis z kaszą naprawdę potrafi każdy.

Mój autorski przepis na kaszowe wegańskie serniko-brownie dodaję do akcji "Kasza jaglana na słodko".

czwartek, 15 maja 2014

Bardzo prosty przepis, ale efekt wyśmienity. Przepraszam za brak zdjęć środka, ale jagielnik był wyjazdowy, a u ludzi to mi głupio robić zdjęcia ;) Zastanawiałam się nad spodem z ciastek oreo, albo owsianym takim jak tutaj, ale w końcu stwierdziłam, że postawię na absolutną prostotę formy, zwiększając bogactwo aromatów.

chocolate millet cheesecake, czekoladowy sernik jaglany, czekoladowy sernik wegański, czekoladowy sernik jaglany, chocolate vegan cheesecake

Czekoladowy jagielnik (wegański sernik z kaszy jaglanej)

3/4 szklanki kaszy jaglanej
2 szklanki ulubionego mleka (migdałowego, owsianego, koziego, ryżowego)
2 łyżki oleju kokosowego lub innego w miarę stałego tłuszczu
1 szklanka daktyli
1 łyżka syropu z agawy, klonowego lub miodu
1 łyżka brązowego cukru waniliowego
1 łyżeczka skórki startej z pomarańczy
1 łyżka kawy (rozpuszczalnej lub zbożowej)
1 tabliczka gorzkiej czekolady
szczypta soli morskiej
sok z pomarańczy wg uznania

Kasze jaglaną przepłukać i ugotować na mleku z dodatkiem daktyli. Czekoladę rozpuścić (można to zrobić od razu w lekko ciepłej kaszy). Wszystkie składniki zmiksować. Jeżeli blender sobie nie radzi ze zbyt gęstą masą, można dolać trochę soku z pomarańczy, by uzyskać idealnie gładką konsystencję. Masę przełożyć do tortownicy 18-20 cm wyłożonej na dnie papierem do pieczenia. Piec ok. 30-40 minut w 170°C. Przed krojeniem wystudzić.

chocolate millet cheesecake, czekoladowy sernik jaglany, czekoladowy sernik wegański, czekoladowy sernik jaglany, chocolate vegan cheesecake of millet groat

A teraz wytłumaczę tytułowe nasionka...

Jeszcze w marcu byłam w podziemiach Krakowskiego Rynku Głównego na wykładzie pt.: "Rośliny spożywane przez mieszkańców średniowiecznego Krakowa". Na wykładzie było tylu krakowskich blogerów kulinarnych, że śmiało można go potraktować jako wydarzenie blogerskie ;) Ogólnie nie byłam z wykładu zadowolona. Choć dzieci, które musiałam ze sobą zabrać, nie zdemolowały muzeum, pomimo iż na tyłkach nie usiedziały, to buzie trzymały zamknięte, więc sumarycznie jako rodzic wyszłam dumna. Zawsze warto zabierać dzieci do ludzi i pokazywać, że istnieje jakiś inny świat niż dom, podwórko i szkoła. Natomiast jako osoba zainteresowana jedzeniem czułam się nieco oszukana. Nie czułabym się tak, gdyby tytuł wykładu brzmiał: "Nasionka z X wieku wygrzebane spod Rynku". Spodziewałam się kompleksowej opowieści na temat jedzenia, opartej o wykopaliska, ale też o średniowieczne dokumenty, poboczne historie, spisy inwentarzowe gospód i klasztorów itp. A tymczasem był to spis nasion, które udało się wykopać. Przy czym wcale nie ma pewności, czy rośliny, do których należały te nasiona, były jadane przez Krakowian, czy np.: przez ich konie. Czy w ogóle zostały zjedzone, a może zbierały się jako spontaniczne osady w zakolu Wisły? Jedno jedyne znalezione nasionko figi równie dobrze na stanowisku archeologicznym mogło wylądować wraz z kałem przelatującego ptaka. A przecież wiele roślin rozmnaża się przez rozsadę, wiec brak nasion wcale nie świadczył, że ich nie zjadano. Kraków nawet w X wieku był dużym miastem, a nie ośrodkiem rolniczym, więc nawet rośliny spożywane obficie, niekoniecznie musiały być reprezentowane w Krakowie przez swoje nasiona itd, itd, itd...

Co do samej prezentacji, to pani dr Aldona Mueller-Bieniek na pewno jest wybitnym archeobotanikiem i ma ogromną pasję badawczą, ale jest człowiekiem kompletnie niemedialnym i odnosiłam wrażenie, że za momencik zemdleje ze strachu, a zamiast odpowiadać na pytania - ucieknie. Jednak wykład o swojej pracy przygotowała rzetelnie, więc poświęconego jej czasu mimo wszystko nie żałuję.

Czemu w ogóle o tym wspominam? Albowiem jednym z nasionek, którego łuski znaleziono w najobfitszych ilościach (ok. 40% wszystkich zbóż) było proso. Znaleziono głównie łuski, zatem nasiona zostały oczyszczone na kaszę jaglaną, co świadczy, że miała ona istotny udział w posiłkach średniowiecznych Krakowian, a nie ich koni, bo dla koni się prosa nie łuszczy. Tak czy siak, spożywanie jaglanki nie jest pomysłem nowoczesnym, tylko dużo starszym, lecz należy się cieszyć z renesansu, jaki aktualnie przeżywa.

Mój autorski czekoladowy jagielnik dołączam do akcji "Kasza jaglana na słodko".

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8