|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Lubiane blogi
Ozdabianie ciast
Tagi
|
niedziela, 29 stycznia 2012
Niedawno Córcia została zaproszona na przyjęcie urodzinowe koleżanki. Ja i Mamutek też zostaliśmy zaproszeni jako osoby towarzyszące:) Jak zwykle przy takiej okazji zapytałam, czy mam coś upiec dla nas do pogryzienia zamiast tortu urodzinowego, doskonale zdając sobie sprawę, że zazwyczaj mamy nie wiedzą, jak upiec ciasto bez jajek i nabiału. Mama koleżanki zapewniła bezpieczne przekąski i kanapki, ale przepraszając poprosiła o przyniesienie jakiegoś wypieku. A w to mi graj, bo co jak co, ale od pieczenia to ja się nie migam:) Po pierwsze przyniosłam muffinki, bo się je robi i je łatwo, szybko i przyjemnie.
Muffinki czekoladowo-pomarańczowe 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą i piec ok. 18-20 minut w 175°C, do suchego patyczka. Babeczki wyrosły tak puszyste, że nie wiedziałam jak je studzić, bo tak delikatne ciasto na ciepło zapadało się pod własnym ciężarem. Poustawiałam je do góry dnem na foremce, choć i tak jechały w gości jeszcze ciepłe.
W, któremu zostawiłam 2 sztuki, stwierdził, że były rewelacyjne i były to jedne z najlepszych babeczek jakie jadł. Może dlatego, że pomimo tylu lat wciąż nie przyzwyczaił się do smaku koziego mleka, którego w tym wypieku nie było, bo mi się skończyło:) Tak więc całkowicie wegańskie muffinki podbiły serce mojego męża. Ja osobiście wolałabym dodatek świeżej startej skórki a nie kandyzowanej, natomiast i tak pochłaniałam je z wielką przyjemnością.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Wg chińskiego kalendarza dziś 23 stycznia nadchodzi Nowy Rok, skończył się rok Królika, a rozpoczął się rok Smoka. Noworoczne obchody w Chinach trwają 15 dni, a kończą jakże malowniczym Świętem Świateł (Latarni). Liczę w tym roku na zdjęcia z pierwszej ręki (i może przepisy też:)), jako że pewni nasi znajomi mieszkają teraz w ChRL. Chińska mentalność jest mi całkowicie obca, jednak nie mogę zaprzeczyć, że jakoś nasz Sylwester nie jest dla mnie miarodajną cezurą, a zeszły rok tak na serio zaczął się dla nas właśnie od Chińskiego Nowego Roku. Podsumowując ten czas, muszę stwierdzić, że Królik był dla nas bardzo łaskawy, choć ten rok był dla nas trudny, zaczął się ciężko, a później stawiał coraz to nowe wyzwania. Po raz kolejny okazało się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a prawdziwych s... poznaje się po czynach ich. Jednocześnie był to rok spełnionych marzeń, za które dziękuję opatrzności. Jaki będzie nadchodzący rok? Smok jest stworzeniem mądrym i opiekuńczym, więc może będzie dobrze. Z Mamusinym Synutkiem, Córcią i W nudno na pewno mi nie będzie. Chciałabym, żeby ten rok był dobry. Dla mnie i dla Was. Na Nowy Rok polecam Wam tradycyjne noworoczne chińskie ciasteczka z zielonego groszku. Upieczcie je koniecznie - one przynoszą szczęście! ;)
Ciasteczka z zielonego groszku 250 g mąki Ja zrobiłam z wariacjami począwszy od użycia zmielonego w blenderze świeżego zielonego groszku, podobnie jak w zeszłym roku:
3/4 szklanki mąki (+/-) Zagnieść składniki na gładką masę. Ciasto podzieliłam na trzy części: do jednej dodałam skórkę z cytryny, do drugiej kilka kropel ekstraktu miętowego, do trzeciej nie dodałam nic. Z ciasta rolować kulki średnicy około 3 cm, układać na blaszce wyłożonej papierem, w każdej zrobić wgłębienie. Piec w 170ºC przez 20-25 minut, pilnując, żeby się nie zrumieniły.
Ciasto jednak było za wilgotne i mi popękały, ale wszystkie trzy wersje smakowe są super;) Doskonały wypiek strączkowy. Szczęśliwego Nowego Roku!!!
piątek, 20 stycznia 2012
Ciasto na szybkiego;) Nie miałam weny, a coś trza było podać. Cóż poradzić, ze względu na aurę jesteście skazane na zdjęcia ostatnich kawałków ;) Nie mam lamp studyjnych, a nawet jakbym miała, to pewnie i tak bym nie wiedziała jak ich używać :P Czekoladowe ciasto z borówkami: 1,5 szklanki mąki 2 garście mrożonych borówek czarnych Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Dodać 3/4 borówek, przełożyć do wysmarowanej tortownicy 18 cm, posypać resztą borówków i piec ok. 30 minut w 175°C, aż wykałaczka będzie wychodziła nieoblepiona, lecz nie dłużej. Bardzo dziękuję, że podzieliłyście się ze mną swoimi planami na ten rok. Swoje opiszę w weekend bo po 5 ząbkowych nocach to marzę tylko o śnie... Buziaki!
środa, 18 stycznia 2012
To już drugi kalendarz, w którym występuję. Najpierw mój przepis pojawił się w kalendarzu charytatywnym (opisała je pięknie Kabamaiga, ja pisałam o nim na FB). Teraz pojawił się drugi wydany przez Gastronomię na Obcasach. W środku są przepisy z warsztatów Gastronomii na Obcasach, mi.in. Kurta Schellera i mój:) Wiem, że już trochę późno i większość z Was ma już kalendarze na ten rok, jednak mam trzy sztuki do oddania w dobre ręce. Wystarczy, że polubicie Gastronomię na Obcasach (Jeśli nie macie konta na FB, to nie szkodzi:), jeżeli lubicie TIC, to też kliknijcie, będzie mi miło. Ale jak nie lubicie, to nie musicie;)), a w komentarzu napiszecie, jaką rzecz planujecie/chcielibyście zrealizować w tym roku. Losowanie przeprowadzę w piątek:)
wtorek, 17 stycznia 2012
Ostatnio coś często piekę ciasta bananowe, ale zima to dla mnie sezon na te owoce. Mamutek co rusz sięga po "dorosłe" jedzenie, upiekłam więc ciasto z samych bezpiecznych dla niego składników, żeby móc dać mu kawałek do ciamkania. Ciasto jest bez cukru, bez mleka, bez jajek, bez margaryny, bez kakao, bo Smarkacz jeszcze dużo za młody, na słodycze i czekoladę. Na orzechy chyba też, chociaż bardzo by pasowały. Mleka koziego wolę jeszcze mu nie dawać, a przepiórcze jaja szkoda marnować na ciasto.
4 duże mega dojrzałe banany Banany rozgnieść tłuczkiem do ziemniaków. Dodać resztę składników i wymieszać. Przełożyć do keksówki wyłożonej papierem. Piec w 180°C przez około 45 minut do suchego patyczka.
Smakowało wszystkim, Mamutkowi też;) A kwiatek Córci z przedszkola :)
sobota, 14 stycznia 2012
Wreszcie się odrobiłam i to już mój ostatni przepis z tych Świąt Bożego Narodzenia. Zarabiając ciasto zastanawiałam się, czy to przypadkiem nie jest objaw ostrej fiksacji, że różę wpycham nawet do świątecznych pierniczków i pewnie zostanę uznana za niezłą wariatkę. O ile już mnie za taką nie macie :D Tymczasem kochana Szarlotek pokazała swoje pierniczki z różą i poczułam, że jest na tym świecie ktoś, kto mnie rozumie, a przynajmniej jest w równym stopniu zwichrowany jak ja;) Różane pierniczki 300 g mąki Miód podgrzać z tłuszczami i przyprawami. Do gorącego miodu dodać połowę mąki i zamieszać. Po lekkim ostudzeniu dodać różę i wyrabiać dalej z resztą mąki. Odstawić ciasto przykryte ściereczką lub pergaminem w chłodne miejsce do czasu pieczenia. Wałkować podsypując mąką, wycinać i piec ok. 8 minut w 180°C. W ciepłych pierniczkach wykałaczką robić dziurki do przeciągnięcia sznureczków. Ja już snuję kwiatowe plany na nadchodzący sezon, a Wy? :)
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Karnawał to doskonała okazja na te malutkie pomarańczowe ślicznotki!
Kruche rogaliki marchewkowe 200 g marchewki startej na drobnych oczkach Można do ciasta dodać cynamon, wanilię, skórkę pomarańczową lub inne przyprawy. Wszystkie składniki zagnieść i rozwałkować ciasto podsypując obficie mąką. Wycinać z ciasta trójkąty, smarować je marmoladą, po czym zwijać w rogaliki zaczynając od podstawy trójkąta. Piec ok. 30 minut w 180°C, aż będą chrupiące.
czwartek, 05 stycznia 2012
To mój pierwszy w życiu makowiec ;) Nigdy nie piekłam makowców, ponieważ W ich nie cierpi, jednak postanowiłam sobie, że będę odkrywać nowe możliwości i smaki, więc machnęłam ręką na marudy. Poza tym przy moich ograniczeniach dietetycznych nie zamierzam się przejmować dodatkowymi wymyślonymi restrykcjami.
Ponieważ ciasto na makowiec powinno być bardziej zwarte i kruche niż na keks, zmniejszyłam ilość dyni, mleka, a zwiększyłam ilość tłuszczu. MAKOWIEC ZŁOCISTY Złote ciasto drożdżowe: 3 szklanki mąki (niecałe 0,5 kg)
3 łyżki przecieru dyniowego (rozmrożonego) pół szklanki letniego mleka koziego (lub owsianego)
100 g margaryny (2/5 kostki czyli prawie pół;))
7 g liofilizowanych drożdży (czyli 1 opakowanie) 4 łyżki cukru
1 łyżka oleju
szczypta soli
pół łyżeczki ekstraktu waniliowego Masa makowa: 200 g zmielonego maku
pół szklanki mleka koziego (lub owsianego) 80 g cukru
1 łyżka miękkiej margaryny
mała garść rodzynek
mała garść suszonej żurawiny mała garść płatków migdałowych mała garść suszonych moreli namoczonych w soku pomarańczowym 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej Z mąki odsypać pół szklanki na podsypywanie. Suche składniki ciasta zmieszać. Margarynę rozpuścić i wystudzić (ja do niej dodaję dynię, żeby się zagrzała). Do suchych składników dodawać mokre ciągle wyrabiając (u mnie mikser). Odstawić do wyrośnięcia w cieple (u mnie jest to łazienka;)) na ok. godzinę. Mak rozmieszać z pozostałymi składnikami masy. Wyrośnięte ciasto rozwałkować podsypując mąką na szerokość foremki. Na cieście rozprowadzić masę makową i zawinąć w rulon. Przełożyć roladę do keksówki (ja musiałam odciąć po 3 cm z brzegów, bo rozwałkowałam zbyt szeroko;)) i odstawić na pół godziny do ciepła. Piec, aż się upiecze, czyli ok. 40 minut w 180°C. Ewentualnie można gotowe ciasto polukrować lukrem na soku pomarańczowym, ale wg mnie było wystarczająco słodkie.
Mmmmmmmmakowa masakra! :) Jedyne, co bym poprawiła na przyszłość, to chyba raczej piekłabym go na blasze zawiniętego w pergamin. Teraz wyrósł mi za bardzo w górę, przez co w środku było nieco za luźno, w efekcie czego przy krojeniu się miażdżył. Ale w smaku rewelacja! W już nie twierdzi, że nie cierpi makowców :P
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Ciasto z letniej szkoły pieczenia Kasi wypatrzyłam u Zauberi i bardzo mi się spodobało. Wykonałam go z licznym modyfikacjami, niektórymi niezamierzonymi. Margaryny Kasi nie użyłam z oczywistego powodu - zawiera mleko. Torcik bardzo mi się chciało zrobić, bo chciałam poużywać mojego nowego miksera do mieszania, a nie tylko jako tarkę;) Miał to być mój tort urodzinowy, ale że cały ten dzień do późnego wieczora spędziłam w pracy, to torcik w końcu piekłam w czasie Świąt. Zmniejszyłam ilość masy, żeby tort dopasować do mojej tortownicy (18 cm), jednak i tak musiałam podwyższać brzegi folią introligatorską, bo nie zmieściłaby się cała galaretka.
Tort z kaszy manny kostka margaryny lub masła Kaszę ugotować na mleku, ciągle mieszając, żeby się nie przypaliła. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce kaszę, ciągle ucierając. Masę podzielić na dwie części, do jednej dodać łyżkę kakao, a do drugiej wanilię. Ja tego nie zrobiłam, ponieważ okazało się, że ostatnią łyżkę kakao wytrzepałam z pudełka do upieczenia spodu, a w święta sklepy nieczynne... Dno tortownicy (u mnie 18 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, na to położyć spód ciasta, nasączyć go syropem z brzoskwiń. Na ciasto wyłożyć połowę kaszy, rozmrożone maliny i drugą warstwę kaszy. Z brzoskwiń odlać 1/2 szklanki syropu, wymieszać z żelatyną i odstawić do spęcznienia. Brzoskwinie zmiksować z sokiem z cytryny. Napęczniałą żelatynę rozpuścić na palniku i wymieszać ze zmiksowanymi owocami. Masę brzoskwiniową przełożyć na kaszę i odstawić do lodówki by stężała. Gotowy torcik udekorować kiwi. Ale uwaga, jeżeli nie zjecie od razu całego tortu, to kiwi zeżre żelatynę, więc lepiej udekorować innymi owocami.
Przepis wymaga jeszcze podrasowania bardziej do mojego gustu. Najgorzej wypadła warstwa brzoskwiniowa, która pomimo dodania cytryny była nieco mdła. Ponadto polecam trzymanie się sugestii, żeby rozdzielić masę na dwie warstwy: waniliową i kakaową, bo taka jedna gruba warstwa jest po prostu nudna i tylko maliny ją rozbudzały. No i biszkopty by się przydały, ale kompletnie nie miałam czym bezjajecznym ich zastąpić, ani nawet pomysłu innego nie miałam.
sobota, 31 grudnia 2011
Dyniowe ciasto drożdżowe jest dla nas jak poskromienie złośnicy. Jest to jedyna postać dyni, którą Córcia zjada bez marudzenia, a nawet sama się o nie upomina. Pomimo nazwy, baby drożdżowej z bakaliami na święta nie piekłam w keksówce, ponieważ ta akurat była zajęta makowcem. Czy to keks, czy baba z bakaliami, było pyszne. Wilgotne i aromatyczne. Pieczone z dodatkiem dyni zamiast jajek - oczywiście. I właśnie takie ciasto piekę ponownie na Nowy Rok.
Drożdżowy keks dyniowy 500 g mąki Zmieszać mąkę, cukier, sól i drożdże. Margarynę roztopić, dodać do niej mleko, dynię i wmieszać do ciasta. Wyrabiając dodać bakalie. Zostawić w cieple do podwojenia objętości (około godziny). Lekko wyrobić i przełożyć do wytłuszczonej formy. Odstawić do wyrośnięcia (ok. 30-40 minut). Piec w 180°C, do suchego patyczka, czyli około 50 minut. Może już znudził Wam się ten mój przepis, ale radzę go w końcu wykorzystać, bo warto, a u mnie na pewno będzie gościł często. Póki dyni w zamrażalniku wystarczy;) Na ten Nowy Rok życzę Wam dużo zdrowia, wyłącznie błahych problemów i mnóstwa dobrych ludzi w okół Was.
piątek, 30 grudnia 2011
Jak co roku, część pierniczków świątecznych przeznaczyłam na prezenty. Pomalowałam je delikatnie jadalnym złotem, czyli złotym barwnikiem rozrobionym w wodzie i podarowałam najbliższym. Przepis dodaję do świątecznej akcji dekoratorskiej.
Jakżesz te Święta były inne od poprzednich... W czarnej d... dolinie rozpaczy i choroby, w przerażeniu i niepewności, których nie rozpraszała żadna nadzieja, nawet ta wyczekiwana. Gdy tylko mała dziewczynka w swojej błogosławionej nieświadomości udźwignęła cały ciężar i całą magię Bożego Narodzenia...
czwartek, 29 grudnia 2011
Pierniczki na choinkę przygotowałam wg tego samego przepisu, który wymyśliłam trzy lata temu. Pyszne, proste do wycinania i bez jajek.
ok. 500 g mąki Miód podgrzać z tłuszczami i zmielonymi przyprawami. Do gorącego miodu dodać połowę mąki i zamieszać. Po lekkim ostudzeniu dodać spulchniacze i wyrabiać dalej z resztą mąki. Odstawić ciasto przykryte ściereczką lub pergaminem w chłodne miejsce. Mnie udało się zarobić na początku listopada, a upiec dzień przed Wigilią. Ozdabianie było szczątkowe przy pomocy resztek lukrów w tubkach.
Pierniczki należą do gatunku znikających. Pomimo że na początku są twarde, to szybko miękną i znikają! Na choince już nie ma żadnego :)
piątek, 23 grudnia 2011
Rudolf to zdecydowanie najgorętszy wypiek tego sezonu;) Kiedy w zeszłym roku u Beatki zobaczyłam reniferkowe ciasteczka, wiedziałam, że koniecznie zrobię coś takiego w tym roku. Jednak w tym roku cała blogosfera obrosła rogami, dzięki Dorocie;) Producent precelków chyba przeżywa dni świetności :P A co mi tam, u mnie też rogato! Przedstawiam najprzystojniejszego reniferka, istnego Valentino :)
Całe stadko reniferów czerwononosych powstało z muffinek karobowych, precelków, okrągłych śmiejżelków z mikołajkowej paczki i lukrów w tubce na potrzeby przedszkolnych jasełek.
Muffinki Reniferki 1,5 kubka mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą i piec ok. 20 minut w 175°C, do suchego patyczka. Po wystudzeniu - udekorować. Precelki połamać na pół. Nie wiem, czy to ja jestem jakaś felerna, ale niemal wszystkie mi się łamały na lewą stronę;) Na czubku lukrem przymocować nos, namalować oczy białym i czarnym lukrem, wetknąć precelkowe poroże. Reniferki zapakowane w blachę pojechały na jasełka, gdzie każde dziecko chciało je zjeść za wyjątkiem mojego. Dlaczego? A bo nie lubi tych żelków :D
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia Kochane! Niech będą spokojne, zdrowe i słodkie:) U mnie na Boże Narodzenie będzie keks drożdżowy (oczywiście na dyni), makowiec i pierniczki. Po przepisy zapraszam po świętach:)
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Pomysł stary jak świat i na pewno już był na blogach i na pewno ładniej sfotografowany ;)
Ale kupiłam tak wielkie i miękkie mandarynki, a na zewnątrz zawiało śniegiem, że nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przywołać świątecznego nastroju już teraz.
niedziela, 18 grudnia 2011
Advent in Polish-catholic tradition is the time of fasting and waiting for the joy of birth/coming back of Jesus, then people should avoid all entertainments including sweets. When I was a child I couldn’t understand how does it work, because nobody keeps the fast when Santa comes and brings the whole sack of chocolate bars, pralines, candies, lollipops, chocolate Santas etc. (in Poland Santa brings presents on the day of Saint Nicolas – 6th of December. During the Christmas Eve the present are brought again by an Angel or a Star. Moreover some families keep the tradition of giving presents one more time on the Three Kings’ Day – 6th of January. Cool, isn’t it?;)) Anyway I think the sweet Advent calendar is a nice idea – one chocolate or a candy for each day is not a sin, but a pleasant way for teaching children of waiting and counting down.
When I was invited to the International Recipe Advent Calendar 2011, I found it extremely difficult to choose one recipe to present. Should I prepare something typically Polish, or something with edible flowers as it is my biggest hobby, or maybe something totally crazy as one of my vegetables cakes? Luckily my babies dissolved the problem stealing my whole time, so I prepared something fast and easy but still on the subject ;) I’ve prepared the Christmas tree forest for our Advent Calendar.
Whole grain Christmas trees 3/4 glass of whole-grain flour (premix of wheat, rye, spelt) Goat milk icing: Knead the ingredients to smooth pastry. If it’s still sticky, add more flour, if it’s too loose, add more oil. Put the pastry into the fridge for 1 hour. Then roll it and cut the cookies. Lay them on a baking tray linned out with baking paper. Bake for about 15 minutes in 180ºC (356ºF) or until they turn gold. Stir the icing sugar with milk to smooth icing, add the natural green color and glaze the Christmas trees. There are only seven - no, wait (mniam) only six - trees left! Merry Christmas!
Mój pierwszy kalendarz adwentowy (przywieziony niemalże spod Żelaznej Kurtyny:)) dostałam mając 10 lat i zastanawiałam się, jak to jest, że w czasie postu daje się dzieciom słodycze? I to codziennie! A tak swoją drogą, to nigdy Was nie zastanawiało dlaczego w czasie Adwentu Mikołaj przynosi tyle słodkości i absolutnie nikt się nie przejmuje nieumiarkowaniem? Tymczasem przedstawiam kruche pełnoziarniste ciasteczka upieczone na zaproszenie Międzynarodowego Kalendarza Adwentowego 2011. To pierwszy rok ze słodkim kalendarzem mojej Córci i uważam to za świetny pomysł dla dzieci. Nie dość, że uczy się czekania, a dzieciom to przychodzi bardzo trudno, to jednocześnie codziennie trenuje się umiejętność liczenia, odliczając pozostałe w puszce słodkości. A przecież jedno ciasteczko to nie grzech, nawet jeżeli ktoś jest na diecie :)
Pełnoziarniste choinki 3/4 szklanki pełnoziarnistej mąki 3 ziarna (pszenica, żyto, orkisz) Lukier mleczny: Ze wszystkich składników zagnieść gładkie ciasto. Jeżeli ciasto się nie klei, dodać odrobinkę oliwy, jeżeli się ciągle lepi - podsypać mąką. Wstawić ciasto do lodówki na godzinę. Wałkować podsypując mąką i wycinać ciasteczka. Przełożyć je na blachę wyłożoną papierem i piec na rumiano czyli około 15 minut w temperaturze 180ºC. Z mleka i cukru ukręcić lukier, dodać naturalny zielony barwnik i polukrować ciasteczka. Choinkowy las, to chyba dobry pomysł na kalendarz adwentowy, jedno drzewko na każdy dzień:) A święta już niedługo! Przepis dodaję do świątecznej akcji dekoratorskiej oraz do Wegetariańskich Świąt.
czwartek, 15 grudnia 2011
Cóż poradzić, kiedy człowieka przyciśnie nagła zachcianka na coś, na co na pewno nie może sobie pozwolić? Ano czasem da się coś poradzić;)
Uwielbiam moje dzieci i w życiu by mi nie przyszło na myśl, żeby marudzić i narzekać na ich przypadłości. Jedyne co mnie szczerze złości to to, że jeszcze długo Córcia nie pozna smaku bitej śmietany, czy żółtego sera, o Mamutku nawet nie wspominając. Mnie ich alergia tak na prawdę ogranicza tylko w niewielkim stopniu z wyraźną cezurą czasową wyznaczoną końcem karmienia. Z drugiej strony Córcia wcale nie tęskni za czymś, czego nie zna. A ja owszem znam, pamiętam i mnie skręca z tęsknoty... Patrząc jak W zajada mikołajkowe czekoladki, bombonierki, batoniki i tabliczki trzymałam się dzielnie, jednak kiedy wtrynił na raz tabliczkę białej czekolady nerwy mi puściły! Kurcze, przecież zrobienie białej czekolady nie może być takie trudne... Potrzebne są: masło kakaowe, kozie mleko w proszku i cukier puder.
W sumie samo masło kakaowe ma paskudny smak, miałam wrażenie jakbym lizała świeczkę, jednak w drugiej nucie dał się wyczuć ten lekko kwaskowaty posmak przyprawiający o drżenie podbródka i ślinotok. Koneserzy twierdzą, że biała czekolada to nie jest prawdziwa czekolada, ponieważ nie zawiera ani proszku kakaowego ani miazgi kakaowej. Nie szkodzi. Nie musi być "prawdziwa", żeby ją sobie czasem zjeść;) Mnie do prawdziwości wystarcza argument o nie używaniu innych tłuszczów niż kakaowy.
Masło kakaowe (40 g) stopiłam w ciepłej kąpieli wodnej. Zdjęłam z łaźni i dodałam cukier puder (30 g), po czym wmieszałam cierpliwie kozie mleko w proszku (50 g). Po spróbowaniu dodałam malusieńką szczyptę kwasku cytrynowego. Ponownie podgrzałam w łaźni wodnej i wylałam do foremki. Tutaj warto zwrócić uwagę asystującym dzieciom, że nie można podnosić ani przesuwać foremki zanim czekolada całkiem nie zastygnie;) Nie powiem, że uzyskałam idealnie gładką konsystencję, jednak smak całkowicie wystarczył, by wycisnąć mi łzy wzruszenia.
niedziela, 11 grudnia 2011
To ponowna odsłona ciasta drożdżowego z dynią zamiast jajek. Baba na bani była tak rewelacyjna, że nie mogła przejść bez echa. Kupiłam 4 kg dyni i pomroziłam szklankowe porcje na zapas:) Ponieważ kupiłam sobie keksówkę, to z niej korzystam i się jej uczę - w keksówce piecze się dłużej, o
Chlebek na bani z cynamonem 500 g mąki Wszystkie składniki suche zmieszać. Margarynę roztopić, dodać do niej mleko, dynię i wmieszać do ciasta. Zostawić w cieple do podwojenia objętości (około godziny). Lekko wyrobić i przełożyć do wytłuszczonej formy. Odstawić do wyrośnięcia (ok. 30-40 minut). Piec w 180°C, do suchego patyczka, czyli około 50 minut. Pyszne słoneczne plasterki w sam raz na krótką przerwę w pracy.
czwartek, 08 grudnia 2011
Pieczenie ciasteczek dla świętego Mikołaja to dla nas nowy zwyczaj, ale każda okazja do pieczenia jest dobrą wymówką;) Poza tym bezkarnie mogłam zjeść ciasteczka, żeby się nie wydało, że po tylu latach objadania się słodyczami Mikołaj jest na diecie :P
Pełnoziarniste kruche ciasteczka na oliwie 1 szklanka pełnoziarnistej mąki (3 ziarna: pszenica, żyto, orkisz)
1/2 szklanki mąki pszennej 1/2 szklanki płatków owsianych zmielonych w blenderze pół kostki naturalnej margaryny 5 łyżek oliwy 1 łyżka cukru pudru 1 łyżeczka skórki startej z cytryny 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego Lukier cytrynowy: Ze wszystkich składników zagnieść ciasto. Jeżeli ciasto się nie klei, dodać odrobinkę oliwy, jeżeli się ciągle lepi - podsypać mąką. Wstawić ciasto do lodówki na godzinę. Wałkować i wycinać nożem kwadraty (lub sześciokąty, jeżeli prezenty mają imitować trzy wymiary). Piec ok. 15 minut w temperaturze 180ºC. Z soku cytrynowego i cukru ukręcić lukier, podzielić go na małe miseczki i dodać naturalne barwniki. Polukrować ciasteczka, a kiedy lukier zastygnie, namalować pisakami wstążeczki.
Dekoracja prosta, do wykonania niemal w całości jedną ręką, bo np.: druga musi przytrzymywać niemowlaka o usposobieniu zwariowanego szczeniaka, a także dla osób, które nie czują w sobie większego zacięcia artystycznego, bo dwie kreski i pętelkę naprawdę nie jest trudno zrobić;) Pomysł dodaję do świątecznej akcji dekoratorskiej.
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Przeszukiwałam ostatnio puszkę w celach inspiracyjnych i znalazłam bananowiec, który przypomniał mi, że na oknie leżą banany i leżą i leżą i chyba już im się nudzi to leżenie. Ciasto zrobiłam oczywiście po swojemu, bo jak zwykle nie przepisałam sobie przepisu;/ Zapamiętałam tylko, że trzeba 2 szklanki mąki i około kilograma bananów. Efekt bardzo polecam, choć wygląda szaroburo.
5 dużych dojrzałych bananów (takich co już się wybierają na spacer) Banany rozgnieść widelcem. Dodać resztę składników i wymieszać. Przełożyć do keksówki wyłożonej papierem. Piec w 180°C przez około 45 minut do suchego patyczka. Keksówka to nowy nabytek i jeszcze muszę się nauczyć w niej piec, bo jak widzicie od spodu złapał lekki glucik.
Pyszny chlebek, wspaniale smakuje z orzechami, jednak trochę sobie plułam w brodę, że je dodałam, ponieważ Mamutek się dorwał do ciasta, a wydaje mi się, że jest jeszcze zbyt młody na orzechy i w efekcie musiałam mu wybierać kawałki bez nich.
niedziela, 27 listopada 2011
Choć tort to może zbyt szumne określenie, to właśnie taką funkcję pełniło to ciasto. W sumie to tylko na tyle miałam siły i czasu, bo Młody Bandyta nieźle daje w kość, ale Jubilat nie narzekał na brak masy i lasu świeczek;) Ciasto z malinami upieczone na rocznicę bardzo nam smakowało, więc postanowiłam je powtórzyć, tylko tym razem z malinami mrożonymi i sosem czekoladowym.
Czekoladowe ciasto z malinami: 1,5 szklanki mąki 2 garście mrożonych malin Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Dodać maliny, przełożyć do wysmarowanej tortownicy 18-20 cm i piec ok. 30 minut w 175°C, aż patyczek będzie wychodził nieoblepiony. Po wystudzeniu ciasto polałam grubo sosem czekoladowym jako polewą. Na wierzchu ułożyłam z malin ogromną liczbę lat Jubilata i podałam dodatkowy sos do polewania ciasta na talerzykach. Sos czekoladowy (dokładny opis pod linkiem):
|