Różowy tydzień-baner Apetyt - Magazyn Małopolskich Blogerów Kulinarnych Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż
poniedziałek, 15 września 2014

Miałam ostatnio wielką przyjemność uczestniczenia w spotkaniach dotyczących kuchni japońskiej zorganizowanych przez restauracje Zen oraz Tao, próbowania azjatyckich specjałów, a także własnoręcznego przygotowania sushi.

Wybaczcie brak zdjęć, ale po ciemku wyszły mi tak ohydnie, że nie chciałabym nimi nikogo zniechęcać, a obie restauracje są śliczne i smakowite, więc warto je eksplorować na własne oczy i podniebienia. Choć nawet warto zerknąć na ich galerie: TAO (klik) i ZEN (klik).

Restauracja TAO przy ul. Józefińskiej 4 w Krakowie jest przepiękna! Urządzona w kolorach kremowej bieli, drewna i zieleni, tchnie spokojem i świeżością. Pęki lucky bamboo, zielone jabłka i podwieszone pod sufitem origami tworzą cudowny klimat. Niesamowitym atutem jest ganek i ogródek - z altaną, ogromnym lustrem, kanapami, sztuczną trawą i kicającymi króliczkami: Taosiem i Zenusiem. Koniecznie warto odwiedzić TAO, szczególnie z dziećmi (mają trampolinę ;))

Pierwsze spotkanie w TAO upłynęło pod znakiem obżarstwa, sybarytyzmu i wielkiego show. Szef kuchni, pochodzący z Filipin Allan, mistrz szpatułki i widelca poprowadził nas jak prestidigitator między kolejnymi daniami smażonymi na grillu teppanyaki niczym na arenie cyrkowej. Świetna rozrywka - bardzo polecam! Możecie obejrzeć go w akcji na youtubie (klik), ale na żywo jest jeszcze fajniej :) Jeżeli chcecie zaprowadzić gdzieś gości i pokazać im coś widowiskowego, to dania z metalowej blachy grilla teppanyaki świetnie się sprawdzą. Allan ma pogodny charakter, szowmeńskie zacięcie i idzie się z nim dogadać po angielsku.

A podano nam:

Gotowane na parze pierożki shumai ze szpinakiem i tofu, krewetkami lub z kurczakiem i imbirem z sosem z sosu sojowego, octu ryżowego, wina mirin, imbiru i oleju sezamowego. Jak nie lubię tofu, to te wegetariańskie shumai były boskie!

Odsmażane pierożki gyoza z kapustą, marchewką, cebula, shitake, dymka, a także z nadzieniem krewetkowym i wieprzowym.

Następnie warzywa smażone na teppanyaki: grzyby enoki, baby kukurydza, pieczarki, seler naciowy, biała cebula, kiełki mung, grzyby shitake i pędy bambusa w białym winie i maśle czosnkowy - dla mnie to było zdecydowanie najlepsze danie wieczoru.
Japoński smażony ryż z drobno pokrojonymi warzywami; papryką, marchewką, białą cebulą, dymką i prażonym czosnkiem. Okraszony jajkami i sosem z oleju sezamowego, masła czosnkowego i sosu sojowego.
Następnie na grillu teppanyaki wylądowały: łosoś, kurczak i kalmary. Każde z innym sosem, który niesamowicie podkreślał walory potrawy. Te sosy zaiste mają duszę!

Na deser był banan panierowany w panko, flambirowany w brandy i podany z lodami sezamowymi.
Wszystkie posiłki były zestawione z chilijskimi winami Ovieha Negra.

Podsumowując, w Tao spędziłam świetny wieczór na przedniej zabawie i pysznym jedzeniu. Naprawdę pysznym.

 maki sushi

Drugie spotkanie pod znakiem sushi i sake odbyło się w restauracji ZEN przy ul. Św. Tomasza 29 w Krakowie. Na dole restauracji znajduje się bar sushi otoczony pływającymi łódkami, na górze zaś przytulne wnętrza w kolorach ciemnego drewna i wiśni z klimatycznymi japońskimi pokoikami wyłożonymi matami tatami.

Tym razem sami wzięliśmy się za przygotowywanie posiłku. Warsztaty z przygotowywania sushi poprowadził sushi-master Przemek. Super! Spokojnie, fachowo, elokwentnie i bardzo pozytywnie.

Na początek najprostsze treścią, a zarazem najtrudniejsze formą, nigiri, czyli ryż zaprawiony octem, cukrem i solą, owinięty plasterkiem łososia maźniętego wasabi. Przy okazji zawijania poznaliśmy savoir-vivre i tricki przydatne przy spożywaniu sushi. Degustowaliśmy również wino śliwkowe z kruszonym lodem.

Następnie zawijaliśmy maki. Płatki glonów nori obklejaliśmy ryżem, mazialiśmy wasabi, po czym nadziewaliśmy je dowolnie: marynowaną rzodkwią, bakłażanem, paskami tykwy, świeżym ogórkiem, awokado i surowym pstrągiem. Świetna zabawa i całkiem ładnie mi wyszły. Maki sushi na zdjęciu to moje dzieło :)

Na koniec zabawne sushi w rożku z nori (temaki), czyli taki jakby japoński streetfood ;) Tym razem bez ryb, lecz ze szparagiem w tempurze.

Kiedy już się najedliśmy, przeszliśmy do kolejnej części imprezy, czyli degustacji sake.  Poprowadził ją przedstawiciel Gekkeikan Sake (klik). Wyjaśnił nam, czym jest sake, jakie są rodzaje i jak ją pić. Próbowaliśmy po kolei: tradycyjnego sake na zimno i na ciepło, sake leżakowanego w dębowych beczkach oraz sake z przewagą polerowanego ryżu. Żadne mi nie smakowało, więc nie obawiałam się o swoją głowę ;) Następnie Nigori - zawiesiste sake niefiltrowane, ono mnie najbardziej ujęło swoją dziwacznością oraz sake musujące Zipang - dość zabawne w smaku i jedyne, które dopiłam. Na koniec podano ekskluzywne sake Horin. Bardzo się cieszę, że mojemu pierwszemu spotkaniu z tym dziwnym alkoholem przewodził fachowiec, bo pewnie nie wspominałabym go tak miło, pomimo iż trunek zupełnie mi nie odpowiada, to przynajmniej nie uciekłam z wrzaskiem, a nawet zaciekawiłam.

Deserem spotkania były trzy ciastka od U lala Cafe (klik) z Pałacu Bonerowskiego przy Rynku Głównym 42: czekoladowa muffinka z zielonym kremem budyniowym, w którym za grosz nie było czuć zielonej herbaty, kruche ciasteczko z solonym karmelem oraz sakiewka filo z owocami egzotycznymi i miętą. Wszystkie słodkie i dobre, choć jedynie sakiewki były dość intrygujące.

W Zen spędziłam kolejny świetny wieczór. Radosny i pełen pozytywnej energii.

Czy znalazłam minusy tych spotkań? Malutkie: zaproszenie dla mnie obejmowało wyłącznie jedną osobę, pomimo iż niektórzy uczestnicy przyszli parami niekoniecznie wynikającymi ze wspólnej pracy nad blogiem. Mój mąż pewnie i tak by nie przyszedł, bo pomijając nawet jego aktualną dietę redukcyjną, to znalezienie opieki nad dziećmi na niedzielny wieczór i kawałek nocy, graniczy niemal z cudem. No ale malutkie ukłucie rozczarowania zostało. Widać nie jestem dość ważna, albo dość asertywna, by zapraszać mnie z osobą towarzyszącą...

Drugi minus: deser od U lala niepotrzebnie próbował nabrać otoczki inspiracji japońskością. Zupełnie chybione:/ Szef cukierników powinien choć pooglądać obrazki z książki "Japońskie słodycze" Magdy Tomaszewskiej-Bolałek. Ja w trzy sekundy potrafiłabym wymyślić ciekawsze i bardziej pasujące do okazji zestawienia smakowe, a sztuczny barwnik w kremie budyniowym podziałał na mnie jak płachta na byka. Gdyby ciastka zostały przedstawione nam jako "zwykłe" desery, nie czepiałabym się wcale, bo były bardzo smaczne. Tymczasem poprzeczka smakowo-japońska w Zen stała bardzo wysoko, a ja jako pies na dziwne desery stawiam ją jeszcze wyżej.

Podsumowując spotkania z restauracjami Zen i Tao, to było super! Super! Super! Super! Całość obydwu spotkań, jak i każde z osobna, była dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Organizatorzy zapewnili wszystko, co obiecali: pyszne jedzenie, świetne trunki, cudownych ludzi i sympatyczną atmosferę. Jedzenie wyjątkowo smaczne, a ludzie je przygotowujący - pełni pasji.

Bardzo dziękuję za zaproszenie, a obydwa miejsca szczerze polecam.
Pozdrawiam
Gosia

Zen Sushi Bar - św. Tomasza 29, Tao by Zen - Józefińska 4, Kraków

piątek, 12 września 2014

Topinambur, czyli słonecznik bulwiasty (Helianthus tubersus, Jerusalem artichoke) jest coraz popularniejszym warzywem. Po ugotowaniu zastępuje ziemniaki, więc można z niego zrobić pure, zupę, frytki... Mnie w żadnym z tych dań nie zachwycił. W odróżnieniu od ziemniaka, topinambura można również jeść na surowo. Surowy mi najbardziej smakuje, jakby coś pomiędzy rzodkiewką, a kalarepką. Nie można go zjadać w tej postaci w dużych ilościach, ponieważ bulwy topinabura zawierają spore ilości inuliny, polisacharydu fruktozowego, który jest świetną pożywką dla bakterii jelitowych, stąd jest używany jako prebiotyk, niestety w większych ilościach może powodować wzdęcia.

herbata z topinaburem, Jerusalem artichoke tea

Herbata z topinamburem

W kilku miejscach wyczytałam, że jak się doda świeżą bulwę topinambura do herbaty, to efekt jest podobny, jakby to była herbata z cytryną. Spróbowałam i... skucha. Wcale nie smakowało jak herbata z cytryną, tylko jak herbata z rozmoczoną w herbacie kalarepką. Hmmm... Może trafił mi się jakiś trefny egzemplarz:/

A jakie Wy macie doświadczenia z topinamburem? Znacie tą roślinkę?

topinambur, słonecznik bulwiasty, jerusalem artichoke

Poza bulwami słonecznika bulwiastego, można oczywiście jeść też jego płatki, jak każdego słonecznika. A na wiosnę można ugotować młode pędy topinambura.

Pozdrawiam!

środa, 10 września 2014

Dość jesiennie się zrobiło, stąd i przepis bardziej jesienny. Czarna rzepa do niedawna była dla mnie raczej zagadkowym warzywem, poza tym, że słynie z pozytywnego oddziaływania na stan włosów :) Rzepa nadaje się na surówki, choć jest dość ostra w smaku. Natomiast po ugotowaniu łagodnieje i nabiera orzechowego aromatu.

Ostatnio przygotowałam zupę z czarnej rzepy i doprawiłam ją suszonym bluszczykiem kurdybankiem. Moja koleżanka, która spytała, co miałam na obiad, stwierdziła, że znęcam się nad swoimi dziećmi, bo każę im jeść takie "straszne potrawy". A tymczasem mój Synutek wcale nie wyglądał na strapionego. Powiedział, że: "Zupa jest bandzo ładna i wugle fajny obiad zrobiłaś, Mamuś". Córci najwyraźniej też nie działa się krzywda, choć bez lekkiego marudzenia się nie obyło, bo ona akurat woli rzadsze zupy :P

zupa z czarnej rzepy, black turnip soup, zupa krem z rzepy, kremowa zupa z rzepy

Zupa z czarnej rzepy

3 rzepy
kawałek pora
ząbek czosnku
1-1,2 litr bulionu
chilli, majeranek, kurdybanek

3 kromki razowego chleba

Warzywa pokroić. Można je chwilę przesmażyć na łyżce oliwy lub smalcu, albo od razu zalać bulionem. Ilość trzeba dostosować do preferencji. Ja nie mam gastronomicznego zadęcia, by kategorycznie stwierdzać, że zupa ma być tak a tak gęsta, i na osobę ma przypadać równo 280 ml, bo każdy lubi przecież inaczej i każdy wie, ile zje. Warzywa gotować do miękkości, doprawić, zmiksować. Podawać z grzankami z ciemnego chleba.

czarna rzepa, black turnip, zupa z czarnej rzepy

Rzepa ma krzepę!

Smacznego :)

sobota, 06 września 2014

Dereń kojarzy się chyba wyłącznie z dereniówką. Jest to też świetny przykład ludzkiej hipokryzji. Krzewy derenia często można go spotkać w miastach, w parkach, jako żywopłoty. I często osoby, które prychają z niesmakiem na widok dzieci zbierających maliny w parku, wcale nie mają oporów, by obrywać dereń przy przelotówce, byle mieć materiał na sławną nalewkę ;) Mnie się udało zdobyć trochę owoców derenia na działce koleżanki. Niestety pozwoliła mi oberwać tylko troszkę, bo resztę zabiera teść - oczywiście na dereniówkę ;) Gdybym miała więcej, może bym zrobiła dżem. Derenia, póki jest niedojrzały, można zamarynować na "polskie oliwki", ale przecież można go po prostu zjeść. Nie na surowo, bo jest zbyt kwaśny, ale można owoce derenia dodać do ciasta! Drylowanie jest trochę kłopotliwe, ale smak fajniejszy niż z wiśniami. Co prawda ciasto mi się rozlało, bo piekłam w samych papilotkach bez foremek (jakoś Ikea, jeszcze musi nad nimi pomyśleć) i są to chyba najbrzydsze muffinki, jakie upiekłam. Ale że z dereniem, to koniecznie muszę je pokazać :)

czekoladowe muffinki z dereniem, ciasto z dereniem, cornellian cherry muffins, cornus mas cake


Czekoladowe muffinki z owocami derenia

1,5 szklanki mąki
szczypta soli morskiej
3 łyżki kakao
1 płaska łyżeczka sody
1/3 szklanki oleju
1/2 szklanki soku pomarańczowego
1/2 szklanki dżemu z czarnej porzeczki (dostałam od Ilenii na Targach Książki Kulinarnej:))

Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać łyżką tylko do ich połączenia i nie dłużej. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą lub wyłożonych papilotkami i piec ok. 15-20 minut w 180°C, do suchego patyczka.

Smacznego!

poniedziałek, 01 września 2014

Na wiosnę nie mogę odpuścić kwiatów dzikiego bzu (klik), kocham ich zapach i smak. Za owocami nie przepadam, jednak warto, naprawdę warto je docenić. Ile razy lekarz zapisuje dzieciom preparaty wzmacniające przy przeziębieniu, zazwyczaj są to syropy z czarnego bzu. Do dzieła zatem!

W związku z czarnym bzem trzeba pamiętać o kilku rzeczach:

  • Owoce dzikiego bzu nie nadają się do spożycia na surowo. To samo dotyczy kwiatów czarnego bzu. Bez zawiera sambunigrynę, toksynę, która uwalnia cyjanowodór. Spożycie nieprzetworzonych owoców lub kwiatów może powodować bóle głowy i wymioty. Suszenie, zaparzanie, gotowanie niszczy toksynę i czarny bez jest bezpieczny.
  • Zbieramy wyłącznie dojrzałe owoce, całkowicie wybarwione na czarno. Czerwonawe i zielonkawe trzeba odrzucić.
  • Nigdy nie zjadamy zdrewniałych gałązek czarnego bzu, stężenie toksyn jest zbyt wysokie. (Te gałązki od owoców i kwiatów nie są zdrewniałe. Silnie trujące te pokryte korą.)

syrop z czarnego bzu, syrop z owoców czarnego bzu, sambucus syrup, syrop sambucus nigra

Syrop z owoców czarnego bzu

500 g owoców czarnego bzu
400 g brązowego cukru lub ksylitolu
1,5 szklanki wody
1 łyżka soku z cytryny lub octu owocowego (np. malinowego)

Owoce umyć, osuszyć, oderwać od gałązek. Zalać wodą i zagotować. Kiedy wszystkie owoce popękają, odstawić do wystudzenia. Przecedzić sok i dodać do niego cukier lub ksylitol oraz ocet. Zagotować i przelać do wysterylizowanych butelek.

Smacznego i na zdrowie :)

piątek, 29 sierpnia 2014

Jarzębina, czyli jarząb pospolity, zdecydowanie nie jest moim ulubionym owocem, ale od zawsze chciałam spróbować konfitury z jarzębiny. Przed użyciem jarzębinę należy przemrozić przynajmniej przez 2 dni, żeby się pozbyć części goryczy. Moja jarzębina czekała w zamrażarce przez... rok. Masakra i wstyd :D Chciałam konfitury przygotować wcześniej, żeby były gotowe do zaprezentowania przed sezonem, ale tyle mi zajęło zebranie się do dzieła, że w międzyczasie nowa jarzębina już dojrzała :)

konfitura jarzębinowa,konfitury z jarzębiny, sorbus jelly, rowan jam, konfitura z owoców jarząbu

Konfitura z jarzębiny

500 g owoców jarzębiny
400 g brązowego cukru lub miodu
1/2 szklanki wody

Owoce jarzębiny umyć, przebrać, usunąć ogonki. Zamrozić na przynajmniej dwa dni. Wrzucić do wody i zagotować. Odlać wodę, a owoce zasypać cukrem. Dolać wodę i gotować na małym ogniu, aż cukier się rozpuści i jarzębina zmięknie. Jeżeli używacie miodu, pamiętajcie, że garnek musi być bardzo wysoki, bo miód gotuje się bardzo gwałtownie.

jak jarzębinę pozbawić goryczy, jak pozbawić goryczy owoce jarzębiny

Cóż, trzeba być koneserem, żeby ją docenić, ponieważ pomimo wszelkich działań osłabiających gorycz, konfitura jarzębinowa jest gorzka. Trzeba już ją taką polubić :) Dobrze pasuje do wytrawnych dań do słodkich absolutnie nie.

Mimo wszystko się nie poddałam i próbowałam jarzębinę jakoś tuningować, żeby docenili ją również moi koneserzy o nieziemsko wysublimowanych podniebieniach.

dżem z jarzębiny i berberysu, konfitura z berberysu i jazrębiny, dżem jarzębinowy, mountain ash jam

Dżem z jarzębiny i berberysu

500 g jarzębiny
500 g jabłek
20 g owoców berberysu
300 g brązowego cukru
1/2 szklanki wody
ewentualnie kieliszek whiskey lub brandy

Owoce umyć, przebrać, usunąć ogonki. Jarzębinę zamrozić na przynajmniej dwa dni. Wrzucić do wody i zagotować. Odcedzić. Jabłka obrać i pokroić. Wszystkie owoce zasypać cukrem, zalać wodą i alkoholem. Gotować na małym ogniu, aż jabłka się rozgotują. Dżem przetrzeć przez sito, przełożyć do słoików i zapasteryzować.

Jeżeli nie chcecie przecierać przez sito, wtedy trzeba pamiętać o wydrylowaniu berberysu, co do przyjemnych czynności wcale nie należy :P

Lepiej :) Kwaśny berberys równoważy gorzki smak jarzębiny, a jabłka go rozcieńczają, więc dżem jest łatwiejszy do zaakceptowania niż konfitura jarzębinowa.

Cieszę się, że wreszcie ich spróbowałam. Ciekawość może się rzucić na kolejne zdobycze :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Tyle razy prosiliście o przepis na biszkopciki bez jajek, a ja za każdym razem odsyłałam Was z kwitkiem, ponieważ rezultaty moich działań nie były moim zdaniem satysfakcjonujące. Aż wreszcie się udało! Jak większość odkryć - przez przypadek :) Po warsztatach na Targu Śniadaniowym zostały mi 2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej i kompletna niechęć do sterczenia w kuchni, czyli idealny grunt dla błyskawicznych ciasteczek :D

biszkopty jaglane, biszkopty bez jajek i bez glutenu, millet cookies

Biszkopciki jaglane bez jajek, bez mleka, bez glutenu

2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
ok. 0,5 szklanki miodu, melasy, syropu daktylowego albo czegoś innego słodkiego i lepkiego, banan też by się nadał
+ 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub 1 łyżka cukru z wanilią (KLIK)
+ ewentualnie 0,5 szklanki mąki gryczanej lub innej

Kaszę zmiksować w blenderze dodając tyle słodzidła, żeby uzyskać gęstą, gładką papkę. Jeżeli nie macie blendera, to świeżo ugotowaną kaszę jaglaną jeszcze na ciepło łatwo przetrzeć przez sito. Masa musi gęsta, ale nie tak, żeby się dało wziąć w rękę. Jeżeli obawiacie się, że wyszła zbyt rzadka, można ją zagęścić dodając pół szklanki mąki gryczanej, ryżowej lub jaglanej. Masę wykładać łyżeczką na blachę wyłożoną papierem lub wysmarowaną olejem. Trzeba zostawić odstępy, bo ciasteczka się rozpływają. Piec w 190°C (góra dół) przez ok. 10-20 minut, aż się zezłocą. Ciasteczka są miękkie, więc ze ściąganiem z blachy trzeba poczekać, aż zupełnie wystygną.

Jeżeli mimo zagęszczenia ciasteczka się rozpłyną, to nie panikujcie. Poczekajcie, aż placek wystygnie i wtedy go pokrójcie. Po prostu na przyszłość masa musi być gęstsza.

Tak wyglądają ciasteczka, gdy masa była bardzo gęsta, że prawie się ją dało formować palcami. Trzeba je wtedy trochę spłaszczyć i musiały się piec 20 minut.

ciasteczka jaglane, ciasteczka 2 składniki, ciasteczka jaglane bezglutenowe bezjajeczne bezmleczne

Moje dzieci powiedziały, że wolą takie miększe, więc ponownie upiekłam z rzadszej masy. Musicie wyczuć konsystencję. Powinna być gęsta, ale jednak schodzić sama z łyżki. Ciasteczka z tylko dwóch składników: kasza i miód.

ciastka jaglane, ciasteczka z kaszy jaglanej, ciastka bezgluetnowe bez jajek bez nabiału, millet cookies

Można by jeszcze popracować nad przepisem, zastanowić się nad dodaniem oliwy, żeby obniżyć indeks glikemiczny (dodatek białek, tłuszczów i błonnika to czynniki, które zwalniają trawienie skrobi) i jednocześnie nadać chrupkości, albo nad proszkiem do pieczenia czy siemieniem lnianym. Zapraszam Was do eksperymentowania z wiórkami kokosowymi, bakaliami, ziarnami, różnymi konsystencjami. Może na przyszłość upiekę z oliwą i stewią, ale póki co, są wystarczająco dobre. Wystarczająco bardzo dobre:) U nas znikały błyskawicznie! Miękkie, delikatne, lekko kruszące - jak biszkopty. No i cholercia, te ciasteczka są zdrowe! Idealne dla małych dzieci :)

Smacznego!

środa, 20 sierpnia 2014

Zapraszam na pyszne zawijaski drożdżowe z owocami. Ja wciąż korzystam z dziwnych dzikich darów natury, ale nie ma przeszkód, by do bułeczek dodać jakichś bardziej cywilizowanych owoców jak na przykład: jeżyny, borówki czy porzeczki.

zawijane bułeczki drożdżowe z owocami czeremchy, black cherry rolls, drożdżowe ciastka wegańskie z owocami, vegan buns


Zawijane bułeczki drożdżowe z owocami czeremchy

3 szklanki mąki
80 ml oliwy (1/3 szklanki) lub oleju kokosowego
1 szklanka letniego mleka np owsianego lub wody
25 g świeżych drożdży lub 7 g suchych
pół szklanki brązowego cukru
szczypta soli

szklanka owoców czeremchy późnej albo jeżyn, malin, porzeczek, czarnych borówek itp

Zmieszać mąkę z drożdżami, solą i cukrem. Dolać letnie mleko i oliwę, świeże drożdże trzeba odstawić na chwilę, żeby się obudziły. Wyrobić na gładkie ciasto. Ja wolę ciasto luźniejsze, więc dodaję najpierw mniej mąki, a potem ewentualnie dosypuję. Bo zbyt zwarte ciasto jest trudniej rozluźnić, niż wzmocnić za luźne. Zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia (podwojenia objętości) około godziny.

Owoce czeremchy wydrylować. Wyrośnięte ciasto wyrobić, przełożyć na oprószony mąką blat i rozwałkować w długi prostokąt. Rozsypać na nim warstwę owoców. Zwinąć w rulon. Kroić plastry mniej więcej grubości kciuka. Odkładać na blachę wyłożoną papierem. Odstawić na pół godziny do wyrośnięcia. Piec 10-12 minut w 180°C. Można posypać cukrem pudrem albo polać cukrem cytrynowym.

zawijane bułeczki drożdżowe z owocami czeremchy, black cherry rolls, drożdżowe ciastka wegańskie z owocami, vegan buns, bułeczki bez mleka i jajek, wegańskie drożdżówki z owocami

Czeremcha późna to krzew przywleczony z Ameryki. W naszych lasach jest uznawana za chwast. Czeremcha amerykańska jest spokrewniona z naszą rodzimą czeremchą zwyczajną. Owoców czeremchy zwyczajnej nie powinno się zjadać w dużych ilościach, a niektórzy odradzają jej spożywanie na surowo. Listki czeremchy późnej są błyszczące z obu stron, a czeremchy zwyczajnej - matowe. Czeremcha późna ma więcej owoców, są większe, dużo słodsze i zawierają mniej cyjanowodoru. Ten trujący związek występuje w liściach, korze i pestkach. Owoce zatem trzeba wydrylować, co jest dość łatwe, bo czeremcha to daleki kuzyn wiśni. Trzeba zbierać wyłącznie całkowicie dojrzałe owoce. Z czeremchy można robić kompoty, nalewki, dżemy, nadzienia itd. Indianie jedli ją na surowo lub suszyli.

czeremcha późna, jadalne dzikie owoce, black cherry

Smacznego!

sobota, 16 sierpnia 2014

Mirabelka to niezmiernie płodna śliwka. Wszędzie jej pełno, łatwo kiełkuje i wydaje mnóstwo owoców. I nikt jej nie chce jeść. Dzieci na placu zabaw były zdumione, gdy Córcia sięgnęła do gałęzi i zjadła kilka owocków. Sądziły, że są trujące. Śliwki! Trujące! Wtedy moja Córcia zaczęła im opowiadać o innych owocach, które rosły w pobliżu: dzikim bzie, śliwie wiśniowej, rokitniku, czeremsze, popielicach. Fachowo, tłumacząc co i jak wolno. Po prostu pękałam z dumy!

Tymczasem w zamrażalniku czekały na nas lody mirabelkowe, właściwie sorbet na patyku. Pyszny. Cudownie kwaskowaty i przyjemnie aromatyczny.

lody mirabelkowe, lody z mirabelek, sorbet mirabelkowy, sorbet z mirabelek, mirabelle prun sorbet, mirabelle plum ice-creams

Lody z mirabelek

śliwki mirabelki zbierane z dala od drogi
(słodkie jabłko)
brązowy cukier i miód
cynamon
laska wanilii lub cukier z wanilią (klik jak zrobić)

Mirabelki dokładnie umyć. Zmiażdżyć tłuczkiem do ziemniaków. Dusić przez kilka minut na małym ogniu. Dodać przyprawy i cukier do smaku. Mirabelki są strasznie kwaśne, ale ja specjalnie użyłam cynamonu i wanilii, które nieco oszukują uczucie słodkości, pozwalając zmniejszyć ilość cukru. Można też dorzucić do duszenia pokrojone słodkie jabłko. Owoce dokładnie przetrzeć przez sitko. Mus mirabelkowy odstawić do wystudzenia. Napełnić nim foremki, wetknąć patyczki i zamrozić.

Smacznego!

P.S. 1. W Gazecie Wyborczej możecie przeczytać wywiad ze mną (KLIK). Tytuł dość przewrotny, ale podstawowym tematem były jadalne chwasty. No i pytanie, czy jestem czarownicą ;)

2. Jeżeli ominęła Was moja rozmowa z Ewą Podolską w TOK FM, to możecie to jeszcze nadrobić (KLIK) - trzeba znaleźć 2014-08-09 :)

3. A w sobotę (23.08) odbędą się otwarte warsztaty kulinarne ze mną w ramach Targu Śniadaniowego w Parku Krakowskim. O zapisy, proszę, pytajcie bezpośrednio u organizatora (klik).

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Po prostu nie mogłam się oprzeć, by nie upiec crumble z morelami. Wzorem od lat jest dla mnie kruszonka Bei (klik), ale oczywiście po przejściu przez filtr mojego widzimisię i comisięnawinie.

Nie mogłam się zdecydować, czy do moreli dodać lawendę, rozmaryn, tymianek, czy róże. Każdy dodatek ulubiony, każdy idealny...

crumble morelowe z lawendą, morele pod kruszonką

Crumble morelowe z lawendą, czyli morele pod kruszonką

500 g moreli
1 łyżka miodu

50 g płatków owsianych
50 g mąki jaglanej
50 g brązowego cukru
szczypta kwiatów lawendy (suszonych lub świeżych)
40 g masła lub margaryny nieutwardzanej (ja ostatnio bardzo cenię mieszankę oleju kokosowego z masłem shea)

Morele umyć i przepołowić. Płatki owsiane zmielić w młynku razem z cukrem i lawendą. Zmieszać z mąką i szybko zagnieść z zimnym tłuszczem na kruszonkę. Morele ułożyć w naczyniu do zapiekania (wstępnie natłuszczonym). Polać miodem. Posypać kruszonką i piec w 180°C przez ok. 20 minut (aż kruszonka się zezłoci).  

crumble morelowe z lawendą, morele pod kruszonką, lawendowa kruszonka z morelami, apricot crumble with lavender

Jeżeli nie zje się wszystkiego naraz, kolejne porcje warto wrzucić na 5 minut w 200°C pod górną grzałkę, żeby kruszonka była chrupiąca. Poza tym my zazwyczaj wolimy crumble na ciepło.

jadalne kwiaty, klub kwiatożerców, pinkcake.blox.pl, jem kwiaty, kwiaty do jedzenia  

Smacznego!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 93