Różowy tydzień-baner Apetyt - Magazyn Małopolskich Blogerów Kulinarnych Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż
czwartek, 18 grudnia 2014

Kiedy trzeba upiec coś do przedszkola nigdy nie omijam takiej okazji ;) Po pierwsze mam wtedy pewność, że moje dziecko nie będzie siedziało na dziecięcej balandze o suchym pysku. Po drugie mogę bezkarnie czerpać radość z pieczenia bez konieczności zjadania wszystkiego, co upiekłam. Dzielenie się ciastem jest jak najbardziej wskazane. Bo słodkie jest fajne, ale nie oszukujmy się, zdrowe to to nie jest. No chyba, że tylko kawałeczek dla poprawy humoru ;) W końcu optymiści żyją dłużej!

Niestety późne przyjście z pracy ograniczyło moje rozbuchane plany do wykonalnego minimum, więc do przedszkola zaniosłam muffinki.

muffinki wege, muffinki bez jajek i mleka, muffinki z karobem i pomarańczą, vegan muffins

Wegańskie muffinki karobowo-pomarańczowe

1,5 szklanki mąki (może być mieszanka bezgluta lub gryczana niepalona)
1/2 szklanki cukru nierafinowanego
szczypta soli morskiej
1 kopiata łyżka karobu (lub 2 łyżki kakao)
1 płaska łyżeczka sody
1/4 szklanki oleju lub łagodnej oliwy
1 łyżeczka octu jabłkowego
1 niepełna szklanka soku pomarańczowego

Suche składniki zmieszać, dolać płynne, pomieszać łyżką do połączenia i od razu przełożyć do foremek muffinkowych. Piec ok. 15-20 minut w 180°C, do suchego patyczka.

Gotowe muffinki polać lukrem z soku z cytryny i pomarańczy i posypać kulkami mocy lub inną kolorową posypką, której dzieci tak bardzo pożądają :P

I co? I co? Co najbardziej dzieciom smakowało? Miękkie babeczki! :) Córcia stwierdziła, że dzieciom smakuje wszystko co ma lukier i posypkę, ale druga blacha była goła, i też zniknęła błyskawicznie, więc teoria choć prawdziwa, nie zmienia faktu, że moje babeczki są RE-WE-LA-CYJ-NE! :)

Smacznego!

wtorek, 16 grudnia 2014

Wpis dla spóźnialskich, którzy z popłochem w oczach szukają prezentów :) 

Oto garść moich propozycji prezentowych w postaci książek kulinarnych, nie tylko dla pasjonatów gotowania. Kolejność w stosiku wynika z wielkości książki, a nie jakiegoś rankingu ;)

książki kucharskie na prezent, pyszne chwasty, o jabłkach, nasze jedzenie, Natura kuchni polskiej, jadłonomia

1. "Pyszne chwasty" Małgorzata Kalemba-Drożdż - byłoby dziwne, gdybym nie polecała tej książki ;) Ale naprawdę uważam, że ta książka jest bardzo fajna i świetnie się nadaje na niesztampowy prezent. Nawet w zimie warto po nią sięgnąć, bo niektóre osoby potrzebują więcej czasu, żeby pomysł jedzenia zielska w nich dojrzał do fazy wykonawczej ;) Więcej o "Pysznych chwastach" możecie poczytać tutaj, a na stronie medialnej znajdziecie linki do kilku recenzji od zupełnie obcych ludzi (klik).

Natura kuchni polskiej Wojciech Modest Amaro

2. "Natura kuchni polskiej" Wojciech Modest Amaro - pozycja, którą wypada mieć. Świetna na prezent, szczególnie dla obcokrajowca, bo dwujęzyczna. Luksusowa i raczej mało użyteczna. To książka zdecydowania do posiadania niż gotowania. Któż z nas w domu używa sous vide, ciekłego azotu czy izomaltu? Ale piękne jest, że Chef Amaro przywraca na salony smaki dzikich roślin, więc wielbiciele zielska, może odnajdą wskazówki, jak niesztampowo łączyć te smaki - ja na pewno :)

3. "Dzika kuchnia" - pozycja obowiązkowa, jeśli chcecie otworzyć oczy na zupełnie nieznany świat jadalnych dzikich roślin. Moja recenzja jest tutaj. Malkontentom, którzy narzekają, że w mieście nie da się zbierać dzikich roślin, chciałam przypomnieć, że ja też mieszkam w mieście. A z tego co wiem, to kajdanami do latarni nikt jeszcze mieszczuchów nie przykuwa i z wycieczki na wieś lub do lasu można przywieźć nie tylko grzyby :) A książka arcyświetna.

O jabłkach Eliza Mórawska

4. "O jabłkach" Eliza Mórawska - książka piękna i absolutnie niebanalna. Przepisów jest tylko 40 i żaden mnie nie zaskoczył, ale zdecydowanie jest to książka, którą warto mieć. Dla kontemplacji piękna. W tej książce cały dar i talent Liski z White Plate do grania na emocjach uwidocznił się w pełnej krasie. Ponieważ książka ma temat przewodni, to nie jest po prostu kolejna książka z przepisami od sasa do lasa, jakich jest pełno.

Nasze jedzenie - naturalnie! IKEA

5. "Nasze jedzenie - Naturalnie" IKEA - dla mnie totalne zaskoczenie. Książka wydana przez sklep meblowy jest piękna, ciekawa i inspirująca. Proste acz praktyczne porady wydrukowane są na grubym papierze makulaturowym, książka nawet nie ma grzbietu. Zaś wewnątrz na eleganckim papierze kryją się przepisy na zestawy obiadowe i trzy kolejne przepisy, które podpowiadają jak kreatywnie zagospodarować resztki każdego obiadu w kolejnych daniach. Dodatkowo jest sekcja sałatek, deserów i ryb. W przepisach pojawiają się jadalne kwiaty, a nawet pokrzywa, więc ja się cieszę podwójnie :) Jak będziecie w kąciku IKEA Family, to w ciemno możecie wrzucić tą książkę do żółtej torby.

Jadłonomia Marta Dymek

6. "Jadłonomia" Marta Dymek - świetna książka z przepisami roślinnymi autorki bloga o tym samym tytule. Pozycja bardzo dobra, szczególnie wskazana dla osób, które uważają, że bez mięsa nie ma jedzenia ;) Książka jest mądrze rozplanowana i naprawdę wartościowa. Przepisy są apetyczne, pięknie sfotografowane i co najważniejsze: nie zawierają mleka ani jajek (i mięsa rzecz jasna:)). 

To moje propozycje, które uważam za warte podarowania komuś, kogo bardzo lubimy. Choć ukazuje się teraz tyle książek, że czasem ciężko się zdecydować :) Wpadły mi w oko jeszcze "Lawendowy dom" Lipovów i "Kulinarna podróż zmysłów" Josepha Seeletso, no i książka Doroty dla wypiekających tradycyjnie, ale portfel mojego świętego Mikołaja już zastrajkował :P

A Wy jakie książki kulinarne polecacie na prezent?

sobota, 13 grudnia 2014

W Szwecji hucznie i radośnie obchodzi się dzień św. Łucji. Skąd w protestanckim kraju taka gorliwa cześć świętego i to z tak makabryczną historią? Pięknie i zawile wytłumaczono to na stronie ambasady Szwecji (klik). Wynika stamtąd, że Łucja zastąpiła poniekąd św. Mikołaja i wchłonęła Dzieciątko Jezus. Do umiłowania Łucji chyba doszło jeszcze uwielbienie Szwedów dla światła, którego w zimie mają tak mało, a pochód z pochodniami zawsze robi wrażenie...

Skandynawię uwielbiam i zawsze mile będę wspominać czas, który tam spędziłam, więc chętnie nawiążę i do Lussekatter. Z tym, że mój przepis jest oczywiście luźną wariacją, bo ani masła, ani jajek nie użyję, bez których jak powszechnie wiadomo ciasta zrobić się nie da :P

vegan Lusserkatter, bułeczki szafranowe na świętą Łucję bez jajek, lusserkatter without eggs

Bułeczki szafranowe na św. Łucję w wersji wegańskiej

3,5 szklanki mąki
7 g suszonych drożdży
3 łyżki brązowego cukru
szczypta soli
szczypta szafranu
1 łyżeczka startej skórki z cytryny najlepiej EKO
1 łyżka wódki lub ekstraktu waniliowego (jak zrobić)
5 łyżek roztopionej margaryny (FAQ) lub oliwy (ja użyłam mojej mieszanki kokos-shea-kakao)
3 łyżki puree z dyni (Hokkaido)
1 szklanka mleka migdałowego (DIY) lub innego

rodzynki

Szafran wsypać do kieliszka, zalać ekstraktem waniliowym, przykryć i odstawić na pół godziny. Można go też podgrzać dodając go do roztapiania tłuszczu. Chodzi o to, że luteina z szafranu rozpuszcza się w tłuszczach i rozpuszczalnikach niepolarnych np.: w alkoholu.

Ponieważ używam dyni Hokkaido, to bułeczki i tak będą miały złoty kolor, więc szafran w sumie jest niepotrzebny, no ale przecież chodzi o konwencję! Nie może być szafranowych bułeczek bez szafranu :)

Cytrynę wyszorować pod zimną wodą. Zmieszać suche składniki ciasta, dolać składniki mokre i wyrobić. Odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około godziny).

Wyrośnięte ciasto wyrobić, urywać po kawałku, toczyć z niego wałeczki. Wałeczki zwijać w kształt litery S. W środek zawijasów włożyć po rodzynce. Lusserkatter mogą też mieć inne kształty, kluczowe jest jednak włożenie 2 rodzynek symbolizujących oczy Łucji.

Odstawić do wyrośnięcia na 30-40 minut. Bułeczki można posmarować roztrzepanym jajkiem przepiórczym (wtedy oczywiście nie będą wege:)) lub wodą z cukrem, żeby się błyszczały. Piec w 180°C przez około 12 minut.

Smacznego!

P.S. Koniecznie obejrzyjcie nowy numer Małopolskiego Apetytu! Mój artykuł prezentuje się szczególnie pięknie :)

Małopolski Apetyt, Magazyn Blogerów Kulinarnych

piątek, 12 grudnia 2014

Czasem fajnie jest poeksperymentować ze znanymi potrawami. Uwielbiam czerwony barszcz, zazwyczaj przygotowuję go tradycyjnie doprawionego czosnkiem i majerankiem. Podaję wtedy z ziemniakami lub przepiórczymi jajkami albo z fasolą. Czasem lubię coś pozmieniać. Kiedy mi się spieszy lubię zjeść barszcz z zielonym groszkiem lub soczewicą. A czasami mam ochotę zmienić też aromat. Buraczki z imbirem to już klasyka, choć trzeba być przygotowanym, że mają zupełnie nieburaczany smak. Dziś więc zapraszam na mocno korzenny, rozgrzewający barszcz czerwony.

czerwony barszcz z soczewicą, korzenny barszcz czerwony z soczewicą

Korzenny barszcz czerwony z soczewicą

1,5 kg buraków
1 marchewka
1 pietruszka
garść mrożonej czarnej porzeczki
czosnek, sól,
ziele angielskie, liść laurowy, cynamon, chilli
ocet balsamiczny lub sok z cytryny

3/4 szklanki czerwonej soczewicy

Buraki, marchew, pietruszkę obrać, pokroić, zalać zimna wodą i ugotować z dodatkiem przypraw i porzeczki. Gotowy barszcz zakwasić. Jeżeli macie wcześniej przygotowany zakwas buraczany, to można go wykorzystać, pamiętając, aby go nie zagotować.

W miedzy czasie ugotować soczewicę. Trzeba ją wypłukać pod zimną wodą, aby pozbyć się saponin. Potem zalać gorącą wodą i gotować 5-6 minut. Odcedzić i podawać do barszczu.

Barszcz z porzeczkami i soczewicą to moja propozycja do Korzennego tygodnia.

Polecam gorąco!

P.S. A tak przy okazji zapytam: na jaki kolor siusiacie po burakach? Jeżeli mocz jest różowy, może to świadczyć, że występuje zaburzenie funkcjonowania bariery jelitowej lub zwiększone wchłanianie żelaza np na skutek anemii lub hemochromatozy.
Betanina (czerwień buraczana) nie jest absorbowana z jelit na poziomie wyższym niż 0,3% (z buraków) do 3% (z opuncji). Jeżeli w większych ilościach trafia do krwiobiegu i stamtąd przez nerki do moczu, to prawdopodobnie jest to znak, że trzeba zadbać o stan układu pokarmowego: mniej stresu, mniej niezdrowego jedzenia, więcej probiotyków, a także skontrolować stan układu krwionośnego.
Ponieważ jest bardzo mało publikacji na temat wchłaniania betaniny i prowadzą do bardzo różnorodnych wniosków, nie podając pewnych dowodów na powody zmienności wchłaniania betaniny między różnymi osobami, proponuję przeczytać artykuły przywołane w dyskusji poniżej tego postu i samodzielnie zdecydować, które dane są wystarczająco przekonujące, że różowy mocz może świadczyć o problemach zdrowotnych. Dla mnie są to przesłanki wystarczające do stwierdzenia, że buraczany mocz powinien zwracać naszą uwagę na stan organizmu.

niedziela, 07 grudnia 2014

Można parzyć liście herbaciane w towarzystwie przypraw: cynamonu, imbiru, kardamonu... Ale można też zaparzyć aromatyczną herbatkę bez herbaty :) Nikogo już nie dziwią napary z imbiru czy rozmarynu, więc czemu by nie sięgnąć dalej wgłąb półki z przyprawami? Mój mąż już przestał się dziwić, że torebki z przyprawami stoją na półce z herbatami ;)

herbatka z przypraw, napar z przypraw, przyprawy do herbaty, spice tea

Rozgrzewająca herbatka z przypraw

szczypta cynamonu
szczypta nasion czarnuszki
3-5 goździków
plasterek imbiru
2-4 owocki kardamonu
2-3 ziela angielskie

Przyprawy można parzyć w całości lub rozgnieść w moździerzu, zalać gorącą wodą i parzyć pod przykryciem kilka minut. Po wypiciu można zaparzyć powtórnie. 

Herbatka z przypraw to mój wkład w Korzenny tydzień.

czwartek, 04 grudnia 2014

Dawno nie było żadnego dietetycznego wpisu. Zatem zapraszam na kilka słów o cynku.

Do czego potrzebujemy cynku? Do mnóstwa rzeczy. Cynk jest składnikiem ok 300 białek pełniących kluczowe funkcje w komórkach i poza nimi. Brak cynku uniemożliwia pracę licznych enzymów całkowicie dezintegrując metabolizm organizmu. 

Wśród objawów niedoboru cynku zazwyczaj wymienia się: anemię, spowolnienie wzrostu dzieci (szczególnie wrażliwe są w czasie rozwoju płodowego), utrudnione gojenie się ran (udział w podziałach komórkowych), zapalenia skóry, zmiany trądzikowe u młodzieży (szczególnie u chłopców w okresie szybkiego wzrostu), utratę owłosienia, złą tolerancję glukozy (uczestniczy w produkcji hormonów trzustkowych), kurzą ślepotę (reguluje dostępność retinalu), zmniejszenie odporności (produkcja przeciwciał), zaburzenia smaku i węchu (struktura chemoreceptorów - szef kuchni nie może sobie pozwolić na niedobory cynku), upośledzony metabolizm alkoholu (składnik dehydrogenazy alkoholowej), utrudnione trawienie białek (składnik anhydrazy węglanowej, koniecznej do produkcji kwasu solnego) i problemy z utrzymaniem właściwej liczby plemników.

O czym zazwyczaj się nie mówi:

Cynk jest konieczny do utrzymania właściwej struktury czynników transkrypcyjnych - białek, które regulują proces odczytywania genów, czyli białek kluczowych dla prawidłowego funkcjonowania komórki. Cynk jest składnikiem białek naprawiających DNA, a także enzymów przeciwutleniających, szczególnie ważna tutaj jest dysmutaza ponadtlenkowa, która chroni komórki przed najbardziej reaktywnym wolnym rodnikiem.

Okazuje się, że niedobory cynku (podobnie jak niedobory kwasu foliowego klik i witaminy E) prowadzą do nagromadzenia się ogromnej ilości uszkodzeń DNA. Cynk jest zatem niezmiernie ważnym czynnikiem utrzymania stabilności genetycznej komórek i zapobieganiu chorobom nowotworowym.

Dzienne zapotrzebowanie na cynk wynosi około 10 mg. Dawka bezpieczna teoretycznie nie powinna przekraczać 40 mg. Nadmiar cynku prowadzi do upośledzenia wchłaniania miedzi (która jest konieczna m.in. dla transportu żelaza i syntezy kolagenu). Jak zwykle najlepszym źródłem minerałów i witamin jest pożywienie, a nie suplementy, bo natura nas skonstruowała do tego, żebyśmy jedli jedzenie, a nie sztuczne, niebiokompatybilne tabletki.

ostrygi, afrodyzjak, źródła cynku

Zawartość cynku w 100 g wybranych produktów:

ostrygi dzikie 60-90 mg
ostrygi hodowlane 15-40 mg
zarodki pszenne 12,5 mg
tahini (z niełuskanego sezamu) 10,4 mg
wątroba cielęca 9 mg
sezam łuszczony 7,7 mg
pestki dyni 7,5 mg
suszone zioła 6-10 mg
kakao (proszek) 6,5 mg
orzeszki piniowe 6,4 mg
nerkowce 5,7 mg
słonecznik 5 mg
siemię lniane 4,3 mg
żółtko 3,5 mg
mak 3,4 mg
mięsa różne 3-4 mg
kasza gryczana i jaglana surowe 3,5 mg, ugotowane 1,2 mg 

Jak w przypadku większości mikroelementów, cynk jest lepiej przyswajany z produktów zwierzęcych niż z roślinnych. Jego wchłanianie jest hamowane przez nabiał, kwasy fitynowe, ale i nadmiar żelaza, miedzi oraz przez nikiel. Wchłanianie przyśpieszają kwasy owocowe (podobnie jak w przypadku żelaza klik).
Podane wartości są średnimi z różnych baz danych, oczywiście żywność nigdy nie jest taka sama, więc nie warto się szczypać o miejsca po przecinku, tylko patrzeć na ogólną tendencję.

To właśnie przez cynk i jego rolę w produkcji plemników, ostrygi uchodzą za afrodyzjak, choć trudno mi sobie wyobrazić namiętną noc z kilkoma oślizgłymi, niepogryzionymi mięczakami zalegającymi na żołądku przez klika godzin ;)

roślinne źródła cynku

Przyjrzyjcie się natomiast nasionom, pestkom i orzechom, one też pojawiły się we wpisach dotyczących kwasu foliowegomagnezunienabiałowego wapniażelaza i białka. Coś w tym jest! Coś w nich jest! Szczególnie, że jak się im dobrze przyjrzeć, to nieprażone nasiona zawierają również duże ilości witaminy E. Mamy oto przed sobą superfood, który tak często jest lekceważony przez głupie przesądy kaloryczne klik. Warto codziennie podjeść 1-2 garście nasion.

Smacznego!
Gosia Kalemba-Drożdż 

P.S. A jeżeli szukacie świątecznych przepisów na ciasta bez mleka i jajek to zapraszam tutaj (klik) :)

wtorek, 02 grudnia 2014

Prosty pomysł na świetną przyprawę poznałam podczas czerwcowego zlotu zielarskiego społeczności 1000 roślin, gdzie panowała wspaniała atmosfera między wspaniałymi ludźmi rozkochanymi w roślinach. A nasiona pokrzywy zmieszane z solą urozmaicały składkowy posiłek na zlocie. Więc kiedy dostałam od Pauliny słoiczek suszonych kwiatów szczypiorku, od razu wiedziałam, do czego je zużyć i stworzyłam sól pokrzywowo-szczypiorkową.

sól z nasionami pokrzywy i kwiatami szczypiorku, nettle seeds, chives flowers, sól pokrzywowo-szczypiorkowa

Sól z nasionami pokrzywy i kwiatami szczypiorku

sól himalajska, kamienna lub morska - jodowana
dojrzałe nasiona pokrzywy
suszone kwiaty szczypiorku 

Zmieszać sól z nasionami pokrzywy i kwiatami szczypiorku. Zmielić lub przesypać do pojemnika zaopatrzonego w młynek. Jeżeli będziemy przyprawę przechowywać niezmieloną, wtedy dłużej zachowa świeżość i aromat. Soli pokrzywowej można używać do wszelkich dań wytrawnych: zup, dań głównych, sałatek, śniadań, przekąsek itd.

Wciąż można zbierać nasiona pokrzywy, póki jeszcze nie wszystkie opadły. Na małą skalę wystarczy złapać zwisające u łodyg pokrzywy nitkowate owocostany i przeciągnąć palcami, by zebrać nasionka. Potem wystarczy je wysuszyć i przetrzeć palcami. Jeżeli chcecie zbierać nasiona pokrzywy na dużą skalę i macie na to miejsce, to wtedy można ściąć całe wyrośnięte łodygi pokrzyw, układać je na gazecie lub prześcieradle i wysuszyć. Potem wystarczy otrzepać chabezie i zebrać nasiona z prześcieradła.

Tak jak pisałam przy okazji ciasteczek pokrzywowych (które znajdziecie również w "Pysznych chwastach"), nasiona pokrzywy mają bardzo fajny smak. Ziołowo-korzenny, naprawdę warty poznania i polubienia. Poza tym od tysiącleci nasiona pokrzywy są znane z dobroczynnego działania na męską sprawność ;) A taka pyszna i ciekawa sól z pokrzywą i szczypiorkiem jest fajnym i zupełnie niepowtarzalnym prezentem np.: mikołajkowym. 

Smacznego!

środa, 26 listopada 2014

Oj, tak, to wypiek niezwykły. Tak niezwykły jak składniki, których użyłam. Od dawna o nim marzyłam, dokładnie zaplanowałam wygląd i smak, ale efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania... 
Zapraszam na niesamowite ciasto z mąki z żołędzi z nadzieniem z kasztanów jadalnych.

Ciasto z kasztanów i żołędzi, tarta kasztanowo-żołedziowa, chestnut and acorn cake

Tarta z kasztanów i żołędzi

Jak przygotować mąkę z żołędzi znajdziecie tutaj (klik), ale ostatecznie można ją kupić w sklepach eko.

Przygotowanie tarty najlepiej rozpocząć od przygotowania nadzienia. Kiedy będzie się studziło można zająć się ciastem na spód. Potem odstawić ciasto do chłodzenia i dokończyć nadzienie.

Nadzienie kasztanowe

300 g kasztanów jadalnych
200 g daktyli
1 laska wanilii
1 łyżka karobu (w proszku)
1 łyżeczka skórki startej z pomarańczy
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
sok z ok. 1/3 kwaśnej pomarańczy 

Kasztany umyć, naciąć na krzyż i gotować, aż popękają. Odcedzić, ostudzić, rozłupać i oczyścić.
Laskę wanilii przeciąć wzdłuż, wyskrobać nasionka i wrzucić do garnka razem z daktylami i kasztanami. Podlać wodą, żeby ledwie je przykryła i gotować na malusieńkim ogniu, aż kasztany rozmiękną, a woda odparuje. Trzeba uważać, żeby nie przypalić.

Kasztanowo-daktylową papkę ostudzić i zmiksować w blenderze dolewając sok z pomarańczy w takiej ilości, żeby uzyskać gładki krem. W między czasie dodać cynamon, karob, sól i skórkę z pomarańczy.

placek kasztanowy, ciasto z kasztanami jadalnymi, ciasto kasztanowe, chestnut and acorn pie

Kruche ciasto żołędziowe

1 filiżanka mąki żołędziowej (150 ml)
1 filiżanka mąki gryczanej (niepalonej)
1 filiżanka mąki pszennej (lub owsianej) 
100 g stałego tłuszczu (masła albo mieszanki oleju kokosowego i masła shea lub kakaowego)
3 żółtka przepiórcze lub 1 żółtko kurze
1-2 łyżki wody (lub whisky:))
1 łyżka oliwy
1 kopiata łyżka brązowego cukru z wanilią (klik)
szczypta soli
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej

Zmieszać wszystkie mąki. Zagnieść z tłuszczem i resztą składników na gładkie ciasto. Jeżeli się nie skleja - trzeba dolać troszkę wody lub oliwy, jeżeli jest zbyt kleiste - dosypać odrobinę mąki. Żółtko w sumie można ominąć.

Tak porządnie wyługowałam żołędzie, że mąka żołędziowa okazała się bardzo łagodna w smaku. Dlatego postanowiłam dodać trochę kawy, żeby osiągnąć odpowiednio gorzki smak. Może mąka gryczana palona też pomogłaby uzyskać ten efekt. Więc zanim dodacie kawę, spróbujcie, jak smakuje Wasze ciasto, żeby nie przesadzić z goryczą.

Gotowe ciasto włożyć na chwilę do lodówki. Rozwałkować i przełożyć do formy na tartę (22 cm) uprzednio wysmarowanej oliwą. Wykleić dokładnie brzegi, a nadmiar odciąć. Te nadmiarowe ścinki rozwałkować i pociąć na paski. Spód ponakłuwać widelcem. Ciasto piec ok. 12-15 minut w 200°C (góra/dół).

Wyciągnąć, od razu wypełnić nadzieniem kasztanowym, na wierzchu ułożyć krateczkę z pasków ciasta i wstawić z powrotem do piekarnika. Piec 8-10 minut, aż kratka się upiecze. Kroić po wystudzeniu.

ciasto z kasztanów i żołędzi, ciasto kasztanowe żołędziowe, ciasto z dębu i kasztanu, acorn and chestnut pie, chestnut acorn cake

Ciasto wyszło boskie! Absolutnie przepyszne, słodkie, aromatyczne, zniewalające smakiem. Petarda to pikuś, to była eksplozja całego magazynu fajerwerków! Córci nie mogłam wprost odgonić. Synutek, jak to dzieci czasem mają, stwierdził, że jest "paskfudne", ale upieczone w formie ciasteczek resztki ciasta i masę z miski wyjadał ze smakiem ;) A W się na mnie obraził, że robię takie rzeczy, kiedy on jest na redukcji.

ciasto z żołędzi z kasztanowym kremem, tarta z kasztanów i żołędzi

Dla mnie to ciasto z żołędzi i kasztanów jest zwieńczeniem niezwykle udanego kulinarnego sezonu.

Smacznego!

P.S. Przy okazji sprawdźcie wyniki konkursu tortowo-chwastowego :)

sobota, 22 listopada 2014

Z wielką dumą i radością mogę oznajmić, że wreszcie ukazał się podręcznik do "Żywienia" autorstwa mojego i prof. Kapiszewskiej.

ocena stanu odżywienia organizmu, Maria Kapiszewska, Małgorzata Kalemba-Drożdż

"Ocena stanu odżywienia organizmu" na razie jest dostępna wyłącznie w księgarni Krakowskiej Akademii z taką okładką jak po lewej stronie (z tymi kwadracikami). W sieci ogólnopolskich księgarni ukaże się kiedyś w przyszłości z okładką po prawej stronie (z DNA i brokułem). Nie pytajcie, dlaczego własnie tak, ponieważ są rzeczy, których nawet ja nie ogarniam :) 

Cieszę się ogromnie, że wreszcie podręcznik się ukazał i moi studenci będą mogli zabrać trochę pracy do domu, a także poprzypominać sobie zagadnienia, które omawialiśmy na zajęciach. 

Nie macie nawet pojęcia, jak strasznie się z tego cieszę!!! :)

Ponieważ bardzo Was interesuje zawartość, to na stronie księgarni można obejrzeć spis treści. W tym podręczniku są rozdziały trudne, które wymagają wiedzy biochemicznej, są rozdziały specjalistyczne, które mogą zainteresować niektóre osoby, a są też rozdziały dobre dla każdego niezależnie od posiadanej wiedzy. Szczególnie serdecznie polecam rozdział 6 poświęcony analizie diety, która nie zagłębia się w poziomy spożycia poszczególnych składników odżywczych. Ten rozdział jest bardzo pożyteczny i przeznaczony praktycznie dla każdego. Podobnie mogą się przydać 1, 2 i 3, zaś rozdział 8 pewnie wyda Wam się dość znajomy :) Do kilku rozdziałów konieczne jest laboratorium, ale są ciekawe wstępy teoretyczne, więc przynajmniej można sobie poczytać.

Pozdrawiam
Małgorzata Kalemba-Drożdż 

środa, 19 listopada 2014

Obiecałam konkurs na FP Trochę Innej Cukierni, gdy liczba "Lubisiów" przeskoczy 7777. Nie wierzę w liczby, (no może poza Pi, e i stałą struktury subtelnej ;)), nie śledzę maniakalnie licznika, po prostu ogromnie się cieszę, że tylu Was jest - Was, którzy lubicie do mnie zaglądać.
A jeśli obiecałam, to i słowa muszę dotrzymać :) Zatem zapraszam do konkursu!

pyszne chwasty, małgorzata kalemba-drożdż

Niedługo będą moje urodziny (kiedyś, któreś ;)) Ja już prawie od 6 lat piekę dla Was. No może niezupełnie dla Was, ale z Wami się dzielę moimi wypiekami :) Tymczasem nikt od x lat nie upiekł dla mnie tortu urodzinowego. Uważam, że tort urodzinowy to jest coś, czego nie piecze się dla siebie, tylko jako prezent dla kogoś. Myślę, że Córcia już niedługo będzie gotowa, by sprawić mi taką niespodziankę, ale zanim to nastąpi, liczę na Was :)

Zatem Waszym zadaniem będzie opowiedzieć, jaki tort byście dla przygotowali na moje urodziny. Nie chcę przepisu! Tylko opis tortu, jego smaku, ewentualnie z uzasadnieniem. Wiecie, że lubię ciekawe składniki, że inspirują mnie bogate smaki, ale jednocześnie lubię prostotę. Nie narzucam żadnych ograniczeń dietetycznych: torty mogą być RAW, wege lub paleo, zdrowe albo ociekające śmietaną i lukrem, obojętne. Ale mają być dla mnie :)

Opowiadać można tu w komentarzu lub na FB pod postem konkursowym do końca poniedziałku 24.11. Możecie zamieścić tyle pomysłów, ile chcecie, ale każdy tort powinien być w osobnym komentarzu.

Nagrodą będzie moja książka "Pyszne chwasty" z osobistą dedykacją dla zwycięzcy, którego tort mnie urzeknie. "Pyszne chwasty", czyli pyszne 137 przepisów z zielskiem, między którymi znajdziecie również przepis na genialny tort pokrzywowy ;)

Ogłoszenie wyników nastąpi w przeciągu kliku dni, a zwycięzca będzie miał tydzień na podanie na maila pinkcake()gazeta.pl adresu do wysyłki na terenie RP. Jak dobrze pójdzie, to przesyłka dotrze akurat na Mikołaja :)

Bawcie się dobrze!

ROZWIĄZANIE KONKURSU

Bardzo dziękuję za Wasze zgłoszenia i za Wasze torty. Miałam wrażenie, że odebraliście zadanie jako dość trudne. Ale jest mi niezmiernie miło, że pomimo tego, przy kreowaniu smaków udało Wam się przemycić sporo pozytywnej energii. Bo tak naprawdę właśnie o to chodzi w pieczeniu tortu: o sympatię w niego włożoną. I za tą sympatię bardzo serdecznie Wam dziękuję :)

A moją książkę przekazuję Damianowi, który kupił mnie tymiankowym ganache i szaleństwem na wierzchu, choć szczerze mówiąc róż bym już do tego szaleństwa nie mieszała :)

Gość: Damian, 2014/11/24 19:14:29

Mój Tort dla Ciebie byłby z dużą ilością koloru zielonego :) 
Biszkopt, który jest podstawą każdego TORTU - byłby pieczony z przyprawami korzennymi, tak aby miał smaki świąt, które już niedługą przybędą. Jako nasączenie użyłbym naparku rumiankowego, ponieważ tak jak Ty uwielbiam wszystkie naturalne " chwasty" :) 
Kremów użyłbym dwóch: jeden blat przełożyłbym kremem różanym. Róża jest idealna do słodkich kremów tortowych. Drugi kolejny blat i "pokrycie" tortu użyłbym słonego ganachu czekoladowego z tymiankiem. Uważam że tymianek jest wspaniałym ziołem nie tylko do dań wytrawnych ale także do deserów ! Jest przepyszny i nadaje idealnego aromatu i smaku ! :) 
A teraz najlepsze - DEKORACJA :) Tutaj bym poszalał na całego, na wierzchu tortu zrobiłbym sałatkę :) Ogrom liści z pokrzywy, mięty, melisy, szpinaku, rukoli i karmelizowane owoce :) 

Poszalałem troszkę, ale o to chodzi w życiu, żeby być szalonym i spróbować w życiu wszystkiego :) I właśnie tego Ci życzę z okazji urodzin - wielu smacznych, szalonych i nowych doznań :)

Gratuluję i dziękuję :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97