|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
piątek, 18 maja 2012
Wiele ostatnio (a właściwie cały czas;)) mówimy o konieczności podawania źródła inspiracji. Czasem "czepiamy" się słusznie, czasem mniej słusznie. Kiedy inspiracja jest ewidentna, wg mnie nie ma co dyskutować. Użycie jakiegoś konkretnego pomysłu, zestawienia smaków czy łatwo identyfikowalnej formy dania, powinno skłonić nas do przyznania, u kogo podejrzałyśmy. (Co ciekawe w czasopismach i telewizji rzadko kiedy ktoś to robi i nikt nie ma o to pretensji. No bo jakże to tak przyznać się, że nie samemu się coś wymyśliło??? I to jeszcze publicznie!?) Z drugiej strony jednak nie można popadać w paranoję. Wszystkiego niemal kiedyś się od kogoś nauczyliśmy. Są klasyczne przepisy, których autorzy przepadli bezimiennie. No bo kto wymyślił pierogi, kotlety, karbonarę czy grochówkę? Skąd wiadomo, że pomidory z bazylią, czy jabłka z cynamonem świetnie do siebie pasują? Tak jakoś... W opracowaniach naukowych, trzeba podać źródło każdej informacji, chyba że pochodzi z kanonu wiedzy podręcznikowej. Tymczasem kuchnia to nie doktorat. Cały bagaż doświadczeń, wszystko co jedliśmy, widzieliśmy i wąchaliśmy to pożywka dla naszej wyobraźni i pasji kreowania. Kuchnia to jedna wielka inspiracja i nikt nie ma monopolu na gotowanie. Publikując przepis - uwalniamy go. Czasem też kilka osób po prostu wpada na te same pomysły niezależnie. Sama miałam tak wielokrotnie. Gdzie jest granica? Hmm, czasem przydałoby się tylko odrobinę przyzwoitości. Blog to jednak słowo pisane. Bywa, że aż zęby zgrzytają i szuflada z nożami sama się otwiera: tak jakoś pomyślałaś? Rzeczywiście?? Tak sobie pomyślałaś??? W sumie nie wiem, czemu o tym piszę? Tak jakoś. Od początku sezonu wiedziałam, że muszę coś zrobić z rabarbarem. Z podstawowego powodu: nie za bardzo go lubię. A jak już wspominałam, obiecałam sobie, że nowe dziecko, to nowy rozdział, nowe wyzwania i nowe smaki też. Więc obowiązkowo sięgam po produkty, których do tej pory unikałam. Myślałam o jakimś deserze lub kruszonce (Crumble jakoś też unikam... czyli też się doczeka;)) Zastanawiałam się nad ryżem na mleku z rabarbarowym musem lub przekładańcu migdałowo-kokosowym... Dzisiejszy deser wymyśliłam sama, jednak wizyty na zaprzyjaźnionych blogach wyryły się w mojej głowie tak mocno, że po prostu muszę o nich wspomnieć, chociaż inspiracja jest żadna, bo w końcu co to za problem pomieszać coś białego z czymś różowym? Jednak desery Doroty, Natalii i Viri są tak piękne, że po prostu warto sobie na nie chociaż popatrzeć:) Dziękuję dziewczyny za Wasze piękne inspirujące blogi! Chociaż szkoda, że ociekają nabiałem;) Mój deser jest prosty jak budowa cepa, jednak ma lekkie tchnienie mojego fisia. Rabarbar aż się prosi o muśnięcie różą! Skąd to wiem? Tak jakoś... Rabarbaróżany fool-mess-pudding kilka łodyżek rabarbaru Grysik ugotować na mleku kozim natłuszczając go oliwą. Kaszkę ryżową przygotować na mleku ryżowym. Zmiksować je razem z cukrami i wodą różaną. Rabarbar pokroić, posypać cukrem, dolać kilka łyżek wody i dusić przez około 10 minut mieszając, żeby się nie przypalił. Ja podzieliłam rabarbar na pół i drugą część wrzuciłam 5 minut później, dzięki czemu uzyskałam rozgotowany mus z jędrnymi kawałkami warzyw. Nakładać do pucharków warstwami lub bałaganiarsko. Podawać na ciepło lub zimno. A tu specjalnie dla Natalii: Kwiatożercą po prostu się jest.
środa, 16 maja 2012
Zapraszam na malutki chrupiący konkursik. Ostatnio miałam możliwość testowania produktów Granex, a teraz tą możliwość macie Wy.
Do rozdania mam trzy zestawy, w których skład wchodzą: poduszeczki owsiane, przekąska błonnikowa, pieczywo chrupkie. Upominki może skromne, ale bardzo smaczne:) Żeby otrzymać jeden z nich: 1. Miło mi będzie, jeżeli zagłosujecie na mój omlet.
Spośród osób, które udzielą odpowiedzi, wybiorę jedną, która mi się najbardziej spodoba, a z pozostałych (oczywiście tych na temat) wylosuję dwie. Organizatorem konkursu jestem ja, Granex jest sponsorem nagród. Powodzenia:) P.S. A na zdjęciach chrupkie pieczywo z zielonogroszkową pastą (poprzedni wpis) i pierwiosnkami, które są zdecydowanie jednymi z moich ulubionych jadalnych kwiatów:) P.S. 2. Do kupienia są jeszcze kalendarze charytatywne z moim przepisem. Jeszcze się załapiecie na mój maj:)
wtorek, 15 maja 2012
Jeżeli na moim blogu pojawiają się kanapki, to wiadomo, że będą to kwitnące kanapki;)
Pasty z roślin strączkowych są pyszne, zdrowe i wysokobiałkowe. Stanowią doskonały zamiennik twarożku na kanapkach. Uwielbiam hummus, chociaż zawsze natarczywie kojarzy mi się z humusem;) No ale cóż, jedno odżywia mnie, drugie - moje kwiatki. Tymczasem u mnie kanapki z hummusem i pastą z zielonego groszku zakwitły kwiatami czosnku niedźwiedziego i czosnku szczypiorku.
Hummus szklanka rozgotowanej na miękko ciecierzycy (lub z puszki) Ciecierzycę przed gotowaniem trzeba długo moczyć, gotować też długo. Ułatwia sprawę użycie grochu gołębiego z puszki, ale smak będzie całkiem inny. Odcedzoną ciecierzycę zmiksować z pozostałymi składnikami. Jeżeli macie małą makutrę, to polecam jej użycie - żaden blender nie podskoczy:) Rozsmarować na kanapkach i posypać obficie kwiatami czosnku. Pastę z zielonego groszku można zrobić dokładnie tak samo, tylko zamiast groszku włoskiego używamy groszku zielonego, absolutnie nie z puszki. Fajnie jest dodać szczyptę majeranku albo świeżej mięty. Alergicy mogą zastąpić sezam złocistym siemieniem lnianym, albo w ogóle go nie dodawać.
A tu kanapka w wersji full-wypas z mango i świeżym szpinakiem na podkładzie hummusowym posypana kwiatami czosnku niedźwiedziego i kiełkami gorczycy.
Jutro zapraszam na ciąg dalszy :)
niedziela, 13 maja 2012
Sezon grillowo-meczowy sprzyja spożyciu napojów chmielowych. W związku z tym warto wysilić się na mały dowcip kosztem piwoszy.
Zapraszacie gości np na wspólne oglądanie meczu i podajecie im piwo z piękną pianką...
Jednak kiedy usiłują je wypić, możecie obserwować całą galerię niesamowitych reakcji. Doświadczenie wprost bezcenne! Tylko pamiętajcie, żeby mieć w odwodzie prawdziwe piwo w celu ukojenia najgorętszych żali;) Ostatnio kilka osób odświeżyło mój pomysł na oszukańcze piwo. Dowcip jest rzeczywiście przedni:) Bardzo się cieszę i jest mi niezmiernie miło, że korzystacie z mojego pomysłu. Ale mam przy tym jedną prośbę, która narasta we mnie od jakiegoś czasu, a boję się nachalnie ją wypowiedzieć (choć kilka razy z bijącym sercem i gulą w gardle to zrobiłam). Nie wstydźcie się przyznać, że coś nie jest Waszym pomysłem. Naprawdę ludzie będą zachwyceni Waszym wykonaniem. Nie każdy zawsze musi mieć genialne pomysły. Nikt nie ma. Korzystamy wzajemnie ze swoich inspiracji i nie ma w tym niczego wstydliwego. Napisanie, że "Pomysł znaleziony u ... (link)" naprawdę nie boli. I wcale nie trzeba źródła skitrać malusieńkimi literkami hen hen za serią zdjęć, bo i tak osobom zaglądającym do Waszego wpisu będzie się podobało. Moim zdaniem lepiej być uczciwym człowiekiem niż fałszywym geniuszem, a ten link to jest podziękowanie za inspirację. Chyba ładnie jest mówić: dziękuję? Ale wracając do tematu piwa, skorzystałam z własnych rad i żeby bardziej uwiarygodnić kolor zawartości kufli, wodę zastąpiłam naparem herbacianym. Galaretka pomarańczowa jest dobra, jednak herbaciana jest po prostu czadowa! Czyż ono nie jest wiarygodne? ;)
Do jasnego piwa użyłam galaretki cytrynowej, ciemne piwo uzyskałam przez dodatek brązowego cukru muscovado. Fałszywe piwo z galaretki herbacianej Jasne: Ciemne: Herbatę zaparzyć w 400 ml gorącej wody, po kilku minutach wyjąć torebki i rozpuścić w naparze galaretkę. Ciemne piwo przyciemnić melasą lub cukrem, które jednocześnie osłodzą bardzo mocny napar. Ups! Jedno się wywróciło!
Ojej, a nawet stanęło do góry dnem!
Piwo z galaretki herbacianej to moja druga (obok herbaty w torebkach) propozycja do konkursu Irving "Z herbatą w roli głównej". Do zrobienia deseru użyłam herbaty Irving cytrynowej.
piątek, 11 maja 2012
Do Córci miała przyjść koleżanka i obiecałam im szarlotkę, ale w lodówce nie było ani kawałka tłuszczu. Takie drobnostki jak brak któregoś ze składników jeszcze nigdy mnie nie zniechęciły do pieczenia, a obietnic złożonych dzieciom zawsze trzeba dotrzymywać.
Szarlotka sypana na oleju 1 kubek (300 ml) mąki Suche składniki zmieszać i połowę wysypać do formy 20x20 cm. Rozłożyć na to warstwę startych na cieniutkie plasterki jabłek, posypać cynamonem i równo przykryć drugą połową sypkiej mieszanki. Na wierzchu rozlać olej i piec w 180°C przez około 40 minut.
Użyłam dużego kubka, żeby warstwy były grubsze, ale chyba deczko przesadziłam;) Szarlotka wyszła jak ta lala, a co by miała nie wyjść? Tylko koleżanka się dziwiła, co ja wyprawiam i po co fotografuję ciasto;)
środa, 09 maja 2012
Czy wiecie, jak pachną magnolie? No to dokładnie tak samo smakują. Jeszcze nie wiem, czy mi odpowiada ten aromat, ale na pewno są super chrupiące. Nie można ich używać w dużych ilościach, bardziej jako przyprawę, ponieważ mają bardzo intensywny smak. Podobno są silnym afrodyzjakiem;) Przepis znalazłam na genialnym blogu Eat Weeds.
Płatki magnolii w zalewie octowej świeże płatki magnolii Umyj i osusz świeżo zebrane płatki magnolii. Włóż do słoika i posyp solą. Zagrzej ocet z cukrem do rozpuszczenia i lekko przestudź. Ciepłym ale nie gorącym roztworem zalej magnolie. Poczekam kilka dni i się zastanowię, do czego by ich użyć?...
Magnolie są bardzo starymi ewolucyjnie kwiatami, są przystosowane do zapylania przez chrząszcze, a płatki ułożone są spiralnie. Ciekawe czy dinozaury, też je jadły? :)
wtorek, 08 maja 2012
Podobnie jak bardzo wiele blogerek, zostałam poproszona o przetestowanie produktów firmy Granex, która zdecydowała się na właśnie taki typ promocji. Przy czym należy podkreślić i bardzo za to dziękuję, że firma uwzględniła nasze preferencje wynikające z alergii i przysłała produkty pozbawione nabiału. W paczce przyszło pieczywo chrupkie, wafle ryżowe i pszenne i przekąski błonnikowe czyli tekturki, styropiany oraz dżedżownice.
Przedstawiam tutaj moją i mojej rodziny opinię, natomiast po szczegóły, skład i wartości odżywcze zapraszam na stronę producenta. Do testowania zabraliśmy się od razu po otwarciu paczki. Na pierwszy rzut poszły przekąski błonnikowe ochrzczone przez Córcię dżedżownicami. Zdrowy błonnik oraz przekąska z błonnikiem smakują jak chrupkie pieczywo czyli mają raczej skromny aromat, ale mają fajną formę pałeczek. Rzeczywiście nadają się jako przekąska do niezobowiązującego pochrupania, mająca tą przewagę nad pieczywem, że się z nich nie kruszy;) Pomimo niespecjalnego bukietu smakowego, bardzo fajnie się je wcina i o dziwo ciągle ma się ochotę na więcej. Wersja Junior jest za to naprawdę bardzo smaczna, do tego stopnia, że aż zapał Córci i Synutka skłonił mnie do podjęcia rozmyślań nad reglamentowaniem jej dzieciom, by uniknąć ewentualnych grzmigaci. Na szczęście się obyło, a objedli się obficie;)
Kolejne były poduszeczki owsiane bez nadzienia, na które Córcia od razu założyła szlaban, mówiąc, że mam jej ich nie zjadać, bo są więcej niż dobre. Czy potrzebujecie lepszej rekomendacji? Są naprawdę smaczne i bardzo leciutko słodkie. A chlebki i wafle? Nie mam żadnych zastrzeżeń. Są bardzo smaczne i niezmiernie nam się przydały podczas majówki. Pomimo iż zajmują dużo miejsca, to lekko je nosić. Poza tym nadają się na kanapki, moje ulubione o tej porze roku: kwiatowe! z kozim serkiem ;)
Mam kilka drobnych uwag np.: dlaczego inulina jest utożsamiana z błonnikiem? Jaki jest sens jednoczesnej suplementacji wapniem i magnezem? Opakowania są estetyczne, a na serii wafli są opatrzone rysunkami kwiatów, a kto jak kto, ale ja kwiatki w każdej postaci uwielbiam, tylko widząc na opakowaniu krwistoczerwone maki, oczekiwałam wafli z dodatkiem maku (warto rozważyć, mak ma dużo żelaza;)). Moim zdaniem w kartonach z przekąskami dla aktywnych powinno być takie samo zapięcie jak w kartonikach z pieczywem, a nazwa "Zawiera błonnik" nie odpowiada mi językowo, szczególnie w zestawieniu z waflami. Ale są to rzeczywiście drobiazgi, które wynikają ze zboczenia zawodowego i wrodzonego czepialstwa lecz absolutnie nie wpływają na pozytywną opinię o tych produktach. Produkty Granex wytworzone z pełnych ziaren zbóż są przygotowywane bez użycia: spulchniaczy, ulepszaczy, barwników czy konserwantów, a poza tym są smaczne, więc mogę je spokojnie polecić. Smacznego!
niedziela, 06 maja 2012
Czy coś na tym zdjęciu Wam się nie zgadza?
Torebki z herbatą to tak naprawdę kruche ciasteczka:) Widziałam takie kiedyś, ale oblane czekoladą. Nie mogłam się oprzeć temu pomysłowi i wymyśliłam przepis z użyciem herbaty.
Ciasteczka "herbata w torebkach" pół kostki masła lub margaryny Herbatę wysypać z torebki i rozetrzeć w moździerzu na pył. Zmieszać z 1 łyżką wrzątku. Oba cista szybko zagnieść podsypując mąką, schłodzić pół godziny w zamrażalniku. Rozwałkować w grube pasy. Ułożyć jasny i ciemny pas ciasno obok siebie i rozwałkować wzdłuż do pożądanej grubości. Nożem wycinać kształt herbacianych torebek. Przełożyć na blachę wyłożoną papierem i w każde ciasteczko wcisnąć szczurka od herbaty. Piec 8-10 minut w 180 stopniach pilnując, żeby ciastka się nie zrumieniły.
Resztę ciasta zmieszałam i upiekłam jako delfino-orki.
Ciasteczka herbaciane zgłaszam do konkursu:
sobota, 05 maja 2012
Zapraszam na napój, pierwotnie przygotowany przeze mnie podczas warsztatów Gastronomii na Obcasach, tym razem w wersji white. Tutaj (klik) można obejrzeć wersję lila-róż. Biała Fiołeniada 1 litr wody mineralnej gazowanej (lub pół litra wody i pół litra białego wina musującego) Zagotuj pół szklanki wody i zalej nią lawendę, odstaw pod przykryciem do wystudzenia. Przecedź syrop lawendowy, dodaj cukier, sok wyciśnięty z cytryny i zamieszaj. Dodaj syrop fiołkowy i całość zalej wodą mineralną. Połowę wody mineralnej (lub więcej:)) można zastąpić białym winem...
piątek, 04 maja 2012
Mamutek jako naczelny kucharz i koneser jedzenia uwielbia eksperymenty kulinarne i gmeranie w garnkach. Pierwszy raz taki koktajl przygotowałam dla siebie, żeby zużyć resztki szpinaku niewykorzystanego poprzedniego dnia przy obiedzie. Jak zwykle, kiedy robię coś dla siebie, dałam też dziecku do spróbowania. Zazwyczaj pochłepcze trochę i posmakuje nowości. A tym razem skończyło się tak, że ledwie mogłam polizać kubeczek, bo Synutek wypił mi wszystko;) Od tamtej pory zielony koktajl jest częstym gościem w naszej kuchni.
Zielony koktajl szpinakowy kubek młodego szpinaku Wrzucić do blendera i zmiksować. Pić od razu.
czwartek, 03 maja 2012
Słodkie kuleczki na bazie Rafałków. Jakoś nie mam ochoty na pieczenie, ale ochotę na coś słodkiego zawsze;)
Rafaello bez nabiału 1 szklanka wiórków kokosowych + na obtaczanie Margarynę roztopić w kąpieli wodnej. Zmieszać wiórki, cukier, wafelki i mleko po czym wlać margarynę i zagnieść na gładką masę. Nabierać porcje wielkości łyżeczki, do środka wkładać migdał, utoczyć kulkę i obtoczyć w wiórkach. Odłożyć do lodówki do stężenia.
Użyłam ryżowego mleka w proszku, które kupiłam w sklepie ze zdrową żywnością, ale które w sumie nie jest ani produktem naturalnym, ani zdrowym ze względu na obecność utwardzanego tłuszczu. Ale jak już je kupiłam to po trochu je zjem, szczególnie, że ma bardzo mleczny smak. W zasadzie smakuje zupełnie jak śmietanka do kawy;) Dodaję do akcji (niestety blox zrobił mi sieczkę z takiej ilości banerów, więc same linki): Ciast(k)o ala batonik, Majówkowe szaleństwo, Finger Food, Kinder Party, Kokosowe szaleństwo!, Czas na piknik 2012.
sobota, 28 kwietnia 2012
Szykujecie się pewnie na długi weekend, a właściwie na długi week majowy. Rozglądajcie się bacznie, bo wszędzie można znaleźć pyszne kwiatuszki;)
Stokrotkowy omlet 2-3 jajka (lub 8 przepiórczych;)) Na patelni rozgrzać masło (lub oliwę) i poddusić na nim stokrotkowe listki i posiekaną cebulkę. Jajka roztrzepać w miseczce z solą i pieprzem. Wylać masę jajeczną na patelnię, dorzucić pokrojone pomidory i stokrotki. Smażyć na małym ogniu, aż jajka się zetną.
Takie śliczne, że szkoda ich nie zjeść;) A przy okazji bardzo proszę: oddajcie swój głos :) Udanej majówki!
czwartek, 26 kwietnia 2012
Babka w cieście to danie jest absolutnie rewelacyjne! Szczerze mówiąc nie byłam przekonana do smaku babki, jednak smażone w całości liście babki lancetowatej są po prostu przepyszne. Można jeść również babkę lekarską (to ta z jajowatymi liśćmi), jednak nie jest tak smaczna. Unerwienie jej liści jest twardsze i bardziej łykowate, a smak bardziej gorzki.
Liście babki lancetowatej w cieście młode liście babki lancetowatej Zmiksować składniki ciasta. Liście babki umyć i osuszyć. Całkowicie umaczać je w cieście i smażyć na średnim ogniu. Podawać jako przystawkę lub dodatek do głównego dania. Można je też przygotować na słodko, dodając do ciasta cukier waniliowy. Możecie też po prostu użyć swojego ulubionego ciasta naleśnikowego.
Jak dla mnie to było jedno z najlepszych chwastowych dań, które jadłam. Dodaję do:
wtorek, 24 kwietnia 2012
Ledwie świat się zazieleni, ja już bym chciała przemalować go na fioletowo. A tymczasem namnożyło się tego białego tałatajstwa...
Postanowiłam przetrzebić populację białych fiołków, żeby nie zabierały miejsca dla fioletowych. Ale fioletowym po prostu nie potrafię się oprzeć... Syrop fiołkowy przygotowuję na raty, w tempie zbierania fiołków. Osobno wsypuję białe osobno fioletowe. Zalewam wrzątkiem, tylko tyle, żeby zakrył kwiaty. Odstawiam pod przykryciem z łapy.
Po ostygnięciu cedzę, dodaję cukier i zagotowuję. Dodaję kwasek cytrynowy - tylko odrobinę, żeby kolor zmienił się z zielonego i niebieskiego na ten właściwy fiołkom. W kieliszku obok kolejna porcja syropu, jeszcze nie zakwaszona.
Jakże Kwiatożercy mogliby się obyć bez fiołków?
niedziela, 22 kwietnia 2012
Tort na jakże dla nas ważną okazję. Bardzo prosty, wręcz minimalistyczny. Zdecydowanie moja rodzina woli właśnie takie torty. Bez mas, przekładania, co jest dla mnie lepsze, bo szybsze i prostsze, a jednocześnie przy ich przygotowaniu nie odmawiam sobie odrobiny poczucia humoru dając ujście swoim fiu-bździu potrzebom twórczym.
Tort na pierwsze urodzinki Synusia był kwadratowy (bo tortownicę zajął sernik), w związku z tym zabezpieczyłam jego kanty specjalnymi nakładkami. Dowcip polega na tym, że Synutek potrafi wszelkie zabezpieczenia rozbroić w ciągu kilku sekund. Takie łapkowe ze szwedzkiego sklepu przetrwały najdłużej, bo aż 3 godziny:/ Do tych z tortu tez zaczął się dobierać ledwie je założyłam:D
Torcik karobowy z wiśniami 2 kubki mąki (kubek 300 ml) Suche składniki zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do ich połączenia. Przelać do blaszki 20x20 cm wyłożonej na dnie papierem, na wierzchu poukładać wiśnie. Piec ok. 25 minut w 180°C do suchego patyczka.
Po wystudzeniu ciasto przerzucić do góry nogami. Lukrem napisać imię szanownego jubilata. Kanty tortu zabezpieczyć marcepanowymi nakładkami. Żeby uformować takie łapki, trzeba utoczyć kulkę, spłaszczyć ją, naciąć nożem, po czym te nacięte kawałki wydłużyć i rozpłaszczyć. Uważam, że z okazji urodzin można odstąpić od zasad i dać niemowlakowi pociamkać coś słodkiego, więc Mamin-Synutek zjadł sobie trochę własnego tortu. Bardzo mu smakował. Nam też:)
czwartek, 19 kwietnia 2012
Creme Yvette to nieprodukowany już od pół wieku likier. Jego smak bazował na połączeniu malin, poziomek, jeżyn, czarnej porzeczki i płatków fiołków. Opis na tyle pobudził moja wyobraźnię, że postanowiłam odtworzyć tamten aromat. Jednak produkcja alkoholi mnie nie pociąga, poza tym nie mam co z nimi zrobić. Wszystkie nalewki i wina wyprodukowane na potrzeby książki porozdawałam w prezencie. Żeby nacieszyć się magicznym smakiem bez procentów, przygotowałam więc koktajl owocowy.
Suszone fiołki to kiepski pomysł, lepsze są świeże lub napar z nich.
Koktajl Yvette mieszanka truskawek, porzeczek i malin
Wszystkie składniki zmiksować. I pić nieziemsko pyszny napój.
Ten pyszny napój dodaję do roślino- i kwiatożerców. Dziś na szybko:)
Twarożek z kurdybankiem i szczypiorkiem Zmieszać twarożek (u mnie kozi) z posiekanymi młodymi listkami kurdybanka i ewentualnie szczypiorkiem. Doprawić solą i pieprzem. I już, i rewelka. Smak kurdybanka nie przypomina mi żadnego innego zielska. Trzeba go po prostu spróbować. Teraz, kiedy jest młodziutki, jest najsmaczniejszy, ale lada moment zakwitnie i też będzie nadal go można jeść.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Te ciasteczka wymyśliłam z jednego powodu: NIENAWIDZĘ GUZIKÓW! Długo nie mogłam się zmobilizować do ich upieczenia, bo tak bardzo nie cierpię guzików! Już sama nazwa jest jakaś tak plugawa: gu-zi-ki. Czemu wreszcie się przełamałam? Bo Córcia musi umieć zapinać guziki zanim pójdzie do szkoły. No ale jak ma się tego nauczyć, skoro nie ma praktycznie żadnych ubrań z guzikami? Zaś jej matka zaczęła bez odrazy nosić zapinane koszule w wieku jakichś 25 lat (ale nadal ma 20 lat;)). Córcia ma jedną jedyną kurtkę zimową wyposażoną w owe sprzęta i na tym jej garderoba guzikowa się kończy. Nie umiem powiedzieć, skąd się wzięła moja odraza do tych elementów odzieży. Pewne jest, że nie znoszę ich od maleńkości, budziły we mnie wstręt odkąd pamiętam. Kopenhaska kobieta z guzików to był dla mnie szczyt perwersji i odrazy! No ale w końcu nauczyłam się je ignorować, kiedy już muszą być. Triumf umysłu nad umysłem:) Natomiast teraz muszę nauczyć Córcię zapinania, więc potrzebowałam ostrzejszej terapii. Zapewniam, że gryczane guziczki nie budzą we mnie żadnej odrazy, a wręcz przeciwnie;)
1 szklanka mąki gryczanej + na podsypkę Szybko zagnieść, schłodzić w zamrażalniku. Rozwałkować podsypując mąką i wycinać małą szklanką kółka. W każdym kółku zrobić zagłębienie kieliszkiem o mniejszym obwodzie niż szklanka i dziurki przy pomocy rurki do napojów. Piec w 190°C około 10-12 minut, do zbrązowienia.
Ciasteczka guziki wymyśliłam prawie cztery lata temu i zapisałam pomysł na małej żółtej karteczce, razem z kilkunastoma innymi pomysłami. W między czasie powstało oczywiście jeszcze kilka innych karteczek (łącznie z płachtą A4 z pomysłami na książkę), ale ta jedna była bazą kształtów i kilku smaków, które chciałam koniecznie kiedyś uzyskać. Nie zrealizowałam tylko jednego pomysłu - ciasta herbacianego. W między czasie i tak już ktoś je odkrył i opublikował, ha, ale bym była prekursorem, gdybym upiekła je wtedy! ;) Tak czy inaczej, ponad trzy lata temu założyłam bloga, a ta żółta karteczka miała w tym dokonaniu duży udział. Karteczka wylądowała w koszu (recyglingowym), a ja czuję się, jakbym właśnie zamknęła jakiś rozdział.
sobota, 14 kwietnia 2012
Muszę przyznać, że listki fiołka smakują wybornie. Przypominają mi nieco roszponkę, choć są mniej orzechowe, a bardziej słodkie i dużo delikatniejsze. Smakują mi też o niebo bardziej niż liście stokrotek, a szpinak to ma się do nich jak drezyna do ferrari. W dodatku są niezmiernie zasobne w witaminę C. Jako napar hebaciany, liście fiołka są mdłe, jednak na surowo są bardzo apetyczne. Świeżo zebrane młode liście fiołka wonnego trzeba opłukać i osuszyć. Dodać ugotowane na twardo jajko (kurze lub przepiórcze) oraz posiekaną młodą dymkę. Polać oliwą i odrobiną soku z cytryny. Na okrasę dodać nieco kwiatów fiołka, soli morskiej i pieprzu. Mmmmmmm.... Wyborne śniadanko:) Dodaję do Zielnika, Jadalnych roślin i Kwiatożerców:
czwartek, 12 kwietnia 2012
Moja baba na bani, wg podpowiedzi Ćwierczakiewiczowej jest przegenialna, jednak nie każdy dysponuje przecierem dyniowym, szczególnie na wiosnę, dlatego kilka dziewczyn pytało, czym można zastąpić dynię. Uznałam, że marchewka świetnie się nada. A że ja nie drogowskaz na słupie, co by ino drogę innym pokazywać, a samej do miasta nie chodzić, posłuchałam własnych rad i upiekłam babę na marchewce zamiast na jajkach.
Baba drożdżowa na marchewce bez jajek 500 g mąki Marchewkę obrać, pokroić w wygodne kawałki i ugotować na miękko w niewielkiej ilości wody lub mleka. Po wystudzeniu zmiksować na gładko dolewając trochę płynu spod gotowania. Zmieszać wszystkie suche składniki ciasta. Margarynę roztopić, dodać do niej mleko, pure i wmieszać do ciasta. Podczas wyrabiania uznałam, że ciasto jest zbyt zwarte na babę i dolałam jeszcze trochę mleka. Zostawić ciasto w cieple do podwojenia objętości (około godziny). Lekko wyrobić dodając żurawinę i przełożyć do wytłuszczonej formy. Odstawić do wyrośnięcia pod ściereczką (ok. 30-40 minut). Piec w 180°C, aż się zrumieni, czyli około 35 minut. Ta baba jest tak samo puszysta i wilgotna jak baba na dyni, choć nie tak samo aromatyczna i w kolorze dużo bledszym. Polecam, pyszna i tak, a marchewkę łatwiej zdobyć;) Oblałam ją lukrem z soku z limonki i pomarańczy. Nie mogłam się powstrzymać od obłożenia jej fiołkami;) Choć szybko zwiędły, to takie wypaplane w lukrze fiołki to rarytas sam w sobie.
Przepis dopisuję do Wegetariańskiej Wielkanocy, Wielkanocnych Smaków, Słodkiej Wielkanocy Alergika oraz Bab i babeczek. Na resztę moich Wielkanocnych przepisów zapraszam za rok, nie będzie narzekania, że niczego nie piekę w Wielkim Poście :P
|