|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BARDZO WAŻNE! Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej zgody. Jeżeli skorzystasz z mojego przepisu, podaj źródło, a mnie zostaw komentarz, czy smakowało:)
Moje strony
Najlepsze - bez jaj
Napisz do mnie:
Linki kulinarne
Ozdabianie ciast
Tagi
|
sobota, 11 lutego 2012
Któraś feministka (jeżeli kojarzycie, to poproszę o nazwisko) powiedziała, że kobieta rodząc dziecko - umiera. Moim zdaniem to bzdura, kobieta po urodzeniu dziecka nie umiera, musi po prostu zmienić plany. Cały świat trzeba sobie urządzić od nowa. Jeśli człowiek tego nie rozumie, to później są żale, frustracje i nieszczęścia. Rodząc dwójkę dzieci nie przestałam być sobą, w dalszym ciągu mam swoje myśli, swoje marzenia i swoje pasje. Tylko mam na nie mniej czasu. Są matki, które nienawidzą swoich dzieci, przeklinają ten dzień, kiedy dały się wrobić. Są matki, które kochają, jednak nie lubią swoich dzieci (bo to wredne bachory), są matki, które mają szczęście (albo wysoki poziom oksytocyny). Zauważyłyście, że w innych językach dzieci są rodzone, a w polskim się rodzą? U nas matka nie ma nic do gadania. Matka Polka to zupełnie porąbany układ. Presja społeczna - to dopiero zabija kobietę, a może raczej to zabija w niej człowieka.
Są kobiety, które nie rodzą i są z tego dumne, bo nie ominął je ani jeden dzień ich życia. Bo nie chcą być niewolnicami ewolucji i instynktownej potrzeby przekazania swojego DNA. Nie zazdroszczę kobietom bezdzietnym z wyboru, ale i w pełni je rozumiem. Mają czas na podróże, pracoholizm, sukcesy, fiu-bździu. A co omija nie-mamy? Z dziećmi nie ma się nawet grama bezdzietnej wolności. Zaplanujesz wycieczkę na weekend? Dziecko dostanie gorączki. To nic pojedziemy za tydzień. Po tygodniu w przedszkolu, znowu na weekend jest gorączka. Chcesz wyjść z domu? Nawet nie na miasto, tylko do sklepu. A kto zostanie z dziećmi? A soczek, mleko, przekąska przygotowane? O kupka wyszła. Zabierzesz dzieci ze sobą? W zimie to dopiero wyzwanie: pajacyk, śpiochy, kubraczek, kombinezon, czapka, szalik, kocyk i już leje się z ciebie strumieniami. Spieszysz się do pracy? O, i masz włosy obrzygane. Chciałaś nowe buty, a tu szczepionkę trzeba kupić. Chcesz pospać w niedzielę, a guzik, bo zły sen był i o wpół do 4 rano trzeba robić owsiankę, kawusię i pogadankę. Masz projekt do oddania na wczoraj, myślisz, że posiedzisz nad nim w nocy? Nie, nie, do 3 w nocy co pół godziny będziesz przerywać, żeby nadstawić gruczoły, o 4 już nie odróżniasz liter, a o 7 trzeba szykować termosik do przedszkola. Tak... Ale omija je też największy ładunek emocji, jaki może unieść człowiek... Tylko ten czas. Czas, którego nie ma. Który znika jak pożarty przez wielkiego potwora. Potwora o imieniu DZIDZIUŚ! Ale niemowlęctwo trwa krótko. Wiem, że wróci kiedyś czas, kiedy będę miała czas. Przynajmniej trochę więcej. Będę znowu mogła robić fiu-bździu np.: motyle z lukru. Tymczasem czasu nie mam, więc trudno, chowam dumę do kieszeni i korzystam z gotowców. Po to żeby sobie zrobić tort na mój dzień matki.
Ciasto świętojańskie 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Przełożyć do wysmarowanej i obsypanej bułką tartą tortownicy 18-20 cm i piec ok. 30 minut w 175°C, aż patyczek będzie wychodził nieoblepiony. Masa orzechowa do środka 0,5 kostki masła lub nieutwardzanej margaryny Kaszę ugotować na mleku. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce wystudzoną kaszę i orzechy. Posmarować ciasto przecięte na dwa krążki i wstawić do lodówki. Masa waniliowa na wierzch 0,5 kostki masła lub nieutwardzanej margaryny Mleko zagotować z laską wanilii. Kartoflankę rozrobić w niewielkiej ilości wody i dodać do mleka, gotować kilka minut ciągle mieszając, aż zgęstnieje. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce wystudzony budyń. Posmarować ciasto po bokach i wierzchu. Nadmiar masy zamrozić - przyda się:) Motyle opłatkowe do dekoracji nieco bardziej efektowne niż motyle wycinane osobiście z opłatka, a w dodatku gotowe.
Niemowlęctwo tak uciążliwe, to dopiero początek... Małe dziecko - duży kłopot? Duże dziecko - jeszcze większe kłopoty. A dwójka dzieci? Dwójka dzieci to dopiero jest zabawa!
piątek, 10 lutego 2012
Dzieci miewają różne zachcianki, więc lody w zimie nie są aż tak zaskakujące. No ale przecież w końcu się ociepliło;) Lody truskawkowe
Mrożone truskawki przełożyć do lodówki na godzinę, żeby zmiękły, lecz się nie rozmroziły. Tymczasem banana wystawić za okno (-10°C:)) Banan obrać, wrzucić owoce do blendera, ewentualnie podlać odrobiną syropu truskawkowego i zmiksować. Przełożyć masę do foremek na lody (u mnie ciągle te same;)), powtykać patyczki i zamrozić. Mniami! Parę łyżeczek masy rozmrozić i nakarmić niemowlaczka:)
wtorek, 07 lutego 2012
Poradnik Restauratora to magazyn poradniczo-informacyjny, który jest dostarczany specjalistom branży gastronomicznej, kierownikom restauracji, kawiarni, hoteli etc. W lutowym numerze Poradnika Restauratora ukazał się wywiad - ze mną. Oczywiście mówiliśmy o kwiatach i książce, która naprawdę już niedługo się ukaże:) Tekst został okraszony moimi przepisami - poznajecie? ;)
Na stronie pisma możecie spokojnie przeczytać cały artykuł oraz wywiad ze mną. I jeszcze przypominam o trwającym słodkim konkursie z Pinspire.
sobota, 04 lutego 2012
Z okazji zbliżających się Walentynek zapraszam na bardzo słodki konkurs! Pinspire to portal, gdzie możecie zbierać swoje inspiracje z sieci w formie linkowanych obrazków. Jest to bardzo wygodne narzędzie, ponieważ po pierwsze, nie musicie się martwić o nieumyślne łamanie praw autorskich, bo źródło od razu wyskakuje, a po drugie, nie trzeba się męczyć przypominaniem sobie: gdzież ja to widziałam, no gdzie?... Idealne rozwiązanie dla wzrokowców:) Wspólnie z Pinspire mamy dla Was konkurs: Chciałabym, żebyście stworzyli na tą okazję wyjątkową kolekcję inspiracji na pyszności i specjały, słodkości i torty, które miałoby się ochotę wprost zlizać z ekranu. Które pobudzają apetyt i rozpalają zmysły do czerwoności. Lubieżnie ociekające czekoladą, bitą śmietaną, lepkim sosem itd. Takie dania, które zapowiadają następujący niesamowity walentynkowy deser, lub mogą go absolutnie zastąpić :D Zasady konkursu:
- stwórzcie własną kolekcję inspirujących zdjęć potraw na stronie Pinspire pod tytułem: "Słodkie pożądanie" (choć dania wcale nie muszą być słodkie)
- zostawcie linka do swojej kolekcji w komentarzu pod tym wpisem
- osoby bez bloga proszę o zostawienie w tym samym komentarzu swojego adresu mailowego (@ zastąpcie nawiasami, żeby nie były zbyt łatwym łupem dla spamerów) - macie czas do przyszłej niedzieli 12 lutego do godziny 12.00 (południa;)) Spośród wszystkich osób, które podlinkują swoje kolekcje utworzone na Pinspire wybiorę jedną, która będzie zawierała takie zdjęcia potraw, które sprawią, że szczęka mi spadnie na podłogę, jęzor będzie mi dyndał u kolan, a gałki oczne zrzucą okulary z nosa (znaczy zrzuciłyby;)). Nagrodą jest kupon upominkowy o wartości 100 zł do wykorzystania w sklepie tortownia.pl ufundowany przez Pinspire. Możecie tam kupić rzeczy przydatne w stworzeniu wielu cudownych słodkości. Nawet jeśli nie zdążycie zrealizować bonu przed Walentynkami, to przecież dla zakochanych ich święto jest codziennie:) Proszę kliknijcie tutaj, żeby wziąć udział w konkursie. Zapraszam do zabawy!
wtorek, 31 stycznia 2012
Rogaliki dyniowe to był drugi wypiek, który zabrałam na kinder-party. Zrobiły bezapelacyjną furorę wśród mam obecnych na przyjęciu urodzinowym koleżanki Córci. Dziewczynkom też smakowały, dopóki nie dowiedziały się, z czego zostały zrobione. Dynia jakoś magicznie odstręcza dzieci :P Jeśli chodzi o Hokkaido, to ten gatunek dyni najbardziej mi odpowiada pod względem jakości wypieków, a w dodatku bardzo mi smakuje. Tak więc przedstawiam rogaliki Hokkaido: Rogaliki dyniowe 200 g dyni Hokkaido surowej startej na drobnej tarce w większości ze skórką Wszystkie składniki zagnieść i rozwałkować ciasto podsypując obficie mąką. Wycinać z ciasta trójkąty, smarować je marmoladą, po czym zwijać w rogaliki zaczynając od podstawy trójkąta. Piec 30 minut w 180°C, aż się zrumienią.
Połowę zrobiłam z nadzieniem z konfitury z płatków róży, a połowę z konfiturą z owoców róży i to był absolutny strzał w dziesiątkę! O ile rogaliki marchewkowe lepiej smakują z płatkami róży, to owoce róży doskonale pasują do dyńki. Naprawdę wyjątkowo trafione połączenie - polecam! Fajne by też pasowało nadzienie orzechowe, które doskonale podkreśliłoby smak Hokkaido.
niedziela, 29 stycznia 2012
Niedawno Córcia została zaproszona na przyjęcie urodzinowe koleżanki. Ja i Mamutek też zostaliśmy zaproszeni jako osoby towarzyszące:) Jak zwykle przy takiej okazji zapytałam, czy mam coś upiec dla nas do pogryzienia zamiast tortu urodzinowego, doskonale zdając sobie sprawę, że zazwyczaj mamy nie wiedzą, jak upiec ciasto bez jajek i nabiału. Mama koleżanki zapewniła bezpieczne przekąski i kanapki, ale przepraszając poprosiła o przyniesienie jakiegoś wypieku. A w to mi graj, bo co jak co, ale od pieczenia to ja się nie migam:) Po pierwsze przyniosłam muffinki, bo się je robi i je łatwo, szybko i przyjemnie.
Muffinki czekoladowo-pomarańczowe 1,5 szklanki mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą i piec ok. 18-20 minut w 175°C, do suchego patyczka. Babeczki wyrosły tak puszyste, że nie wiedziałam jak je studzić, bo tak delikatne ciasto na ciepło zapadało się pod własnym ciężarem. Poustawiałam je do góry dnem na foremce, choć i tak jechały w gości jeszcze ciepłe.
W, któremu zostawiłam 2 sztuki, stwierdził, że były rewelacyjne i były to jedne z najlepszych babeczek jakie jadł. Może dlatego, że pomimo tylu lat wciąż nie przyzwyczaił się do smaku koziego mleka, którego w tym wypieku nie było, bo mi się skończyło:) Tak więc całkowicie wegańskie muffinki podbiły serce mojego męża. Ja osobiście wolałabym dodatek świeżej startej skórki a nie kandyzowanej, natomiast i tak pochłaniałam je z wielką przyjemnością.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Wg chińskiego kalendarza dziś 23 stycznia nadchodzi Nowy Rok, skończył się rok Królika, a rozpoczął się rok Smoka. Noworoczne obchody w Chinach trwają 15 dni, a kończą jakże malowniczym Świętem Świateł (Latarni). Liczę w tym roku na zdjęcia z pierwszej ręki (i może przepisy też:)), jako że pewni nasi znajomi mieszkają teraz w ChRL. Chińska mentalność jest mi całkowicie obca, jednak nie mogę zaprzeczyć, że jakoś nasz Sylwester nie jest dla mnie miarodajną cezurą, a zeszły rok tak na serio zaczął się dla nas właśnie od Chińskiego Nowego Roku. Podsumowując ten czas, muszę stwierdzić, że Królik był dla nas bardzo łaskawy, choć ten rok był dla nas trudny, zaczął się ciężko, a później stawiał coraz to nowe wyzwania. Po raz kolejny okazało się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a prawdziwych s... poznaje się po czynach ich. Jednocześnie był to rok spełnionych marzeń, za które dziękuję opatrzności. Jaki będzie nadchodzący rok? Smok jest stworzeniem mądrym i opiekuńczym, więc może będzie dobrze. Z Mamusinym Synutkiem, Córcią i W nudno na pewno mi nie będzie. Chciałabym, żeby ten rok był dobry. Dla mnie i dla Was. Na Nowy Rok polecam Wam tradycyjne noworoczne chińskie ciasteczka z zielonego groszku. Upieczcie je koniecznie - one przynoszą szczęście! ;)
Ciasteczka z zielonego groszku 250 g mąki Ja zrobiłam z wariacjami począwszy od użycia zmielonego w blenderze świeżego zielonego groszku, podobnie jak w zeszłym roku:
3/4 szklanki mąki (+/-) Zagnieść składniki na gładką masę. Ciasto podzieliłam na trzy części: do jednej dodałam skórkę z cytryny, do drugiej kilka kropel ekstraktu miętowego, do trzeciej nie dodałam nic. Z ciasta rolować kulki średnicy około 3 cm, układać na blaszce wyłożonej papierem, w każdej zrobić wgłębienie. Piec w 170ºC przez 20-25 minut, pilnując, żeby się nie zrumieniły.
Ciasto jednak było za wilgotne i mi popękały, ale wszystkie trzy wersje smakowe są super;) Doskonały wypiek strączkowy. Szczęśliwego Nowego Roku!!!
piątek, 20 stycznia 2012
Ciasto na szybkiego;) Nie miałam weny, a coś trza było podać. Cóż poradzić, ze względu na aurę jesteście skazane na zdjęcia ostatnich kawałków ;) Nie mam lamp studyjnych, a nawet jakbym miała, to pewnie i tak bym nie wiedziała jak ich używać :P Czekoladowe ciasto z borówkami: 1,5 szklanki mąki 2 garście mrożonych borówek czarnych Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać metodą muffinkową tzn. tylko do połączenia składników. Dodać 3/4 borówek, przełożyć do wysmarowanej tortownicy 18 cm, posypać resztą borówków i piec ok. 30 minut w 175°C, aż wykałaczka będzie wychodziła nieoblepiona, lecz nie dłużej. Bardzo dziękuję, że podzieliłyście się ze mną swoimi planami na ten rok. Swoje opiszę w weekend bo po 5 ząbkowych nocach to marzę tylko o śnie... Buziaki!
środa, 18 stycznia 2012
To już drugi kalendarz, w którym występuję. Najpierw mój przepis pojawił się w kalendarzu charytatywnym (opisała je pięknie Kabamaiga, ja pisałam o nim na FB). Teraz pojawił się drugi wydany przez Gastronomię na Obcasach. W środku są przepisy z warsztatów Gastronomii na Obcasach, mi.in. Kurta Schellera i mój:) Wiem, że już trochę późno i większość z Was ma już kalendarze na ten rok, jednak mam trzy sztuki do oddania w dobre ręce. Wystarczy, że polubicie Gastronomię na Obcasach (Jeśli nie macie konta na FB, to nie szkodzi:), jeżeli lubicie TIC, to też kliknijcie, będzie mi miło. Ale jak nie lubicie, to nie musicie;)), a w komentarzu napiszecie, jaką rzecz planujecie/chcielibyście zrealizować w tym roku. Losowanie przeprowadzę w piątek:)
wtorek, 17 stycznia 2012
Ostatnio coś często piekę ciasta bananowe, ale zima to dla mnie sezon na te owoce. Mamutek co rusz sięga po "dorosłe" jedzenie, upiekłam więc ciasto z samych bezpiecznych dla niego składników, żeby móc dać mu kawałek do ciamkania. Ciasto jest bez cukru, bez mleka, bez jajek, bez margaryny, bez kakao, bo Smarkacz jeszcze dużo za młody, na słodycze i czekoladę. Na orzechy chyba też, chociaż bardzo by pasowały. Mleka koziego wolę jeszcze mu nie dawać, a przepiórcze jaja szkoda marnować na ciasto.
4 duże mega dojrzałe banany Banany rozgnieść tłuczkiem do ziemniaków. Dodać resztę składników i wymieszać. Przełożyć do keksówki wyłożonej papierem. Piec w 180°C przez około 45 minut do suchego patyczka.
Smakowało wszystkim, Mamutkowi też;) A kwiatek Córci z przedszkola :)
sobota, 14 stycznia 2012
Wreszcie się odrobiłam i to już mój ostatni przepis z tych Świąt Bożego Narodzenia. Zarabiając ciasto zastanawiałam się, czy to przypadkiem nie jest objaw ostrej fiksacji, że różę wpycham nawet do świątecznych pierniczków i pewnie zostanę uznana za niezłą wariatkę. O ile już mnie za taką nie macie :D Tymczasem kochana Szarlotek pokazała swoje pierniczki z różą i poczułam, że jest na tym świecie ktoś, kto mnie rozumie, a przynajmniej jest w równym stopniu zwichrowany jak ja;) Różane pierniczki 300 g mąki Miód podgrzać z tłuszczami i przyprawami. Do gorącego miodu dodać połowę mąki i zamieszać. Po lekkim ostudzeniu dodać różę i wyrabiać dalej z resztą mąki. Odstawić ciasto przykryte ściereczką lub pergaminem w chłodne miejsce do czasu pieczenia. Wałkować podsypując mąką, wycinać i piec ok. 8 minut w 180°C. W ciepłych pierniczkach wykałaczką robić dziurki do przeciągnięcia sznureczków. Ja już snuję kwiatowe plany na nadchodzący sezon, a Wy? :)
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Karnawał to doskonała okazja na te malutkie pomarańczowe ślicznotki!
Kruche rogaliki marchewkowe 200 g marchewki startej na drobnych oczkach Można do ciasta dodać cynamon, wanilię, skórkę pomarańczową lub inne przyprawy. Wszystkie składniki zagnieść i rozwałkować ciasto podsypując obficie mąką. Wycinać z ciasta trójkąty, smarować je marmoladą, po czym zwijać w rogaliki zaczynając od podstawy trójkąta. Piec ok. 30 minut w 180°C, aż będą chrupiące.
czwartek, 05 stycznia 2012
To mój pierwszy w życiu makowiec ;) Nigdy nie piekłam makowców, ponieważ W ich nie cierpi, jednak postanowiłam sobie, że będę odkrywać nowe możliwości i smaki, więc machnęłam ręką na marudy. Poza tym przy moich ograniczeniach dietetycznych nie zamierzam się przejmować dodatkowymi wymyślonymi restrykcjami.
Ponieważ ciasto na makowiec powinno być bardziej zwarte i kruche niż na keks, zmniejszyłam ilość dyni, mleka, a zwiększyłam ilość tłuszczu. MAKOWIEC ZŁOCISTY Złote ciasto drożdżowe: 3 szklanki mąki (niecałe 0,5 kg)
3 łyżki przecieru dyniowego (rozmrożonego) pół szklanki letniego mleka koziego (lub owsianego)
100 g margaryny (2/5 kostki czyli prawie pół;))
7 g liofilizowanych drożdży (czyli 1 opakowanie) 4 łyżki cukru
1 łyżka oleju
szczypta soli
pół łyżeczki ekstraktu waniliowego Masa makowa: 200 g zmielonego maku
pół szklanki mleka koziego (lub owsianego) 80 g cukru
1 łyżka miękkiej margaryny
mała garść rodzynek
mała garść suszonej żurawiny mała garść płatków migdałowych mała garść suszonych moreli namoczonych w soku pomarańczowym 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej Z mąki odsypać pół szklanki na podsypywanie. Suche składniki ciasta zmieszać. Margarynę rozpuścić i wystudzić (ja do niej dodaję dynię, żeby się zagrzała). Do suchych składników dodawać mokre ciągle wyrabiając (u mnie mikser). Odstawić do wyrośnięcia w cieple (u mnie jest to łazienka;)) na ok. godzinę. Mak rozmieszać z pozostałymi składnikami masy. Wyrośnięte ciasto rozwałkować podsypując mąką na szerokość foremki. Na cieście rozprowadzić masę makową i zawinąć w rulon. Przełożyć roladę do keksówki (ja musiałam odciąć po 3 cm z brzegów, bo rozwałkowałam zbyt szeroko;)) i odstawić na pół godziny do ciepła. Piec, aż się upiecze, czyli ok. 40 minut w 180°C. Ewentualnie można gotowe ciasto polukrować lukrem na soku pomarańczowym, ale wg mnie było wystarczająco słodkie.
Mmmmmmmmakowa masakra! :) Jedyne, co bym poprawiła na przyszłość, to chyba raczej piekłabym go na blasze zawiniętego w pergamin. Teraz wyrósł mi za bardzo w górę, przez co w środku było nieco za luźno, w efekcie czego przy krojeniu się miażdżył. Ale w smaku rewelacja! W już nie twierdzi, że nie cierpi makowców :P
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Ciasto z letniej szkoły pieczenia Kasi wypatrzyłam u Zauberi i bardzo mi się spodobało. Wykonałam go z licznym modyfikacjami, niektórymi niezamierzonymi. Margaryny Kasi nie użyłam z oczywistego powodu - zawiera mleko. Torcik bardzo mi się chciało zrobić, bo chciałam poużywać mojego nowego miksera do mieszania, a nie tylko jako tarkę;) Miał to być mój tort urodzinowy, ale że cały ten dzień do późnego wieczora spędziłam w pracy, to torcik w końcu piekłam w czasie Świąt. Zmniejszyłam ilość masy, żeby tort dopasować do mojej tortownicy (18 cm), jednak i tak musiałam podwyższać brzegi folią introligatorską, bo nie zmieściłaby się cała galaretka.
Tort z kaszy manny kostka margaryny lub masła Kaszę ugotować na mleku, ciągle mieszając, żeby się nie przypaliła. Wystudzić. Margarynę utrzeć z cukrem. Dodawać po łyżce kaszę, ciągle ucierając. Masę podzielić na dwie części, do jednej dodać łyżkę kakao, a do drugiej wanilię. Ja tego nie zrobiłam, ponieważ okazało się, że ostatnią łyżkę kakao wytrzepałam z pudełka do upieczenia spodu, a w święta sklepy nieczynne... Dno tortownicy (u mnie 18 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, na to położyć spód ciasta, nasączyć go syropem z brzoskwiń. Na ciasto wyłożyć połowę kaszy, rozmrożone maliny i drugą warstwę kaszy. Z brzoskwiń odlać 1/2 szklanki syropu, wymieszać z żelatyną i odstawić do spęcznienia. Brzoskwinie zmiksować z sokiem z cytryny. Napęczniałą żelatynę rozpuścić na palniku i wymieszać ze zmiksowanymi owocami. Masę brzoskwiniową przełożyć na kaszę i odstawić do lodówki by stężała. Gotowy torcik udekorować kiwi. Ale uwaga, jeżeli nie zjecie od razu całego tortu, to kiwi zeżre żelatynę, więc lepiej udekorować innymi owocami.
Przepis wymaga jeszcze podrasowania bardziej do mojego gustu. Najgorzej wypadła warstwa brzoskwiniowa, która pomimo dodania cytryny była nieco mdła. Ponadto polecam trzymanie się sugestii, żeby rozdzielić masę na dwie warstwy: waniliową i kakaową, bo taka jedna gruba warstwa jest po prostu nudna i tylko maliny ją rozbudzały. No i biszkopty by się przydały, ale kompletnie nie miałam czym bezjajecznym ich zastąpić, ani nawet pomysłu innego nie miałam.
sobota, 31 grudnia 2011
Dyniowe ciasto drożdżowe jest dla nas jak poskromienie złośnicy. Jest to jedyna postać dyni, którą Córcia zjada bez marudzenia, a nawet sama się o nie upomina. Pomimo nazwy, baby drożdżowej z bakaliami na święta nie piekłam w keksówce, ponieważ ta akurat była zajęta makowcem. Czy to keks, czy baba z bakaliami, było pyszne. Wilgotne i aromatyczne. Pieczone z dodatkiem dyni zamiast jajek - oczywiście. I właśnie takie ciasto piekę ponownie na Nowy Rok.
Drożdżowy keks dyniowy 500 g mąki Zmieszać mąkę, cukier, sól i drożdże. Margarynę roztopić, dodać do niej mleko, dynię i wmieszać do ciasta. Wyrabiając dodać bakalie. Zostawić w cieple do podwojenia objętości (około godziny). Lekko wyrobić i przełożyć do wytłuszczonej formy. Odstawić do wyrośnięcia (ok. 30-40 minut). Piec w 180°C, do suchego patyczka, czyli około 50 minut. Może już znudził Wam się ten mój przepis, ale radzę go w końcu wykorzystać, bo warto, a u mnie na pewno będzie gościł często. Póki dyni w zamrażalniku wystarczy;) Na ten Nowy Rok życzę Wam dużo zdrowia, wyłącznie błahych problemów i mnóstwa dobrych ludzi w okół Was.
piątek, 30 grudnia 2011
Jak co roku, część pierniczków świątecznych przeznaczyłam na prezenty. Pomalowałam je delikatnie jadalnym złotem, czyli złotym barwnikiem rozrobionym w wodzie i podarowałam najbliższym. Przepis dodaję do świątecznej akcji dekoratorskiej.
Jakżesz te Święta były inne od poprzednich... W czarnej d... dolinie rozpaczy i choroby, w przerażeniu i niepewności, których nie rozpraszała żadna nadzieja, nawet ta wyczekiwana. Gdy tylko mała dziewczynka w swojej błogosławionej nieświadomości udźwignęła cały ciężar i całą magię Bożego Narodzenia...
czwartek, 29 grudnia 2011
Pierniczki na choinkę przygotowałam wg tego samego przepisu, który wymyśliłam trzy lata temu. Pyszne, proste do wycinania i bez jajek.
ok. 500 g mąki Miód podgrzać z tłuszczami i zmielonymi przyprawami. Do gorącego miodu dodać połowę mąki i zamieszać. Po lekkim ostudzeniu dodać spulchniacze i wyrabiać dalej z resztą mąki. Odstawić ciasto przykryte ściereczką lub pergaminem w chłodne miejsce. Mnie udało się zarobić na początku listopada, a upiec dzień przed Wigilią. Ozdabianie było szczątkowe przy pomocy resztek lukrów w tubkach.
Pierniczki należą do gatunku znikających. Pomimo że na początku są twarde, to szybko miękną i znikają! Na choince już nie ma żadnego :)
piątek, 23 grudnia 2011
Rudolf to zdecydowanie najgorętszy wypiek tego sezonu;) Kiedy w zeszłym roku u Beatki zobaczyłam reniferkowe ciasteczka, wiedziałam, że koniecznie zrobię coś takiego w tym roku. Jednak w tym roku cała blogosfera obrosła rogami, dzięki Dorocie;) Producent precelków chyba przeżywa dni świetności :P A co mi tam, u mnie też rogato! Przedstawiam najprzystojniejszego reniferka, istnego Valentino :)
Całe stadko reniferów czerwononosych powstało z muffinek karobowych, precelków, okrągłych śmiejżelków z mikołajkowej paczki i lukrów w tubce na potrzeby przedszkolnych jasełek.
Muffinki Reniferki 1,5 kubka mąki Suche składniki trzeba zmieszać, dolać składniki płynne, wymieszać tylko do połączenia składników. Przełożyć do foremek muffinkowych wysmarowanych oliwą i piec ok. 20 minut w 175°C, do suchego patyczka. Po wystudzeniu - udekorować. Precelki połamać na pół. Nie wiem, czy to ja jestem jakaś felerna, ale niemal wszystkie mi się łamały na lewą stronę;) Na czubku lukrem przymocować nos, namalować oczy białym i czarnym lukrem, wetknąć precelkowe poroże. Reniferki zapakowane w blachę pojechały na jasełka, gdzie każde dziecko chciało je zjeść za wyjątkiem mojego. Dlaczego? A bo nie lubi tych żelków :D
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia Kochane! Niech będą spokojne, zdrowe i słodkie:) U mnie na Boże Narodzenie będzie keks drożdżowy (oczywiście na dyni), makowiec i pierniczki. Po przepisy zapraszam po świętach:)
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Pomysł stary jak świat i na pewno już był na blogach i na pewno ładniej sfotografowany ;)
Ale kupiłam tak wielkie i miękkie mandarynki, a na zewnątrz zawiało śniegiem, że nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przywołać świątecznego nastroju już teraz.
niedziela, 18 grudnia 2011
Advent in Polish-catholic tradition is the time of fasting and waiting for the joy of birth/coming back of Jesus, then people should avoid all entertainments including sweets. When I was a child I couldn’t understand how does it work, because nobody keeps the fast when Santa comes and brings the whole sack of chocolate bars, pralines, candies, lollipops, chocolate Santas etc. (in Poland Santa brings presents on the day of Saint Nicolas – 6th of December. During the Christmas Eve the present are brought again by an Angel or a Star. Moreover some families keep the tradition of giving presents one more time on the Three Kings’ Day – 6th of January. Cool, isn’t it?;)) Anyway I think the sweet Advent calendar is a nice idea – one chocolate or a candy for each day is not a sin, but a pleasant way for teaching children of waiting and counting down.
When I was invited to the International Recipe Advent Calendar 2011, I found it extremely difficult to choose one recipe to present. Should I prepare something typically Polish, or something with edible flowers as it is my biggest hobby, or maybe something totally crazy as one of my vegetables cakes? Luckily my babies dissolved the problem stealing my whole time, so I prepared something fast and easy but still on the subject ;) I’ve prepared the Christmas tree forest for our Advent Calendar.
Whole grain Christmas trees 3/4 glass of whole-grain flour (premix of wheat, rye, spelt) Goat milk icing: Knead the ingredients to smooth pastry. If it’s still sticky, add more flour, if it’s too loose, add more oil. Put the pastry into the fridge for 1 hour. Then roll it and cut the cookies. Lay them on a baking tray linned out with baking paper. Bake for about 15 minutes in 180ºC (356ºF) or until they turn gold. Stir the icing sugar with milk to smooth icing, add the natural green color and glaze the Christmas trees. There are only seven - no, wait (mniam) only six - trees left! Merry Christmas!
Mój pierwszy kalendarz adwentowy (przywieziony niemalże spod Żelaznej Kurtyny:)) dostałam mając 10 lat i zastanawiałam się, jak to jest, że w czasie postu daje się dzieciom słodycze? I to codziennie! A tak swoją drogą, to nigdy Was nie zastanawiało dlaczego w czasie Adwentu Mikołaj przynosi tyle słodkości i absolutnie nikt się nie przejmuje nieumiarkowaniem? Tymczasem przedstawiam kruche pełnoziarniste ciasteczka upieczone na zaproszenie Międzynarodowego Kalendarza Adwentowego 2011. To pierwszy rok ze słodkim kalendarzem mojej Córci i uważam to za świetny pomysł dla dzieci. Nie dość, że uczy się czekania, a dzieciom to przychodzi bardzo trudno, to jednocześnie codziennie trenuje się umiejętność liczenia, odliczając pozostałe w puszce słodkości. A przecież jedno ciasteczko to nie grzech, nawet jeżeli ktoś jest na diecie :)
Pełnoziarniste choinki 3/4 szklanki pełnoziarnistej mąki 3 ziarna (pszenica, żyto, orkisz) Lukier mleczny: Ze wszystkich składników zagnieść gładkie ciasto. Jeżeli ciasto się nie klei, dodać odrobinkę oliwy, jeżeli się ciągle lepi - podsypać mąką. Wstawić ciasto do lodówki na godzinę. Wałkować podsypując mąką i wycinać ciasteczka. Przełożyć je na blachę wyłożoną papierem i piec na rumiano czyli około 15 minut w temperaturze 180ºC. Z mleka i cukru ukręcić lukier, dodać naturalny zielony barwnik i polukrować ciasteczka. Choinkowy las, to chyba dobry pomysł na kalendarz adwentowy, jedno drzewko na każdy dzień:) A święta już niedługo! Przepis dodaję do świątecznej akcji dekoratorskiej oraz do Wegetariańskich Świąt. |