Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż
poniedziałek, 19 września 2016

Okra, inaczej ketmia jadalna, czyli Piżmian jadalny (Abelmoschus esculentus) to tropikalne warzywo pochodzące z Afryki i Bliskiego Wschodu, ale szczególnie umiłowane na południu Stanów Zjednoczonych. Można je smażyć, dusić, gotować albo kisić, a także jeść na surowo.

okra przepisy, piżmian, ketmia jadalna przepisy

Cechą charakterystyczną okry jest śluz, który uwalnia się w czasie obróbki, dzięki czemu dania ulegają zagęszczeniu. Niektórzy za to ją kochają, inni nienawidzą. Podobno jak się ją smaży bardzo długo, to ta kleistość zanika, co jest dość logiczne, bo za rzeczoną śluzowatość odpowiedzialne są pektyny, a te przecież da się zamordować długotrwałym podgrzewaniem.
Nasiona okry poza tym, ze można je po prostu zjeść w potrawie, można też uprażyć na kawę.

okra przepisy, piżmian, ketmia jadalna

Potrawka z okry

pół kg okry
1 cebula
kilka pomidorów
tłuszcz do smażenia (np.: oliwa, olej kokosowy, smalec)
pieprz, sól
natka pietruszki
ryż ugotowany na sypko

Okrę i pomidory umyć i pokroić. Na tłuszczu zeszklić posiekaną cebulę, dorzucić okrę i pomidory. Smażyć, aż pomidory puszczą sok, a okra lekko zmięknie. Doprawić i podawać z ryżem.

Smacznego!
 

fried okra, smażona okra, smażona ketmia

Smażona okra

pół kilograma owoców ketmii
jajko lub skrobiowy zamiennik jajka albo maślanka
mąka z ciecierzycy, gryczana lub pszenna (lub inna ulubiona)
mąka kukurydziana
mielone orzechy
sól
tłuszcz do smażenia

Okrę umyć, osuszyć i pokroić w kilkucentymetrowe kawałki odrzucając ogonki. Pomieszać mąki z orzechami np.: w proporcji 1:1:1 (można użyć tylko mąki pszennej, zrezygnować z orzechów - jak kto lubi). Kawałki okry obtaczać w roztrzepanym jajku, maślance albo zamienniku jajka, obtaczać w panierce i smażyć na rozgrzanym tłuszczu. Ponieważ tutaj obróbka trwa krótko, okra nie zdąży wypuścić dużych ilości śluzu - mnie to akurat odpowiada :)

okra przepisy, ketmia przepisy, okra recipes

Smacznego!

wtorek, 06 września 2016

"Mimozami jesień się zaczyna" pisał Tuwim, potem śpiewał Niemen. Mimozą nazywano zaś nawłoć. Nawłoć kanadyjska i nawłoć późna są gatunkami inwazyjnymi, więc śmiało można je rwać, a warto rwać bo są bardzo zasobne w rutynę. Herbatki z nawłoci są polecane alergikom. Oprócz naparów można przygotować syrop i wykorzystywać go później jako dodatek do herbaty lub jako bazę do przygotowania lemoniady.

syrop z nawłoci, nawłoć syrop, solidago syrup, syrop nawłociowy

 
Syrop z nawłoci

pęk kwiatów nawłoci
cytryna
cukier (brązowy, kokosowy, palmowy)

Wybierajcie kwiaty, które ledwie się rozwinęły i mają jeszcze dużo pąków. Można też wykorzystywać liście, ale dla łagodniejszego smaku warto użyć samych kwiatów. Kwiaty zalać gorącą wodą, by je zakryć i odstawić pod przykryciem do wystudzenia. Odcedzić napar, dodać sok wyciśnięty z cytryny oraz cukier. Żeby syrop był trwały, cukru powinno być przynajmniej połowę wagi naparu (najlepiej tyle samo), ale po prostu dodajcie do smaku, ja wolę dać mniej, bo daje to większe pole manewru ze słodkością przy podaniu. Podgrzać do rozpuszczenia cukru i przelać do wyparzonych butelek. Można pasteryzować.

syrop z nawłoci, nawłoć syrop, solidago syrup

Nawłoć oprócz silnego działania przeciwutleniającego działa również moczopędnie i przeciwbakteryjnie. I ma bardzo fajny ziołowy smak :)

Inne propozycje przepisów z nawłocią znajdziecie w książce "Jadalne kwiaty" wydawnictwa Pascal.

Smacznego!

niedziela, 04 września 2016

Klasyka kuchni francuskiej w wersji fusion: polska cebula, wino hiszpańskie a ocet włoski ;)

Konfitura z czerwonej cebuli, red onion confiture, red onion jam

Konfitura z czerwonej cebuli

0,5 kg czerwonej cebuli
3 łyżki brązowego cukru
2 łyżki miodu
pół szklanki czerwonego wytrawnego wina
5 łyżek ciemnego octu balsamicznego
pieprz, sól kamienna
tymianek

Cebulę obrać i pokroić w piórka. Cukier i miód podgrzać, aż się roztopią. Na karmel wrzucić cebulę i delikatnie wymieszać. Kiedy cebula zwiędnie, dolać wino, chwilę dusić, po czym dodać ocet i przyprawy. Smażyć konfiturę na małym ogniu, aż odparuje i nabierze szklistości. Spróbujcie, czy nie trzeba przypadkiem dosolić, dosłodzić, zaostrzyć lub dokwasić, zanim przełożycie do wyparzonego słoiczka.

Konfitura z czerwonej cebuli bez tłuszczu, red onion confiture, red onion jam

Pyszna! I to mówię ja, która nienawidzi cebuli i po (surowej) cebuli choruje ;)
Nadaje się do serów, mięs, kanapek. Na zimno i na ciepło.

Smacznego!

środa, 24 sierpnia 2016

Świerząbek bulwiasty (Chaerophyllum bulbosum) jest pysznym dzikim warzywem. Ma przyjemny słodko-orzechowy smak i można go jeść na surowo. Im dłużej korzeń leżakuje po zbiorze, tym staje się słodszy (tak samo jak to się dzieje z marchewką).

korzeń trybuli, świerząbek bulwiasty, turnip-rooted chervil, parsnip chervil, chaerophyllum

Ze świerząbkiem jest malutki problem: trudno go odróżnić od niektórych innych roślin selerowatych, pośród których są gatunki trujące. Świerząbek ma plamistą łodygę podobną do trującego szczwołu, ale jego pierzaste liście podobne do marchewki nie cuchną jak szczwół. łodyga u nasady jest owłosiona, występują też charakterystyczne włoski na spodniej części odcinków liściowych przy odgałęzieniach.
T
ego świerząbka z niczym nie pomyliłam, bo sama go wyhodowałam ;) Bardzo przydatna rzecz, żeby nauczyć się rozpoznawania rośliny - można ją oglądać w każdej fazie rozwoju.

świerząbek bulwiasty, Chaerophyllum bulbosum, parsnip chervil, turnip-rooted chervil

Świerząbek jak inne selerowate kwitnie w drugim roku. Charakterystyczne bulwiaste korzenie zbiera się w pierwszym roku pod koniec lata lub jesienią. Na szczęście dla osób, które nie radzą sobie z rozpoznawaniem selerowatych, świerząbka można również kupić w sklepach z dziwnymi i egzotycznymi warzywami jako korzeń trybuli (tylko to nie jest trybula, lecz świerząbek).

świerząbek bulwiasty karmelizowany, korzeń trybuli w miodzie, turnip chervil recipe

Świerząbek karmelizowany czyli korzeń trybuli w miodzie

pół kg korzeni świerząbka bulwiastego
czubata łyżka oliwy lub masła 
łyżka miodu
orzechy włoskie
sól, pieprz 

Korzenie porządnie umyć, przekroić wzdłuż na pół. Ja ich nie obierałam. Na patelni rozgrzać tłuszcz, wrzucić korzenie świerząbka, chwilkę przesmażyć, delikatnie posolić i popieprzyć. Dorzucić orzechy i polać miodem. Smażyć kilka minut, aż korzenie pokryją się glazurą. Na koniec można posypać natką marchewki, pietruszki lub kolendry.

Świerząbek okazał się tak pyszny, że nie mogłam od niego opędzić Córci. W sumie bez pieprzu i natki śmiało mógłby robić za deser ;)

Smacznego!

piątek, 19 sierpnia 2016

Uwielbiam spełniać urodzinowe zachcianki moich dzieci :) Tym razem Synuś zażyczył sobie tort z ludzikami Ninjago. Tylko koniecznie z wszystkimi pięcioma: Lloydem, Zanem, Kajem, Colem i Jayem. Trwały jeszcze targi o Nyę i Mistrza Wu, ale jako że to piąte urodziny i liczba obliguje, mogłam wyjść obronną ręką z negocjacji i pozostać przy pięciu ludzikach :D

Tort był prosty. Czekoladowe ciasto przełożone konfiturą wiśniową, nasączone kompotem z wiśni i obłożone marcepanem. Czyli kolejny tort bez żadnego kremu. Możecie użyć przepisu na biszkopt z przepiórczych jajek (klik) lub ciasto czekoladowe bez jajek (w wersji tradycyjnej klik, bez cukru klik, lub bez glutenu klik).
Planowałam polanie lukrem, ale wtedy zaplanowana dekoracja by go rozpuściła i spłynęła. świadomie podjęłam ryzyko, że marcepan nie będzie stabilnie się trzymał tortu bez warstwy masy pomiędzy nimi. I oczekiwania się sprawdziły ;) W czasie krojenia marcepan się odklejał od boków, ale nikomu to nie przeszkadzało, skoro wierzch się trzymał.

tort ninja, tort Ninjago, ninjago cake

Dekoracja tortu Ninjago:

gorzka czekolada
galaretka cytrynowa, wiśniowa, kiwi, niebieska (niestety nie ma w sprzedaży naturalnych niebieskich barwników, ale jeżeli dysponujecie niebieskimi kwiatkami KLIK, to też da się zrobić:))
mleko, żelatyna, cukier 
marcepan

Marcepan rozwałkowałam: kółko na wierzch i długi pas na brzeg tortu i nałożyłam na naponczowane i przełożone ciasto. Na cienką warstwę zużyłam ok. 200 g.

Galaretki rozpuszczałam na oko: 1 łyżka galaretki na 3-4 łyżki wody i mieszałam do rozpuszczenia na łaźni wodnej. Żelatynę zalałam mlekiem, lekko dosłodziłam i roztopiłam w kąpieli wodnej. Gotowe galaretki odstawiłam do wystudzenia. Czekoladę roztopiłam również w kąpieli, przełożyłam do tutki z papieru do pieczenia, ale może być też worek cukierniczy. 

Czekoladą namalowałam kontury ludzików. Potem dopisałam jeszcze piątkę na środku i imię jubilata na rancie. Czekoladowe kontury wypełniłam tężejącymi galaretkami. Ponieważ były gęste, nie rozpływały się, tylko szybko zastygały w obrębie konturów. I już! Radość pięciolatka gwarantowana :D

ninja cake, ninjago tort, tort z nindża

Nawet najgorsza pokraka, która wychodzi spod ręki mamy, dziecku wydaje się śliczna, a ja miałam tak ogromną frajdę z dekoracji w towarzystwie podskakującego jak piłeczka pingpongowa dzieciaka! Poza tym koledzy Synusia też docenili mój wysiłek wielkim ACH! :)

Ale po całej imprezie udzielę Wam dobrej rady, którą sama chętnie wykorzystam w przyszłości: nie bawcie się w pięciu ninja! Zróbcie po prostu tort z Lloydem (dla mało wtajemniczonych: to ten zielony). Bo kiedy przyszło do krojenia tortu na przyjęciu każdy dzieciak krzyczał, że chce kawałek z Lloydem :)

Buziaki! 

piątek, 12 sierpnia 2016

Danie, którego mi brakowało do kolekcji przepisów z zielonych pomidorów: sałatka z zielonych pomidorów do słoika :) Inne przepisy z zielonymi pomidorami są pod koniec wpisu na temat ich rzekomej toksyczności KLIK.

marynowane zielone pomidory, marynata pomidorowa, sałatka z zielonych pomidorów do słoików

Marynowane zielone pomidory, czyli pomidorowa sałatka do słoika

pół kg zielonych pomidorów
1 cebula
1 szklanka octu (jabłkowego)
2,5-3 szklanki wody
1,5-2 łyżki brązowego cukru
1 łyżeczka soli
2-3 listki laurowe
kilka ziaren ziela angielskiego
po kilka ziaren pieprzu i gorczycy

Pomidory umyć, pokroić w plasterki, cebulę posiekać. Włożyć warzywa do słoików, podorzucać przyprawy w miarę równo dzieląc między słoiki. Zagotować wodę z octem, cukrem i solą. Gorącą zalewą dopełnić słoiki, zakręcić i pasteryzować 10 minut.

W wielu przepisach na sałatkę z zielonych pomidorów można spotkać etap solenia pomidorów i zostawiania ich na 24 godziny, ponieważ nie widziałam celu takiego postępowania, więc tego nie robiłam.

sałatka z zielonych pomidorów na zimę, sałatka z zielonych pomidorów do słoików, marynowane zielone pomidory

Do zielono pomidorowej sałatki można dodać plasterki marchewki, tylko wartą ją wcześniej pogotować na półtwardo.

Smacznego!

środa, 10 sierpnia 2016

Po wpisie na temat roli ognia w rozwoju Homo sapiens (klik), usilnie namawialiście mnie, aby jeszcze rozprawić ze zdrowotnością samego gotowania (bo o smażeniu i pieczeniu, chyba było już dość). Zapraszam na garść przemyśleń.

Czy surowe pokarmy są zdrowsze niż gotowane?

surowe czy gotowane, raw or cooked, co jest zdrowsze ugotowane czy na surowo

Prawda wygląda tak, że pokarmy nie poddane obróbce termicznej powyżej 40 stopni zachowują wszystkie witaminy, które są nam niezbędnie potrzebne do życia. Nieprzetworzone warzywa zawierają więcej włókien błonnika, który dokładnie wymiata toksyny, metale ciężkie, kwasy żółciowe i cholesterol z naszych jelit. Surowe nasiona zawierają wielonienasycone kwasy tłuszczowe, które niestety utleniają się pod wpływem temperatury. Zatem nie prażąc ich – nie tracimy ich właściwości prozdrowotnych.  Witamina E, witamina C, i część witamin z grupy B są niezmiernie wrażliwe na ciepło i każda obróbka termiczna powoduje ich utratę grożąc nam przykrymi skutkami niedoborów. Surowy pokarm dostarcza mniej kalorii, stąd jest zabezpieczeniem przed otyłością - zmorą naszych czasów. 

Teraz możecie zapytać: no ale jak to? Przecież w ogniowym wpisie udowadniałam, że gotowane jedzenie jest potrzebne, że jest łatwiej przyswajalne i uzyskamy z niego więcej białka i prawdopodobnie właśnie dzięki niemu osiągnęliśmy sukces ewolucyjny oraz intelektualny (jako gatunek, niekoniecznie ma to przełożenie na jednostki...;)) 
Tak. I to jest prawda. Nasi przodkowie musieli walczyć z niedożywieniem, dlatego jedzenie pieczone i gotowane ułatwiało walkę z nim. Umożliwiło przetrwanie naszego gatunku i ewolucję mózgu. Ale gotowanie ma też swoją cenę, choć niższą niż tą, jaką musimy płacić za smażenie (odsyłam do wpisu: smak ognia).

Gotowanie ma takie konsekwencje, że ten sam pokarm zawierający węglowodany (skrobię, amylozę, pektyny) po ugotowaniu ma wyższy indeks glikemiczny niż na surowo. Gotowanie zapewnia pęcznienie skrobi, jej łańcuchy rozluźniają się, mogą też częściowo pękać i stają się łatwiej dostępne dla naszych enzymów trawiennych. Stąd trawienie gotowanego jest szybsze, a im łatwiej go trawimy, tym szybciej uzyskamy z niego glukozę, którą możemy wchłonąć do krwi. W chudych czasach to jest ogromna zaleta. Bo po niewielkiej porcji szybko regenerujemy zapasy glikogenu i jesteśmy gotowi do działania. Natomiast w czasach bogatych ma to negatywny wydźwięk, bo musimy uwalniać większe dawki insuliny i rośnie zagrożenie cukrzycą. Tak, to jest cena neolitu i ustanowienia skrobi podstawą wyżywienia. Tego negatywnego efektu próbują uniknąć wyznawcy diety paleo rezygnując z pokarmów skrobiowych.

Zauważcie, że produkty skrobiowe są podstawą wyżywienia niemal wszystkich społeczności. Od prymitywnych plemion Oceanii (przynajmniej jeszcze do niedawna takie były), po wysokorozwinięte cywilizacyjnie państwa, wszyscy jedzą skrobię: ziemniaki, pszenicę, proso, kasze, maniok, komosę, kukurydzę, ryż, bataty, banany, poi. Zaś dietetycy od dziesięcioleci nam wmawiali, że tak jest zdrowo (Cóż, nie jest zdrowo, ale trzeba być bardzo bogatym, by móc sobie pozwolić na unikanie skrobi – ale to znów inna historia). Ponownie wrócę tutaj do roli ognia i garnka w ewolucji człowieka (klik), bo wszystkie te produkty wymagają gotowania, lub roztarcia, zmieszania z wodą i upieczenia na kamieniu. Nie możemy się żywić surową mąką i ziarnami zbóż, bo są zbyt ciężkostrawne. Kwasy fitynowe w nich zawarte utrudniają wchłanianie mikroelementów, ale częściowo degradują pod wpływem temperatury. Zatem mamy kolejny plus dla gotowania: wzrost dostępności mikroelementów.

Wchłanialność mikroelementów po obróbce termicznej rośnie również dzięki temu, że pokarm staje się miększy. Łatwiej go przeżujemy, czym zwiększamy powierzchnię pokarmu dostępną dla trawienia. Frakcje błonnika zmiękną, mniej zmęczymy szczęki i jelita. To akurat łatwo obejść, i dokładne roztarcie (zmiksowanie) produktów też ułatwi pozyskanie mikroelementów. Co szczególnie się przydaje np. w przypadku nasion, co ludzkość wykorzystuje od tysięcy lat, a w przypadku liści od niedawna - przygotowując zielone koktajle. Chociaż znów trzeba uwzględnić, że wiele spośród mikroelementów występuje w postaci związanej z białkami, zatem, od strawienia protein będzie zależała biodostępność związków mineralnych. Ergo – ugotowane wchodzi łatwiej. Zwykłe zielsko staje się przyjemnie lekkostrawne, jeżeli wrzucimy je do zupy i możemy go zjeść więcej (zysk w mikroelementach i białkach) niż bylibyśmy w stanie zjeść na surowo. Spróbujcie zrobić takie doświadczenie na przykład na rukoli, jarmużu czy szpinaku - ile zielska dacie radę zjeść w kremowej zupie, ile w koktajlu, a ile w sałatce?

(Dygresja: podobno obecnie w dietetyce obciachem jest używanie określenia mikroelementy, a nawet i związki mineralne. Bardziej pożądane jest wyrażenie: "pierwiastki". Moim zdaniem nie ma powodu, by na siłę walczyć z tradycyjną nomenklaturą, a poza tym pierwiastki, o których mówimy, nie występują w formie atomowej czystych pierwiastków, tylko zawsze w związkach chemicznych, więc ta forma jest z gruntu nieprawdziwa. Niech ci będzie Jątek – ja zostaję przy mikroelementach, nawet jeśli to obciach.)

W przypadku niektórych pokarmów gotowanie jest wręcz koniecznością, jak np. roślin strączkowych czy ziemniaków, które na surowo są dla nas niejadalne. Podobnie wiele dzikich roślin po obgotowaniu traci drażniące właściwości i można je bezpiecznie zjeść.

Zdenaturowane mięso jest łatwiej przyswajalne niż surowe. Jego strawienie nie wymaga aż tak niskiego pH soku żołądkowego, jakie występuje u mięsożerców nieznających ognia. Ludy prymitywne zazwyczaj na surowo jadają jedynie tkanki miękkie zabitego zwierzęcia: wątrobę i krew. To zazwyczaj nagroda dla łowcy, resztę mięcha się wędzi, suszy i piecze, by starczyło na dłużej i dla całej osady. Pewnie, że można obejść denaturację termiczną i zastosować denaturację chemiczną np. marynując mięso w kwaśnej zalewie, ale to triki stosowane w nielicznych kulturach azjatyckich zazwyczaj w kontekście ryb, czyli najdelikatniejszego z mięs. Ale da się bez ognia? Da się. Surowe mięso jest dla nas zbyt twarde, nasze zęby go nie rozszarpią, szczęki nie przeżują - gotowanie omija ten kłopot. Choć np.: Indianie wymyślili patent z siodłem, ale to już czasy nowożytne, bo konie poznali dopiero po "odkryciu" Ameryki, więc w rozpatrywaniach ewolucyjnych się nie liczy :)

Ciekawym mięsem jest jajko, którego białka (w sensie przeźroczystej części) nie powinno się zjadać na surowo, ponieważ zawiera białko (w sensie proteiny) awidynę, która w sposób nieodwracalny wiąże witaminę H. Żeby jajka nie zabrały nam całej puli tej witaminy w posiłku, trzeba je najpierw zdenaturować. A jednocześnie ścięte żółtko staje się bardzo trudno strawne, więc lepiej je spożywać w formie płynnej lub przynajmniej kremowej (więc jajko na miękko lub molet jest najlepszym wyborem). 

Dawniej panował pogląd, że każdemu człowiekowi należy się przynajmniej jeden ciepły posiłek dziennie. Ciepłe jedzenie wcale nie jest zdrowsze, niż ugotowane i wystudzone jedzenie. Temperatura posiłku się przydaje w zimie, to oczywiste, że tak, przecież trzeba ułatwić sobie walkę z mrozem i zagrzać się również od środka. Ale kluczowym zagadnieniem o znaczeniu odżywczym jest nie sama temperatura podania, lecz fakt uprzedniej obróbki termicznej i zwiększenia przyswajalności składników pokarmowych. Ciepły pokarm ma pozytywne właściwości organoleptyczne. Lubimy ciepłe (przynajmniej większość ludzi lubi). Dlaczego więc nam smakuje? Smaki ciepłych pokarmów są bardziej intensywne, bo bodźce pochodzące wspólnie od różnych rodzajów receptorów (termicznych i chemicznych) są wzmacniane. Od tego tylko krok do nauczenia mózgu, że jeżeli jedzenie jest ciepłe, to znaczy że pokarm był ugotowany/upieczony i jest bardziej odżywczy. Lubisz ciepłe - wygrywasz w grze ewolucyjnej. Ale nawet ugotowane i wystudzone pokarmy mają swoją zaletę, np.: ziemniaki stają się źródłem opornej skrobi, która stymuluje wzrost bakterii jelitowych fermentujących do kwasu masłowego (butyrylobakterii). A kwas masłowy okazuje się czynnikiem zmniejszającym ryzyko nowotworów jelita grubego.

Negatywna strona obróbki termicznej ujawnia się natomiast w przypadku witamin. Nasz organizm potrzebuje tych związków, żeby w ogóle funkcjonować. Kiedy czytam, że dzięki witaminom ma się ładne paznokcie i cerę, nie wypadają włosy itd., to mam ochotę gryźć pazury i rwać włosy z głowy (polecam dietę cud:)). Biochemia dostarcza zupełnie inną perspektywę. Witamina C i E oraz flawonoidy są przeciwutleniaczami, wspólnie chronią nas przed wolnymi rodnikami i stanami zapalnymi. Witamina A jest składnikiem białka światłoczułego w komórkach siatkówki, więc zapewnia nam możliwość widzenia, ale też reguluje podziały komórkowe. Cała gama witamin z grupy B pełni funkcje koenzymatyczne. (Już wyjaśniam: Wszystkie reakcje metaboliczne, jakie zachodzą w naszym organizmie, przebiegają szybko i sprawnie dzięki specjalnym białkom – enzymom. Dla działania niektórych enzymów są potrzebne dodatkowe malutkie cząsteczki (koenzymy), żeby te reakcje w ogóle mogły zachodzić. Te malutkie cząstki powstają właśnie z witamin z grupy B.) Tiamina, ryboflawina, pirydoksyna, kwas pantotenowy, biotyna, nikotynamid, kwas foliowy, kobalamina – ich nazwy brzmią strasznie, ale są naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Potrzebujemy witamin, żeby nasze komórki mogły prawidłowo funkcjonować: uzyskiwać energię, gospodarować zasobami, bronić się przed toksynami, naprawiać uszkodzenia. Witaminy uczestniczą w kluczowych reakcjach metabolizmu. A komórki sprawne metabolicznie, to zdrowe ciało i sprawny umysł. Zdrowe i piękne ciało. Witaminy są składnikami naszego ciała, których nie potrafimy sami wyprodukować. Musimy je zjeść, a niestety one w większości źle znoszą temperaturę.

Dygresja: Wyjątkiem, który akurat całkiem nieźle znosi gotowanie, są karotenoidy (żółte, pomarańczowe i czerwone barwniki roślinne, które w większości dla nas są prekursorami witaminy A). W dodatku karotenoidy są łatwiej przyswajalne w towarzystwie tłuszczów (koniecznie!), więc w tym przypadku sos wygrywa z pomidorem. 

Nie tylko witaminy, ale też wielonienasycone kwasy tłuszczowe zawarte w ziarnach i orzechach bardzo nie lubią wysokiej temperatury. A niezbędne wielonienasycone kwasy tłuszczowe pełnią w naszym organizmie funkcje hormonalne regulując pracę układu krążenia i systemu odpornościowego: regulują przepuszczalność naczyń krwionośnych, lepkość krwinek, odpowiedzi immunologiczne, w tym alergiczne, oraz stany zapalne itd.

Z tych oto powodów tak ważne jest, żeby jeść surowe, nieprzetworzone termicznie pokarmy. Owoce, warzywa, orzechy i nasiona. I trzeba jeść ich dużo! Gotowane pożywienie to była, i nadal powinna być, tylko część diety hominidów, uzupełnienie jej. Surowy pokarm jest dla nas niezbędny, bo to on stanowił podstawę wyżywienia naszych przodków w czasach, kiedy kształtował się nasz gatunek. Surowe w naszej praprzeszłości było łatwo dostępne, rosło tuż pod ręką, więc nie musieliśmy wytwarzać mechanizmów nakazujących jego szukanie. Jedzenie surowego nie przyprawia nas o taką euforię jak jedzenie smażonego czy pieczonego, ale nie oszukamy biologii i potrzeb wynikających z fizjologii. Choć szczerze trzeba przyznać, że mocno próbujemy łykając tabletki z suplementami. Co zazwyczaj jest kompletnie pozbawione sensu, bo suplementy mają beznadziejnie niską przyswajalność i nigdy nie dostarczą nam wszystkich niezbędnych składników. (Z resztą ich funkcją miało być uzupełnianie diety w wyjątkowych przypadkach, a nie zastępowanie zdrowej żywności na stałe. Tylko jakoś o tym zapominamy...)

Minus surowego pokarmu to trudność jego trawienia. Problemy z surowym pokarmem dotykają przede wszystkim osób z dysfunkcjami układu pokarmowego. Dotyczy to dzieci, których układ pokarmowy jest jeszcze niedojrzały i nie funkcjonuje sprawnie. Pierwsze pokarmy, które podajemy dzieciom po diecie czysto mlecznej, to zupki. Przypadek? Niestety brakuje narzędzi do oceny, kiedy matki przestały podawać dzieciom pokarm przez nie wstępnie przeżuty na rzecz pokarmu ugotowanego. Czy to miało wpływ na rozwój gatunku?
Odejście od surowizny obserwujemy też w przypadku osób starszych, których organizm już nie działa prawidłowo. Ciężko też na samym zimnym pokarmie przetrwać srogą kilkumiesięczną zimę, choćby z tego powodu, że nic zimą nie rośnie i jesteśmy zdani na zapasy i przetwory (dawniej głównie suszone, wędzone lub fermentowane)... Surowego unikają też osoby ze schorowanym żołądkiem, wątrobą, nerkami, trzustką... (Ale ile z tych osób choruje dlatego, że unikało surowych warzyw?... Tak na marginesie, czy Wy też odnosicie czasem takie wrażenie, że tradycyjna polska dieta oparta na bułach i smażonym mięsie jest wprost idealnie skomponowana dla rozwoju firm farmaceutycznych?)

Dieta RAW nie jest najlepszą z diet, bo utrudnia zdobywanie białka i energii. Brak gotowania wyklucza z diety szereg przydatnych produktów, jak choćby rośliny strączkowe, i zazwyczaj wiąże się z rezygnacją z jedzenia jajek i mięsa ponieważ RAW upodobali sobie weganie (o witaminie B12 jest tutaj KLIK). Spokojnie mogą sobie na RAW pozwolić osoby chcące zrzucić nadmiar ciała i które niewiele się ruszają. Natomiast karmiącej naturalnie kobiecie, czy osobie ciężko pracującej fizycznie będzie raczej ciężko wytrzymać na samej surowiźnie. Po prostu na wege-RAW ciężko nadążyć z zapotrzebowaniem białkowo-kalorycznym. Bo gotowanie to duży plus dla dzieci, osób starszych i niedożywionych. Jednakże niejedzenie surowych warzyw jest dla zdrowia jeszcze gorsze, bo ogranicza nasze zdolności metaboliczne, przeciwutleniające, naprawcze i detoksyfikacyjne na skutek braku witamin, błonnika, kwasów tłuszczowych wielonienasyconych.

Podsumowując wątek:
Czy gotowane jest zdrowsze niż surowe? Niekoniecznie, ale jest bardzo przydatne.
Czy surowe jest zdrowsze niż gotowane? Zazwyczaj tak, ale ciężko na nim wyżyć
.
Jak zwykle prawda i zdrowie, leżą w równowadze: dużo surowego, trochę gotowanego, a smażonego jak najmniej! No i nie zapominajmy o kiszonym! Kiszonego też potrzebujemy :)

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam

sobota, 06 sierpnia 2016

Opinię publiczną rozgrzewa aktualnie temat odrażającego i obrzydliwego karmienia piersią niemowlęcia w miejscach publicznych, a w restauracji szczególnie. Dla zobrazowania rzeczonej obrzydliwości przytoczę "Macierzyństwo" Wyspiańskiego pobrane z Wikipedii. Pozwolę sobie więc krótko skomentować to obrzydzenie - w końcu to blog o jedzeniu, a ja karmiłam w sumie przez 4 lata i nie siedziałam zamknięta przez ten czas w domu.

Stanisław Wyspiański, Macierzyństwo, 1905

Po pierwsze, jeżeli porównujesz jedzenie do sikania, bo są tak samo naturalne, to idź się człowieku leczyć! Musisz mieć nieźle narąbane w głowie, skoro nie odróżniasz czynności wykonywanej ustami od czynności wykonywanej d...rugą stroną ciała.

Po drugie, jeżeli obrzydza cię widok jedzącej osoby (tak, ma ledwie ponad 60 cm wzrostu, ale jest to osoba, człowiek poczęty i zrodzony), więc jeżeli obrzydza cię widok jedzącej osoby w miejscu publicznym, to CO TY ROBISZ W RESTAURACJI??! Tam wszyscy jedzą publicznie! Jeżeli tak cię to brzydzi, to skorzystaj ze swoich rad: weź swój talerz i idź się schować do toalety. W kabinie jest tak zacisznie i przytulnie. Nakryj jeszcze głowę chustą, żeby ci się przyjemniej jadło.

Po trzecie, jeszcze nie spotkałam kobiety, która "wywala cyce" przy karmieniu. Zazwyczaj sutek w ogóle jest niewidoczny, a jeśli zamierzasz się wgapiać, żeby tylko wyłapać ten moment, kiedy dziecko puści brodawkę, a matka akurat nie zdąży zasłonić jej koszulą, to idź się leczyć z popaprania! Dziecko je. Tylko tyle. Cały brud jest wyłącznie w zboczonej głowie oburzonych osobników, którzy nie pamiętają, że biust oprócz pornografii służy również do karmienia dzieci.

Po czwarte, wgapianie się jak ktoś obcy je, nawet jeśli ten ktoś ma jakieś 60-80 cm, świadczy tylko i wyłącznie o braku dobrych manier obserwatora. Osoba kulturalna nie wgapia się, jak inny gość restauracji spożywa posiłek, czegokolwiek by on nie zamówił.

I tak, zasady dobrego współżycia obowiązują obie strony: karmiąca kobieta powinna to robić dyskretnie, a ty nie powinieneś się gapić.

Po prostu jedz i daj innym zjeść ich posiłek.

Smacznego!

Tagi: gadanie
00:04, pinkcake , bajanie
Link Komentarze (33) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 142