Różowy tydzień-baner Apetyt - Magazyn Małopolskich Blogerów Kulinarnych Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż
sobota, 16 sierpnia 2014

Mirabelka to niezmiernie płodna śliwka. Wszędzie jej pełno, łatwo kiełkuje i wydaje mnóstwo owoców. I nikt jej nie chce jeść. Dzieci na placu zabaw były zdumione, gdy Córcia sięgnęła do gałęzi i zjadła kilka owocków. Sądziły, że są trujące. Śliwki! Trujące! Wtedy moja Córcia zaczęła im opowiadać o innych owocach, które rosły w pobliżu: dzikim bzie, śliwie wiśniowej, rokitniku, czeremsze, popielicach. Fachowo, tłumacząc co i jak wolno. Po prostu pękałam z dumy!

Tymczasem w zamrażalniku czekały na nas lody mirabelkowe, właściwie sorbet na patyku. Pyszny. Cudownie kwaskowaty i przyjemnie aromatyczny.

lody mirabelkowe, lody z mirabelek, sorbet mirabelkowy, sorbet z mirabelek, mirabelle prun sorbet, mirabelle plum ice-creams

Lody z mirabelek

śliwki mirabelki zbierane z dala od drogi
(słodkie jabłko)
brązowy cukier i miód
cynamon
laska wanilii lub cukier z wanilią (klik jak zrobić)

Mirabelki dokładnie umyć. Zmiażdżyć tłuczkiem do ziemniaków. Dusić przez kilka minut na małym ogniu. Dodać przyprawy i cukier do smaku. Mirabelki są strasznie kwaśne, ale ja specjalnie użyłam cynamonu i wanilii, które nieco oszukują uczucie słodkości, pozwalając zmniejszyć ilość cukru. Można też dorzucić do duszenia pokrojone słodkie jabłko. Owoce dokładnie przetrzeć przez sitko. Mus mirabelkowy odstawić do wystudzenia. Napełnić nim foremki, wetknąć patyczki i zamrozić.

Smacznego!

P.S. 1. W Gazecie Wyborczej możecie przeczytać wywiad ze mną (KLIK). Tytuł dość przewrotny, ale podstawowym pytaniem było: czy jestem czarownicą?... ;)

2. Jeżeli ominęła Was moja rozmowa z Ewą Podolską w TOK FM, to możecie to jeszcze nadrobić (KLIK) - trzeba znaleźć 2014-08-09 :)

3. A w sobotę (23.08) odbędą się otwarte warsztaty kulinarne ze mną w ramach Targu Śniadaniowego w Parku Krakowskim. O zapisy, proszę, pytajcie bezpośrednio u organizatora (klik).

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Po prostu nie mogłam się oprzeć, by nie upiec crumble z morelami. Wzorem od lat jest dla mnie kruszonka Bei (klik), ale oczywiście po przejściu przez filtr mojego widzimisię i comisięnawinie.

Nie mogłam się zdecydować, czy do moreli dodać lawendę, rozmaryn, tymianek, czy róże. Każdy dodatek ulubiony, każdy idealny...

crumble morelowe z lawendą, morele pod kruszonką

Crumble morelowe z lawendą, czyli morele pod kruszonką

500 g moreli
1 łyżka miodu

50 g płatków owsianych
50 g mąki jaglanej
50 g brązowego cukru
szczypta kwiatów lawendy (suszonych lub świeżych)
40 g masła lub margaryny nieutwardzanej (ja ostatnio bardzo cenię mieszankę oleju kokosowego z masłem shea)

Morele umyć i przepołowić. Płatki owsiane zmielić w młynku razem z cukrem i lawendą. Zmieszać z mąką i szybko zagnieść z zimnym tłuszczem na kruszonkę. Morele ułożyć w naczyniu do zapiekania (wstępnie natłuszczonym). Polać miodem. Posypać kruszonką i piec w 180°C przez ok. 20 minut (aż kruszonka się zezłoci).  

crumble morelowe z lawendą, morele pod kruszonką, lawendowa kruszonka z morelami, apricot crumble with lavender

Jeżeli nie zje się wszystkiego naraz, kolejne porcje warto wrzucić na 5 minut w 200°C pod górną grzałkę, żeby kruszonka była chrupiąca. Poza tym my zazwyczaj wolimy crumble na ciepło.

jadalne kwiaty, klub kwiatożerców, pinkcake.blox.pl, jem kwiaty, kwiaty do jedzenia  

Smacznego!

środa, 06 sierpnia 2014

Nasiona koniczyny to już kuchnia bardziej survivalowa. Ale bardzo chciałam ich spróbować :) W Irlandii w czasach głodu suszono kwiaty i nasiona koniczyny, mielono na mąkę i robiono z niej podpłomyki lub dodawano do wypieku chleba.

jadalne chwasty,koniczyna jadalna, nasiona koniczyny, clover seeds

Koniczyna (i biała i czerwona) jest jadalna w całości: liście, kwiaty, korzenie i nasiona. Brakuje dokładnych danych na temat ich odżywczości, bo nikt się tym za bardzo nie interesuje. Nasiona na pewno są bardziej pożywne niż reszta, ponieważ zazwyczaj tak bywa (zobaczcie na wpisy dotyczące magnezu, wapnia, żelaza, czy białka - wszędzie ziarna zajmują miejsca w czołówce). W nasieniu roślina gromadzi składniki mineralne, witaminy, pełen zestaw aminokwasów do budowy białek i energię w skrobi, by nasiona mogły pewnie wykiełkować.

owoce koniczyny, podpłomyki z koniczyny, clover seeds

Postanowiłam ususzyć trochę koniczyny i zrobić z niej słone racuszki, takie mini-omlety, bo podpłomyki, czyli placki pieczone z mąki rozrobionej z wodą, wydawały mi się zbyt ekstremalne ;) W końcu w mojej książce (klik) namawiam do rozkoszowania się chwastami, a nie zjadania ich wyłącznie z głodu i biedy.

Nasiona razem z całymi owocostanami (nie w każdym malutkim strączku są nasionka) a także kwiaty suszyłam stopniowo, aż uzbierała mi się jakaś rozsądna ilość. Potem zmieliłam w blenderze (młynek tylko pozuje do zdjęcia;)) i przesiałam. Mąka koniczyny jest zupełnie neutralna w smaku. Może dla pełniejszych doznań warto by ją podprażyć? Hm...

mąka z koniczyny, mąka z nasion koniczyny, clover seeds flour


Racuchy z nasion koniczyny

2 łyżki zmielonych wysuszonych nasion i kwiatów koniczyny białej
1 jajko kurze (lub 4 przepiórcze)
sól
masło

Jajko roztrzepać z mąką z nasion koniczyny. Masło rozgrzać na patelni. Wylać na patelnię masę jajeczno-koniczynową. Smażyć chwilę z obu stron.

racuchy z nasion koniczyny, mąka z koniczyny, clover seeds, podpłomyki z koniczyny

Omleciki zjadłyśmy ze smakiem na śniadanie na spółkę z Córcią. Przyjemnie tak sobie jeść jajka na maśle z dzieckiem, jakby nigdy nie miało na nie alergii :) I bardzo fajnie było zjeść coś, czego mało kto próbował. I to jest właśnie ta moja egzotyka zza płota.

Smacznego!

czwartek, 31 lipca 2014

Mahonia ostrolistna, czyli inaczej ościał pospolity (Mahonia aquifolium) – to krzew należący do rodziny berberysowatych. Przywędrował do nas z Dzikiego Zachodu i tak się zadomowił, że bywa uznawany za roślinę inwazyjną, czyli chwasta. Całkiem pysznego chwasta ;)

owoce mahonii są jadalne, mahonia fruit edible, oregon grape

Mało kto wie, że owocki mahonii, zawierające raczej duże pestki, są jadalne. Indianie używali ich również do barwienia tkanin, leczenia niestrawności, a okazuje się, że mają działanie antybiotyczne. Z owoców mahonii można przygotować kompot, galaretkę albo wino. Nalewkę pewnie też, bo w końcu czego nie można zalać alkoholem?...

kompot z mahonii, mahonia compote, oregon grape compote

Kompot z mahonii

1 kubek dojrzałych owoców mahonii
0,5 - 1 kubka cukru lub innego słodzidła
pół-3/4 litra wody

Składniki zagotować. Podawać na ciepło lub zimno.

Mahonia to moja wakacyjna zdobycz, bo przecież nawet na wakacjach nie mogę sobie odpuścić tworzenia dziwacznych potraw ;) Właścicielka ogrodu myślała, że mahonia jest trująca, pewnie jak większość osób posiadających ją w ogródkach. Przypuszczam, że ten pogląd wynika z mylenia mahonii z ostrokrzewem. Nie jestem pewna, jak wygląda kwestia jadalności pestek.
Choć z przykrością stwierdzam, że te malutkie owoce są okropecznie kwaśne! Na surowo absolutnie się nie nadają do spożycia, choć Indianie podjadali je łącząc z innymi słodkimi owocami. Przetworzone i posłodzone mają bardzo fajny smak.

Pozdrawiam
Gosia

wtorek, 29 lipca 2014

Chciałam się z Wami podzielić wspomnieniem z II Targów Książki Kulinarnej. To inicjatywa zorganizowana przez Martę Gessler i jej Qchnię Artystyczną w Zamku Ujazdowskim. Oprócz możliwości kupienia książek kulinarnych, można było uczestniczyć w towarzyszących imprezach jak: wymiana przetworów, wystawy porcelany i designu stołowego, panele dyskusyjne, warsztaty oraz spotkania z autorami. I właśnie w tym ostatnim miałam wielki zaszczyt i przyjemność uczestniczyć z moimi "Pysznymi chwastami" dzięki Wydawnictwu Pascal.

Na początek porwała mnie Joanna Milewczyk z Radiowej 3, zaś o 11 zaś odbyło się clue imprezy (przynajmniej dla mnie :D), czyli moja rozmowa z Gosią Mintą, dziennikarką Gazety Wyborczej. (Bardzo pomysłowa dekoracja w tle :) A moja grzywka jak zwykle robiła, co chce :P )

Gosia wypytywała mnie o chwasty, ulubione dania, porady dla początkujących itp. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się uczestniczyć w tym spotkaniu!

A potem przyszła pora na indywidualne spotkania z czytelnikami i podpisywanie książek na stoisku Wydawnictwa Pascal. Panie z wydawnictwa przygotowały do poczęstunku ciasteczka maślane z pokrzywą i ciasteczka śniadaniowe z zielskiem wg przepisów z "Pysznych chwastów" - wypieki znikały z koszyczków błyskawicznie :)

Wydawnictwo Pascal, Pyszne chwasty

Przy okazji fajnie się było przekonać, jakie jest spektrum reakcji przypadkowych ludzi na ideę jedzenia chwastów ;) Strasznie miło było porozmawiać z osobami zainteresowanymi dzikimi roślinami i dziwnym jedzeniem. Najpiękniejsze chwile, to były migawki z dziewczynami korzystającymi z moich przepisów na Trochę Innej Cukierni. Te krótkie spotkania tak niesamowicie naładowały mnie pozytywną energią. Super, super, super! :) Strasznie Wam dziękuję, że się ujawniłyście, że ja też mogłam Was zobaczyć i przekonać się na żywo, że mój blog się Wam przydaje. Dziękuję :*

Wyniosłam z tego dnia ogromnie miłe wrażenia. Spotkania z Gosią z Czytelniczego - dzięki której mam zdjęcia, bo zaopiekowała się moim aparatem :) i uroczą Truskawkową Anią, która miała spotkanie autorskie zaraz po mnie. Miałam nadzieję na wspólne blogerskie zdjęcie, ale oczywiście każda z nas polazła w inną stronę ;)

Na targach miała też okazję spotkać Agatę z Wydawnictwa Egros, którą darzę wielką sympatią i której mnóstwo zawdzięczam począwszy od zdania: "Tak, wydamy Pani książkę". Przy okazji mam przyjemność i żal oświadczyć, że nakład "Kwiatowej uczty" został wyczerpany. Uff!...

Kwiatowa uczta, Jadalne kwiaty w 100 przepisach, malgorzata kalemba-drozdz, trochę inna cukiernia

A propos jadalnych kwiatów, to podczas imprezy odbywał się też targ produktów lokalnych, na którym sprzedawano m.in. kwiaty cukinii, nasturcji i nagietka. Czyli zrealizowało się moje marzenie sprzed prawie 6 lat, gdy rozpoczynałam krzewienie idei kwiatkojedzenia, by jadalne kwiaty można było kupić na targu. Podaż goni popyt, a mam nadzieję, że pewna kropla w wygenerowaniu tego popytu, to wynik mojej działalności w Klubie Kwiatożerców :)

Podsumowując Targi Książki Kulinarnej, to jest to świetne przedsięwzięcie, warto tam być, pooglądać, porozmawiać, kupić książki w promocyjnych cenach. Koniecznie zajrzyjcie na kolejną edycję. A ja bardzo dziękuję Qchni Artystycznej i wydawnictwu Pascal za możliwość przedstawienia publicznie moich "Pysznych chwastów".

Pozdrawiam
Gosia

poniedziałek, 14 lipca 2014

Miałam straszliwą ochotę na jagodzianki vel borówczanki (jestem z Małopolski, gdzie nazywa się te owoce, tak jak trzeba:)) z tego rewelacyjnego przepisu (klik), który tak bardzo cenicie. Ale kiedy już ciasto sobie wyrastało, zabrakło mi chęci na zawijanie bułeczek, a i Synuś się niecierpliwił o zabawę "judzikami jego", więc wrzuciłam tylko ciasto na blachę i posypałam borówkami, a resztę owoców po prostu zjedliśmy.

dietetyczne ciasto drożdżowe z jagodami i lawendą, ciasto drożdżowe bez jajek bez tłuszczu bez mleka, ciasto drożdżowe z jagodami i lawendą, dietetyczne ciasto drożdżowe z borówkami i lawendą

Bazą do tego ciasta drożdżowego jest mleko kokosowe, wystarczająco tłuste by nawilżyć wypiek i już żaden dodatkowy tłuszcz nie jest potrzebny.

Dietetyczne ciasto drożdżowe z borówkami (jagodami) i lawendowym cukrem

bez dodatku tłuszczu, jajek i mleka

2 szklanki mąki
1 szklanka pełnego mleka kokosowego BIO
1 opakowanie suszonych drożdży (7 g)
1/2 szklanki brązowego cukru
malutka szczypta soli

100 g borówek czarnych

Zmieszać mąkę z drożdżami, solą i cukrem. Dolać dobrze wytrząśnięte mleko i wyrobić na gładkie ciasto. Zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia (podwojenia objętości) na około godzinę.

Borówki dokładnie umyć i osuszyć, przebrać.

Wyrobić wyrośnięte ciasto. Przełożyć na blaszkę 20 x 20 cm wyłożoną na dnie papierem. Przykryć i odstawić na 20-30 minut do wyrośnięcia. Posypać owocami i piec w 180°C przez ok. 25 minut. 

dietetyczne ciasto drożdżowe z jagodami i lawendą, ciasto drożdżowe bez jajek bez tłuszczu bez mleka, ciasto drożdżowe z jagodami i lawendą, dietetyczne ciasto drożdżowe z borówkami i lawendą, ciasto drożdżowe i lawendowy cukier

Cukier lawendowy

3 łyżki brązowego cukru
szczypta kwiatów lawendy

Cukier zmielić w młynku razem z lawendą. Oprószyć nim ciasto.

Ciasto znikało w zastraszającym tempie. Obawiałam się, czy cokolwiek zostanie na rano do zdjęcia przy dziennym świetle, a o ten ostatni kawałek toczyły się zażarte spory ;)

lawendowy cukier, lawendowy słodziak, lawender sugar

Tego lawendowego słodziaka dodaję do akcji Jem kwiaty.

jadalne kwiaty, klub kwiatożerców, pinkcake.blox.pl, jem kwiaty, kwiaty do jedzenia

piątek, 11 lipca 2014

Ostatnio miałam przyjemność poprowadzić warsztaty zorganizowane przez wydawnictwo Pascal dla dziennikarzy i blogerów zainteresowanych moją nową książką: "Pyszne chwasty" (klik).

Pyszne chwasty, Małgorzata Kalemba-Drożdż, Wydawnictwo Pascal

Spotkanie rozpoczęliśmy rozmową o dzikich roślinach, podczas której wyszło na jaw, że większość uczestniczek nigdy nie miało okazji spróbować potraw z pospolitych chwastów, więc miałam duże pole do manewru. A zaraz potem zagoniłam panie do roboty :) Ale oczywiście gadać nie przestałyśmy nawet na chwilę ;)

W naszym menu były: dzikie risotto i koktajl z pokrzywy. Dzikie zielsko zbierałam osobiście na wielkich łąkach pod Krakowem i nawet nieźle zniosło podróż do Warszawy. Kasia ChilliBite fotografuje, jak łapię pokrzywę gołą dłonią, co nie jest wielką sztuką, jeśli pokrzywa lekko zwiędła :P

jadalne chwasty, warsztaty z jadalnymi chwastami, pyszne chwasty

Na początek przygotowałyśmy koktajl pokrzywowy w dwóch wersjach:

pokrzywa, banan, przecierowy sok jabłkowy, sok z cytryny
oraz pokrzywa, truskawki, przecierowy sok jabłkowy

Pokrzywę należy sparzyć gorącą wodą, osączyć i od razu zanurzyć w wodzie z lodem. Pasjonaci twierdzą, że jeśli się je miksuje, to już nie trzeba parzyć, ale wolałam działanie zgodne z wielowiekowym kanonem postępowania z pokrzywą.

Problemem okazał się blender, bo niestety nie znalazłyśmy kielichowego, tylko ręczny, który nie za bardzo chciał sobie poradzić z owocami, więc konsystencja nie była tak idealna, do jakiej jestem przyzwyczajona. Ale smaku nie zepsuł, więc z przyjemnością wypiłyśmy ten odżywczy i zdrowy napój. Tu Gosia Minta walczy z rzeczonym blenderem:

jadalne chwasty, warsztaty z jadalnymi chwastami, pyszne chwasty

Potem przystąpiłyśmy do skubania koniczyny na risotto, bowiem przywiozłam ją w postaci wielkiego bukietu, by lepiej zniosła podróż. Dzikie risotto też przygotowałyśmy w dwóch wersjach: koniczyna-komosa oraz koniczyna-krwawnik-babka

Dzikie risotto z koniczyną

Cebulę i czosnek zeszklić na oliwie z dodatkiem masła. Dodać ryż i smażyć, aż stanie się szklisty. Podlać winem i ciągle mieszać. Kiedy płyn odparuje, dolać ciepły bulion. Stale mieszać, podlewać, mieszać, podlewać... Gdy ryż wciąż jest jeszcze twardy, dorzucić zielsko: główki i listki koniczyny, posiekane liście babki i krwawnika lub komosę. Komosę trzeba wcześniej zagotować, odlać wodę, ziele odcisnąć, posiekać i dopiero wtedy dodać do risotto. Mieszać potrawę, oczywiście podlewać, aż ryż zmięknie. Na koniec zdjąć z palnika i zaprawić startym parmezanem.

Nie mogłam sobie odmówić dania upustu mojemu kwiatowemu zboczeniu i oprócz dzikiego zielska przywiozłam pierwiosnki, fiołki rogate i ogóreczniki do dekoracji ;)

Ciężko było zdecydować, które risotto wyszło smaczniej. To z komosą wyszło zielonkawe i rozwijało smak z każdym kęsem, a to z krwawnikiem i babką dużo bardziej pikantne - bardziej dzikie. Oba wyszły pysznie, aczkolwiek muszę przyznać, że przy krojeniu cebuli wykazałyśmy zbyt wiele entuzjazmu :P

Również piękna i bardzo tematyczna dekoracja stołu zorganizowana przez panią Agnieszkę z Pascala wzbudzała zasłużony zachwyt:)

pokrzywa jadalna, jadalna pokrzywa, edible nettle

Wszystkie zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych wydawnictwa Pascal, niestety nie mam zdjęć gotowych dań, bo pan fotograf wyszedł jeszcze w trakcie gotowania.

Bardzo się cieszę, że nasze spotkanie miało pozytywny wydźwięk, atmosfera była miła i swobodna, a potrawy wyszły smacznie. Dziękuję za wspólne gotowanie i ogromnie mnie raduje, że moja książka tak bardzo się podoba :) KUKBUK, Chillifiga i Cosmopolitan już ją opisały - bardzo dziękuję za miłe słowa! A wszystkie relacje z warsztatów pilnie zbieram w zakładce "Media o Trochę Innej Cukierni".

Pozdrawiam ciepło
Gosia Kalemba-Drożdż

P.S. Zapraszam serdecznie na II Targi Książki Kulinarnej, na których będzie można się ze mną spotkać, porozmawiać, odebrać autograf itp :)

piątek, 04 lipca 2014

Parfait z mastyksem, czyli żywicą drzewa pistacjowego, zaserwowane nam w Garaż Food&Wine (klik), było deserem absolutnie nieziemskim. Bazą deseru była śmietana kremówka, mascarpone, żółtka i tłuste mleko, więc nie oszukujmy się, coś bardzo słodkiego, białkowego, co jednocześnie zawiera tak ogromną ilość tłuszczu i to nasyconego, po prostu musi dobrze smakować. Lody te podano z truskawkami i płatkami róży w cukrze, z którymi żywicze akordy stworzyły niepodważalnie genialną kompozycję smakową.

Bardzo mnie zainspirowały, więc stworzyłam coś własnego, dostosowanego jednocześnie do wymagań moich alergików. Nie kupowałam mastyksu, jednak postanowiłam skorzystać z resztek dżemu z pędów świerka (klik), po zastanowieniu polałam jeszcze deser domowym miodem sosnowo-rozmarynowym.

lody świerkowe z płatkami róży i miodem sosnowym

Lody świerkowe z płatkami róży, pistacjami, malinami i miodem sosnowym

gęsta część z jednej puszki mleka kokosowego BIO
3/4 szklanki śmietany migdałowej
1 łyżka oleju kokosowego
1/4 szklanki brązowego cukru
1-2 łyżki dżemu ze świerka

płatki wonnej róży
niesolone pistacje
maliny
miód sosnowo-rozmarynowy

Składniki bazy mocno zmiksować, sprawdzić, czy odpowiednio słodkie (lody muszą być bardziej posłodzone niż ciepłe desery, bo chłód odbiera im słodyczy) i zamrozić w foremkach tartaletkowych. Jeżeli macie maszynę do lodów, to warto je wstępnie pokręcić, a dopiero potem wlać do foremek. Po zamrożeniu wyjąć z foremek i podawać z owocami, płatkami pachnących róż, pistacjami i polane miodem sosnowym.

lody świerkowe z płatkami róży i miodem sosnowym, pine icecreams with rose petals and rasberries

Płatków róży nie chciało mi się już obtaczać w cukrze. Ale przy okazji zdradzę Wam drobną sztuczkę. Jeżeli nie udało Wam się zdobyć płatków róży o intensywnym zapachu, to wystarczy skropić płatki wodą różaną, by nabrały odpowiedniego aromatu. Bo niepachnących róż nie warto jeść. A róże warto jeść i wreszcie ukazał się drukiem mój artykuł na ten temat (klik) :)

jadalne kwiaty, klub kwiatożerców, pinkcake.blox.pl, jem kwiaty, kwiaty do jedzenia

czwartek, 03 lipca 2014

Niedawno miałam przyjemność uczestniczyć w zupełnie niezwykłej kolacji, bowiem w restauracji Garaż Food&Wine (ul. Józefitów 8, Kraków) zorganizowano spotkanie degustacyjne z winami Clementa Klura z Alzacji, czego dalekim echem jest poniższa sałatka.

sałatka z bobem i boczkiem

Niezwykłość owej degustacji polegała niejako na odwróceniu ról. Zazwyczaj dobieramy wino, by podkreślić smak potrawy, tutaj mieliśmy sytuację, że to potrawy miały za zadanie podkreślić smak wina. I doskonale to robiły! A całość została okraszona ciekawym, prowadzonym mocno gawędziarskim tonem, wykładem na temat win biologicznych prowadzonym przez pana Mariusza Beretę, właściciela tejże piwniczki z winami.

A zaserwowano nam:

- Cremant d’Alsace AOC Clement Klur i smażone świńskie uszy na zielonej sałatce z ziołami
- Voyou de Katz Clement Klur i przegrzebki z salsą truskawkową
- Pinot Noir Clement Klur i wątróbkę jagnięcą z miętą w syropie z melasy morowej
- Gentil de Katz Clement Klur i parfait z mastyksem, truskawkami i płatkami róż

To było bardzo ciekawe doświadczenie, bo dania zostały skonstruowane jakby były niekompletne, a dopiero popijanie ich winem tworzyło całą symfonię smaków, co przy "suchym kęsie" było dość rozczarowujące. Natomiast właśnie takie dostała zadanie szef kuchni pani Lena Wrubleska. Osobny wpis zrobię na temat deseru, bo był genialny! Powiem szczerze, że wina samodzielnie też były wyborne. Cremant lekkie i owocowe, podobno jest jedynym musującym winem niesiarkowanym. Voyou orzeźwiające, Pinot Noir głębokie, jakby jeżynowe, zdecydowanie w moim typie. A to ostatnie, Gentil de Katz, absolutnie przepyszne, wytrawne a pełne radosnych, słodkich tonów. Każde z nich świetne, lecz jeśli wypatrzycie wino z kotem a la Szczerbatek, to kupujcie je bez wahania.

Clement Klur, wino z kotem, gentil de katz

Podaną nam sałatkę ze świńskimi uszami postanowiłam przenieść na grunta domowe. Świńskie uszy w restauracji zostały usmażone na skwarki (w sumie to były takie kolagenowe chrupki) i połączone z bobem i zielonymi szparagami w towarzystwie nieprzyzwoitej wprost ilości koperku. No i wymagały podlewania winem, czego w kuchni rodzinnej nie mogłam zastosować, więc przedstawiam moją wariację na temat owego dania.

sałatka z bobem i boczkiem

Sałatka z bobem i smażonym boczkiem

sałata dębowa
ugotowany bób
kiełki słonecznika
kilka gałązek pietruszki, tymianku i koperku
smażony boczek
(truskawki i kwiaty ogórecznika)
sos: oliwa, sok z cytryny, sól, pieprz

Cóż nie da się ukryć, że poszłam daleko od oryginału, bo użyłam boczku zamiast uszu. Siewki słonecznika zastąpiły szparagi - no w końcu one też ledwie wykiełkowały ;) Zaś koperku dałam jedynie symboliczną gałązkę. Już na sam koniec dorzuciłam truskawki, bo jakoś tak mi słodko-kwaśno podpasowały, ale mój mąż jadł bez nich i też był zachwycony daniem. Ale najważniejsza rzecz: skwarki i bób dorzuciłam ciepłe - to naprawdę ważne.

O kwiaty ogórecznika jak zwykle musiałam się bić z Córcią, bo ciężko jej przychodzi oddać kilka na inne talerze ;)

Ogólnie bardzo się cieszę z zaproszenia na to wydarzenie, i bardzo za nie dziękuję organizatorom, bo jeszcze długo będę odczuwać jego reminescencje w swojej kuchni.

piątek, 27 czerwca 2014

Kiedy w zeszłym roku na Smakoterapii zobaczyłam lody z kaszą jaglaną uznałam, że to już chyba przesada;) Ale ponieważ sama w zeszłym roku kręciłam lody ryżowe i wyszły fajnie, to postanowiłam też przygotować lody z kaszą jaglaną. Zrobiłam je jeszcze w zeszłym roku, ale nie zdążyłam opublikować zanim nie zrobiło się zimno, więc zostawiłam je na tegoroczny sezon (w razie wątpliwości co do daty, mogę przedstawić metadane zdjęcia :)) Lody przydadzą się szczególnie osobom, które narzekały na obecność banana w przepisie na najprostsze lody na świecie, ponieważ kasza jaglana nadaje lodom aksamitną konsystencję.

lody z kaszy jaglanej, lody z kaszą jaglaną, lody jagodowe bez jajek i mleka, lody bez jajek i śmietany

Lody jaglane jagodowe, czyli z borówkami czarnymi - bez jajek bez śmietany bez mleka

1/4 szklanki kaszy jaglanej
pół laski wanilii lub łyżka ekstraktu waniliowego
1/3 szklanki cukru, miodu lub zmiksowanych daktyli
1 szklanka wody (lub ulubionego mleka np owsianego)
kilka kryształków soli
3 łyżki oliwy lub oleju kokosowego
1 łyżka soku z cytryny
1-2 szklanki borówek czarnych (czarnych jagód) mogą też być inne owoce

Kaszę jaglaną ugotować do miękkości na mleku (lub wodzie). Odstawić do wystudzenia. Zmiksować gładko z resztą składników i zamrozić.

Spokojnie zamiast borówek można użyć truskawek, wiśni, porzeczek albo innych ulubionych owoców.

Pycha :) Polecam!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 93