Zakładki:
Różowy tydzień-baner Apetyt - Magazyn Małopolskich Blogerów Kulinarnych Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż
wtorek, 30 czerwca 2015

Tradycyjnie wymienia się jajka jednym tchem z produktami mlecznymi i przez to wszystkim się miesza, czy jajka to jest nabiał, czy nie?

Z żadnej strony jajka nie mają nic wspólnego z mlekiem, dlaczego więc wrzuca się je do wspólnego worka z nabiałem?

jajka to nie nabiał

Nabiał to grupa produktów żywnościowych, która obejmuje mleko i pochodzące od niego przetwory. Nabiał powstaje z mleka krowiego, koziego, owczego, wielbłądziego, kobylego, bawolego, jakowego i innych ssaków. Widzieliście kiedyś ssaka, któremu z wymion wypadają jajka?

Pod względem morfologicznym jajkom zdecydowanie bliżej jest do mięsa. Mleko to bezkomórkowa wydzielina gruczołów sutkowych samic ssaków, zaś jajko to struktura komórkowa uformowana w ptasim (i nie tylko) układzie rozrodczym. Ludzie spożywają jaja kur, indyków, kaczek, przepiórek, żółwi i innych gadów oraz ryb. Hmmm, kawioru chyba nikt nie utożsamia z nabiałem...

Mleko z samej swojej istoty jest pokarmem, musi przejść przez układ pokarmowy ssaczego potomstwa. Jajko zaś to pierwsza faza rozwoju zwierząt jajorodnych i cała zawartość jaja w toku dojrzewania, zamieni się w pełni ukształtowane zwierzę - czyli z dietetycznego punktu widzenia: mięso. Mięso w stadium zarodkowym. Fakt, że jajka z fermy nie są zapłodnione nijak nie wpływa na ich wartość odżywczą, 1 plemnik z dietetycznego punktu widzenia naprawdę nie ma znaczenia.

Skład i właściwości odżywcze mleka i jaj są kompletnie odmienne. Jak popatrzymy na zawartość białek, tłuszczów i węglowodanów, mleko i jajko to zupełnie inne światy. Jajko to produkt tłuszczowo-białkowy, mięso - białkowy z udziałem tłuszczu, zaś w mleku nieznacznie dominują węglowodany przy dość podobnej proporcji tłuszczu i białek. Jeśli rozpatrzymy zawartość mikroelementów, to mleko jest produktem stricte wapniowym, a jajko żelazowo-fosforowo-cynkowo-sodowym. Jajka, jako materiał budulcowy dla całego nowego organizmu, będą charakteryzowały się unikatową zawartością witamin i tłuszczów, więc ciężko porównywać je pod tym kątem do mięsa. W końcu kurczak składa się nie tylko z mięśni, ale i krwi, narządów miąższowych, kości, a także niezmiernie bogatego w tłuszcze i cholesterol układu nerwowego. Ale na pewno jajka wybitnie różnią się pod tym względem od mleka. Dla uproszczenia przyjrzymy się składowi najpopularniejszych przedstawicieli: jajom kurzym i krowiemu mleku:

SKŁADNIK

jednostka

mleko 3,2% 100g

jajko kurze 100g

kurczak mięso mieszane 100g

woda

g

88.13

76.15

75.46

energia

kcal

61

143

119

białko

g

3.15

12.56

21.39

tłuszcz

g

3.27

9.51

3.08

cukry

g

5.05

0.37

0.00

wapń

mg

113

56

12

żelazo

mg

0.03

1.75

0.89

magnez

mg

10

12

25

fosfor

mg

84

198

173

potas

mg

132

138

229

sód

mg

43

142

77

cynk

mg

0.37

1.29

1.54

wit.C

mg

1.0

0.0

2.3

wit.B1

mg

0.046

0.040

0.073

wit.b2

mg

0.169

0.457

0.142

wit.PP

mg

0.089

0.075

8.239

wit. B6

mg

0.036

0.170

0.430

foliany

µg

5

47

7

wit.B12

µg

0.45

0.89

0.37

wit.A

µg

46

160

16

wit.E

mg

0.07

1.05

0.21

wit.D

IU

2

82

5

wit.K

µg

0.3

0.3

1.8

kw.tłuszczowe nasycone

g

1.865

3.126

0.790

kw.tłuszczowe 1-nienasycone

g

0.812

3.658

0.900

kw.tłuszczowe wielonienasycone

g

0.195

1.911

0.750

cholesterol

mg

10

372

70

Słownik Języka Polskiego podaje, że nabiał to produkty mleczne i jajka, ale słowniki są pisane przez ludzi. Ludzi, którzy niekoniecznie wiedzą wszystko o wszystkim. Nawet klasyczne encyklopedyczne hasło "Koń jaki jest każdy widzi" doczekało się kiedyś nowelizacji. Liczę również na taką nowelizację w przypadku nabiału. 

Spotkałam się z argumentem, że białkami nazywano w średniowieczu kobiety sprzedające sery i jajka, i dlatego teraz mamy zbiorczo "nabiał". Tylko że białkami lub białogłowami nazywano wszystkie mężatki, od białej chusty przynależnej ich stanowi cywilnemu, więc moim zdaniem to argument z palca wyssany.

Dietetyka obecnie bardzo intensywnie się rozwija, zadbajmy, by ten rozwój następował także w strefie językowej. Szczególnie że w innych językach europejskich nie funkcjonuje zbiorcze traktowanie tych dwóch kompletnie różnych produktów. Nabiał to produkty mleczne, a jajka to jajka. Logicznie i słusznie należałoby zatem mówić: nabiał i jajka, jeżeli chcemy wspomnieć o spożywczych produktach odzwierzęcych, które nie wymagają zabicia zwierzęcia do ich pozyskania. (*Choć z tym zabijaniem to obecnie mocno naciągana sprawa. Zastanawialiście się, co się dzieje z kogucikami, które się wykluły z jaj kur niosek przeznaczonych do rozrodu, albo co się dzieje z cielątkami mlecznych krów?)

Popatrzmy jeszcze na te pokarmy ze względu na strategię zdobywania jedzenia. Ludzie są jedynymi zwierzętami, które spożywają mleko pochodzące od innych gatunków ssaków. Produkty mleczne zadomowiły się w diecie ludzi około 8,5 tysiąca lat temu (nota bene nie zaczynaliśmy od krów, tylko kóz i owiec), zaś jajka to pożywienie pierwotne, które spożywa mnóstwo drapieżników i wszystkożerców. Nawet inne małpy człekokształtne podkradają jaja ptakom i gadom, ale nikogo nie doją.

Zatem skoro żaden racjonalny powód nie przemawia za tym, żeby klasyfikować jajka w tej samej kategorii co mleko, więc apeluję, aby wyjść ze średniowiecza i przestać mieszać ludziom w głowach, że jajka to jest to samo co nabiał. Bo tak nie jest.

Jest nabiał i są jajka.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

W lecie rzadko kiedy coś piekę. Obfitość naszych sezonowych owoców niemal całkowicie zaspakaja naszą potrzebę na słodycze. Ale kiedy trafią się przecenione banany, a zamrażarka już jest pełna lodów, wtedy chętnie sięgam po bananowca. Nie mogłam się zdecydować, czy upiec go z dodatkiem karobu, czy bez, więc w końcu siadłam na miedzy okrakiem i zrobiłam marmurka :P

chlebem bananowy marmurek, marble banana bread, bananowiec marmurkowy

Chlebek bananowy marmurkowy

4 duże bardzo dojrzałe banany
1 szklanka mąki gryczanej
1 szklanka mąki żytniej lub orkiszowej
1/3 szklanki oliwy
3-4 łyżki syropu słodowego lub klonowego, z agawy, miodu
1 łyżeczka soku z cytryny lub octu jabłkowego
1/4 szklanki soku pomarańczowego (tylko tyle, żeby nieco rozluźnić ciasto)
1 płaska łyżeczka sody
szczypta soli morskiej
1 łyżka karobu (mąki ze strąków chleba świętojańskiego) lub 2 łyżki kakao

Banany rozgnieść tłuczkiem do ziemniaków. Dodać resztę składników oprócz karobu i wymieszać. Połowę masy przełożyć do keksówki o długości 25 cm wyłożonej papierem do pieczenia. Do reszty ciasta dodać karob, wyłożyć je do keksówki i lekko poobracać łyżką obie warstwy. Piec w 180°C przez około 45 minut do suchego patyczka.

Smacznego!

czwartek, 25 czerwca 2015

Co prawda Jean Anthelme Brillat de Savarin, autor "Filozofii smaku" powiedział: "Pokaż mi co jesz, a ja ci powiem, kim jesteś" i zasadniczo się z nim zgadzam, jednakże... Po pierwsze w obecnych czasach niekoniecznie pojedynczy posiłek musi odzwierciedlać nawyki żywieniowe, ponieważ mamy tak ogromny wybór produktów i potraw, i jednocześnie ten wybór jest powszechnie dostępny. Zaś najważniejsze, że potrawy nie są tak ściśle związane z pozycją społeczną jak dawniej, więc wnioskowanie może być całkowicie chybione. Oczywiście na podstawie jakości i składników potrawy, miejsca spożycia można próbować ocenić, czym zajmuje się dana osoba, jakie ma wykształcenie, pochodzenie itd, ale czy spożywany posiłek powie nam JAKIM ta osoba jest człowiekiem? A jak chyba nigdy wcześniej, dieta stanowi dla wielu osób punkt wyjścia do budowania poczucia własnej wartości, zazwyczaj kosztem negatywnej oceny bliźnich, którzy ośmielają się odżywiać w inny sposób. 

nie oceniaj bliźniego po posiłku jego, nie oceniaj człowieka po jedzeniu 

Widzisz kobietę w ciąży z burgerem w garści i gazowanym, przesłodzonym napojem? "Oż wyrodna matka, idiotka, krzywdzi swoje nienarodzone dziecko!" A może miała tak wielką chcicę, że walczyła z nią od kilku tygodni wpadając we frustrację, że zaszkodzi swojemu dziecku, ale wreszcie musiała sobie ulżyć, bo inaczej by zaczęła wyć? Daruj sobie karcące spojrzenia, wcale jej nie odwiodą od posiłku. Poczekaj, kobieto, na własne zachcianki, wtedy pogadamy. Co jeden burger świadczy o matce?

Dzieci w fast-foodzie? "Boszsz, cóż za głupi rodzice na to pozwalają! Te dzieci będą otyłe jak świnie, zachorują na raka, cukrzycę i miażdżycę!!" A może dzieciarnia z niecierpliwością wyczekiwała na wyjazd do wielkiego miasta? Naprawdę porcja frytek kilka razy do roku posieje takie straszne spustoszenie w ich organizmie? Co Ci mówi jedna porcja frytek o dzieciach i ich rodzicach?

Widzisz weganina i martwisz się o jego witaminę B12? "Oż, naiwny głupiec!" To nie twoja sprawa. Jest dorosły, dieta to jego wybór. 

Widzisz chłopa z golonką i piwem i gigantyczną oponą na brzuchu. "Obleśny! Umrze na zawał!" To jego serce i jego zawał. Zaglądaj na swój talerz. Może nie potrafi skomponować diety, ale może ma inne talenty.

"Ach, ci padlinożercy! Nienawidzę was, że zjadacie zwierzęta!" Naprawdę weganizm świadczy o większej empatii? Naprawdę osoba, która je mięso jest żałosnym zerem? Co na to św. Franciszek?

Widzisz kolesia z pęczkiem pokrzywy i szczawiu? "Obciach, nie stać go na jedzenie! Albo jest nienormalny, przecież to rosło w brudnej ziemi!" Serio? W wykwintnych restauracjach, trzeba niekiedy słono zapłacić za pokrzywę. Naprawdę jesteś tak bogaty, że nie wolno Ci odkrywać nowych smaków?

Widzisz babeczkę nad tortem czekoladowym z mascarpone i bezą. "Ale idiotka, będzie miała cukrzycę i wielki zad. Dostanie czego chciała!" A skąd wiesz, co jada oprócz tego tortu? Może właśnie świętuje podwyżkę? A sam masz figurę jak łania lub Herkules? Tobie nigdy nie zdarzają się chwile słabości? Serio, rzuciłbyś pierwszy kamień? A nawet jeśli wiesz, co ona jada na co dzień, to czy jest złym człowiekiem?

Jak już musisz oceniać, to oceniaj posiłek, a nie człowieka, który ten posiłek zjada.

Można edukować, można ubolewać, można wypunktowywać. Pewnie, że można, nawet trzeba. I jak Cię ktoś zapyta, co sądzisz o jego diecie, to odpowiedz szczerze. Może przykładasz większą uwagę do jedzenia, może masz większą wiedzę na ten temat, więc dziel się wiedzą i doświadczeniem, jeżeli poproszą o Twoją opinię o jedzeniu. Ale czy na pewno, to co jesz, czy też czego nie jesz, czyni Cię lepszym człowiekiem niż ktoś, kto jada inaczej? 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Margerytki, czyli złocień właściwy, jastrun wczesny (Leucanthemum vulgare) to nasze łąkowe chryzantemki.

Warto wykorzystać smak margerytek. Liście są gorzkawe, pikantne, bardzo aromatyczne - nadają się jako ciekawa przyprawa do sałatek lub sosów. Ja je dodałam do lekkiej salsy, którą można podać do ryby, ostryg lub po prostu położyć na grzanki z pieca.

salsa z oliwek pomidorów i margerytki,

Salsa z oliwek, pomidorów i liści margerytki

puszka czarnych oliwek
2 pomidory (żółte lub malinowe)
garść liści i łodyżek margerytek
kilka kropli octu balsamicznego
oliwa extra vergin
sól morska

Oliwki osączyć, miąższ odkroić od pestek i posiekać. Można użyć oliwek drylowanych, ale ja bardzo lubię ten lekko jajeczny smak pochodzący od pestki, choć szczerze przyznaję, że często lenistwo wygrywa nad smakiem ;) Z pomidorów wyciąć gniazda nasienne, miąższ drobno pokroić. Ziele margerytek umyć i posiekać. Zmieszać wszystkie składniki, polać oliwą, ewentualnie dosolić.

margerytka

Kwiaty margerytek są często mylone z rumiankiem, ale wiecie jak je odróżnić? Liście margerytek wyglądają jak listki chryzantem, a rumianku - jak koperek. Poza tym zapachu rumianku nie sposób pomylić z żadnym innym :)

Smacznego!

czwartek, 18 czerwca 2015

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Hanny Lis i Pawła Lisa "Kuchnia Słowian, czyli o poszukiwaniu dawnych smaków" wydana przez Naszą Księgarnię i muszę Wam powiedzieć, że to bardzo ciekawa pozycja. Obiecywałam sobie, że po otwarciu paczki z książką, tylko zerknę, ledwie ją przekartkuję, a tymczasem przykuła moją uwagę na amen.

Kuchnia Słowian, Hanna Lis, Paweł Lis, Nasza Księgarnia

"Kuchnia Słowian" to próba rekonstrukcji zwyczajów gastronomicznych i przepisów kulinarnych z czasów piastowskich, opierając się na danych spomiędzy VI a XIII wieku. Od strony naukowej informacje w książce poparte są badaniami archeologicznymi, zapiskami historycznymi - głównie relacjami wędrowców z dalekich krain, bardzo rozsądnie - polską tradycją, rekonstrukcjami historycznymi, wiedzą zielarską i etnobotaniczną, a wszystko zobrazowane przepisami wspartymi średniowieczną techniką i współczesnym zmysłem kulinarnym.

Książka jest naprawdę bardzo interesująca. Nie jest to pozycja specjalistyczna, skierowana do fanów rekonstrukcji historycznych, lecz niezmiernie ciekawa opowieść o potrawach, ich składnikach i przyprawach, stosowanych technikach kulinarnych, a także zwyczajach naszych przodków, która może wciągnąć każdego. Co ważne, autorzy wyjaśniają też, skąd wzięli te informacje, nadając książce rys naukowy.

Oprócz głównych wątków, podanych jest też mnóstwo ciekawostek, np,: skąd się wziął rosół, barszcz, że Polanie raczej nie istnieli, a Piast wcale nie był kołodziejem. 

Przepisy kulinarne to główna część książki. Do tego dochodzi prezentacja technik rozpalania ognia, smażenia, wędzenia, różnych sposobów pieczenia, gotowania w glinianych garnkach. Potrawy są proste, sycące, oparte o warunki średniowieczne, ale i dostosowane do nowoczesnych kuchni. Dania swojskie, znane, a jednocześnie egzotyczne tą "egzotyką spod płota". Wiecie o czym myślałam przeglądając przepisy? O Wigilii! Tym jednym dniu, kiedy jadamy tak bardzo restrykcyjnie tradycyjne potrawy. Groch z kapustą, barszcz, zupa rybna, kompot z wędzonych owoców... Toż to czysta pradawna słowiańszczyzna!

Co dla mnie jest szczególnie cennego, to udowodnienie, że rośliny strączkowe były jadane od bardzo dawna, a nie od XVIII wieku, jak próbują to propagować niektórzy wyznawcy paleo. A także podkreślenie, że mięso nie było podstawą wyżywienia naszych przodków. Jako produkt bardzo cenny i raczej trudny do zdobycia było zasadniczo reglamentowane, stąd tak rozwinięte techniki jego konserwacji, zaś zielska i kaszy zawsze było w bród.

Osobiście odczułam tylko jeden zgrzyt, w rozdziale dotyczącym nabiału. Uwaga o kobylim mleku powinna zostać skonsultowana z jakimś rozsądnym dietetykiem. Ale o wiele cięższy kaliber ma dla mnie powielanie tradycyjnego, acz błędnego przekonania, że jajka to nabiał.

Kuchnia Słowian, Lis H, Lis P

Jeśli chodzi o stronę redakcyjną, "Kuchnia Słowian" wydana jest w taki samym stylu, jak "Dzika Kuchnia" Łukasza Łuczaja i "Ziołowy zakątek" Klaudyny Hebdy. Główny tekst poprzedzielany jest felietonami o bardziej osobistym charakterze. Gawędziarski styl snucia opowieści sprawia, że zgrabnie się one ze sobą przenikają.

Bardzo estetyczne, ciepłe tło podkreśla historyczny charakter treści, sztywna oprawa, matowy, gruby papier sprawiają, że można tą książką się delektować, a także bez obciachu podarować ją komuś w prezencie. Książka jest zilustrowana pięknymi zdjęciami. Często fotografie potraw stylizowane na "piastowskiej" zastawie, są przesycone słońcem, o naturalistycznym, ostrym kontraście, co mnie bardzo odpowiada. Długo uważałam blendę za narzędzie całkowicie zbędne i musiałam się tego oduczać, więc tym bardziej się cieszę, że jednak są wydawnictwa, które takie zdjęcia doceniają. Wiele zdjęć z rekonstrukcji historycznych ma charakter reporterski, jednak ich prostota nie narusza spójności całego materiału.

Na koniec nie mogłam nie zauważyć, że w polecanej literaturze, zaprezentowanej w bardzo przystępny sposób, znajdują się "Pyszne chwasty", przez co zrobiło mi się miło :)

Podsumowując, "Kuchnia Słowian" to wartościowa, bardzo ciekawa i ładna książka. Mądra i praktyczna. Do poczytania, pooglądania i używania. Serdecznie i odpowiedzialnie polecam!

Pozdrawiam
Gosia 

wtorek, 16 czerwca 2015

Jeśli już zdecydowaliście się nie wyrzucać liści rzodkiewek, to warto przekonać się do kolejnego kroku: natka marchewki też jest jadalna :)

natka marchewki jest jadalna, liście marchwi można jeść

Zazwyczaj części nadziemne warzyw korzeniowych zawierają o wiele więcej wapnia, magnezu, żelaza, potasu, karotenoidów, witaminy C i K niż części podziemne. Serio! Ale zanim popadniecie w totalny zachwyt, warto też zdawać sobie sprawę, że nać jednocześnie zawiera więcej błonnika i kwasu szczawiowego, które utrudniają wchłanianie mikroelementów. Nie jesteśmy przeżuwaczami, zatem nasz układ pokarmowy nie jest dostosowany do żywienia się wyłącznie zielskiem. Uwzględniając te czynniki, rachunek netto nie wychodzi już tak różowo. Ale... zielsko powinno być ważnym elementem naszej diety. Zapominamy, że jesteśmy zwierzętami wszystkożernymi i ewoluowaliśmy, podobnie jak inne gatunki - w głodzie. Więc choć zielska wszelakie trafiały do brzuchów naszych praprzodków głównie z głodu, bo pewnie jak i ich współcześni potomkowie woleliby białe bułeczki z szyneczką i golonkę z piwem, to nasze organizmy potrzebują witamin, karotenów, flawonoidów, błonnika, które to zielsko niosło. A spryt i zaradność doskonalona w toku rozwoju naszego gatunku nauczyły, że zielsko można ugotować albo... rozetrzeć między kamieniami i wtedy łatwiej je strawić.

Liście marchwi mają ciekawy, intensywny smak, naprawdę szkoda je marnować. Ponieważ są dość twarde, można je ugotować lub zmiksować, jak np Olga

pesto z natki marchwi, sos z liści marchewki

Pesto z liści marchewki

pęczek młodej marchwi
oliwa extra vergin
2-3 ząbki czosnku 
orzechy włoskie, laskowe lub np pestki dyni
sól, chilli 
ewentualnie parmezan lub kozi ser 

Liście marchewki umyć, osuszyć, oderwać grubsze łodyżki. Natkę warto lekko posiekać, żeby nie wkręcała się w turbinkę blendera, jeśli ostrza są już nieco tępe. Wrzucić wszystkie składniki do blendera i zmiksować. Gęstość można regulować dolewając oliwę. Jeżeli do sosu chcecie dodać parmezanu - wtedy już nie sólcie, ser jest wystarczająco słony.

Smacznego!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Odnoszę wrażenie, że ostatnio wszystkich interesuje jedynie przepis na syrop z kwiatów dzikiego bzu - jest tutaj :) Ale jak już będziecie mieć syrop z bzu, to możecie błyskawicznie przygotować przepyszny słodki sos. Ten owocowy sosik bazuje na tym samym cudownym zestawieniu smaków: truskawek i kwiatów bzu, co w boskim dżemie.

sos truskawkowy i syrop z kwiatów bzu, sos truskawkowo-bzowy, elderflower and strawberry sauce

Sos truskawkowy z kwiatami bzu

truskawki
syrop z kwiatów bzu czarnego

Truskawki umyć, odszypułkować. Poza sezonem można też śmiało użyć truskawek mrożonych.
Wrzucić do blendera, podlać syropem z kwiatów dzikiego bzu i zmiksować.

Podawać do lodów, serników, ciasta ucieranego, makaronu, klusek śląskich, a ja podałam ostatnio do kopytek.

Prosto, szybko i niesamowicie smacznie!
Bardzo polecam :) 

piątek, 12 czerwca 2015

Córcia wróciła wcześnie ze szkoły. To oznacza tylko jedno: koniec pracy, bo zaczyna się marudzenie :) W ramach córcinego marudzenia poprosiła o risotto na lunch. Ale z czym ja zrobię to risotto, skoro jeszcze nie byłam na zakupach? "Mamuś, a te rzodkiewki, co za bardzo wyrosły się nie nadadzą? A te pokrzywy koło begonii, to na coś konkretnego trzymasz? A szparagi w lodówce, to muszą być na obiad?" No i dziecko sobie zorganizowało wkładkę do risotto :)

risotto z pokrzywą i liśćmi rzodkiewki

Risotto z zielskiem balkonowym

na 2 porcje:

garść zielska np listków pokrzywy, rzodkiewki lub innych
1 cebulka
2 ząbki czosnku
2 łyżki oliwy 
1/2 szklanki ryżu do risotto
ok. 2/3 litra bulionu niesłonego
kilka szparagów
sól, wegeta bez glutaminianu lub płatki drożdżowe
ewentualnie kozi ser 

Na oliwie zeszklić posiekaną cebulę i czosnek. Dodać ryż i smażyć 5 minut, aż ryż stanie się szklisty. Zalać ryż bulionem i zamieszać. Ciągle mieszając, gotować ryż, aż stanie się półtwardy (ok. 15 minut), co chwilę dolewając kolejne porcje bulionu. Dodać szparagi i posiekane listki pokrzywy i rzodkiewki. Gotować kolejne kilka minut. Przed podaniem na wierzch zestrugać kozi ser.

risotto ze szparagami

Zastanawiacie się, skąd się wzięła na moim balkonie pokrzywa? Ano wyrosła sobie ;) Po co mam pielić i marnować, skoro to takie pyszne chwasty :P

Smacznego!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 128