Różowy tydzień-baner Apetyt - Magazyn Małopolskich Blogerów Kulinarnych Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż
środa, 26 listopada 2014

Oj, tak, to wypiek niezwykły. Tak niezwykły jak składniki, których użyłam. Od dawna o nim marzyłam, dokładnie zaplanowałam wygląd i smak, ale efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania... 
Zapraszam na niesamowite ciasto z mąki z żołędzi z nadzieniem z kasztanów jadalnych.

Ciasto z kasztanów i żołędzi, tarta kasztanowo-żołedziowa, chestnut and acorn cake

Tarta z kasztanów i żołędzi

Jak przygotować mąkę z żołędzi znajdziecie tutaj (klik).

Przygotowanie tarty najlepiej rozpocząć od przygotowania nadzienia. Kiedy będzie się studziło można zająć się ciastem na spód.

Nadzienie kasztanowe

300 g kasztanów jadalnych
200 g daktyli
1 laska wanilii
1 łyżka karobu (w proszku)
1 łyżeczka skórki startej z pomarańczy
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
sok z ok. 1/3 kwaśnej pomarańczy 

Kasztany umyć, naciąć na krzyż i gotować, aż popękają. Odcedzić, ostudzić, rozłupać i oczyścić.
Laskę wanilii przeciąć wzdłuż, wyskrobać nasionka i wrzucić do garnka razem z daktylami i kasztanami. Podlać wodą, żeby ledwie je przykryła i gotować na malusieńkim ogniu, aż kasztany rozmiękną, a woda odparuje. Trzeba uważać, żeby nie przypalić.

Kasztanowo-daktylową papkę ostudzić i zmiksować w blenderze dolewając sok z pomarańczy w takiej ilości, żeby uzyskać gładki krem. W między czasie dodać cynamon, karob, sól i skórkę z pomarańczy.

placek kasztanowy, ciasto z kasztanami jadalnymi, ciasto kasztanowe, chestnut and acorn pie

Kruche ciasto żołędziowe

1 filiżanka mąki żołędziowej (150 ml)
1 filiżanka mąki gryczanej (niepalonej)
1 filiżanka mąki pszennej (lub owsianej) 
100 g stałego tłuszczu (masła albo mieszanki oleju kokosowego i masła shea lub kakaowego)
3 żółtka przepiórcze lub 1 żółtko kurze
1-2 łyżki wody (lub whisky:))
1 łyżka oliwy
1 kopiata łyżka brązowego cukru z wanilią (klik)
szczypta soli
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej

Zmieszać wszystkie mąki. Zagnieść z tłuszczem i resztą składników na gładkie ciasto. Jeżeli się nie skleja - trzeba dolać troszkę wody lub oliwy, jeżeli jest zbyt kleiste - dosypać odrobinę mąki. Żółtko w sumie można ominąć.

Tak porządnie wyługowałam żołędzie, że mąka żołędziowa okazała się bardzo łagodna w smaku. Dlatego postanowiłam dodać trochę kawy, żeby osiągnąć odpowiednio gorzki smak. Może mąka gryczana palona też pomogłaby uzyskać ten efekt. Więc zanim dodacie kawę, spróbujcie, jak smakuje Wasze ciasto, żeby nie przesadzić z goryczą.

Gotowe ciasto włożyć na chwilę do lodówki. Rozwałkować i przełożyć do formy na tartę (22 cm) uprzednio wysmarowanej oliwą. Wykleić dokładnie brzegi, a nadmiar odciąć. Te nadmiarowe ścinki rozwałkować i pociąć na paski. Spód ponakłuwać widelcem. Ciasto piec ok. 12-15 minut w 200°C (góra/dół).

Wyciągnąć, od razu wypełnić nadzieniem kasztanowym, na wierzchu ułożyć krateczkę z pasków ciasta i wstawić z powrotem do piekarnika. Piec 8-10 minut, aż kratka się upiecze. Kroić po wystudzeniu.

ciasto z kasztanów i żołędzi, ciasto kasztanowe żołędziowe, ciasto z dębu i kasztanu, acorn and chestnut pie, chestnut acorn cake

Ciasto wyszło boskie! Absolutnie przepyszne, słodkie, aromatyczne, zniewalające smakiem. Petarda to pikuś, to była eksplozja całego magazynu fajerwerków! Córci nie mogłam wprost odgonić. Synutek, jak to dzieci czasem mają, stwierdził, że jest "paskfudne", ale upieczone w formie ciasteczek resztki ciasta i masę z miski wyjadał ze smakiem ;) A W się na mnie obraził, że robię takie rzeczy, kiedy on jest na redukcji. 

ciasto z żołędzi z kasztanowym kremem, tarta z kasztanów i żołędzi

Dla mnie to ciasto z żołędzi i kasztanów jest zwieńczeniem niezwykle udanego kulinarnego sezonu.

Smacznego!

P.S. Przy okazji sprawdźcie wyniki konkursu tortowo-chwastowego :)

sobota, 22 listopada 2014

Z wielką dumą i radością mogę oznajmić, że wreszcie ukazał się podręcznik do "Żywienia" autorstwa mojego i prof. Kapiszewskiej.

ocena stanu odżywienia organizmu, Maria Kapiszewska, Małgorzata Kalemba-Drożdż

"Ocena stanu odżywienia organizmu" na razie jest dostępna wyłącznie w księgarni naszej Akademii z taką okładką jak po lewej stronie (z tymi kwadracikami). W sieci ogólnopolskich księgarni ukaże się z okładką po prawej stronie (z DNA i brokułem). Nie pytajcie dlaczego własnie tak, ponieważ są rzeczy, których nawet ja nie ogarniam :) 

Cieszę się ogromnie, że wreszcie podręcznik się ukazał i moi studenci będą mogli zabrać trochę pracy do domu, a także poprzypominać sobie zagadnienia, które omawialiśmy na zajęciach. 

Nie macie nawet pojęcia, jak strasznie się z tego cieszę!!! :)

Ponieważ bardzo Was interesuje zawartość, to powiem, że w tym podręczniku są rozdziały trudne, które wymagają wiedzy biochemicznej, są rozdziały specjalistyczne, które mogą zainteresować różne osoby, a są też rozdziały dobre dla każdego niezależnie od posiadanej wiedzy. Szczególnie serdecznie polecam rozdział poświęcony analizie diety, która nie zagłębia się w poziomy spożycia poszczególnych składników odżywczych. Ten rozdział jest bardzo pożyteczny i przeznaczony praktycznie dla każdego.

Pozdrawiam
Małgorzata Kalemba-Drożdż 

środa, 19 listopada 2014

Obiecałam konkurs na FP Trochę Innej Cukierni, gdy liczba "Lubisiów" przeskoczy 7777. Nie wierzę w liczby, (no może poza Pi, e i stałą struktury subtelnej ;)), nie śledzę maniakalnie licznika, po prostu ogromnie się cieszę, że tylu Was jest - Was, którzy lubicie do mnie zaglądać.
A jeśli obiecałam, to i słowa muszę dotrzymać :) Zatem zapraszam do konkursu!

pyszne chwasty, małgorzata kalemba-drożdż

Niedługo będą moje urodziny (kiedyś, któreś ;)) Ja już prawie od 6 lat piekę dla Was. No może niezupełnie dla Was, ale z Wami się dzielę moimi wypiekami :) Tymczasem nikt od x lat nie upiekł dla mnie tortu urodzinowego. Uważam, że tort urodzinowy to jest coś, czego nie piecze się dla siebie, tylko jako prezent dla kogoś. Myślę, że Córcia już niedługo będzie gotowa, by sprawić mi taką niespodziankę, ale zanim to nastąpi, liczę na Was :)

Zatem Waszym zadaniem będzie opowiedzieć, jaki tort byście dla przygotowali na moje urodziny. Nie chcę przepisu! Tylko opis tortu, jego smaku, ewentualnie z uzasadnieniem. Wiecie, że lubię ciekawe składniki, że inspirują mnie bogate smaki, ale jednocześnie lubię prostotę. Nie narzucam żadnych ograniczeń dietetycznych: torty mogą być RAW, wege lub paleo, zdrowe albo ociekające śmietaną i lukrem, obojętne. Ale mają być dla mnie :)

Opowiadać można tu w komentarzu lub na FB pod postem konkursowym do końca poniedziałku 24.11. Możecie zamieścić tyle pomysłów, ile chcecie, ale każdy tort powinien być w osobnym komentarzu.

Nagrodą będzie moja książka "Pyszne chwasty" z osobistą dedykacją dla zwycięzcy, którego tort mnie urzeknie. "Pyszne chwasty", czyli pyszne 137 przepisów z zielskiem, między którymi znajdziecie również przepis na genialny tort pokrzywowy ;)

Ogłoszenie wyników nastąpi w przeciągu kliku dni, a zwycięzca będzie miał tydzień na podanie na maila pinkcake()gazeta.pl adresu do wysyłki na terenie RP. Jak dobrze pójdzie, to przesyłka dotrze akurat na Mikołaja :)

Bawcie się dobrze!

ROZWIĄZANIE KONKURSU

Bardzo dziękuję za Wasze zgłoszenia i za Wasze torty. Miałam wrażenie, że odebraliście zadanie jako dość trudne. Ale jest mi niezmiernie miło, że pomimo tego, przy kreowaniu smaków udało Wam się przemycić sporo pozytywnej energii. Bo tak naprawdę właśnie o to chodzi w pieczeniu tortu: o sympatię w niego włożoną. I za tą sympatię bardzo serdecznie Wam dziękuję :)

A moją książkę przekazuję Damianowi, który kupił mnie tymiankowym ganache i szaleństwem na wierzchu, choć szczerze mówiąc róż bym już do tego szaleństwa nie mieszała :)

Gość: Damian, 2014/11/24 19:14:29

Mój Tort dla Ciebie byłby z dużą ilością koloru zielonego :) 
Biszkopt, który jest podstawą każdego TORTU - byłby pieczony z przyprawami korzennymi, tak aby miał smaki świąt, które już niedługą przybędą. Jako nasączenie użyłbym naparku rumiankowego, ponieważ tak jak Ty uwielbiam wszystkie naturalne " chwasty" :) 
Kremów użyłbym dwóch: jeden blat przełożyłbym kremem różanym. Róża jest idealna do słodkich kremów tortowych. Drugi kolejny blat i "pokrycie" tortu użyłbym słonego ganachu czekoladowego z tymiankiem. Uważam że tymianek jest wspaniałym ziołem nie tylko do dań wytrawnych ale także do deserów ! Jest przepyszny i nadaje idealnego aromatu i smaku ! :) 
A teraz najlepsze - DEKORACJA :) Tutaj bym poszalał na całego, na wierzchu tortu zrobiłbym sałatkę :) Ogrom liści z pokrzywy, mięty, melisy, szpinaku, rukoli i karmelizowane owoce :) 

Poszalałem troszkę, ale o to chodzi w życiu, żeby być szalonym i spróbować w życiu wszystkiego :) I właśnie tego Ci życzę z okazji urodzin - wielu smacznych, szalonych i nowych doznań :)

Gratuluję i dziękuję :)

wtorek, 18 listopada 2014

Czasem plany obiadowe muszą ulec zmianie, bo np mąż zadzwoni, że musi obskakiwać jakiegoś dyrektora, a Córcia, że zaprosiła ją koleżanka. No i zostaję z piekarnikiem pełnym warzyw. Rozwiązaniem byłoby zjedzenie dwóch dodatkowych porcji, co w przypadku pieczonych warzyw wcale trudne by nie było. Przynajmniej nie dla mnie ;) Jednak można też te warzywa ostudzić i przygotować z nich sałatkę. Doprawiłam ją listkami pachnotki, czyli shiso, o których możecie przeczytać na 1000 roślin (klik).

liście shiso, sałatka z pieczonych warzyw z pachnotką, baked veges with shiso leaves

Sałatka z pieczonych warzyw z listkami shiso

bakłażan
cukinia
papryka

oliwa
sok z cytryny
sól
liście shiso (czerwonego lub zielonego)

Warzywa umyć, pokroić, rozłożyć na wielkiej blasze, skropić oliwą i piec ok. 15 minut w 190°C. Warzywa powinny zostać nieco jędrne. Nie wiem, jak u Was, ale mój piekarnik piecze nierówno, z tyłu zdecydowanie bardziej grzeje niż z przodu, więc z tyłu blachy układam bakłażana, a z przodu cukinię, która wymaga zdecydowanie mniej ciepła. 

Warzywa ostudzić i doprawić listkami shiso, solą i polać sosem z oliwy i cytryny.

Pyszny i prosty obiad, a listki pachnotki mają naprawdę niesamowity aromat. Warto ich spróbować. Jeżeli jej nie macie, to użyjcie np.: rozmarynu lub ziół prowansalskich.

Smacznego!

sobota, 15 listopada 2014

Temat może błahy, ale jakże istotny. Przynajmniej dla niektórych :)

Wiele osób, które eliminują nabiał z diety lub próbują nie łączyć go z ziarnami, narzeka na owsiankę gotowaną na wodzie, że jest niesmaczna. Jak temu zaradzić?

owsianka na wodzie, owsianka nie na mleku

Zadam Wam więc proste pytanie: czy pieczecie chleb bez ani grama soli? Albo czy lubicie makaron gotowany w nieposolonej wodzie? Albo ziemniaki?

No właśnie! Wystarczy dodać do gotujących się płatków owsianych jeden malutki kryształek soli, żeby złamać kwaśny posmak ziarna i uzyskać smaczną owsiankę bez mleka. Pewnie, że solą nie zastąpimy mlecznej słodyczy laktozy, ani maślanej aksamitności tłuszczu mlecznego, ani aminokwasowej sytości kazeiny. Ale będzie to zdecydowanie przyzwoity smak zboża, a nie kwaskowate niewiadomoco.

Do tego wszelkiego rodzaju dodatki - do wyboru do koloru. Ale akurat moje dzieci wolą zwykłą gołą owsiankę. Bardziej zaawansowani mogą sobie zrobić mleko migdałowe (klik), kokosowe (klik) lub orzechowe i na nim przyrządzać.

A z owsianki możemy czerpać całe mnóstwo profitów w zależności od sposobu przygotowania, o czym już dywagowaliśmy przy okazji domowego mleka owsianego (klik). Ale podsumowując:

  • owsianka gotowana na mleku zapewni lepsze wykorzystanie białka (nawet o 1/4), ze względu na uzupełnianie się aminokwasów z nabiału i zbóż;
  • owsianka gotowana na wodzie uwolni więcej minerałów, bo gotowanie rozłoży część kwasów fitynowych, a wchłaniania pierwiastków nie zablokujemy nabiałem. 
  • owsianka całonocna bez gotowania - tu kwasy fitynowe zostaną rozłożone podczas fermentacji, a dzięki opcji RAW zyskujemy mnóstwo kwasu foliowego. Tylko smaku trochę brakuje... No chyba, że zostawimy na dłuższą fermentację, żeby uzyskać jogurt owsiany.

Poza tym dzieci, które jedzą owsiankę, uzyskują lepsze wyniki w nauce :)

Smacznego! Tylko nie przesólcie :D

piątek, 14 listopada 2014

Dzięki uprzejmości firmy Tesoro Del Mar i Małopolskiemu Apetytowi mogłam uczestniczyć w warsztatach sushi. Tak, znowu sushi, ale tym razem warsztaty miały zupełnie inny wymiar. Od sushi-warsztatów w restauracji Zen różniły się tym, że pod okiem fachowca, tzn kucharza japońskiej restauracji - Łukasza, prześledziliśmy KAŻDY etap przygotowywania sushi łącznie z gotowaniem ryżu i marynowaniem ryby. Dzięki temu zyskaliśmy ogromną przewagę nad sushi restauracyjnym: sami kształtowaliśmy finalny smak potrawy od samego początku jej przygotowywania. Tego typu warsztaty uczą, skąd bierze się konkretny smak. Ponieważ nie znam smaków prawdziwej kuchni japońskiej, tego typu organoleptyczne informacje mają dla mnie nieocenione znaczenie poznawcze.

Gotowanie ryżu (używaliśmy Okomesan) poprzedza delikatne płukanie, by usunąć puder skrobiowy z powierzchni ziaren. Płukać należy od 3 do 7 razy, aby uzyskać warstwę klarownej wody nad ryżem. Dopiero potem można go ugotować w towarzystwie płatów glonu kombu, które śmierdzą jak stare skarpety, ale oddają ryżowi słony smak i aromat morza.

warsztaty sushi, jak zrobić sushi

Prowadzący warsztaty w trakcie gotowania przekazywał nam mnóstwo informacji i ciekawostek dotyczących sushi oraz japońskich zwyczajów. Bardzo fajnie, kompetentnie, nie zostawiał żadnego pytania bez odpowiedzi, nawet jeśli mogła okazać się niewygodna. W dodatku, co mi się bardzo spodobało, kiedy wytknęłam pewną nieścisłość, widać było, że mu ciśnienie skoczyło, ale wkurzył się nie na mnie, tylko na siebie, że nie zwrócił wcześniej uwagi na ten szczegół. Było widać, że Łukasz jest człowiekiem z pasją, że do gotowania podchodzi z wielkim zaangażowaniem, chce być dobry w tym, co robi, a Japonię widział nie tylko w telewizji. Potem przy okazji wyszło na jaw, że gotowanie pokrzyw i pieczenie żołędzi też nie są mu obce, więc tym więcej zyskał w moich oczach :P Koleżanki stwierdziły, że jestem koszmarem każdego prowadzącego, ale przecież ja się nie czepiam, tylko po prostu lubię wiedzieć. Nie zadaję pytań ze złośliwości, tylko dociekliwości. Z resztą osobiście uważam, że pytania od audytorium to zawsze najciekawsza część wykładu, bo dowodzą, że ludzie chcą wiedzieć więcej.

Fajnie było się dowiedzieć, że prawdziwy sushimaster to tytuł przyznawany nielicznym. Aby go osiągnąć, trzeba wiele lat terminować u mistrza, przy czym przynajmniej 6 lat mija wyłącznie na płukaniu ryżu. A tytuł można otrzymać dopiero, gdy mistrz umrze.

I wreszcie ktoś mi wyraźnie powiedział, że sushi znaczy marynowany ryż, którym przesypywano konserwowane w ten sposób ryby. A potem zaczęto wykorzystywać również i ryż, bo sushi to było jedzenie biedaków.

Ugotowany ryż należy ostudzić do temperatury 36 stopni, tak żeby po wzięciu go do ust nie było czuć że jest zbyt zimny lub zbyt ciepły, i zalać octem ryżowym z cukrem. W większości restauracji daje się tego cukru dużo, bo tak smakuje większości Polaków. Na szczęście mogliśmy spróbować, w jaki sposób ryż byłby przygotowany dla Japończyków, i to było to! Ja lubię słodkie, co trudno ukryć ;) ale jak mam ochotę na coś słodkiego, to idę na kremówkę, a nie na rybę.

jak zrobić sushi, rolowanie sushi, jak zrobić maki

Aby przygotować futomaki, czyli grube zawijane sushi, płatki glonów nori oblepia się ryżem od szorstkiej strony. Ponieważ ryż do sushi jest bardzo kleisty, trzeba dłonie zwilżać wodą, w przeciwnym przypadku to dłonie będą obklejone, a nie glony ;) Następnie ryż smarowaliśmy japońskim zielonym chrzanem wasabi, nadziewaliśmy i zwijaliśmy, a potem trzeba je jeszcze pokroić na 6 plasterków.

Do nadziana sushi użyliśmy: słodką marynowaną tykwę, kwaśną marynowaną rzodkiew japońską daikon, świeżego ogórka (którym podobno w Japonii karmi się demony, żeby nie porywały dzieci), awokado, mango i sałatę. Dodatkowo mieliśmy do dyspozycji japoński majonez, kremowy serek oraz wspaniałe ryby. Państwo z Tesoro Del Mar przygotowali nam wspaniałe filety z łososia, halibuta i makreli. Łososia jedliśmy na surowo, halibuta marynowanego w paście miso i smażonego z białym winem, a makrelę na surowo marynowaną w occie. Okazało się, że Tesoro Del Mar dostarcza świeże produkty prosto do prywatnych domów, czego nie omieszkam wykorzystać w najbliższym czasie :)

futomaki, jak zrobić sushi maki

W czasie warsztatów bawiliśmy się też formą sushi. Poznaliśmy nigiri, czyli rybę ściskaną z ryżem przy pomocy dłoni, futomaki – grube rolki, o-maki – kulki, uramaki – odrócone rolki, gdzie ryż jest na zewnątrz nori, temaki, czyli rożki, chirashi sushi – rozrzucone sushi, czyli miseczka ryżu z porozrzucanymi na nim dodatkami.

Oczywiście na każdym etapie widać było, że gotują blogerzy ;)

jak zrobić sushi

Dodatkowo jedliśmy zupę miso, czyli moim zdaniem skrzyżowanie żurku i grochówki, ale o niej będzie osobny post, bo na pewno spróbuję odtworzyć ją w domu.

Bardzo dziękuję za możliwość tak dogłębnego zbadania tematu sushi, za wyśmienicie spędzony czas w fajnym towarzystwie i wspaniałe produkty.

środa, 12 listopada 2014

Zupełnie prosty przepis. Chwila wytchnienia po liściach klonu, żołędziach i sośnie ;) Na szybko, na pysznie - jabłkowo-karobowe muffinki z kawałkami jabłek bez jajek i mleka.

muffinki karobowe z jabłkiem, wegańskie muffinki z jabłkami, muffinki bez jajek z karobem i jabłkiem, muffinki z kawałkami jabłek

Wegańskie muffinki karobowe z jabłkami

1,5 szklanki mąki (może być gryczana niepalona)
1/2 szklanki cukru nierafinowanego (w tym jedna łyżka z wanilią klik)
szczypta soli morskiej
1 łyżka karobu (lub 2 łyżki kakao)
1 płaska łyżeczka sody
3 łyżki oleju lub oliwy
1 łyżeczka octu jabłkowego
3 łyżki jabłka startego na mus
1 niepełna szklanka tłoczonego soku jabłkowego

2 jabłka

Jabłka umyć, obrać, pokroić na cienkie cząstki. Suche składniki ciasta zmieszać. Mus jabłkowy zmieszać z sokiem jabłkowym, żeby uzyskać 1 szklankę objętości. Dolać składniki płynne do suchych, wymieszać tylko do ich połączenia - nie dłużej. Przełożyć do papierowych foremek muffinkowych, do ciasta powkładać kawałki jabłek i piec ok. 15-20 minut w 180°C, do suchego patyczka.

Smacznego! A przepis dodaję do konkursu o książkę Doroty http://www.mojewypieki.com/info/moje-ksiazki bo dzieci uwielbiają muffinki. Miękkie babeczki, w sam raz do małej rączki.

Moje wypieki i desery na każdą okazję

niedziela, 09 listopada 2014

Nawet nie będę udawać, że piekłam rogale marcińskie. Choć uniknięcie w oryginalnym przepisie jajka to zwykły pikuś, zaś masło nie stanowi żadnego problemu, bo poznańscy cukiernicy i tak nie używają masła, tylko margaryny. Łatwiej się z nią pracuje, wolniej topi, zatem nie paprze się jak masło, no i jest tańsza (ale o tym cicho sza, przecież Poznaniacy to też centusie, dokładnie tak samo jak Krakowianie;))

Podstawowym powodem, dla którego nie robiłam ciasta półfrancuskiego był brak czasu i chęci na cykliczne wałkowanie i chłodzenie. A skoro mi się nie chciało, to po co się męczyć? Przecież pieczenie powinno być frajdą :) Postanowiłam upiec po prostu bułeczki z nadzieniem z białego maku, bo ten mak mnie intrygował. Nigdy jeszcze go nie jadłam i chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście jest o co robić tyle szumu. Moje nadzienie jest też prostsze, bez orzechów i biszkoptów. Jednak w końcu uległam presji mentalnej i zwinęłam bułeczki w rogaliki. 

Rogaliki drożdżowe z białym makiem bez jajek i mleka, rogale z białym makiem

Rogaliki drożdżowe z białym makiem

Ciasto drożdżowe

3,5 szklanki mąki
10 g suszonych drożdży
3 łyżki brązowego cukru
szczypta soli
łyżeczka ekstraktu waniliowego (jak zrobić)
5 łyżek roztopionej margaryny (FAQ) lub oliwy
3 łyżki przecieru z dyni (Hokkaido)
1 szklanka mleka owianego (DIY) lub soku pomarańczowego

Nadzienie z białego maku

200 g białego maku
150 g marcepanu ja użyłam 50% (może być domowy)
1 łyżeczka skórki pomarańczowej
2 łyżki mleka owsianego (domowego) lub soku pomarańczowego

Zmieszać suche składniki ciasta, dolać składniki mokre i wyrobić. Odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około godziny).

Mak zalać gorącą wodą, odstawić na 10 minut, odcedzić. Zmielić. Rozrobić widelcem z marcepanem, mlekiem i skórką pomarańczową.

Wyrobić wyrośnięte ciasto, rozwałkować je podsypując delikatnie mąką. Ciasto pociąć na trójkąty, nałożyć nadzienie i zwinąć w rogalik, czyli zaczynając od szerokiego brzegu do czubka.

nadzienie z białego maku, white poppy seeds

Ułożyć na blaszce i zostawić do wyrośnięcia (ok. 30-40 minut) pod cieniutką ściereczką. I tu zrobiłam coś, czego nigdy nie robię, tzn posmarowałam roztrzepanym jajkiem przepiórczym, można to ominąć, albo posmarować wodą z cukrem, ja zwykle nie smaruję niczym, bo zwyczajnie zapominam o takich pierdołach.

Piec w 180°C około 12-15 minut (duże rogale potrzebują 20 minut).

biały mak i rogale drożdżowe

I jeszcze rodzina drożdżowa: mama rogal, tata rogal i dwa rogaliczątka ;)

Biały mak jest fajny, delikatny, dużo łagodniejszy w smaku niż zwykły czarny. Cieszę się, że go spróbowałam. Szczerze mówiąc szału nie ma, ale zawszeć to jakieś urozmaicenie.

Smacznego!

piątek, 07 listopada 2014

Bardzo sezonowym przysmakiem są jadalne kasztany. W Polsce jest klika kasztanowców jadalnych, nawet na podwórku naszej podstawówki rośnie takie drzewo, ale niestety daje bardzo marne owoce z niemal pustymi nasionami. Co roku staram się zatem kupić choć kilka kasztanów, żeby przypomnieć sobie i rodzinie ten jesienny smak. Niestety kasztany w sklepach często bywają małe i podsuszone. Aby zjeść dobre kasztany, trzeba je zatem dobrze wybrać: lśniące, ciężkie i w miarę duże nasiona.

Żeby jadalne kasztany były smaczne, warto je najpierw ugotować, a dopiero potem upiec.

jadalne kasztany, marony

Kasztany myjemy, nacinamy na krzyż i gotujemy, aż popękają. Odsączamy i wrzucamy na blachę, polewamy oliwą, mieszamy i pieczemy w 200°C przez kilka minut, aż się ładnie zrumienią. 

pieczone kasztany, jadalne kasztany, pieczone marony

Dawniej po prostu piekłam, ale jakoś nam nie smakowały. Jednak od kilku lat przygotowuję je właśnie w taki sposób i wtedy zjadamy je z przyjemnością.

Kasztany smakują w sumie trochę jak słodkie ziemniaki, więc warto spróbować ich z solą. Przynajmniej nam tak smakują najbardziej. Można je również wykorzystać do przygotowania puree - wytrawnego albo słodkiego jako nadzienie do ciast i ciasteczek.

Smacznego!

środa, 05 listopada 2014

Kiedy rok temu zrobiłam kawę żołędziową, wiedziałam, że kolejne zbiory przeznaczę na żołędziową mąkę.

mąka z żołędzi, żołędzie na mąkę, acorn for flour

Zbiory żołędzi rozpoczyna się po św. Michale (29 września), ponieważ te, które spadają z drzew wcześniej, zazwyczaj są robaczywe. Lepiej poczekać, aż zaczną spadać te naprawdę dojrzałe, bez czapeczek. Jeżeli w pobliżu nie ma dzików, to spokojnie ze zbiorem można czekać nawet do przedwiośnia.

Żołędzie trzeba rozłupać tłuczkiem do mięsa lub dziadkiem do orzechów. Skorupka jest cienka, więc idzie to naprawdę łatwo. Odrzucić robaczywe.

Problem z żołędziami polega na tym, że zawierają mnóstwo tanin, które nadają im gorzki smak. Dlatego należy je odgoryczyć poprzez ługowanie. Tradycyjnie robi się to poprzez moczenie z popiołem z palenia drewna z drzew liściastych, który zawiera dużo kationów. Ja, podobnie jak w zeszłym roku, użyłam po prostu sody oczyszczonej, która też działa alkalizująco.

Wobec tego żołędzie trzeba zalać gorącą wodą, dodać łyżkę sody (lub popiołu) i zostawić na noc. Wypłukać i następnego dnia powtórzyć. I jeszcze raz ponownie na trzeci dzień. Do wody będą przechodziły brązowo zabarwione taniny odpowiedzialne za gorycz. Im lepiej będą wyługowane, tym łagodniejszy będą miały smak.

ługowanie żołędzi, odgoryczanie żołędzi, płukanie żołędzi, przygotowanie żołędzi na mąkę

Teoretycznie woda powinna się robić coraz jaśniejsza, ale w tym roku żołędzie jakoś nie chciały współpracować i wciąż była czarna. Zbierałam je w innym miejscu, nie wiem, czy to ma znaczenie. Piątego dnia po prostu spróbowałam i stwierdziłam, że nie są już w ogóle gorzkie, więc można już je dalej przerabiać. Można też ten proces przyśpieszyć i żołędzie zagotować kilkukrotnie z sodą, za każdym razem zmieniając wodę. 

Inna metoda odgoryczania polega na wypłukiwaniu tanin dużą ilością wody. Wobec tego należy worek z żołędziami przywiązać do dna łódki i moczyć tak przez kilka tygodni...

Każdy sposób dobry, o ile uzyskamy łagodny smak.

mąka z żołędzi, mąka żołędziowa, acorn flour

Odgoryczone żołędzie wypłukać i zmielić w blenderze. Namoczone są dość miękkie. Potem wysuszyć najlepiej w piekarniku nastawionym na 50°C, bo ostre słońce o tej porze roku nie ma co liczyć. Po wysuszeniu ponownie zmielić, najlepiej użyć młynka do zbóż, bo wysuszone żołędzie już są raczej twarde.

I tak od żołędzi dotarliśmy do mąki żołędziowej :)

mąka z żołędzi, żołędziowa mąka, acorn flour, maka z zoledzi

Mąka z żołędzi nie zawiera glutenu, jest za to bogata we właściwości odżywcze. Zawiera skrobię, sporo białka i dużo jednonienasyconych kwasów tłuszczowych. Żołędzie zawierają dużo magnezu i potasu a także witaminy PP (zerknijcie USDA database, co prawda to żołędzie amerykańskie, ale od naszych różnią się przede wszystkim zawartością tanin).

W wypiekach tradycyjnie używa się mąki żołędziowej w proporcji 1:2 do innych rodzajów mąki (czyli 1/3 całości), ale w czasach głodu pieczono placki z czystej maki żołędziowej - teraz już wiem, czemu wychodziły czarne.

Życzę smacznego i zerknijcie, do czego ja jej użyłam klik :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 96