Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż
Blog > Komentarze do wpisu

Teppanyaki i sushi, czyli TAO i ZEN

Miałam ostatnio wielką przyjemność uczestniczenia w spotkaniach dotyczących kuchni japońskiej zorganizowanych przez restauracje Zen oraz Tao, próbowania azjatyckich specjałów, a także własnoręcznego przygotowania sushi.

Wybaczcie brak zdjęć, ale po ciemku wyszły mi tak ohydnie, że nie chciałabym nimi nikogo zniechęcać, a obie restauracje są śliczne i smakowite, więc warto je eksplorować na własne oczy i podniebienia. Choć nawet warto zerknąć na ich galerie: TAO (klik) i ZEN (klik).

Restauracja TAO przy ul. Józefińskiej 4 w Krakowie jest przepiękna! Urządzona w kolorach kremowej bieli, drewna i zieleni, tchnie spokojem i świeżością. Pęki lucky bamboo, zielone jabłka i podwieszone pod sufitem origami tworzą cudowny klimat. Niesamowitym atutem jest ganek i ogródek - z altaną, ogromnym lustrem, kanapami, sztuczną trawą i kicającymi króliczkami: Taosiem i Zenusiem. Koniecznie warto odwiedzić TAO, szczególnie z dziećmi (mają trampolinę ;))

Pierwsze spotkanie w TAO upłynęło pod znakiem obżarstwa, sybarytyzmu i wielkiego show. Szef kuchni, pochodzący z Filipin Allan, mistrz szpatułki i widelca poprowadził nas jak prestidigitator między kolejnymi daniami smażonymi na grillu teppanyaki niczym na arenie cyrkowej. Świetna rozrywka - bardzo polecam! Możecie obejrzeć go w akcji na youtubie (klik), ale na żywo jest jeszcze fajniej :) Jeżeli chcecie zaprowadzić gdzieś gości i pokazać im coś widowiskowego, to dania z metalowej blachy grilla teppanyaki świetnie się sprawdzą. Allan ma pogodny charakter, szowmeńskie zacięcie i idzie się z nim dogadać po angielsku.

A podano nam:

Gotowane na parze pierożki shumai ze szpinakiem i tofu, krewetkami lub z kurczakiem i imbirem z sosem z sosu sojowego, octu ryżowego, wina mirin, imbiru i oleju sezamowego. Jak nie lubię tofu, to te wegetariańskie shumai były boskie!

Odsmażane pierożki gyoza z kapustą, marchewką, cebula, shitake, dymka, a także z nadzieniem krewetkowym i wieprzowym.

Następnie warzywa smażone na teppanyaki: grzyby enoki, baby kukurydza, pieczarki, seler naciowy, biała cebula, kiełki mung, grzyby shitake i pędy bambusa w białym winie i maśle czosnkowy - dla mnie to było zdecydowanie najlepsze danie wieczoru.
Japoński smażony ryż z drobno pokrojonymi warzywami; papryką, marchewką, białą cebulą, dymką i prażonym czosnkiem. Okraszony jajkami i sosem z oleju sezamowego, masła czosnkowego i sosu sojowego.
Następnie na grillu teppanyaki wylądowały: łosoś, kurczak i kalmary. Każde z innym sosem, który niesamowicie podkreślał walory potrawy. Te sosy zaiste mają duszę!

Na deser był banan panierowany w panko, flambirowany w brandy i podany z lodami sezamowymi.
Wszystkie posiłki były zestawione z chilijskimi winami Ovieha Negra.

Podsumowując, w Tao spędziłam świetny wieczór na przedniej zabawie i pysznym jedzeniu. Naprawdę pysznym.

 maki sushi

Drugie spotkanie pod znakiem sushi i sake odbyło się w restauracji ZEN przy ul. Św. Tomasza 29 w Krakowie. Na dole restauracji znajduje się bar sushi otoczony pływającymi łódkami, na górze zaś przytulne wnętrza w kolorach ciemnego drewna i wiśni z klimatycznymi japońskimi pokoikami wyłożonymi matami tatami.

Tym razem sami wzięliśmy się za przygotowywanie posiłku. Warsztaty z przygotowywania sushi poprowadził sushi-master Przemek. Super! Spokojnie, fachowo, elokwentnie i bardzo pozytywnie.

Na początek najprostsze treścią, a zarazem najtrudniejsze formą, nigiri, czyli ryż zaprawiony octem, cukrem i solą, owinięty plasterkiem łososia maźniętego wasabi. Przy okazji zawijania poznaliśmy savoir-vivre i tricki przydatne przy spożywaniu sushi. Degustowaliśmy również wino śliwkowe z kruszonym lodem.

Następnie zawijaliśmy maki. Jak się robi sushi maki? Płatki glonów nori obklejaliśmy ryżem do 2/3 wysokości, pomazialiśmy przez pół pastą wasabi, po czym nadziewaliśmy je dowolnie: marynowaną rzodkwią, bakłażanem, paskami tykwy, świeżym ogórkiem, awokado i surowym pstrągiem. Potem trzeba już tylko ciasno zawinąć i pokroić. Świetna zabawa i całkiem ładnie mi wyszły. Maki sushi na zdjęciu to moje dzieło :)

Na koniec zabawne sushi w rożku z nori (temaki), czyli taki jakby japoński streetfood ;) Tym razem bez ryb, lecz ze szparagiem w tempurze.

Kiedy już się najedliśmy, przeszliśmy do kolejnej części imprezy, czyli degustacji sake.  Poprowadził ją przedstawiciel Gekkeikan Sake (klik). Wyjaśnił nam, czym jest sake, jakie są rodzaje i jak ją pić. Próbowaliśmy po kolei: tradycyjnego sake na zimno i na ciepło, sake leżakowanego w dębowych beczkach oraz sake z przewagą polerowanego ryżu. Żadne mi nie smakowało, więc nie obawiałam się o swoją głowę ;) Następnie Nigori - zawiesiste sake niefiltrowane, ono mnie najbardziej ujęło swoją dziwacznością oraz sake musujące Zipang - dość zabawne w smaku i jedyne, które dopiłam. Na koniec podano ekskluzywne sake Horin. Bardzo się cieszę, że mojemu pierwszemu spotkaniu z tym dziwnym alkoholem przewodził fachowiec, bo pewnie nie wspominałabym go tak miło, pomimo iż trunek zupełnie mi nie odpowiada, to przynajmniej nie uciekłam z wrzaskiem, a nawet zaciekawiłam.

Deserem spotkania były trzy ciastka od U lala Cafe (klik) z Pałacu Bonerowskiego przy Rynku Głównym 42: czekoladowa muffinka z zielonym kremem budyniowym, w którym za grosz nie było czuć zielonej herbaty, kruche ciasteczko z solonym karmelem oraz sakiewka filo z owocami egzotycznymi i miętą. Wszystkie słodkie i dobre, choć jedynie sakiewki były dość intrygujące.

W Zen spędziłam kolejny świetny wieczór. Radosny i pełen pozytywnej energii.

Czy znalazłam minusy tych spotkań? Malutki: deser od U lala niepotrzebnie próbował nabrać otoczki inspiracji japońskością. Zupełnie chybione:/ Szef cukierników powinien choć pooglądać obrazki z książki "Japońskie słodycze" Magdy Tomaszewskiej-Bolałek. Ja w trzy sekundy potrafiłabym wymyślić ciekawsze i bardziej pasujące do okazji zestawienia smakowe, a sztuczny barwnik w kremie budyniowym podziałał na mnie jak płachta na byka. Gdyby ciastka zostały przedstawione nam jako "zwykłe" desery, nie czepiałabym się wcale, bo były bardzo smaczne. Tymczasem poprzeczka smakowo-japońska w Zen stała bardzo wysoko, a ja jako pies na dziwne desery stawiam ją jeszcze wyżej.

Podsumowując spotkania z restauracjami Zen i Tao, to było super! Super! Super! Super! Całość obydwu spotkań, jak i każde z osobna, była dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Organizatorzy zapewnili wszystko, co obiecali: pyszne jedzenie, świetne trunki, cudownych ludzi i sympatyczną atmosferę. Jedzenie wyjątkowo smaczne, a ludzie je przygotowujący - pełni pasji.

Bardzo dziękuję za zaproszenie, a obydwa miejsca szczerze polecam.
Pozdrawiam
Gosia

Zen Sushi Bar - św. Tomasza 29, Tao by Zen - Józefińska 4, Kraków

poniedziałek, 15 września 2014, pinkcake
Komentarze
2014/09/16 10:46:58
Żałuję, że wcześniej nie poprosiłam Cię o rekomendacje :) W niedzielę byłam przejazdem w Krakowie i nawet mieliśmy wystarczająco dość czasu, by w trakcie przesiadki pokazać Młodej Wawel (i oczywiście SMOKA;), a nawet zjeść spokojnie obiad :) Ale to był nieplanowany "postój" :)
W zasadzie z tego samego powodu, o którym wspominasz, wlokłam Młodą ze sobą na Konferencję do Zakopca. Znaleźć opiekę na weekend - to mi się czasem udaje, ale na cale 5 dni (i nocy!:))... Uściski dla Twoich Pociech!
-
2014/09/16 10:47:23
Ps. Wstyd, ale ja nie jadłam jeszcze sushi... ;)
-
2014/09/16 11:24:47
W Tao bywszy i zdecydowanie zgadzam się z entuzjazmem i oceną :) Jedno z niewielu miejsc, gdzie dzieci mają co ze sobą zrobić, a dorośli spokojnie napawać się smakami. Bo w Tao nie da się zjeść. W Tao się da rozkoszować. :)
-
2014/09/16 15:04:57
zazdroszczę takiej okazji
-
2014/09/17 09:02:20
Aż, kurcze! Justi! Czemuś nie zadzwoniła??? My się tak smędziliśmy w niedzielę bez pomysłu, co ze sobą zrobić. Pewnie się ze trzy razy minęliśmy na mieście;)

Blue Raven, to niestety prawda. Fajnie jest gdzieś wyjść z dzieciakami, pokazać im różne miejsca, zabrać do restauracji, ale mało jest restauracji, które potrafią zapewnić komfort i rodzicom i innym gościom, którzy nie chcą być przytłoczeni cudzymi dziećmi.

Pakolniko, było super! To jedna z tych przyjemności, dla których warto prowadzić bloga :)
-
2014/09/18 09:39:17
Bo to było nieplanowane! Pierwotnie mieliśmy mieć zaledwie godzinę na Kraków, ale ostatecznie wyjechaliśmy wcześniejszym autobusem z Zakopca. Zapewniam Cię jednak, że to nie była nasza ostatnia wizyta w Twoich stronach :)
-
2014/09/18 10:42:08
Bo mnie się ciągle chce płakać przez te czerwcowe remonty :(
-
2014/09/18 12:44:11
bardzo dobra restauracja, wczoraj tam jadłam
-
2014/09/18 15:02:49
Ojejj... Ale mi się narobiło ochoty na sushi. Ktokolwiek nie jadł polecam taką zupkę Krewetka królewska, polędwiczka wieprzowa, jajko od zielononóżki oraz grzyby nameko zanurzone w aromatycznym bulionie z dodatkiem tradycyjnego japońskiego makaronu somen. Jest po prostu fenomenalna, nawet dla osoby, która za sushi nie przepada :)
-
2014/09/26 11:54:15
Uwielbiam sushi pod każdą postacią, każdego dnia i w każdej chwili. Mogłby tylko to jeść! Co prawda zrobione przeze mnie nie smakuje tak jak z dobrej restauracji ale nieskromnie mówiąc też było dobre;)