Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
ROZKWIASZCZONY BLOG KULINARNY - jadalne kwiaty i pyszne chwasty, słodkości bez jajek i bez mleka krowiego - Małgorzata Kalemba-Drożdż
Blog > Komentarze do wpisu

Czy warto liczyć kalorie?

Żyjemy w świecie, w którym kalorie są fetyszem. Kaloryczność jest pierwszym, a czasem jedynym kryterium, przy pomocy którego oceniamy żywność. Tymczasem kryterium kaloryczności nie wiele znaczy, a błędy, jakie możemy popełnić traktując je jako dietetyczny kierunkowskaz, niosą przerażające konsekwencje. Uczę o żywieniu piętnaście lat i wierzcie mi, że podczas analizy jadłospisów przez ten czas naoglądałam się wielu różnych perełek…

Zazwyczaj na początku zajęć zadaję moim studentom prostą zagadkę: co ma najwięcej kalorii? Średnio-tłuste mleko, regularna cola, czy sok pomarańczowy? Od razu obstawiają colę, bo wiadomo, że jest tucząca. Kiedy widzą mój uśmiech, wskazują na mleko – bo zawiera tłuszcz. Potem zaczynają się niepokoić, że w pytaniu tkwił haczyk i wskazują sok. A Wy jak obstawiacie?

kalorie, ile to ma kalorii, liczenie kalorii, calories

Tymczasem każdy z tych produktów ma mniej więcej tyle samo kalorii. Więc o czym nas informuje ich wartość kaloryczna? O niczym. Nie mówi nam niczego istotnego o odżywczości tych napojów. Sok zawiera witaminę C, potas i flawonoidy, mleko – trudno strawne białko, laktozę, witaminy A, D i z grupy B, a cola – cukier, barwnik i kwas fosforowy, który wypłukuje z organizmu wapń i magnez.

Energia niewątpliwie jest nam potrzebna do życia i kalorie informują, ile tej energii zawiera dany pokarm. Przynajmniej teoretycznie ;) Mocno teoretycznie, ponieważ podczas liczenia kalorii wkracza kwestia ich przyswajalności, która wynikająca m.in. z przetworzenia pokarmu. Np.: jak myślicie, co będzie miało więcej kalorii: marchewka surowa, czy marchewka ugotowana? Hola, hola, przecież wartość kaloryczna pokarmu wyznaczona w laboratorium nie zmieni się w zależności od stopnia przetworzenia jedzenia! Marchewka, to marchewka. A tymczasem surową marchewkę trzeba schrupać – to nas kosztuje sporo wysiłku (czyli zużytych kalorii). Zgyzione kawałeczki nie będą idealnie małe, by móc przyswoić wszystkie składniki odżywcze i sporo z nich przejdzie przez układ pokarmowy w stanie niemal nienaruszonym – nie skorzystamy z kalorii, które niosły. Marchew ugotowana jest miękka, łatwo ją przeżujemy na gładką papkę. W dodatku obróbka termiczna spowodowała, że łańcuchy skrobi uległy rozluźnieniu i popękały na krótsze fragmenty – szybciej i dokładniej je strawimy. Zyskamy tym samym więcej kalorii (więcej betakarotenu i minerałów przy okazji też, choć witaminy wrażliwe na temperaturę oczywiście się rozpadną). I to samo dotyczy innych pokarmów: warzyw, mięsa, jajek... A tabele kaloryczne nie uwzględniają stopnia rozdrobnienia i gotowania.

Z nasion i orzechów strasznie ciężko uzyskać energię, białko, witaminy i minerały, których mają przecież MNÓSTWO (zerknijcie na wpisy dotyczące m.in.: żelaza, magnezu, wapnia)! Nasiona to zarodki roślin, więc macierzysta roślina wyposażyła swoje dzidziusie we wszystko co najlepsze – dlatego są takie cenne również dla nas jako pokarm. Tylko że roślinie nie zależy na tym, żebyśmy zjedli jej dziecko, tylko, żebyśmy je przełknęli i wydalili kilka kilometrów dalej zwiększając zasięg zasiewu. Więc mamusia wyposażyła nasionko również w porządną łupinę, która jest twarda, ciężko ją pogryźć, często zawiera śluzy, więc ślizga się na zębach i szybko przechodzi przez układ pokarmowy. Nie będę nikomu kazać przegrzebywania własnych odchodów w poszukiwaniu nasion maku, lnu, kukurydzy, czy pomidorów, choć mogłoby to być bardzo pouczające, ale mamy małych dzieci na pewno wiedzą, o czym mówię… Tak czy siak, żeby przyswoić to, co nasiona mają w sobie dobrego (a również i kalorie) - trzeba je dokładnie rozdrobnić (rozetrzeć, zmiksować). Wyobrażacie sobie tabelę np.: na opakowaniu migdałów: "wartość energetyczna w całości 120 kcal, po zmieleniu 190 kcal"? A jak będę jeść w całości, ale bardzo dokładnie przeżuwać, to ile wyjdzie? :P Dodatkowa kwestia wynika z faktu, że kalorie z orzechów, to są inne kalorie niż np. ze smalcu, ale o tym będzie poniżej.

orzechy i nasiona, nuts

Kolejny problem to sama wartość odżywcza pokarmu. Tradycyjnie patrzy się na białka, węglowodany i tłuszcze. Z przyzwyczajenia nie zastanawiamy się, jakie białka, jakie węglowodany, ani jakie tłuszcze. Dostarczają kalorii i tak. Tymczasem to ma ogromne znaczenie, czy uzupełniamy aminokwasy z białek pełnowartościowych, czy zjadamy odpowiednią ilość tłuszczów nienasyconych oraz odpowiednią ilość węglowodanów złożonych i błonnika. Nie skorzystamy zbytnio z energii zawartej w wiązaniach chemicznych włókien błonnika, niemal go nie trawimy, ale przecież jest on niezbędnie potrzebny dla pracy naszych jelit i oczyszczenia organizmu. Ma ogromne znaczenie, czy w jedzeniu dostajemy wszystkie aminokwasy egzogenne (patrz wpis o białkach - klik), ponieważ to będzie determinowało, ile z tego białka wykorzystamy do budowy własnego organizmu, a ile aminokwasów zostanie utlenionych, by uzyskać energię. Wreszcie, wielonienasycone kwasy tłuszczowe obecne w orzechach, ziarnach czy rybach, które przecież w komorze kalorymetrycznej uwalniają ogromne ilości kalorii, my wcale niechętnie spalamy. Nasz organizm woli je wykorzystać na procesy regulacyjne. 
A zastanawialiście się, dlaczego diety wysokobiałkowe odchudzają? Nie, nie są zdrowe, ale działają. Jakim cudem, skoro człowiek np.: na diecie Dukana zjada właściwie dowolne ilości mięsa, ryb, jajek i twarogu? Dostarcza tym samym ogromne ilości kalorii, a mimo to traci na wadze. Czyli nawet dodatni bilans kaloryczny może doprowadzić do spadku masy ciała. Dlaczego? Bo katabolizm białek wymaga ogromnych nakładów energetycznych ze strony naszego organizmu. 
Metabolizm to nie matematyka, a organizm to nie jest piec opałowy.

Dodatkowe ryzyko tkwi w tym, że patrząc na zawartość protein, cukrów i kwasów tłuszczowych zapominamy kompletnie o witaminach i mikroelementach. No przecież możemy łyknąć tabletkę. Ha! Tylko że w suplementach nie ma wszystkich składników odżywczych, których potrzebujemy, nie ma błonnika, nie ma flawonoidów, witaminy są wyłącznie w pojedynczych syntetycznych formach, a mikroelementy w związkach nieorganicznych – częstokroć wyjątkowo źle przyswajalnych.  

Ale miało być o kaloriach… Ludzie bardzo się różnią między sobą zdolnościami trawiennymi. Mamy różnej długości jelita, produkujemy enzymy trawienne z różną intensywnością, niektórzy z nas niektórych enzymów w ogóle nie produkują (np.: laktazy), produkujemy różne ilości żółci i kwasu solnego, różnimy się zdolnością wchłaniania i zdolnością metabolizowania każdego ze składników odżywczych. Wreszcie, mamy kompletnie różne szczepy bakterii symbiotycznych w jelitach, które wspomagają trawienie – ułatwiając nam zdobywanie kalorii i witamin, ale też zjadają część tych kalorii. W związku z tym nawet patrząc na zawartość białka, tłuszczów i węglowodanów w pożywieniu, bardzo się między sobą różnimy ilością kalorii, jakie z niego uzyskamy.

Czasem się mówi, że są złe i dobre kalorie. A czasem nawet, że puste. Na przykład te w orzechach są dobre, bo pochodzą z wielonienasyconych kwasów tłuszczowych – niezwykle cennych dla naszego organizmu i tak naprawdę potrafimy je lepiej spożytkować niż po prostu spalić (synteza hormonów tkankowych regulujących pracę układu krwionośnego i odpornościowego), więc tak naprawdę niechętnie przeznaczamy je na uzyskiwanie energii. A na przykład te w boczku pochodzą z kwasów tłuszczowych nasyconych, które stanowią doskonały materiał energetyczny, a nasz organizm woli je zmagazynować na później, zamiast od razu spalać (więc odkładają się jako sadełko).

To że coś ma dużą liczbę kalorii, to nie znaczy, że my te kalorie musimy spalać. Np.: pączek ma 350 kcal pochodzących z węglowodanów prostych, skrobi i smażonego tłuszczu, a kawałek marynowanej ryby też ma 350 kcal - tylko że pochodzą z białek i tłuszczów nienasyconych. Niby tyle samo, lecz wykorzystamy je zupełnie inaczej. Pączek to złe kalorie - czysta energia do spalenia, do odłożenia. Ryba - to dobre kalorie - nie do spalenia, tylko do budowania i do procesów regulacyjnych. Ale już usmażenie ryby zmienia związki w niej zawarte i sposób ich wykorzystania. Utlenionych kwasów tłuszczowych trzeba się pozbyć, nie zużyjemy ich na procesy regulacyjne.
Proszę uwzględnijcie jednak, że kluczem są właściwe proporcje między składnikami diety. Jeżeli literalnie uznacie, że wielonienasycone kwasy tłuszczowe w ogóle nie ulegają spalaniu, to oczywiście będzie to błąd. Bo po wysyceniu naszego zapotrzebowania na procesy regulacyjne, ich nadmiar oczywiście zostanie wykorzystany na procesy energetyczne (spalony lub odłożony).

A w związku z tym, że Tłusty Czwartek już na progu, a i miejsce do tego obliguje, przypominam, że pączki, faworki, ciasta, ciasteczka i torty to są złe kalorie. Bardzo złe. Choć takie dobre! :) Proszę nie traktować tego wpisu jako rozgrzeszenia do opychania się słodyczami. To są złe, puste kalorie i niezdrowe produkty, więc ich unikamy. Po prostu unikamy bez zastanawiania się, ile mają kalorii.

Liczenie kalorii może być przydatne, jako zgrubna metoda oszacowania poziomu energetycznego ale faktycznie potrzebne jest tylko w wyjątkowych przypadkach – np.: sportowców i niektórych osób wymagających interwencji lekarskiej. Więc niech kalorie liczą dietetycy i bromatolodzy, dla tych wyjątkowych przypadków.

I jeszcze jeden argument mocno empiryczny, ale niezmiernie ważny. Ludzie, którzy liczą kalorie, łatwo pod wpływem tej czynności się gubią i kompletnie GŁU-PIE-JĄ na ich punkcie! Naprawdę kalorie to nie jest po prostu dodawanie! Na pewno znacie ten żart, że czekolada jest sałatką. I póki jest żartem, jest super. Ale za często widziałam czekoladowy batonik jako zamiennik grejpfruta, czy bigmaca jako zamiennik gulaszu z soczewicy, a niedobory tłuszczów uzupełniane smażonym mięsem, żebym się serdecznie z takich żartów śmiała.

Jednak skoro są kalorie złe i dobre, to po co w ogóle je liczyć? Nie warto. Nawet jeżeli ktoś potrzebuje się odchudzić, to liczenie kalorii w niczym tego nie ułatwi, bo odcinając te złe produkty wysokokaloryczne, łatwo popaść w błędne koło i odcinać też te cenne, dobre kalorie, w produktach niosących ogromną wartość odżywczą (jak orzechy, awokado, oliwki, rośliny strączkowe). Nie tędy droga. Nie da się odchudzić nie jedząc. Trzeba po prostu jeść inaczej.
A licząc kalorie nie nauczycie się dobrze odżywiać. Jeżeli utrzymujecie stałą masę ciała cały czas korzystając z kalkulatorów kalorycznych, to moim zdaniem przypomina to sytuację, kiedy od wielu lat jeździcie do pracy tą samą trasą, ale nadal nie potraficie jej pokonać bez włączonej nawigacji.

fruit veges, vegetables and fruit, owoce i warzywa

Ja nie twierdzę, że nie należy kontrolować, tego co się zjada. Tylko żeby nie kontrolować, ile pożywienie ma kalorii. Zamiast liczyć kalorie, patrzmy po prostu na to, co jemy. Dużo warzyw, nieskrobiowych owoców, mnóstwo ziół i zielska, do tego kasze, rośliny strączkowe, tłuste ryby i jajka. Mało mięsa, białej mąki, słodyczy i oby jak najmniej przetworzonych produktów. Dbajmy o podaż odpowiedniej ilości składników odżywczych w różnorodnej diecie opartej o najwyższej jakości nieprzetworzone, sezonowe produkty (ale o tym co jeść, ile tego jeść, to już inna opowieść np.: o diecie cud). Kalkulatory energetyczne zostawmy dietetykom, bo szkoda na nie naszego czasu i zdrowia. 

Pozdrawiam
Małgorzata Kalemba-Drożdż

P.S. Dla osób, które lubią dłuższe teksty mogę polecić książki:
Willet W., Skerrett P., Eat, Drink and Be Healthy, 2005
Fuhrman J., Eat to Live: The Amazing Nutrient-Rich Program for Fast and Sustained Weight Loss, 2011.
Dunn R., The Wild Life of Our Bodies, New York 2011.
Taubes G., Good Calories, Bad Calories, New York 2007

wtorek, 25 lutego 2014, pinkcake
Komentarze
2014/02/25 09:55:24
Bardzo przydatne informacje :) Ja też nie patrzę na ilość kcal, lecz na wartości odżywcze danych pokarmów.
-
2014/02/25 10:27:04
To wyjaśnia, dlaczego niektórzy dużo jedzą i są szczupli bez liczenia kalorii :) w dodatku są szczęśliwi i zdrowi! Super! Szkoda, że nie pracujesz na mojej uczelni, korzystałabym z korepetycji :) Pozdrówka!
-
Gość: pantera, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/25 10:52:10
Dziękuję za ten tekst! Próbuję kłaść ludziom do głowy, że kalorie bardzo różnią się między sobą i ich matematyczne wyliczanie nie ma sensu, ale i tak większość mi nie wierzy :P "Jesz masło orzechowe? [niesłodzone :P] Przecież to takie tuczące! Słonecznik? Sam tłuszcz! Awokado? Przecież to ma tyle kalorii! No tak, ale ty możesz bo jesteś chuda..." I w tym momencie się uśmiecham, bo wiem, że jestem "chuda" właśnie dlatego, że wybieram właściwe kalorie - i wcale nie boję się ich ilości, bo organizm sam mi powie, kiedy mu wystarczy ;)
-
2014/02/25 14:24:19
Małgosiu, dziękuję Ci bardzo za ten wpis :)
-
Gość: maja, *.dynamic.chello.pl
2014/02/25 16:17:56
Fajny tekst! :) Mam tylko pytanie: dlaczego mało mięsa? Z jakiego powodu miałabym ograniczyć jedzenie mięsa? No i co do roślin strączkowych, zawsze słyszałam żeby strączki ograniczać do 2, max 3 razy w tygodniu. Ty za to mówisz "dużo roślin strączkowych" - dlaczego?
Pozdrawiam :)
-
2014/02/25 16:46:53
Małgosiu uwielbiam takie teksty.
-
2014/02/25 18:09:10
W końcu ktoś napisał głośno i otwarcie o kaloriach i ich zbędnym przeliczaniu. Media przez ostatnie lata zrobiły ludziom pranie mózgu i gdzie się nie spojrzeć, gdzie nie usłyszeć, mówi się tylko o tym, że to i to ma tyle kcal, a tamto tyle. Ludzie mimo obniżenia dziennej wartości kalorycznej, ale jedzący nadal fast-foody i inne ciężko trawiące się smażone potrawy dziwią się, że nic nie chudną i mają sflaczałe ciało.
Małgosiu wspaniały post! Mam nadzieję, że chociaż nie którym otworzy oczy :)
-
2014/02/25 22:21:14
Minka, a nie prościej patrzeć, czy to warzywo, czy buła, czy mięcho?

Justi, zawsze możesz korespondencyjnie :P

Pantero, no i jeszcze nie zapominaj, że woda tuczy, bo ma minerały, które są ciężkie ;)

Grażynko, proszę Cię bardzo :)

Maju, to jest właśnie ta inna opowieść. O mięsie pisałam we wpisie białkowym: pinkcake.blox.pl/2013/12/Pokarmy-bogate-w-bialko.html
A co do strączków, to groch z kapustą rzeczywiście ma złą sławę, ale nie słusznie się odżegnuje od roślin strączkowych. Tylko "dużo" w tym przypadku oznacza więcej niż mięsa, a nie żeby je jeść 3 razy dziennie.

Karolinko, to potrzebuję więcej nudnych inkubacji w laboratorium bez dostępu do netu ;)

Shiral, a ja się boję, że ktoś nie doczyta do końca, tylko stwierdzi, że skoro kalorii się nie liczy, to można dzień w dzień wcinać pączki, drożdżówki i batony...
-
2014/02/26 14:38:59
amen! :)
-
2014/02/26 19:37:50
Podpisuje sie pod KAZDYM slowem! Nigdy za duzo powtarzania, ze nie wazne sa kalorie, ale SKAD one pochodza i rowniez na swoim przykladzie potwierdzam, ze liczenie ich nie ma zadnego sensu; jesli odzywiamy sie madrze i zdrowo nie bedziemypotrzebowac zadnej odchudzajacej diety (mimo 'nieliczenia' kalorii ;)).

Pozdrawiam Gosiu!
-
2014/02/27 05:30:27
Kiedyś bawiłem się w przeliczanie kalorii. Obecnie tego nie robię. Moją zasadą jest eliminacja słodyczy oraz zmniejszenie porcji. Poza słodyczami jem wszystko, ale w mniejszych porcjach. No i przede wszystkim potrzebny jest również ruch.
-
2014/02/27 10:23:28
O jakie pyszne fotografie!
-
2014/02/27 15:17:58
eee tam szczęśliwi kalorii nie liczą bo same się spala :)
-
2014/02/27 16:30:09
Olu, to tylko początek opowieści ;)

Beatko, no właśnie! Ściskam mocno :)*

Polkriss, zgadza się, to najlepsza taktyka.

Krzysztofie, bardzo się cieszę, że w tak długim wpisie na ciekawy, moim zdaniem, temat wypatrzyłeś urodę zdjęć.

Torty, niezmiernie gratuluję, że przeczytałeś tytuł postu nie racząc nawet prześlizgnąć się po treści.
-
2014/02/28 13:40:05
Fajnie wytłumaczone. Pomogłaś mi poukładać to co już gdzieś tam niby wiedziałam, a jednak nie do końca stosowałam.
-
2014/03/02 18:12:12
Pozwoliłam sobie polecić ten artykuł w moich rekomendacjach:)
Super robota!
-
2014/04/16 08:36:33
Zdecydowanie jestem zdania, że przejmowanie się kaloriami nie wyjdzie nikomu na zdrowie. Przepis na dobrą sylwetkę jest prosty: zdrowe odżywianie i ruch. Niestety ten przepis jest zbyt prosty i ludzie się do niego nie stosują.
-
Gość: Drwal, *.dynamic.chello.pl
2014/05/12 23:02:11
Wpis neguje cały dorobek kulturystów, siłaczy i sportowców. Proszę powiedzieć kulturyście, który akurat redukuje tkankę tłuszczową, że ma przestać liczyć kalorie bo to nie ma sensu, to wybuchnie gromkim śmiechem i popuka się w czoło z politowaniem. Tak ciężko zrozumieć, że żeby przestać być grubym trzeba kontrolować to co się je i ile się je? Jak ktoś chce to niech wcina czekoladkę w kącie pochlipując, ale proszę nie robić ludziom wody z mózgu.
-
2014/05/13 01:02:22
Po pierwsze, proszę się nauczyć czytać ze zrozumieniem. Albo w ogóle skupiać się na dłuższym tekście niż sam tytuł. Bo zrobiłam adnotację, że dieta sportowców może wymagać liczenia kalorii.

Po drugie, o tak, kulturyści słyną ze zdrowego sposobu odżywiania, jak również z tego, że mają bujne czupryny, należą do Mensy i serce nagle im nie staje na skutek przerostu mięśniówki.

Po trzecie w moim tekście dokładnie chodzi o to, o co Panu, że: "Tak ciężko zrozumieć, że żeby przestać być grubym trzeba kontrolować to co się je i ile się je?". Dokładnie o to, tylko że bez liczenia kalorii. Bo liczenie kalorii jest bezsensu z wyżej wymienionych powodów. Pan zakłada, że brak kontroli nad kalorycznością oznacza brak kontroli nad jedzeniem. Ja zaś utrzymuję, że należy kontrolować, co się zjada, a nie liczyć, ile to ma kalorii. Jeśli udowodni mi Pan, że 500 kcal z lukrowanych pączków da w organizmie taki sam efekt jak 500 kcal z sałatki z tuńczykiem i awokado, to spalę swój doktorat.

A po czwarte mózg składa się w 95% z wody i rozpuszczonych w niej minerałów, reszta zaś to przede wszystkim tłuszcz. Tak, tłuszcz. Dobry tłuszcz, który tak koniecznie niektórzy chcą spalać. Więc ja wolę jednak pozostać przy pełnowartościowym pożywieniu zawierającym między innymi dobre tłuszcze, których nie spalę, niż przy odżywkach proteinowych, od których najwyraźniej oleum w głowie nie przybywa.
-
Gość: b86, *.pools.arcor-ip.net
2014/05/15 22:50:59
Niestety zwarzywszy na pore nie dalem rady przeczytac do konca tego tekstu, jednak na pewno do niego wroce. Co mi sie natomiast nie podoba, to taki tendencyjny tytul rodem z Super Expressu.

Po pierwsze, tytul moze wprowadzac w blad niektorych ludzi (szczegolnie tych, ktorzy nie przeczytaja nawet poczatku). Ja jestem zdania, ze mozna wszystko zrobic:
OK - liczyc kalorie
dobrze - rozrozniac kalorie z weglowodanow, bialek i tluszczy
lepiej - rozrozniac weglowodany zlozone i proste, bialka pochodzenia zwierzecego i roslinnego, tluszcze nasycone i nienasycone a takze omega-3 i omega-6
najlepiej - dobac o dobre pochodzenie polproduktow, o odpowiednia ilosc wody, mineralow, witamin, ruchu, slonca itp itd...

Pewnie jeszcze jakis stopien po tym sie znajdzie, lecz nie chce mi sie nad tym aktualnie myslec i rozpisywac. Dla mnie cala sprawa z roznymi dietami jest prosta - podstawa to bilans kaloryczny. To po prostu ladny sposob na wytlumaczenie ludziom jak dziala organizm (cos jak dodawanie i odejmowanie w szkole). Za pomoca tego samego mozna juz wiele osiagnac. Nie mowie o tym, ze to jest zloty srodek, ale jest na pewno podstawa w odzywianiu.

Jesli chodzi o samo liczenie kalorii to zadne formulki i inne magiczne wzory nie powiedza nam ile tak naprawde spalamy dziennie, i ile potrzebujemy.. Zawsze bedzie to jakies bardziej lub mniej trafione przyblizenie. Problem polega na tym, ze wiekszosc osob ktore znam, nawet tych kalorii nie liczy a co dopiero zwracac uwage na to czy maja dobrej jakosci i ilosci makro i mikro elementow. To tak jakbym chcial wytlumaczyc calki komus kto ledwo lapie dodawanie i odejmowanie.. Niestety trzeba zaczac od podstaw.


Podsumowujac - z ta czescia tekstu ktory przeczytalem zgadzam sie w calosci, na pewno do niego wroce.
-
2014/05/16 08:41:57
To zapraszam po lekturze.
Cały artykuł jest właśnie o tym, że kalorie, to nie jest dodawanie i odejmowanie, bo nasz organizm działa na innych zasadach.
Ale wybacz, pretensje, że tekst może wprowadzać w błąd osoby, które nie przeczytają całości - są tak absurdalne, że zaraz się sturlam ze śmiechu pod stół. To niech przeczytają całość!
Ja wyznaję zasadę, i tego uczę moich studentów, że aby kontrolować swoją dietę, nie trzeba ani liczyć kalorii, ani zastanawiać się nad zawartością omega-3, ani zawartością białka etc. Żeby kontrolować podaż składników odżywczych i ilość energii wystarczy kontrolować, produkty, które się zjada. A ilość kalorii jest kwestią drugorzędną i bardzo mylącą, właśnie z wymienionych w artykule powodów.
-
Gość: b86, *.pools.arcor-ip.net
2014/05/17 11:24:34
Przeczytalem i zwracam honor. Co do tytulu niestety nie pasuje do artykulu i nie oddzwierciedla jego prawdziwej tresci. Pozdrawiam. Bloga na pewno zasubskrybuje do RSS :).
-
2014/05/17 13:05:42
Nie czuję, abym go kiedykolwiek straciła ;) A jaki tytuł byś zaproponował, który dokładniej odzwierciedliłby brak potrzeby i sensu liczenia kalorii?
-
Gość: b86, *.pools.arcor-ip.net
2014/05/20 21:17:42
Generalnie nie ja pisalem artykul, ale jak juz zostalem zapytany, to bym celowal w cos w stylu "Liczenie kalorii nie jest najwazniejsze", "Nie musimy liczyc kalorii aby utrzymac ladna figure" lub "Sumowanie kalorii nie jest najwazniejsze". W artykule w sumie wypadalo by wspominec o 3 typach budowy ciala (ekto, mezo i endomorfik) co tez w sumie ma nie mala role jesli chodzi o przemiane materii i to na ile niektorzy moga sobie pozwolic jedzenia slodyczy i innych fast foodow. Ale tego 2 nie musi Pani komentowac. To tylko moja subiektywna opinia, i nie zdziwie sie jakby byla Pani innego zdania, bo w koncu wpis na blogu nie musi od razu opisywac WSZYSTKIEGO.
-
2014/05/21 04:12:07
Dziękuję za Pana opinię. Nie zgadzam się z nią. Artykuł nie jest na temat chudnięcia, lecz istoty liczenia wartości energetycznej. Zaś typy metaboliczne to już zupełnie inna bajka... W dodatku, pomimo iż każdy z nich może sobie "pozwalać" na inne rzeczy, to zalecenia dietetyczne dla wszystkich typów w gruncie rzeczy są takie same: dieta cud.
-
Gość: b86, *.superkabel.de
2014/05/21 14:34:22
Ma Pani racje, tekst nie jest o chudnieciu. Znow wybiegam z tematem "w pole" :). Ma Pani u mnie plusa za "Diete cud" :).
-
2015/08/15 17:21:03
Bardzo wartościowy tekst. Kalorii nie liczę bo jem intuicyjnie i lubię pokarmy które odżywiają ciało. Dodatkowo ograniczanie się źle na mnie działa bo wyzwala stres związany z jedzeniem.
-
2016/08/24 13:54:08
Dzień dobry,
Pisze Pani, że w zależności od źródła tłuszczu ( przykład z pączkiem i rybą w occie) zostanie on albo spalony i odłożony, albo wykorzystany do budowania i w procesach regulacyjnych A co się dzieje jeśli ktoś żywi się "samymi pączkami"? Czy u takiej osoby nie dochodzi do odbudowy i regulacji, czy jednak część tego spalonego tłuszczu jest do tych procesów wykorzystywana? I przypadek odwrotny, czy jeśli spożywamy tylko zdrowe tłuszcze, to nigdy nie przytyjemy? I jeszcze, jeśli chodzi o proces spalania tłuszczów. Czy poprawnie zrozumiałam, że spalanie zawsze równa sie tłuszcz przeznaczony na magazynowanie? Jeśli tak to jaki proces zachodzi w przypadku wykorzystywania tłuszczów zdrowych do procesów regulacji i odbudowy. Z góry dziękuje za odpowiedź. Basia
-
2016/08/25 09:57:01
Jeżeli ktoś będzie się żywił samymi pączkami, to najprawdopodobniej zapadnie na pelagrę i umrze...
Zacznijmy od tego, że jeżeli ktoś teoretycznie odżywiałby się wyłącznie tłuszczami nasyconymi, to nie wyprodukuje z nich hormonów tkankowych, bo nasz metabolizm po prostu tego nie potrafi. Takiej osobie na skutek niedoboru wielonienasyconych kwasów tłuszczowych grożą poważne konsekwencje zdrowotne ze strony układu odpornościowego, krążenia i nerwowego. Wprowadzenie do diety kwasów wielonienasyconych sprawi, że niedobory zostaną uzupełnione i wtedy te kwasy będą wykorzystywane właśnie na cele regulacyjne.
Przypadek odwrotny, gdy w diecie dominują tłuszcze wielonienasycone wcale nie oznacza, że od nich nie będzie się tyło. Gdy zapotrzebowanie na procesy regulacyjne zostanie zaspokojone cała reszta zostanie wykorzystana na cele budulcowe, spalanie i magazynowanie. Jeżeli ktoś się będzie zapijał olejami, nawet najzdrowszymi, to oczywiste, że od nich utyje. Zazwyczaj kwasy wielonienasycone nie są spalane, bo w diecie jest ich mało, więc po prostu "nie starcza" ich na spalanie, skoro są potrzebne i niezastąpione w innych procesach.

Spalanie oznacza utlenianie w celu uzyskania energii. Tłuszcze nasycone ulegają utlenianiu w procesie betaoksydacji do acetyloCoA, a dalej w cyklu Krebsa i na łańcuchu oddechowym do dwutlenku węgla. Jeżeli organizm już ma zaspokojone potrzeby energetyczne, to nie będzie prowadził utleniania, tylko nadmiar tłuszczów zdeponuje w tkance tłuszczowej. Tak samo nadmiar cukrów najpierw uzupełni rezerwy glikogenowe, a dalsza nadwyżka zostanie przekształcona w acetyloCoA a ten w tłuszcz, który trafi do sadełka.
Natomiast kwasy wielonienasycone są obrabiane przez zupełnie inne enzymy: lipooksygenazy i cyklooksygenazy do wytworzenia leuktrienów, tromboksanów lub prostaglandyn. Jeżeli te procesy zostaną wysycone, to wtedy nadwyżka kwasów wielonienasyconych może trafić na szlaki służące uzyskiwaniu energii.

Ale wydaje mi się, że dobrze jest na początek poczytać podręcznik do biochemii ;)
-
2016/08/25 14:00:05
Jeszcze raz dziękuje. Tak, powoli się przypominją podstawy z chemii ze szkoły.
-
2016/08/26 12:42:04
Najpierw chemia, potem biochemia, potem fizjologia i dopiero wtedy dietetyka.
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2016/12/11 20:18:48
Dziękuję, pomogła mi Pani tym artykułem bardzo!
-
Gość: Janek, *.dynamic-ww-12.vectranet.pl
2017/03/31 00:12:47
Z tekstu bije twierdzenie, że jedząc zdrowo i nie licząc kalorii nic nam się nie stanie. A jest to zwyczajnie nieprawda i tekst robi tylko krzywdę laikom... Pisze Pani jakby wystarczyło jeść zdrowo i ile się chce. Oczywistym jest, że jeść zdrowo jest lepiej, ale można jeść zdrowo i przyswajać za dużo kalorii przez co się przytyje. Można też przyswoić ich za mało i będzie się niedożywionym, a przy dużym bilansie ujemnym wpadnie się na efekt jojo. A niby jak to kontrolować, jeśli ktoś nie umie ocenić tego na oko i nie liczy kalorii?
Robi Pani krzywdę tym, którzy będą przekonani, że jedzą zdrowe rzeczy i wszystko będzie ok, a tak naprawdę przytyją lub niedożywią kalorycznie organizm...
-
2017/03/31 01:09:47
Mogę nauczyć Cię oceniania diety bez liczenia kalorii ale niestety nie nauczę czytania ze zrozumieniem.
W którym miejscu napisałam, żeby jeść "ile się chce"? Albo żeby nie kontrolować przyjmowania pokarmu? Liczenie kalorii nie jest do niczego potrzebne, bo w żaden sposób nie nauczy nikogo zdrowej diety. A w drugą stronę jest bardzo łatwo. Z przykrością stwierdzam, że niczego nie zrozumiałeś z wpisu. Licz kalorie, licz. Skoro na prawidłowo skomponowanej diecie nie potrafisz w bilansie długoterminowym utrzymać stałej wagi, to liczenie kalorii w niczym nie pomoże. Serio uważasz, że osoba na prawidłowo skomponowanej diecie, która chudnie nie zauważy tego i nie będzie wiedziała, że powinna jeść troszkę więcej? A w drugą stronę, jeżeli błąd dietetyczny jest nie w ilości kalorii tylko w rodzaju paliwa, to w jaki sposób liczenie kalorii mogłoby temu zapobiec? ŻADEN.
Podtrzymuję swoje zdanie, że liczenie kalorii ma sens w bardzo nielicznych przypadkach - ale jedynie zgrubne, nie co do sztuki.
-
Gość: Janek, *.dynamic-ww-12.vectranet.pl
2017/03/31 10:19:45
Nigdzie nie napisała Pani jak kontrolować tą ilość. W tym rzecz! Napisała Pani, że NIE TRZEBA liczyć, a to sugeruje, że nie trzeba kontrolować. Liczenie kalorii pozwala być w 100% pewnym, że dostarczyliśmy ich nie za mało i nie za dużo. Ile? Każdy ma swoją wartość. Laik nie będzie umiał dobrać ilości jedzenia, a w tekście wielokrotnie jest podkreślone, że wystarczy jeść zdrowo i będzie wszystko super. Nie, nie będzie.
Zawsze zakłada Pani, że jak ktoś zamierza liczyć kalorie to będzie je dostarczał ze złych produktów. Serio wierzy Pani, że ktoś kto dopiero odkrył, że kasza jest lepsza od pączka, będzie wiedział ile jeść tak na oko?! Oczywistym jest, że taka osoba będzie zachwycona chudnięciem (co z tego, że w niezdrowym tempie) lub nie będzie wiedziała czemu tyje (bo przecież tamta Pani pisała, że kalorii liczyć nie trzeba). Jak się objemy tym zdrowym łososiem to tak samo przytyjemy jak przy zjedzeniu dużej ilości pączków. Substancje odżywcze uzupełnimy lepiej, owszem, ale nadwyżka kaloryczna i tak będzie i przytyjemy.
Błędne założenie to i błędne postrzeganie. Wiąże Pani temat liczenia kalorii i odpowiednich produktów. Zupełnie niepotrzebnie. Można liczyć jedząc słabo, można jeść dobrze jedząc za dużo lub za mało. Nigdzie w tekście nie pojawiło się stwierdzenie, że liczyć nie trzeba, ALE powinno się ocenić na oko czy jemy wystarczająco, za mało, za dużo. Liczyć nie trzeba kalorii, ale ilość jedzenia ogólnie. Z tekstu bije jednak stwierdzenie, że kalorii liczyć nie trzeba, a więc jedyne co trzeba to dobrać odpowiednie produkty i wszystko już będzie ok. Nie napisała tego Pani wprost, ale też nie sprostowała tak rzucającego się na umysł stwierdzenia, które 90% laików obierze. W końcu nie mieli nawet pojęcia, że jest jedzenie mniej i bardziej wartościowe...
-
2017/03/31 20:51:45
Janeczku, a powiedz mi, czy liczysz, ile razy robisz siusiu w ciągu dnia? A ważysz swój mocz? A jak inaczej skontrolujesz, ile potrzebujesz wypić płynów? Jak kontrolujesz oddawanie moczu, żeby nie moczyć łóżka? Przecież każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby uzupełniania płynów. To trzeba policzyć! Serio??? Naprawdę trzeba policzyć?
Dokładnie taki sam sens ma liczenie kalorii. Jesteś głody - jesz, jesteś najedzony - przestajesz jeść. Wybierasz zdrowe produkty w dobrych proporcjach, a nie pączki, ciastka czipsy i fast foody.
Mylisz się, Janeczku, po łososiu nie tyje się tak samo jak po pączkach i właśnie to opisałam, ale ja nie mam czasu na pisanie drugi raz rzeczy, które już raz napisałam. Robisz totalnie błędne założenie i kompletnie nie rozumiesz na czym polega odżywianie.
Jeżeli tak uwielbiasz liczyć, to powiedz mi zatem, co mam zrobić. Policzę swoje zapotrzebowanie energetyczne, metod jest kilka, którą ma uznać za właściwą? Załóżmy, że wyjdzie mi 1876 kcal. A co jeśli rano zapomnę czegoś i będę musiała wbiec jeszcze raz na czwarte piętro, a potem jeszcze się okaże, że dziecko zapomniało przytulanki, więc jeszcze raz będę musiała wbiegać. Zatem muszę przeliczyć swoje zapotrzebowanie jeszcze raz, bo bilans się nie zgodzi i nie będę wiedziała, ile mam zjeść! O boże! A jeśli będzie boleć mnie brzuch i zamiast stać i biegać w pracy, jak to zwykle robię, to wezmę na siebie same siedzące zadania. I znów będę musiała policzyć, ile mi wolno zjeść. Bilans musi się zgadzać. Naprawdę, Janku, liczysz codziennie swoje bieżące zapotrzebowanie kaloryczne? Bo jeśli nie liczysz zapotrzebowania, to po co liczysz zjadane na bieżąco kalorie? Przecież nie zgodzi się bilans! O boże! Jak żyć, jak żyć?
A co mi da, że zjem dokładnie 1876 kcal, skoro cały dzień było mi zimno i jestem teraz głodna? Żaden dietetyk nie uwzględni mojego zbyt lekkiego stroju w bilansie kalorycznym. Czyli teraz nie wolno mi zjeść ani grama ponad 1876 kcal? Bilans na papierze się będzie zgadzać, a ja i tak będę miała deficyt kaloryczny. A co jeśli mam gorączkę? Muszę przeliczyć całe zapotrzebowanie. A co jeśli przekroczę moje zapotrzebowanie o 100 kcal? Na pewno je przekroczyłam?
A co jeśli zjadam codziennie 1876 kcal, a jednak tyję? Mam odciąć ilość pokarmu? Doprowadzę do niedoborów mikroskładników. O co chodzi, przecież POLICZYŁAM kalorie, kontroluję je. Aaaa może wcale nie chodzi o liczenie kalorii, tylko o rodzaj pożywienia i złe nawyki?

Wiesz, współczuję Ci. Szczerze. Jesteś dokładnie przypadkiem osoby, która od liczenia kalorii totalnie zgłupiała. Liczenie kalorii niczego ludzi nie nauczy o jedzeniu. Natomiast ja od lat uczę ludzi jak jeść - bez liczenia - i wiem, że to działa.
-
Gość: , *.dynamic-ww-12.vectranet.pl
2017/03/31 23:17:48
Rozumiem, że merytoryczna odpowiedź przewyższyła Pani zasłonę na oczach? Ironia bez argumentów też nie powala, a jest tylko pustym klepaniem.
Analogia do siusiania niezbyt trafiona. Nadmierna ilość wody nie sprawi, że staniemy się otyli lub wychudzeni i wróci nam to w efekcie jojo, więc po co takie porównanie?
Zapotrzebowanie liczy się "z grubsza" i nie trzyma się go co do 1kcal. Wyliczenia koryguje się na podstawie doświadczenia i reakcji organizmu. Wszelkie niecodzienne sytuacje można a) olać i liczyć się z jakimiś skutkami b) skompensować tego samego lub w następnych kilku dniach.
Pani zamknięcie się na ten fakt wynika zwyczajnie z przesadzania. Uważa Pani, że każdy kto liczy kalorie wylicza je co do jednej w każdym posiłku i tnie się jak coś odejdzie od normy. To Pani wyobrażenie, które jest niezgodne z prawdą. To tylko fałszywy obraz w Pani głowie, więc nie ma sensu z tym polemizować.
Rozumiem też, że jedząc 1kg pączków magicznie zacznie Pani tyć, a jedząc 2kg łososia będzie Pani cudownie szczupła, tak? Gdzie się więc podzieją te setki gramów makroskładników? Zostaną w większości przyswojone w postaci przydatnych substancji?

A może chodzi o jedno i drugie? I kontrolowanie ilości spożywanych kalorii (Można liczyć, można na oko. CO ZA RÓŻNICA?!) i zdrowe produkty?
Może akurat Pani się udaje jeść na oko, ale są osoby, które i zdrowym jedzeniem się potrafią opchać. Wtedy raczej nie schudną, a wręcz przytyją, nawet na kaszach, strączkach i rybach.
-
2017/04/01 00:10:01
Sam sobie właśnie odpowiadasz. Skoro sposób odżywiania koryguje się obserwując organizm, to czemu nie możba obserwować bez liczenia? Odpowiedź jest prosta: nie potrafisz bo jesteś od liczenia uzależniony. Cały mój wpis dotyczy faktu, że liczenie kalorii jest pozbawione sensu ponieważ opiera się na totalnie bzdurnych założeniach. Ja nie "oceniam na oko" wartości pokarmu, ja uczę ludzi dobrych nawyków. A liczenie kalorii dobrym nawykiem nie jest. No właśnie sam przyznajesz, że liczy się zgrubnie, a niecodzienne sytuacje można olać albo skompensować dlugoterminowo. Dokładnie: w ogóle liczenie można olać, bo to ogromne przekłamanie (vide tekst) a sposób żywienia kompensuje się długoterminowo. Opychania nie wyleczysz liczeniem kalorii tylko nauką zdrowych nawyków. Jeżeli ktoś je "zdrowo" i tyje, to znaczy, że trzeba zmienić jego nawyki, a nie liczyć mu kalorie. Wartość kaloryczna w żaden sposób nie odzwierciedla wartości odżywczej pokarmu. Ale widzę, że Ty przede wszystkim potrzebujesz karmić swoją nerwicę natręctw, więc ja nie będę z tym polemizować, najwyżej mogę Cię skierować do psychologa.
-
Gość: Janek, *.dynamic-ww-12.vectranet.pl
2017/04/01 01:41:57
Widzę również, że szacunek do rozmówcy jest Pani obcy.
Po to można liczyć kalorie, żeby było ŁATWIEJ, a właściwie PEWNIEJ spożywać właściwe ilości pokarmu.
Na czym niby polega obserwacja organizmu w ciągu dnia? To Pani założenia są błędne. Akurat liczenie kalorii jest chociaż logicznie wyjaśnione. Zapotrzebowanie kaloryczne >>> liczenie w celu zaniżenia, wyrównania lub przekroczenia go. Prosty cel. A jakie założenia są u Pani teorii, że liczyć nie ma sensu?
Ciekawi mnie czym są nawyki żywieniowe, bo ja myślałem, że doborem odpowiedniego pożywienia i ilości. Jeśli nie są one jedzeniem zdrowo to czym?. O ile doboru może Pani nauczyć to nie wyobrażam sobie jak uczy Pani spożywania odpowiedniej ilości pokarmu...
Sposób żywienia nie skompensuje się długoterminowo, jeśli bez przerwy będę spożywał za dużo najzdrowszych pokarmów, bo i tak utyję. A wiele osób właśnie nie wie ile może zjeść i przesadza z ilością. Licząc kalorie widzą chociaż na cyfrach, że już starczy. Niejednokrotnie ludzie mają ochotę jeść więcej niż potrzebują. Liczenie kalorii chroni ich przed tym, ogranicza.
Oczywiście, że kalorie nie są powiązane z odżywczością. A kto tak niby powiedział?
W Pani argumentach są tylko ataki, ironizowanie i stwierdzenia "nie znasz się", a nie ma ani jednego wytłumaczenia, zwyczajnego wytłumaczenia dlaczego i jak działa Pani podejście, że pozwala utrzymać zdrową wagę.
Tak się składa, że mam jednakową dietę (co nie znaczy, że nie zróżnicowaną w produktach!) od dłuższego czasu i na początku chudłem, a po zwiększeniu tylko i wyłącznie ILOŚCI pokarmu zacząłem nabierać masy. I wcale nie czuję, żebym się teraz przejadał, ani wtedy nie czułem głodu. Jem tak normalnie zdrowo, ale zwiększając porcje zacząłem nabierać masy. Z czego to wynika wg. Pani skoro w obu przypadkach jadłem zdrowo?
-
2017/04/01 07:59:16
Drogi Janku,
Wszedłeś tutaj z założeniem, że się nie znam, że jestem nieodpowiedzialna i że twierdzę, że można się obżerać do woli, a mnie zarzucasz, że jestem nieuprzejma? Bo się z Tobą nie zgadzam i stwierdzam, że nie zrozumiałeś tekstu - to znaczy, że nie okazuję szacunku???
Mój wpis dotyczy faktu, że liczenie kalorii to bujda i niczego nie uczy na temat właściwego odżywiania. Mój poprzedni komentarz wykazuje, że również obliczanie zapotrzebowania kalorycznego ma wartość podobną do horoskopu. A Ty sam przyznajesz, że najważniejsza jest obserwacja organizmu, bo bilans jest zgrubny a i tak się go olewa. Skoro gdy jesz za dużo, to przybierasz na wadze, to po co Ci liczenie kalorii skoro już wiesz, że jesz za dużo? Ja Ci nie zabronię liczenia kalorii, podobnie jak nie zabronię Ci biegania po ulicy w majtkach na głowie. Ja tylko mogę stwierdzić, że obie te czynności są pozbawione sensu. Skoro od dłuższego czasu jesz tak samo i mimo to nadal nie potrafisz ocenić, ile zjadasz, a oceny swojego bilansu energetycznego i tak dokonujesz w oparciu o wahania masy ciała, to znaczy tylko tyle, że jesteś uzależniony od kalkulatora kalorycznego.
W ogóle nie zrozumiałeś, czego dotyczy mój wpis. Zrobiłeś jakieś absurdalne założenie, że ja w ogóle nie uznaję wartości energetycznej pokarmu i twierdzę, że można jeść, ile się chce. Absolutnie nie. Ale ilość przyjmowanego pokarmu weryfikuje masa i objętość ciała. Nawet Ty skrupulatnie rachując kalorie weryfikujesz ich ilość podczas pomiarów masy ciała. Masz rację, nie podałam sposobu, w jaki budować jadłospis, żeby był zdrowy - nie tego dotyczy ten wpis. On dotyczy tylko i wyłącznie faktu, że tabele kaloryczne nie odzwierciedlają wartości odżywczej pokarmu ani nawet nie są miarodajne w ocenie realizacji zapotrzebowania energetycznego, bo kaloryczność nie informuje o jakości tych kaloriii. Ludzie tyją nie dlatego, że nie liczą kalorii, tylko dlatego, że nie wiedzą jak jeść, a tego ich kalorie nie nauczą. Wpis traktuje o tym, że tabele kaloryczne są pozbawione logicznych podstaw, a Ty twierdzisz, że liczenie kalorii jest logiczne - więc co to za dyskusja, skoro nawet nie zrobiłeś wysiłku by przeczytać tekst bez bzdurnego uprzedzenia jakobym twierdziła, że energetyczna wartość była nieistotna. Jest istotna. Jest, tylko nie ma sensu jej wyliczać.
Ty jesteś szczęśliwy licząc kalorie. Daje Ci to poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad swoim życiem, bo bez liczenia nie wiesz jak jeść. OK - rób tak dalej - bądź szczęśliwy. Ale nie zmienia to faktu, że bez kalkulatora nadal nie wiesz jak jeść. I to moim zdaniem jest właśnie smutne i bezsensowne.
-
2017/04/04 23:24:07
Janku,
nie opublikuję już ani jednego Twojego komentarza. Jeżeli twierdzisz, że nie podałam żadnego argumentu, dla którego liczenie kalorii jest bezsensowne, pod wpisem, który od tych argumentów się roi, to znaczy, że albo nie przeczytałeś powyższego wpisu, albo go nie zrozumiałeś - w obu tych przypadkach dyskusja z Tobą nie ma sensu. A ironia po prostu jest ironią, a nie nieuprzejmością.
Twierdzisz, że potrzebujesz dokładności, a jednocześnie sam przyznajesz, że jest to tylko zgrubne szacowanie, więc znów mogę Ci jedynie współczuć z powodu mętliku w Twej głowie.
Nie, we wpisie nie podaję sposobu kontrolowania, tłumaczę jedynie dlaczego liczenie kalorii jest bezcelowe, bo kaloria kalorii nie jest równa, tabele nie uwzględniają szeregu ważnych czynników, nawet wysokokaloryczna dieta może doprowadzać do spadku masy ciała, a przy okazji wyliczanie zapotrzebowania energetycznego przypomina wiarygodnością horoskop.
Ty potrzebujesz liczyć kalorie i nie potrafisz ocenić, ile powinieneś zjeść bez ważenia pokarmu - nie zabronię Ci tego. Jednak bez wagi i kalkulatora jesteś zupełnie bezradny żywieniowo, więc mogę Ci jedynie współczuć. Może po prostu miałeś pecha, że nikt Cię nie nauczył, jakie to jest proste. Ja nigdzie nie napisałam, że liczenie kalorii jest "złe". Jest po prostu kiepską drogą, która nie uczy zdrowych nawyków, a tylko uzależnia od nieistotnych tabelek. Owszem, są przypadki, kiedy liczenie kalorii jest przydatne - Twoja "bezradność żywieniowa" jest najwidoczniej jednym z nich.
-
2017/09/05 16:15:38
Z nasion ciężko uzyskać energię? 100 gram orzeszków to ponad 600 kcal jest to mnóstwo energii (energia to w zasadzie kj_)
-
2017/09/05 16:55:29
Klaro, bardzo dziękuję za dokładne przeczytanie i zrozumienie przeczytanej treści. Tak, z surowych nasion ciężko jest uzyskać energię np.: sezamu, maku, lnu, dyni, słonecznika z wyżej wymienionych powodów. Natomiast orzeszki są PRAŻONE! Świeże orzeszki są twarde i już pomijając, że od surowych bolałby brzuch, bo orzeszki to strączki, to ciężko z nich uzyskać energię. Z wyżej wymienionych powodów.

A energia to nie są kJ. To wielkość fizyczna charakteryzująca stan układu pod względem jego zdolności do wykonania pracy lub przekazania ciepła. W układzie SI jednostką energii są dżule [J], natomiast historyczną i zwyczajową jednostką stosowaną w dietetyce są kalorie [cal].