|
Blog > Komentarze do wpisu
Przepis na pączki bez jajek i bez mleka krowiegoTak na szybko przypominam przepis na pączki bez jajek: 300 g mąki Zmieszać wszystkie sypkie składniki, dolać letnie mleko. Wyrabiać dodając olej i rozpuszczoną wystudzoną margarynę. Zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia (podwojenia objętości). Lekko wyrobić, urywać po kawałku. Nakładać tarte płatki róży i zawijać ciasto w kulkę. Kulki zostawić do wyrośnięcia (podwójnego) pod ściereczką. Smażyć na rozgrzanym oleju na małym ogniu. Trzeba uważać, żeby temperatura nie była za wysoka, bo wtedy błyskawicznie brązowieją i w środku będą surowe. Nie może tez być zbyt niska, bo będą nasiąkać tłuszczem. Jeszcze ciepłe smarować lukrem ukręconym z cukru pudru, gorącej wody, łyżeczki aromatu waniliowego i startej skórki pomarańczowej. Sa niezmiernie puchate i delikatne!!! Tak pięknie wyrosły, że aż strach mi je było podnosić z blatu;) Z tej porcji wyszło mi 11 małych i wprost eterycznych pączków. A tu przepis na pączki na przepiórczych jajach. Resztę opiszę przy okazji:) czwartek, 03 marca 2011, pinkcake
Komentarze
2011/03/03 18:45:22
Ja ostatnio natknęłam sie na przepis na pączki bez mleka i bez jajek, ale za to na wodzie mineralnej...gazowanej:)
2011/03/03 19:27:46
Hehe, robiłam wczoraj z córką podobne, na mleku sojowym i oleju, tyle, że piekłyśmy w piekarniku.Też na suszonych drożdzach. Pyszne wyszły :)
2011/03/04 10:03:29
Ach ! Żeby tak jeszcze ktoś wymyślił słodycze bez kalorii, to jadłabym tylko słodycze ;D
2011/03/04 20:59:24
Wspaniale :D Prosty przepis i bez żadnych dodatków rodzaju "egg replacer" (czyli roślinny proszek"jajeczny"). Muszę wypróbować. Ja zawsze wierzę w twoje przepisy od czasu jak przeczytałam że studiowałaś (miedzy innymi) chemię, czyli znasz się na reakcjach chemicznych w czasie pieczenia. Mój poziom edukacyjny niestety jest bardzo niski (technikum i "jakiś tam" zawód komputerowy), ale było to raczej wymuszone przez ciężkie życie a nie z powodu braku chęci :/ Na szczęście jest tak wiele dobrych blogów w Polsce, poziom przepisów jest nie do porównania z USA. Bardzo mnie to pociesza :)
Masz może też przepis na prawdziwe konfitury różane, mam na myśli takie z płatków kwiatu róży a nie te z głogu/owoców dzikiej róży? Znalazłam tylko nalewkę różaną.. Twój blog to skarb. Gdybym się znała lepiej na chemii to całe zmienianie przepisów nie było by taką mordęgą :/ Gotować i piec w tradycyjny sposób to umiem, nawet pracowałam kiedyś w małej restauracji. Ale to całe zmieniane pół tuzina składników to sztuka która przeraża nawet kucharzy na najbardziej profesjonalnym poziomie.. Przykład tutaj (po angielsku) w jednym z tych profesjonalnych blogów kulinarnych: eggbeater.typepad.com/shuna/2009/02/vegan-baking-substitutions-solutions-advice-for-flavourful-alternative-baked-goods.html 2011/03/05 00:02:09
Majanko, niestety nie udało mi się wyrobić z właściwym wpisem przed Tłustym Czwartkiem.
Andziu, drożdże wystarczą, ale czemu nie? To dość popularny sposób spulchniania ciasta. Grażynko, pączki i Ostatki żądzą się swoimi prawami i bez smażenia to nie to samo :P Szarlotku, bez kalorii to byśmy umarli :D Kasiu, o zamienniku jajka pisałam przy okazji panierek i "jajecznicy", ale do ciasta to wg mnie się nie nadaje. Z tego co wiem, to Amerykanie pchają do jedzenia ogromne ilości chemikaliów, czyli absolutnie nie należy się na nich wzorować:/ Wiesz, Kasiu, nie jestem chemikiem tylko biochemikiem. To prawda: jedzenie i biochemia są bardzo blisko (wykładam i jedno i drugie;)) - w końcu jesteśmy zbudowani z tego, co zjemy. Jednak wydaje mi się, że w pieczeniu, szczególnie przy dietach eliminacyjnych, bardziej potrzebna jest fantazja i odwaga, żeby przełamać stereotypy wpojone przez całe pokolenia. No bo kto to widział, żeby na przykład upiec ciasto bez jajek?! :) A profesjonalni kucharze nieraz tkwią w jeszcze większych stereotypach niż gospodynie domowe, więc im trudniej wyjść z wyuczonych zasad. Kiedyś trzeba się przełamać;) Co do konfitury różanej to zapraszam w czerwcu:) Teraz i tak nie ma róż:) 2011/03/05 10:32:15
No fajnie, napisałam długi wspaniały komentarz, przez przypadek rękawem zawadziłam o klawiaturę, i klik nie ma komentarza :( grr...
No cóż, poczekam do czerwca, u Ciebie warto, bo masz dobre przepisy. Jak na razie Google mi "pomoże" ale brać z nie wiadomo skąd to.. Dalsze eksperymenty :p Mi odwagi nie brak, ale mam wystarczająco zdjęć ciastowych potworków z mojego laboratorium testowniczo-kuchennego :/ Serce kraje jak składniki się marnują... W blogach z USA problemem jest że używają nadmiar (u nas) drogich składników. Ja mam jedną bardzo piękną wegańską książeczkę kucharską, która kosztowała mnie 30 dolarów, i z której do dziś nie przygotowałam ani jednego dania - bo koszt każdego z nich okazał się tak wysoki że za to moglibyśmy całą ucztę zjeść w restauracji :/ Spróbuj np. słodzić całe ciasto na blachę syropem klonowym, kiedy malutka buteleczka kosztuje co najmniej 20,-PLN (przykład: www.twenga.pl/dir-Zywnosc-i-napoje,Dzemy-i-miody,Syrop-klonowy ) Jestem pewna że to pyszne, ale tak jak gotowanie z truflami albo szampanem należy do dań na bardzo specjalne okazje. Jedno domowe ciasto za 50-60,-PLN? Chyba na tym pieczenie nie polega... W amerykańskich wege-blogach można znaleźć czasem dość dobre przepisy, ale dosłownie wszystkie są drogie, a w dodatku są przystosowane do amerykańskich gustów i upodobań, np, ta ciągła miłość smaku miętowego, albo typowo amerykańskie składniki które we mnie zachwytu nie powodują. Płatki róży tak trudno dostać że nie wiem jak mam tu sama robić eksperymenty, tak bez doświadczenia :/ Poczekam, poczekam.. :) 2011/03/06 11:45:18
Ja w czasie pisania takich epistołów klikam sobie ctrA ctrC, bo jak mi kiedyś dwa razy wcięło to myślałam, że się wścieknę :D
Cóż, masz rację pieczenie nie polega na tym, żeby niedzielne ciasto kosztowało tyle co tygodniowy wikt, ale z drugiej strony warto inwestować w dobre składniki. Przecież o to właśnie chodzi - badziewie to w sklepach wciskają, a dla rodziny przygotowuje się to co najlepsze. Trzeba znaleźć kompromis. Pewnie, że zalewanie całej blachy syropem klonowym raczej odpada, sama odkładam jego zakup do "lepszych czasów" ;) Ale dobrej jakości kakao, czekolada, wanilia zamiast waniliny, cukier nierafinowany, porządna mąka to wg mnie podstawa. Natomiast jakieś drogie dodatki są dobre na większe okazje. Róże rzeczywiście ciężko zdobyć, moje (tzn nie moje, tylko dzikie pod lasem) w zeszłym roku zalała powódź, a kupować od baby na bazarze to niemal 100% pewności, że rosły przy ulicy. Ale przecież można kupić konfitury lub przecier. Fakt, że do własnych to się nie umywają, ale lepszy rydz niż nic ;)
Gość: mmm, nat1-95.ghnet.pl
2011/03/08 15:09:29
jak cudnie znaleźć tyle przepisów na ciasta i desery bez mleka i jajek... uwielbiam gotować, piec, ale od pięciu miesięcy jestem "uwarunkowana" skazą białkową synka... dziekuje za ten blog :)
pozdrawiam gorąco :) 2011/03/08 21:02:50
Witaj wśród uciśnionych wszechobecnością nabiału ;)
Korzystaj do woli, odrobina słodyczy przyda się każdemu! A za dwa lata i synek się ucieszy z tortu:) Pozdrawiam serdecznie Gosia |
Pozdrowienia:)