Czyli jak upiec ciasto bez jajek i bez mleka krowiego, przypadkowo wegańskie. Choć to powoli historia... Ponadto moje jadalne kwiaty.
Różowy tydzień-baner Afrodyzjaki Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi DzienMamy2_120x600 Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog > Komentarze do wpisu

Żywienie dzieci - sposób na niejadka

Uff, skończył się semestr, poprawek nie będzie. Mogę się poklepać po ramieniu z zadowoleniem:) W nagrodę dostałam od studentów kwiatka i dwustronicowy wierszyk;)

Nie zamierzam się nadmiernie mądrzyć o karmieniu niejadków, bo sama nie mam niejadka a z karmieniem innych dzieci nie mam za wiele do czynienia. Jednak widzę jak żywią się dorośli, a oni mają dzieci. Lub będą mieli, a sposób odżywiania się dzisiejszych dwudziestoparolatków sprawia, że włosy stają dęba i krzyczą panicznie AAAAAA!!!!!

A propos współczesnych dzieci, ostatnio miałam modelowy przykład żywienia dzieci. Stałam w kolejce do kasy osiedlowego sklepu, za mną stała matka około dwunastoletniego chłopca i złościła się na syna, że ten chce kupić sobie paczkę chipsów. Powiedziała, żeby wybrał sobie coś innego - przyniósł batona. Matka zaczęła się zżymać, że wybiera same "śmieci" i lepiej, żeby wziął sobie coś do picia. Po chwili usłyszałam piskliwe gderanie: czemu wybrał farbowaną słodką wodę zamiast soku. Ugryzłam się tylko w język, bo cisnęło mi się wyłącznie pytanie: A kto go tego nauczył?

Wychowanie żywieniowe dzieci jest trudne, tym trudniejsze im mniej sami o tym wiemy. Dzieci biorą przykład z rodziców, jeżeli sami się źle odżywiamy lub zezwalamy by dziecko jadło "śmieci" (na wykładach zdarza mi się mówić ostrzej;)), to się nie nauczy, co dla niego jest dobre. Najbardziej drastyczny przykład dała mi pielęgniarka z dziecięcej enterologii. Pouczała matkę dziecka, które nie oddało stolca przez kilka tygodni, że dziecko nie może jeść tylko i wyłącznie chleba i mięsa, musi dostać pomidora, jabłko, marchewkę etc. Ta kobieta odpowiedziała, że nie będzie karmić dziecka jedzeniem dla świń...

Ale miało być o niejadkach;) Dzieci nie można zmuszać do jedzenia ani nie można ustępować karmiąc je frykasami byleby tylko coś zjadły. Dzieciom trzeba dać czas i zaciekawić je. Dawać wybór, najlepiej między czymś zdrowym a czymś... zdrowym:) Uzbroić się w cierpliwość i wyluzować, by dziecko mogło samodzielnie poeksperymentować, co nie zawsze korzystnie odbija się na stanie kuchni i jadalni.

Jak wspomniałam moja Córcia niejadkiem nie jest, choć nie każdy posiłek zjada z pieśnią na ustach i w tempie ekspresowym. Czasem kręci nosem.  A ja mam dwie sentencje, którymi dręczę moje dziecię:
Po pierwsze: nie mów, że nie lubisz, jeżeli nie spróbowałaś. I jest to żelazna zasada, od której odstępstw nie ma dla nikogo.
Po drugie: Czasem trzeba jeść rzeczy, które niezbyt lubimy, żebyśmy bardziej się cieszyli z tych, które nam smakują. Wtedy zazwyczaj W się patrzy ironicznie spod brwi a ja wyjeżdżam mu Dziadami: "Kto nie zaznał goryczy ni razu, ten ni razu nie może być w niebie". Poza tym urozmaicanie jest zdrowe:) Nawet nielubiana przez nas wszystkich brukselka od czasu do czasu się pojawia.
Jest jeszcze po trzecie: niezdrowe rzeczy też można zjeść, ale mało i rzadko. (Stąd moja tortownica ma średnicę 18cm ;))

I wreszcie przechodzę do sedna przedstawiając najnowszy przetestowany sposób na niejadka. Pojechaliśmy w odwiedziny do znajomych biorąc prowiant: sok, melona i sałatkę. Tatuś błagał, żebym nie zdziwiała po swojemu, ale nie mogłam się powstrzymać i do sałaty (czerwonej i zielonej), pomidorów, papryki i oliwek dorzuciłam kilka (-naście;)) kwiatków ogórecznika, do tego był sok z cytryny, oliwa i listki bazylii. Córka znajomych, sztandarowy przykład niejadka, jak zobaczyła kwiaty w sałatce od razu się zainteresowała jedzeniem i jeszcze się okazało, że bardzo lubi oliwki;)

Tak więc: masz niejadka? Daj mu kwiatka! :)

sałata z ogórecznikiem, sałata z jadalnymi kwiatami, sałatka z kwiatkami, borage flowers in salade, kwiaty do jedzenia

Dzieci też bywają Kwiatożerne :)

wtorek, 27 lipca 2010, pinkcake

Komentarze
2010/07/27 17:23:54
Moje dzieci też niejadkami nie są, ale mam kilku niejadków w rodzinie i w zaprzyjaźnionych rodzinach. We wszystkich tych przypadkach winę ponoszą rodzice, którzy dla świętego spokoju dostarczają dziecku tylko i wyłącznie to co ono je. Bratanica mojego męża z zup je tylko i wyłącznie rosół, od lat nie widziała na oczy innej zupy, bo specjalnie dla niej ten rosół jest gotowany nawet jeśli reszta je inną zupę. Moja przyrodnia siostra pije tylko i wyłącznie Kubusia i ten koszmarny Kubuś jest jej systematycznie dostarczany. Uczę chłopca z zanikiem mięśni, strasznie utył w ciągu tego roku, pewnie za sprawą sterydów, ale dieta nie jest bez znaczenia. Przy okazji tematu "food" wyszło, że jedynymi owocami jakie kiedykolwiek próbował są banany, jabłka i pomarańcze, a z warzyw ziemniaki i marchewka. Mama karmi go frytkami i smażonym kurczakiem.
-
2010/07/27 17:45:42
Masakra! To prawda, że winni są wyłącznie rodzice. Ich lenistwo i brak wiedzy.
-
2010/07/27 19:40:16
Jak mnie czasem jezyk swedzi, zeby cos komus powiedziec przy wykladaniu towaru na tasme w sklepie... Jak widze, ze zakupy niektorych to pol koszyka smieciowego zarcia. Slodkie napoje, cola, chipsy, zupki w torebce, pomysl na, kilka opakowan kostek rosolowych, vegeta, czy inno badziewie tego typu. Do tego cala gora wedlin (kiedy oni to wszytsko zdaza zjesc?), cukier, dzem, 5 kg ziemniakow, 2 bochenki bialego pieczywa, 2 kubki margaryny, slodzone jogurty a z owocow i warzyw tylko cytryna (pewnie do herbaty, ktora zlopia litrami, pomiedzy napojami).
Przewaznie regula jet to, ze to wszystko widac po tych ludziach. Oj prawda to prawda - jestes tym, co jesz.
-
2010/07/27 19:51:00
Cóż, ja się gryzę w język, bo to ich życie i ich sprawa. Ale jest takie chińskie przysłowie, które co roku cytuję: "Grób kopiesz sobie własnymi zębami".
-
2010/07/27 22:13:39
Jak dobrze, że moje dzieci to typowe Tadki ale jadki :)

Ja w swoim domu już dawno wyeliminowałam wszelki syf i bardzo mnie to cieszy. Choć widzę, że niektórzy patrzą na mnie bokiem... no bo gdzież to dziecku chipsów nie kupić.
Ech...
-
Gość: iwona, emq84.internetdsl.tpnet.pl
2010/07/28 10:39:27
A moje dziecko to niejadek właśnie, szlag mnie trafia kiedy słyszę, że to prawdopodobnie moja wina. Córka z owoców je tylko jabłka, kiedyś jadła banany ale jej sie odwidziało, w moim domu owoce są ZAWSZE, ale ona od maleńkości nie wzięła żadnego do ust, w żadnej postaci. Ma 3 lata, wyczuwa każde oszustwo, podejrzliwie sprawdza wzrokowo czy czegoś jej tam nie dodaliśmy. Jogurty je tylko naturalne (to mnie akurat cieszy), żadnych dodatków, żadnej zieleniny do obiadu. Pije tylko wodę. Czasem Kubusia. Kiedyś wcisnęłam jej do deseru z tarkowanym jabłkiem jedno winogronko. Stwierdziła, że niedobre i nie zjadła. Nie wiem jak to wyczuła. Zupy? U nas króluje pomidorowa. Innej nie spróbuje. Łatwo jest oceniać, Gotuję inne zupy i co z tego. Nie weźmie ich do ust, to co? Ma nie jeść zup w ogóle? Czy jeść raz na tydzień kiedy jest pomidorowa? Dalej. Czipsów, batoników itp. nie je, bo jej nie kupujemy. Nie powiem, je zdrowo, ale jej dieta jest baaaardzo uboga. Nie potrafię tego zmienić. Nic nie jest albo czarne, albo białe. Nie zawsze dziecko nie je bo zapycha sie je śmieciami czy też jedzenie jest nieładnie podane. Moja nie miała w ustach poziomki, jagody, pomarańczy itp. Lody owocowe? Błeeeee. I wiecie co ? Ostatnio byłam szczęśliwa kiedy na grillu zjadła całą kaszankę. Serio, Bo spóbowała. I posmakowało.Aha, pinkcake, mam do Ciebie duży szacunek, korzystam z Twoich rad, bo moja Mała jest również alergiczką, ale kwiatka? Puknęłaby sie zapewne w swoje małe czółko ;) Pozdrawiam
-
2010/07/28 11:31:55
Ivon, to nie chodzi tylko o syf. Problem niejadków jest bardzo złożony. Czasem niechęć do jedzenia jakichś smaków (np kwaśnego) wynika z jakiegoś schorzenia: polipa w przełyku, grzybicy jelit, pasożyta... A najczęściej chodzi o ustępowanie małym dyktatorom, którzy wiedzą lepiej, że brzoskwinie są niejadalne.
-
2010/07/28 11:54:16
Iwona, a skąd wiesz, że by się puknęła? Dałaś jej? Spróbowała? Oczywiście, że to jest Twoja wina i Twojego męża, bo kto inny jest odpowiedzialny za żywienie Waszego dziecka?
Nie twierdzę, że każdy niejadek zapycha się śmieciowym jedzeniem. Mnie się wydaje, że właśnie alergiczne dzieci łatwiej nauczyć unikania śmieciowego jedzenia, bo od maleńkości są przyzwyczajone, że nie mogą wziąć pierwszej ładnie zapakowanej rzeczy z półki. Ale skoro Twoja córka je tylko kilka produktów, to znaczy, że coś zawaliliście. Nie wiem co i jak, bo każde dziecko jest inne i do każdego przemawia coś innego. Uboga dieta nie jest dietą zdrową, zastanów się nad tym. A może to Ty za bardzo się zamykasz na nowości? Kwiatki to tylko przykład, bo najważniejsze jest wybicie z rutyny. Podziałały. A to właśnie jej rodzice mieli ochotę stukać się po czółkach.

Jak wspomniałam, moja Córka też czasem nie chce wziąć czegoś do ust, ale w domu jest kategoryczny zakaz mówienia, że coś jest niedobre, dopóki się nie spróbuje. I koniec. Nawet nie potrafię wyliczyć ile razy pierwotna niechęć zamieniła się w pełen przyjemności posiłek. Co więcej nawet jeśli raz nie smakowało, to inaczej przyrządzone smakuje inaczej i też trzeba ponownie spróbować. Kto wie, może dziś będzie smakować.
Skoro Twoja córka nie miała w ustach poziomki, to nie może wiedzieć, czy są dobre. Rozpuściłaś dziecko i tyle.
Córka je tylko pomidorową? To niech nie dostanie nic do jedzenia dopóki nie zje DWÓCH łyżek grochówki. Dzieci nie umierają, jeżeli raz nie zjedzą obiadu, a przegłodzenie wybitnie wpływa na chęć spróbowania nowych rzeczy. Nie trzeba wmuszać całej miski, ale nie wolno nie spróbować. Smakowała kaszanka? Ekstra, tylko jakim cudem ją spróbowała? Grill, coś innego niż zwykle, świeże powietrze? Może zróbcie sobie piknik na balkonie? Mało jedzenia dużo zabawy. Zaproś kogoś z zewnątrz na popołudniową herbatkę z owocami rozłożonymi na wielkim talerzu i wyjdź z pokoju, niech córka się nie stresuje Twoją obecnością. Bo może to jest problemem.
A czy córka jest z Tobą w kuchni, kiedy gotujesz? Pozwalasz jej samodzielnie coś pomieszać, obrać marchewkę (to akurat moja robi od drugiego roku życia), samej dobierać smaki. Mnie nikt nie nauczył, że można jeść surowe buraki, ale siedząc ze mną w kuchni przy ich obieraniu, Córcia poprosiła o plasterek i od tamtej pory się zajadamy. To samo przy obieraniu jarzyn do rosołu, lubi sobie schrupać surową pietruszkę, kapustę czy selera.
Czy wiesz, ilu z moich studentów jest przekonanych, że się dobrze odżywiają mając w menu 5 potraw? Mam takich na pęczki. Po moim kursie przychodzą z podziękowaniami, bo przejrzeli na oczy. Więcej wiedzą, jedzą inaczej i lepiej się czują.
Szlag Cię trafia? To coś zmień, bo dziecko jeszcze długo nie będzie mądrzejsze od Ciebie. To co ona je zależy od jej rodziców, czyli od kogo?
-
Gość: iwona, emq84.internetdsl.tpnet.pl
2010/07/28 13:20:53
He he, takiej odpowiedzi sie spodziewałam :) Uwierz mi, nie wywieram na nią żadnej presji, potrafi szaleć z dzieciakami na podwórku na wsi cały dzień. Na stole jest full owoców i innego jedzenia, one wymiatają - ona nie. W ostatnią niedzielę dwójka dzieciaków sąsaidów wtrąbiła prawie całego arbuza, moja nawet nie spróbowała. Mówisz, ze ją rozpuściłam, pewnie tak, nikt nie jest idealny. Dostanę po uszach za to co powiem, ale nie moge sobie pozwolić na głodzenie jej po to żeby zjadła inną zupę czy w ogóle coś innego. Od małego ma niedowagę i takie głodzenie skutkuje tym, że zaczyna sie ciąganie nas z jednych badań na drugie, bo dziecię nie miesci sie w jakichś tam tabelkach. Jest żywa, pogodna, cudowna i ...uparta jak mało kto.
W kuchni zawsze się udzielała, ale są rzeczy, których do tej pory nie spróbowała. Poziomki nie miała w ustach, bo już przy wprowadzaniu nowych potraw do jadłospisu czyli ok. 6-9 miesiaca życia poziomkami pluła. Do przemycania owoców i warzyw w jedzeniu mam ambiwalenty stosunek (chociaż próbuję tego kiedy się da). Bo wolałabym jednak żeby wiedziała co je, bo co z tego że zje malinę czy poziomkę nawet o tym nie wiedząc. To co, mogę wtedy powiedzieć, że je? Jasne, dostaje przy tym witaminy itp. ale to jedyna korzysć.
Z tym pukaniem to tak przewrotnie było trochę. Bo ja próbuję, bardziej niż kto inny. Ale taka sytuacja stanęła mi przed oczami. Odpowiedź standardowa na każdą nowość: '' Zaltowałaś, plawda???"
Myślę, że nie ma co tu nikogo przekonywać do swoich racji, dzieci są różne, moja jest bardzo uparta we wszystkim,nie tylko w jedzeniu, każdy aspekt życia jest powodem do tego żeby sie zaprzeć, a żeby złamać ten upór musiałabym chyba złamać JĄ, a tego też nie chcę. Będę wdzięczna za każdy, nowy fajny pomysł, bo a nuż chwyci. Ale nie mogę też z tematu niejedzenia zrobić w domu tematu, który wszystkich bedzie przyprawiał o gęsia skórkę.
-
2010/07/28 13:58:46
Powiem szczerze - odnośnie Twojej pierwszej sentencji ;) -, że najbardziej mnie denerwuje sytuacja, która notorycznie pojawiała się, gdy przez raptem 3 dni byłam z 2 koleżankami na wycieczce. Jedna z nich, w zasadzie na wszystko, co jadłyśmy, mówiła: 'łeee!', 'bleeeeeee!', 'fuuj!', 'jak wy to możecie jest?', 'obrzydlistwo'. A zbyt szczupła to nie jest. Miałam ochotę jej przyłożyć ;). Ale najlepsze było to, że takimi 'słowami' obrzucała drugą dziewczynę, gdy ta piła słodzoną herbatę... Więc, dziewczęta, od dzisiaj słodzona herbata jest 'obrzydlistwem'...
-
2010/07/28 14:31:13
Maniu, dla mnie też słodzona herbata jest obrzydlistwem;) Ale pierwsza zasada dotyczy zarówno dzieci jak i dorosłych, nieodwołalnie. Kiedy już się spróbuje, to o gustach się nie dyskutuje, bo każdemu smakuje co innego:) Jednak najpierw trzeba spróbować:P
-
2010/07/28 14:46:25
Iwono, skoro jest Wam dobrze z taką sytuacją, to rzeczywiście nie ma co zmieniać. Najwyżej nie będzie się mieścić w jakiś tam tabelkach. A że uparta to też dobrze, przecież to oczywiste, że trzylatka sama może o sobie decydować i jest mądrzejsza od swoich rodziców. Ustępując uparciuchowi, robisz dziecku krzywdę, ale to Twoje dziecko i Twoja sprawa.
Dlaczego to Ty nie możesz postawić na swoim i obstawać przy swojej racji, aż ona ustąpi? To nie jest łamanie osobowości tylko wychowanie. I nie polega na zmuszaniu na siłę. Ale krótko mówiąc to ona złamała Ciebie. Skoro wyznajesz zasadę, że lepiej jak dziecko kształtuje się samo a rodzice służą wyłącznie do podawania, wycierania i udostępniania portfela, to rzeczywiście nie ma co drążyć tematu. Znam przypadki kiedy rzeczywiście sepleniące kilkulatki bywają mądzejse od swoich lodziców.
Mam pytanie, jak zazwyczaj reagujesz na to pytanie o żartowanie, zwieszasz ramiona i rezygnujesz?
Oczywiście, że z jedzenia nie można robić drażliwego tematu, a pora posiłku nie może być godziną terroru, ale to Ty powinnaś rządzić w swoim domu a nie podporządkowywać się dziecku. Szczerze życzę Ci, żebyś znalazła jakiś sposób na swoją córkę. I na siebie.
Gosia
P.S. Jeszcze mam pytanie czysto merytoryczne: czy dajesz córce witaminy w tabletkach? Czasem przewitaminizowane dzieci nie mają apetytu bo ich organizm wysyła sygnały, że są dobrze odżywione.
-
Gość: iwona, emq84.internetdsl.tpnet.pl
2010/07/28 15:11:31
Szkoda gadać....
Tak, ustępuję jej. W sprawach o które nie warto walczyć godzinami.
Nie, nie ustepuję jej gdy chodzi o mycie zębów i rąk. A po godzinnej walce o mycie
zebów szkoda mi życia na godzinną awanturę o zupę. W każdym razie nie odpuszczam i wciaż próbuję.
Teraz walczymy jeszcze o jedzenie przy stole i parę innych spraw.
Jak reaguję na pytanie o żartowanie? Różnie, to zależy od tego jak bardzo mi zależy żeby zjadła. Generalnie nie ma u nas czegoś takiego jak zwieszenie ramion, bo by nam na głowy wlazła. Od wrzesnia idzie do przedszkola, zobaczymy jak to będzie. Moze tak jak z dzieckiem mojej koleżanki, kiedy to mała wróciła z przedszkola i z triumfem oznajmiła "dwie mnie karmiły. I żadna nie nakarmiła". A moze sie przełamie...
Nie je żadnych witamin, wyniki ma od urodzenia ok, jedynie jesienia i zimą żuje sobie tzw. tableteczki z piciem, tzn. tran w kapsułkach, które to uwielbia, choć jak na nią patrzę to mnie wykręca (oczywiście jej tego nie okazuję, bo tran jest przecież przepyszny, nie? ;))
-
2010/07/28 15:30:18
Hi hi:) Moja też uwielbia tran, ale bez kapsułki, bo ta jej nie smakuje:P
Może faktycznie przedszkole pomoże. Grupa dzieci, które jedzą razem (choć na to trzeba poczekać - pierwszy miesiąc w przedszkolu to czysta maskara), kto wie.
Czasem wystarczy zmiana autorytetu. Pani przedszkolanka, jakaś ciocia, Twoja koleżanka, która zyska aprobatę Córki. A tata nic nie pomaga?

Wiesz, może wspólne hodowanie jakiejś roślinki na balkonie by pomogło. Krzaczki tych nieszczęsnych poziomek są łatwe w uprawie, a ile frajdy. Z tymi kwiatkami to też nie jest głupi pomysł. Stokrotki, bratki, ogórecznik są zupełnie bezpieczne nawet dla dzieci. Zupa z kwiatkami to nie żart:)
Pozdrawiam
Gosia
-
2010/07/28 21:29:20
Zgadzam się CO DO SŁOWA
I na pewno jak nadejdzie czas ro tu wrócę i jeszcze raz sobie przeczytam :*
-
Gość: beolhar, s183pc123.mmj.pl
2010/07/29 08:06:22
U nas niejadkiem był tylko Michał, sam z tego wyrósł. Teraz je wszystko. Z dziewczynami nigdy nie było problemów, obie jedzą chętn ie nawet szpinak Owszem ,każda ma kilka nielubianych potraw, np Marta nie lubi buraków, ale je tyle innych warzyw, że jej nie zmuszam
A ta sałatka z błękitnymi kwiatkami wygląda obłędnie,sama bym się natychmiast skusiła!
-
Gość: iwona, emq84.internetdsl.tpnet.pl
2010/07/29 13:18:26
A nasz Tata to całkiem inna bajka, już niech on lepiej nie pomaga. Nerwus z niego straszny. Do tego Babcie, które jej pilnują czyt. obsługują. A ja sie miotam między młotem a kowadłem, bo staram sie wprowadzić dyscyplinę i jakieś zasady a jednoczesnie nie być wieczną zołzą. Dlatego cieszę sie na przedszkole. Choś wiem, że czeka nas szkoła przetrwania, to pewnie ostateczny bilans będzie na plus.
I żywieniowy i każdy inny. A z kwiatkami spróbujemy i z hodowlą też, mam już nasiona. Co głowa to rozum, jak powiada stare porzekadło...
Gosiu, dziekuję za tę dyskusję, twórcza była :)
Pozdrawiam
-
2010/07/29 17:02:51
Iwonko, ja tylko mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz:) Z babciami to jest gehenna, coś o tym wiem i dlatego nie pozwalam na wychowywanie mojego dziecka przez babcie. A "nerwus" też mógłby pomóc, gdyby poparł Twoje zdanie i Twój autorytet. A jak córka pójdzie do przedszkola to jest szansa na poprawę. Rozstania się nie bój, odpoczniesz sobie:)
Pozdrawiam!
-
2010/07/29 19:59:27
Poleczko, jak przyjdzie czas, to na pewno dasz sobie radę;) Polecam jedzenie na dwie łyżeczki, karmienie się na zmianę (trzeba dzieciątku przyrządzać zjadliwe papki;)) a w skrajnych przypadkach u nas się sprawdzało straszenie Babą Jagą i jej zupkami z muszek :P

Beatko, to może barszczyk z kwiatkami? :D
-
2010/07/31 10:22:31
No, no. Wrocilam, zeby poczytac jak sie dyskusja rozwija i widze, ze prowadzi na dobre tory. Tak, twierdze, ze jezeli dziecko jest niejadkiem to po czesci wina rodzicow. Mam przyklad z rodzinnego domu. Moja siostra od malego jadala praktycznie tylko slodycze, a moja mama wychodzila z zalozenia, ze lepiej dac jej prince polo (jej ulubiony posiekek), niz nie dac wcale. Ja sie calkiwicie z tym nie zgadzalam (bylam juz wtedy dorosla, siostra jest o 20 lat mlodsza) i uwazalam, ze lepiej przeglodzic, do czego z kolei nie chciala dopuscic mama. Byly sytuacje, kiedy siostra odmawiala jedzenia przez niemal caly dzien a pod jego koniec prosila o nie mowiac, ze jest glodna i wlasnie ta sytuacje nalezalo wykorzystac do dania jej do jedzenia nie tego co sama chce, tylko kolejnych zdrowych rzeczy. Jestem tolerancyjna, jezeli ktos mowi, ze czegos nie lubi, bo sprobowal, ale postawa "to na pewno jest niedobre" mierzi mnie.
Sama nie jadam kapusty kiszonej, bo nie dostawalam jej w rodzinnym domu. Moja mama doszla do wniosku, ze na pewno nie bedzie mi smakowac, wiec mi jej nie dawala, chociaz sama ja jadla. Oczywiscie kiedy duzo pozniej sama probowalam ja jesc, bo to przeciez same witaminy, niestety byla dla mnie niedobra (robilam wiele podejsc).
Po wyjsciu z rodzinnego domu poznalam i polubilam tak wiele smakow, ze moja rodzina nawet nie wie co to jest, gdyby podac im nazwe dlatego moje dziecko uczyalam poznawac je od malego. Zabieram je do kuchni, opisuje co ugotuje, co bede dodawac, prosze o wrzucenie czegos do garnka i nie musze zachecac, zeby dziecko sprobowala wszystkich skladnikow przez obrobka cieplna, bo samo jest do tego chetne. Pytam sie "jak myslisz, czy to bedzie dobre? Popatrz tyle pysznych rzeczy tu dodajemy" i odpowiedz musi byc twierdzaca, nie ma innej opcji:-).
Dla potrzeb dziecka stworzylismy nawet historyjke o dziadku wegetarianinie, ktory mieszkal w chatce pod lasem i mial w swojej spizarni rozne pysnosci. I czesto kiedy cos kupujemy, mowimy, ze dziadek spozywa to bardzo, czesto i nie moze tego zabraknac w jego spizarni. Opowiadamy mu co sadzi na swoim polu. Staramy sie, zeby dziecko poznawalo nazwy produktow malouzywanych w Polsce poprzez opowiadanie mu o tym skad pochodza (quinoa, mleko kokosowe) i jak sie je robi ( tofu, seitan). Saitan np. nazywamy "oszukanczym mieskiem dziadka" i opowiadamy, ze kiedy dziadek zaprasza znajomych na grilla to podaje im grillowane warzywa i grillowany seitan i wszyscy mysla, ze to mieso. Sami nie jestesmy oczywiscie wegetarianami, ale wszystko to sluzy urozmaiceniu naszej diety.
-
2010/08/01 22:14:24
Thiesso, to wygląda tak, jakby Twoja mama zachowywała się jak babcia własnego dziecka;)
Dla mnie sytuacja, kiedy sama coś jem i nie daję dziecku (wyjątkiem jest alergia!) jest nie do pomyślenia.
Uważam, że fajne jest chodzenie razem na zakupy i pozwalanie dziecku na wybór rzeczy, które by chciało spróbować. Oczywiście nie spośród słodyczy tylko warzyw, owoców, ryb itd.
Moja Córcia zna o wiele więcej produktów nie tylko od swoich rówieśników, ale nawet i ich rodziców. Pomijam znajomość jadalnych kwiatków, bo tu nikt jej nie chce wierzyć :P
Ale Mała też miała swój okres buntu i siłowania się z nami. Ostatecznym argumentem w momencie największej mojej desperacji, było stwierdzenie, że jeżeli nie będzie jadła różnych rzeczy chociaż po troszku, to się rozchoruje i pójdzie do szpitala, a ja będę w domu płakać. Podziałało.
-
2010/08/04 17:37:53
Tez mi sie tak wydaje a nawet jestem pewna, ze moje dziecko zna wiecej smakow, niz niejeden rowiesnik i rowniez dzieci o wiele starsze. Rodzicow tych dzieci tez sie to tyczy:-)
-
Gość: dorota mirowska, xdsl.008.c79.petrotel.pl
2010/08/05 11:30:26
W mojej rodzinie tzn zaciszu domowym są i zdrowe i niezdrowe produkty, ale mój syn nie mówi:"nie lubię" zanim nie spróbuje.To nawet nasza dewiza...bo czasem na innych obiadach (tu:goście) powinno się próbowac by nie robić przykrości pani domu.Ot, kultura.Znam takiego niejadka-brat cioteczny mojego syna! no masakra! Chłopak ma 10lat a wygląda na 4latka(zresztą nie tylko wyglądem go przypomina) i je tylko małe serki Danio, schabowego(2 gryzy) i tosty z nutellą. jak widzę brak zainteresowania ze strony rodziców..aż mnie krew zalewa!Bo podobno on nic innego nie lubi. Nie lubi bo nie próbuje! Oj...w dodatku ma małą siostrę, która "robi" za mały odkurzacz domowy, bo jada ładnie, wszystko i nie grymasi.Złote dziecko. Takich dzieci nam trzeba!
A już tak odbiegając od tematu; Bardzo mi się podobaję elementy kwiatowe w Twojej kuchni! SUPER!!!
-
2010/08/05 15:55:20
Dziękuję za Twoją opinię Dorotko;)
Właśnie o to chodzi, że tak wiele zależy od podejścia rodziców, czego uczą. Słusznie mówisz, że jedzenie jest częścią kultury. Nie wiem czy dziecko odkurzacz to wymarzona istota:) Wg mnie każdy ma prawo mieć swoje ulubione i nielubiane potrawy.
Pozdrawiam serdecznie
Gosia
-
Gość: yula, aeau58.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/06 10:46:40
Pincake : chyba nie miałaś do czynienia z naprawdę upartym dzieckiem :) moja od urodzenia potrafiła sie tak zaprzeć że ją nie przekonasz, prędzej zagłodziła by sie po nieprzytomności niż spróbowała tego czego nie chce.
Iwona, jak pisałam wyżej moja też jest upartym nieiadkiem :) Praktycznie wszystkie warzywa są bę. Do marchewki udało mi sie przekonać młodych pokroiwszy ją w ciekawe kształty :) U mnie jest o tyle lepiej że wymiatają praktycznie wszystkie owoce :) Mówisz że twoja ma 3 latka, moja już ma 5 i daje sie z nią podyskutować, trochę zaszantażować i zmusić do spróbowania nowości :) Zdarzało mi sie przegłodzić też, ale w jej przypadku nie na wiele sie to zdaje bo upór ma straszny. Bardziej przekonuje nagroda czy zakaz jedzenia ulubionego deserka. Wiem to jest złe, ale czasem człowieka szlag trafia jak sie napracował, a potomek nie chce nawet spróbować.
Aha w dodatku do niejadka mam też starszaka (7-lat) odkurzacza jedzeniowego :) mało jest potraw które nie wciągnie :)
-
2010/08/06 11:55:25
Miałam, miałam;) Ale ja jestem bardziej uparta i tyle. I to dziecko ma słuchać matki a nie matka dziecka. Przynajmniej jeszcze przez kilkanaście lat;) To nie znaczy, że trzeba być faszystą, heterą, łamać dziecko i nie zostawiać miejsca na dyskusje. Dzieci często się upierają z rozpędu, dumy, albo nawet ze wstydu za swoje aktualne zachowanie i można im po chwili zaoferować jakieś zapasowe honorowe wyjście z impasu.
A skoro piszesz, że ciekawe wycinanki, dyskusje i drobne szantaże działają, to znaczy, że nie jest beznadziejnie. Można ponegocjować: bajki, spacery, desery itd, czemu nie. Ale cały czas się upieram, że pierwsza zasada: nie mów, że niedobre, dopóki nie spróbujesz, jest słuszna i niech się każdy uparty bachor słania po podłodze, wrzeszczy czy obraża, to nie ustąpię i już. A jak sobie wychowasz dziecko, takie masz (przynajmniej do czasu aż pójdzie do szkoły i nauczyciele i rówieśnicy powywracają mu w głowie).
Tak z ciekawości zapytam, to ile trwało wasze przegładzanie? Do deseru? :)

Aha i jeszcze jedna zasada, która ułatwia życie, od której nie uznaję odstępstw: mama zawsze dotrzymuje danego słowa.
-
Gość: yula, aeau58.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/06 12:10:12
PIerwsze przegłodzenie w jej życiu trwało 6-godzin, aż mama wróci ze szpitala po łyżeczkowaniu jak ona miała tydzień :) Dla noworodka to dużo, ale ona nie miała ochoty na nic oprócz cyca i tyle:) Później zobaczyłam że jest uparta przy okazji innych spraw, a że w miarę je to o jedzenie sie długo nie użerałam. Teraz jeśli zaczyna za bardzo kaprysić przy jedzeniu i nie chce spróbować do tego zachowuje sie okropnie, to nie je nic do kolacji. Absolutnie żadnych przekąsek, deserów a do picia tylko czysta woda. Zasadę nie mów że nie dobre zanim nie spróbujesz też stosuje, dlatego zdarzają sie spięcia:) I całkowicie sie zgadzam, mama zawsze dotrzymuje obietnic :)
-
2010/08/06 12:44:17
Nie no cyca nie liczę;) Tutaj nie ma co dyskutować:D
Ja bym nie dała kolacji :P Albo na kolację dała odgrzane to samo, o co była wojna. Ostatecznie od pójścia spać na głodnego nawet 3-letnie dziecko się nie rozchoruje.
Moja ma 4,5 roku i z zatrważającą regularnością przechodzi bunt jednolatka, półtoralatka, dwulatka itd, kiedy to zaczynam rwać włosy z głowy bo muszę się z nią użerać o każdą najdrobniejszą rzecz:/ Więc wierz mi, wiem co to jest uparte dziecko. Po resecie ustawień wraca grzeczny aniołek, z którym można wszystko spokojnie ustalić. Bo dziecko to człowiek, którego tak samo trzeba szanować jak dorosłego.
-
Gość: yula, aeau58.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/06 13:36:22
Ona od cyca potrafi pokazać własne zdanie :) Bez kolacji ją spać nie puszczę bo wolę żeby jednak została w tym swoim około 7-centylu :) A co odgrzewania obiadu to tak od 2 lat zwykle nie ma czego odgrzewać:) Bo jak pisałam mam drugiego "odkurzacza" który domaga sie po 3 dokładki :) Rozkładam je w czasie by mu żołądek nie pękł:) W dodatku starszak ma ZA i wymaga dużo uwagi, więc uwagę poświęconą młodszej wole spożytkować na coś przyjemniejszego niż użeranie sie:)
-
2010/08/06 16:03:51
Wiesz, Yula, ja super-nianią nie jestem, ale czy w takim razie Mała nie jest zazdrosna i w ten sposób chce sobie odebrać należny jej czas?
A odnośnie centyli, to gdyby wszystkie dzieci się mieściły między 25 a 75 centylem, to siatka nie miałaby sensu, bo powstałby nowy rozkład:) Ważne, że zdrowe i rośnie w dobrym tempie. Od braku jednej kolacji się nie umiera, a konsekwencja rodzica jest najważniejsza. Moim zdaniem trzeba dotrzymywać i tych dobrych dobrych i tych złych obietnic.
No ale cóż poradzić, każdy orze jak może, i rodzice i dzieci. Trzeba jakoś przeżyć razem te kilkanaście lat i nie narobić sobie krzywdy:)
-
Gość: yula, aeau58.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/06 20:46:45
Staram sie znajdować czas wyłącznie dla niej, ale czasem może faktycznie :) dlatego wolę nie użerać sie nad czymś co nie jest naprawdę ważne :) Wiem że konsekwencja rodzica jest najważniejsza i wiem że na kolacje musi coś zjeść bo inaczej nie dam spać, więc ma zapowiadane że jak nie zje/spróbuje to do kolacji nic nie dostanie :)
A swoją drogą fajny blog, dołączył do ulubionych :)
-
2010/08/06 21:32:49
Ależ jedzenie jest ważne! :)
Zapraszam na przyszłość, nie tylko niejadków:)