Czyli jak upiec ciasto bez jajek i bez mleka krowiego, przypadkowo wegańskie. Choć to powoli historia... Ponadto moje jadalne kwiaty.
CTWAL2012 Różowy tydzień-baner Afrodyzjaki Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog > Komentarze do wpisu

Alergik w przedszkolu

Alergiczne dziecko w przedszkolu nie ma lekko. Jego mama też nie.

W momencie podpisywania umowy, wyszło na jaw, że Córcia nie będzie mogła spożywać posiłków przedszkolnych, ponieważ przedszkole nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej diety bezjajecznej i bezmlecznej (niestety takie przedszkole jest na naszym osiedlu). A skoro nie może spożywać posiłków, to nie może zostawać dłużej niż 5 godzin. A skoro nie może zostawać dłużej niż 5 godzin, to zgodnie z ustawą, przedszkole nie może pobierać czesnego za jej pobyt. A to przyprawia panią Dyrektor o białą gorączkę.

Już od początku usiłowano mnie zniechęcić do wysyłania dziecka do przedszkola, bo: opiekunki jej nie upilnują, kiedy "rzuci się na jedzenie" (sic!), bo inne dzieci będą jej zabierać jedzenie, bo zachlapią jej posiłek nabiałem, a w takim przypadku przedszkolanki nie mogą podać żadnego leku. Bo będzie problem z sanepidem, a co jeśli się struje czymś w przedszkolu (znaczy ja otruję własne dziecko). Potrzebne zaświadczenie od lekarza, że dziecko może uczęszczać na zajęcia. Ale żeby pani się nie ważyła (sic!) nie odebrać dziecka przed upływem 5 godzin. A że cała sytuacja jest bardzo kłopotliwa dla przedszkola (choćby z tego względu, że jest kilkoro dzieci, które nie zostają nigdy dłużej niż 5 godzin, a rodzice płacą czesne i co by było, gdyby się dowiedzieli, że nie muszą?)...

Cóż, na szczęście miejsca w przedszkolu są przyznawane zewnętrznie niezależnie od woli dyrekcji na zasadzie punktacji, w której preferencje żywieniowe dziecka nie są uwzględniane.

Początki były ciężkie. Oczywiście pięciu godzin dziecko nie może spędzić nie jedząc żadnego posiłku i patrząc jak inne dzieci jedzą. O 8 jest śniadanie, o 10 sok, o 11 zupa, o 12 drugie danie, o 14 podwieczorek. Przynajmniej dwa posiłki i sok co rano muszę przygotować i zapakować. W przedszkolnej kuchni nie było małego garnuszka, żeby odgrzać zupę przyniesioną przeze mnie. Kiedy zapytałam, czy może powinnam zaopatrzyć kuchnię w garnuszek odpowiedniego rozmiaru, wtedy okazało się, że w ogóle nie wolno w kuchni odgrzewać żadnego pokarmu z zewnątrz. Zgadzam się, dość rozsądny przepis, tylko czemu wcześniej go nie znały?

OK. W związku z tym trzeba kupić termos. Niestety termosy obiadowe mają pojemność kilku litrów, więc się nie nadają na pojedynczą porcję zupy dla małej dziewczynki. Normalne termosy maja malutkie wyloty - ciężko umyć, a nawet kawałek kalafiora je zatyka. Poza tym większość śmierdzi, a ja nie chcę żeby moje dziecko jadło woniejący plastikiem obiad. Rozwiązaniem, choć niedoskonałym, okazał się kubek termiczny. Nie trzyma ciepła tak porządnie jak termos i trzeba się natrudzić z myciem wieczka, ale nawet sprawnie funkcjonuje. Pod warunkiem, że ustawienie go w pozycji pionowej na stole nie przekracza możliwości przedszkolanek, a jedna z nich ma wybitne z tym problemy.

Sama postawiłam sobie wymóg, aby posiłek Córci był jak najbardziej podobny do tego, co jedzą pozostałe dzieci. Dzięki temu do naszego zestawu wkroczyły zupy do tej pory niespotykane np.: grysikowa czy żurek. W zamrażarce trzymam porcje różnorodnych zupek (gotuję 1 porcję więcej niż nam potrzeba i mam na zapas), bądź mrożony wywar z kury lub boczku (stąd tyle problemów co zrobić z mięsem z rosołu;)), żeby rano szybciutko ugotować porcyjkę. Gotowałyście kiedyś zupę z jednej różyczki kalafiora albo z jednego pomidora? Ciężko utrafić z przyprawami :)

Z zupkami się udało. Tyle że Córcia musiała przeboleć codzienne jedzenie zupy. A drugie dania? Muszą być na zimno w hermetycznym pojemniku (sanepid) ale musi to być coś „czego nie będą zazdrościły inne dzieci”. Zadanie niewykonalne - dzieci zazdroszczą wszystkiego, co nie jest na ich talerzu. Szybko się przestałam tym przejmować i pakuję Córci, oprócz kanapki to, co ona lubi: kiszone ogórki, oliwki, sałatę, pomidory koktajlowe. Staram się za to spakować taki sam owoc, jaki dostają pozostałe dzieciaki, nie dlatego, że się nimi przejmuję, tylko po to, żeby mojej Małej nie było żal. Zanim się Córcia zorientowała, kto naprawdę jest odpowiedzialny za jej posiłki, minęło kilka tygodni, kiedy to rozentuzjazmowana opowiadała mi, jakie pyszne jedzonko dają w przedszkolu :P

Wyjątkami od kanapek (z wędliną, kozim serem, dżemem) i czegoś w rodzaju sałatek (sałata, pomidor, jabłko itp każde w innym kąciku pudełka), są naleśniki, pierogi, racuchy i kotlety, które też były powodem jednej z karnych wizyt na dywaniku dyrektorki, bowiem opiekunki nie wiedziały, że można zjeść kotleta na zimno i się zrobiła afera... Ech, przez pierwszy miesiąc bywałam na dywaniku niemal równie często jak rodzice chłopczyka, który wszystkich bił, gryzł i kopał. Za każdym razem się dowiadywałam, jak straszliwym obciążeniem i niekomfortową sytuacją jest posiadanie na grupie TAKIEGO dziecka. Jakby to była moja fanaberia, że Mała nie może jeść niektórych rzeczy i jakby to pani dyrektor osobiście musiała godzinę wcześniej wstać, żeby dla TAKIEGO dziecka przygotować posiłek do przedszkola.

Chwilami odnoszę wrażenie, że Córcia jest traktowana jako dziecko drugiej kategorii (szczególnie przez jednego babiszona, który uważa, że 4-letnia dziewczynka na ustawowym opierunku nie zasługuje na talerzyk, kubek, czy nawet otworzenie jej butelki z mlekiem przy śniadaniu). Ta sama opiekunka usadza ją przy osobnym stoliku. Dziwne, że wychowawczyni nie uważa takiego postępowania za konieczne i jakoś dzieci jedzą każde ze swojego talerza i wojen nie ma.

Notabene, w tej samej grupie jest też inne dziecko z alergią, choć w rzeczywistości jest ona ograniczona do kilku owoców i pomidorów. Dziecko je normalnie obiady, ale oczywiście nikt nie zadba o to, żeby dostała do picia coś innego niż zakazany sok...

Najgorszą spożywczą traumą (Córcia się cała rozszlochała w domu) był „cukierek dla grzecznych dzieci”. Oczywiście dzieci z alergią były grzeczne, ale „cukierka dla grzecznych dzieci” nie dostały, ponieważ panie opiekunki nie potrafią przeczytać etykietki na opakowaniu. Czy naprawdę do tego trzeba doktoratu?

A z ostatnich ciekawostek: jedna z opiekunek usiłowała niedawno wysondować Córcie, czy ja nie symuluję jej alergii i podpytywała: "Czy mamusia daje ci jajeczka i mleczko?" A Córcia (podobno) jej z oburzeniem odpowiedziała: "Oczywiście, że mamusia mi daje jajeczka i mleczko. Przewiórcze jaja i koziowe mleko" ;)

Rozpisałam się trochę i przynudziłam. Nie jestem pewna, czy komuś przydadzą się nasze doświadczenia, ale właśnie zaczynają się zapisy do przedszkoli, więc kto wie? Dziecko z alergią pokarmową może chodzić do przedszkola, nawet jeżeli przedszkole nie zapewnia bezalergicznej diety.

DODATEK: Jeszcze jedna rzecz okazała się problemem. Mydło "miód i mleko" zamieniało rączki mojej dziewczynki w czerwoną miazgę. Córcia zabroniła mi interwencji w tej sprawie ale obiecała, że będzie myć ręce jakimś kolorowym mydełkiem a nie białym (zazwyczaj w każdej butelce jest inny rodzaj).

Dorzucę do notki, to co napisałam w komentarzach. Inne dzieci w zasadzie bezproblemowo przechodzą nad alergią. Skoro niektórym dzieciakom nie wolno jeść niektórych rzeczy, to nie wolno i już. Natomiast moja Córcia była zaszokowana informacją, że jej koleżanka nie może jeść pomarańczy i truskawek. Długo nie mogła wyjść ze zdumienia, że są dzieci, które są uczulone na rzeczy, które ona może jeść. Bo przecież to, że inne dzieci mogą jeść mu-mu, którego jej nie wolno, to najzwyklejsza rzecz na świecie :D

piątek, 05 marca 2010, pinkcake

Komentarze
2010/03/05 11:30:36
Pincake, można: ale czy warto? ( chyba, że jest to konieczna-konieczność) Bardzo współczuję Tobie i córci takich przepraw. Pytam, czy warto nie bez powodu: dziecko na pewno nasłucha się niemiłych uwag od wychowawczyń. Jest traktowane inaczej i niestety w tym przypadku "inaczej" znaczy" gorzej" :( Powiem Ci o mnie- taki drobiazg: podstawówka, która była moja "rejonową" była - paradoksalnie- o wiele dalej, niż szkoła z poza rejonu, tuz obok mojego domu. Więc naturalnie poszłam do tej szkoły, która była fizycznie bliżej. Cały czas słyszałam przytyki, jak to jest, kiedy "tacy z poza rejonu" przychodzą, że każdy"powinien być u siebie w rejonie", że jak się komuś nie podoba, to może sobie iść do swojego rejonu. Takie wtedy były czasy, ale widzę, że mentalność nauczycielek się nie zmieniła :/ Oczywiście, można się było wtedy zaprzeć i nie zwracać na to uwagi, ale moja Mama stwierdziła, że gra nie jest warta świeczki: po co mam cały czas słuchać bezpodstawnych złośliwości. Od półrocza pierwszej klasy przeniosłam się do szkoły "w rejonie". Przynajmniej nikt mi nie truł, ze jestem w miejscu, w którym nie mam "prawa" być.
Pozdrawiam ciepło :)
-
2010/03/05 12:28:35
rain1drop, nigdy nie jest tak, że zawsze się jest przez wszystkich akceptowanym. Owszem, można dziecko trzymać pod kloszem, ale jak długo? I co z tego dobrego wyniknie? Przecież w końcu pójdzie do szkoły, w dodatku zupełnie niezsocjalizowane, bez odporności na inne dzieci, nauczycieli, choroby i nieprzyjemności. I wtedy dopiero będzie mu trudno. Nieposyłanie dziecka z alergią do przedszkola to akceptacja faktu, że w jakiś sposób jest gorsze, że musi być traktowane specjalnie. A przecież wcale gorsze nie jest.
-
Gość: beataohar, s183pc123.mmj.pl
2010/03/05 12:52:29
Też uważam, że dzici z alergią powninny normalnie chodzić do przedszkola Na pewno przez równieśników nie są traktowane inaczej, a kontakt z innymi dziećmi jest niezbędny Niestety przedszkolanki, nawet te młode, są niereformowalne
Nie wiem, co nas czeka Na razie Julka ma alergie tylko na mleko Ale już masło jej nie szkodzi Jajka też na szczęcie nie Mam nadzieję, ze szybko ta nietolerancja minie i zanim pójdzie do przedszkola będzie po problemie A jak nie, to też damy radę
-
2010/03/05 12:53:26
Nie mówię o trzymaniu pod kloszem, tylko o poszukaniu być może innej placówki, nawet, jeśli miała by być dalej. Takiej, gdzie ludzie są nastawieni normalnie. Takiej, gdzie obecność naszego dziecka nie będzie ciągłym problemem. Gdzie spojrzą na dziecko przyjaźnie, a nie będą i je i nas zasypywać ciągłymi wymówkami. Nie marzę nawet o przedszkolu, które zapewni posiłki - choć może i takie by się znalazło? Spokój psychiczny nasz i dziecka - bezcenne.
-
Gość: haribola, public73128.xdsl.centertel.pl
2010/03/05 13:20:29
właśnie z powodu takich sytuacji nie poślę moich dzieci do przedszkola. A jesli już to porządnie je wcześniej przeselekcjonuję. Bo przedszkola w których pracują ludzie którym zależy i są troskliwi już są. Są też mini przedszkola do których uczęszcza mniej dzieci i takich ew będę szukać i w których akceptowana jest indywidualność i zasady rodziców. Nie mówię tu o drogich czy zagranicznych bo na takie mnie nie stać, ale zrobię wszystko by nie trafily do przedszkola publicznego. A dlatego że boję się takich własnie sytuacji. Jestem wegetarianką,nie jem zwierząt i jajek. Zawsze czytam etykiety sprawdzając np jakiego pochodzenia są barwniki i skład herbatników. Moje dzieci gdy już się urodzą też tak będą jeść. Nie wiem jeszcze jak to będzie z alergią ;)) która może przyprawić jeszcze więcej "kłopotów" żywieniowych ;)) I nie wierzę w to,że któraś z opisanych pań mogłaby zaakceptować obecność takich dzieci.
No bo a niy czemu czemu mając alergię miałyby tam nie chodzić? Tym bardzej,że mają opiekuńczą mamę która robi córce jedzenia więc tak naprawdę duzo pracy im odchodzi, wystarczy,że otworzą butelkę czy pojemnik.

Mam tylko dwa wspomnienia jedzeniowe z przedszkola: kanapki które bardzo mi smakowały i gęstą zupę koloru brudnej żółtej ścierki której nigdy nie jedłam i zawsze lądowałam z nią w łazience gdy stawiano mnie w kącie przy parapecie i kazano ją jeść. No to stałam tam aż dopiełam swego i zupa była wylana :))

Myślę,że te miejsca nie powinny się kojarzyć dzieciom ze stresem.

pozdrowionka
-
2010/03/05 14:00:45
Małgosiu, świetnie sobie radzisz z tą całą sytuacją. To aż dziwne, że w czasach, kiedy alergie nie są rzadkością, masz aż takie kłopoty... Uważam, ze zawód przedszkolanki , podobnie jak nauczyciela, powinien być wybierany z powołania. Te panie, o których piszesz, na pewno się z nim minęły.
A tak a propos przywołałaś moje nieprzyjemne wspomnienia z przedszkola... Ja byłam niejadkiem i pamiętam samotne siedzenie nad talerzem gulaszu z żylastą wołowiną, kiedy wszystkie inne dzieci poszły się już bawić...
-
2010/03/05 14:26:52
Włączyły mi się mordercze odruchy gdy czytałam ten post :[
Udusiłabym te przedszkolanki własnymi rękoma!

Gdy ja chodziłam do przedszkola (+/- 14 lat temu) byłam strasznym niejadkiem i przedszkolanki same zgłosiły problem mojej mamie, że nic nie jem i jakoś nie robiły problemów z tym, że przynosiłam swój rogalik czy bułkę, którą zjadłam (naprawdę mało jadłam ;) ). Zmniejszyły też mamie opłatę za niejedzone posiłki.

Co przedszkole, to obyczaj...
-
2010/03/05 15:46:07
z jednej strony współczuję przeżyć i stresów, ale z drugiej - i to bardziej - podziwiam Twoją wytrwałość i cierpliwość do tych babiszonów

moje dziecię pójdzie do przedszkola za rok, mam nadzieję, że panie nie będą robiły problemów z przynoszeniem jedzenia i pilnowaniem, żeby nie jadło mleka krowiego, jajek kurzych i pochodnych - moje starsze dziecię chodziło do tego przedszkola, więc znam je, one znają mnie, może się dogadamy

i nie uważam, żeby alergia była powodem, żeby dziecko nie posyłać do przedszkola
i tak jest inne, bo nie może jeść wszystkiego, a jak się jeszcze je odseparuje od innych dzieci, to nie wyjdzie mu to na dobre, musi się nauczyć radzić sobie z alergią i tą innością, a my jako rodzice musimy im pomóc, prowadzić, wszystkiego pilnować, ale jednocześnie zapewniać samodzielność, przecież nie będziemy do końca życia prowadzić za rękę
-
Gość: , chello089079251235.chello.pl
2010/03/05 16:03:16
Wiesz, co? Czytalam i autentycznie otwieral mi sie noz w kieszeni!!! I to maja byc Panie Przedszkolanki?? To takim kobietom oddajemy nasze dzieci?? Rozumiem doskonale, że są pewne wymagania, ale jakoś nie widzę, że stawalaś na NIE przeciwko tym Paniom. Masakra. Naprawdę Ci wspolczuje. To, że dziecko jest alergiczne to nie znaczy, ZE SPECJALNIE ZEBY TYLKO TYM PANIUSIOM DAC WIECEJ PROBLEMOW!! Teraz naprawde jeszcze bardziej doceniam Dyrektorkę przedszkola i Panie Wychowawczynie z przedszkola mojego szkraba.
Pozdrawiam i życze powodzenia!!!!
www.kucharzytrzech.blogspot.com
-
Gość: mom., ddq246.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/05 18:50:50
Masz dużo szczęścia, wbrew pozorom. Pracuję w biurze przedszkola i znam to od innej strony, która wcale nie jest tą lepszą. Raczej niekomfortową.
Nie daj się, nic więcej nie zrobisz. Cała ta otoczka przedszkolna, podkreślanie ważności... :-]
Pozdrawiam i życzę powodzenia :-)
-
2010/03/05 18:57:30
Wiecie co, mnie też chwilami się nóż otwiera, szczególnie na tą jedną dodatkową opiekunkę. Również uważam, że umiejętność malowania równych bałwanków i sklejania choinki z makaronu to nie są wystarczające kompetencje do pracy jako przedszkolanka. Ta jedna pani w ogóle nie szanuje dzieci. A pani Dyrektor uważa dzieci za zło konieczne w placówce, którą prowadzi.
Ale ani razu nie żałowałam, że posłałam Córcię do przedszkola. Ja nie nauczę jej kontaktu z grupą dzieci, nie pokażę jej jak sobie radzić, kiedy ktoś zabiera jej zabawkę czy ma inne zdanie i zaczyna się kłócić. Poza tym ma naprawdę fajną wychowawczynię. I jakkolwiek muszę prostować pewne skrzywienia światopoglądowe wpajane w przedszkolu, a które są sprzeczne z moim spojrzeniem na świat (szczególnie roli kobiet i mężczyzn), to cieszę się, że Mała ma możliwość nauki i zabawy z innymi dziećmi.

Ponadto ja mam przez to czas na pracę (choć jest to tylko 5 godzin i muszę jeszcze siedzieć wieczorami). A już poza dyskusją jest fakt, że w tym momencie ledwie wiążemy koniec z końcem i zwyczajnie nie stać mnie na opiekunkę. Lecz podkreślam, że wg mnie nawet najfajniejsza niania (a taką mieliśmy - pozdrawiam serdecznie pani Tereso:)) nie przekaże dziecku umiejętności radzenia sobie w grupie innych dzieci.

Praktycznie wszystkie zastrzeżenia jakie mam, dotyczą traktowania przez dwie panie oraz tego wynikającego z kwestii finansowych. Dziecko na państwowym wikcie jest solą w oku dyrekcji, ponieważ nie ma żadnej dodatkowego sposobu zarobienia na takim dziecku (opłaty za czynsz i posiłki). Co doprowadza chwilami do sytuacji wg mnie karygodnych, kiedy okazuje się, że poczęstowanie dziecka JEDNĄ chrupką jest traktowane jako kradzież środków przedszkolnych. Ja bardzo chętnie bym płaciła za wszelkie tego typu dodatkowe atrakcje (chrupki, cukierki dla grzecznych dzieci, dodatkowy talerzyk, umycie szklanki etc.) ale niestety przedszkole nie ma na to cennika i chyba byłoby poza prawem.
-
2010/03/05 19:31:46
Gosiu współczuję ,ale staram sie również zerknąc na to drugiej strony, tej która wyraznie mówi o odpowiedzialności dyrekcji i personelu w przedszkolach. Nikt, sobie sam tego nie wymyslił, aby utrudniac życie dzieciom z alergią. To średnia wieku nieżyciowych( w większości męskiego grona) ustawodawców i dużo wyższe zarobki, pozwalajace im na prywatne zatrudnianie opiekunek do dziecka tworzy tak ogromną lukę niewiedzy. A przedszkola są różne, tak jak różni są ludzie. Prawdopodobnie prywatne, integracyjne by współpracowało z tobą i twoim dzieckiem nie robiąc problemu o termos z zupą, a tak za pensję wystarczajacą na kosmetyki i kilka godzin pracy,nikt nie chce ryzykowac wygodnej posady. Zaraz odezwą się głosy protestu, że to ciężka i wyczerpujaca praca, nie wspominajac o odpowiedzialności. Byc może i wstawanie z łózka jest ciężką pracą dla niektórych, ale o ile pamięc mnie nie myli, to szkoła dla w/w osób przygotowywała zarówno do opieki, zabawy, nauki jak również zdrowego odżywiania. Czyli panie powinny byc w temacie :)Trzymam mocno kciuki, że miłe panie z Waszego przedszkola przełamią swoje fobie do świadomych rodziców, chcących by ich dzieci odżywiały się zdrowo i bezpiecznie.
-
2010/03/05 19:57:04
Tak jak mówisz Szarlotku ludzie są różni. Z niektórymi da się dogadać, z innymi nie. Ja wcale nie wymagam, żeby moje dziecko było traktowane jak święta krowa. Ale jakoś wychowawczyni nie widzi problemu we wspólnym dzieleniu stołu przy posiłku a druga opiekunka już sobie nie wyobraża, że dzieci mogą zjeść spokojnie posiłek nie grzebiąc sobie wzajemnie w talerzach. Kwestia umiejętności czy IQ?
A jeśli chodzi o zdrowe i bezpieczne odżywianie, to chwilami się cieszę, że przez alergię sama muszę przygotowywać posiłki do przedszkola. Przynajmniej Córcia je więcej warzyw, nie opycha się kupnymi słodyczami na podwieczorek i nie opija przesłodzonym kompotem;)
Bardzo doceniam pracę wychowawczyni i jej pomocnicy. Są wyjątkowe. Kiedy dziecko płacze, to nawet chodzą za nim na czworakach, żeby pocieszyć.
Nie jestem wrogiem przedszkola. Ale wkurzam się na bezmyślność. No jak można dziecku uczulonemu na pomarańcze notorycznie dawać do picia sok pomarańczowy? I za każdym razem stwierdzać: no to się dziś nie napije. Odrobiny właśnie odpowiedzialności i pomyślunku brakuje.

A zakończę kwestią dość humorystyczną właśnie z pomarańczami. Moja Córcia była zaszokowana, że jej koleżanka nie może jeść pomarańczy i truskawek. Długo nie mogło jej się zmieścić w główce, że są dzieci, które nie mogą jeść tego, co ona może. Bo to, że inne dzieci mogą jeść mu-mu, którego jej nie wolno, to przecież najzwyklejsza rzecz na świecie. :D
-
2010/03/05 23:20:21
A wydawałoby się, że nastała w naszym kraju cywilizacja w dobrym tego słowa znaczeniu.
-
2010/03/06 00:20:24
Genialny Twój blog:) Mam ochotę zacząć działać w kuchni kiedy patrzę na fotki i propozycje kulinarne. Pozdrawiam.
-
2010/03/07 09:48:33
Emko, cywilizacja nastała, ale ludzie się jeszcze nie zmienili.

Dziękuję Bohovictim:) To bardzo miłe.

Mom, nie do końca rozumiem, co miałaś na myśli, ale ja przypuszczam, że gdyby panie z przedszkola chciały mi bardziej uprzykrzyć życie, to na pewno by potrafiły to zrobić i zamienić życie mojego dziecka w koszmar. A tak nie jest. Córcia nawet lubi chodzić do przedszkola a swoją wychowaczynię uwielbia. Moje zastrzeżenia dotyczą raczej sposobu myślenia (niemyślenia) u osób odpowiedzialnych za opiekę nad dziećmi, niż tego, że one naumyślnie i złośliwie chcą utrudnić nam przedszkolną egzystencję.
-
2010/03/07 16:54:44
Wiesz to co piszesz to dla mnie jakaś paranoja. Mam troje dzieci więc trochę doświadczenia jeśli chodzi o przedszkola zebrałam. Każde z nich chodziło do innego. z każdego byłam jestem zadowolona. Maja została przedszkolakiem w sierpniu ubiegłego roku. Razem z nię jedzą obiadki dzieci , u których w domu np. nie jada się mięsa w ogóle, albo nie jada się wieprzowiny ze względu na religię, albo słodyczy, albo jada się tylko produkty biologiczne. Jedna dziewczynka ma dietę bezmleczną. 3-letnie dzieci nie rozumieją dlaczego nie mogą np. jeść pysznego ryżu na mleku, albo pachnącego mielonego z wieprzowiny i jestem pewna, że chętnie sięgnęłyby po te nieznane im przysmaki. Jednak do tej pory nie słyszałam żeby przedszkolanki miały z tym jakikolwiek problem. Każdy dostaje swoje i nie ma żadnych pomyłek ani chwil nieuwagi ze strony opiekunów. Naprawdę nie słyszałam o przypadkach beznadziejnej bezmyślności wychowawców.
Na ścianie w przedszkolu wisi menu tygodniowe z jadłospisem na każdy dzień i opcjami uwzględniającymi diety poszczególnych dzieci. Dieta bezmleczna jest tam też choć przestrzega jej tylko jedna dziewczynka...
Współczuję Ci tych problemów, bo ja w takiej sytuacji chyba bym się wściekła. Może jednak jakoś się dotrze ta cała sytuacja?
-
2010/03/08 08:32:31
Marzenie ściętej głowy Alicjo! Wydaje mi się, że podstawową przeszkodą dla wprowadzenia wielorakiej diety jest brak przystosowania kuchni. Mają tam tylko ogromne 100 litrowe gary i nie ma jak podgrzać porcji dla pojedynczego dziecka. Po drugie oczywiście opór przed podnoszeniem kosztów. No i po trzecie twardogłowie. Rodzice nie mają nic do powiedzenia w kwestii jadłospisu, a szczerze mówiąc to nie wiem, czy w ogóle przyszło któremuś do głowy protestować przeciw przesłodzonym kompotom i ziemniakom niemal dzień w dzień, bo pewnie sami tak się odżywiają. Tu też jadłospis wisi na drzwiach lecz wymóg innej diety to dla większości osób po prostu fanaberia.
A wydaje mi się, że większość dzieci, które mają jakieś ograniczenia dietetyczne podchodzi do tego podobnie jak moje dziecko. Większość z tych kilku, które znam, podchodzi do tego ze stoickim spokojem. Tego im nie wolno, to dostaną coś innego. Tylko dorośli robią z tego nie wiadomo jaką krzywdę.
Sytuacja wg mnie w miarę się dotarła, choć po balu karnawałowym miałam ochotę rozedrzeć kogoś na strzępy. Pytałam wcześniej czy na balu będzie jakaś przekąska dla dzieci, żebym też mogła coś przygotować. Odpowiedziano mi, że nie, a później mi Córcia z wielkim żalem mówi, że dzieci dostały miseczkę chrupek, a ona nie, a przecież chrupki wolno jej jeść. No i co można poradzić na tak bezmyślne robienie dziecku przykrości?
-
2010/03/08 14:13:00
Ło matko. mój synek przewędrował przez łącznie cztery przedszkola- i NIGDZIE nie był tak traktowany... nie do pomyślenia... moja siostra- w polskim przedszkolu- donosiła obiady dla córki i bez problemu odgrzewali.mała była do 15. Coś mi się nie chce wierzyć w niemożność odgrzewania obiadu, może to po prostu lenistwo tych kobiet? Trzymaj się, nie daj się!
-
2010/03/08 14:38:10
Ujęłaś to świetnie: twardogłowie niesamowite!!! Biedna mała, bez chrupek i ze smutną buzią. Co za ludzie, szkoda, naprawdę szkoda słów...
-
Gość: Krokodyl, aaph111.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/11 10:07:43
O, jakie to smutne, naprawdę. Żal mi Ciebie i Twojego dziecka, które dostaje mocną szczepionkę na rzeczywistosć, w której żyjemy. I te podpytywanie, jakie to przykre. Ja posłałam synka do przedszkola(Chiałam być pracujacą mamą!) , jadl wszystko, wtedy skończyla sie siłą rzeczy dieta, i chorował non stop. Choćby dlatego wiem, jak wazne jest pilnowanie diety. Kilka razy próbowałam odpuscić, no i miałam nadzieję, że moze już przeszła (mi szybko znikneła w dzieciństwie skaza białkowa). Ale nie przeszła. mam w pamieci Twoje porównanie szkodzącego jedzenia do spozywania płynu do naczyń, sugestywne. Posiłkuję sie nim w kontaktach z babcią (na moją wyobraźnię też działa). Od 10 miesiecy znów nie zjadł niczego co zawierałoby mleko krowie i nie choruje mi tak i o wiele szybciej rośnie. Już nei jestem w obozie sceptyków. ;-) naprawdę współczuje i smutno mi na myśl że osoby, które powinny na dzieciach sie znać - studia, doświadczenie zawodowe, tak podchodzą do tych kwestii. Niestety też mam oprócz miłych, neimiłe wspomnienia z przedszkola dzieci. Wszystko co nie było rutyną, co nie mieściło się w sztywnych ramkach tegoż przedszkola, było źle przyjmowane., nawet nowa pani dyrektor z nowymi, dobrymi pomysłami, wpierw spotykała sie z ogromną neichęcią pracownic, a uczyniła te przedszkole o wiele fajniejszym, czego mogła doświadczyć w ostatnim roku przebywania w nim moja córcia, bo gdzieś podziała sie nuda i rutyna.
To co piszesz to jest problem w czasach, gdy tak wiele dzieci jest alergikami. zazwyczaj rodzice są samotnymi "wojownikami". Alergia traktowana jest jako fanaberia. ja też nie zdawałam sobeui często sprawy, jak bardzo ważna jest dieta (ciąża - dieta (cukrzyca), pierwsze lata - dieta), ale potem już czasami z nią kulałam z przyczyn różnych. Fakt, ani nianie, ani babcia nie rozumiały, to juz czasami ja myślałam, że moze przesadzam,. Ale nie. na diecie dziecko jest po prostu o wiele zdrowsze i silniejsze, lepiej rośnie itd.. Nie ma porównania - dwa tygodnie przeziebienia w roku a ponad pół roku ciężko przechodzonych angin, gryp, wirusówek itd. to nie jest mała różnica. Fajnie, że piszesz tego bloga i poruszasz te kwestie. Dla mnie jest wsparciem Twoje zdanie, wspominane wyżej przeze mnie. Ja Ci więc coś zawdzięczam. :-)
Pozdrawiam i bardzo chciałabym usłyszeć, że w przedszkolu jest lepiej.
-
2010/03/13 20:24:56
Bardzo Ci dziękuję za Twoje słowa. Naprawdę czuję się lepiej, kiedy wiem, że nie jestem jedyna, która musi się zmagać z takimi sprawami.
Tak to jest, jak organizm musi walczyć z alergenami to nie ma jak rosnąć.
A w przedszkolu niestety nie zapowiada się wcale lepiej. Dawno nie widziałam tak zerowej dobrej woli...
-
Gość: , ejr126.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/31 23:02:18
Moja córcia uczulona jest na pszenicę (odpadają wszelkie produkty mączne), mleko (odpada nawet masło), soję (jest dodawana do wędlin), glutaminian sodu, barwniki sztuczne i cukier. Od roku chodzi do przedszkola. W każdy piatek zabieram od nauczycielki menu na cały przyszły tydzien i gotuję jej codziennie mniej więcej to samo (ale na zastepczych składnikach) lub chociaż tak samo wygladające potrawy. Panie w kuchni podgrzewają i podają. dyrektorka zwolniła mnie od opłat za wyżywienie. Mała ma też alergię kontaktową - ma swoje mydełko i specjalny krem do rączek. Jeden raz zdażyło się, że pani podała jej delicję... dziecko w ciągu godziny dostało wysypki i opuchlizny. Najadły się babki w przedszkolu strachu ;) Ale na szczęście jestem przygotowana na takie sytuacje. Nigdy nie zdażyło się, żeby Agatka była gorzej traktowana. Nawet przeciwnie - kiedy po pobycie w szpitalu wycofała się zupełnie z kontaktu z rówieśnikami, to własnie nauczycielka przekonywała mnie, żebym nie rezygnowała, że krzywda jej się nie dzieje. Po miesiącu wszystko wróciło do normy :) Dodam, że to jest przedszkole publiczne (szczecin) a nie prywatne, jak moznaby się spodziewac. Może warto, żebyś zmieniła córeczce przedszkole? Aha, polecam stronkę "szkoła atopii", bo zmiany skórne o których wspomniałaś mogą wskazywac na azs... z esztą, tam jest też sporo informacji o tym jak traktowac chorobę dziecka i jakie moga byc skutki psychiczne. Pozdrawiam serdecznie :)
-
Gość: , ejr126.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/31 23:07:04
aha, 2686128 to moje gg, gdybyś chciała pogadac. Powodzenia w walce z alergią i babami z przedszkola!
-
2010/04/01 00:13:59
Wiesz, ja nie chcę z nikim walczyć, po prostu chciałabym, żeby moje dziecko było traktowane tak samo jak inne dzieci niezależnie od tego, czy za jej pobyt płaci tylko samorząd, czy też mogą na nim dodatkowo dorobić. Przedszkola nie zmienię, bo to wg mnie jeszcze gorzej odbiłoby się na psychice córki.
AZS nie ma. Z mydłem wyszedł jej niechcący test skórny. Nie widzę powodu by siać z tego powodu panikę. Nie je krowiego nabiału i już, nie ma żadnych objawów alergii.
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia:)
-
Gość: ageczka, ivx130.internetdsl.tpnet.pl
2011/03/11 22:36:48
Ja swoją Zuzę posłałam do prywatnego, więc nie robili problemu i robię dla niej swoje jedzenie na cały dzień ( do czworaka). Łącznie z piciem. Panie i pani kucharka maja wykaz co Zuza jeść jakby coś było obok jadłospisu. Poza tym tygodniowy jadlospis dostaję na maila i mogę Zuzi dopasować. Trzeba jakoś sobie radzić.
Pozdrawiam :-))))))))))
-
2011/03/12 22:07:55
Ano trzeba... Nas nie stać na prywatne przedszkole, a poza tym żadnego prywatnego nawet nie ma w pobliżu.
Od sytuacji, którą opisywałam we wrześniu na szczęście dużo się poprawiło, szczególnie w kwestii traktowania odmieńców:) Ale tak jak pisałam ostatnio, moje dziecko musiało być mądrzejsze od 3 wychowawczyń: jedna była na zastępstwo, druga nowa a trzecia nieprzytomna i nachalnie wciskały jej batonika z mlekiem i mleczną czekoladą. Córcia w końcu darowała sobie tłumaczenie głupolom, że jej nie wolno, wzięła batona i schowała do swojej siateczki, żeby poczęstować mamę:)
-
Gość: , 77-254-94-82.adsl.inetia.pl
2011/06/17 12:41:56
Ale miałyście przeprawy. Mój synek jest jeszcze na mąkę pszenną uczulony. W jednym przedszkolu mi przyjęli Synka i pani dyrektor zapewniała że będzie miał swoje jedzenie po czym dostał zapalenia płuc i okazało się że dostaje to samo co inne dzieci. Więc Go zabrałam a teraz mam super przedszkole niema problemu z dostarczeniem półproduktów czy gotowego posiłku Pani kucharka podgrzewa w osobnym garnuszku. Z mydłem było to samo ale przyniosłam swoje raz a jak Panie zobaczyły że przynoszę to kupiły takie samo dla mojego dziecka i już jest ok. Powodzenia!
-
2011/06/17 22:55:11
Na szczęście od tamtej pory właściwie mamy spokój. Już nikt z nami nie walczy, wszystkie panie się przyzwyczaiły do posiłków z zewnątrz, a wszelkie przekąski i cukierki urodzinowe Córcia pakuje do siateczki i jak coś jest z mlekiem, to jej zamieniam na coś dozwolonego, żeby nie była stratna;)
Pozdrawiam serdecznie!